niedziela, 24 maja 2015

S1 - Rozdział 17 cz. 1

Sydney, 10 sierpnia 2012 roku


       Zszedł cicho po schodach, wsłuchując się w głosy dwóch kobiet. Zatrzymał się i zerknął na obrazek w kuchni. Jego mama i Malia siedziały przy stole, z parującymi kubkami. W powietrzu unosił się przyjemny zapach kawy. Obie co chwilę wybuchały śmiechem, opowiadając sobie jakieś historie z życia wzięte. Uśmiechnął się.
- Myślałam, że zapadnę się pod ziemię – powiedziała Malia, a Liz zachichotała. – Podziękowałam i szybko uciekłam ze sklepu.
- Ja za to kiedyś przewróciłam piramidę z puszkami. Dokładnie z kukurydzą. – Malia wybuchła śmiechem. – I to wyglądało dokładnie, jak na tych wszystkich filmach. Wzięłam jedną i nagle – BUM! – wszystko poleciało. Zrobiłam się czerwona, jak burak. Wszystkie oczy na mnie. Byłam pewna, że takie rzeczy zdarzają się, tylko w tych głupich komediach.
- Jak widać nie tylko – dodała Malia, spoglądając na Liz. Blondynka pokiwała głową i ponownie obie zaczęły się śmiać.
       Luke w dalszym ciągu stał niedaleko nich. Myślami popłynął w stronę Beth. Beth, która nigdy nie miała takich relacji z jego matką, jak Malia. Dziewczyna ograniczała się do szybkiego dzień dobry i do widzenia, za każdym razem, gdy była w pobliżu jego rodziców. Ewentualnie odpowiadała tak i nie na zadawane pytanie. Czasem też odpowiedzi te były w formie monosylab. A Malia… Malia po prostu była całkiem inna. Złapał się nad tym, że odkąd zjawiła się w Sydney, coraz częściej porównywał ją do Beth. I smutne było to, że jego dziewczyna pod wieloma względami, przegrywała z jego przyjaciółką. Czego więc brakowało Beth, a co miała Malia? Z rozmyśleń wyrwał go dźwięk przychodzącego sms-a.

***
       - Luke! – zawołała Liz, a ja podążyłam za jej wzrokiem. Chłopak stał w przejściu i wlepiał w nas zaciekawione spojrzenie. Na jego twarzy wymalowany był jego słynny uśmiech. – Podsłuchujesz?
- Nie. Ale nie chciałem wam przeszkadzać w dobrej zabawie – odpowiedział, wchodząc do kuchni. Z kieszeni wyciągnął telefon.
- Tak sobie rozmawiamy – odpowiedziałam, machając ręką. Złapałam za kubek i upiłam niewielki łyk kawy.
- Raczej się chichracie – skwitował Luke, siadając obok Liz.
- Nie nasza wina, że jesteśmy rozrywkowe – odparła kobieta, a ja znów zaśmiałam się. Od śmiechu bolała mnie już szczęka. Liz naprawdę była równą babką. Nieraz swoim zachowaniem i powiedzeniami przypominała mi moją mamę. Może to powodowało, że tak dobrze się z nią dogadywałam.
       Luke przekręcił oczami i sięgnął po jedną z kanapek, które leżały na wielkim talerzu. Oblizał usta i wgryzł się w jedzenie. Następnie zatrzymał się i spojrzał to na mnie, to na swoją mamę.
- Co? – zapytał z pełną buzią, odrywając chleb od ust.
- Podziwiam piękną buźkę mego syna, a co nie wolno mi? – wypaliła Liz, a ja zachichotałam ponownie. Kobieta spojrzała na mnie z uśmiechem. – Mój mały Luke.
- Boże, mamo – jęknął chłopak.
- Mały Lu – odezwałam się, robiąc dzióbek, co wywołało śmiech u jego mamy.
- Ty też? – powiedział, spoglądając na mnie, jak na wariatkę. Wzruszyłam ramionami i wzięłam kolejny łyk kawy.
- Powinnam ci pokazać jego zdjęcia z dzieciństwa. Był takim słodziakiem.
- Mamo!
- Z chęcią zobaczę – odpowiedziałam z uśmiechem. Doszło do mnie głośne westchnięcie Luke'a.
- Jest tego trochę i mam kilka ulubionych…
- Wiecie, ja tu nadal jestem – wtrącił się blondyn, gryząc kanapkę.
- Wiem skarbie – odparła Liz. – Ale wracając do zdjęć…
- Mamo…
- Na przykład Luke na pierwszym rowerku – ciągnęła Liz, a Luke zacisnął usta. Miałam ochotę ryknąć śmiechem, na widok jego miny. – O! Albo, jak sam próbuje jeść zupę.
- Koniecznie muszę to zobaczyć – odpowiedziałam, a kobieta uśmiechnęła się szeroko.
- Serio Malia? – wydusił Luke, świdrując mnie spojrzeniem.
- Daj spokój, jak może mnie coś takiego ominąć – powiedziałam z entuzjazmem, a Luke znów jęknął pod nosem.
- To cios poniżej pasa – skwitował blondyn.
- No, co ty skarbie – odparła Liz z uśmiechem. – To twoja historia.
- Ty naprawdę chcesz to oglądać? – próbował dalej, a ja uśmiechnęłam się szeroko.
- Tak skarbie – rzuciłam, a Liz wybuchła gromkim śmiechem. Chłopak prychnął pod nosem, a następnie oparł głowę o rękę. Biedny Luke… Dwie na jednego. Mimo to zauważyłam, że nasz nadąsany chwilowo blondyn i tak lekko się uśmiechnął.

       Liz dotrzymała słowa i jak tylko ogarnęłyśmy wspólnie kuchnię po śniadaniu, usadowiłyśmy się w salonie. Blondynka wciągnęła pękate albumy i ułożyła je na stole. Zaczęliśmy przeprawę przez życie Luke'a, zaczynając od etapu niemowlęcia. Liz dodatkowo urozmaicała przeglądanie fotografii licznymi historiami, w których to główną rolę grał jej syn.
- O! – jęknęłam głośno, odwracając się do chłopaka. – Luke, ale ty byłeś słodki!
- Kompromitacja –skwitował blondyn, ale mimo to uśmiechnął się.
- Taki mały aniołek – ciągnęłam dalej, spoglądając na zdjęcie, na którym mój przyjaciel, jako trzylatek przytulał się do wielkiego misia.
- Aniołek z rogami – odparła Liz. – Wszędzie go było pełno.
- To jest urocze – ciągnęłam dalej, wskazując zdjęcie, na którym Luke z upaćkaną buzią wcina dużego loda.
- Pokaż to – odparł chłopak, nachylając się w moją stronę. – Mój Boże… - Przekręcił oczami i wrócił do poprzedniej pozycji.
       Nagle rozległ się dźwięk dzwonka, a Luke poderwał się z kanapy. Wyciągnął z kieszeni telefon i odebrał. Ja i Liz kontynuowałyśmy oglądanie zdjęć, a blondyn pogrążył się w rozmowie. Z tego, co się zorientowałam rozmawiał, z którymś z chłopaków.
- Pewnie zapytam – powiedział po chwili, a ja podniosłam głowę znad albumu. Luke odwrócił się w naszą stronę i utkwił we mnie swoje błękitne oczy.
- Masz ochotę na wieczorne wyjście?
- Jasne – rzuciłam, przewracając stronę w albumie. Blondyn uśmiechnął się.
- Będziemy… Spotkamy się przed wejściem… Tak… To do zobaczenia. – I rozłączył się.
- Gdzie chcecie iść? – zapytała Liz, spoglądając na swojego najmłodszego syna.
- Calum zaproponował Blue Sea Bar – odpowiedział Luke, siadając obok mnie.
- To na plaży? – dopytała się Liz, a chłopak pokiwał głową. – Czy to kiedyś nie nazywało się Shrimp Bar?
- Tak, ale nowy właściciel zmienił nazwę- powiedział Luke. Spojrzał na mnie. – Można posiedzieć, napić się, a nawet potańczyć.
- Dobrą mają lokalizację – dodała Liz. - Fajnie to wygląda. Bawisz się prawie na plaży.
- Ekstra – skwitowałam z uśmiechem. – Muszę wykombinować, jakiś odpowiedni strój na tą okazję.
- Jaką okazję? – zapytał Luke.
- Każde wyjście jest dobre żeby się nieco odpicować – powiedziała Liz ze śmiechem, a ja poparłam ją. Luke przewrócił oczami. – Nie zrozumiesz tego, bo jesteś facetem – dodała, a ja na widok miny chłopaka, zaczęłam się śmiać.

        Po obejrzeniu zdjęć z dzieciństwa Hemmingsa, przyszedł czas na obiad, który przygotowałam razem z Liz. Dzisiaj kobieta miała wolne, więc prawie cały dzień spędziła z nami. Ja, a tym bardziej Luke nie mieliśmy nic przeciwko temu.
       W końcu przyszedł czas na szykowanie się do wyjścia. Udałam się, więc do góry, w towarzystwie Liz, która chciała pomóc mi w doborze stroju. Luke, jak na typowego faceta przystało, stwierdził, że on się pindrzyć nie zamierza i nie potrzebuje, aż tyle czasu. Został wiec na dole, a jego towarzyszem stał się telewizor i program muzyczny.
        Wyrzuciłam na łóżko rzeczy, które bardziej lub mniej nadawały się na wieczorne wyjście. Liz stanęła obok mnie i oboje wbiłyśmy oczy w niewielką stertę ubrań, które leżały bez ładu i składu na pościeli.
- Nie jestem w tym dobra – stwierdziła blondynka, a ja spojrzałam na nią. - Zawsze chciałam mieć córkę, ale dostałam trójkę wspaniałych synów, a to całkiem inna bajka. Nie miałam też siostry…
- Masz brata?
- Trzech – powiedziała ze śmiechem.
- Dom pełen facetów – skwitowałam. – Jak nie chcesz nie musisz…
- Chcę! Nawet bardzo. To jest inna bajka, ale lubię nowości – odparła z uśmiechem. – Odskocznia od facetów.
- Dla mnie też jest to miła odmiana. – Liz spojrzała na mnie. – Zazwyczaj to Sharon pomaga mi, a ja jej. Wcześniej… Wcześniej towarzyszyła mi mama. Lubiła mi pomagać, choć miała nieco inny gust.
- Więc, nie masz nic przeciwko, że tym razem to ja się trochę powtrącam?
- Pewnie, że nie – powiedziałam z uśmiechem. Kobieta odwzajemniła go i chwyciła za pierwszą bluzkę.
- Ładna – stwierdziła kiwając głową, trzymając białą tunikę na ramiączkach. – Ale ta ładniejsza. – Wskazała na granatową bluzkę z krótkim rękawkiem, która była lekko rozszerzana pod biustem.
- Zrób swój zestaw, a ja zrobię swój – zaproponowałam, a Liz pokiwała ochoczo głową.
       Po długich minutach powstały dwa odrębne zestawy strojów. Nie powiem, ale obie bawiłyśmy się świetnie, komentując ubrania niczym wielkie znawczynie mody. Liz nigdy nie miała możliwości zabawy w coś takiego, a ja od dawna nie robiłam tego z kimś, kto był w wieku mojej mamy. Przywoływało to miłe wspomnienia, o których nie chciałam zapominać.
- Co masz? – zapytała, spoglądając na mój zestaw. Przede mną leżała czarna tunika na cienkich podwójnych ramiączkach, z głębszym dekoltem w serek, nieco rozszerzana na dole, a do tego czarne legginsy, które sama nie wiem, czemu wybrałam. Nie chciałam wyglądać przecież, jak czarna wdowa, a nie mogłam dobrać żadnego innego dołu, więc postawiłam na to, choć nie zbyt mi to pasowało.
- Tak sobie, ale ujdzie – skomentowałam swój wybór. – A ty co masz?
       Spojrzałam na jej zestaw, który dla mnie przyszykowała. Wybrała czerwoną bluzkę z krótkim rękawkiem, dekoltem w łódkę i czarnymi wstawkami na dole i górze. Do tego krótkie dżinsowe spodnie.
- I jak?- zapytała, unosząc brwi do góry.
- Przynajmniej nie tak smętnie, jak u mnie – podsumowałam.
- Ale coś czuje, że zestaw numer jeden – wskazała na mój – i zestaw numer dwa – przeniosła palec na swój komplet – nie przejdzie.
- A jakby tak…- zaczęłam, klapiąc się palcem w policzek.
- Połączyć te dwa – dokończyła za mnie, a ja pokiwałam głową. – Twoja bluzka i moje spodnie.
- Tak myślisz?
- Masz zgrabne nogi. Możesz je pokazywać – skwitowała.
       Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Obie odwróciłyśmy się w stronę wchodzącego do pokoju Luke'a. Chłopak spojrzał na nas, a następnie na ubrania leżące… wszędzie. Uniósł brwi do góry i zaśmiał się.
- Widzę, że jesteś jeszcze w proszku.
- Luke zajmij się sobą – skwitowała Liz, a ja zaśmiałam się. –Mamy tu modowy plan.
- Modowy – mruknął rozbawiony. – Szykujesz się na randkę, czy co?
- Wiesz… Nigdy nie wiadomo, czy kogoś się nie spotka – powiedziałam z uśmiechem. Luke przewrócił oczami. – Ale spokojnie, wyrobię się na czas.
- Jasne – rzucił blondyn, po raz kolejny spoglądając na bałagan w pokoju. Następnie wyszedł, zostawiając nas same.
- To co – powiedziała Liz, kiedy drzwi zamknęły się za jej synem. – Czarna bluzka i dżinsowe spodenki?
- Zobaczymy, jak to będzie wyglądać.
        Kiedy założyłam wybrane przez nas ubrania, byłam zadowolona. W całości prezentowało się to naprawdę dobrze. Nie był to strój na jakąś wielką imprezę, ale idealnie nadawał się na wyjście do baru przy plaży. Na twarzy kobiety pojawił się triumfujący uśmiech.
- Bingo! – powiedziała, wyciągając uniesiony kciuk w moją stronę.
- Dzięki za pomoc – odparłam, wkładając na nogi czarne baleriny na niewielkiej koturnie. Następnie złapałam za srebrny łańcuszek i bransoletkę.
- Czekaj, pomogę ci. – Podeszła i pomogła zapiąć biżuterię.
- Dzięki – powiedziałam, a Liz znów się uśmiechnęła. – Jeszcze tylko makijaż i włosy i mogę iść.
- Czyli moje zadanie skończone.
- Jeszcze raz dzięki.
- Było fajnie.
- Było – powiedziałam, a Liz ruszyła w stronę drzwi. Raz jeszcze posłała mi swój szeroki uśmiech, a następnie wyszła z pokoju. Złapałam za kosmetyczkę i ruszyłam do łazienki. Musiałam dokończyć swoje szykowanie się, a czasu zostało już niewiele.

***
       Luke nie był typem faceta, który godzinami ślęczy przed lustrem. Kiedy Malia i Liz bawiły się w projektantki mody, on poszedł do siebie, aby na szybko się przebrać. Wygrzebał z szafy czarne dżinsy – czyli klasycznie – oraz białą koszulkę z nadrukiem. Na to nałożył czarną rozpinaną koszulę. Następnie ruszył do łazienki, aby poprawić włosy, użyć dezodorantu i perfum. I tyle… Był gotowy. A co one jeszcze tam robią?
       Kiedy zszedł z powrotem na dół, złapał za energetyka i znów usiadł przed telewizorem. Po chwili na dole zjawiła się jego mama, która wróciła do kuchni, aby przyszykować kolację. Niedługo miał wrócić z zebrania jego tata, który jak zwykle od progu będzie jęczał, że jest głodny, jak wilk. Jego mama była doskonałą kucharką i każdy z nich – łącznie z jego braćmi – uwielbiał jej kuchnię.
       W końcu po kolejnych długich minutach, usłyszał kroki na górze. Dźwięk był coraz bliżej, najpierw na szczycie schodów, a potem niżej i niżej. Odwrócił głowę i spojrzał na Malię. Jego błękitne oczy nieco się powiększyły. Uśmiechnął się pod nosem. Wyglądała niesamowicie. Jej rozpuszczone lekko kręcone brązowe włosy delikatnie opadały na ramiona. Znów postanowiła odsłonić opalone nogi, wkładając krótkie dżinsowe spodnie. Makijaż miała nieco mocniejszy, ale nie wulgarny. Nie lubił przesadnie wymalowanych dziewczyn, a Malia znała umiar w tej dziedzinie.
- Pięknie wyglądasz – powiedział, wstając z kanapy.
- Ty też cukiereczku – odparła i zatrzepotała komicznie rzęsami. Oboje wybuchli śmiechem, co spowodowało, że Liz wynurzyła się z kuchni.
- Dzieciaki życzę wam miłej zabawy.
- Dzięki mamo.
- Dzięki Liz.
- Pilnuj jej Luke.
- Bez obaw, będę – powiedział i oboje wyszli z domu.

***
       Szliśmy pogrążeni w rozmowie. Co jakiś czas wybuchaliśmy śmiechem. Nie powiem, ale świetnie bawiłam się w Sydney i naprawdę mogłam się wyluzować i zapomnieć o pracy i szkole, a także innych sprawach, które zostawiłam w Londynie. To był mój czas i moje wakacje, które na razie przebiegały bez większych komplikacji.
       W końcu na horyzoncie pojawiła się dziewczyna Hemmingsa. Beth ubrana w czerwoną sukienkę i buty na wysokim obcasie, sprzedała blondynowi soczystego całusa, brudząc jego usta czerwoną szminką. Musiałam powstrzymać się od parsknięcia śmiechem, widząc, jak Luke stara się zetrzeć z siebie pomadkę, tak by Beth tego nie widziała. Dziewczyna jednak była przez chwilę zajęta swoim telefonem, więc miał ku temu okazję. Zacisnęłam mocniej usta, kiedy blondyn spojrzał na mnie wzorkiem: bez komentarza. Wzruszyłam ramionami i idąc po jego prawej stronie – Beth szła po lewej- kontynuowaliśmy nasz marsz w stronę plaży.
- Są i oni! – zawołał Michael, kiedy zbliżyliśmy się do trójki chłopaków, którzy rozsiedli się na ławce, tuż przy parkingu taksówek.
- Bombowo wyglądasz Malia – powiedział Ash, zarzucając mi rękę na ramiona. – Będziesz podbijać męskie serducha.
- Tak, zamierzam zdobyć ich, jak najwięcej, a potem zabrać do Londynu i sprzedać za grubą kasę – odparłam ze śmiechem.
- Rekin biznesu – skwitował Irwin, uwalniając mnie od swoich długich rąk.
- Chodźmy, chcę zając najlepsze miejsce – powiedział Calum, zaganiając nas w stronę budynku.
       Ruszyliśmy wyłożoną drewnianymi deskami drogą, która prowadziła w stronę Blue Sea Bar. Bar ten znajdował się na podwyższeniu, a otaczał go podest z drewnianą balustradą. Okna były duże i szerokie, więc z zewnątrz można było bez problemu zobaczyć to, co dzieje się w środku. Wśród niewielkiego tłumu ludzi, którzy kłębili się w środku, dostrzegłam drewniany bar, stylizowany na wzór hawajski oraz kilka okrągłych stolików. Z baru dochodziła znana muzyka – postawiono bowiem na hity, które łatwo można było usłyszeć w radiu. Taka neutralna muza dla każdego. Kiedy weszliśmy do środka dostrzegłam, że oprócz zwykłych stolików poustawiano też po prawej stronie loże, na które składały się niebieskie wąskie sofy i prostokątne stoliki. To właśnie w ich stronę poprowadził nas Calum.
       Zajęliśmy miejsce tuż przy wejściu. Stąd mieliśmy doskonały widok nie tylko na wchodzących i wychodzących, ale także na bar i mini parkiet, który na razie świecił pustkami. Luke usiadł po jednej stronie z Beth i Michaelem, a ja, Calum i Ash znaleźliśmy się na przeciwko nich. Po chwili obok nas pojawiła się kelnerka, która poinformowała nas, że obsługują gości przy stolikach do godziny jedenastej, a potem zamówienia przyjmują, tylko przy barze. Sprawdziła też nasze dokumenty, oznajmiając, że nieletnim alkoholu nie podają. Następnie rozdała nam menu.
- Co dziś pijemy? – zapytał Calum, obracając w dłoniach kartę. Zarówno on, jak i Luke oraz Michael postawili na piwo. Ja z Ashem postanowiliśmy nieco zaszaleć i zamówiliśmy kolorowe fikuśne drinki z palemkami. Beth raczyła się sokiem pomarańczowym, ponieważ jako nieletnia nie mogła napić się z nami.
- To za spotkanie – powiedział Michael, unosząc kufel z piwem do góry.
- Za spotkanie – zawtórowaliśmy mu i wszyscy puknęliśmy się tym, co mieliśmy w rękach. 


***
Ten rozdział wyszedł mi długi, więc musiałam go podzielić. Problemem okazało się jednak, jak to zrobić :D Część pierwsza przed wami, a pod spodem, jak zwykle kilka fragmentów na zachętę, do przeczytania drugiej części rozdziału :)

- Co tak długo skarbie? – Rzuciłam głośniej, tak by nieznajomy mógł to usłyszeć.
- Co ty robisz? – Wyszeptał Ash, wlepiając we mnie swoje brązowe oczy. Na jego twarzy pojawiło się rozbawienie.
- Przyczepił się do mnie – odpowiedziałam cicho.
- Zostałem udawanym chłopakiem?
- Przepraszam.

***
- Chcesz wracać do domu? – Zapytałam, a on znów spojrzał na mnie.
- Nic mi nie jest, nie musimy iść. Zresztą nie chcę psuć ci dobrej zabawy. – Przekręciłam oczami.
- Właśnie widzę, jak nic ci nie jest - mruknęłam pod nosem.

***
- Chyba masz racje…
- Ja mam racje. To najgłupszy pomysł, na jaki wpadłaś – oznajmiła Sharon z pewnością w głosie. – Przemyśl to dobra?

***
- Ty naprawdę chcesz wracać do Londynu – powiedział cicho, a ja zacisnęłam usta. Oderwałam wzrok od jego twarzy. Poczułam się źle, źle z tym, co wymyśliłam. – Malia? – Kiedy wypowiedział moje imię, znów spojrzałam na niego. – Naprawdę chcesz wrócić?
- A czy tak nie będzie lepiej? - odparłam, wzruszając ramionami.

Pozdrawiam i do następnego! :)

5 komentarzy:

  1. Hmmmm... Te fragmenty naprawdę mnie zachęciły do dalszego czytania i teraz nie mogę się doczekać naxta 😊 mam nadzieje ze Luke i Malia będą w końcu razem xdd życzę weny 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się ciebie zachęcić :) Dzięki - wena zawsze się przyda :)

      Usuń
  2. Liz jesteś ekstra! :D Po prostu super babka. Nic dziwnego, że Malia tak ją lubi :) Luke i jego zdjęcia z dzieciństwa :D Zaciekawiłaś mnie jeszcze bardziej tymi fragmentami - coś mi się zdaje, że wyjdzie jakiś kwas lub dramat- szczególnie wnioskuję to po ostatnim. Nie mogę się doczekać dalszej części. Pozdrawiam Milena :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe też ją lubię hahaha :D No, ja nic nie zdradzę. Dowiesz się w drugiej części :) Pozdrawiam

      Usuń