poniedziałek, 15 czerwca 2015

S1 - Rozdział 21 cz.2

       Wracałam z łazienki. Musiałam przeciskać się między roztańczonymi, spoconymi i nieco wstawionymi ludźmi. W pomieszczeniu było duszno, ale dało się jakoś wytrzymać. Przechodziłam obok baru, kierując się w stronę naszego stolika, kiedy ktoś złapał mnie za rękę.
       Myśląc, że to jeden z chłopaków, odwróciłam się z uśmiechem. Mina mi jednak zrzedła, gdy tym kimś okazał się być całkiem obcy mężczyzna. Mógł być w moim wieku lub odrobinę starszy. Był wysoki, ciemnowłosy. Stał w towarzystwie kumpla.
- Chyba coś ci się pomyliło – rzuciłam, wyrywając rękę z jego dłoni.
- Przepraszam, wziąłem cię za kogoś innego. Nowa twarz? Nigdy cię tu nie widziałem.
- Jestem przejazdem – odparłam.
- Jakie miasto?
- Londyn.
- Uuu… Angielka. Lubię obcych. Obce są najlepsze.
       Zupełnie nie spodobał mi się jego ton, ani sposób, w jaki zaczął na mnie patrzeć. Czemu ja do cholery muszę mieć takiego pecha? Najpierw jakiś frajer w Blue Sea Bar, a teraz on. Co jest do diabła z tymi Australijczykami? Nic dziwnego, że mój mózg zarządził natychmiastową ewakuację.
       Odwróciłam się na pięcie i już chciałam odejść, kiedy nieznajomy ponownie mnie chwycił. Tym razem nieco mocniej szarpnął mnie za ramię. Zachwiałam się. Spojrzałam na niego, mrużąc oczy.
- Puszczaj – wysyczałam, wrzucając w to jedno słowo tyle jadu, ile tylko możliwe.
- Jaka agresywna – powiedział rozbawiony. Jego towarzysz bawił się równie dobrze, jak on, ale mi nie było do śmiechu. Ścisnął mnie mocniej.
- Puszczaj albo dostaniesz solidnego angielskiego kopniaka w miejsce, gdzie najbardziej cię zaboli.
- Hej koleś, nie rozpędzaj się za bardzo.
       Odetchnęłam z ulgą słysząc znany głos. Na horyzoncie pojawił się Luke, który stanął tuż obok mnie. Przy nim zmaterializował się Michael. Nieznajomy spojrzał na chłopaków i prychnął pod nosem.
- To twoja panienka?
- Moja, a teraz zabieraj łapska – warknął Luke, piorunując go wzorkiem.
- Nie będziesz mi młody rozkazywał.
       Mimo wszystko poluźnił uścisk, a ja mogłam wyrwać ramię z jego brudnych łapsk. Chłopak odciągnął mnie od niego. Czujnym okiem zaczęłam ogarniać sytuację, która miała tu miejsce i coraz mniej zaczynała mi się podobać. Szczególnie wtedy, gdy nieznajomy poruszył ramionami, jakby miał zamiar zaraz zacząć się rozgrzewać.
- Dotknij ją jeszcze raz – zagroził Luke, ale nie dokończył, bo nieznajomy po prostu go uderzył. Na całe szczęście Hemmings złapał równowagę. Kilka osób spojrzało w naszą stronę, zaciekawionych tym, co się dzieje. Zrobiłam wielkie oczy widząc, jak blondyn rozmasowuje sobie szczękę. Mój oddech przyspieszył, a panika wzięła górę, gdy do akcji wkroczył Michael.
- Nie podnosi się ręki na mojego kumpla.
       I zanim zdążyłam się zorientować, rzucił się w kierunku nieznajomego zaczepialskiego. Chłopaki zaczęli się szarpać i wymierzać ciosy. Jedne z nich trafiały w cel, inne nie. Tłum ludzi odskoczył od walczących. Poleciały komentarze, ale nikt ich nie rozdzielił.
       Zostałam odepchnięta przez jakiegoś mężczyznę, który przecisnął się do przodu, by lepiej widzieć. Dopiero to sprowadziło mnie na ziemię. Odwróciłam się na pięcie i pognałam w stronę naszego stolika. Byle szybciej, byle coś zdziałać.
- On na mnie takie oczy… - powiedział Calum, ale przerwał, gdy niemalże wleciałam na stolik. Kolorowe drinki podskoczyły, a pozostałe 5 Seconds of Summer spojrzało w moją stronę.
- Malia?
- Luke i Michael wdali się w bójkę! – powiedziałam z paniką w głosie.
       Calum i Ashton zerwali się z miejsca i spojrzeli na zbiegowisko niedaleko baru. Bez słowa ruszyli w tamtą stronę. Każdy z nich miał zaciętą minę. Poszłam w ich ślady, nie chcąc zostawać w tyle.
       Nagle usłyszałam huk i kiedy podeszłam na tyle blisko, by cokolwiek widzieć, zobaczyłam zbierającego się z podłogi Hemmingsa. Sąsiedni stolik i krzesła zostały przewrócone. Najwidoczniej któryś z tamtych musiał go mocniej uderzyć, a Luke tym razem nie złapał równowagi i poleciał do tyłu.
       Ashton i Calum pojawili się w dobrym momencie, kiedy czwórka walczących znalazła się nieco dalej od siebie. Rzucili się na swoich, aby odciągnąć ich od nieznajomych. Do moich uszu dochodziły słowa podenerwowanego Irwina, który ciągle powtarzał: uspokójcie się, spokój, dość.
- Rozejść się! – krzyknął, jakiś męski głos. 
       Odwróciłam się i zobaczyłam wchodzących szybkim korkiem ochroniarzy. Lepiej późno, niż wcale, ale zapłon to oni mają opóźniony.
- Wy – wskazał na nieznajomych. – Macie natychmiast opuścić klub.
       Spojrzałam na nich. Pan Zaczepialski miał rozkwaszony nos, rozdartą koszulkę, a jego kumpel kilka zadrapań i rozcięty łuk brwiowy. Podeszłam bliżej. Luke i Michael nie prezentowali się wcale lepiej. W tym wypadku doszło do rozciętej wargi, z pewnością podbitego nie jednego oka i również krwawiącego nosa.
- Żadnych bójek przed klubem, macie wracać do domu – rozkazał ochroniarz, a jego kumpel wyprowadził awanturników.
- Wy – pociągnął pierwszy, odwracając się w stronę naszej piątki. Oczy miał małe, nos zadarty, a jego kark zlewał się z szyją. – Wy też macie opuścić Oazę.
- Dlaczego my? – odezwałam się, dając jednocześnie znać chłopakom, że jestem obok. – To oni zaczęli.
- Takie są zasady mała – odpowiedział.
- Chodź Malia – Calum pociągnął mnie za rękę. – Odechciało nam się dalszej imprezy.
- Wyjąłeś mi to z ust – odparłam i posłusznie ruszyłam za nim.
       Naprawdę straciłam ochotę na dalszą zabawę. Najwidoczniej nie było nam dane spokojne spędzenie tej nocy. Szłam z Hoodem na samym końcu, a tuż przed nami była reszta. Klienci Oazy odprowadzali nas do wyjścia, nie szczędząc nam szybkich i ciekawskich spojrzeń.
       Wychodząc na zewnątrz modliłam się w duchu, by tamta dwójka nie czekała na rewanż. Ale ulica była pusta. Ashton zatrzymał się i szarpnął za ramiona Luke'a i Michaela. Ci spojrzeli na niego, w dalszym ciągu będąc pod wpływem adrenaliny. Byli wkurzeni i aż ich nosiło.
- Popieprzyło was?! – warknął Irwin.
- Sam byś tak zareagował, gdybyś pierwszy dostał w pysk! – odparł Luke.
- O co wam poszło?- ciągnął dalej Ash, a ja poczułam, że tamta dwójka spogląda wprost na mnie. Podniosłam głowę. Cztery pary oczu wpatrywały się we mnie.
- Zaczepił mnie – powiedziałam. – Gdyby nie chłopaki, to pewnie ja bym oberwała.
- Słodki Jezu – mruknął Ash, wypuszczając ze świstem powietrze. – Trzeba było tak od razu.
       Chłodniejsze powietrze nieco mnie orzeźwiło, a to, że chłopaki się tam nie pozabijali przyjęłam z ulgą. Mój mózg wracał do normalnej pracy i zaczęłam myśleć o wiele trzeźwiej. Spojrzałam na Clifforda i Hemmingsa. Wyglądali, jak dwa nieszczęścia. Kątem oka zauważyłam całodobowy sklep, a niedaleko niego ławkę.
- Siadać – powiedziałam, zmieniając ton na bardziej rozkazujący. 
       Wskazałam chłopakom ławkę. Oni również musieli nieco ochłonąć, bo bez słowa poszli w jej stronę. Michael i Luke usiedli w środku, a Ash i Calum po ich dwóch stronach. Zerknęłam raz jeszcze na poobijanych i bez słowa ruszyłam w stronę sklepu.
- A ty dokąd?- wypalił Hood.
- Zaraz wracam.
       Weszłam do środka, sprawdziłam, co mogę wziąć, a następnie dokonałam zakupu. Pominę dziwną minę sprzedawcy, który zdziwiony sprzedawał mi paczkę ścierek do mycia naczyń, worek lodu i paczkę chusteczek. Z takim arsenałem pierwszej prowizorycznej pomocy medycznej, wróciłam do ławki, na której grzecznie czekał zespół.
- Co będziemy z tym robić? – zapytał Ashton, kiedy wcisnęłam mu w ręce zakupy.
- Potrzymaj to – odpowiedziałam, otwierając chusteczki. Odwróciłam się do Michaela.
- Pochyl się nieco do przodu i przyłóż to – powiedziałam, wciskając mu do ręki chusteczki.
- Mam nadzieję, że mi go nie złamał – odezwał się, a jego głos był nieco spokojniejszy. – Choć chyba nawet w niego bezpośrednio nie trafił.
- Nie. Spuchłbyś wtedy, jak balon – poinformowałam go. Wzięłam od Asha ścierki i otworzyłam je.
- Otworzysz lód? – poprosiłam chłopaka, a ten kiwnął głową.
- Widzę, że wiesz, co robisz – usłyszałam głos Caluma.
- Nie takie rzeczy się widziało – odparłam ze śmiechem. Nałożyłam trochę lodu na jedną ze ścierek i zawinęłam go w nią. Znów stanęłam przy Michaelu.
- Drugą ręką trzymaj to przy oku. Powinno pomóc i nie będziesz miał, aż tak wielkiego lima.
- Pocieszenie – rzucił, biorąc ode mnie zawiniątko. W drugą ścierkę również nasypałam lodu. Zwinęłam ją, jak poprzednią i położyłam chłopakowi na karku, który cicho syknął.
- Boli? – wypaliłam.
- Nie. Zimne. – Przekręciłam oczami.
- Calum potrzymasz to tak?
- Jasne. Co to da?
- Obkurczy naczynia krwionośne – odparłam, spoglądając na niego. Hood zrobił zdziwioną minę.
- Czyli co? – dopytał się Michael.
- Zmniejszy krwotok. Teraz Luke – powiedziałam, podchodząc do blondyna.
- Nic mi nie jest.
- Jasne – prychnęłam pod nosem.- Pokaż się.
       Chwyciłam za jego podbródek i przyjrzałam się jego twarzy dokładniej. Miał rozciętą wargę i musiał też dostać porządnie w zęby, bo o tym świadczyła dość spora ilość krwi na jego brodzie i policzku. Do tego tuż przy skroni, widniał wyraźny ślad po ciosie, który zdążył zrobić się już porządnie czerwony.
- Okej – powiedziałam bardziej do siebie, niż do niego. Zrobiłam kolejny prowizoryczny okład ze ścierki i lodu i przyłożyłam mu w zaczerwienionym miejscu. – Trzymaj to tak. – Bez sprzeciwu wykonał polecenie. Następnie złapałam za chusteczki. – Otwórz buzię.
- Co?
- Otwieraj.
       Blondyn przekręcił oczami i otworzył usta. Delikatnie odgięłam jego wargę, a Luke nieco się skrzywił. Niewielka ilość krwi sączyła się z górnego dziąsła, pokrywając jego białe zęby czerwienią. Przez chusteczkę dotknęłam jego dwójki i trójki, ale zęby dalej siedziały mocno na swoim miejscu.
- Jest okej – oznajmiłam zadowolona, że obejdzie się bez stomatologa. - Krew pomału przestaje lecieć. A co u ciebie Mikey?
- Chyba przechodzi.
- Poczekamy i zwijamy się na chatę – oznajmił Ash. – Mam dość atrakcji, jak na jedną noc.
- Moi bohaterowie – rzuciłam, a chłopaki mimo wszystko zaśmiali się.

       Kiedy nos Michaela przestał wyrzucać z siebie posokę, pożegnaliśmy się i każdy poszedł w swoją stronę. Droga moja i Luke'a w stronę domu minęła głównie na wspólnym milczeniu. Żadne z nas nie komentowało tego, co się stało. Ja byłam im naprawdę wdzięczna za to, że się pojawili i stanęli w mojej obronie. Zresztą zanim się rozstaliśmy zdążyłam im to powiedzieć.
       W domu Luke oznajmił, że idzie pod prysznic. Zwinął się i w trybie natychmiastowym udał się na górę. Niewiele myśląc ja ruszyłam w jego ślady, kierując się do swojego tymczasowego pokoju. Z chęcią zrzuciłam z siebie buty na obcasie, a potem pozbyłam się ubrań. Wskoczyłam pod prysznic i szybko umyłam. Następnie założyłam piżamę składającą się z krótkich spodenek i luźnej góry. Wszystko to w czarnym kolorze z dużym nadrukiem wisienek na piersiach.
       Przez chwilę siedziałam w pokoju, wlepiając oczy w telefon. Było po trzeciej. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że nasza impreza tak szybko się skończyła. Miałam nadzieję, że chłopakom nic poważniejszego nie jest, bo dość mocno oberwali. Jednego z nich miałam pod ręką, więc łatwo mogłam go skontrolować. W tym celu odłożyłam telefon i wyszłam z pokoju.
       Gdy tylko weszłam do pokoju Luke'a, od razu namierzyłam zapalone światło w łazience. Drzwi były otwarte. Powoli podeszłam do nich i oparłam się o framugę. Blondyn stał przy umywalce i sprawdzał stan swojej twarzy, co jakiś czas krzywiąc się z bólu. Miał na sobie tylko kolorowe bokserki w Supermana. Jego włosy były mokre, co świadczyło o tym, że niedawno wyszedł spod prysznica. Wciągnęłam głośniej powietrze do ust, widząc na jego plecach dość sporych rozmiarów siniaka. Luke spojrzał na mnie.
- Nieźle oberwałeś – powiedziałam, zerkając na niego. – To… - wskazałam na jego plecy.
- Bliskie spotkanie ze stolikiem – odparł, odwracając się w moją stronę. Wzrok miał inny, nieco przygaszony. Nie uśmiechał się. Coś musiało wydarzyć się jeszcze. Coś, o czym nie wiedziałam. On chyba wyczuł, że zaczynam przechodzić w stan martwię się, o ciebie, bo szybko powiedział.
- Jest okej.
- Nie sądzę – powiedziałam powoli.
- Okej – rzucił, dając za wygraną. Zdziwiłam się nieco, że poszło mi to tak zadziwiająco szybko.
- Więc?
- Bo ja już nie mogę- zaczął i usiadł na wannie, która znajdowała się tuż obok prysznica.
- Co się dzieje Luke? – zapytałam ciszej, podchodząc do niego. Chłopak wyprostował się i spojrzał na mnie. Następnie ciężko westchnął.
- Muszę ci o tym powiedzieć. – Kiwnęłam głową. – Chodzi o to, że ja… Ja nie traktuję cię tylko, jak przyjaciółki. I to nie zaczęło się od teraz, ale od dawna. W Londynie ja się chyba po prostu w tobie zakochałem. Potem ta odległość nieco to wszystko wyciszyła. Kompletnie nie zdawałem sobie z tego sprawy. Dopiero, jak przyjechałaś zrozumiałam, że ja cie kocham. I to kocham tak naprawdę. Beth to wiedziała, mimo, że ja wielokrotnie zaprzeczałem i starałam się nie myśleć o tobie w ten sposób. Tyle, ze nie umiem. Już nie umiem.
       W dalszym ciągu spoglądał na mnie, a ja przez chwile zapomniałam, jak się oddycha. Czułam coś do niego, ale nie byłam pewna, czy jest to, to samo uczucie jakim on darzy mnie. W głowie pojawił mi się istny mętlik połączony z rollercosterem. A ja byłam na jednym z tych rozpędzonych wagoników, nie wiedząc, co robić, by go zatrzymać.
- Starałem się być przykładnym kumplem, ale w środku czułem, że to coś więcej- powiedział po chwili. – Jesteś kimś więcej. I ukrywanie tego, było jak duszenie się. Byłaś blisko, nawet jak dzieliły nas tysiące kilometrów. A po twoim przyjeździe wszystko się spotęgowało.
       Odwróciłam na chwilę od niego wzrok, by po chwili znów na niego spojrzeć. W jego błękitnych oczach widziałam oprócz uczucia, o którym mówił, także i smutek, jakby z góry zakładał, że jest na straconej pozycji. Nie wiem czemu, ale miałam ochotę się rozpłakać. Nie ze szczęścia, ale też i nie ze smutku. Walczyłam z tym, by nie wypuścić żadnej łzy.
- Powiesz, coś? – zapytał cicho. Przełknęłam ślinę. Poczułam, jak drżą mi dłonie. – Chcę wiedzieć, na czym stoję. Tylko błagam, nie mów mi, że nie wiesz…
       Ale ja nie wiedziałam. Zupełnie nie wiedziałam co, ani jak mu powiedzieć. Wziął mnie z zaskoczenia, a ja nie byłam w ogóle na to przygotowana. Nigdy nie byłam dobra w takich sprawach. Zawsze potrzebowałam czasu, by pomyśleć. Teraz tego czasu nie miałam.
- Malia?
- Ja naprawdę… Nie wiem, co… Nie wiem – wydusiłam z siebie.
- Okej.
       Powiedział to prawie szeptem tak, że ledwo to usłyszałam. Albo moje serce i puls tak głośno biły, że go zagłuszyły. Luke powoli wstał z wanny.
- Zapomnijmy o tym – oznajmił, a ja spojrzałam na niego z niedowierzaniem. - Zapomnij, że cokolwiek powiedziałem, ok?
       Przez tą chwilę nie byłam nawet wstanie kiwnąć mu głową, czy zaprzeczyć w jakikolwiek sposób. Luke westchnął i ruszył w stronę drzwi. Im był bliżej, tym bardziej nachodziło mnie poczucie winy. Ranisz go… Ranisz go kompletnie. Ranisz też siebie, bo ty też coś czujesz, tylko nie wiesz, co. W głowie zaczęły się przypominać te wszystkie obrazy z jego uśmiechem, dotykiem i zapachem. Uwielbiałam być blisko niego. Ale czy tylko uwielbiałam?
- Poczekaj – powiedziałam, łapiąc go za ramię. Blondyn zatrzymał się i spojrzał na mnie. – Poczekaj… Ja chcę tylko…
- Tak? – zapytał, a jego cichy głos był tak przyjemny dla ucha. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, ale miałam wrażenie, że jak tylko minie próg tej łazienki, to stracę go na zawsze. A nie chciałam tego… Tak bardzo tego nie chciałam. Chciałam znów zobaczyć jego uśmiech i ponownie poczuć jego bliskość. To było tak mocne pragnienie, że zadziałałam w tą stronę, zatracając się w tym.
- Może nie wiem, co ci powiedzieć – powiedziałam powoli. – Ale wiem, co na pewno chcę zrobić.
        I zanim Luke zdążył się zorientować, wspięłam się na place i pocałowałam go. Jego wargi był ciepłe, przyjemne i kuszące. Do tego dochodziła lekka nutka mięty – Luke najwidoczniej tuż przed moim przyjściem musiał myć zęby – która spotęgowała to uczucie. Prawie zakręciło mi się w głowie. Potrzebowałam tego. Potrzebowałam tego, chyba bardziej, niż on. Oplotłam jego kark rękami, a on przysunął mnie do siebie jeszcze bliżej, nie odrywając swoich ust od moich. Przeszedł mnie przyjemny dreszcz, kiedy położył mi dłoń na plecach. W jego ramionach czułam się bezpiecznie. A tego przez tak długi czas mi brakowało.
       Przestał i powoli odsunął twarz od mojej twarzy. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nasze oddechy nieco przyspieszyły, a serca biły podobnym rytmem. Przejechał palcem po mojej dolnej wardze, a ja westchnęłam. Podobało mi się. I to bardzo. On jakby odczytywał te sygnały wydawane nie tylko przez mój mózg, ale także i ciało. Przywarł do mnie ponownie i znów pogrążyliśmy się w pocałunku. Ten jednak był inny. Bardziej zachłanny, szybszy i namiętniejszy. Oboje zaczęliśmy tracić kontrolę nad tym, co się dzieje, ale ja nie miałam zamiaru protestować.
       Nagle poczułam chłód i zdałam sobie sprawę z tego, że opieram się o zimne łazienkowe kafelki. Wsunęłam palce w jego wilgotne włosy, a kiedy jego usta znalazły się na mojej szyi, z ust wydobył mi się cichy jęk. Jego ręce podążały drogą wzdłuż mojej sylwetki, zatrzymując się to na talii, to na biodrach, to na udach. Ja nie pozostawałam w tyle. Miałam o wiele łatwiejszy dostęp do jego ciała, niż on do mojego. A jego ciało wyraźnie dawało mi znać, że i jemu to się bardzo podoba. Nasze oddechy przyspieszyły jeszcze bardziej, a mi zakręciło się w głowie, kiedy jego usta znów znalazły się na moich.
       Oparł się o kafelki, dotykając nosem mojego nosa i niemalże stykając się ze mną czołem. Jego oddech był przyjemnie gorący, co dodatkowo pobudzało wszystkie moje zmysły. Z osoby niezdecydowanej i niewiedzącej, co zrobić, zmieniłam się w osobę, która teraz pragnęła więcej. Więcej jednego, więcej jego…
- Nie przestawaj – wyszeptałam, a Luke spojrzał na mnie. W jego oczach widniało pożądanie, którego nawet nie próbował ukrywać. Poczułam jego dłonie na swoich pośladkach. Podniósł mnie do góry, a ja oplotłam go nogami w pasie, mocniej napierając swoimi ustami na jego usta.
       Wyszliśmy z łazienki nie zaprzestając pieszczot. Luke na oślep zgasił światło, a ja po chwili poczułam, jak ląduję na czymś miękkim. Oderwał się ode mnie i po chwili błysnęło lekkie żółtawe światło. Luke zapalił lampkę. Ponownie spojrzał na mnie, zagryzłam wargę.
       Przybliżył się do mnie i znów połączył nas pocałunek. Splótł palce z moimi palcami i przycisnął je mocniej do łóżka, jednocześnie zjeżdżając ustami wzdłuż mojej brody, szyi, zatrzymując się dłużej na obojczyku.
       Z moich ust wydobył się kolejny jęk, kiedy poczułam jego dłonie pod swoją koszulką. Jego dotyk elektryzował i pobudzał jeszcze bardziej. Był ciepły, nieco szorstki i tak bardzo przyjemny…
       Luke uklęknął między moimi nogami, dotykając moich ud. Podniosłam się, ściągając bluzkę. Jego palce błądziły w okolicy gumki od spodenek. W końcu wsunął je pod nią, a ja pozwoliłam, by pozbawił mnie dołu od piżamy, łącznie z bielizną. Nachylił się w moją stronę, pocałował, a następnie zjechał w dół. Odchyliłam się nieco do tyłu, aby ułatwić mu dostęp do swojego ciała. Teraz musiałam utrzymać także częściowo i jego ciężar.
       Przestałam zupełnie myśleć, liczył się tylko on, jego dotyk, jego pocałunek i to, w jak łatwy sposób potrafi doprowadzić mnie do szaleństwa. Naparłam na niego, sprawiając, że oboje wyprostowaliśmy się. Popchnęłam go na poduszki. Usiadłam na nim i teraz to ja przejęłam pałeczkę.
       Głośniej wypuścił powietrze, gdy moje usta zjechały wzdłuż jego klatki piersiowej, zatrzymując się w okolicach pępka. Złapał mnie za ręce i przyciągnął do siebie z powrotem, ponownie zamykając mi usta pocałunkiem. Szybkim ruchem pozbył się bokserek. Uniosłam się tak, by mógł we mnie wejść.
       Zaczęłam nadawać odpowiednie tempo, poruszając się to w górę, to w dół. Od samego początku nie uderzaliśmy w spokojny i powolny seks. Od razu skupiliśmy się na szybszej i nieco gwałtowniejszej akcji. A to wywoływało jeszcze większą dawkę adrenaliny, zachłanności i dążenia do jednego celu. Jego dłonie przemieszczające się od ud, do brzucha i wyżej, powodowały przyjemne dreszcze, które wędrowały wzdłuż mojego kręgosłupa.
       W końcu oparłam się o jego klatkę piersiową, a Luke podniósł się nieco i pocałował mnie po raz kolejny, obejmując moją twarz dłońmi. Potem wykonał jeden zgrabny ruch, a ja wylądowałam na plecach. Teraz to on był górą.
       Jęknęłam głośniej, kiedy wszedł we mnie mocniej, niż poprzednio. Poruszał się szybko, ale równomiernie. Zatopiłam się w jego błękitnych tęczówkach, kiedy jego twarz znalazła się tuż nad moją. Zacisnął mocniej dłonie na poduszce, którą miałam pod głową. Przybliżył się i wpił się w moje usta, pozbawiając mnie tchu. Było to tak cudowne uczucie...  
       Wtulił się w moje ramię, a ja oplotłam jego kark rękami. Zjechałam w dół. Luke nieco przyspieszył, a następnie głośniej syknął, kiedy wbiłam mu paznokcie w plecy. Jego mięśnie napięły się. Odchylił się, a ja zobaczyłam jego zaciśnięte usta. Wsunęłam rękę w jego włosy, które nadal były lekko wilgotne i zmusiłam go, by oddał mi jeszcze jeden pocałunek. Zrobił to od razu.
       Doszliśmy niemalże w tym samym momencie. Najpierw ja, a po chwil on. Ciężko dysząc spojrzeliśmy na siebie raz jeszcze. Przybliżył się do mnie i musnął drżącymi wargami moje usta.
- Kocham cię – wyszeptał. – Ja naprawdę…
- Wiem Luke – odpowiedziałam, spoglądając w jego błękitne oczy.
       Odsunął się, zgasił lampkę i złapał za kołdrę, którą skopaliśmy. Opadł obok mnie na poduszki i jednym zgrabnym ruchem przykrył nas nią. W dalszym ciągu słyszałam jego przyspieszony oddech, który powoli się uspokajał. Leżeliśmy w milczeniu.
       W końcu odwróciłam się od niego plecami. Poczułam, że Luke znów się podnosi i spogląda na mnie. Niewiele myśląc, przysunęłam się do niego. Złapałam jego rękę i otuliłam się nią. Chłopak przywarł do mnie jeszcze mocniej, odgarniając mi włosy z szyi i wtulając się w nią. Nasze palce splotły się ze sobą. Jeszcze przez chwilę spoglądałam na grę ulicznych świateł, które wdzierały się przez okno w jego pokoju, a potem zamknęłam oczy.
  

***
W końcu przyszedł czas na drugą część rozdziału, w którym znacznie więcej się dzieje. Szczególnie między główną dwójką bohaterów :D 
Mam nadzieję, że rozdział się wam spodobał :)
Kolejna część w piątek.
Pozdrawiam!

3 komentarze:

  1. Aaaaaaaaaaa, bosko!!!!!!!!!!(:

    OdpowiedzUsuń
  2. Omfg to jest takie gdbhhhdhdb!!! *.* czekam na next! :***

    OdpowiedzUsuń
  3. OMG! Końcówka świetna - W KOŃCU się do siebie maksymalnie zbliżyli :) Pasują mi do siebie i chcę by byli razem, więc Malia szybko przyznaj mu się, co tak naprawdę do niego czujesz :) No, nieźle... Michael i Luke pewnie na drugi dzień zbyt rewelacyjnie wyglądać nie będą. Dobrze, że chłopaki ich rozdzielili - gdzie była ochrona z początku się pytaaam?? :P Mimo tego, że jestem w TeamCalum (hahah) to jaram się, jak dziecko gifem na końcu - boski :D Czekam na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń