środa, 1 lipca 2015

S1 - Rozdział 24

Sydney, 21 sierpnia 2012 roku


       Jak to mówią to, co dobre szybko się kończy… Dobiegał też końca mój pobyt w Australii. Jeden dzień… Tylko jeden dzień dzielił mnie od powrotu do Anglii. Do mojego dawnego życia.        Choć nadal starałam się podążać za słowami Sharon i po prostu żyć chwilą, to tego dnia po prostu coraz częściej zastanawiałam się, co będzie dalej. Co będzie dalej ze mną i z Lukiem. I choć udawałam, że wszystko jest w porządku, to jednak w środku czułam mały, powoli rozwijający się ból.

       Wystawiłam twarz do słońca, rozkoszując się jego ciepłymi promieniami. Wokół mnie panowała cisza. Liz i Andrew byli poza domem. Nie było nawet Luke'a. To znaczy był, ale nie ze mną. Widziałam go, jak kręcił się po domu z telefonem przy uchu, rozprawiając z Calumem na temat jakieś piosenki.
       Moje myśli wolno krążyły wokół tych wszystkich wspomnień, jakie uzyskałam podczas tego urlopu. Wspomnień, które były tak wspaniałe, szczęśliwe i wyjątkowe dla mnie. Wspomnień, które któregoś dnia zmienią się w gorzki smak tęsknoty. A ja będę się kurczowo trzymać każdej zapamiętanej chwili, by tylko nie zapomnieć żadnego szczegółu i detalu.
       Drgnęłam, gdy usłyszałam kroki. Spojrzałam w stronę blondyna, który wyszedł na zewnątrz. Wsunął telefon do kieszeni i przeciągnął się. Podszedł do mnie, przyjrzał się mi uważniej, a potem usiadł obok. Przyciągnął mnie bliżej siebie, a ja mogłam poczuć przyjemny zapach jego perfum.
- Nie myśl o tym. Jeszcze nie dzisiaj – powiedział cicho.
       Spojrzałam na niego z uniesionymi brwiami. Jego błękitne oczy bacznie mnie obserwowały. Znajdował się tak blisko mnie, że dokładnie mogłam przyjrzeć się jego twarzy. Puknął mnie palcem w nos, a ja zaśmiałam się.
- Nie wiem, o czym mówisz – odparłam.
- Już ty dobrze wiesz, o czym mówię – skwitował, przekręcając oczami. – Widziałem to…
- Co?
- Myślałaś o jutrze – powiedział. Byłam pewna, że próbował udawać, że wszystko jest okej, ale ja wychwyciłam nutkę zawodu w jego głosie. I to w pewien sposób zabolało.
- Wcale nie.
- Ależ tak – ciągnął. Po raz kolejny spojrzał mi w oczy, a ja wstrzymałam oddech. – Wyglądałaś…
- Jak?
- Jakbyś miała się zaraz rozpłakać – powiedział jeszcze ciszej, a ja przełknęłam ślinę. – Mieliśmy myśleć o tym dopiero jutro.
- Wiem.
- Więc?
- Nie myślę – rzuciłam, a on uśmiechnął się.
       Złapał za mój podbródek i pocałował. Delikatnie i powoli, a ja poczułam, jak zrobiło mi się gorąco. Luke właśnie tak na mnie działał. Każdy jego pocałunek, wywoływał burzę emocji i uczuć, nad którą kompletnie nie miałam kontroli. Pokręciłam nosem z niezadowoleniem, kiedy odsunął się ode mnie. Zaśmiał się. Następnie spojrzał w stronę budynku, a potem przeniósł wzrok na mnie.
- Chodź, nie będziemy przecież siedzieć w domu – powiedział, wstając. Wyciągnął do mnie rękę. Złapałam za nią, a on pomógł mi wstać.
- Nie miałeś mieć dzisiaj próby z chłopakami? – zapytałam, kiedy poszliśmy w stronę drzwi.
- Dzisiaj jest tylko nasz dzień – odpowiedział z uśmiechem.

       Przechadzaliśmy się po Sydney rozmawiając i śmiejąc się. Żadne z nas nie wspominało o pożegnaniu, które nas czekało. Milczeliśmy w tej kwestii, jakby tematu w ogóle nie było. Znów żyliśmy chwilą. A ja pragnęłam, by ten stan utrzymywał się, jak najdłużej.
       Kiedy zatrzymaliśmy się przed dużym kinem, zdałam sobie sprawę z tego, że ja i Luke nigdy razem nie byliśmy na żadnym filmie. Spontanicznie postanowiliśmy nadrobić tą zaległość i dodać kolejny punkt w naszej liście wspomnień. Chcieliśmy odbębnić to, jak najszybciej, więc poszliśmy na pierwszą produkcję, która pasowała nam godzinowo. Padło na Skyfall.
- Jak to nigdy nie widziałaś żadnego filmu z Jamesem Bondem? – rzucił z niedowierzaniem Luke, wpychając sobie garść popcornu do buzi. Spoglądał na mnie wzrokiem, jakbym najnormalniej w świecie go wkręcała.
- Nigdy – odparłam, wzruszając ramionami.
- Jezu… Nawet się nie przyznawaj – mruknął. – To społeczne samobójstwo.
- Może dla ciebie – skwitowałam, przekręcając oczami.
- Moja dziewczyna nie zna Jamesa Bonda – jęknął, a ja miałam ochotę mu przywalić.
- Daj spokój, wszystkie te filmy i tak są do siebie podobne.
- Podobne?
- Zawsze jest seksowana laska, czarny charakter i James Bond, który zawsze wygrywa. Standardzik… - Luke prychnął pod nosem. – Będziesz się ciskał o Bonda?
- Ty się ciskasz – rzucił, chrupiąc popcornem.
- Gdybym wiedziała, to bym cię namówiła na Hugo i jego wynalazek… - Ale nie dokończyłam, bo Luke złapał mnie za ramię i pocałował. Poczułam smak soli i prażonej kukurydzy. Po chwili usłyszałam, jak śmieje się pod nosem.
- Już?
- Tak już.
- Pierwsza sprzeczka za nami – rzucił ze śmiechem, a ja sprzedałam mu sójkę w bok. – No, co?
- Jesteś niemożliwy. I do tego słony…
- Dlatego mnie kochasz– powiedział z pewnością w głosie, wpatrując się we mnie. Przekręciłam oczami, ale pod moim nosem pojawił się lekki uśmiech.  – No, tak czy nie?
- Tak, tak… A teraz siedź cicho. Zaraz się zacznie – odparłam ze śmiechem, a on cmoknął mnie w policzek i wrócił do dużego popcornu, który trzymał na kolanach.

       Wylądowaliśmy na plaży. Odcięliśmy się jednak od turystów i innych grupek ludzi. Wybraliśmy dziką część, by w spokoju i ciszy móc cieszyć się swoim towarzystwem. Prawie z każdej strony otaczały nas duże kamienie i głazy, wyrzucone przez wodę, a przed nami znajdował się otwarty ocean. 
       Siedziałam na piasku, między jego nogami, a on otaczał mnie ramionami. Jego głowa znajdowała się na moim obojczyku tak, więc dźwięk jego spokojnego oddechu zlewał się z lekkim szumem fal. Uwielbiałam być tak blisko niego.
       Spojrzałam na horyzont, który miałam przed sobą. Z moich ust wydobyło się ciche westchnienie. Luke przycisnął się do mnie jeszcze bardziej, co tylko utwierdziło mnie w tym, że jednak to słyszał. Przez chwilę milczeliśmy. Nie wiedziałam, o czym on myślał, ale ja zastanawiałam się nad jednym. Jak poradzę sobie w Londynie bez niego. Wcześniej było znacznie łatwiej. Teraz będzie o wiele trudniej. Będziemy na dwóch różnych krańcach świata i wiele rzeczy może się wydarzyć. W każdej chwili może się pojawić ktoś trzeci.
- Obiecałaś – powiedział cicho, wprost do mojego ucha, a ja zadrżałam na dźwięk jego głosu. Poczułam, jak jego ramiona mocniej zaciskają się wokół mnie. Przejechał nosem po mojej skórze, a ja przymknęłam oczy.
- Luke.
- Tak?
- Ty też mi coś obiecaj – powiedziałam powoli. Odwróciłam się, by móc na niego spojrzeć. Wpatrywał się we mnie z poważnym wyrazem twarzy.
- Tak? – powtórzył, a ja mimo wszystko przełknęłam ślinę. W głowie brzmiało to o wiele lepiej. W głowie, nie musiałam wpatrywać się w te jego błękitne oczy, które sprawiały, że czasami brakowało mi słów. To co proste, przestało być proste.
- Obiecaj mi – zaczęłam, wsuwając dłoń w jego dłoń. – Że gdy zakochasz się w kimś innym, to mi o tym powiesz.
- Jeśli to miał być żart, to był w ogóle nie był śmieszny – mruknął, spuszczając głowę. Jego oczy skupiły się na naszych złączonych dłoniach.
- To nie żart – ciągnęłam. – Nie możemy się, aż tak oszukiwać. – Ponownie na mnie spojrzał. Nie był zadowolony. – Będziemy od siebie daleko, a wiadomo, jak los czasem potrafi robić psikusy. Chcę po prostu byś wtedy był ze mną szczery. A ja będę szczera z tobą, okej?
- Zupełnie nie podoba mi się to, co mówisz.
- Ale obiecasz mi?
- Obiecuję – powiedział, wtulając twarz w moje ramię. – Ale możesz być pewna, że ode mnie tego nie usłyszysz. Nikt nie będzie w stanie cię zastąpić. Liczysz się tylko ty.
       Uśmiechnęłam się lekko pod nosem. Chciałam wierzyć w to, co mówi. Chciałam mieć tą pewność, że żadna inna nie zajmie mojego miejsca. Chciałam mieć tyle wiary, co on. Z doświadczenia jednak wiedziałam, że los naprawdę lubi robić nam pod górkę. Z drugiej jednak strony łudziłam się, że może tym razem obejdzie się bez dramatów.
- Poczekaj tu na mnie – odparł, po kilku minutach ciszy, jaka znów między nami zapanowała. – Zaraz wracam.
       Kiwnęłam tylko głową, a on puścił mnie i wstał. Otrzepał spodnie z piasku, uśmiechnął się lekko do mnie, by po chwili zniknąć mi z oczu. Oparłam ręce o kolana, a na nich ułożyłam głowę. Ponownie skupiłam wzrok na wodzie i jej przyjemnych szumiących falach, które potrafiły wyciszać i koić. Niewątpliwie będzie mi brakowało tego miejsca.
       Nie patrzyłam na zegarek. Nie odliczałam minut. Nie wiedziałam, więc ile czasu minęło odkąd Luke zniknął. W końcu jednak poczułam tak znajome dłonie na swoich ramionach. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- A cóż to za przystojniak – rzuciłam, nawet na niego nie patrząc.
- Wiesz, to mógł być ktoś obcy – skwitował, wychylając się. Zerknęłam na niego z uśmiechem, lekko unosząc brwi do góry.
- Ciebie poznam od razu. – Odpowiedział mi uśmiechem. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się we mnie, a potem znów się odezwał.
- Zamknij oczy.
- Co?
- No, zamykaj- odparł ze śmiechem. – I nie podglądaj.
       Przekręciłam oczami, ale posłusznie zrobiłam to, o co mnie poprosił. Drgnęłam, gdy złapał mnie za rękę. Wyciągnął ją bardziej w swoim kierunku. Nie miałam pojęcia, co robił. Nagle jednak poczułam, jak coś zawiązuje mi na nadgarstku, tuż przy bransoletce z nazwą ich zespołu.
- Jeszcze chwilę – powiedział, a ja wyczułam, że się uśmiecha. – Dobra. Już.
       Otworzyłam oczy i spojrzałam na swoją rękę. Uśmiechnęłam się szeroko widząc drugą bransoletkę. Na czarnym rzemyku zawleczone były cztery kwadraciki. Na nich wytłoczone były pojedynczo literki, które układały się w jedno imię. Luke. Po obu jego stronach widniały małe serduszka.
- Wiem, oklepane, ale…
- Nie uważam, by to było oklepane – rzuciłam, a następnie złapałam go za koszulkę i przyciągnęłam go do siebie. Wpiłam się w jego usta, a on szybko oddał mi pocałunek. – Uważam, że jest piękna – powiedziałam cicho, kiedy odsunęłam się od niego. – Dziękuję.
- To znak, że jesteś tylko moja i że ja zawsze będę przy tobie.
- Jeśli koniecznie chcesz, bym ci się tu poryczała, to idziesz dobrą drogą – powiedziałam, a on musnął swoimi ustami moje wargi. Przyjemny dreszcz przebiegł mi po plecach, gdy poczułam jego ciepły oddech na swojej skórze.
- Nigdy nie chcę patrzeć, jak płaczesz – odparł, dotykając swoim nosem mojego nosa.
- To raczej jest ciężkie do wykonania, bo kiedyś w końcu to zobaczysz.
       Luke prychnął pod nosem, a potem znów się uśmiechnął. Spojrzał na mnie, a ja zmarszczyłam brwi. Wyciągnął w moją stronę rękę.
- Co?
       I dopiero wtedy to zobaczyłam. Luke też miał rzemyk przywiązany na swoim lewym nadgarstku tuż przy czarno białych silikonowych opaskach, które tak często nosił. W jego przypadku były to tylko dwa kwadraciki, które układały się w moje inicjały. M.M.
- Chciałem mieć twoje pełne imię, ale zabrakło literek L.
- Szczerze? – zapytałam ze śmiechem, wpatrując się w niego. Kiwnął głową. – Moja ładniejsza.
- No, ej… - Zaśmiałam się po raz kolejny i znów przysunęłam się bliżej, by skraść mu jeszcze jeden pocałunek.

       Liz czekała na nas z późną kolacją, którą zjedliśmy we wspólnym gronie. Potem w czwórkę posiedzieliśmy jeszcze w ogrodzie, rozmawiając i dowcipkując. Pierwszy od towarzystwa odłączył się Andrew, a potem także i mama Luke'a. Znów zostaliśmy sami. Przez chwilę posiedzieliśmy we dwoje, a potem także i my ruszyliśmy do swoich pokoi.
       Wyszłam z łazienki, wyszykowana do snu. Usiadłam na łóżku i zerknęłam na zegarek. Było po północy. Teraz legalnie mogłam zastanawiać się nad dniem dzisiejszym i moim powrotem do Londynu. Na całe szczęście nie zdążyłam nawet zacząć, bo drzwi do mojego pokoju otworzyły się cicho. Luke wszedł do środka, z szerokim uśmiechem na ustach.
- I co?- zapytałam, wstając z miejsca. Zgasił światło.
- Jest cicho, więc pewnie już dawno śpią – powiedział, podchodząc do mnie.
       Zanim zdążyłam w jakikolwiek sposób zareagować, ujął moją twarz w dłonie i złączył nasze usta. Objęłam jego kark, przyciskając się do niego mocniej. Puścił mnie, a ja po chwili poczułam jego ręce, które wsuwały się pod moją koszulkę. Moje serce przyspieszyło z ekscytacji.
- Nie przygotowałaś się – wyszeptał, a ja odsunęłam się, by móc na niego spojrzeć. – Powinnaś już czekać na mnie w łóżku – rzucił ze śmiechem.
- Wariat – mruknęłam, a następnie zasłoniłam usta dłonią, by nie krzyknąć, kiedy niespodziewanie podniósł mnie do góry. – Luke – syknęłam, ale on tylko się zaśmiał.
       Wylądowałam na miękkim materacu. Przejechał palcami po mojej skórze na ramieniu, a ja poczułam, jak robi mi się gorąco. Zagryzł wargę, co spowodowało, że kusił mnie jeszcze bardziej. Niewiele myśląc złapałam go za koszulkę i przyciągnęłam do siebie. Musnął moje wargi swoimi, a ja rozchyliłam usta. Uśmiechnął się, jednocześnie drocząc się ze mną.
- No, weź…- powiedziałam, ciągnąc go ubranie. 
       Zaśmiał się pod nosem, by po chwili znów złączyć nasze usta ze sobą. Pogłębił pocałunek, który zmienił się na nieco szybszy i bardziej zachłanny. W pewnym momencie myślałam, że zabraknie mi tchu. Wtedy Luke zmienił miejsce, przenosząc swoje wargi na moją szyję.
       Z moich ust wydobył się niekontrolowany jęk, kiedy otarł się i przywarł do mnie mocniej. Jego dłonie błądziły po moim ciele, co niesamowicie mi się podobało. Ja nie pozostawałam mu dłużna. Poczułam, jak przez jego ciało przechodzi szybki dreszcz.
       Wyprostował się i zrzucił z siebie koszulkę. Spojrzał na mnie, a ja usiadłam. Złapał za górę mojej piżamy i szybko pozbył się jej. Znów zaczął obsypywać mnie pocałunkami, zjeżdżając coraz niżej i niżej. Naparł na mnie mocniej i oboje znów wylądowaliśmy w pozycji leżącej. Zacisnęłam mocniej usta, by wyciszyć kolejny jęk, gdy Luke zostawiał gorące i wilgotne ślady na moich piersiach. Robił to powoli i spokojnie, doprowadzając mnie do szaleństwa.
       Zawisł tuż nade mną, a ja usłyszałam jego przyspieszony oddech. Przejechałam palcami po jego policzku, a on po raz kolejny mnie pocałował. Moje dłonie muskały jego szyję i kark. Jego ręka zjechała niżej, zahaczając o gumkę od spodenek. Wstrzymałam oddech, kiedy uniósł się, by zręcznym i szybkim ruchem pozbawić mnie ostatnich fragmentów mojej garderoby.
       Przejechał palcami po wewnętrznej stronie moich ud, a ja zadrżałam. Jego dotyk rozpalał mnie jeszcze bardziej. Niewiele myśląc, rozpięłam jego pasek, guzik i rozporek, aby po chwili zsunąć jego spodnie wraz z bokserkami. Oblizałam usta, a Luke wpił się w moje wargi.
       Ściągnął spodnie i znów znalazł się nade mną. Nasze spojrzenia spotkały się ze sobą. Czułam na policzku jego ciepły i szybszy oddech. Przejechał jedną ręką wzdłuż mojego ciała, a ja zacisnęłam usta. Wiedziałam, co zaraz się stanie. I na samą myśl o tym, zrobiło mi się jeszcze goręcej.
       Wszedł we mnie, jednocześnie zamykając mi usta pocałunkiem, który stłumił jęk, jaki wydobył się z mojego gardła. Oboje wiedzieliśmy, że musimy się w pewien sposób kontrolować, bo w końcu nie byliśmy sami. Dwa pokoje dalej byli przecież jego rodzice.
       Przycisnęłam go do siebie mocniej, kiedy zaczął wykonywać nieco szybsze ruchy, od czasu do czasu zwalniając. Szumiało mi w głowie od tych wszystkich doznań, a moje zmysły były maksymalnie wyostrzone. Doprowadzał mnie na skraj racjonalnego myślenia, a ja pod tym względem nawet nie próbowałam wracać na ziemię.
       Oparł czoło o moje czoło, sprawiając, że znów owiał moją twarz jego gorący oddech. Z jego ust wydobyło się ciche mruknięcie. Po chwili pocałował mnie mocniej. Jego dłoń zjechała w dół. Poczułam jego palce, które mocniej zacisnęły się na moim udzie. Podciągnął mi nogę jeszcze wyżej, a ja jęknęłam, przyciskając usta do jego ramienia.
- Malia – wyszeptał, kiedy przejechałam paznokciami po jego kręgosłupie. A potem cicho przeklął i jęknął, kiedy zacisnęłam się nieco mocniej wokół niego. Przyspieszył.
- Ups – rzuciłam, zasłaniając usta ręką, kiedy niespodziewanie łóżko zatrzeszczało tuż pod nami.
- Kurwa bez jaj – mruknął ze śmiechem. Musiał zwolnić. – Mogliśmy iść do mnie… - dodał, całując mnie. – Nie byłoby…  problemów… na… mocniejszą… zabawę- ciągnął, walcząc z przyspieszonym oddechem.
       Musieliśmy kontynuować w poprzednim tempie, które doprowadzało mnie do szaleństwa. Dodatkowo nakręcał mnie fakt, że ktoś w każdej chwili mógłby wejść nam do pokoju. Taka zabawa na pograniczu małego ryzyka, wiązała się w moim przypadku z jeszcze większą ekscytacją.
       Poczułam, jak Luke przyciska swoje ciało jeszcze bardziej do mojego. Jego mięśnie spięły się, a ja wsunęłam dłoń w jego włosy, napierając na niego mocniej – o ile to było w ogóle jeszcze możliwe. Jęknęłam cicho po raz kolejny, a on przeniósł swoje usta na moją szyję, by co jakiś czas musnąć ją wargami.
       W końcu uniósł się na rękach, a ja zobaczyłam, jak mocno zaciska usta. Po chwili rozchylił je, spoglądając na mnie, a jego szybki oddech mieszał się z moim. Puścił moją nogę. Jego palce zacisnęły się na pościeli, a moje na jego karku i włosach. Ponownie oparł czoło o moje czoło. Jęknęliśmy niemalże w tym samym momencie, a Luke nieco przyspieszył, aby zakończyć.
       Poczułam falę gorąca i przyjemności, która uderzyła we mnie nagle. Zakryłam ręką usta, by nie krzyknąć. Luke doszedł zaraz po mnie, opadając ciężko na moje ciało. Zadrżałam, a on pocałował mnie lekko, pozbawiając mnie jednocześnie dopływu powietrza, którego w tym momencie potrzebowałam. To sprawiło, że po raz kolejny zaszumiało mi w głowie. I było to naprawdę przyjemne.
       Opadł na poduszki obok, a następnie przyciągnął mnie do siebie. Odchyliłam się i złapałam za kołdrę, która leżała zwinięta w kącie łóżka. Przykryłam nas nią i wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Nasze oddechy powoli się normowały. Wsłuchiwałam się w przyspieszone bicie jego serca, które z każdą mijającą minutą zwalniało. Był to kojący dźwięk, który dawał mi też poczucie bezpieczeństwa.
       Podniosłam rękę i zaczęłam palcami zataczać małe kółka na jego klatce piersiowej. Słyszałam, jak zamruczał, co wywołało na mojej twarzy szeroki uśmiech. Jego palce mocniej zacisnęły się na moim ramieniu. Podniosłam się i spojrzałam na niego. On też się uśmiechał.
- Kocham cię – wyszeptał, dotykając mojej twarzy.
- Kocham cię – odpowiedziałam, nachylając się w jego stronę. Pocałowałam go lekko i delikatnie, a potem wróciłam do poprzedniej pozycji. Moje palce znów zaczęły tańczyć na jego skórze.
- Nie zamierzasz iść spać? – zapytał.
- Nie – powiedziałam z pewnością w głosie. – Chcę cieszyć się ostatnimi chwilami z tobą.
- To zabrzmiało, jakby któreś z nas miało dzisiaj umrzeć.
- Wiesz, co miałam na myśli – rzuciłam, a on zaśmiał się. – Chcę przeciągnąć ten moment, jak najdłużej.
- Widzę, że nie tylko ja miałem taki pomysł.
- Nie zamierzasz iść spać? – zadałam mu to samo pytanie.
- Nie. Chcę przeciągnąć ten moment, jak najdłużej – wyszeptał, a ja mocniej zacisnęłam usta, powstrzymując łzy, które nagromadziły się w moich oczach. Nie będę płakać… Nie teraz… Nie w tym momencie…


***
Tylko jeden rozdział dzieli nas od zakończenia części pierwszej. 
Następny rozdział w piątek :)

Pozdrawiam!

3 komentarze:

  1. JAK JA NIE CHCĘ, ŻEBY MALIA WYJECHAŁA! :(( weź zrób coś, żeby samolot nie pojawił się na lotnisku, albo cokolwiek :<
    Jeju, Lucas jest taki słodki! Ile muszę zapłacić, gdzie podpisać, albo kogo zabić, żeby takiego dostać? *-*
    Pozostało czekać do piątku. Mam nadzieję, że druga część pojawi się równie szybko, jak pierwsza się skończy.
    Pozdrawiam cieplutko! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozpływam się normalnie. Ten rozdział był na swój sposób mega słodki, ale też i smutny w jakimś sensie. TAAAK ONA NIE MOŻE WYJECHAĆ! Rozpacz mnie bierze i będę płakać razem z nimi! Końcówka - Awww :D HOT!
    Tak po za tym, to zakochałam się w tym gifie, choć nadal jestem w klubie Calum Sexi Hood, ale Luke tu no... MIÓD MALINA!
    Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy, choć nie wiem, jak zniosę to ich rozstanie.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń