poniedziałek, 6 lipca 2015

S2 - Rozdział 1 cz.1

Londyn, 15 września 2012 roku


       Minęło dokładnie dwadzieścia cztery dni od mojego powrotu z Australii. Prawda była taka, że odliczałam ten czas całkowicie bez kontroli. Jakby te liczby miały utrzymać mnie w jakiś sposób przy życiu, jednocześnie pokazując, że jakoś daję radę.
       Tęskniłam za Liz i jej mężem, tęskniłam za chłopakami, za wspólnym spędzaniem czasu, za rozmowami i żartami. Głównie jednak tęskniłam za nim. Choć do dyspozycji mieliśmy internet i telefon, to jednak to nie do końca potrafiło zastąpić bliski kontakt, jaki mieliśmy wcześniej. Do tej pory pamiętam naszą pierwszą rozmowę po powrocie, kiedy na ekranie komputera zobaczyłam jego twarz. Udawałam, że jest okej, bo przecież nic tragicznego się nie działo. Po skończeniu nie wytrzymałam i ryczałam w poduszkę, jak dziecko.
       Potem nadszedł czas rutyny dnia codziennego. Musiałam wrócić do pracy i do dawnego życia w Londynie. Spotykałam się z Sharon i Oscarem, a także innymi znajomymi, brałam kolejne dyżury na pogotowiu i mentalnie szykowałam się do rozpoczęcia kolejnego roku na uniwersytecie. Ta codzienność pomagała łagodzić ból związany z rozstaniem. Nie pomagała zapomnieć, a jedynie wyciszała emocje, kiedy trzeba było skupić się, na czymś zupełnie innym.
       Rozmawialiśmy ze sobą niemalże codziennie, najczęściej za pomocą internetu, rzadziej telefonu. Najczęściej wysyłaliśmy sobie masę sms-ów, a każdy najmniejszy i najbardziej zwyczajny tekst, był czymś przyjemnym. Choć myślałam, że to właśnie będzie w tym najtrudniejsze, to jednak w pewien sposób dawało ukojenie. Że on tam jest… Że mimo wszystko ciągle ma się go blisko, choć w rzeczywistości jest tak daleko. To cisza okazała się być najbardziej ciężka i nieprzyjemna. I prawda była taka, że myślałam o nim prawie bez przerwy.

       Dochodziła czwarta rano, a ja miałam cichą nadzieję na to, że przez ten czas nic się nie wydarzy. Gdyby jednak wezwali nas do kolejnego przypadku, mój dyżur by się przeciągnął o kolejne godziny. Miałam przed sobą perspektywę całego wolnego weekendu i naprawdę nie mogłam się doczekać, kiedy będę mogła legalnie się lenić i odsypiać ostatnie trzy ponad czternastogodzinne dyżury. Praca na pogotowiu nie była łatwa, ale wybierając sobie ten kierunek doskonale wiedziałam, w co się pakuję.
       Rozwinęłam kanapkę, zerkając co chwilę na zegar. Jego wskazówki powoli dochodziły do pełnej godziny, na którą tak czekałam. Logan drugi ratownik, nieco starszy ode mnie, przystojny i ciemnowłosy, z którym najczęściej pracowałam, siedział przy stole pochylony nad gazetą. On jednak zostaje w pracy dłużej, by po zakończeniu dyżuru uzupełnić niezbędne papiery. Umówiliśmy się tak, że będziemy to robić na zmianę. Cieszyłam się, że dzisiaj padło na niego.
       Już chciałam ugryźć kanapkę, kiedy drzwi do naszego ratowniczego pokoju – jak określaliśmy to pomieszczenie – otworzyły się z hukiem. Logan poskoczył na krześle, a ja odwróciłam się w ich stronę, unosząc brwi do góry.
       Pierwsze, co poczułam to nieprzyjemny, odpychający, kwaśny zapach wymiocin. Zacisnęłam mocniej usta. Do pokoju wszedł Malcolm. Spojrzałam na niego i skrzywiłam się. Jego zielony uniform pokryty był niemalże od góry do dołu różowo brązową breją.
- A tobie co? – wydusił ze śmiechem Logan, bujając się na krześle.
- Pacjent mnie obrzygał – skwitował, krzywiąc się. – Muszę wziąć prysznic. Śmierdzę na odległość.
- Nawet nie zaprzeczę – odparłam i spojrzałam na kanapkę.
- Smacznego mała – rzucił Logan, a ja pokręciłam głową.
- Odechciało mi się jeść – powiedziałam, zawijając kanapkę i wrzucając ją do torby.
- Może mały przytulasek na dowiedzenia? – zaśmiał się Malcolm, podchodząc do mnie.
- Weź, spadaj! – rzuciłam, odsuwając się od niego, a następnie parsknęłam śmiechem. Następnie spojrzałam na zegarek. – Nareszcie! Punkt czwarta! Spadam.
- Następnym razem twoja kolej – rzucił do mnie Logan.
- Tak wiem – odparłam. – Widzimy się w poniedziałek. Powodzenia Malcolm na pozostałej części dyżuru.
- Sie wie – powiedział, a potem szybko poszedł do łazienki. – Miłego weekendu! – krzyknął jeszcze przez zamknięte drzwi.
- Dzięki! – Spojrzałam na Logana, który wpatrywał się we mnie swoimi ciemnymi oczami. – Do zobaczenia.
- Do zobaczenia – odparł i przysunął sobie pod nos białą teczkę.
       Złapałam za torbę, machnęłam mu na odchodnym, a on odpowiedział mi tym samym. Potem szybko opuściłam pokój, w takim tempie, jakby się co najmniej paliło. W dalszym ciągu miałam obawę, że może zaraz będę musiała tam wrócić. Im szybciej wyjdę, tym szybciej zacznę swój wolny od wszystkich obowiązków weekend.
       Wyszłam na zewnątrz, mocniej opatulając się zieloną koszulą. Na dworze było trochę chłodno, a mi nie chciało się szukać bluzy. Zresztą mam tylko kawałek do samochodu. Sięgnęłam do kieszeni, ale nie znalazłam w nich kluczy. Wtedy usłyszałam głos za plecami.
- Malia poczekaj! - Odwróciłam się. Logan wyszedł z budynku, a na jego palcu zawieszone były moje klucze. – Ktoś tu ma kiepską pamięć. Na szczęście na czas je zobaczyłem, choć nie powiem, ale tempo przemieszczania się to masz naprawdę szybkie.
- Dzięki – odpowiedziałam ze śmiechem.
- Jeszcze raz spokojnego weekendu.
- Wzajemnie.
       Objął mnie szybko, a ja poklepałam go po plecach. Posłał mi jeszcze jeden uśmiech, a potem wrócił do szpitala dokończyć papierkową robotę, która dziś na niego spadła. Obróciłam klucze w palcach i ruszyłam wolnym korkiem w stronę mojego niebieskiego samochodu.
       Zatrzymałam się przed nim w momencie, kiedy poczułam wibrację w kieszeni. Rozległ się cichy pojedynczy dźwięk, oznajmiając mi przyjście sms-a. Poprawiłam torbę, którą miałam na ramieniu i wyciągnęłam komórkę. Uśmiechnęłam się do ekranu.

Od Luke:
Mam nadzieję, że skończyłaś dyżur i nie musisz zostawać po godzinach. Chyba starczy tej ciężkiej pracy skarbie.

Do Luke:
Właśnie wyszłam. Jak tam Pingwinku? U kangurów wszystko okej?

Od Luke:
Pytały się o ciebie :P

       Prychnęłam pod nosem i przekręciłam oczami. Cały Luke. Podeszłam do samochodu i już chciałam go otworzyć, kiedy moja komórka zawibrowała mi w dłoni po raz kolejny.

Od Luke:
A prawda jest taka, że jestem zazdrosny…

Do Luke:
Niby, o co? Chyba jesteś przewrażliwiony.

       Nie zdążyłam odciągnąć oczu od telefonu, gdy znów oznajmił mi przychodzącą wiadomość. Dla jakiegoś obcego obserwatora musiałam wyglądać, jak idiotka, która od dobrych kilku minut cieszy się do ekranu komórki.

Od Luke:
O co? O tego gościa, z którym się przed chwilą ściskałaś…

       Zamarłam. Wyprostowałam się i rozejrzałam po parkingu. Skąd on to wiedział? Raz jeszcze spojrzałam na telefon, jakby ten miał mi odpowiedzieć na to pytanie. Wystukałam szybko odpowiedź.

Do Luke:
Jak?

Od Luke:
Kochanie, mam swoich informatorów wszędzie :D

       Zacisnęłam lekko usta, by po raz kolejny rozejrzeć się po parkingu. O tej porze ludzi jest tu zdecydowanie o wiele mniej, niż w innych porach dnia. Teraz jednak było tu pusto. Nie było nikogo. Tylko same auta, które należały do personelu szpitala.

Od Luke:
A tak poza tym… Wyglądasz naprawdę seksownie w tym swoim zielonym wdzianku.

       Zagryzłam wargę. To było już kompletnie pokręcone. Moja dłoń mocniej zacisnęła się na pasku od torby, przez co klucze wbiły mi się w wewnętrzną stronę dłoni. Skąd on to do cholery wie? Znów spojrzałam na parking, ale w dalszym ciągu nikogo tu nie było.

Od Luke:
Raz na prawo… Raz na lewo…

Do Luke:
Co ty wyprawiasz?

Od Luke:
Chcesz zagrać w ciepło-zimno? :D

       Wzięłam głęboki oddech. Miałam ochotę trzepnąć go telepatycznie, gdziekolwiek w tej chwili się znajdował. Zaczął mi robić taką wodę z mózgu, że przestałam w ogóle trzeźwo myśleć. W głowie pojawiały się tylko dwa pytania skąd on to wie i co to za gierki? Jęknęłam cicho pod nosem, kiedy pojawiła się kolejna wiadomość.

Od Luke:
Byłoby prościej, gdybyś choć raz spojrzała za siebie.

       Uniosłam lekko brwi do góry. Wstrzymałam oddech, a potem powoli, jak w zwolnionym tempie odwróciłam się. Zrobiłam wielkie oczy, które po chwili zaszły mi łzami. Zasłoniłam usta dłonią. Stał tam. Stał kilka kroków ode mnie. Jego błękitne oczy wpatrywały się w moją osobę, a na jego twarzy widniał szeroki uśmiech. Koło jego nóg znajdowała się czarna walizka.
- Luke?- wydusiłam z siebie, jakby jego postać miała mi zaraz zniknąć sprzed oczu.
- Nawet się ze mną nie przywitasz? – odpowiedział. Kilka łez wypłynęło z moich oczu, kiedy usłyszałam jego głos. Był tu… Naprawdę tu był…
       Niewiele myśląc podbiegłam do niego. Upuściłam torbę tuż przy jego bagażu, a następnie rzuciłam się w jego ramiona. Poczułam tak dobrze mi znany zapach jego perfum, a po chwili jego dłonie, które mocno mnie obejmowały. Oplotłam jego kark rękami, napierając na niego, a on podniósł mnie do góry, co wywołało cichy śmiech z mojej strony.
       Oderwałam się od niego, by po raz kolejny spojrzeć w jego oczy. Ujął moją twarz w dłonie i delikatnie pocałował. Moje serce biło, jak szalone. Zrobiło mi się gorąco, kiedy przejechał palcami po moich policzkach.
- Skąd…
- Postanowiłem zrobić ci niespodziankę – wyszeptał.
- Rób je, jak najczęściej – odpowiedziałam, wtulając się w niego ponownie. – Na ile przyjechałeś?
- W niedzielę wracam. – Odsunęłam się od niego i skrzywiłam się. – No, co?
- Tylko dwa dni?
- To, aż dwa dni – poprawił mnie z uśmiechem. – Zresztą, gdybym mógł, to bym przyjeżdżał tu nawet na godzinę. Byleby, choć przez chwilę być z tobą.
- Jesteś kochany – mruknęłam, muskając jego usta. – Tęskniłam za tobą.
- Ja za tobą też skarbie.
- Idziemy, czy chcesz tu jeszcze trochę postać?
- Zdecydowanie chcę już iść. Za długo stałem na zewnątrz- powiedział ze śmiechem.
- Długo?
- Z jakieś pół godziny – odpowiedział, a ja uśmiechnęłam się, kręcąc jednocześnie głową. – Choć nie powiem, że było warto.
- Tak?
- Zabawnie to wyglądało, jak tak tu stałaś i nie wiedziałaś, o co chodzi– powiedział, a ja uderzyłam go lekko w ramię. Pocałował mnie szybko w czoło, a potem chwycił za swoją walizkę i moją torbę. Skinął mi głową, bym ruszyła pierwsza w stronę samochodu.
       Otworzyłam go, a Luke spakował nasze rzeczy na tylne siedzenie. Potem obydwoje wsiedliśmy do środka. Raz jeszcze spojrzałam na chłopaka, do końca nie wierząc, że naprawdę tu jest. Że siedzi obok, że mogę go dotknąć i że mogę z nim porozmawiać bez pomocy urządzeń. Uśmiechnęłam się szeroko, a on skradał mi jeszcze jednego szybkiego całusa. Kiedy się ode mnie odsunął, odpaliłam silnik i ruszyliśmy w stronę domu.

       Weszłam pierwsza do mieszkania, zapalając światło. Położyłam na szafce klucze z breloczkiem w kształcie psa, który dostałam od Luke'a, gdy był w Londynie poprzednim razem. Zerknęłam na niego, jak ściąga czarną skórzaną cienką kurtkę i wiesza ją na wieszaku. Naprawdę tu był… Chyba w dalszym ciągu to do mnie nie docierało.
       Zostawiłam torbę w holu, mając inne rzeczy do robienia, niż jej rozpakowywanie. W końcu mogłam legalnie i bez przeszkód gapić się na Hemmingsa. A to było zdecydowanie lepsze zajęcie. Luke postawił swoją walizkę przy szafce z butami, a potem razem przeszliśmy do kuchni.
- Głodny?- Spojrzałam na niego, a ten uśmiechnął się szeroko. – Zresztą głupie pytanie… - Odwróciłam się do lodówki. Otworzyłam ją, sprawdzając jej zawartość. – Gdybyś dał mi znać, że przyjeżdżasz, zrobiłabym zakupy.
- Wtedy nie byłoby niespodzianki – powiedział, opierając się o blat.
- W takim razie masz do wyboru jogurt waniliowy lub mogę ci zaserwować kanapkę – odparłam, wzruszając ramionami.
- Mniejsza z jedzeniem- rzucił.
       Uniosłam lekko brwi do góry. Chciałam odezwać się ponownie, ale Luke złapał mnie za rękę i pociągnął w swoją stronę. Drzwi od lodówki zamknęły się z lekkim trzaskiem, a ja wpadłam w jego ramiona. Ujął moją twarz w dłonie i pocałował. Poczułam przyjemny dreszcz na plecach. Naparł na mnie, a ja zrobiłam kilka kroków do tyłu, zatrzymując się na krawędzi stołu.
- Myślałam, że jesteś głodny – odparłam cicho, a on zaśmiał się.
- W tym momencie mam ochotę na inne danie dnia – powiedział z uśmiechem.
- Jestem po pracy, powinnam wziąć prysznic…
- Ja po tej długiej podróży też nie jestem pierwszej świeżości – rzucił i tym razem to ja zaczęłam się śmiać. – Odpuść sobie. Nie widziałem cię od dwudziestu czterech dni- dodał szeptem, muskając moje usta. – To prawie miesiąc… Naprawę nie mogłem się doczekać…
- Właśnie widzę.
- Więc nie każ mi czekać, ani minuty dłużej – powiedział, nachylając się bardziej w moja stronę, a jego ciepły oddech owiał moją skórę na szyi, gdy jego wargi zbliżyły się do mojego ucha.
       Przymknęłam oczy, czując, jak kolejny dreszcz przebiegł mi wzdłuż kręgosłupa, kiedy Luke zaczął składać powolne pocałunki na mojej szyi. Moje palce mocniej zacisnęły się na jego koszuli w biało granatową kratę. Zdecydowanie sama nie miałam teraz ochoty na jedzenie, a na inne danie dania, jak to określił.
       Wyprostował się i spojrzał na mnie, a ja mogłam zatopić się w jego błękitnych tęczówkach. Uśmiechnął się lekko. Matko… Działał na mnie tak samo, jak w Australii lub nawet bardziej. Niewiele myśląc złapałam go za ubranie i przyciągnęłam do siebie. Blondyn wpił się w moje usta, a jego dłonie zaczęły szybką wędrówkę wzdłuż mojego ciała.
       Nasz pocałunek zmienił się w bardziej zachłanny. Luke złapał mnie za pośladki i podniósł do góry, sadzając na stole. Rozszerzył moje nogi, by zbliżyć się do mnie jeszcze bardziej, a potem znów naparł na mnie, nie odrywając swoich warg od moich. Zdałam sobie sprawę z tego, że oboje mamy już przyspieszone oddechy.
       Szybkim ruchem zsunęłam z niego koszulę w kratę, która zleciała na podłogę. Następnie dobrałam się do jego czarnej koszulki. Poderwałam ją do góry, a Luke pomógł mi ją ściągnąć. Odrzucił ją na krzesło. Moje dłonie zaczęły szybko przemieszczać się po jego klatce piersiowej, kończąc na brzegu jego spodni. Spojrzał na mnie i zagryzł wargę, co niesamowicie mnie nakręcało.
       Wyswobodził mnie z mojej służbowej koszuli. Gdy przejechał po moich odkrytych ramionach, zadrżałam. Złapał za dół mojej białej bluzki na ramiączkach i zwinnym ruchem podciągnął ją do góry. Ściągnął ją ze mnie, a ona bezwiednie opadła na podłogę.
       Jego wargi znów znalazły się na moich ustach, a potem zjechały w dół. Odchyliłam głowę do tyłu, a on z brody zjechał jeszcze niżej. Czułam jego dłonie na swoich plecach.
       Przywarłam do niego mocniej, czując ciepło jego ciała, tak blisko mojego. Moje ręce zjechały niżej. Rozpięłam jego pasek, guzik od spodni i rozporek. Spojrzałam na niego po raz kolejny, uniosłam brwi do góry, a potem uśmiechnęłam się lekko. Odpowiedział mi tym samy, aby po chwili znów złączyć nasze usta.
       Szybkim ruchem ściągnął spodnie, stając przede mną w samych bokserkach w kolorowe Żółwie Ninja. Już chciałam opleść go nogami i przyciągnąć do siebie bliżej, ale w tym momencie Luke zajął się moim dołem. Straciłam spodnie równie szybko, co on.
- Zmieńmy miejsce – wyszeptałam. Przejechałam dłonią, wzdłuż linii jego szczęki, a on przymknął oczy, głośniej wypuszczając powietrze. Kiwnął głową.
       Nim zdążyłam się zorientować, wziął mnie na ręce, a ja cicho pisnęłam, bo zrobił to tak niespodziewanie, że najnormalniej w świecie się wystraszyłam. Oplotłam jego kark rękami, a on dotknął swoim nosem mój nos. Ruszył w stronę pokoju.
- Luke.
- Tak?
- Tam jest salon, łóżko jest w drugim pokoju – rzuciłam ze śmiechem.
- Byłem tu tylko dwa razy i to dawno temu…
- Już się nie tłumacz – odpowiedziałam, a on dla zabawy podrzucił mnie. – No, weź!
- Czas z przystawki przejść do dania głównego – powiedział, odwracając się i idąc w końcu w dobrą stronę.
       Ustawił się tak, bym mogła zgasić światło, a potem otworzył drzwi do pokoju, który robił za moją sypialnię. Wszedł do środka i nieco zwolnił. Namierzył łóżko. Po chwili oboje wylądowaliśmy na miękkim materacu.

       Powoli otworzyłam oczy. Przez chwilę wpatrywałam się w śpiącego przede mną chłopaka. Luke leżał na brzuchu. Rękami ciasno obejmował poduszkę. Uśmiechnęłam się pod nosem. Wyglądał uroczo.
       Odchyliłam się, by zerknąć na zegarek. Było kilka minut po jedenastej. Wiedziałam, że muszę ruszyć tyłek i iść do sklepu. W końcu wypadałoby zjeść jakieś normalne śniadanie.
       Cicho podniosłam się z miejsca. Okryłam blondyna bardziej kołdrą i wymknęłam się z pokoju, starając się nie robić hałasu. Wzięłam szybki prysznic, a potem opatulona w biały ręcznik, zaczęłam zbierać nasze rozrzucone po kuchni ubrania. Na samą myśl o wczorajszej nocy, uśmiechnęłam się. Następnie wróciłam do pokoju, wciągając za sobą walizkę Luke'a i moją torbę. Zabrałam czyste rzeczy i wróciłam do łazienki, by doprowadzić się do stanu używalności. Kiedy byłam gotowa do wyjścia, złapałam jeszcze za portfel i wyszłam z mieszkania, zamykając za sobą drzwi.

***
       Weszła do mieszkania, ściągając szybko buty. Wsunęła klucze do kieszeni. Zupełnie nie zwróciła uwagi na czarne trampki, które były o wiele za duże na stopy jej przyjaciółki. Zignorowała kompletnie czarną skórzaną kurtkę, wiszącą na wieszaku. Niczym przyczajony agent, rozejrzała się po kuchni i salonie, ale Malii nigdzie nie było. Domyślała się, że dziewczyna musi odsypiać nocny dyżur na pogotowiu.
       Ze złośliwym uśmiechem na twarzy, zbliżyła się do drzwi od jej pokoju. Otworzyła je cicho i weszła do środka.  Nie zobaczyła walizki stojącej przy dużej szafie. Jej zielone oczy natrafiły na leżącą, niemalże zakopaną pod pościelą postać. Zaśmiała się pod nosem i podeszła jeszcze bliżej. Kiedy kolanami dotknęła miękkiego materaca jej łóżka, musiała zakryć sobie usta dłonią, by nie zacząć się śmiać. Miała genialny plan na pobudkę.
       Wzięła głęboki oddech, opierając dłonie na krawędzi łóżka. Zakołysała się, dalej walcząc z ochotą wybuchnięcia śmiechem. Chciała zobaczyć jej twarz, gdy się obudzi. Lubiła robić jej takie numery, ale w końcu od tego są przyjaciele. Aby dodać nieco dreszczyku w czasie kolejnego dnia.
- Wstajemy! Nie ma spania! – I niewiele myśląc rzuciła się w stronę osoby leżącej na łóżku. Odbiła się od niej, by paść obok na posłanie, a potem zaczęła potrząsać nią na wszelkie możliwe sposoby.
- Co jest… Malia, no… - Usłyszała zaspany męski głos i zamarła. Zanim zdążyła się zorientować, chłopak spod pościeli rzucił się na nią, okrywając ją kołdrą. – Ładnie to tak? – Dodał ze śmiechem.
       Jej mózg zaczął szybko analizować całą tą sytuację. Czuła jego ciężar na sobie i wcale jej się to nie podobało. Z kim spała Malia? Kim był ten nieznajomy? Czy ona właśnie zdradziła Luke'a?
       Kiedy chłopak odgarnął jej kołdrę z twarzy, zobaczyła tylko fragment blond czupryny. Wrzasnęła, mocno odpychając go od siebie. On też krzyknął, a ona poczuła, jak szybko odsuwa się od niej, zabierając ze sobą kołdrę. Usłyszała huk, gdy wylądował na ziemi, a potem cichy jęk, jaki wydobył się z jego ust. Zamrugała kilka razy, wychyliła się do przodu i spojrzała wystraszona na znajomą twarz.
- Luke?
- Sharon?

***
       Przez chwilę w ogóle nie ogarniał całej tej sytuacji. Dodatkowo bolały go jego cztery litery i łokieć, kiedy zaliczył bliskie spotkanie z podłogą. Spojrzał na blondynkę siedzącą na łóżku, która wielkimi zielonymi oczami wpatrywała się w niego z nieukrywanym zaskoczeniem.
- Co ty tu robisz? – wydusił z siebie, nie odrywając od niej wzroku.
- Co ty tu robisz? – odpowiedziała, unosząc brwi do góry. – Kurwa! Nie poznałam cię! Prawie miałam zawał!
- No, co ty nie powiesz – mruknął z ziemi, a potem dźwignął się na nogi, okrywając się kołdrą. Usiadł na skraju łóżka, masując sobie łokieć.
- Skąd ty… Malia nie mówiła, że przyjeżdżasz – rzuciła, powoli wstając z łóżka.
- Bo nie wiedziała…
- Niespodzianka – odparła z uśmiechem, kiwając głową. – Słodko… Gdzie ona jest?
- Nie mam pojęcia. Nie ma jej w domu?
- Nie ma.
- To nie mam pojęcia – powtórzył.
- W takim razie ty wypijesz ze mną kawę – odparła rozbawiona, podchodząc do drzwi. – Chodź. A Malia, jak wróci zaserwuje nam, jakieś śniadanie na wypasie. Co ty na to?
- Pewnie.
- Dawaj. Potrzebuję kofeiny – powiedziała, machając na niego ręką.
- Sharon.
- Tak Luke?
- Daj mi chwilę. Muszę się ogarnąć.
- Co ja faceta w bokserkach nie widziałam? – rzuciła, prychając pod nosem. – No, chodź. Tak dawno cię nie widziałam! Mamy wiele do obgadania!
- Sharon...
- Co?
- Tyle, że ja nie mam na sobie nawet bokserek – powiedział, kręcąc nosem. 
       Dziewczyna zamrugała, a potem lekko zacisnęła usta. Po chwili zachichotała pod nosem, siląc się na to, by nie parsknąć głośniejszym śmiechem.
- No… Mogłam się domyślić – odparła, wzruszając ramionami. – W takim razie ogarnij się, a ja zrobię kawę.
- Sharon – odezwał się po raz kolejny Luke.
- Tak?
- Jak tu weszłaś?
- Mam zapasowe klucze – oznajmiła z uśmiechem, a potem wyszła z pokoju, zostawiając go samego. 
       Ciężko westchnął. Prawie wykorkował ze strachu przez tą jej pobudkę. Dopiero teraz poczuł, jak jego serce powoli zwalnia. Posiedział jeszcze chwilę, zastanawiając się dokąd poszła Malia i czemu go nie obudziła, a potem wstał i podszedł do swojej walizki. Naciągnął na siebie dresy i koszulkę. Bieliznę wsunął do kieszeni. Wziął najpotrzebniejsze rzeczy i szybko ruszył do łazienki. 


***
Pierwszy rozdział drugiego sezonu za nami - a raczej jego część, bo wyszedł mi długi, więc tradycyjnie musiałam go podzielić. 
Mam nadzieję, że wam się spodobał :D

Kolejny rozdział w sobotę :)

Pozdrawiam!

A w następnej części:

- Oczywiście, że idziecie z nami – powiedział powoli. - Ktoś nas stamtąd musi później odprowadzić do domu – dodał z uśmiechem.
- Jak ty z nim wytrzymujesz?- odparła, spoglądając na mnie. – Jesteś taki sam, jak Oscar – skwitowała, kręcąc nosem.
- Jak ty z nim wytrzymujesz? – zapytałam ze śmiechem.

***

- Czy pierwszy raz podoba wam się ten sam facet? – wypalił Luke, uważnie nas obserwując. Wzruszyłam ramionami. Spojrzałam na Sharon, a ta zamyśliła się.
- Szczerze… To nie wiem… Malia zawsze wolała bad boyów – powiedziała ze śmiechem, a ja uniosłam brwi do góry. – Tatuaże, kolczyki… Cała ta otoczka niedobrego faceta… Ja wolałam ugrzecznione wersje.

***

- Wyluzuj maleńki – powiedziała, a brunet prychnął pod nosem. - Wiedz, że gdyby mi dali wybór ty albo Adam Levine, to bez zająknięcia wybrałabym ciebie. Zawsze wybrałabym ciebie – dodała, głaszcząc go po ramieniu.
- Ja bym wzięła Adama Levine – rzuciłam, wzruszając ramionami.

***

- Gdzie twój dobry humor?
- Bo jestem cholernym dupkiem – powtórzył, kiwając głową. – A wiesz, czemu?
- Czemu? 

5 komentarzy:

  1. awwww... jezu.... to.. to takie aww *-* kurde ten rozdział jest taki cudny.. w ogóle całe to ff jest cudne.. Luke i Malia to taka słodka para.. Ta pobudka Sharon >>>>> hahaha kocham te dziewczynę hahaha.. już nie mogę doczekać sie następnego. Weny życzę, kocham, ściskam i całuje x /anna

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeeeny oni są słodcy ;) Luke niech robi jej takie niespodzianki częściej ;) aż mi się micha cieszy po tym rozdziale. Sharon dziewczyno jesteś zarąbista haha jej pobudka rozwaliła mnie na łopatki :) nie mogę się doczekać kolejnej części.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak przeczuwałam! Jestem jasnowidzem! Wiedziałam, że coś się wydarzy, a jak już dostała SMS-a tak nagle, to mnie olśniło! Super! Sharon, jeju, tęskniłam za nią :P Nie mogę się doczekać nexta!
    Lusia :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiem, co czuła Malia, kiedy zobaczyła Luke'a pod szpitalem, bo sama miałam do czynienia z takimi niespodziankami. Megasuperekstra uczucie. :>
    Ja nie wiedziałam, że z naszego małego, słodkiego blondaska wyrośnie taki erotoman. Serio, nie przypuszczałam tego :D Chociaż kto mu zabroni, prawda? Oby się tylko w dziecko nie wpakowali :/
    Sharon! Jak ja za nią tęskniłam! Ona jest przezajebista! :D Hm, ja zazwyczaj jak chcę kogo obudzić, to najpierw ściągam z niego kołdrę, ale cieszmy się, że Sharon jednak tego nie zrobiła XD
    Pozdrawiam i życzę weny! :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Aww, ten rozdział jest taki świetny.
    Kocham to.
    Już nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. ;)

    OdpowiedzUsuń