piątek, 25 listopada 2016

Epilog

                Bycie supportem One Direction było dla nas olbrzymim przełomem. Dzięki temu zyskaliśmy tak wiele. Chłopaki coraz częściej pojawiali się w mediach. Rozpoczęli pracę nad swoim pierwszym albumem, wydali profesjonalny teledysk, który puszczany był w różnych stacjach muzycznych. Po drugiej trasie, wszystko nabrało jeszcze większego tempa. Zespół był jeszcze bardziej rozpoznawany, a grono fanów zwiększało się.
               Po zakończonej współpracy z Syco, sami zaczęliśmy przygotowywać się do swojej własnej trasy koncertowej. Mój kalendarz wypchany był spotkaniami z dziennikarzami, fanami, małymi i większymi występami. Nadal jednak planowaliśmy wszystko tak, by mieć czas dla rodzin, które cierpliwie czekały na nas w Sydney. I to się udawało.
               Nie byłam jednak w tym wszystkim sama. Już wcześniej zauważyłam, że przyda mi się pomoc, aby nie zwariować od tego, co się dzieje. Firma CALMM Manager Group potrzebowała większej ilości ludzi. Do naszej grupy dołączyli różni specjaliści, którzy zajmowali swoimi działami w kompetentny sposób. Nad całością oczywiście czuwałam ja, by mieć pewność, że wszystko jest prowadzone tak, jak tego chciałam. Z biegiem czasu pod naszymi skrzydłami pojawili się nowi soliści i zespoły, z którymi nawiązaliśmy współpracę.
               Nigdy nie sądziłam, że poznanie Luke'a, aż tak wywróci moje życie do góry nogami. Że zmienią mi się priorytety i marzenia. Teraz miałam wrażenie, że myślimy i działamy w tym samym kierunku. Że nasze wartości są identyczne. Mieliśmy ten sam cel, który udało nam się wspólnie osiągnąć. Ze mną, z nim i paczką naszych przyjaciół. Budowaliśmy to wszystko od początku, od nowych podstaw, dążąc do osiągnięcia tego, na czym nam zależało. Spełniliśmy marzenia, ciężko na nie pracując. I dzięki temu mieliśmy to niesamowite poczucie dumy i szczęścia, że daliśmy radę. Że się nie poddaliśmy, choć wcale nie było łatwo.
                Miewaliśmy wzloty i upadki, słabsze i mocniejsze chwile, pełne radości, a czasami smutku i łez. Mimo tego nadal byliśmy obok siebie, gotowi na to, by działać. By walczyć nie tylko o marzenia, ale i o samych siebie. I to zostało z nami do końca. Nigdy tego nie utracimy. Wielokrotnie dostawaliśmy lekcje życia, wyciągając z tego odpowiednie wnioski, które doprowadziły nas tam, gdzie aktualnie się znajdowaliśmy.
                 Czy żałowałam podjętych decyzji? Nie raz tak. Ale teraz z całą pewnością mogę powiedzieć, że nie zamieniłabym tego na nic innego. Na żadną inną wersję, nawet najbardziej idealnego życia. Jest moje. Jedyne i w swoim rodzaju. Bo to właśnie życie pisze najlepsze scenariusze… Dla każdego z osobna. Dla każdego indywidualnie. Ale dużo też zależy od nas, w którym kierunku ono pójdzie i jak będzie wyglądać. Czasami trzeba włożyć wiele pracy w to, by czuć się szczęśliwym. Ale jesteśmy w stanie to zrobić. Możemy to udowodnić nie tylko sobie, ale też innym. Że potrafimy osiągnąć założone cele. I nie poddawać się, choćby los rzucał nam wielokrotnie kłody pod nogi. Bo z każdym kolejnym podniesieniem się z dołka czy przezwyciężeniu złej chwili, stajemy się mocniejsi w środku.
                 Kiedy otrząsnęłam się po śmieci rodziców, znów udawało mi się wrócić na dawne tory i normalnie funkcjonować. Czy byłam szczęśliwa? Tak, choć nie w pełni. Czegoś mi brakowało. Dopiero po poznaniu Luke'a zrozumiałam, co powodowało pewną pustkę. Potrzebowałam mieć bliską osobę obok, która obdarzy mnie takim samym uczuciem, jak ja ją. Która będzie na dobre i na złe. Z którą będę chciała stworzyć coś większego i pięknego zarazem. Osobę, która będzie szła ze mną w ramię w ramię przez życie, patrząc na nie w taki sam sposób. W nim odnalazłam to wszystko. On dał mi to, czego nie miałam. I choć nie byliśmy idealni, to jednak trwaliśmy obok siebie do końca. Tworząc wciąż nowe rozdziały do naszej wspólnej historii.



***
Takim oto akcentem kończymy To właśnie życie pisze najlepsze scenariusze. Starałam się ułożyć i napisać epilog tak, by pasował do prologu i odnosił się do całości historii. Mam nadzieję, że mi się to udało :) 

Dokładnie ósmego grudnia miną okrągłe dwa lata od opublikowania prologu tego ff. To opowiadanie na Wattpadzie pojawiło się dużo później. Jest jednak dla mnie dość ważne - bo pierwsze, w którym pojawiło się 5SOS. To ono zapoczątkowało serię kolejny ff z nimi w rolach głównych. Jestem też zadowolona, że udało mi się doprowadzić tę historię do końca i ani razu nie zawiesić jej "biegu". Choć już od jakiegoś czasu rozdziały nie pojawiały się regularnie. 
To ff miało mieć więcej części. Miało być typowym tasiemcem. Nie udało się do końca. Niedawno uznałam, że nie ma sensu kontynuowania historii. Dalsza fabuła i wymyślone wątki nie do końca mi przypasowały. Być może dlatego, że opracowywałam to dość dawno temu. Plan na całość pojawił się zanim napisałam prolog. Mimo wszystko uważam, że to ff kończy się w całkiem dobrym momencie. Chłopaki i Malia sięgnęli po to, czego chcieli. Spełnili marzenia, zostając nadal paczką przyjaciół. Kolejne części są już zbędne. To ich początkowa praca i poznanie się było tu najważniejsze. 

W tym miejscu chcę Wam podziękować. Za to, że byliście ze mną do końca. Również za to, że zechcieliście poświęcić swój wolny czas na czytanie tej historii, która do krótkich nie należała. Dawaliście mi dużą motywację, zostawiając pod rozdziałami swoje komentarze i opinie. Dzięki Wam jeszcze bardziej chciało mi się pisać - i chcę to robić nadal. Doceniam każdą uwagę i dobre słowo - dziękuję!

Kończę kolejne ff i jestem z tego zadowolona. Że udało mi się doprowadzić kolejne opowiadanie do końca. Chyba mam dobry okres na pisanie, bo od prawie dwóch lat nie zaliczyłam żadnego dłuższego zniechęcenia, zawieszenia czy poddania się. (A takie powroty i próby pisania już wcześniej mi się zdarzały). Nie wiem czym to jest spowodowane, ale mam nadzieję, że te chęci i wena jeszcze długo ze mną zostaną :)

Ostatni raz w tym miejscu napiszę moją standardową formułkę - zapraszam Was serdecznie na Aska i Twittera - @RoxyDonau. Tam znajdziecie informację co i kiedy się pojawia :)

W tym ff się z Wami żegnam - ale "widzimy się" w innych historiach, które nadal się tworzą.

Pozdrawiam!

#twżpns