niedziela, 19 kwietnia 2015

S1 - Rozdział 12

Londyn, 11 maja 2012 roku


Rzuciłam słuchawki na biurko. Gra całkowicie mi nie szła, więc po drugiej zrąbanej przeze mnie rozgrywce, postanowiłam sobie darować i opuścić swoją drużynę. Wiem, że powinnam zakuwać do zaliczeń, ale trochę rozrywki też mi się przyda. Jednak dzisiaj nie był to mój dobry dzień i zamiast pomagać innym graczom, zawadzałam im.
Odpaliłam YouTube i zerknęłam na kanał chłopaków z 5 Seconds of Summer. Myślałam, że wrzucili coś nowego, jednak znalazłam tam wszystkie filmiki, które już kiedyś widziałam. I to po kilka razy.
Odznaczyłam się na komunikatorze z niewidocznej na dostępną, a następnie sięgnęłam po puszkę z napojem. Otworzyłam ją, a do moich uszu doszło znane syknięcie. Wypiłam kilka małych łyków i odstawiłam ją na bok. Po chwili usłyszałam dźwięk, a na dole ekranu pojawił się dymek. Uśmiechnęłam się pod nosem, klikając w tamto miejsce.
Ekran się rozjaśnił, a potem znów nieco się przyciemnił. Zobaczyłam uśmiechniętą twarz Luke'a, który oparty na ręce, pochylał się w kierunku komputera. Machnęłam mu, a on odpowiedział tym samym.
— Cześć, ciemnooka — rzucił, a ja zaczęłam się śmiać. — Jak tam?
— Hej, błękitnooki. W sumie to bez zmian — oznajmiłam, prostując się. — Od razu chcę ci podziękować za cynk odnośnie biletów na samolot. — Luke przedwczoraj przesłał mi linka do linii lotniczych, które miały promocję na swoje loty. Wśród nich był też ten do Australii.
— Udało ci się je zaklepać?
— Tak, są moje.
— Ekstra! Teraz się nie wymigasz od przyjazdu do Australii!
— A czy ja chciałam się od tego wymigać? — Pokręcił głową. — No właśnie. Co tam u ciebie?
— W sumie... — Zaczął, a ja przyjrzałam się mu uważniej. Wlepił we mnie oczy i lekko się uśmiechnął.
— No powiedz mi, bo jestem mega ciekawa!
— Spotykam się z kimś — rzucił jednym tchem, a ja uśmiechnęłam się szeroko. — Co prawda, to na razie początki, ale...
— W końcu! Czas najwyższy. No to opowiadaj — zachęciłam go, sięgając ponownie po napój.
— Ma na imię Beth — zaczął powoli. — Jest o rok ode mnie młodsza. Chodzimy razem do szkoły, ale jakoś dopiero teraz się... no nie wiem...
— Zauważyliście? — podpowiedziałam mu, a chłopak pokiwał głową. — Może to miłość? — Luke uniósł brwi. — No weź... Myślałam, że już ci przeszło.
— Może... nie wiem... zobaczymy...
— Ciężki temat?
— Ciężki, bo na razie konkretów żadnych ci podać nie mogę, bo ich jakby nie ma.
— Poznam ją? — zapytałam, zerkając na niego z uśmiechem.
— Jeśli nadal...
— Luke — przerwałam mu — możesz zmienić nastawienie na bardziej pozytywne?
— Ale...
— Zmieniaj na pozytywne!
— Poznasz ją — powiedział dla świętego spokoju. Po chwili uśmiechnął się i zaśmiał pod nosem.
— Fajnie — oznajmiłam, rozsiadając się wygodniej na krześle. — Się doczekać nie mogę. — Blondyn prychnął cicho. — Co?
— Powinnaś powiedzieć, że nie możesz się doczekać, by mnie zobaczyć, a nie by poznać Beth. 
Spojrzałam na niego, jak na kosmitę, który właśnie wylądował i chce poznać ziemian. Luke po raz kolejny się zaśmiał. Ten chłopak mnie wykończy psychicznie.
— A jak tam 5 Seconds of Summer?
— Zagraliśmy na festynie, który był na plaży. Co prawda tylko trzy kawałki, ale to zawsze coś.
— Super. Szkoda, że tego nie widziałam i nie słyszałam.
— Posłuchasz, jak przylecisz. — Ponownie się uśmiechnęłam. — Mam nadzieję, że powoli wszystko załatwiasz?
— Prawie wszystko już jest ustalone. Urlop zaklepany...
— Urlop?
— W pogotowiu przedłużyli mi umowę, a raczej wzięli na prawdziwą umowę. Na razie to mało godzin, ale potem będzie ich więcej, jak zakończę te studia. Z jednym kierunkiem i pracą na pół etatu powinnam dać radę.
— Gratulacje!
— Dzięki. Mam tylko niezarezerwowany hotel — oznajmiłam, pukając palcem w puszkę. — Chciałam coś blisko plaży, ale ceny są kosmiczne. Dlatego znajdę coś innego. Zawsze mogę rozłożyć sobie namiot — zażartowałam, a Luke wlepił we mnie błękitne oczy. Na jego twarzy pojawił się ten znany uśmiech, który oznajmiał, że zbliża się kolejny genialny pomysł Hemmingsa.
— Co znowu zrobiłeś lub chcesz zrobić?
— Dobrze, że wspomniałaś o hotelu — zaczął tajemniczo, a ja spojrzałam na niego badawczo.
— Tak?
— W sumie o hotel nie musisz się martwić — oznajmił zadowolony.
— Mam spać na plaży?
— Nie, co ty.
— To ja nic nie rozumiem — powiedziałam, dopijając napój. Odstawiłam puszkę na biurko.
— To proste. Zatrzymasz się u mnie — odparł z uśmiechem, który od jakiegoś czasu nie schodził mu z twarzy. Na jego policzkach widoczne były te jego słynne dołeczki. Kiedy skończył mówić, wytrzeszczyłam oczy.
— Zbieraj szczękę z podłogi, Morell. Będziesz moim gościem!
Jeszcze przez chwilę wlepiałam brązowe oczy w blondyna. Dopiero po chwili dotarło do mnie to, co zaplanował. Nie mogłam się na to zgodzić.
— Nie mam mowy — odparłam, a na jego twarzy pojawiło się zdziwienie. — Nie mogę.
— Jak to nie możesz? To ja zapraszam i udostępniam ci pokój. Akurat są dwa wolne, więc będziesz mogła sobie go nawet wybrać, jeśli będziesz chciała.
— Luke, nie mogę. Nie mogę wam tyle czasu siedzieć na głowie.
— Bez gadania, Malia. — Ponownie moje oczy zmieniły się w spodki. Luke właśnie przejmował pałeczkę. — Zresztą już jest wszystko zaplanowane.
— Jak to zaplanowane?
— No co ty? Moja mama już się doczekać nie może, kiedy nas odwiedzisz — skwitował ze śmiechem. — Chyba ma dość bycia jedyną kobietą w tym domu. Zresztą rodzice od razu poparli mój pomysł.
— Ale... nie... będzie mi głupio. — Hemmings spojrzał na mnie jak na wariatkę. — Gdyby to był jeden, dwa dni, ale nie tak długo. — Blondyn zaczął kręcić głową. — Daj spokój, to trzy tygodnie!
— A my z chęcią cię ugościmy przez ten czas.
— Stawiasz mnie w kłopotliwej sytuacji.
Chłopak chciał mi odpowiedzieć, ale wtedy usłyszałam, jak powoli otwierają się drzwi do jego pokoju. Doszły do mnie pojedyncze kroki, a następnie znany mi głos.
— Luke, pranie zostawiam na łóżku — oznajmiła Liz, matka chłopaka.
— Dzięki — rzucił blondyn, ale nagle na jego twarzy pojawił się kolejny szeroki uśmiech. — Mamo!
— Tak, skarbie?
— Przestań — wycedziłam przez zęby. Hemmings mrugnął do mnie, a ja zdębiałam.
— Właśnie rozmawiam z Malią — powiedział, odwracając się do rodzicielki.
Kroki z drugiego końca pokoju zaczęły zmierzać w stronę komputera. Po chwili zobaczyłam na ekranie twarz blondynki. Obdarzyła mnie szerokim i dobrodusznym uśmiechem.
— Malia, dobrze cię widzieć.
— Panią również — powiedziałam z rozpędu. Liz uniosła jedną brew. Zawsze zapominałam, że nie lubiła tych wszystkich oficjalnych zwrotów. — To znaczy ciebie też — poprawiłam się szybko, a kobieta uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
— Malia właśnie poinformowała mnie, że została zatrudniona w pogotowiu — pociągnął Luke, a ja starałam się w myślach rozgryźć jego plan.
— To świetnie, kochana! Gratulację!
— Dziękuję. A co u ciebie?
— Bez większych zmian — odpowiedziała Liz. — Oprócz tego, że niedługo kończy się rok szkolny i my nauczyciele mamy niezły kocioł.
— Jak co roku — powiedziałam, a ona pokiwała głową.
— Mamo — zaczął poważnym tonem Luke. Kobieta odwróciła się w stronę syna. — Malia uznała, że to nie stosowne, by zatrzymać się u nas na tak długo — wypalił prosto z mostu, a ja myślałam, że zapadnę się pod ziemię. Choć wiedziałam, że mam rację.
— No co ty, kochana — odparła, znów spoglądając na mnie. — Nie wyobrażam sobie tego, byś gnieździła się w jakimś hotelu, gdy my tu w domu mamy tyle miejsca. — Zerknęłam na Luke'a, który założył ręce za głowę i z zadowoleniem rozsiadł się na krześle. Prawie zazgrzytałam zębami. — Nie ma co się krępować, jesteśmy normalni!
— Nie krępuję się, tylko...
— Żadne: ale — pociągnęła. — Zapraszamy. Z radością cię ugościmy! Nalegam — odparła i znów uniosła jedną brew. Wzięłam głęboki wdech i kiwnęłam głową. — To załatwione!
— Dziękuję, że mogę się u was zatrzymać — powiedziałam, a na mojej twarzy ponownie zagościł uśmiech.
— No przestań — odparła Liz. — Zawsze jesteś u nas mile widziana.
Po raz kolejny uśmiechnęła się, pożegnała ze mną i ruszyła w stronę drzwi. Po chwili usłyszałam, jak je zamyka. Luke wyprostował się i spojrzał na mnie z nieukrywanym triumfem.
— To był podstęp — skwitowałam, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
— Ale jaki skuteczny — odpowiedział zadowolony.
— Dziękuję.
— Nie będzie tak drętwo, jak myślisz.
— Znam twoich rodziców i wcale nie uważam, że są drętwi. — Luke się uśmiechnął. — Czuję, że będzie fajnie.
— Będzie. Obiecuję.



4 komentarze:

  1. Jaka Beth się pytam? ?? Co za Beth??? To Malia ma z nim być, a nie ona. Mam nadzieję, że do przyjazdu Malii Luke rozstanie się z tą panną. Fajnie , że może się u nich zatrzymać ;) doczekać się nie mogę, kiedy zjawi się w Australii :D czekam na kolejną część. Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no, Beth :D Widzę, że ty znów wróciłaś do swatania Luka i Malii. A wyjazd do Australii jest już tuż, tuż :D

      Usuń
  2. Super rozdział :*
    Super blog :*
    Luke i jego podstęp :p
    Super że Malia się u nich zatrzyma :D
    Niemogę doczekać się następnego rozdziału:*
    Życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Which is better Pepsi or Coca-Cola?
    SUBMIT YOUR ANSWER and you could get a prepaid VISA gift card!

    OdpowiedzUsuń