sobota, 11 lipca 2015

S2 - Rozdział 1 cz.2

       Weszłam do mieszkania, słysząc dwa znajome głosy. Luke i Sharon rozmawiali o czymś, co chwilę wybuchając śmiechem. Odłożyłam klucze na szafce, poprawiłam siatki z zakupami, które trzymałam w ręku, a następnie weszłam do pomieszczenia. 
       Kiedy minęłam próg, ich oczy skierowały się w moją stronę. Siedzieli przy stole, a przed nimi stały parujące kubki z kawą. Nie powiem, ale sama miałam ochotę na moją zbawienną kofeinę. Oboje uśmiechnęli się do mnie, a ja odwzajemniłam to.
-  Cześć Sharon – rzuciłam, pukając ją w ramię.
- Elo! – odparła. Zatrzymałam się przy blondynie, a on szybko cmoknął mnie w usta. – Ooo…- mruknęła przesłodzonym tonem przyjaciółka.
- Co? – zapytałam.
- Co, co? Nie miałam okazji oglądać was w duecie, bo wszystko zaczęło się u niego, więc jaram się tym obrazkiem – skwitowała, wzruszając ramionami, a Hemmings parsknął śmiechem. Pokręciłam głową i podeszłam do blatu. Postawiłam siatki i szybko zaczęłam je rozpakowywać.
- Co na śniadanie? – zapytał Luke. Klasyka.
- Omlety z czekoladą.
- W dechę! – krzyknęła Sharon. – Miałam dobre wyczucie czasu.
- Mam nadzieję, że się wyspałeś – pociągnęłam, grzebiąc w szafce.
- Tak… Choć pobudkę to miałem niezłą. – Odwróciłam się i zerknęłam na niego.
- Obudziłaś go? – zapytałam z uśmiechem.
- Żeby tylko – powiedziała, upijając łyk kawy. –Byłam pewna, że to ty, więc rzuciłam się na łóżko…
- Potrząsałaś mną tak, że prawie odstałem choroby lokomocyjnej – jęknął Luke, a ja zachichotałam pod nosem.
- Prawie umarłam ze strachu, kiedy zamiast twojego, usłyszałam jego głos. A Luke dodatkowo zaliczył mega glebę spadając z łóżka.- Zacisnęłam usta, spoglądając na nich, a potem ryknęłam śmiechem.
- Szkoda, że tego nie widziałam – wydusiłam z siebie, ocierając palcem kąciki oczu.
- Mniejsza z tym – rzuciła Sharon, machając ręką. – Daj nam jeść.
       Przygotowałam sobie kawę oraz wszystkie potrzebne rzeczy do zrobienia śniadania. Po chwili pierwsze omlety z czekoladą zaczęły wychodzić spod mojej ręki. Rozstawiłam talerze i przyszykowałam sztućce. Podałam pierwsze z nich tak, by moja mała banda mogła się najeść.
- Macie jakieś plany na dzisiaj? – zapytała Sharon, przełykając omlet. – Czy nie mieliście czasu się nad tym zastanowić? – dodała ze złośliwym uśmiechem.
- Mieliśmy inne zajęcia pozalekcyjne – rzuciłam, a oni zachichotali.
- Poznam szczegóły? – wypaliła, a Luke zrobił wielkie oczy. – No, co ty! Żartowałam! – odparła, a potem spojrzała na mnie z uśmiechem. Uniosłam brwi do góry. Cała Sharon i jej diabelska dociekliwość o wszystko, nawet w kwestii tych spraw.
- Dobra, kto chce jes… - Ale nie dokończyłam.
- Ja! – krzyknęli oboje. Położyłam kolejnego omleta na kupkę innych i kolejny talerz z jedzeniem, wylądował na stole.
- Co do tych planów… - zaczęła Sharon, ale przerwała, kiedy w kuchni rozległ się dźwięk jej dzwoniącego telefonu. – Wybaczcie mi na chwilę. -  Przyjaciółka szybko wyciągnęła go z kieszeni. Spojrzała na wyświetlacz, a następnie odebrała.
- Hej misiu – powiedziała. Ręka z widelcem znalazła się nad talerzem, a ona nałożyła sobie kolejnego omleta. – Co? Jestem u Malii… Tak… A skąd ty… No, tak mogłam się domyślić… Co? Myślałam, że dzwonisz do mnie w jakieś sprawie, a nie… Dobra… Już… - Następnie odciągnęła komórkę od ucha i spojrzała na blondyna. Przekazała mu telefon. – Twój chłopak do ciebie dzwoni.
- Cześć Oscar – rzucił blondyn ze śmiechem, wsuwając kawałek omleta do buzi. – Zapomniałem wyciągnąć telefon z kurtki i dlatego nie słyszałem… Jasne… - Ponownie się zaśmiał. Wymieniłam spojrzenia z Sharon, która tylko wzruszyła ramionami i wróciła do jedzenia. – Nie, jeszcze nic… Mi pasuje… Pewnie… Chętnie… Siódma pasuje… To do zobaczenia.
       I rozłączył się. Oddał telefon Sharon, która wlepiła w niego swoje zielone oczy. Wyłączyłam kuchenkę i wzięłam ostatni talerz z omletami. Postawiłam go na stole, usiadłam obok chłopaka i sama spojrzałam na niego z ciekawością. Luke jednak jadł dalej.
- Wybierasz się gdzieś? – wypaliła Sharon, mierząc go wzrokiem.
- Ja?
- Nie, moja babcia- rzuciła, przekręcając oczami. – Jasne, że ty blondasie.
- Tak.
- I? – Miałam ochotę ryknąć śmiechem. Luke trafił pod ciekawski odstrzał pytań mojej psiapsióły.
- Na piwo do pubu – odpowiedział z uśmiechem.
- Łał… To randka we dwoje, czy też możemy iść? – rzuciła, a ja parsknęłam śmiechem.
- Oczywiście, że idziecie z nami – powiedział powoli. - Ktoś nas stamtąd musi później odprowadzić do domu – dodał z uśmiechem.
- Jak ty z nim wytrzymujesz?- odparła, spoglądając na mnie. – Jesteś taki sam, jak Oscar – skwitowała, kręcąc nosem.
- Jak ty z nim wytrzymujesz? – zapytałam ze śmiechem.
- Też się nad tym zastanawiam – powiedziała, a ja po raz kolejny parsknęłam śmiechem.
- A prawda jest taka – odezwał się ponownie Luke i zarzucił mi rękę na ramię, przysuwając mnie do siebie jeszcze bliżej. – Że ja i Oscar uważamy, że bez naszych cudownych dziewczyn nie ma zabawy, więc obowiązkowo musicie iść z nami.
- Urocze. Czyż oni nie są uroczy Sharon? – Luke zaśmiał się.
- Ooo, tak… To takie cholernie słodkie – mruknęła blondynka, opierając głowę na ręce.
- To jesteśmy umówieni – skwitował Hemmings i wrócił do jedzenia. Pokręciłam głową z uśmiechem i zabrałam się w końcu za jedzenie późnego śniadania. Moja przyjaciółka przekręciła oczami. Jak widać, ja i Luke mamy już plany na dzisiejszy wieczór. I jak widać nie tylko my.

       Gdy weszliśmy do lokalu, szybko namierzyłam Oscara, który siedział sam przy stole. Pociągnęłam Luke'a w jego stronę. Brunet uniósł wzrok i spojrzał na nas. Na jego twarzy wymalował się szeroki uśmiech. Wstał i przywitał się ze mną, a potem z Hemmingsem. Następnie usiedliśmy naprzeciwko niego, ściągając kurtki.
- Gdzie Sharon? – zapytałam, rozglądając się za przyjaciółką.
- Poszła do łazienki – odpowiedział Oscar. – Luke, stary… Naprawdę dobrze cię widzieć na żywo.
       Zaraz obok nas pojawiła się kelnerka, a blondyn zamówił dla nas piwa. Kiedy kobieta odeszła od naszego stolika, tuż obok zmaterializowała się Sharon. Usiadła obok swojego chłopaka. Na jej twarzy wymalował się szeroki uśmiech.
- Dobrze, że już jesteście – powiedziała, podnosząc swój kufel z piwem.
- Czyżbyś się ze mną nudziła? – odezwał się Oscar, unosząc brwi do góry. Spojrzała na niego, jak na kosmitę, a potem sprzedała mu sójkę w bok. Chłopak przewrócił oczami. Po chwili obok nas znów zatrzymała się kelnerka, stawiając przed nami zamówione piwo.
- To co? Szybki toast? – zaproponował Oscar. – Za wspólne spotkanie!
- Za wspólne spotkanie! – powiedzieliśmy razem, podnosząc pełne naczynia do góry. Stuknęliśmy się szklankami, a potem upiliśmy łyk zimnego napoju.

       Pociągnęłam kolejny łyk piwa i zerknęłam w bok. Chłopaki po pierwszej kolejce przerzucili się na mocniejszy alkohol. Sharon nachyliła się do mnie, a potem zaśmiała pod nosem. Od kilku minut nasza rozmowa zeszła na facetów, a dokładniej na sławnych facetów. Nasi akurat nas nie słuchali, bo od dłuższego czasu rozprawiali na temat muzyki i sportu, raz po raz mieszając te dwa odrębne gatunki ze sobą.
- Więc? Widziałaś Adama Levine – rzuciła, uśmiechając się szeroko. – Jak jest na żywo?
- Przystojny – odpowiedziałam, kiwając głową.- I jest miły.
- Gdzie go widziałaś? – odezwał się Oscar. Dobra, byłam pewna, że chłopaki są zajęci sobą, ale najwidoczniej oboje mają dobrą podzielność uwagi.
- Niedawno był koncert w Londynie- powiedziałam powoli, a on pokiwał szybko głową. – Miałam dyżur w karetce, którą oddelegowano na koncert. I tak się złożyło, że przechodził obok. Nawet na chwilę się zatrzymał, by z nami pogadać, bo się okazało, że Logan –kolega z pracy – jest jego wielkim fanem.
- Widziałaś go w tym jego nowym teledysku? – pociągnęła Sharon, a jej palce mocniej zacisnęły się na szklance z piwem. – Matko…
- Tak, bez koszulki prezentuje się całkiem, całkiem… - Usłyszałam ciche prychnięcie, a potem zobaczyłam, jak Oscar przekręca oczami.
- Nie tylko całkiem – ciągnęła Sharon ze złośliwym uśmiechem, a ja zachichotałam pod nosem. Wiedziałam, że mówi to specjalnie.
- Czy pierwszy raz podoba wam się ten sam facet? – wypalił Luke, uważnie nas obserwując. Wzruszyłam ramionami. Spojrzałam na Sharon, a ta zamyśliła się.
- Szczerze… To nie wiem… Malia zawsze wolała bad boyów – powiedziała ze śmiechem, a ja uniosłam brwi do góry. – Tatuaże, kolczyki… Cała ta otoczka niedobrego faceta… Ja wolałam ugrzecznione wersje.
- Ale żeś mnie podsumowała – odparłam, biorąc łyk piwa. – To z uwagi na to, że lubię mocniejszą muzykę, czy jak?
- Nie… To z uwagi na to, jak oczy ci latały, gdy na nich patrzysz, jak grają na tych swoich gitarach – podsumowała blondynka, a potem spojrzała na Luke'a i zmierzyła go wzrokiem. – Gust ci się nieco zmienił, ale… gitara dalej została.
       Zerknęłam na Hemmingsa, który z rozbawieniem uniósł jedną brew do góry. Oscar miał minę, jakby nie za bardzo odnajdywał się w tym temacie. Spojrzał na Sharon, ale ona wpatrywała się we mnie. Zacisnęłam lekko usta, co wywołało cichy śmiech u przyjaciółki.
- Co? Drażliwy temat? – wypaliła i zaśmiała się głośniej.
- Raczej dziwny – odpowiedział Oscar, marszcząc czoło. – Dziwnie się słucha, jak zachwycacie się innymi facetami, gdy my siedzimy obok.
- Wyluzuj maleńki – powiedziała, a brunet prychnął pod nosem. - Wiedz, że gdyby mi dali wybór ty, albo Adam Levine, to bez zająknięcia wybrałabym ciebie. Zawsze wybrałabym ciebie – dodała, głaszcząc go po ramieniu.
- Ja bym wzięła Adama Levine – rzuciłam, wzruszając ramionami.
- Co!? – warknął Luke, że aż podskoczyłam na miejscu. Sharon parsknęła śmiechem, a Oscar spojrzał na mnie, jak na wariatkę. Zerknęłam na Hemmingsa, który spoglądał na mnie z niedowierzaniem.
- No, co?- wydusiłam z siebie. – Sharon powiedziała Adam Levine lub Oscar. Wzięła bym Adama, bo gdybym wybrała Oscara, Sharon by mnie zabiła, a ja chcę żyć. - Spojrzałam na Luke'a. – Ciebie nie wzięła pod uwagę, ale ty jesteś tylko mój i ciebie nie da się zamienić na nikogo innego. Biorąc Adama załatwiam nam darmową pomoc domową. Mógłby nam sprzątać, gotować i chodzić po zakupy. - Cała trójka parsknęła śmiechem, a ja upiłam kolejny łyk piwa.
- Czy ty ze wszystkiego potrafisz zrobić jakiś biznes?- odparła Sharon.
- Bo ja wiem… - skwitowałam, po raz kolejny przysuwając szklankę do ust.

       Wypadłam na zewnątrz, ściskając w ręku kurtkę Luke'a. Zanim zdążyłyśmy się zorientować chłopaki zniknęli nam z oczu. Zauważyłam jednak, że kierują się w stronę wyjścia, więc byłam przekonana, że są na dworze. Prawda była taka, że oboje mocno dali sobie do pieca i teraz naszym zadaniem było ich zebrać i odprowadzić do domu. Sharon pojawiła się tuż obok mnie, przeklinając pod nosem. Zaśmiałam się.
- To nie jest śmieszne – mruknęła.
- Daj spokój…
- Nie jesteś wściekła?
- Nie. Nie widzieli się tyle czasu, więc wybaczam im to – odparłam, dalej śmiejąc się pod nosem.
- Ja go kurwa zabiję – rzuciła, a ja podążyłam za jej wzrokiem.
       Luke i Oscar stali niedaleko nas, chwiejąc się na nogach i co jakiś czas głośno wybuchając śmiechem. Nagle odwrócili się, a na ich twarzach wymalowały się jeszcze szersze uśmiechy.
- Jest moje szczęście! – krzyknął Oscar. Sharon warknęła pod nosem.
- Wyluzuj – powiedziałam, klepiąc ją po ramieniu.
       Chłopaki ruszyli w naszą stronę. Szli objęci, jak najlepsi kumple pod słońcem. Po chwili Oscar potknął się i najnormalniej w świecie rozłożył na środku chodnika.
- Oj kurwa… Będzie miał piekło – powiedziała Sharon, zaciskając zęby.
       Obie szybko doskoczyłyśmy do nich. We dwie dźwignęłyśmy chłopaka na nogi, a on wybuchł śmiechem. Spojrzał rozbieganym wzrokiem na blondyna, który chichotał pod nosem.
- Nic ci nie jest? – zapytałam, oglądając go z każdej strony. Na pierwszy rzut oka nic sobie nie zrobił.
- O nic się nie martw moja kochana kumpelo – powiedział, wychylając się w moją stronę, by za chwilę znów spojrzeć na Luke'a. - Mówiłeś, że mnie trzymasz.
- Trzymałem – odpowiedział blondyn z miną niewiniątka. – Ale ty nagle, gdzieś zniknąłeś.
- Dobra koniec imprezy. Oscar idziemy do domu – zarządziła Sharon.
- Jeszcze nie…
- Już! – warknęła, biorąc go za ramię.
- Tylko się pożegnam. - Odwrócił się i objął mnie. – Do zobaczenia Malia.
- Pa, Oscar- rzuciłam ze śmiechem.
- Stary – rzucił brunet, wpadając w ramiona Luke'a. Oboje zachwiali się, a ja zaasekurowałam ich, przetrzymując Hemmingsa za plecy. – Taka szkoda… Szkoda, że musisz wracać.
- Zobaczymy się nie raz… Przyjedziesz do mnie. Musisz w końcu przyjechać.
- A przyjadę… Żebyś kurwa wiedział, że przyjadę. Ja i ona… To znaczy, ja i moje małe kochanie – poprawił się, a Sharon zazgrzytała zębami.
- Idziemy – powiedziała blondynka, ciągnąć go za ubranie.
- Pa, Luke – odparł, machając do niego. Hemmings uniósł kciuk do góry.
       Przez chwilę oboje patrzeliśmy, jak Sharon zaciąga Oscara do taksówki. Wsiedli do samochodu i odjechali. Zostałam sama z Lukiem. Spojrzałam na blondyna, który uśmiechnął się do mnie, a potem nachylił się, by szybko cmoknąć mnie w usta.
- Jesteś najlepsza – powiedział, obejmując mnie. Znów się zachwiał, a ja miałam wrażenie, że jak nie utrzyma teraz równowagi, to polecimy na chodnik razem. Na szczęście złapał pion.
- Idziemy do domu – odparłam. – Zakładaj kurtkę.
- Ale mi ciepło…
- Zakładaj – zarządziłam, a ten pokręcił nosem, ale grzecznie wyciągnął rękę. 
       Podałam mu jego kurtkę, a potem przekręciłam oczami, kiedy Luke miał problem z jej założeniem. Przetrzymałam ją, by mógł włożyć ręce w otwory. Następnie poprawiłam ją, a potem objęłam w pasie i powoli poprowadziłam go w stronę domu. Mieszkałam w centrum Londynu, więc czekał nas jakiś piętnastominutowy spacer. A spacer dobrze chłopakowi zrobi.

       Droga do domu odbyła się bez żadnych komplikacji. No, może oprócz jednej, kiedy Luke na klatce zaliczył wielką i spektakularną glebę, odbijając się od drzwi wejściowych, wpadając na barierki, a potem spadając na tyłek, kiedy ja byłam kilka kroków przed nim. Huk był wielki i miałam nadzieję, że nie obudziliśmy moich sąsiadów, ale na szczęście nikt się nie pojawił. Przez resztę drogi znów obejmowałam go ciasno, by się za bardzo nie poobijał.
       Kiedy weszliśmy do środka, Luke dostał od razu kierunek łóżko. Ściągnęłam buty, a potem pomogłam mu ściągnąć jego trampki. Zdjęłam nam kurtki i odwiesiłam na wieszaku. Popchnęłam go lekko w stronę drzwi, a on niemalże wtoczył się do mojej sypialni.
- Kocham cię – powiedział, odwracając się w moją stronę. Objął mnie ciasno, przytulając do siebie, a potem padł na łóżko razem ze mną, nie utrzymując pionu. Wyswobodziłam się z jego ramion, a chłopak zaśmiał się pod nosem.
- Też cię kocham Pingwinku, ale musisz iść spać.
       Usiadł, wlepiając we mnie swoje błękitne oczy. Złapał mnie za rękę. Nie powiem, ale pierwszy raz widziałam go w takim stanie. Widok był mega zabawny. Luke z pewnością jutro będzie chorował.
- Malia…
- Tak?
- Dlaczego?
- Co dlaczego?
- Dlaczego mnie kochasz?
- O serio?- rzuciłam, przekręcając oczami. – Rozbieraj się…
- Dlaczego?
- Bo jesteś dla mnie idealny i najlepszy – powiedziałam szybko, a on uśmiechnął się szeroko.
- Jestem dupkiem – odparł, kiedy pomogłam mu ściągnąć koszulkę, spodnie i skarpetki. Zrobił smutną minę, opierając głowę o rękę. Uniosłam lekko brwi do góry. Odłożyłam jego rzeczy na krzesło, a potem usiadłam obok niego. Luke zakołysał się.
- Gdzie twój dobry humor?
- Bo jestem cholernym dupkiem – powtórzył, kiwając głową. – A wiesz, czemu?
- Czemu?
- Bo się najebałem. – Parsknęłam śmiechem. – Zamiast spędzać ten czas z tobą, ja się najebałem z Oscarem. Tak bardzo cię przepraszam- odparł i spojrzał na mnie. Wstrzymałam oddech. Miał taką minę, jakby miał się zaraz z tego powodu rozpłakać.
- No, co ty Pingwinku – rzuciłam, obejmując go. – Jest okej.
- Sharon była zła na niego – ciągnął, wtulając głowę w moje ramię.
- Sharon jest przewrażliwiona.
- Czy ty jesteś zła na mnie?
- Nie jestem.
- Przepraszam.
- Jeszcze raz powiesz przepraszam to cię walnę- skwitowałam ze śmiechem.
- Jesteś zła – wymruczał, a potem ziewnął. – Zła na mnie…
- Luke – powiedziałam, odsuwając go od siebie. Spojrzałam w jego błękitne oczy. – Nie jestem zła. Uśmiechnij się. Uwielbiam twój uśmiech – dodałam, gładząc go dłońmi po policzku. Blondyn szybko zrobił to, o co go poprosiłam.
- Malia.
- Tak?
- Chcę jutro gdzieś z tobą iść – powiedział, przesuwając się w górę. Źle wymierzył i uderzył się mocno głową w ścianę.
- W porządku? – zapytałam, nachylając się w jego stronę.
- Ta… Nawet nie bolało – rzucił z uśmiechem. Jasne, jutro będzie inaczej śpiewał.
- Kładź się – powiedziałam, a on położył się. Okryłam go szybko kołdrą.
- Ale pójdziesz jutro ze mną?
- Gdzie Pingwinku? – Luke spojrzał na mnie, zastanawiając się nad odpowiednim słowem. Zacisnął lekko usta, a potem wzruszył ramionami. – Nie wiesz gdzie?
- Nie wiem, jak to się nazywa – odpowiedział powoli, łapiąc mnie za rękę. – Co pijesz zawsze rano?
- Kawę – odparłam, nie wiedząc, o co mu chodzi.
- No… Chcę iść z tobą do kawiarni. Do naszej kawiarni.
- Pójdziemy, a teraz śpij.
- Dostanę buzi na dobranoc?
- A nie zrzygasz mi się na łóżko?- Pokręcił ze śmiechem głową. Uśmiechnęłam się do niego, a potem nachyliłam, by szybko go pocałować. – Śpij Pingwinku.
- Przyjdziesz do mnie?
- Przyjdę. Tylko się przebiorę.
- Okej – odparł, przekręcając się na bok. Wcisnął twarz w podsuszkę i zamknął oczy. Wzięłam głęboki oddech i wyszłam z pokoju. 



***
Druga część rozdziału pierwszego za nami. Mam nadzieję, że się wam podobało.

Kolejna część w piątek :)

Dziękuję za wasze pozytywne komentarze :)

Pozdrawiam!

4 komentarze:

  1. Super rozdział :*
    Luke pijany to musiał być nie zapomniany widok :p
    Życzę weny i czekam na next :*

    OdpowiedzUsuń
  2. 3 twoje opowiadanie i jak za każdym razem...CUDO, chce już piątek :')

    OdpowiedzUsuń
  3. Pijany Luke... Popieram, niezapomniany widok XD Jak zwykle super. No co ja mam napisać? Jakbym miała gdzie krytykę wtrącić, to bym wtrąciła, ale tu nie ma gdzie :P Myślałaś kieś nad wydaniem książki? Z chęcią bym przeczytała :)
    Buziaki,pozdrowienia, weny
    Lusia :*

    OdpowiedzUsuń
  4. - Twój chłopak do ciebie dzwoni - Sharon jesteś mistrzynią hahahah to z tą randką też było wyczepiste hahah jak jej nie kochać :D Pijany Luke jest uroczy :D Biedactwo troszku się poturbowało :D Ktoś jutro będzie mieć big kaca:D Czekam na kolejną część z niecierpliwością.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń