piątek, 19 czerwca 2015

S1 - Rozdział 22 cz.1

Sydney, 19 sierpnia 2012 roku


       Otworzyłam powoli oczy. Spojrzałam na zegarek, który wisiał na ścianie. Było po ósmej. Oznaczało to, że przespałam może z trzy godziny. W głowie lekko mi szumiało, choć sama nie byłam pewna, czy to po alkoholu, czy po naszej nocnej wspólnej akcji.
       Zerknęłam na chłopaka śpiącego obok mnie. Luke w dalszym ciągu obejmował mnie w pasie, a jego ciało było tak blisko mojego. Przez chwilę spoglądałam na blondyna, który oddychał spokojnie i miarowo. Jego twarz nosiła ślady wczorajszej bójki.
       Westchnęłam i cicho wstałam z łóżka, wyplątując się z jego ramion. Następnie szybko pozbierałam swoje rzeczy i nago, czmychnęłam z jego pokoju, starając się robić, jak najmniej hałasu. Wróciłam do siebie i zaczęłam doprowadzać się do stanu używalności.
       Zeszłam na dół i przeszłam do kuchni. Zrobiłam sobie kawę, a potem poszłam do salonu. Usiadłam na sofie, stawiając na parapecie parujący kubek. Oparłam się ramionami o oparcie.        Kompletnie nie wiedziałam, co powinnam zrobić. I nie chodziło tu o seks, tylko o to, co usłyszałam przed nim. Luke powiedział, że mnie kocha. Ja też go kochałam. Ale czy kochałam go w ten sam sposób, co on mnie? Z jednej strony Luke musi wiedzieć, na czym stoi, z drugiej tak cholernie bałam się go zranić. Byłam w pewnym sensie od niego uzależniona. Uzależniona od jego towarzystwa, uśmiechu, tych błękitnych oczu, a teraz nawet uzależniona od jego dotyku. Na samo wspomnienie naszej wspólnej nocy, poczułam na plecach przyjemny dreszcz. Ale czy to wszystko wystarczało, by się jakoś zdeklarować?
       Wiedziałam, że potrzebuję spojrzeć na to z innej perspektywy. W tym momencie byłam emocjonalną i uczuciową kaleką, która musiała dowiedzieć się, czegoś więcej. Dlatego upiłam łyk kawy i wyciągnęłam z kieszeni telefon. Wybrałam numer i po chwili usłyszałam pierwszy sygnał. Sharon odebrała po drugim.
- Elo Malia – rzuciła rozbawiona. – Masz rano?
- Jest po dziewiątej – poinformowałam ją i uśmiechnęłam się pod nosem. Dobrze było usłyszeć jej głos.
- Co cię sprowadza na rozmowę ze mną o tej porze?
- Ja… Ja…- zaczęłam się niekontrolowanie jąkać.
- Ty, co? Miałaś jakąś upojną noc, czy co? Władowałaś się komuś do łóżka?
- No… Coś w tym stylu. A raczej dokładnie w tym stylu – odparłam, czując, jak na moich policzkach pojawiają się rumieńce. I to nie dlatego, że poruszyłam z Sharon ten temat. Tylko dlatego, że mój mózg przywołał te wspomnienia, a ja po raz kolejny poczułam przyjemny dreszcz.
- Bierzesz dalej tabletki?
- Pewnie, że tak.
- No, to w czym problem? Mamą szybko nie zostaniesz – rzuciła i roześmiała się.
- Nie o to mi chodzi, mniejsza o łóżko – powiedziałam, biorąc kubek z kawą do ręki. Upiłam mały łyk.
- Nie, poczekaj…
- No?
- Jaki Luke jest w łóżku? – zapytała, a ja oczami wyobraźni widziałam ten jej złośliwy uśmieszek. Zaraz?! Ona powiedziała Luke? Prawie się udusiłam słysząc jego imię. Moje palce mocniej zacisnęły się na kubku.
- Co ma do tego Luke? – rzuciłam, udając obojętny ton.
- Daj spokój – mruknęła i zachichotała pod nosem. – Spiknęliście się, tak?
- No, jakby to…
- Ekstra – powiedziała z entuzjazmem. – Ja i Oscar obstawialiśmy, kiedy w końcu się do siebie bardziej zbliżycie. Ale nie powiem, że trochę wam to zeszło. Więc, jak? Jak jest z nim?
- Sharon – jęknęłam. – Ja za tobą nie nadążam.
- Ja za to idealnie nadążam za wami. Dwa ślimaki. Już w Londynie było widać, że między wami jest ta chemia. To tajemnicze coś. Wy to macie. No i sposób, w jaki na siebie patrzeliście… A może, w jaki on na ciebie patrzył…
- Sharon, przestań.
- Mówię, jak jest Malia. Ale powiedziałaś, że mniejsza o łóżko. Był, aż tak kiepski? – I zanim zdążyłam w ogóle przeanalizować jej słowa, przyjaciółka parsknęła do słuchawki tak głośnym śmiechem, że byłam pewna, że stracę słuch.
- Nie, było…
- Rewelacyjnie?
- Było…
- Cudownie?
- Sharon! – syknęłam, a ona roześmiała się po raz kolejny.
- Więc?
- Było nieziemsko – odparłam, a na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Więc, w czym rzecz?
- W tym, co powiedział przed.
- A co powiedział przed?
- Powiedział… Powiedział, że mnie kocha.
- Zajebiście!- krzyknęła, a ja jęknęłam. Matko, ja naprawdę przez nią ogłuchnę. – Powiedziałaś mu to samo?
- Nie wiem.
- Jak to nie wiesz.
- Powiedziałam, że nie wiem – rzuciłam i poczułam się strasznie głupio.
- Matko – mruknęła. – Chyba nieco podcięłaś mu skrzydła. Ale ty coś do niego czujesz?
- Tak, tylko nie wiem, co. Nie wiem, czy go kocham tak jak on tego oczekuje.
- To zastanów się. Przypomnij sobie wszystkie chwile. Zastanów się nad każdym nawet najdrobniejszym szczegółem. Jak na większą ilość będziesz się uśmiechać, to znaczy, że kochasz go tak, jak dziewczyna powinna kochać faceta.
- Jest jeszcze jedna sprawa.
- Jaka?
- Odległość. Przecież to będzie samobójstwo wyznać coś takiego, usłyszeć to raz jeszcze, a potem wyjechać.
- Ludzie są w związkach na odległość- powiedziała spokojnie, a ja ciężko westchnęłam.- Wiem, że to nie łatwe, ale… Podejdź do tego inaczej.
- Jak?
- Nie myśl o tym.
- Co?
- Po prostu żyj chwilą. Każdą minutą, którą możesz z nim spędzić. Każdym danym wam momentem. Zacznij się tym martwić przed wyjazdem. – Zacisnęłam lekko usta. To wcale nie był, aż tak głupi pomysł.
- Jesteś wielka Sharon.
- Od tego mnie masz. Co zrobisz z Lukiem?
- To, co powinnam.
- Kochasz go?
- Tak.
- W takim razie powodzenia – powiedziała, a ja usłyszałam, że na jej ustach zagościł uśmiech. – Informuj mnie na bieżąco.
- Jasne. Trzymaj się.
-Ty też.
       Rozłączyłam się. Wsunęłam telefon do kieszeni. Dopiłam kawę i odstawiłam kubek na stół. Wróciłam do poprzedniej pozycji, znów opierając się ramionami o oparcie sofy. Zamknęłam oczy i postanowiłam wykorzystać metodę Sharon. Przypomnieć sobie wszystkie chwile spędzone razem i w końcu zrozumieć, czy kocham go tak, jak kumpla, czy inaczej.
       Wróciłam wspomnieniami do Londynu, a potem do tych chwil spędzonych w Sydney. Skupiłam się na każdym jego uśmiechu, na każdej jego minie i geście. Na tym, jak pociągająco wygląda z gitarą, jak prezentuje się bez koszulki. Na jego głosie i słowach. Na tym, jaki jest – ze swoimi zaletami i wadami. Na jego dotyku, który rozpala i na tym, jak bardzo lubię być blisko niego. Na sposobie, w jaki mnie wczoraj całował i jak pobudzał zmysły. I zdałam sobie sprawę, że przez cały czas myślenia o nim, moje serce bije szybciej, a na ustach gości szeroki rozmarzony uśmiech. Cholera… Ja go naprawdę kocham.
       Nagle usłyszałam kroki, które wyrwały mnie z rozmyślań o nim. Wstrzymałam przez chwilę oddech. Luke schodził po schodach. Głowę miał spuszczoną w dół i nawet mnie nie zauważył. Wszedł do kuchni, a ja usłyszałam, jak nastawia wodę i wyciąga kubek z szafki.
       Wstałam ze swojego miejsca, biorąc do rąk puste naczynie po kawie. Cicho przeszłam do pomieszczenia obok. Oparłam się o framugę i wlepiłam w niego swoje ciemne oczy. Uśmiechnęłam się, obserwując jego krzątaninę.
       W końcu Luke odwrócił się w stronę stołu i już zamierzał usiąść, gdy zdał sobie sprawę z tego, że się mu przyglądam. Lekko uśmiechnął się i bez słowa postawił kubek na blacie. Usiadł, wlepiając oczy w naczynie.
       Przygryzłam lekko wargę i zrobiło mi się przykro. Chciałam, by mój wesoły i roześmiany Luke wrócił. Teraz był tylko cieniem tamtej osoby, a ja wiedziałam, że to moja wina. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam w jego stronę. Czas wszystko naprawić. Czas wszystko rozwiązać. Czas, by się przyznać do uczucia.
       Odstawiłam kubek do zlewu i spojrzałam na chłopaka. Blondyn po chwili drgnął i przeniósł na mnie swoje błękitne oczy, które – nie ukrywajmy – ale kochałam. I nagle poczułam w sobie tyle odwagi, że nie bałam się przyznać przed samą sobą, co do niego czuję.
- Wiem, z tą facjatą to nie wygram konkursu piękności – rzucił.
- Widziałam gorsze – odparłam ze śmiechem. – Pokaż.
       Luke odwrócił się w moją stronę, a ja podeszłam do niego. Nachyliłam się i dłużej zatrzymałam wzrok na jego ustach. Jeden kącik był mocno zaczerwieniony. Widać było na nim niewielki strup. Potem moje oczy powędrowały wyżej. Miał kilka zadrapań na policzku, ale one nie były, aż tak mocno widoczne. Najgorzej prezentowało się oko, przy którym powstał siniak.
- Nie jest źle.
- Zawsze można się zamaskować – rzucił i wcisnął na nos okulary przeciwsłoneczne. Zaśmiałam się pod nosem. Pokręciłam głową i ściągnęłam mu je.
- Ej!
- Musimy porozmawiać – powiedziałam, odkładając okulary na stół.
- Tekst musimy porozmawiać nigdy nie wróży niczego dobrego – odparł, wzruszając ramionami. 
       Wziął kubek i upił z niego niewielki łyk kawy. Zagryzłam lekko wargę. Luke nie chciał ze mną współpracować. Widać było po nim, że z góry założył, że nic z tego nie będzie.
       Postanowiłam to rozegrać inaczej. Niewiele myśląc, podeszłam do niego jeszcze bliżej i władowałam się mu na kolana. Spojrzał na mnie zaskoczony, kiedy objęłam jego kark rękami. Jego twarz była tak blisko mojej, że dokładnie widziałam każdą jego reakcję. Jego ręce lekko objęły mnie w pasie.
- Potrzebowałam czasu – powiedziałam powoli, a on kiwnął głową. – I ten czas dostałam. Wszystko przemyślałam. I w końcu wszystko zrozumiałam. Nie jesteś mi obojętny…
- Ale zostaniemy tylko przyjaciółmi – dokończył za mnie, a ja uniosłam lekko brwi do góry. Boże… Niech on się w końcu uśmiechnie. To jego dziwne przybicie ściskało mi serce.
- Luke – powiedziałam, a on spojrzał w moje oczy. Zatopiłam się w jego błękitnych tęczówkach. Dotknęłam jego policzka. – Pocałuj mnie.
       Blondyn przez chwilę wstrzymał oddech, a potem nachylił się w moją stronę. Gdy jego usta dotknęły moich, aż zaszumiało mi w głowie. I wtedy to poczułam. Dwa razy mocniej, niż wcześniej. Kochałam go. Najnormalniej w świecie go kochałam. Przycisnęłam się do niego mocniej, a on pewniej objął mnie w pasie, kładąc jedną dłoń na moich plecach. 
       Powoli oderwałam się od niego i odsunęłam tak, że teraz prawie stykaliśmy się ze sobą nosami. Luke znów na mnie spojrzał, a ja po raz kolejny pogładziłam palcami jego policzek.
- Kocham cię – wyszeptałam. – Naprawdę cię kocham.
- Nareszcie – mruknął. 
       I zobaczyłam to. W końcu zobaczyłam to, na co czekałam od rana. Luke uśmiechnął się szeroko. Dla mnie była to jedna z piękniejszych rzeczy, jakie mogłam oglądać. Odpowiedziałam tym samym, a on pocałował mnie znowu. Byłam jego, a on był mój. Postanowiłam żyć chwilą i być z nim.

***
       Poruszył się, kiedy poczuł wibrację w kieszeni. Szybko wyciągnął telefon i wyciszył go, aby nie obudzić śpiącej dziewczyny. Malia zasnęła na kanapie, wtulona w jego ramię i drzemała już od jakieś godziny. W tle cicho leciał program muzyczny. Luke zerknął na wyświetlacz. Dzwonił Michael.
       Powoli wstał z kanapy, szybko podkładając pod jej głowę poduszkę. Poruszyła się. Wstrzymał oddech, ale najwidoczniej Malia nie przerwała swojego snu. Była w nim dalej. Bardziej opatulił ją czerwonym kocem, a potem ruszył w stronę drzwi.
       Wyszedł na ogród, czując na twarzy przyjemne promienie słońca. Usiadł na niewielkim tarasie, na którym znajdował się długi stół i drewniane ławki. Podciągnął nogi i oparł się o nie. Szybkim ruchem odblokował telefon i oddzwonił do przyjaciela.
- Spałeś?- Usłyszał po drugiej stronie głos Clifforda.
- Nie.
- Chciałem się tylko dowiedzieć, jak tam twoja facjata po wczorajszym – pociągnął Michael. – Moja wygląda tragicznie. Moja mama prawie dostała zawału, jak mnie rano zobaczyła. Ale teraz jestem bohaterem.
- Poobijanym bohaterem – rzucił Luke ze śmiechem.
- A tobie mimo to humor dopisuje.
- Nie jest źle Mikey…
- Gadaj, co jest.
- A co ma być? – wydusił z siebie Luke. Usłyszał, jak po drugiej stronie Michael chrząknął znacząco. – Serio, co?
- Ty mi powiedz. Daj się pocieszyć razem z tobą, tylko to mi zostało w tym momencie.
- Nie dramatyzuj.
- Pomyślmy…
- Mikey…
- Coś z Malią?
- Niby czemu – odpowiedział szybko i dopiero kiedy Clifford triumfalnie się roześmiał zrozumiał, że było to jednak zbyt szybko.
- Mam cię blondasie. Mnie nie wykiwasz. Znam cię lepiej, niż ty sam siebie. Między wami coś się wydarzyło?
- Może…
- No, kurde Luke… Wyduś to z siebie. Jestem ciekawy!
- Ciekawy…
- To chyba dobrze, że interesuje się życiem swoich przyjaciół, co nie? Poczekaj… - Luke uniósł brwi do góry. – Nie gadaj, że wy… Jak było?
- Michael!
- Twoje Michael było bardzo wymowne Luke – skwitował Clifford i zaśmiał się. – Pomyślałam tylko, że może skradłeś jej jednego całusa, ale po tym wiem, że nie tylko całusa. 
       Hemmings poczuł, jak robi mu się gorąco, a na policzkach pojawiają się lekkie rumieńce. Nie pierwszy raz rozmawiał, z którymś z chłopaków na temat łóżkowy, ale tym razem tyczyło się to jej i on wolał to wszystko zachować dla siebie.
- Spoko, odpuszczam ci stary. Zeszliście się? – Luke zacisnął usta. 
       Jeszcze zanim Malia zasnęła, rozmawiali na temat tego, co jest między nimi i jak to wszystko rozegrać. Ona nie miała oporów, chciała żyć chwilą i on też tego chciał. I właśnie tego dnia zarówno ona, jak i on przestali mieć status singli.
- No... Tak – powiedział powoli i mimo wszystko uśmiechnął się szeroko.
- Czadowo! Wszyscy wiedzieli, że coś w końcu z tego wyjdzie…
- Michael, weź…
- Tylko ty o dziwo zaprzeczałeś – ciągnął Clifford, jakby Luke w ogóle się nie odezwał. – No, ale w końcu stary. Mam nadzieję, że nie będziecie przesłodzoną cukierkowatą parą, bo się z chłopakami porzygamy od tej waszej miłości. Nie zmienia to jednak faktu, że to znakomita wiadomość. Nie powiem, ale… Czemu nie powiedziałeś wcześniej!
- Jak wcześniej?
- Kumple chcą wiedzieć takie rzeczy. I jak mniemam wiem pierwszy?
- Yhy. – Po drugiej stronie nastała cisza. Luke zmarszczył nos.- Michael?
- Chcesz dzisiaj pograć? – Szybko zmienił temat.
- Nie dam rady. Dzisiaj wracają moi rodzice.
- Spoko. Umówimy się na inny termin, a teraz… kończę. Bo muszę... gdzieś zadzwonić.
- Mikey!
- Powiem tylko chłopakom –jęknął, a potem wybuchł śmiechem. –Jak sam nie jesteś skory do dzielenia się tą nowiną...
- Michael!
- Do później.
       I tak po prostu rozłączył się. Luke odciągnął telefon od ucha i spojrzał na niego, jakby ten miałby mu zaraz wybuchnąć w ręku. Faktycznie chłopaki znali go doskonale, tak jak on ich. Każdy z nich dość łatwo rozgryzał tego drugiego. Hemmings przez chwilę zastanawiał się, jakim cudem dał się tak łatwo podejść. Ale nie znalazł na to żadnej sensownej odpowiedzi.
       Wstał z miejsca, wsunął telefon do kieszeni i wrócił do pokoju, mając nadzieję, że chłopaki nie zaczną teraz do niego wydzwaniać. Spiekłby się chyba ze wstydu, gdyby Malia się o tym dowiedziała. Jeszcze uzna go, za jakiego plotkarza. 


***
Nie wiem, jakim cudem, ale te ostatnie rozdziały wychodzą mi długie. Ten znów musiał zostać podzielony na dwie części. 
Kolejna część w czwartek :)
Pozdrawiam!


A w następnym rozdziale:

- Mogę wiedzieć, na co? – Luke zacisnął usta i spojrzał na mnie wzrokiem zbitego psa. Nie wiedziałam, o co mu chodzi.
- Daj spokój, chyba nikogo nie zamordowaliście, nie?- Pokręcił głową. – To o tyle dobrze…

***

- Mój Boże Luke co ci się stało?!
- Ciebie też dobrze widzieć mamo – powiedział. 

***

- Co się tak cieszysz? – Zapytała, zerkając na niego z góry.
- Co?
- Skąd ten szeroki uśmiech?
- Mamo…

***

-Tak się cieszę!
- Wygrałam coś, czy jak? – Odparłam, bo kompletnie nie zrozumiałam tej całej sytuacji. 

***

- Nie daj się synu – rzucił Andrew. – Miej męską godność.
- Męską godność – prychnęła pod nosem Liz, a następnie sprawdziła kieszenie. – Skarbie, weź zobacz, czy nie wcisnęłam telefonu do walizki. Powinnam zadzwonić do Bena i Jacka, mają jutro do nas przyjechać. 

4 komentarze:

  1. Malia słonko przestań się zastanawiać, tylko żyj chwilą, jak mówi twoje guru Sharon! :D OMG AWW!!! TAK TAK TAK ! W KOŃCU ICH ZŁĄCZYŁAŚ! Cieszę się do ekranu, jak wariatka! Michael... BUAHHAHA rozwaliłeś system tą rozmową z blondasem. Takie ciekawskie jajo z niego, ale jest uroczy. Szczególnie to, że "musi gdzieś zadzwonić" - plotkarze. Nie podoba mi się to, że kolejny rozdział dopiero w czwartek, ale wytrzymam to. Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy :D
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń