poniedziałek, 23 marca 2015

S1 - Rozdział 9

Londyn, 26 marca 2012 roku

Dochodziła powoli szósta rano. Weszłam do pustego mieszkania. Położyłam na szafce klucze, a breloczek w kształcie psa przeturlał się po drewnie. Ściągnęłam z ramienia czerwoną, sportową torbę i rzuciłam ją w kąt. Następnie zabrałam się za rozbieranie.
Poczłapałam do łazienki, rozpuszczając spięte włosy. Zrzuciłam ubranie i weszłam pod prysznic. W dalszym ciągu miałam wrażenie, że jestem brudna. Wszystko przez dzisiejszą akcję w karetce. Przyzwyczaiłam się do widoku krwi, ale cudza krew na tobie jest dość odpychająca. Szczególnie jeśli ufajdał cię półprzytomny, pijany mężczyzna, który jedną ręką mógłby złamać ci kark. Który wcześniej puścił soczystego pawia na buty twojego opiekuna z karetki. Tak... ta noc nie należała do najprzyjemniejszych.
Po prysznicu przeszłam do kuchni. Przygotowałam ciepłą herbatę. Spoglądając na zegarek, z parującym naczyniem w ręku, poszłam do pokoju, który robił za sypialnię. Ściągnęłam laptopa z biurka. Odpaliłam go i ułożyłam na niewielkim, plastikowym stoliku. Obok ustawiłam kubek. Wsunęłam się pod kołdrę i delikatnie przysunęłam mebel w swoją stronę.
Odczekałam chwilę, aż urządzenie będzie gotowe do pracy i zalogowałam się na internetowy komunikator. Wzięłam niewielki łyk herbaty, gdy nagle usłyszałam znajomy dźwięk. Uśmiechnęłam się i nacisnęłam na dymek, który pojawił się w rogu, by oznajmić mi, że ktoś chcę ze mną rozmawiać. Na ekranie pojawiła się uśmiechnięta twarz chłopaka.
— Masz kilka minut spóźnienia — powiedział na powitanie. — Oczywiście wybaczam. — Zaśmiałam się, ściskając w rękach gorący kubek.
— Musiałam zaliczyć porządny prysznic.
— Chcę wiedzieć, co się stało?
— A jak dawno temu jadłeś?
— Z jakieś dziesięć minut temu.
— To zdecydowanie nie chcesz wiedzieć, co się stało — powiedziałam jednym tchem. Luke zaśmiał się.
— Stęskniłem się — odezwał się, mrużąc na mnie błękitne oczy.
— Ooo... Ja też — powiedziałam, po czym po chwili wybuchliśmy gromkim śmiechem.
— Skoro ckliwe momenty mamy już za sobą, powiedz mi, czemu ty jeszcze nie śpisz? O ile dobrze się orientuję — spojrzał na zegarek, który miał zapięty na prawej ręce — u mnie jest siódma wieczorem, więc u ciebie szósta rano.
— Dokładnie — odparłam, kiwając głową. — A nie śpię, ponieważ jutro mam wolne, więc mogę trochę z tobą posiedzieć. Niestety, mieszkamy w tak zakichanych miejscach, że jedno z nas zawsze musi zarwać noc.
Luke pokiwał głową, a ja upiłam kolejny łyk herbaty. Między nami zapanowała cisza. Obserwowałam, jak chłopak rozwinął czekoladowego cukierka i szybko włożył go sobie do ust.
— Nawet się nie podzielisz? — zapytałam, udając obrażony ton.
— Ja niegrzeczny. Oczywiście, że się podzielę. Poczekaj, prześlę ci cukierka mailem.
— To czekam. — Uśmiechnął się do mnie. — Co dziś w ogóle porabiałeś?
— Byłem na próbie. Pracujemy nad nową piosenką.
— Swoją czy coverem?
— Swoją.
— Czadowo — odpowiedziałam, poprawiając pozycję, w której siedziałam. — Dodacie ją do swojego kanału na YouTube?
— Możliwe.
— Nie bądźcie tacy. Podzielcie się — zajęczałam. — Zróbcie coś dla ludzkości, dla ludzi spragnionych waszego talentu.
— Czyli dla ciebie? — zapytał ze śmiechem.
— W skrócie tak — odpowiedziałam, szczerząc się szeroko.
— Jak będzie gotowa, to może się pojawi.
— To się pojawi — poprawiłam go, a Luke się zaśmiał.
— A ty, co robiłaś? Oprócz tego, że ratowałaś ludzkie życie?
— Skończyłam czytać książkę, zasnęłam na dyżurze...
— Brawo, Malia — rzucił, a ja zmrużyłam na niego oczy.
— To był wypadek przy pracy. Tak mnie przymuliło około pierwszej, że kimnęłam się przy kawie. — Chłopak zaczął się śmiać. Machnęłam na niego ręką. — I zaczęłam się zastanawiać...
— Nad czym?
— Dawno nigdzie nie byłam — zaczęłam powoli. — W sensie, że na żadnych wakacjach dawno nie byłam. A zbieram kasę... od długiego czasu.
— I nad tym tak dumałaś?
— Dokładnie. Postanowiłam, że w tym roku gdzieś się wybiorę. Tyle że nie mam pomysłu gdzie.
— Masz do dyspozycji cały świat.
— Nie no, nie na wszystkie zakątki mnie stać. Bądźmy realistami.
— To może Francja?
— Tam byłam — powiedziałam szybko, upijając łyk herbaty. — Hiszpania też odpada. Myślałam o Włoszech albo nie wiem... Holandii? Albo tam, gdzie jest plaża, na której można leżeć plackiem przez cały dzień.
— Chcesz jechać sama?
— Myślałam, że wyciągnę Sharon i Oscara, ale oni wybierają się w lipcu do Paryża na romantyczny wyjazd we dwoje, więc w sierpniu będą spłukani. Więc tak... pojadę sama.
— Bardzo bezpieczne myślenie — powiedział z przekąsem Luke. — Sama w obcym miejscu. Sama łażąca po nieznanych ulicach.
— Nie wiedziałam, że postanowiłeś zmienić się w mojego ojca — odparłam, zerkając na niego. Blondyn zacisnął usta.
— Bo uważam, że to głupi i niebezpieczny pomysł — oznajmił, szeleszcząc kolejnym papierkiem.
— Nie zamierzam się z tobą sprzeczać.
— A wiesz czemu? — zapytał, a ja uniosłam brwi. — Bo w głębi duszy wiesz, że mam cholerną rację. — Prychnęłam pod nosem. — Nie dąsaj się, jesteś dużą dziewczynką.
— Ty to umiesz wszystko zepsuć- mruknęłam.
— Wow... Wielkie dzięki, polecam się na przyszłość — odparł, kręcąc głową. Minę miał poważną i zaciętą. — Obraź się na to, że się o ciebie martwię.
— Zamieniasz się w Sharon.
— A mówiłaś jej o swoim genialnym pomyśle podróżowania w samotności?
— Jeszcze nie.
— To będzie wtedy akcja. — Po raz kolejny prychnęłam pod nosem. — I mam nadzieję, że oboje wybijemy ci ten pomysł z głowy.
Spojrzałam na ekran laptopa. Luke wlepiał we mnie błękitne oczy. Bez słowa dopiłam herbatę i odstawiłam pusty kubek na szafkę, która stała obok łóżka. Blondyn miał rację. Sharon zamorduje mnie za pomysł z samotną podróżą, ale tak bardzo chciałam gdzieś wyjechać, że mimo wszystko postanowiłam zawalczyć o urlop.
Nagle Hemmings uśmiechnął się szeroko, a ja — dalej z obrażoną miną — przeniosłam na niego ciemne oczy. Blondyn pokiwał głową, jakby odpowiadał na swoje zadane w myślach pytanie i pstryknął palcami.
— Co? — wydusiłam. — Co się stało?
— Czyli jednak chcesz ze mną rozmawiać?
— Oj, przestań — odparłam i się uśmiechnęłam. Nie umiałam się na niego długo boczyć.
— Lubię, jak się uśmiechasz.
— I o to chodzi?
— Nie — powiedział tajemniczo. — Wpadłem na genialny pomysł.
— Podziel się nim. Chyba że to chodzi o moje wakacje, więc proszę, abyś ze mnie zszedł i zajął się innym tematem.
— Chodzi o twoje wakacje. Ej, nie rób takiej miny — odpowiedział ze śmiechem. — Jak wspomniałem, to genialny pomysł.
— To mów. Chętnie posłucham.
— Wybrałem ci miejsce, do którego spokojnie możesz przylecieć sama. Przyjazd ten będzie miał też dużo plusów. Będzie plaża, świetne towarzystwo i fajna zabawa.
— Sprecyzuj.
— Australia — oznajmił z szerokim uśmiechem. Zrobiłam wielkie oczy. — To dobry pomysł — pociągnął Hemmings. — Przylecisz do Sydney. Odwiedzisz mnie w końcu. Ja w Londynie byłem. Teraz twoja kolej.
— Nieźle — powiedziałam, zastanawiając się nad jego propozycją.
— Z tego, co wiem, w Australii jeszcze nie byłaś. Mamy tu plaże, pokaże ci najfajniejsze miejsca...
— Usłyszę twój zespół na żywo?
— Pewnie — odparł zadowolony. — Rany, nad czym ty się jeszcze zastanawiasz! Przecież ja tu będę, to powinien być najważniejszy powód, by szybko powiedzieć tak!
— Szczerze?
— Tylko.
— To jest najważniejszy powód — odparłam z uśmiechem. — Że cię normalnie zobaczę, a nie za pomocą komputerowego ekranu.
— To miłe... chociaż sam ci to podpowiedziałem.
— Ja wiedziałam, tylko nie chciałam nic mówić — rzuciłam, a Luke się zaśmiał.
— To jak będzie?
— A co mi tam — powiedziałam z szerokim uśmiechem. — W sierpniu przyjeżdżam do Australii.



5 komentarzy:

  1. Według mnie to oni do siebie naprawdę pasują, czemu ich rozdzieliłaś? No, o tyle dobrze, że jednak się spotkają :) trochę będą musieli poczekać aż znów się zobaczą w realu. Bardzo fajny rozdział i choć taki pozytywny, to jednak szkoda, że są tak daleko od siebie. Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że rozdział się spodobał :) No, niestety na razie trochę kilometrów ich dzieli - ale do czasu :D

      Usuń
  2. Super nie moge sie doczekac nastepnego. Jak ona wspomniala o tych wakacjach to wiedzialam ze Luke jej nie odpusci. ;** Jest taki slodki jak sie o nia martwi. A to ze teraz jest malo komentarzy to sie nie przejmuj tylko pisz dalej. Masz wielki talent. Zobaczysz jeszcze ze pod ktoryms rozdzialem bedzie ich tyle ze nawet nie zdolasz wszystkich przeczytac. Kazdy od czegos zaczyna. Masz juz jednego fana (mnie! :D). Szykoj sie na nastepnych. :3. Ps. Wiem ze ten komentarz jest do dupy pod kazdym wzgledem ale nie umiem ich pisac. Swiadczy o tym chociarzby to ze mam niespelna 3 z polaka. Pozdrawiam Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ci się podoba i dzięki za tak miłe słowa :) Zapraszam do siebie częściej i nie, twój komentarz nie jest do dupy :) - jest mega pozytywny! Jeszcze raz dzięki :)

      Usuń
  3. Hej :) Zostałaś nominowana przeze mnie do Liebster Award! Więcej informacji tutaj ---> http://onenightzaynmalikff.blogspot.com/2015/04/liebster-award_4.htm

    OdpowiedzUsuń