poniedziałek, 6 kwietnia 2015

S1 - Rozdział 10

Londyn, 11 kwietnia 2012 roku


       Siedziałam na zajęciach z Debat politycznych. I choć temat wydawał się być ciekawy – i nieraz taki był- to dzisiaj nasz wykładowca zaserwował nam masę filmików z politykami, które monotonnym głosem po kolei omawiał. Do tego na auli panował zaduch, światło było zgaszone i była to dość wczesna pora, więc nic dziwnego, że prawie przysypiałam.
       Oparta czołem o rękę, przymknęłam oczy. To był silniejsze ode mnie. Mój mózg się wyłączył. Z boku dochodził od mnie powolny oddech koleżanki, która niemalże leżała na ławce. Nie zasypiaj… Boże, tylko nie zasypiaj… Jedynym źródłem światła był rzutnik i puszczony z niego film. Wykładowca nie wiedział więc, co dzieje się w rzędach wyżej. A mogę się założyć, że wszyscy odpływali.
       Nagle lekko podskoczyłam, czując wibrację, która przeszła po całej mojej prawej nodze. Wyrwana z pół snu, przez chwilę nie wiedziałam, co się stało. W końcu jednak zorientowałam się, gdzie znajduje się źródło. Dostałam sms-a.
       Na pół ślepo, na pół przytomnie, wyciągnęłam powoli telefon i ukryłam go pod ławką. Rzędy w auli wznosiły się ku górze, a jedna ławka przysłaniała drugą, więc śmiało mogłam pod stolikiem odczytać wiadomość. Uśmiechnęłam się pod nosem, widząc imię nadawcy.

Od Luke:
Mam nadzieję, że nie śpisz. A jeśli śpisz, to przepraszam za pobudkę. Wpadniesz dzisiaj? :D

       Przeanalizowałam w głowie cały dzisiejszy, jak i jutrzejszy plan dnia. A następnie powoli zaczęłam przesuwać palcami po ekranie. Litery zaczęły tworzyć słowa, a słowa zdania.

Do Luke:
Siedzę na wykładzie. Pasuje mi jedenasta wieczorem. Jutro mam na późniejszą godzinę, więc mogę z tobą trochę posiedzieć. A ty?

       Na odpowiedź nie musiałam czekać długo. Telefon poruszył się, w wibracja przeszła po mojej dłoni, oznajmiając kolejną wiadomość.

Od Luke:
Wiesz, że nie powinnaś bawić się telefonem, tylko uważnie słuchać? Wstanę i będę na dziesiątą.

Do Luke:
Ok. Do zobaczenia.

       Po raz kolejny uśmiechnęłam się do telefonu i wsunęłam go z powrotem do kieszeni. Przyzwyczailiśmy się oboje, że dzieli nas dość spora różnica czasu. Na początku było to nieco denerwujące, bo co jakiś czas wychodziły pomyłki. Potem jednak obliczanie, jaka jest godzina u drugiej osoby, stała się czymś normalnym. On zawsze podawał mi swój czas, ja podawałam swój i żadne z nas się w tym nie gubiło.
       Podniosłam głowę i spojrzałam na kolejny puszczony na zajęciach film. Dwóch polityków spierało się ze sobą o gospodarkę Londynu. Wnioskuję, że była to debata przedwyborcza. Na mojej twarzy nadal widniał lekki uśmiech. Nie mogłam się doczekać wieczoru.

       Leżałam na łóżku, z nogami opartymi o ścianę. W rękach trzymałam książkę i zakuwałam kolejne formułki z zakresu marketingu. Za trzy dni miałam mieć wielką niezapowiedzianą wejściówkę, o której wiedzieli wszyscy, ponieważ nasz kochany pan wykładowca uprzedził nas, że pod naciskiem władz uczelni, musi choć raz udokumentować to, że w ogóle przekazuje nam jakąkolwiek wiedzę. Nasza niezapowiedziana, ale uprzedzona wejściówka miała dotyczyć pojęć, które ostatnio maglowaliśmy na wykładzie.
       Na dworze już od dawna panowała ciemność, a ja straciłam poczucie czasu. Dopiero nastawiony na za pięć jedenasta budzik, oznajmił mi, która jest godzina. Wyłączyłam drące się urządzenie, które miałam tuż obok głowy. Następnie usiadłam, odrzuciłam książkę na poduszkę obok i sięgnęłam po laptopa. Zalogowałam się na komunikator i po chwili usłyszałam znajomy dźwięk. Kliknęłam na dymek, a moim oczom ukazała się nieco zaspana twarz Hemmingsa.
- Łooo… Prosto z łóżeczka? – zapytałam ze śmiechem, odgarniając z twarzy brązowe kosmyki włosów.
- Pospało mi się – odpowiedział Luke. Usłyszałam, jak przesuwa talerz po biurku. Na ekranie pojawiła się wielka kanapka, która zasłoniła połowę jego buzi.
- Smacznego.
- Dzięki. – Spojrzał na mnie tymi swoimi błękitnymi oczami, które tak lubiłam i uśmiechnął się. – Za to ty, jak zwykle wyglądasz perfekcyjnie.
- Zejdź ze mnie – mruknęłam, przyklepując włosy.
- Mówię serio.
- Zajmij się swoją kanapką.
- Gryza?
- A z czym masz?
- Szyneczka, pomidorek, sałata…
- Sałata jest ble…- odparłam, krzywiąc się. – Sam sobie jedz.
- Twoja strata – powiedział i wgryzł się w kanapkę. Kiedy przeżuł to, co miał w buzi, ponownie się odezwał. – Mam nadzieję, że twój zły pan wykładowca nie widział, że piszesz sms-y w trakcie jego wykładów?
- Nie, co ty. Miałam wrażenie, że nasz zły pan wykładowca sam zaraz uśnie od jego jakże pasjonującego tematu, który dzisiaj poruszył. A jak u ciebie w budzie?
- W sumie bez zmian – odparł, wzruszając ramionami. – Zawaliłem sprawdzian z biologii.
- Matko Luke – jęknęłam. – Przecież to powtarzałeś!
- Miałem powtarzać – poprawił mnie spokojnym głosem, jakby nic się nie stało. – Ale jak zobaczyłem te dziwne formułki, a potem jeszcze była próba… Darowałem sobie.
       Spojrzałam na niego, jak na kosmitę. Uniosłam brwi do góry. Przez moment miałam ochotę zdzielić go komputerem po głowie. Dla Luka i jego kumpli na pierwszym miejscu zawsze była muzyka. Przekonałam się o tym nie raz. Żyli dla niej i byli nią. Czwórka chłopaków z marzeniami. Zresztą z drugiej strony życie bez marzeń i celów było by koszmarnie nudne.
- Co przerabiacie dokładnie na tej zakichanej biologii? – wydusiłam z siebie.
- Budowę człowieka. Układy, organy i te inne rzeczy – odparł, gryząc kanapkę. – Ciekawe, ale… No… Jakoś mi nie leży. Tobie by pewnie podpasowało…
- Nie wymiguj się. To proste!
- Dla ciebie. – Cmoknęłam pod nosem. – Tak samo, jak prosta jest dla mnie gra na gitarze, a ty tego nie ogarniasz.
       To był czysty fakt. Nie miałam talentu do gry na jakimkolwiek instrumencie, za to blondyn wymiatał naprawdę znakomicie na paru z nich. Głównie na gitarze. Ja miałam do tego dwie lewe ręce i mózg, który nie rozumiał, jak i co ma zrobić, by popłynęła z tego znośna dla ucha melodia.
- Dobra, jesteśmy kwita – odpowiedziałam. – Kiedy poprawka?
- Za tydzień we wtorek.
- Przygotuj się – powiedziałam poważnym tonem.
- Nie ogarniam tematu.
- Matko Luke – wydusiłam z siebie po raz kolejny, a blondyn zaśmiał się. – To nie jest śmieszne.
- Masz śmieszną minę…- Zmrużyłam na niego oczy. – Dobra już, dobra.
- Przejdzie mi, jak skończysz szkołę i nie będę musiała się martwić o to, że grozi ci powtarzanie klasy.
- Nigdy w życiu – powiedział grobowym tonem. – Zresztą nic takiego mi nie grozi.
- Nie?- zapytałam, unosząc brwi do góry.
- Nie. – Pokiwałam głową. – Serio!
- Dobra już, dobra – rzuciłam, a chłopak pokręcił nosem.
- Pomożesz mi?
- Z czym?
- Z tą pieprzoną biologią!
- Jasne. – Luke wypuścił z ulgą powietrze, a następnie na jego twarzy znów pojawił się szeroki uśmiech.
- Dziękuję.
       Nagle usłyszałam czyjeś podniesione głosy. Po chwili do pokoju Luka, niczym trzy tornada, wparowali jego kumple z zespołu, robiąc jednocześnie straszny harmider. Gdy zobaczyli go przy komputerze, rzucili się w stronę biurka. Teraz na monitorze zamiast jednej twarzy, widziałam cztery.
- Cześć dziewczyno z komputera! – powiedział głośno Ashton, poprawiając na nosie swoje okulary.
- Cześć chłopaki – rzuciłam z uśmiechem.
       Pozostałą trójkę 5 Seconds of Summer poznałam jakieś trzy-cztery tygodnie temu, kiedy to podczas rozmowy z Lukiem, tak samo, jak dziś, wlecieli mu do pokoju niczym torpedy. Ich głosy zlewały się ze sobą, a śmiech pojawiał się niemalże, co chwilę. Kiedy spostrzegli, że Hemmings rozmawia z kimś przez internet, rzucili się w jego kierunku niczym lwy widzące kawał soczystego mięcha. Biedny Luke został zepchnięty na bok, prawie zlatując z krzesła, na którym siedział. Takim o to sposobem poznałam Michaela Clifforda, Caluma Hooda i Ashtona Irwina. A ci od razu mianowali mnie dziewczyną z komputera.
- Co tam słychać? – zapytał Calum.
- W zasadzie nic nowego. Zakuwam do wejściówki.
- Coś jak nasze sprawdziany? – dopytał się Michael.
- Dokładnie.
- Kiepsko – podsumował.
- Słyszałam, że ostatnio mieliście sprawdzian z biologii- rzuciłam, nachylając się bardziej do monitora. Trójka z nich skrzywiła się. – No, błagam… Wy też?
- Luke zdążył się już pochwalić mega wielką pałą, jaką otrzymał? – zapytał Calum. Pokiwałam głową. – W sumie nie on jeden – dodał zerkając na pozostałych kumpli.
- Wypadek przy pracy – oznajmił Michael, wzruszając ramionami.
- Ta… Nie można mieć wszystkiego na raz – zawtórował mu Ashton. Ja i Calum wymieniliśmy szybko spojrzenia.
- Dwa kujony – mruknął Luke ze śmiechem, spoglądając to na mnie, to na Hooda.
- Bo... – zagroziłam, machając w jego kierunku palcem.
- Bo Malia do ciebie nie przyjedzie – dokończył za mnie Calum. Luke zrobił wielkie oczy.
- Raczej miałam na myśli, że nie pomogę ci z biologią, ale ta groźba też jest całkiem spoko.
       Blondyn zacisnął usta i wcisnął się mocniej w oparcie krzesła. Skrzyżował ręce na klatce piersiowej i z miną obrażonego dziecka, zerkał na wszystkich.
- Ta… Piąteczka! –zawołał Hood, przybliżając dłoń do kamerki. Ja zrobiłam to samo. Wirtualna piątka została przybita. Gdy oderwałam dłoń, utkwiłam wzrok w blondynie.
- No, przestań – powiedziałam z uśmiechem.
- Ok – odparł, jak gdyby nigdy nic i znów usiadł normalnie. Uśmiechnął się i zabębnił kilka razy palcami w biurko. I weź tu zrozum tą drugą płeć. – Ale pomożesz?
- Jasne. Obiecałam, nie?
- O! – krzyknął Michael. – Mogę się dołączyć do wspólnej nauki?
- I ja?
- Pewnie. Ale… Ashton, czy ty przypadkiem nie skończyłeś już szkoły?- zapytałam, przypominając sobie, że Irwin przecież jest rok starszy od reszty.
- Nie – odpowiedział, opierając się o biurko. – I od razu powiem, że nie kiblowałem. Po prostu, jak przechodziłem z Richmond High School do Norwest Christian College okazało się, że szkoły te idą nieco innym programem. Miałem do wyboru powtórzenie klasy i nadrobienie zaległości lub chodzenie na dodatkowe zajęcia i zaliczanie ich oddzielnie. Wybrałem tą pierwszą opcję – wyrecytował, a ja pokiwałam głową.
- A jak będzie z tą powtórką? – dopytał się Michael.
- Dobra. Zrobię wam zbiorowe wirtualne korki z tej waszej cholernej biologii.
- Życzę ci powodzenia – skwitował Calum ze śmiechem, a Michael sprzedał mu sójkę w bok.



***
Zostałam też nominowana do Liebster Award - Paulina dzięki za nominację :D
Dla tych co są ciekawi - moje odpowiedzi i pytania można znaleźć TU

5 komentarzy:

  1. haha, korki z biologii, już to widzę XD jezu, mój słodki Ash na gifie, rozpływam się *-*
    marketing, ugh, jak ja go nie cierpię. przeżyłam z nim już dwa lata i więcej nie mam zamiaru do niego wracać. ten wykładowca mi strasznie przypomina mojego wychowawcę, też puszcza non-stop jakieś dziadowskie filmiki, a później się dziwi, że wszyscy śpią. no ale... ;d
    czekam na kolejny <3 weny x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jakoś też nigdy nie przepadałam za bardzo za marketingiem i taki paradoks, że sobie jeszcze z tego specjalkę strzeliłam hahah :D Wena zawsze się przyda :D Jak widzę gif przypadł ci do gustu ehehe :)

      Usuń
  2. Widzę, że czerpałaś inspirację z życia jeśli chodzi o debaty haha Luke jest słodki ale to pewnie pisałam już nie raz ;) w końcu pojawiła się reszta 5sos. Korki z bioli? Życzę jej powodzenia hahahaczekam na next. Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zdecydowanie TO była inspiracja :D I reszta 5sos pojawi się też później -częściej-więcej :D

      Usuń
  3. Super rozdział.
    Chyba zarwe całą noc na czytaniu.

    OdpowiedzUsuń