niedziela, 31 maja 2015

S1 - Rozdział 17 cz. 2

       Rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Po prostu bawiliśmy się dobrze. Choć nie wszyscy, bo Beth od jakiegoś czasu znów siedziała skwaszona. W sumie miałam to gdzieś i postanowiłam się tym nie przejmować. Razem z Ashem i Lukiem pogrążyłam się w rozmowie na temat muzyki, a potem zgrabnie przeszliśmy na temat ich zespołu. Do tego tematu dołączyli też pozostali – i ku mojemu zdziwieniu, także parę razy odezwała się Beth.
       Około dwunastej, będąc po drugim drinku, udałam się do baru po kolejnego. Oparłam się o blat i nachyliłam w stronę barmana, który przyjmował zamówienia. Poprosiłam o Blue Lagoone. Nagle zdałam sobie sprawę, że ktoś się na mnie patrzy. Powoli odwróciłam się w stronę młodego chłopaka, który mógł być w moim wieku.
- Cześć- rzucił niewinnie.
- Cześć – odpowiedziałam, przyglądając się mu.
- Nie wiedziałem, że można tu spotkać takie ładne panny – powiedział, uśmiechając się tak, że zobaczyłam całe jego uzębienie.
- A to ci niespodzianka – wydusiłam z siebie.
- Może zaszalejemy razem na parkiecie? – ciągnął, a ja przekręciłam oczami. Nigdy nie lubiłam tego typu facetów – facetów uważających się za zdobywców, którzy raczą cię drętwymi i kiczowatymi tekstami, licząc na udany podryw.
- Raczej nie.
- No, co ty mała! Ze mną nie będziesz się nudzić – powiedział, poruszając brwiami.
- Rany- jęknęłam pod nosem. Odebrałam drinka, zapłaciłam i odwróciłam się.
- Daj się wyciągnąć na parkiet – ciągnął nieznajomy i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, wyciągnął w moją stronę rękę.
- Nie, dzięki – powiedziałam stanowczo.
- Co cię powstrzymuje?
       Westchnęłam pod nosem. Dlaczego mam pecha i to zawsze do mnie musi się ktoś przyczepić? I to właśnie taki ktoś? Widać było, że koleś jest już lekko wypity, a alkohol dodał mu tylko odwagi, aby raczyć niewinne osoby takimi tekstami.
- Mała! – zawołał do mnie.
       Wśród ludzi, którzy powoli okupowali parkiet, wyłapałam Asha, który zaczął przeciskać się w stronę baru. Uśmiechnęłam się pod nosem. Miałam plan, aby Pan Pewny Siebie dał mi spokój.
- Jak będzie? – zapytał chłopak.
- Nie będzie. Jestem z kimś- powiedziałam z pewnością w głosie.
- Masz kogoś?
- A to zbrodnia?
- Myślałem, że jesteś sama.
       Kiedy skończył zdanie, Ash zatrzymał się obok mnie. Niewiele myśląc zbliżyłam się do niego, zarzuciłam mu ręce na szyję i uśmiechnęłam się szeroko. Na szczęście udało mi się go nieco zasłonić, przez co Pan Natrętny nie zobaczył miny Irwina. Miny, która by mnie zdemaskowała, bo perkusista po prostu zdębiał.
- Co tak długo skarbie? – rzuciłam głośniej, tak by nieznajomy mógł to usłyszeć.
- Co ty robisz? – wyszeptał Ash, wlepiając we mnie swoje brązowe oczy. Na jego twarzy pojawiło się rozbawienie.
- Przyczepił się do mnie – odpowiedziałam cicho.
- Zostałem udawanym chłopakiem?
- Przepraszam.
- Spoko. Pociągnijmy ten cyrk. Będzie ubaw – powiedział ze śmiechem, obejmując mnie w tali. Następnie zamówił drinka i spojrzał na mnie, dotykając palcem mojego policzka.
- Więc, co tak długo?- powtórzyłam pytanie, wplatając palce w jego palce.
- Zagadałem się z chłopakami – odpowiedział, muskając nosem mój policzek. – Tęskniłaś?
- Przestań – rzuciłam z udawanym przekąsem, a Ash zaśmiał się. 
       Zerknęłam na nieznajomego zaczepialskiego, który wpatrywał się w nas z podniesionymi brwiami. Oby to łyknął. Ash również na niego zerknął, a chłopak wyprostował się na krześle.
- Cześć – rzucił do Irwina, a ja miałam ochotę parsknąć śmiechem.
- A no cześć – wydusił Ash, poprawiając czarną bandanę, którą miał na głowie. - Coś nie tak?
- Nie, w porządku. Myślałem, że twoja panna jest wolna.
- To źle myślałeś. Idź poszukać szczęścia gdzieś indziej- oznajmił Ash. 
       Następnie odebrał drinka od barmana i oboje, ciasno wtuleni w siebie, ruszyliśmy w stronę stolika. Przecisnęliśmy się przez tłum tańczących- a było ich coraz więcej – i znaleźliśmy się wśród naszych. Usiedliśmy na swoich miejscach i zaczęliśmy się śmiać.
- Co wam tak wesoło? – zainteresował się Calum.
- Bo przy barze – zaczęłam, ale Ash puknął mnie w ramie. – Co?
- Idzie – powiedział cicho i zarzucił mi rękę na ramię.
- Co wy odpieprzacie? – wypalił rozbawiony Michael, kiedy objęłam Asha w pasie.
- Gapi się- ciągnął dalej Irwin, ignorując przyjaciela. Pozostali patrzeli na nas, jakbyśmy zerwali się z choinki.
- A teraz? – zapytałam. Ashton zerknął w stronę nieznajomego.
- Idzie w naszą stronę. Może chce wyjść?
- Oby.
- Naćpaliście się czegoś? – wydusił Luke.
- Zaraz wyjaśnimy – rzucił Ash.
       Nieznajomy zaczepialski znalazł się blisko nas. Przecisnął się przez tłum i szedł wzdłuż stolików, które znajdowały się naprzeciwko loży, przy której siedzieliśmy. Zerkałam ukradkiem w jego stronę. Jego zielone oczy spoglądały na nas.
- Udajcie, że to – Ash wskazał na mnie i na siebie – to normalne.
- Lepiej by było, gdybyś najpierw powiedział, o co chodzi – odpowiedział Calum.
- Zaraz. Najpierw niech sobie pójdzie.
- Kto?
- Zaraz – powiedział Irwin. – Niech on w końcu wypierdala.
- Nie unoś się – odparłam, klepiąc go po klatce piersiowej.
- Czuje się, jak w pieprzonym reality show – skwitował.
- Byliśmy przekonywujący, nie?- zapytałam i znów zerknęłam na nieznajomego. Poruszał się, jak przyczajony agent.
- Pewnie – oznajmił Ash.
       W końcu Pan Pewny Siebie zmaterializował się tuż przy nas. Wszystkie oczy skierowały się w jego stronę. Chłopak był bardziej pijany, niż myślałam. Widocznie na siedząco jakoś normalniej udawało mu się trzymać pion. Lekko zakołysał się i oparł o stół.
- Naprawdę ona jest zajęta? – zapytał, wskazując na mnie.
- Gościu, czego ty do cholery nie rozumiesz? – warknął Ash.
- Już nic, już nic – powiedział, podnosząc ręce do góry. 
       Odwrócił się i ruszył w stronę drzwi. Myślałam, że sobie pójdzie, ale najwidoczniej on sam nie był tego pewien, czy powinien wyjść czy zostać. Zatrzymał się w drzwiach i znów spojrzał na nas.
- Litości – mruknął Ashton. –Wypieprzaj.
- To jest jakaś porażka – powiedziałam, przekręcając oczami.
- Nie mów, że się do ciebie przystawiał? – zapytał Luke. Pokiwałam głową.
- Ej, chyba wasz kolega będzie do nas wracał – powiedział Calum, obserwując nieznajomego.
- Zaraz mu przywalę – rzucił Irwin.
- A może wymyślisz coś bardziej inteligentnego, co nie będzie się wiązało z obijaniem komuś mordy?- wypaliła Beth. Ashton spojrzał na nią mrużąc oczy. Miałam wrażenie, że mimo głośnej muzyki, usłyszałam, jak perkusista zazgrzytał zębami.
- Sama mu przywalę, jak tu wróci – oznajmiłam, kiedy nieznajomy znów się zatrzymał i zakołysał. Beth prychnęła pod nosem.
- Bojowo – skwitował Michael ze śmiechem. Najwidoczniej ta cała sytuacja go bawiła. Mnie zaczynała męczyć.
- Udajmy, że mamy go w dupie – powiedział Calum. – Może sobie pójdzie.
       Zauważyłam, że Ash złapał kontakt wzrokowy z nieznajomym upierdliwcem. Chłopak kiwnął głową, wskazał na mnie, a Irwin pokręcił głową. Następnie pokazał mu środkowy palec. Przekręciłam oczami i postanowiłam zaimprowizować dalej. Puknęłam Asha w bok, zmuszając by spojrzał na mnie.
- Co?
- Nie prowokuj go – mruknęłam, jednocześnie gładząc go po policzku. – Może po tym się odczepi. Zamknij oczy.
        Przysunęłam się bliżej i przekrzywiłam głowę, tak by moje włosy zasłoniły część naszych twarzy. Z daleka wyglądało to, jakbym pogrążyła się z nim w długim pocałunku. Jednak tak naprawdę nasze usta znalazły się kilka milimetrów od siebie.
- Co ty robisz? – wyszeptał Ash.
- Nie otwieraj oczu. Udajemy, że się całujemy. – Irwin prychnął pod nosem, zduszając śmiech. – Cii… współpracuj.
       Kiedy się odsunęłam, nieznajomy machnął na nas ręką, odwrócił się i poszedł. Odetchnęłam z ulgą i odsunęłam się nieco od Irwina, który zaczął się śmiać.
- Mogliśmy tak od razu. Problem szybciej, by sobie poszedł – powiedział Ash.
       Pokiwałam głową i spojrzałam na pozostałych. Michael i Calum wpatrywali się w nas z wielkimi, jak spodki oczami. Natomiast Luke lekko rozchylił usta, a jego podniesiona ręka zastygła wraz z piwem. Wpatrywał się w nas z niedowierzaniem. Beth skupiła się na swoim facecie, co i rusz zerkając na nas.
- No, co wy – powiedziałam i zaczęłam się śmiać.
- Czy ty właśnie – odparł Calum, wskazując na Asha.
- No, co ty – rzucił Irwin ze śmiechem. – Ale wyglądało na prawdziwe?
- Tak – odparł Michael.
- Bomba. Powinienem zostać aktorem – skwitował Irwin i wyciągnął w moją stronę rękę. Przybiłam mu piątkę i chwyciłam za drinka. Zauważyłam, że Luke w dalszym ciągu się mi przygląda.
- Skoro ten namolny sobie poszedł, to Ash – odparł Calum, przybliżając się do nas. – Wyciągam twoją udawaną pannę na parkiet.
- Bawcie się dobrze – powiedział perkusista, popijając drinka.

***
       Nie tylko Malia i Calum pognali się poruszać. Na parkiet wyszedł też Ash i Michael, którzy po chwili bujali się w rytm muzyki z jakimiś dwiema dziewczynami. Luke i Beth zostali przy stoliku sami.
       Blondyn obserwował tańczących przyjaciół, co jakiś czas pociągając mały łyk piwa. Odczuł ulgę, kiedy ten cały cyrk, jaki wymyślili razem Ashton i Malia dobiegł końca. Musiał przyznać to przed samym sobą, że był nieco zazdrosny. Był, choć być nie powinien.
- Co to miało być? – Usłyszał głos Beth, który sprawił, że oderwał swoje błękitne oczy od parkietu. Odwrócił się w jej stronę i zobaczył to idealnie wypisane na jej twarzy. Znowu była wściekła.
- Co?
- Widziałam twoją minę. Minę, kiedy na nią patrzyłeś – mruknęła, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Jaką znowu minę?
- Wolałbyś być na miejscu Irwina?
- Przesadzasz… - skwitował, przekręcając oczami. Czy faktycznie to widziała?
- Nie, Luke, nie przesadzam. Ja to widzę – warknęła cicho. – Co ty z nią masz?!
- To raczej ty się na nią uwzięłaś?!
- Znowu jej bronisz!
- Rany…
- Widzisz!
- Nie zamierzam się tu z tobą kłócić – wysyczał, poirytowany. - Wychodzimy.
- Co?!
- Wyjaśnimy to na zewnątrz. Nie chcę robić tu widowiska – powiedział i wstał z miejsca.
       Poczekał, aż Beth ruszy się z miejsca, a następnie oboje szybko wyszli na zewnątrz. Złapał ją za rękę i pociągnął w stronę schodów. Zeszli na dół, a następnie oddalili się od baru, na bezpieczną odległość. Blondynka wyrwała dłoń z jego ręki i zazgrzytała zębami.
- Po pierwsze, uspokój się – powiedział, spoglądając na nią.
- Nie będziesz mi mówił, co mam robić! – warknęła. – Ona wszystko niszczy! – Wskazała na budynek, z którego przyszli.
- Ty jesteś po prostu uprzedzona do wszystkich moich przyjaciół!
- Ja uprzedzona?! JA?! Nie moja wina, że masz za kumpli bandę idiotów!
- Idiotów?!  Hamuj się!
- A do tego ta cała żmijowata angielka –rzuciła, ignorując jego słowa, a na jej policzkach pojawiły się czerwone plamy. Beth kipiała ze złości. – Myślisz, że nie widzę, jak na nią patrzysz? Ty coś do niej czujesz?! I wiesz co Luke, mnie nie oszukasz! Odkąd się pojawiła, stanowi problem!
- A może problemem jesteś w tym wypadku ty?!- odparł, zanim zdążył się powstrzymać.
- Ja? – Zacisnęła usta. – Ja jestem twoim problemem?
- Ty ciągle stwarzasz problemy Beth.  Problemy, których do cholery nie powinno być!
- Dlaczego nie jesteś z nią?
- Co?
- Dlaczego nie jesteś z nią?!- warknęła, zaciskając dłonie w pięści.
- Widzisz! Znowu wracasz na temat Maili! Wiecznie się o nią czepiasz!
- Bo ty ją kochasz Luke! – Blondyn zrobił wielkie oczy. – Ona zepsuła wszystko! Chciałabym żeby nigdy nie pojawiła się w twoim życiu! Chciałabym żeby spakowała manatki i wyjechała stąd! Zrób coś z nią!
- Nic z nią nie zrobię – powiedział ciszej Luke. – A wiesz czemu? Bo to moja przyjaciółka, a ty masz po prostu jakieś pieprzone urojenia!
- Mam dość! Wracam do domu! – Odwróciła się i ruszyła w stronę drewnianej ścieżki.
- Beth! Poczekaj!
- Co?! Teraz będziesz mnie zatrzymywał? Mogę się założyć, że nie pójdziesz ze mną, tylko wrócisz do tego swojego pieprzonego zespołu i tej suki!
- Masz rację Beth – powiedział, zaciskając zęby. – Nie będę cię zatrzymywał.
- Wal się Hemmings – rzuciła na odchodnym i szybkim krokiem poszła w stronę deptaka. Następnie ruszyła w stronę postoju. Zanim wsiadła do taksówki, raz jeszcze spojrzała na oddalonego od niej Luke'a, który dalej stał w miejscu, w którym go zostawiła.
       Blondyn ciężko westchnął i odwrócił się w stronę wody. Na niebie rozsiane były gwiazdy, które odbijały się w tafli, tworząc lekko poruszającą się mozaikę. Szum delikatnych fal dochodził do jego uszu. Starał się wyciszyć razem z tym dźwiękiem. Był wściekły, a jego myśli w dalszym ciągu krążyły wokół sceny, którą razem z Beth odegrali.
       Od jakiegoś czasu wszystko zaczynało się między nimi pieprzyć. Nigdy nie byli idealni, ale jakoś potrafili normalnie funkcjonować. Teraz Beth coraz częściej wściekała się na niego, a przyczyną jej wybuchów były nawet małe, z pozoru niewinne rzeczy. Drażniła go tym, ale liczył na to, że może to przejściowy stan i między nimi w końcu zapanuje dawny ład.
       Teraz jednak Beth przelała czarę goryczy, wyrzucając to, co myśli o jego przyjaciołach. Luke wiedział, że blondynka nigdy nie była jednym z nich. Nigdy nawet nie próbowała poznać ich lepiej i w sumie traktowała ich dość pobrzeżnie, jako przymusowy dodatek, który trzeba jakoś znieść w pakiecie z Lukiem Hemmingsem. Caluma i Michaela jako tako tolerowała, ale Ash to była całkiem inna bajka. Tak samo, jak Malia.
       Wyzywając ich od idiotów, zaznaczając, że jego zespół jest dla niej niczym, wprowadziła go w stan wściekłości, a jednocześnie smutku. Przysiągł sobie, że nigdy nie pozwoli, aby ktokolwiek zniszczył to, co jest między nimi. Chłopaków traktował, jak swoich braci, na których w każdym momencie mógł liczyć. I to działało także w druga stronę. Malia natomiast, odkąd się poznali, była nieodłącznym elementem jego życia, dzięki której na nowo zaczął normalnie funkcjonować i otworzył się na nowe osoby, co skutkowało tym, że zaryzykował i związał się z Beth. Chłopaki polubili ją, a ona ich – tylko Beth wciąż nie mogła wpasować się w jego towarzystwo, co niesamowicie go frustrowało i często stawiało go to pod ścianą w licznych kłótniach z blondynką.
       Mając zupełny mętlik w głowie, za wszelką cenę chciał sobie to wszystko poukładać. Najchętniej wróciłby do domu, aby to wszystko dokładnie przemyśleć. Jednak jego nogi nie poprowadziły go w stronę wyjścia z plaży, a w kierunku baru, w którym bawiła się reszta.

***
       W czasie tańców z Calumem, natknęliśmy się na Rosalie i jej blond przyjaciółkę. Dziewczyny te poznaliśmy na ognisku, więc zatrzymaliśmy się z boku i pogrążyliśmy w rozmowie. Po jakimś czasie dołączyli do nas także Michael i Ashton.
       Zerknęłam w kierunku naszego stolika, przy którym nikogo nie było. Czyżby Luke i Beth ulotnili się, by pobyć sam na sam?
- Przejrzałam te wasze piosenki – pociągnęła Alice, kiedy Rosalie zeszła na temat 5 Seconds of Summer. – Jesteście naprawdę super.
- Mówiłam – powiedziałam z dumą, klepiąc Michaela po ramieniu. – Zdolne chłopaki.
- Uwielbiam Gotta get Out – odparła Rosalie.
- Ja tak samo- rzuciłam z uśmiechem. – Mam nadzieję, że niedługo wrzucicie 18. Też jest super.
- Wszystko w swoim czasie – odezwał się Calum, popijając piwo. – Ona jest w trakcie dopracowywania.
- Ja dla mnie brzmi znakomicie – powiedziałam, zerkając na Hooda, a ten uśmiechnął się. – Zresztą zauważyłam, że za dużo wam słodzę. Bo popadniecie mi tu jeszcze w jakiś samozachwyt i woda sodowa uderzy wam do głowy.
- Nie bój żaby – rzucił Ash. – Zresztą to miłe, jak ktoś docenia to, co robisz.
       Uśmiechnęłam się szeroko i ponownie spojrzałam na naszą lożę. Pojawił się przy niej Luke, który wrócił na swoje poprzednie miejsce. O dziwo był sam. Blondyn oparł głowę o rękę i zapatrzył się w blat stolika, jakby ten nagle był niezwykle interesującym zjawiskiem. Z daleka wyczułam, że coś jest nie tak. Przeprosiłam na chwilę moich rozmówców i ruszyłam w stronę osamotnionego Hemmingsa.
- Wszystko w porządku? – wypaliłam na wstępie, siadając obok niego. Luke podniósł głowę i spojrzał na mnie tymi swoimi błękitnymi oczami.
- Tak – odparł i lekko się uśmiechnął. Jego oczy jednak nadal pozostawały przygaszone.
       Uniosłam brwi do góry. Kogo on próbował oszukać. Przecież wyglądał, jak zbity pies i długo nie musiałam się domyślać, co mogło się stać. Chyba Beth po raz kolejny poturbowała psychicznie naszego blondasa.
- Ktoś tu kłamie – powiedziałam, wlepiając w niego swoje brązowe oczy. – Tej ściemy nie kupuję. – Luke wyprostował się i westchnął. Wzruszył ramionami i znów zapatrzył się w stolik.
- Pokłóciłem się z Beth – odparł cicho. Pokiwałam głową i sama głośniej wypuściłam powietrze. Czyli miałam rację. Choć tym razem wyglądało to na bardzo poważną kłótnię w wykonaniu tej dwójki.
- Chcesz wracać do domu? – zapytałam, a on znów spojrzał na mnie.
- Nic mi nie jest, nie musimy iść. Zresztą nie chcę psuć ci dobrej zabawy. – Przekręciłam oczami.
- Właśnie widzę, jak nic ci nie jest – mruknęłam pod nosem. – A zresztą – dodałam nieco głośniej – ja nie będę dobrze się bawić, skoro ty nie będziesz dobrze się bawił. To relacja wiązana. – Poklepałam go po ramieniu, a on tylko kiwnął głową. – Powiem chłopakom, że spadamy do domu.
-Serio, nie musimy wracać – ciągnął dalej Luke, ale ja już wstałam z miejsca.
- W domu też mogę się dobrze bawić- powiedziałam na odchodnym i ruszyłam w stronę chłopaków, którzy w dalszym ciągu rozmawiali z Rosalie i Alice. Zatrzymałam się przy nich, w momencie, kiedy dziewczyny odwróciły się w stronę baru, by zamówić kolejne drinki. Spojrzałam na nich i lekko zacisnęłam usta.
- Co jest? – wypalił Michael, zanim zdążyłam otworzyć buzię.
- Ja i Luke wracamy do domu – odpowiedziałam.
- Co tak szybko?- pociągnął Calum. Ashton zerknął gdzieś za moje plecy i prychnął pod nosem.
- Nie mów, że ta żmija znowu warczała na Luke'a – powiedział poirytowany.
- Chyba teraz dość mocno się posprzeczali – odparłam.
- Nienawidzę jej – rzucił Irwin, kręcąc głową.
- Wyluzuj Ash – powiedziałam, choć i mi nie podobało się to, że Beth wyżywa się na swoim chłopaku. – Ja spadam. Bawcie się dobrze.
- Gdyby coś…- zaczął Michael, ale ja mu szybko przerwałam.
- Dam wam znać, choć pewnie i tak niedługo się pogodzą – odparłam i lekko uśmiechnęłam się. – Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
       Chłopaki po kolei objęli mnie. Następnie szybko pożegnałam się z Rosalie i Alice, które na szczęście nie słyszały naszej krótkiej rozmowy. Odwróciłam się i wróciłam do Luke'a. Klepnęłam go w plecy, dając mu jednocześnie znak, że możemy wyjść. Blondyn bez słowa podniósł się z miejsca i oboje wyszliśmy z baru.

       Droga mijała nam w kompletnej ciszy. Żadne z nas się nie odzywało. Luke ze spuszczoną głową, stawiał krok za krokiem, w dalszym ciągu pewnie analizując kłótnię z Beth.
       Ja również myślałam o tym, co się między nimi stało. Miałam dziwne przeczucie, że tym razem nie poszło o jakąś pierdołę. Mój instynkt podpowiadał mi, że tym razem to ktoś z nas był przyczyną jej nagłego wybuchu. Z naszej czwórki, obstawiałam siebie i Ashtona, bo to ja i on działaliśmy na nią najgorzej. Dzisiejszego wieczoru Irwin powstrzymywał się od zbytniego kontaktu z blondynką, a ja… Ja sama nie wiedziałam, co takiego mogłam przeskrobać. Mimo wszystko czułam, że to przeze mnie wszystko się posypało.
       Sama nie wiem, po co to zrobiłam, ale chyba tylko dlatego, aby się upewnić we własnych domysłach. Zatrzymałam się i złapałam Luke'a za rękaw koszuli. Chłopak stanął i odwrócił się do mnie.
- Co się stało?
- Jedno pytanie – powiedziałam cicho, wpatrując się uważnie w niego. Ten kiwnął głową. – O co wam poszło?
       Luke spojrzał gdzieś w bok, jakby zastanawiał się nad odpowiedzią. Ale ja już wiedziałam, że miałam rację. Kiedy przygryzł wargę, znów utkwił we mnie swoje błękitne oczy, które były nieco ciemniejsze, niż zazwyczaj.
- Wyrzuć to z siebie – odparłam, wzruszając ramionami. – Ja ci sceny nie zrobię.
- Głównie o ciebie – wydusił.
       Kiwnęłam głową. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że nadal trzymam go za rękaw, więc puściłam go. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam chodnikiem w stronę domu.
- Hej – zawołał za mną. - Na ciebie nie jestem zły.
- Wiem Luke – odpowiedziałam, kiedy zrównał się ze mną. Uśmiechnęłam się lekko i znów między nami zapanowała cisza.

       Po domu poruszaliśmy się cicho. Żadne z nas nie chciało obudzić rodziców. Weszłam do swojego pokoju, odłożyłam torebkę na łóżko. Już chciałam chwycić za piżamę i iść się wykąpać, kiedy usłyszałam dźwięk telefonu, który zaczął rozchodzić się po pokoju. Doskoczyłam do torebki i wygrzebałam telefon. Odebrałam.
- Sharon? – wydusiłam z siebie.
- Jak tam impreza? Wiedziałam, że jeszcze nie śpisz, więc mogę legalnie zadzwonić.
- W porządku.
- Piłaś?
- Trochę.
- Nie mów, że już wróciliście – odparła. No, tak Sharon rozumuję imprezę w pojęciu, długo, mocno i do padnięcia.
- Sprawy się trochę pokomplikowały – rzuciłam i obeszłam łóżko.
- Co się stało?
       Usiadłam na podłodze, opierając się plecami o łóżko. Podciągnęłam nogi i oplotłam je wolną ręką. Westchnęłam i szybko streściłam przyjaciółce przebieg naszego spotkania. Przed nią nie miałam żadnych tajemnic, a Sharon była świetna, jako słuchacz i jako Pani Dobra Rada.
- Mała suka – warknęła. – Nie rozumiem, dlaczego on z nią dalej jest! Przecież to można dostać na głowę!
- Mnie się nie pytaj – powiedziałam, spoglądając na obraz przede mną. – Ale młoda teraz głównie robi mu jazdy o mnie.
- Wpadłaś w wir konfliktu.
- Najwidoczniej.
- Ty coś knujesz – odparła Sharon, a ja głośno wciągnęłam powietrze. – No, gadaj!
- Może powinnam wrócić do Londynu wcześniej. Skoro to ze mną ma największy problem, to może jak wyjadę, da Lukowi spokój…
- Chyba zbyt mocno przygrzało cię australijskie słońce. Masz z jej powodu szybciej wracać z wakacji? Tylko dlatego, że ta cała Beth nie potrafi cię normalnie zaakceptować i ma jakieś chore urojenia?
- Jak się rozstaną, to będzie to moja wina.
- Wcale nie. To będzie tylko i wyłącznie ich sprawa. Bo ty się chyba nie wtrącasz?
- Nie, pod żadnym pozorem nie.
- Więc o czym my tu mówimy… Zresztą, jak ty to sobie wyobrażasz? Powiesz od tak Lukowi, że wyjeżdżasz z powodu jego laski? Złamiesz mu serce!
- Ale…
- No, pomyśl logicznie. Gdybyś była na jego miejscu, nie dobiłoby cię to jeszcze bardziej? Mieszkacie na dwóch różnych kontynentach. Widujecie się… Co ja gadam, wy się prawie nie widujecie. Gadacie za pomocą internetu, a kiedy jest okazja ku temu, by spędzić ze sobą trochę czasu, jako przyjaciele ty chcesz się wycofać.
- Chyba masz racje…
- Ja mam racje. To najgłupszy pomysł, na jaki wpadłaś – oznajmiła Sharon z pewnością w głosie. – Przemyśl to dobra?
- Przemyślę. Będę już kończyć.
- Zdzwonimy się później.
- Jasne. Trzymaj się Sharon.
- Ty też – odparła i poczułam, jak przyjaciółka się uśmiecha.
       Rozłączyłam się i westchnęłam. Przetarłam dłońmi twarz. Już sama nie wiedziałam, co powinnam zrobić i czy w ogóle powinnam cokolwiek robić. Powoli podniosłam się z podłogi. Odwróciłam się i podskoczyłam, zaciskając mocniej palce na telefonie komórkowym. W moim pokoju stał Luke. Nie miałam pojęcia, że był w środku. Nie słyszałam, jak wchodził, ale on z pewnością słyszał jakiś fragment mojej rozmowy z Sharon. Przełknęłam ślinę, widząc, jak jego błękitne oczy wpatrują się we mnie z nieukrywanym zawodem.
- Ty naprawdę chcesz wracać do Londynu – powiedział cicho, a ja zacisnęłam usta. Oderwałam wzrok od jego twarzy. Poczułam się źle, źle z tym, co wymyśliłam. – Malia? – Kiedy wypowiedział moje imię, znów spojrzałam na niego. – Naprawdę chcesz wrócić?
- A czy tak nie będzie lepiej? – odparłam, wzruszając ramionami.
- To nie twoja wina, że Beth…
- Ciągle po tobie jeździ? – dokończyłam za niego, a on kiwnął głową. Podszedł do mnie i złapał mnie za rękę. Splótł palce z moimi palcami.
- Jeśli wyjedziesz – powiedział powoli, a ja spojrzałam w jego błękitne oczy. – Nigdy sobie tego nie wybaczę. To nie przez ciebie. I nigdy więcej tak nie myśl. Ok?
- Ok. – Objął mnie, a ja wtuliłam głowę w jego ramię. Oplotłam jego kark rękami. Było mi lepiej, choć i tak gdzieś w środku tliło się we mnie małe poczucie winy.
- Nigdy więcej nie wymyślaj tak poronionych pomysłów – wyszeptał.
- Ok.
- Obiecujesz?
- Obiecuję – odpowiedziałam. 



5 komentarzy:

  1. Rany akcja z Malii i Asha mnie rozwaliła - tak Irwin jesteś świetnym aktorem! :D Szkoda mi Luka, bez kitu- jego laska jest psychiczna. Dobry pomysł Beth - idź sobie i tak nikt cię tu nie chce, a Malia zajmie się już Lukiem :D Bym chciała żeby oni byli razem. Uwielbiam Sharon :D Na całe szczęście ona i Luke wybili jej ten pomysł z szybszym powrotem do Londynu z głowy :D Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy. Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ci się podobało :D Tak, może Ash minął się z powołaniem ahahah :D

      Usuń
  2. Cała akcja z tym domniemanym podrywaczem powaliła mnie na łopatki. Powiem Ci szczerze, że co raz bardziej lubię duet Malia-Ashton.
    Boże, ta Beth jest jakaś niezrównoważona psychicznie. Niech na siebie popatrzy, a nie mi moją kochaną Malię i chłopców obraża, dziewucha jedna.
    Lukey, bejbiku, nie przejmuj się. <3
    Sharon, moja bratnia dusza, dobrze gadasz. Chyba za dużo drinków i słońca, Malia.
    Ta końcówka, o jezusie brodaty, nie mogę oddychać. Uwielbiam ich razem, po prostu uwielbiam.
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że ci się podobało - szczególnie widzę spodobała się końcówka :) Również pozdrawiam i tak... wenę chętnie biorę :D

      Usuń