piątek, 8 maja 2015

S1 - Rozdział 15

Sydney, 3 sierpnia 2012 roku


       Wieczorna rozmowa z Sharon i Oscarem przeciągnęła się do tego stopnia, że mój australijski kompan najnormalniej w świecie padł. Oparty o rękę poleciał w klasycznego komara, a ja potem ledwo go  dobudziłam. Jęcząc i prychając pod nosem, w końcu podniósł swoje cztery litery i zaspany pomaszerował do siebie. Kiedy ja wyszykowałam się do snu, było przed trzecią. Zmęczona dniem pełnym wrażeń, szybko zasnęłam.

       Obudziłam się około dziesiątej i powoli wygramoliłam z łóżka. Niczym zombie dotarłam do łazienki i zaczęłam doprowadzać się do porządku.
       Schodząc na dół, nie mogłam powstrzymać ziewania. Nagle poczułam przyjemny zapach, który nieco mnie rozbudził. Kawa…
       Weszłam do kuchni, a błękitne oczy blondyna spojrzały w moją stronę. Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Siedział przy stole, pochylony nad miską, a tuż obok jego prawej ręki znajdował się napój, który teraz był mi potrzebny. Usiadłam naprzeciwko niego i lekko odwzajemniłam uśmiech.
- Długo siedziałaś? – zapytał, chwytając za kubek z kawą, a ja obserwowałam, jak jego ręka podnosi się i opada.
- Nie – powiedziałam, jednocześnie kręcąc głową. Zagapiłam się na kubek.
- Kawy? – odezwał się ponownie rozbawiony.
-Czytasz mi w myślach – rzuciłam, opierając rękę na głowie.
- Miałem cię niedługo budzić – powiedział, wstając z miejsca i podchodząc do czajnika. Nastawił go, a następnie zerknął w moją stronę. – Mamy być u Caluma na dwunastą.
- Nie zapomniałam o waszej próbie – odparłam, prostując się. Luke uśmiechnął się i ponownie stanął do mnie tyłem.
       Przez chwilę panowała między nami cisza. Obserwowałam, jak chłopak krząta się po kuchni. W końcu postawił przede mną czerwony kubek i niebieską miskę z mlekiem i czekoladowymi płatkami.
- Może być takie śniadanie? – zapytał, unosząc brwi do góry.
- Pewnie.
       Kiedy usiadł obok, rozległ się dźwięk telefonu oznajmujący przyjście wiadomości. Luke wygrzebał z kieszeni komórkę i spojrzał na wyświetlacz. Kiwnął głową sam do siebie, a następnie znów utkwił we mnie swoje błękitne tęczówki.
- Masz ochotę na plażę?
- A co z próbą?
- Po próbie. Calum składa propozycję – poinformował mnie, machając telefonem.
- Jasne. Z chęcią się podsmażę – odparłam z uśmiechem, łapiąc za łyżkę.

       Zgodnie z naszą spontaniczną umową, zaraz po próbie mieliśmy wybrać się na plażę. Dlatego po śniadaniu, jakie zrobił Luke, oboje poszliśmy na górę, aby zabrać potrzebne nam do tej wyprawy rzeczy. Wciągnęłam na siebie czarny dwuczęściowy strój kąpielowy w białe paski, który w pasie miał nieco grubszy marszczony materiał. Następnie narzuciłam na siebie czarne spodenki i białą tunikę. Na nogach klasycznie zawitały czarne trampki. Spakowałam ręcznik, olejek do opalania, szczotkę, gumkę do włosów i krem do twarzy do materiałowej torby, a na nos założyłam okulary przeciwsłoneczne. Tak wystrojona, opuściłam pokój.
       Luke czekał na dole. Na ramię zarzucił czarny plecak. Spojrzał na mnie znad ciemnych okularów, a ja wybuchłam śmiechem. Byłyśmy w zupełnie innej rzeczywistości, niż ta, w której się poznaliśmy. Wtedy opatulaliśmy się w puchate szaliki, czapki i grube swetry. Teraz naszym celem była plaża. Chyba nie ulepimy dzisiaj bałwana…
       Wyszliśmy z domu i ramię w ramię zaczęliśmy dłuższy marsz w stronę domu Hooda. Calum mieszkał dzielnicę dalej, jakieś dwadzieścia minut spacerem od Luke'a. Na dworze było nieco parno, ale lekki wiatr umilał pokonywanie tego dystansu.
       W połowie drogi, spotkaliśmy Beth, która na nas czekała. W ręku miała czerwoną torbę, a na nosie – tak jak i my – okulary przeciwsłoneczne. Odgarnęła z ramion blond włosy, całując Luke'a prosto w usta. Mi rzuciła szybkie cześć. Resztę drogi pokonaliśmy niemalże w milczeniu. Tylko co jakiś czas, któreś z nas się odzywało, tylko po to, by o coś zapytać.
       Calum mieszkał w dużym i ładnym domu z szerokim ogrodem. Nie wchodziliśmy jednak do środka. Luke poprowadził nas wzdłuż żywopłotu, zatrzymując się przy garażu. Otworzył boczne drzwi. W środku już byli pozostali.
       Weszliśmy do środka. Przywitałam się z nimi, a następnie szybko rozejrzałam się dookoła. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to poustawiane i gotowe do pracy instrumenty– trzy gitary i jedna perkusja oraz mikrofony. Z boku na drewnianym stole, stał uruchomiony laptop. Po ziemi walało się mnóstwo kabli. Duże prostokątne głośniki rozłożone były po pomieszczeniu tak, aby było dobrze słychać muzykę. Okna były nieco przysłonięte ciemnym materiałem. Na tablicy korkowej było pełno zapisanych kartek.
- Witam w moim królestwie – powiedział Calum, podając mi butelkę z zimną wodą. Drugą podał Beth.
- Podoba mi się. Ma klimat – odparłam, w dalszym ciągu oglądając garaż.
- Zrobiłem wam wygodniejsze miejsca – ciągnął Hood, wskazując na coś kwadratowego. Jak się okazało, była to szeroka ława, osłonięta kocami i poduszkami.
       Kiwnęłam głową, odkładając torbę. Usiadłam na wskazanym przez chłopaka miejscu i spojrzałam na nich z nieukrywaną ciekawością. Michael spojrzał na zegarek, a następnie zagonił pozostałych do roboty. Zespół zaczął się rozgrzewać.
- Ash – zwróciłam się do najstarszego. Ten siedząc za perkusją, podniósł głowę i spojrzał na mnie. – W każdym domu masz swoją perkusję?
- Mam dwie – odpowiedział z uśmiechem. – Jedna na stałe u mnie, a ta jest objazdowa.
- Objazdowa?
- Umawiamy się, że przez jeden tydzień gramy u jednej osoby. Wtedy ją przywożę, rozkładam, a potem, gdy zmieniamy miejsce, składam i znów przewożę.
- Nieźle obmyślane – powiedziałam, opierając się plecami o chłodną ścianę garażu.
- Gotowi? – zapytał Luke.
- Od czego zaczniecie? – odezwałam się ponownie.
- Jakieś propozycje? – zapytał Michael.
- Gotta Get Out – rzuciłam, prostując się. Lubiłam ten kawałek i naprawdę mi się podobał.
- W takim razie Gotta Get Out – powiedział z uśmiechem Luke i po chwili poleciała melodia.

       Słuchanie ich na żywo było sto razy lepsze, niż słuchanie ich w internecie. Pochłaniałam każdą nutę, każde wyśpiewane przez nich słowo i mogłabym ich tak słuchać i słuchać. Dostrzegałam skupienie, pojedyncze uśmiechy, a czasem prawdziwe rozbawienie. W tym, co robili byli prawdziwi i naturalni. Beth również nie odrywała od nich wzroku, a raczej nie odrywała wzroku od Luke'a. Inni, jakby dla niej zupełnie nie istnieli.
       Po zagraniu paru swoich kawałków oraz kilku coverów, chłopaki przestali grać. Przez chwilę o czymś cicho dyskutowali, a ja nawet wytężając swój słuch, nic nie usłyszałam. Po chwili odwrócili się w naszą stronę, a na ich twarzach widniały uśmiechy.
- Mamy bonus – zaczął Luke.
- Bonus?- wydusiła Beth. – Jaki?
- Mamy nową piosenkę – kontynuował Hemmings.
- Taką nową, nową? – dopytałam, nie ukrywając zaciekawienia.
- Nową – powiedział Ash. – Naszą nową.
- Jeszcze nikomu jej nie graliśmy – ciągnął Michael.
- No, to na co czekacie? Grajcie! – powiedziałam z entuzjazmem.
- Nie jest jeszcze do końca dopracowana – odparł Luke, a ja machnęłam na nich ręką. Chłopak zaśmiał się. – Pierwszą część napisałem ja. Reszta to dzieło chłopaków. Refren wspólny.
- I wyduszony przez wiele dyskusji i propozycji – dodał Michael.
- Ma jakiś tytuł? – drążyłam temat.
- 18 – odpowiedział Ash.
- 18? – Pokiwał głową. – Ciekawe. Niewiele mówi.
- Jako, że to świeżyna, bądźcie dla nas łaskawe – powiedział Luke. – Zwykle nasze próby wyglądają inaczej.
- Tak, bo nie ma publiczności – skwitował Michael. – I nie gramy wszystkiego na raz.
- Powiedzmy, że my – wskazałam też na Beth – mamy prywatny koncert. To, co zagracie nową piosenkę?
- W takim razie lecimy z 18 – oznajmił Calum, poprawiając gitarę, którą miał w ręku.
       Usiadłam po turecku, wlepiając zaciekawione oczy w zespół. Słyszałam wszystkie ich piosenki i byłam naprawdę ciekawa tej najnowszej. O czym będzie? Nie miałam bladego pojęcia, bo tytuł nic nie zdradzał. Po chwili jednak okazało się, że nowy utwór należy do tych szybszych. Rozpoczął go Luke.

I wish that I was eighteen
Do all the things you read in the magazines
I’m not saying I wanna be Charlie Sheen

A potem na wokal wskoczył Calum.

She’s just a Little bit older
But I want to get to know her
But she says it’s already over
So tell me what else can I do
I bought my fake ID for you

Gdy zaśpiewali refren, uśmiechnęłam się od ucha do ucha.

She told me to meet her tere
I can’t afford a bus fare
I’m not old enough for her
I’m just waiting till I’m eighteen

Na zwrotce Michaela, zaśmiałam się pod nosem.

She’s got a naughty tattoo
In a place that I wanna get to
But my mum still drives me to school

A po kolejnym refrenie, Luke znów zaśpiewał solo.

In my bedroom thinking of ya
Your pictures in my private folder
I know one day that I will hold her
I’ll make my move when I get older
Make my move when I get older

       Kiedy ponownie rozbrzmiał refren, wydarzyło się coś, co sprawiło, że większość z nas osłupiała. Beth zerwała się z miejsca, tak raptownie, że aż podskoczyłam. Zmrużyła na Luke'a swoje brązowe oczy, a następnie wyszła z garażu trzaskając drzwiami.
- Beth! – Hemmings niewiele myśląc, ściągnął gitarę i ruszył za swoją panną. Za nim też zatrzasnęły się drzwi.
- Co się do cholery stało? – wydusił z siebie Michael.
       Odwróciłam głowę od drzwi, za którymi zniknął Luke i spojrzałam na chłopaków. Musiałam mieć minę tak samo zaskoczoną, jak oni. Przez chwilę każde z nas analizowało to, co się stało. Nikt jednak nie znał przyczyny zachowania Beth. Co ją, aż tak wkurzyło?

***
       Luke wybiegł z garażu. Blondynka szybkim krokiem zmierzała w stronę bramy, nawet się za nim nie oglądając. Dogonił ją, kiedy chciała chwycić za klamkę.
- Stój! – Złapał ją za rękę i odwrócił w swoją stronę. Spojrzał w jej duże brązowe oczy, które teraz były pełne złości. – Co się stało?
- Co się stało?! – prychnęła pod nosem, wyrywając rękę z jego dłoni. – Co się stało?! Ty dobrze wiesz, co się stało!
       Luke w dalszym ciągu stał zaskoczony, nie mając zupełnie pojęcia, o co chodzi jego dziewczynie. Ostatnio ciągle się na niego złościła, ale tym razem żadne sensowne wytłumaczenie nie przychodziło mu do głowy. Beth zazgrzytała zębami.
- Mów – powiedział, podchodząc do niej. – Nie umiem czytać ci w myślach.
- To piosenka o niej – warknęła, zaciskając pięści. – Napisałeś piosenkę o niej!
- O kim ty do cholery mówisz?! – Ta sytuacja zaczynała go irytować. Beth zaczynała przeginać. Najpierw zrobiła mu wielką awanturę o przyjazd Malii do Australii, a teraz czepia się piosenki. A raczej jej treści.
- Mówię o niej Luke – wysyczała jadowicie. Uniósł brwi do góry. – O tej twojej przyjaciółeczce z Londynu.
- Myślisz… Myślisz, że to piosenka o Malii? – wydusił z niedowierzaniem.
- A nie?!
- Oczywiście, że nie!
- A te wszystkie teksty o tym, że jest starsza i że chcesz z nią być.
- To tylko piosenka. To tylko cholerna piosenka! – warknął, kręcąc głową. – Przy pisaniu jej nawet nie myśleliśmy o nikim konkretnym!
- Jasne…
- Słodki Jezu – odparł, przekręcając oczami. – Każdy młody chłopak kiedyś tam podkochiwał się w starszej i o to tu chodzi. Tylko o to… Pod żadnym względem nie dotyczy to Malii!
       Beth spojrzała na niego uważniej. Był wściekły i to była jej wina. Znów się go czepia, ale dziewczyna z Londynu budzi w niej obawę. Jest za blisko Luke'a. Za blisko jego zespołu. Ciężko westchnęła. Na chwilę spuściła głowę, trawiąc w myślach jego słowa. W końcu znów spojrzała na niego.
- Przepraszam- powiedziała cicho. – Zachowałam się, jak kretynka. Odstawiłam ci scenę rodem z jakiegoś dramatu…
- W porządku – odpowiedział. – Wracamy?
- Tak. Powinnam ich przeprosić. – Powoli chwyciła go za rękę, a ten lekko zacisnął palce na jej dłoni. Pozwoliła, by poprowadził ją z powrotem do garażu, a którym czekała reszta.

***
       Po tym nagłym wybuchu Beth, chłopaki postanowili zakończyć swój mały występ dla nas. W dalszym ciągu próbowaliśmy się domyślić, o co mogło chodzić blondynce, ale zarówno ona, jak i Luke trzymali język za zębami. Dało się też zauważyć, że Hemmings nadal to w jakiś sposób przetrawia, bo był nieco spięty i zamyślony.
       Po wyjściu od Caluma, cała nasza szóstka ruszyła na podbój pobliskiej plaży. Na dworze była piękna pogoda, więc spodziewaliśmy się tłumów. I tłumy były. Masa ludzi, leżąc niemalże ręcznik w ręcznik, wylegiwała się na gorącym piasku. Najbardziej zapchane były miejsca przy głównych wejściach, dlatego my odbiliśmy nieco w bok i ułożyliśmy się tuż przy kamieniach, które oddzielały jedną część plaży od drugiej.
       Nie rozpoczęliśmy jednak plażowania od leżenia plackiem. Najpierw musieliśmy zjeść, więc postawiliśmy na zapiekanki z pobliskiego baru. Beth chciała hot-doga i frytki. Chłopaki szybko się skrzyknęli i cała czwórka, ku mojemu nieszczęściu, poszła po jedzenie. Ja niestety zostałam z Beth, która siedząc na ręczniku, nawet nie zaszczyciła mnie jednym spojrzeniem. Postanowiłam jednak wykazać się dojrzałością i zagadać. Może uda się znaleźć jakiś wspólny język, choć tak naprawdę w to wątpiłam.
- Słyszałam, że ty i Luke poznaliście się w szkole – powiedziałam, spoglądając na nią zza moich ciemnych okularów.
- Tak. Szkoda, że Luke już ją skończył. Nie będziemy mogli widywać się na przerwach – odpowiedziała znudzonym głosem.
- Tobie została, tylko jedna klasa do końca?
- Tak.
- Okej – odparłam, widząc, że blondynka nie ma ochoty ze mną rozmawiać. Próbowałam – nie wyszło.
       Odwróciłam się od niej i usiadłam na ręczniku. Spojrzałam na czystą wodę, która kusiła, aby się w niej wykąpać i szczerze powiedziawszy nie mogłam się doczekać, by do niej wejść. Nagle poczułam, jak Beth się na mnie patrzy. Wzrok ten był dość natarczywy, więc znów odwróciłam się w jej stronę.
- Co?- wydusiłam. Nie udało mi się powstrzymać nutki irytacji, która pojawiła się w moim głosie. Młoda działała mi na nerwy.
- W co ty grasz? – wypaliła, a ja uniosłam brwi do góry.
- Co?
- Daj spokój, wiem co kombinujesz, ale ci się to nie uda. Luke jest ze mną i nigdy nie będzie z tobą – odparła jadowitym tonem.
- Ty myślisz, że przyjechałam tu tylko po to, by ci go odbić?
- A nie?!
- Padło ci na mózg – skwitowałam. – Ja i Luke jesteśmy, tylko przyjaciółmi.
- Nie ma przyjaźni damsko-męskiej – ciągnęła Beth, a ja… Naprawdę miałam wielką ochotę jej przyłożyć. Nich chłopaki wracają, zanim stracę nad sobą kontrolę.
- Jak będziesz starsza, to pewne rzeczy łatwiej zrozumiesz – odparłam sarkastycznie, uderzając chyba w jej czuły punkt, bo w Beth, aż się zagotowało. – Zresztą, jak na razie robisz wszystko, by Luke cię zostawił.
- Że co?!
- On w końcu nie wytrzyma i kopnie cię w tyłek, bo ile można znieść tego, że ktoś ciągle po tobie jeździ i się ciebie czepia.
- Ty…
       Ale nie dane jej było skończyć. Kiedy Beth szykowała jakąś obelgę lub ciętą ripostę dla mnie, obok nas pojawili się chłopaki. Ashton usiadł po mojej prawej, a Michael po mojej lewej stronie, idealnie oddzielając mnie od Beth, która leżała na samym końcu, tuż obok Luke'a. Blondynka zamilkła i odwróciła się do swojego chłopaka.
- Dużo nas ominęło? – zapytał ciszej Ash, podając mi zapiekankę. Zazgrzytałam zębami. – Co jest?
- Daj mi chwilę. Naszła mnie żądza mordu – wydusiłam z siebie i zatopiłam zęby w ciepłym jedzeniu. Chłopak zaśmiał się pod nosem, a następnie poklepał mnie po plecach.
- Bądź dzielna. Trzymaj pion tak, jak ja. Razem damy radę. – Uśmiechnęłam się pod nosem, a Ash odwzajemnił uśmiech.

       Kiedy ja, Michael, Calum i Ashton dobrze się bawiliśmy pluskając się w wodzie, wygłupiając i grając w wodną siatkówkę, Luke musiał tkwić na ręczniku razem z Beth. Młoda, co chwilę o coś go prosiła lub zagadywała. Robiła wszystko, by nasz blondyn nie mógł skupić się na nas. To spowodowało, że Hemmings wpadł w nieco przybity nastrój, obserwując od czasu do czasu, jak omija go cała zabawa. Widać było, że miał ochotę dołączyć do naszej grupy, ale najwidoczniej po dzisiejszym wybuchu swojej dziewczyny, nie chciał ją bardziej wkurzać. Było mi go szkoda i miałam ochotę wytargać ją za te jej blond kudły, ale obiecałam Ashtonowi, że nie będę się wtrącać i będę grzeczna. Mogłam tylko zerkać na Luke'a i współczuć mu bycia z tą zazdrosną pokraką.

       Na całe szczęście, kiedy wróciliśmy do domu, Luke odzyskał humor. To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że Beth to prawdziwa zołza i cała wina dzisiejszego zgrzytu między nimi, leży tylko i wyłącznie po jej stronie. Nie chciałam poruszać tego tematu z Hemmingsem, który znów stał się tym samym uśmiechniętym Lukiem, którego tak uwielbiam, więc w dalszym ciągu trzymałam się obietnicy złożonej Irwinowi – nie wtrącałam się. 


***
Rozdział pojawił się szybciej z tego powodu, że przez pracę nie dałabym rady dodać go w weekend, ani w poniedziałek, bo walę ładną dwunastogodzinną trójeczkę :/
Mam jednak dla was pewną niespodziankę - Milena to wszystko twoja wina, że tak potrafisz mnie nakręcić, że robię coś, czego na razie nie powinnam :P 
Otóż, Roxy stworzyła kolejne opowiadanie o 5SOS. Na razie nic na ten temat nie zdradzę, bo blog jest w przygotowaniu. Może ruszy w połowie maja lub pod koniec- dam wam znać. Powiem tylko tyle, że nie będzie to nic podobnego do tej historii, czy historii Pod jednym dachem. Nie będzie to opowiadanie dla wszystkich. 
W ramach małego smaczku, pochwalę się tym świetnym zwiastunem, który tak, jak poprzednie zrobiła dla mnie Monia - dziewczyno, jesteś wielka! 


Mam nadzieję, że zwiastun spodoba się wam, tak samo mocno, jak mi :) Pozdrawiam!

8 komentarzy:

  1. Super rozdział :*
    Ta Beth coraz bardziej mnie wkurza !!!
    Szkoda mi Luke'a :(
    Czekam z niecierpliwoscia na następny rozdział :D
    Życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że rozdział ci się spodobał - no, chłopak nie ma z nią lekko :) Dzięki, wena się przyda!

      Usuń
  2. Luke i Malia myślę, że to idealna kombinacja :) oni muszą być razem. Beth ty... pozwól, że towwykropkuję. Biedny Luke szkoda mi go, bo niestety trafił na szajbuskę. OMG! Zrobiłaś toooo i to na dodatek TA historia. Nie moge się doczekać. Zwiastun boski, aż miałam ciarki jak go oglądałam. Czekam na kolejny rozdział. Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że ich swatasz od samego początku :D hehe dobre określenie. A nooo :D Zrobiłam. Wybrałam tą historię, bo w końcu chciałam napisać coś innego :).

      Usuń
  3. Beth z rozdziału na rozdział coraz bardziej zaczyna mnie irytować. Jej się wydaje, że kim ona jest? Co z tego, że do dziewczyna Luke'a? Łączę się w sojuszu z Malią i Ashtonem (y).
    Ta piosenka kurde, idealnie dobrana. ^^ Coś z podświadomości Hemmo na pewno mu ją pomagało pisać i nie ma mowy, że nie.
    Zwiastun cudo. Nie mogę się kurde doczekać, czegoś takiego jeszcze nie czytałam, a uwielbiam dwa Twoje opowiadania, więc i to z pewnością polubię.
    Pozdrawiam i życzę dużodużo weny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, no Ash i Mailia powinni otworzyć klub przeciwko Beth :D Super cieszę się, że ci się podoba. I oczywiście już zachęcam do czytania. Dzięki - biorę wenę :D

      Usuń
  4. Dwa, różne punkty odniesienia sytuacji; dwie... tak praktycznie różne historie i w ogóle, a jedna autorka! Jestem na prawdę pod wrażeniem, Twoich obu blogów. Jeżeli już teraz, zachwycam się tymi historiami, to aż się boję, co się stanie, gdy do gry wejdzie jeszcze trzecie (o ile będzie dane mi na nie rzucić okiem).
    Bardzo polubiłam historię Malii i Luka. Można powiedzieć, że to opowiadanie, trochę odzwierciedla moje prawdziwe życie (ale tylko trochę), dlatego fajnie jest zobaczyć na tę sprawę, z perspektywy innej osoby.
    Na prawdę, nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów, dlatego zarówno ten blog, jak i Twój drugi, trafiają do mojej zakładki obserwowanych, dzięki czemu będę wiedziała, kiedy pojawi się coś nowego ;)

    Trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, naprawdę się cieszę, że ci się podobają te dwie historie. Pewnie, że będzie ci dane - napisałam, że nie będzie to opowiadanie dla każdego pod względem tematyki i tego co będzie zawierała treść - bo nie każdy lubi historie, które nie są romansami czy obyczajówkami, a ocierają się o ten "mroczniejszy" klimat - że to tak określę :)
      Cieszę się naprawdę i zapraszam, jak najczęściej :)

      Usuń