sobota, 16 maja 2015

S1 - Rozdział 16

Sydney, 6 sierpnia 2012 roku


       Wyszedł z pokoju. Poczuł przyjemny zapach. Zaburczało mu w brzuchu. Gdzieś w tle leciała muzyka. Cicho zaczął schodzić po schodach, podążając za zapachem naleśników.
       Zatrzymał się przy kuchni, opierając się o filar. Malia stała do niego tyłem, bujając się w rytm piosenki Beyonce Sweet Dreams. Choć podśpiewywała cicho pod nosem, on i tak zdołał wychwycić jej głos. Uśmiechnął się, obserwując bacznie to, co robi. Zgrabnym ruchem podrzuciła naleśnika na patelni, a następnie znów położyła go na kuchence. Po chwili gotowy wylądował na talerzu, a ona wlała kolejną porcję ciasta na rozgrzaną patelnię. Jego uśmiech zrobił się jeszcze szerszy. Mógł tak ją obserwować przez długi czas…

***
       Zrzuciłam kolejnego z rzędu naleśnika na talerz, a następnie wlałam na patelnię resztkę cista, jaka została. Podpiekłam go z jednej strony, podrzuciłam i opiekłam z drugiej. Ostatni wylądował na talerzu. Wyłączyłam kuchenkę, odstawiając gorącą patelnię na bok.
       Odwróciłam się i podskoczyłam. Znalazłam się twarzą w twarz z Lukiem. Na jego ustach wymalowany był uśmiech. Podtrzymał mnie za ramię, kiedy się zachwiałam. Nie miałam pojęcia, że jest w kuchni.
- No, wiesz – powiedziałam, lekko go odpychając. – Co ty ninja? Nie można się tak zakradać do ludzi. To grozi zawałem.
- Widok miałem całkiem, całkiem – odparł ze śmiechem.
- Długo tak stałeś?
- Wystarczająco, by cię posłuchać. -Przekręciłam oczami, ale uśmiechnęłam się do niego.
- Głodny?
- Nawet nie wiesz, jak bardzo.
- Domyślam się – odparłam, biorąc talerz z naleśnikami.
       Postawiłam je na stole, a następnie włączyłam wodę w czajniku. Następnie poustawiałam czyste talerze i Nutellę. Luke oblizał usta i usiadł na krześle, przyciągając do siebie naczynia. Zabrał się do smarowania czekoladą naleśników. Po chwili zajęłam miejsce obok niego, stawiając przed nami kubki z parującą kawą.
- Pychotka – rzucił z pełną buzią.
- Ty zmywasz – odparłam ze śmiechem. Hemmings przewrócił oczami. – Jakiś podział obowiązków być musi.
- Nawet nie będę się stawiał, bo jeszcze zabierzesz to pyszne jedzenie. A tego bym nie chciał – pociągnął, wkładając do buzi kolejny kawałek. Uśmiechnęłam się do niego i sama zabrałam się za jedzenie.

       Luke, jak na grzecznego chłopca przystało, po śniadaniu zabrał się za mycie naczyń. Ja rozsiadłam się w salonie i dopijałam kawę. Za oknem przyjemnie świeciło słońce i aż prosiło się, by wyjść na dwór i skorzystać z tak pięknej pogody. Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
- Otworzysz?
- Jasne.
       Podniosłam swoje cztery litery z sofy, odstawiłam kubek na stolik i podreptałam w stronę drzwi. Otworzyłam je i spojrzałam w duże brązowe oczy. Beth prychnęła cicho pod nosem. Jeśli myślała, że tego nie usłyszę, to się myliła.
- Gdzie Luke? – zapytała na wstępie.
- Też się cieszę, że cie widzę – odparłam z przekąsem, wpuszczając ją do środka. – W kuchni.
       Blondynka minęła mnie i bez słowa ruszyła do wskazanego przeze mnie pomieszczenia. Ponownie opadłam na sofę i chwyciłam za kubek.
       Młoda chyba miała dzisiaj kiepski dzień, bo od samego początku zaczęła warczeć na Luke'a, niczym wygłodniały wściekły pitbull. Nie wiem dokładnie, o co tym razem jej chodziło, bo oboje mówili na tyle cicho, że docierał do mnie tylko zlepek słów, których i tak nie rozumiałam. Po tonie ich głosów wnioskowałam, że jest wkurzona, a Luke poirytowany. Biedny Hemmings…
- Ty w ogóle nie poświęcasz mi czasu – warknęła głośniej, a ja zamarłam na kanapie. To zaczyna się zmieniać w jakiś kiepski brazylijski serial. Luke coś odpowiedział, ale nie zrozumiałam co.
- I ciągle musisz być z nią?! – Zrobiłam wielkie oczy. Czyżby rozmowa zeszła na moją osobę? Bosko. Jestem główną przyczyną ich konfliktu. Zaczynałam mieć jej serdecznie dość. Blondyn znów coś powiedział, ale słowa ponownie się ze sobą zlały.
- To jest irytujące – syknęła Beth, a ja przekręciłam oczami. Irytujące? To ty jesteś irytująca! Podciągnęłam się nieco na kanapie, a moje palce mocniej zacisnęły się na kubku. Musiałam jednak się powstrzymać przed rozszarpaniem jej, a miałam na to wielką ochotę. Wkurzało mnie to niesamowicie, że czepia się wszystkiego, a biedny Luke musi to wytrzymywać. Nawet nie wiedziałam, że chłopak ma, aż tak anielską cierpliwość do młodej.
       W pewnym momencie Beth, wyszła z kuchni. Obrzuciła mnie pogardliwym spojrzeniem i ruszyła w stronę drzwi. Przez chwilę spoglądałam, jak się za nią zamykają, a następnie wstałam z miejsca i poszłam do kuchni.
       Luke stał oparty o blat. Miał skrzyżowane ręce na klatce piersiowej, a lewą dłonią masował sobie kąciki oczu. Był wkurzony, choć kiedy usłyszał, że w kuchni nie jest sam, spojrzał na mnie i lekko się uśmiechną. Za wszelką cenę chciał pokazać, że wszystko jest w porządku, ale kogo on chciał oszukać. Dobrze wiedziałam, że nie jest najlepiej. Zrobiło mi się go jeszcze bardziej szkoda.
- W porządku? – wydusiłam z siebie, choć przecież wiedziałam, że nie jest w porządku. Jednak to, jako pierwsze przyszło mi na myśl. Pokiwał głową i usiadł na krześle. Dopił swoją kawę, a następnie odstawił kubek z powrotem na stół.
       Podeszłam do niego i stanęłam za jego plecami. Nachyliłam się i objęłam go ramionami. Poklepałam po klatce piersiowej, dając mu znak, że ma we mnie oparcie. Chłopak załapał mnie za rękę, lekko ją ściskając. Ciężko westchnął.
       Przysunęłam twarz do jego twarzy, opierając brodę o jego ramię. Do mojego nosa doszedł zapach jego perfum, które mi się podobały. Milczeliśmy oboje, tkwiąc tak nieruchomo w tych swoich pozycjach, aż w końcu minęło tyle czasu, że zdrętwiał mi kręgosłup.
- Zabierz ją na randkę – powiedziałam cicho, odrywając się od niego.
- Co? – zapytał, odwracając się w moją stronę. Oparłam się o blat i utkwiłam w nim swoje brązowe oczy.
- Zabierz ją gdzieś.
- Czyli słyszałaś…
- Niewiele – odpowiedziałam, wzruszając ramionami. – Wyjdźcie gdzieś dzisiaj razem.
- A ty?
- Nic mi się nie stanie, jak ten dzień spędzę sama – powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- Nie mogę… Jesteś…
- Tak, gościem i bla bla bla – rzuciłam ze śmiechem. – Daj spokój. Poczytam książkę, obejrzę coś w telewizji albo pójdę na plażę.
- Nie mogę, to nie w porządku – ciągnął.
- Mam cię siłą wyrzucić z domu? – Blondyn zaśmiał się.
- Nie dałabyś rady.
- Nie bądź tego taki pewien – odparłam z pewnością w głosie. – Zabierz ją gdzieś. Tylko ty i ona. – Luke ponownie spojrzał na mnie, a następnie pokiwał głową. Uśmiechnęłam się do niego.
       Choć nie powiem, ale robienie na złość Beth napawa mnie niesamowitym optymizmem i energią do działania, to jednak nie mogę być taką zołzą. W końcu cierpi na tym także i Luke, a on jest ostatnią osobą, którą chciałabym w jakiś sposób ranić. Dlatego wyganiając go z domu miałam takie poczucie, że jednak, aż tak zła nie jestem.

       Kiedy Luke wyszedł, ja zaszyłam się w salonie z książką w ręku. W tle cicho leciała muzyka, a ja popijając kolejną kawę, zanurzyłam się w powieści kryminalnej. Zrobiłam sobie małą przerwę od czytania, poświęcając ją na rozmowę telefoniczną z Sharon, której to wygarnęłam wszystko, co myślę o pannie Hemmingsa. Przyjaciółka nie kryła oburzenia, kiedy streściłam jej rozmowę, jaką odbyłam z młodą na plaży. Obrzucając ją, co jakiś czas epitetem wredna suka, nieco poprawiła mi humor, a ja zaczęłam podchodzić do tej sytuacji bardziej na luzie. Po skończonej rozmowie, wróciłam do książki.
       Po pierwszej usłyszałam pukanie do drzwi, które zmieniło się w nieco głośniejsze, zanim zdołałam podnieść tyłek z kanapy. Odrzucając książkę na bok, podeszłam i otworzyłam je. Uśmiechnęłam się szeroko na widok Ashtona, który mierzył mnie wzorkiem od góry do dołu.
- A cóż to za panna? – odezwał się i roześmiał.
- Właź, ale Luke'a nie ma.
- Wiem. Przyszedłem do ciebie. - Wszedł do środka, a ja zamknęłam za nim drzwi. Spojrzałam na niego nieco zaskoczona. – Będę dostarczał ci rozrywki.
- Matko… Czy to pomysł Luke'a? – wypaliłam, przekręcając oczami.
- Dokładnie, ale bez obaw. My jesteśmy fajniejsi – odparł ze śmiechem.
- My?- zapytałam, unosząc brwi do góry. – Mówisz o sobie w liczbie mnogiej? – Chłopka zaśmiał się.
- Mówię o sobie i o reszcie, z którą niedługo się spotkamy.
- Nie musicie mnie niańczyć.
- Nie zamierzamy – ciągnął, spoglądając na mnie. – Chyba, że nas nie lubisz i… będzie nam przykro i…
- Dobra, dobra – rzuciłam ze śmiechem. – Nie nakręcaj się tak. Gdzie idziemy?
- Szykuj się – powiedział, siadając na kanapie. – Zabieramy cię do zoo.
- Do zoo? – odparłam ze śmiechem.
- Do Taronga Zoo, najlepsze w tej części Australii. Wpadliśmy na ten pomysł z chłopakami. Chyba, że nie chcesz…
- Co ty! Z chęcią się wybiorę – powiedziałam z entuzjazmem, co wywołało szeroki uśmiech u Irwina. – Przebiorę się tylko. – Odwróciłam się na pięcie i poleciałam do pokoju, aby się wyszykować.

       Taronga Zoo było naprawdę świetne. Piękne widoki łączyły się z masą przeróżnych zwierząt. Urządzone było z rozmachem. Było na tyle duże i przestronne, że ludzie nie wchodzili na siebie podczas zwiedzania. A ludzi było naprawdę dużo.
       Przechadzaliśmy się między alejkami, rozmawiając, śmiejąc się i wygłupiając. Potem zahaczyliśmy o jedzenie, a na deser zaserwowaliśmy sobie olbrzymie lody z czekoladą. Trafiliśmy akurat na urodziny, a dokładniej na urodziny słonia Neto, który kończył rok. Z tej okazji pojawiło się wiele dodatkowych atrakcji. Z niektórych skorzystaliśmy i my. Tak, więc powstały zdjęcia z makietą, na których niby jeździło się parami na słoniu, przejechaliśmy się kolejką – co prawda dla dzieci, ale nam było wszystko jedno, a chłopaki postanowili po rywalizować przy budkach, w takich konkurencjach, jak strzelanie, zbijanie piłką puszek oraz napełnianie balonów wodą z pistoletów. Ja darowałam sobie tą rywalizację, ale dzielnie ich dopingowałam, kiedy oni wykonywali zadania. Najlepszy okazał się być Calum, który zgarnął nagrodę.
       W trakcie naszego zwiedzania, Michael wpadł na pomysł, by wieczorem urządzić na plaży ognisko. Z chęcią poparliśmy jego pomysł, a ja w szczególności, kiedy Clifford wspomniał o graniu na gitarach. Zawsze to dodatkowa okazja do posłuchania 5 Seconds of Summer. Calum wysłał wiadomość z informacją o spotkaniu do Luke'a. Blondyn również był za.
       Po wyjściu z zoo, szybko omówiliśmy plan działania. Calum miał pojechać po sprzęt do grania dla chłopaków, Micheal miał skołować jedzenie, Luke przynieść picie, a ja z Ashtonem mieliśmy pozbierać większą ilość kocy. Wcześniej jednak cała nasza czwórka miała skołować drewno na ognisko. Dlatego w drodze powrotnej, zaczęliśmy sie zastanawiać, ile tego znajdziemy na plaży i gdzie dodatkowo się udać, aby tego drewna jednak nam nie zabrakło.

       Nieco obdrapana – Calum wyciągnął mnie do lasu w poszukiwaniu opału – wysiadłam z samochodu Mulata. Na plaży zostawiliśmy wtedy tylko Michaela i Asha, ale teraz dołączyli do nich także Luke i Beth. Blondynka siedziała przy nierozpalonym palenisku i z daleka obrzuciła mnie spojrzeniem. Czyżby myślała, że nie przyjdę? Chłopaki rzucili się w naszą stronę, aby pomóc przytaszczyć to, co znaleźliśmy.
- Jak było w zoo?- zapytał Luke z uśmiechem.
- Super. Dzięki za załatwienie mi trzech nianiek – powiedziałam, a chłopak tylko zaśmiał się pod nosem. – A jak było na randce?
- Okej – rzucił, wzruszając ramionami. Uniosłam brwi do góry. – Nic się nie dzieje. Jest dobrze.
- To chciałam usłyszeć – powiedziałam i uśmiechnęłam się do niego.
       Chłopaki zanieśli wszystko do naszego paleniska, które zaklepaliśmy. W tej części plaży, co jakiś czas były wyznaczone miejsca na takie imprezy. Postawiono też ławki zrobione z drewnianych grubych bali oraz śmietniki, aby nie rzucać śmieci gdzie popadnie. Kiedy Michael zabrał ostatnią partię drewna, zwinęłam worek foliowy, którym obłożyliśmy tylne siedzenie samochodu Caluma.
- Wszystko? –zapytał Hood.
- Wszystko – odpowiedziałam, kiwając jednocześnie głową.
– Zostawiasz tu samochód? – zapytał Luke, który pojawił się obok przyjaciela.
- Tak. Może spędzić tą noc na parkingu. A i Malia – odwróciłam się w jego stronę. – Zapomniałaś zabrać swojego misia.
- Misia?- Zainteresował się blondyn.
- A tak…
- Jakiego misia? – dopytywał się Luke.
       Podeszłam do drzwi z przodu i otworzyłam je. Na miejscu pasażera siedziała maskotka, którą wygrał Calum. Maskotka, którą potem mi dał. Wyciągnęłam ją i z uśmiechem na ustach zaprezentowałam blondynowi. Luke przekręcił oczami i zaśmiał się. W ręku ściskałam brązowego kangura.
- Nazywa się Calum – powiedziałam, a prawdziwy Calum parsknął śmiechem. – Bo go wygrał. Co prawda Micheal uważał, że lepiej pasuje do niego jego imię, ale zostałam przy Calumie.
- Próbował cię nawet namówić na Malum, ale nie przeszło – dodał Hood, a następnie odwrócił się w stronę kumpla. – Takie połączenie naszych imion.
- Może zostać w twoim samochodzie? Nie chcę, by ktoś go spalił – zapytałam, a Mulat pokiwał głową.
- Widzę, że dużo mnie ominęło – powiedział Luke.
- Dużo – skwitował Hood. – Głównie to dobra zabawa. Chociaż ty pewnie też się nie nudziłeś.
       Blondyn po raz kolejny wzruszył ramionami i poszedł do reszty. Ash i Michael zabrali się za rozpalanie ogniska. Ja i Calum wymieniliśmy spojrzenia. Czyżby Luke jednak nie bawił się za dobrze na randce z Beth?

       Niedaleko nas, przy kolejnym palenisku rozsiadła się kolejna grupka licząca około dziesięciu osób. Kiedy zrobiło się ciemno, a my byliśmy po kolejnym piwie, chłopaki chwycili za swoje gitary. Nie było wiatru, ogień miło grzał, więc siedziało się naprawdę przyjemnie. Woda lekko szumiała w tle, a ja bawiłam się znakomicie. Nawet w towarzystwie Beth, która w ogóle ze mną nie rozmawiała.
- Co zaśpiewacie? –zapytałam, trzymając butelkę z piwem w ręku i spoglądając na chłopaków.
- Wiesz… - zaczął Michael, który siedział obok mnie. – Chcieliśmy ciebie wyciągnąć do śpiewania. Luke mówi, że jesteś naprawdę dobra.
- Luke kłamie – odparłam, puszczając blondynowi oczko. Beth się napuszyła, ale miałam to gdzieś.
- Wcale nie kłamię – odezwał się Hemmings. – Umiesz śpiewać.
- Zaśpiewamy razem – zaproponował Calum. – Coś, co można zaśpiewać na dwa głosy.
- Dobra – rzuciłam, biorąc łyk piwa. Po chwili prawie każdy zaczął się zastanawiać nad piosenką. Mi nic konkretnego nie przychodziło do głowy i widząc zadumane miny chłopaków, wnioskowałam, że im najwyraźniej też nie. 
- Mam w głowie tylko piosenki z Camp Rock 2 – powiedział Ash. – Wczoraj oglądałem to z młodszym bratem.
- Camp Rock 2?- odezwał się Michael. – Może być.
- Mi pasuje. Znam je. Nagrywaliśmy nasze wersje w studiu – powiedziałam.
- W studiu? – zainteresował się Calum. – W tym od bajek? – Kiwnęłam głową. Wychodzi na to, że chłopaki wiedzą o mnie więcej niż myślałam.
- Tak. Nagrywamy też dodatkowe materiały głównie z bajek Disneya i filmów musicalowo-familijnych, aby później można było zobaczyć, kogo głos, do czego będzie pasował.
- Czadersko – podsumował Michael. – To bierzmy ten Camp Rock 2.
- Może ty i Luke zaśpiewacie na początek Wouldn’t Change a Thing? – zaproponował Ashton, spoglądając na mnie rozbawiony. Zaśmiałam się pod nosem i spojrzałam na blondyna.
- Pewnie – odpowiedział, zanim zdałam pytanie.
- Na trzy – zarządził Calum. – Raz, dwa, trzy… - I popłynęła muzyka.

       - Wow, to było świetne. Masz głos – powiedział Michael, kiedy piosenka dobiegła końca.
- Dzięki.
       Zerknęłam ukradkiem na Beth, która pochyliła się w stronę Luke'a i coś wyszeptała mu do ucha. Po chwili chłopak pokiwał głową. Odłożył gitarę i oboje wstali z miejsca.
- Pójdziemy się przejść. Za chwilę wracamy – powiedział.
       Kiedy się oddalili, Ash zachichotał pod nosem. Było to tak zaraźliwe, że i ja do niego dołączyłam. Spojrzałam na zadowolonego z siebie perkusistę, który otworzył kolejną butelkę z piwem i z szerokim uśmiechem na ustach, wypił kilka dużych łyków brązowego płynu.
- To było podłe Ash – rzucił Micheal, udając surowy ton, ale i on po chwili parsknął śmiechem. Calum próbował zachować powagę. Jednak było widać, że i jemu drgają kąciki ust.
- Nie mogłem się oprzeć – powiedział Ash. – Wiem, jak Malia na nią działa i po prostu musiałem to wykorzystać.
- Ty… Zły chłopcze – odparłam i cała nasza czwórka wybuchła śmiechem. Ash wystawił do mnie rękę, a ja przybiłam mu piątkę.
- Może teraz zaśpiewamy This is Our Song. To też Camp Rock 2 – powiedział Calum, a my pokiwaliśmy głowami.
- Michael zrobisz za Joe Jonasa, Calum bierzesz resztę męskiego wokalu. Ja po udzielam się w chórkach. Malia ty masz dziewczyny. – Pokiwałam głową. – Na trzy… Raz, dwa, trzy…
       Micheal i Calum zaczęli grać na gitarach, a po chwili rozległ się wokal Michaela. Był świetny i to na tyle, że siedząc obok niego i słysząc jego głos dostałam gęsiej skórki.

So let’s sing na, na, na, na
Hey…ya
Come on and sing na, na, na, na
Hey…ya

       Kiedy skończył, dołączyłam do niego. Nasze głosy dobrze się zgrały i tworzyły naprawdę ładną całość.

This is our song
That’s all that matters
‘Cause we all belong
Right here together
There’s nothing better
Than singing along
This is our summer
This is our song

       A kiedy na wokal wszedł Calum, stało się coś dziwnego. Grupka osób, która siedziała przy sąsiednim ognisku podeszła do nas. Nie przerywaliśmy gry. Rudowłosa dziewczyna wskazała na miejsce obok Hooda, a Ash kiwnął głową. Chcieli się przyłączyć. Usiedli obok, bujając się w rytm wygrywanej i wyśpiewywanej piosenki. Niektórzy włączyli się nawet do wspólnego refrenu. Uśmiechnęłam się pod nosem. Muzyka jednak łączy ludzi.

***
       Luke szedł za Beth, która zmierzała w stronę wody. Zatrzymała się przy mokrym piasku i spojrzała w niebo. Chłopak stanął tuż obok niej i ciężko westchnął. Co tym razem jej nie pasowało? Blondynka powoli odwróciła się w jego stronę.
- Dlaczego się zgodziłeś na tą durną piosenkę? – zapytała cicho.
- Rany Beth – wydusił Luke, przekręcając oczami. – To tylko piosenka. Czy jak bym ją zaśpiewał z Calumem, to też byś się o nią tak czepiała?
- Czy ja się czepiam?
- A nie? – zapytał, unosząc brwi. Z daleka doszedł do niego gromki śmiech jego przyjaciół. Dlaczego Beth nie mogła być taka, jak oni?
- Przepraszam.
- W porządku- odparł, choć w głębi duszy czuł, że wcale w porządku nie jest. Ale nie miał ochoty znów się spierać i rozwiązywać tego tutaj. W momencie, kiedy oboje powinni się dobrze bawić na ognisku.
- Wiesz, że oni to robią specjalnie – powiedziała po chwili ciszy.
- Kto?
- Ash i Malia.
- Błagam cię Beth… Co to za teorie spiskowe? – mruknął. Dziewczyna spoglądała na niego, a ten tylko pokręcił głową. Czuł się na przegranej pozycji.
- Wcale żadne teorie – powiedziała cicho. – Wiem swoje. Twoi kumple mnie nie lubią, twoja psiapsiółeczka mnie nie cierpi…
- Możesz przestać, to wcale nie tak. Nie pomyślałaś może żeby najpierw samej zmienić podejście do nich?
       Beth tylko wzruszyła ramionami. Zbliżyła się do niego i objęła go w pasie. Położył jej dłonie na plecach i przytulił ją do siebie. Nagle usłyszał muzykę. Muzykę z gitar, która swój początek miała przy ich ognisku. Spojrzał w tamtą stronę. Chciał tam być i śpiewać razem z nimi, w końcu to było coś, co tak mocno kochał. Doszedł do niego głos Michaela, a potem Malii. Zobaczył, jak ludzie z sąsiedniego ogniska wstają, biorą swoje rzeczy i podchodzą do nich. Nie wiedział, czy coś do nich mówią, czy tylko stoją, ale po chwili usiedli obok nich i włączyli się do zabawy.
- Chcesz tam wracać? – zapytała Beth, która od jakiegoś czasu obserwowała go. Pokiwał głową. – To idziemy.
       Złapała go za rękę i pociągnęła w stronę ogniska. Pozwolił, by go prowadziła. Z każdym krokiem muzyka i głosy były coraz bardziej wyraźne. W końcu znaleźli się w kręgu światła, rzucanym przez płomienie. Usiedli na swoich miejscach.

***
       - Chyba nie macie nic przeciwko, że się dosiedliśmy? – zapytała rudowłosa dziewczyna, która siedziała obok Caluma. Trzeba było się nieco ścisnąć, aby wszyscy się zmieścili. Kilka osób z ich grupy musiało jednak zająć miejsce na kocach, rozłożonych na piasku. Bale nie były, aż tak długie.
- Jasne, że nie – odpowiedział Mulat.
- Aż nas skręcało, jak słyszeliśmy piosenki – odezwał się jeden z chłopaków z tamtej grupy.
- Co zaśpiewacie teraz? – zapytała dziewczyna, która zajęła miejsce obok Ashtona.
- Może coś z Disneya? – zaproponował Michael, zerkając na mnie, a ja zaśmiałam się pod nosem.
- O! Malia zaśpiewałabyś moją ulubioną – wyjęczał Calum, robiąc przy tym maślane oczy. I weź takiemu odmów. Pokiwałam głową. – Z Pięknej i Bestii.
- Którą?
- Nie wiem, jak się nazywa, ale to śpiewa pani Imbryk, kiedy Piękna tańczy z Bestią – wytłumaczył mi, a ja już wiedziałam, o co mu chodzi.
- O matko – powiedziała rudowłosa dziewczyna, chwytając Hooda za ramię. – Kocham ją. – Utkwiła we mnie ciemne oczy. – Zaśpiewaj ją, proszę.
- Nie ma sprawy.
- Jak to idzie? – zapytał Michael. – Bo nie pamiętam.
- Dołączysz – powiedział Luke. Odwróciłam się w stronę blondyna. Uśmiechnął się, a jego gitara już czekała w gotowości.
- Ale ekstra – zapiszczała nieznajoma mi blondynka, która siedziała obok mnie.
- To lecimy – zarządził Ash. Chłopaki zaczęli grać, a po chwili dołączył do nich Michael, którzy przypomniał sobie, jak idzie melodia. Odkaszlnęłam lekko i zaczęłam śpiewać.

Tej historii bieg
Stary jest, jak świat
Obce dusze dwie
Wtem coś zmienia się
Nie wiadomo jak

Jakaś drobna rzecz
Jeden mały gest
Chociaż serca drżą
Choć niepewni są
Piękna z Bestią jest

***
       Dłonie Luke'a delikatnie uderzały w struny. Wsłuchiwał się w głos Malii, dając się porwać temu, o czym śpiewa. Jej ton był przyjemny dla ucha. Ciepły… Spokojny… Jak z bajki, z której piosenkę wykonywała. Rozejrzał się po twarzach zgromadzonych osób. Każdy był skupiony i wsłuchany w utwór. Rudowłosa dziewczyna, która siedziała obok Caluma,  zamknęła oczy i otarła palcem pojedynczą łzę, która wypłynęła z jej oczu. Luke utkwił wzrok w przyjaciółce i uśmiechnął się pod nosem. Mógł jej słuchać i słuchać…

Niespodzianka, bo
Któż przewidzieć mógł
Takie qui pro quo
Ale pewne to
Tak jak słońca wschód

       Malia spojrzała w jego stronę i również się uśmiechnęła. Luke mocniej zacisnął palce na gitarze. Płomienie odbijały się w jej oczach, zmieniając je w jeszcze piękniejsze, niż zazwyczaj.

Tej historii bieg
Jak melodii ton
Nieco gorzki, lecz
Uczy zmieniać się
Popełniwszy błąd

       Beth dotknęła jego ramienia, co sprawiło, że Luke oderwał wzrok od Malii i wrócił na ziemię. Nie mógł tak o niej myśleć…

Tak jak każda z dróg
W końcu ma swój kres
Jak po nocy świt
Jak w piosence rytm
Piękna z Bestią jest*

***
       Gdy piosenka dobiegła końca, zostałam nagrodzona brawami. I nie ukrywam, ale było to naprawdę miłe. Cieszyłam się, że im się podobało. Po Pięknej i Bestii namówiłam chłopaków na jakiś swój kawałek. Zagrali Out of My Limit.
- To było super – powiedziała blondynka, kiedy chłopaki skończyli. – To ich kawałek?
- Ich – odparłam z dumą. – Mają ich więcej.
- Gdzie można ich posłuchać?
- Zajrzyj na ich kanał na YouTube. Nazywają się 5 Seconds of Summer.
- Dzięki. – Wyciągnęła telefon i zapisała ich nazwę do notatnika. Michael nachylił się w moją stronę.
- Ale reklama – wyszeptał, a ja zaśmiałam się.
- Raczej marketing szeptany – odparłam, sięgając po piwo. – Trzeba chwalić się waszym talentem.
- My się nie chwalimy.
- Wy nie, ale ja mogę robić to za was – powiedziałam ze śmiechem, a Clifford pokręcił głową. Mimo to na ustach zagościł mu szeroki uśmiech.



* Wzięłam Polską wersję piosenki z Pięknej i Bestii, bo uważam, że jest naprawdę świetna :)

***
Ten rozdział wyszedł mi nieco długi, ale naprawdę nie wiedziałam, w jaki sposób go podzielić żeby było dobrze. Dlatego czytacie go w całości :)
Chcę was jeszcze za prosić na nowego bloga, który dzisiaj ma swoje wielkie otwarcie- The Great Escape. Jeszcze dziś pojawi się tam prolog. Mam nadzieję, że historia się wam spodoba, choć nie będzie cukierkowa.
Pozdrawiam!

6 komentarzy:

  1. Beth, ciągle chodzi naburmuszona jak wściekła kotka.
    No cóż... współczuję Luke'owi, ale sam sobie taką wybrał :(
    Mam nadzieję, że dosyć szybko, chłopak się ogarnie, nim ktoś nie podbierze mu dziewczyny, jak dajmy na to... Ashton.
    Czekam na kolejny rozdział :)

    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo, że sama stworzyłam Beth, to sama jej nie lubię haha :D Się okaże, czy się chłopak ogranie- ja nic nie zdradzę :)

      Usuń
  2. Beth weź zrób coś pożytecznego i idź sobie. Nie lubię jej bez kitu. Ooo fajnie lubię ogniska :) Ash ty niedobry prowokancie :) za to cie lubię, niech on i Malia spiskują dalej, daje im wolną rękę. Uuu Luke czyżbyś zaczął inaczej patrzeć na swoją psiapsiółę - myśl o niej tak dalej, bo pasujecie do siebie hahha czekam na ciąg dalszy. Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Milena twoje komentarze zawsze potrafią rozłożyć mnie na łopatki :D Jak widzę, rozdział ci się spodobał -cieszy mnie to :)

      Usuń
    2. Ba, na mnie zawsze możesz liczyć :) mnie też to cieszy, że ciebie cieszy, ale jeszcze bardziej bym się cieszyła, gdyby pojawił się nowy rozdział hehe ;)

      Usuń
  3. W końcu dorwałam się do komputera i czas ponadrabiać zaległości :o
    Uwielbiam duet Malia-Ash, bo też nie trawię Beth, więc piona bejbiki, jestem z wami!
    Awwwe, Luke, ty słodki stworku, przecież nawet ślepy by zauważył, że coś jest na rzeczy! Po co sobie zapychać głowę jakąś głupią blondyneczką, skoro taka cudna Malia jest pod ręką. Eh, blondasku. :D
    Pozdrawiam i czekam na kolejny! ;*

    OdpowiedzUsuń