niedziela, 11 stycznia 2015

S1 - Rozdział 4

Londyn 14 grudnia 2011 roku



       Zamknęłam metalową szafkę. Złapałam za torbę i powoli ruszyłam w stronę drzwi. Kończyłam właśnie dwunastogodzinny dyżur w pogotowiu i byłam totalnie wypruta z jakichkolwiek sił. Dzisiejszej nocy była akcja za akcją. Niektóre przypadki były błahe, inne znacznie poważniejsze. 
       Wychodząc do głównego holu, rozwinęłam w pośpiechu kanapkę, której nie zdążyłam zjeść. Biorąc duży, zachłanny gryz, podeszłam do lady, nad którą wisiały dwie tablice  rejestracja i informacja. Było po siódmej rano, więc na holu znajdowało się niewiele osób. 
 Czas do domu?  zapytała Yvonne, kobieta po czterdziestce, która dzisiaj obsługiwała ten punkt.
– Tak.  Podsunęła mi pod nos zadrukowaną kartkę papieru. Podpisałam się na nim. 
 Smacznego i miłego odsypiania  powiedziała z uśmiechem, chowając listę obecności z powrotem do segregatora.
 Dzięki i do zobaczenia.
       Odwróciłam się, zatopiłam zęby w kanapce i ruszyłam w stronę drzwi. Już nie mogłam się doczekać, kiedy znajdę się w mieszkaniu i zanurzę w pościeli aż po sam czubek głowy. Wyszłam na zewnątrz, wolną ręką zarzucając kaptur na głowę. Nie przestając jeść, przeszłam wzdłuż szpitala, a następnie dotarłam na parking. Odnalazłam samochód  moje stare ,niebieskie cacko. Wpakowałam się na miejsce kierowcy, rzuciłam torbę na fotel obok i nie przestając przeżuwać, odpaliłam silnik. Jak dobrze pójdzie, to za piętnaście minut powinnam być w domu.


       Powoli otworzyłam oczy. W tym samym momencie, kiedy niczym zombie usiadłam na łóżku, usłyszałam dźwięk przychodzącego smsa. Złapałam za telefon i spojrzałam na wyświetlacz. Dochodziła dwunasta. Odblokowałam cegłę. Wiadomość była od Luke'a. 

Zobacz kogo spotkałem w Green Park. 

       Spojrzałam na dołączone zdjęcie, na którym znajdował się nasz bałwan, którego ulepiliśmy trzy dni temu. Uśmiechnęłam się do wyświetlacza. Bob nawet nie zmizerniał od tego czasu, więc londyńska zima mu służy. Wyglądał tak samo dobrze, jak wtedy, gdy go widziałam ostatni raz. Zaczęłam szybko stukać palcami w ekran. 

Jak widać jest w fantastycznej formie. Jesteś dziś wolny po południu?

        Wyskoczyłam z łóżka. Narzuciłam na siebie niebieski, puchowy szlafrok, wrzuciłam telefon do kieszeni i ruszyłam do kuchni. Tam szybko nastawiłam czajnik i zabrałam się za robienie spóźnionego śniadania. Kiedy zalałam kubek wodą, po pomieszczeniu rozniósł się przyjemny zapach ciepłej kawy. Dolałam mleka i wtedy ponownie usłyszałam dźwięk przychodzącego sms-a. Wyciągnęłam komórkę i odczytałam wiadomość od Luke'a.

Tak, chętnie się spotkam. Wyrobisz się na czwartą? :P

        Uśmiechnęłam się i pokręciłam głową. Najwidoczniej w Australii też panuje stereotyp, że wszystkie dziewczyny potrzebują, nie wiadomo ile godzin, aby się wyszykować. 

Czwarta pasuje. Gdzie się widzimy?

       Zdążyłam upić łyka kawy, gdy przyszedł sms zwrotny. 

W naszej kawiarni. Do zobaczenia. 


       Londyn coraz bardziej nakręcał się na Święta Bożego Narodzenia. Po drodze minęłam trzech Mikołajów, dwa elfy, Rudolfa oraz grupkę kolędników, którzy ulokowali się przy głównej ulicy miasta. Ludzie przemieszczali się w różne strony, a wielu z nich taszczyło w rękach kolorowe torby. Szał na robienie zakupów uważam za otwarty. Ze sklepowych witryn uderzały święcące dekoracje i informacje o świątecznych promocjach. Jak co roku świat stawał na głowie. 
       Minęłam zakręt. Z daleka zamajaczyła mi kawiarnia, w której umówiłam się z blondynem. Docierając do drzwi, zauważyłam go przez dużą szybę. Siedział pochylony nad telefonem i zawzięcie w niego stukał. 
       Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Poczułam zapach pierników, który dzisiaj tu dominował. Ściągnęłam kaptur i rozpinając kurtkę, podeszłam do chłopaka. Stanęłam za jego plecami, ale Luke dalej sunął palcem po ekranie. Dostrzegłam fragment wiadomości, który wysyłał do jakiegoś Ashtona  Jest już porządku, nie musicie się nakręcać. A Londyn jest naprawdę świetny. Odsunęłam się. Nie chciałam być wścibska, więc od razu oderwałam wzrok od jego komórki. 
 Wiesz, wszyscy na około mogliby się zamienić w zombie, a ty byś i tak tego nie zauważył  powiedziałam ze śmiechem. Luke podskoczył i odwrócił się.
 O… Cześć  rzucił i uśmiechnął się. 
 Mam nadzieję, że się nie spóźniłam, chociaż i tak widzę, że miałeś, co robić  powiedziałam, siadając naprzeciwko niego. 
 Jest punk czwarta  odparł, machając mi telefonem przed oczami.  Jesteś na czas. A korzystając z okazji, że jestem sam, postanowiłem w końcu odpowiedzieć na sms-y od chłopaków z zespołu, którzy dzisiaj nie dawali mi spokoju.
 Czyżby się martwili?  Luke wzruszył ramionami.  Widzę że, byłeś wcześniej.  Spojrzałam na dwie, wysokie szklanki z czekoladą i talerz z piernikami, które stały tuż przede mną.
– Wyszliśmy z muzeum szybciej, więc postanowiłem, że już zamówię. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że wziąłem to, co ostatnio.
 Pewnie, że nie. Mają tu najlepszą czekoladę w całym Londynie.
       Przysunęłam wysoką szklankę bliżej siebie, a następnie wzięłam dużego łyka. Gorący napój od razu sprawił, że zrobiło mi się cieplej. Luke zacisnął usta, a potem uśmiechnął się szeroko. 
 Pewnie mam bitą śmietanę na nosie?  Bardziej stwierdziłam, niż zapytałam. 
 Tak i wyglądasz przekomicznie  odparł, podając mi chusteczkę.  Jak wtedy w pralni. 
 Piana party  wspomniałam jego słowa, a on pokiwał głową. Wytarłam nos.
 Świątecznego pierniczka?  zapytał, przesuwając talerz po stole. 
       Wolałam się trzymać z daleka od świątecznych pierdół, bo grudzień łącznie z Bożym Narodzeniem nie należał do najszczęśliwszych dla mnie okresów. 
 Nie mów, że nie lubisz  powiedział, a ja domyśliłam się, że musiałam zrobić dziwną, niepokojącą minę. 
 Nie, chętnie  odparłam i sięgnęłam po jednego. Kiedy wyciągnęłam rękę, Luke spojrzał na mój nadgarstek.
 Masz tatuaż? 
 Nie jeden. 
 Co jeszcze masz?
 Na lewej łopatce trzy chińskie znaki: wiara, miłość i nadzieja. Wiem, oklepane, ale zawsze mi się podobały…
 Nie uważam, by były oklepane.
 I na prawej kostce kwiaty. 
 Piąty grudnia dwa tysiące osiem? Co ta data oznacza?  Wskazał na moją rękę.
 To długa historia. 
 Jesteś tajemnicza  skwitował, pociągając łyk czekolady. 
 I kto to mówi  odparłam, odgryzając nogę piernikowemu ludkowi. 
 Może to dobry moment, żeby się nieco otworzyć?  zaproponował. Spojrzałam na niego uważniej.  Nie wiem, ale mam wrażenie, że znam cię od dawna i że mogę powiedzieć ci wszystko. Wiem, że to głupie. 
 Wcale nie głupie  stwierdziłam.  Nieraz tak jest. Też mam wrażenie, że mogę powiedzieć ci wszystko. 
       Przez chwilę wpatrywaliśmy się w siebie w milczeniu. W końcu odwróciłam wzrok i spojrzałam na niedojedzonego piernika w mojej ręce. Wzięłam go na dwa gryzy, aż w końcu piernikowy ludek w całości przestał istnieć. 
 To jak?  zapytał Luke, sprawiając, że znów musiałam na niego spojrzeć. 
 Co jak?
 Zdradzisz tajemnicę?
 Tajemnica za tajemnicę  odparłam z pewnością w głosie. Luke przez chwilę badawczo wpatrywał się we mnie, a następnie kiwną głową.  Kto pierwszy? 
 Panie mają pierwszeństwo.
 Nienawidzę, gdy w niektórych sytuacjach to wykorzystujecie  powiedziałam z kwaśną miną. Chłopak zaśmiał się.  Ale niech będzie. Co chcesz wiedzieć?
 Gramy w otwarte karty, tak? – Pokiwałam głową.  Dobra… Zauważyłem, że ty chyba nie za bardzo przepadasz za świętami. Mam też wrażenie, że ta cała niechęć ma związek z datą na twoim nadgarstku. 
 Jesteś spostrzegawczy  powiedziałam, popijając czekoladę.  Dobrze to powiązałeś.
 Więc?
 Więc?
 Dlaczego?  zapytał, wlepiając we mnie błękitne oczy. Wzięłam głęboki wdech i ciężko westchnęłam. Luke cierpliwie czekał. 
 Data na moim nadgarstku to data śmierci moich rodziców  powiedziałam, podwijając nieco rękaw i wpatrując się w czarne cyfry.  Wracali wieczorem od znajomych, którzy mieszkają poza Londynem. Powoli zaczynała się zima, drogi były śliskie. Uderzył w nich tir, który jechał znad przeciwka i wpadł w poślizg. Nie mieli szans. Oboje zginęli na miejscu. Po ich śmierci trafiłam pod opiekę przyszywanego wujka, wspólnika ojca i jednocześnie jego najlepszego przyjaciela. Gdy tylko skończyłam osiemnaście lat, przeprowadziłam się do mieszkania po babci, które po niej odziedziczyłam. Święta w dwa tysiące ósmym roku były najgorszymi świętami w moim życiu. Od tej pory nie cierpię grudnia, a razem z nim tego okresu. Co roku jest jednak lepiej, to i tak pozostaje gorzki smak po tym, co się stało. 
 Przykro mi. 
       Przygryzłam wargę. Nie lubiłam o tym mówić, ponieważ zawsze trzeba było wrócić wspomnieniami do tego przykrego okresu. Nagle poczułam jego dłoń na swojej. Ręka chłopaka była przyjemnie ciepła. 
 Spokojnie nie zamierzam ci się tu rozklejać. Jestem dużą dziewczynką – odparłam, lekko się uśmiechając. 
 Duże dziewczynki też płaczą  stwierdził, zabierając rękę. Złapał za piernikowe serce i rozgryzł je na pół.  To ludzki odruch  dodał, wpatrując się we mnie. 
        Spojrzałam na niego, jakbym zobaczyła go po raz pierwszy. Zaskakiwał mnie na każdym kroku. Różnił się od swoich rówieśników. Był jakby dojrzalszy, wiedzący, dokąd chce iść w drodze nazywanej życiem. 
 A twoja historia?  zapytałam, idąc w jego ślady i łapiąc za piernikowego bałwana. 
 Co konkretnie cię interesuje?
 To, co zdarzyło się przed przyjazdem do Londynu.  Luke przestał gryźć. Jego ręka z piernikiem zatrzymała się kilka milimetrów od ust.  Nie uwierzę w to, że nic się nie stało. Sam powiedziałeś, że nie miałeś ochoty tu przyjeżdżać, a jednak w końcu się zgodziłeś. Ciekawi mnie czemu? Czemu zostałeś smutnym chłopakiem? 
       Luke dojadł piernika i wypił łyk czekolady. Następnie podniósł głowę i znów utkwił we mnie wzrok. Przez chwilę wpatrywaliśmy się w siebie w milczeniu. 
 Mieliśmy umowę, więc powiem  odparł spokojnym głosem. Pokiwałam głową na zachętę.  Wiem, że mam dopiero siedemnaście lat i wiele osób może myśleć, że gówno wiem o miłości.  Zrobiłam wielkie oczy.  Miałem dziewczynę. Nazywała się Ashley i byliśmy ze sobą prawie dwa lata. Szczerze, kochałem ją, jak nie wiem. Szalałem za nią i byłem gotowy zrobić dla niej wszystko. Prawie wszystko.  Nastąpiła chwila ciszy. 
 Co się z nią stało? 
 Rzuciła mnie. Mogę śmiało powiedzieć, że to co się stało, rozsypało mnie na kawałki. I długo trwało, zanim znów umiałem pozbierać się na nowo. 
 Dlaczego to zrobiła?
 Konkurencją dla niej okazała się muzyka. Nienawidziła mojego zespołu, nienawidziła tego, że poświęcam muzyce tyle czasu zamiast być ciągle z nią. Chciała, abym znalazł sobie inne hobby, choć tłumaczyłem jej wielokrotnie, że to, co robię, nie jest tylko jakimś głupim zajęciem, a moim sposobem na życie. Nigdy tak naprawdę nie wierzyła, że 5 Second of Summer może odnieś jakikolwiek sukces. Ale my z chłopakami nadal wierzymy, że może kiedyś się uda. Nie potrafiłem dla niej zrezygnować z muzyki, więc ona zrezygnowała ze mnie. Po miesiącu okazało się, że ma innego faceta. Jak wspomniałem, długo to trwało, zanim się z tego wyleczyłem. Odskocznią i lekiem była muzyka i zespół. Chłopaki niesamowicie nie wspierali. Poświęciłem się temu całkowicie. Miałem gdzieś wszystko inne. Nie powiem, ale mama zaczęła się trochę niepokoić tym wszystkim i po jakimś czasie wymyśliła wyjazd do Londynu. Jak sama już wiesz, nie byłem z początku zainteresowany, ale po długich jęczeniach rodziców zgodziłem się pojechać z nimi.  Wzruszył ramionami.  Moją tajemnicą było złamane serce. 
 W naszych historiach są tylko złamane serca  stwierdziłam.  Każde złamane na inny sposób. Ale nie powiem, dziwię się, że postawiła ci takie durne ultimatum. Cios poniżej pasa. 
       Złapałam za szklankę i dopiłam czekoladę do końca. Przez chwile żadne z nas się nie odzywało. Każdy po swojemu analizował to, co przed chwilą wyszło na jaw. 
 Powiedzieć ci coś jeszcze?  zapytał, a ja znów spojrzałam na niego. 
 Mów. 
 Byłem przekonany, że nie jestem po tym wszystkim gotowy, aby nie wiem… nawiązać nowe znajomości. 
 Ale?
 Moja mama. Namówiła mnie na to, żebym poszedł z tobą na kawę  odparł, a ja uniosłam brwi i zaśmiałam się. Luke nieco się rozpromienił. 
 To ci historia. 
 Nie, żebym myślał, że ty… Że nie jesteś atrakcyjna dla mnie, że… Co za bzdury ja gadam  skarcił się sam ze śmiechem.  Chodziło o to, że nie nadaję się na spotkania towarzyskie. 
 Spoko, rozumiem.
 Ale teraz jestem jej wdzięczny  powiedział i ponownie się uśmiechnął, a ja znów miałam okazję zobaczyć te jego dołeczki. 
 Teraz masz koleżankę z Londynu.
 A ty kolegę z Australii  odparł i oboje zaczęliśmy się śmiać. 
       Zaczesałam niesforny kosmyk włosów za ucho i spojrzałam na pustą szklankę po czekoladzie. Ciężka atmosfera po naszych historiach nadal unosiła się w powietrzu i trzeba było zrobić coś, co nas na nowo wprowadzi w miarę dobry nastrój. Zerknęłam na Luke'a, który wpatrywał się w swój telefon. 
 Mam pomysł  powiedziałam, a blondyn zerknął na mnie z zaciekawieniem.  Jako dwa smutasy potrzebujemy rozrywki. 
 Jakiej rozrywki?
 Chcesz zobaczyć miejsce, do którego uwielbiam chodzić, gdy jest mi byle jak?
 Pewnie.
– To ubieraj się, bo czeka nas niekrótka wędrówka. 


       Po trzydziestu minutach dotarliśmy do celu. Na szczęście pogoda w Londynie sprzyjała i choć było zimno, to jednak spacerowało się całkiem przyjemnie. Zatrzymaliśmy się przed olbrzymim budynkiem z zieloną kopułą, która wyróżniała się na tle innych zabudowań. Jak zwykle pod muzeum była masa ludzi, którzy za wszelką cenę chcieli się dostać do środka. 
 Serio?  zapytał Luke, zerkając to na mnie to na muzeum. 
 Nie moja wina, że akurat tu mi się najbardziej podoba  odparłam ze śmiechem.
 Myślałem, że to będzie coś w rodzaju, nie wiem… łączki, kolejnego parku czy gdzieś, gdzie jest megaśna panorama miasta.
 Rozczarowałam cię?
 Raczej zaskoczyłaś i to  pozytywnie  powiedział z uśmiechem.  Tylko, jak ty chcesz się tam dostać. Stanie w kolejce zajmie nam wieki. 
 Na pewno nie byłeś w Muzeum Madame Tussauds?  zapytałam dla pewności.
 Na pewno. Chcieliśmy iść, ale trzeba tu naprawdę swoje odczekać. 
 Czas to nadrobić  odparłam i pociągnęłam go w stronę czekającego w długiej kolejce tłumu. 
        Przeszliśmy na drugą stronę ulicy i dołączyliśmy do pozostałych zwiedzających, którzy albo dreptali w miejscu, czekając na swoją kolej, albo żywo rozprawiali o tym, co można tam zobaczyć. Chwyciłam Luke'a za rękę, aby się nie zgubił i zaczęliśmy przeciskać się w kierunku boku muzeum. Nie było to łatwe zadanie, bo miało się wrażenie, jakby się próbowało przejść przez żywą, złączoną masę z ludzi. W końcu jednak znaleźliśmy się u celu, z dala od długaśnej kolejki. Wyciągnęłam telefon i zaczęłam szperać w kontaktach. Po chwili przyłożyłam komórkę do ucha.
 Co ty…?  zaczął Luke, ale ja machnęłam ręką.
 No, część  usłyszałam po drugiej stronie głos Oscara.
 Jesteś w pracy?
 Tak.
 Wpuścisz? 
 Dobrze się czujesz? Nic się nie stało?  zaczął chłopak, a ja uniosłam brwi. Luke przypatrywał się mi z ciekawością.
 Zaczynasz zachowywać się, jak Sharon  skwitowałam.
 A może się martwię?
 Nie ma potrzeby. Jestem z Lukiem, a na zewnątrz jest tłum ludzi. To co wpuścisz? Chcę mu pokazać twoje miejsce pracy. 
 Z Lukiem? To zmienia postać rzeczy. Zaraz będę.  I rozłączył się. 
 Wszędzie masz znajomości?  zapytał blondyn.
 Nie wszędzie, ale tu pracuje Oscar i zawsze wpuszcza mnie bokiem  powiedziałam z szerokim uśmiechem.  Mały bonus bycia jego kumpelą. 
 Czy Oscar nie pracował w hotelu rodziców twojej przyjaciółki? 
 Pracował na takiej samej zasadzie jak ja. – Luke pokiwał głową.  Normalnie pracuje tu. Ma elastyczny grafik, więc może łatwo pogodzić pracę ze szkołą. 
        Po chwili usłyszeliśmy kręcenie klucza w zamku, a następnie drzwi otworzyły się z lekkim zgrzytem. Przed nami stanął Oscar w swoim czerwonym polo z logo muzeum. Machnął na nas, więc szybko wpakowaliśmy się do środka.
 Cześć  rzucił z uśmiechem, jednocześnie podając rękę Luke'owi.
 Cześć. 
 Wielkie dzięki – powiedziałam, rozpinając kurtkę. 
 Polecam się na przyszłość  odparł Oscar, mierzwiąc swoje brązowe włosy.  Wasze bilety.  Wcisnął nam w ręce podłużne karteczki papieru.  Luke jesteś moim kuzynem i masz dzisiaj urodziny. Wszystkiego najlepszego. 
 Dzięki  rzucił Luke ze śmiechem. 
 Kurtki możecie zostawić w pracowniczym pokoju.  Wskazał na drzwi za plecami.  Miłego zwiedzania. Może uda mi się wyrwać, to was gdzieś tam znajdę. 
– Jak zwykle tłumy, co?
 Dzień jak co dzień  skwitował chłopak z uśmiechem.  Do zobaczenia. 
         Ruszył słabo oświetlonym korytarzem w stronę głównej sali muzeum. Ja i Luke wymieniliśmy spojrzenia i weszliśmy do pokoju dla pracowników. W środku była tylko jedna osoba  kolega Oscara, Tim, z którym zdążyłam się kiedyś poznać. Pałaszował właśnie obiad, kiedy wparowaliśmy do pomieszczenia. 
 Malia  powiedział z pełną buzią.  Dawno cię tu nie było.
 Trzeba nadrobić.  Ściągnęłam kurtkę i powiesiłam ją na wieszaku. To samo zrobił Luke. 
 Miłego zwiedzania życzę.
 Dzięki.  Kiwnęłam na blondyna i oboje wyszliśmy z pokoju.
 To, od czego zaczynamy?
 Najlepiej od początku  powiedziałam z uśmiechem, kierując się w stronę głównej sali. 


         Przechodziliśmy się po salach razem z tłumem pozostałych zwiedzających. Luke co chwilę pstrykał zdjęcia, a to figurom, a to mi i figurom, a to ja robiłam mu zdjęcia. Ogólnie telefon chłopaka był ciągle na chodzie, a postaci do zobaczenia wiele. Chyba chciał uwiecznić je wszystkie. 
 Twoja komórka zacznie w końcu protestować  powiedziałam, kiedy błysnął mi flesz po oczach, który tym razem pochodził z aparatu jakiegoś mężczyzny, który stał niedaleko nas. 
– Pewnie zapcham całą pamięć  odparł, rozglądając się.  W razie co, pożyczysz swój?
 Pewnie. 
 Przepraszam  usłyszałam jego głos. Luke zaczepił mężczyznę z aparatem.  Zrobi nam pan zdjęcie?
– Nie ma sprawy  odpowiedział zachrypniętym głosem. 
 Chodź. 
        Pociągnął mnie za rękę. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że w tle mamy Johnnego Deppa. Luke objął mnie ramieniem, więc i ja zrobiłam to samo. 
– Uśmiech  powiedział mężczyzna, trzymając przed sobą telefon Luke'a. Zrobiliśmy uśmiechy niczym gwiazdy filmowe. Po chwili zdjęcie było gotowe. 
 Wyślę je mamie, będzie wniebowzięta  rzucił ze śmiechem. 
 Bo w końcu się uśmiechasz?  zapytałam z przekąsem, zerkając na niego. Luke puknął mnie lekko w ramię, a ja zaśmiałam się. 
 Chodźmy dalej  powiedział, łapiąc mnie za rękę i ciągnąc do kolejnej sali.


2 komentarze:

  1. Naprawdę ich lubię:) i tą relacje jaką wytworzyli między sobą. Zapowiada się na dobrą przyjaźń choć ja wolałbym by między nimi było coś więcej :) historie, które opowiedzieli były smutne, każda na swój sposób. Współczuję im, ale z drugiej strony mają już siebie :D
    Czekam na ciąg dalszy. Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  2. Oooo :3
    Są słodcy.
    Anglia i Australia.
    Supii =)

    OdpowiedzUsuń