piątek, 17 lipca 2015

S2 - Rozdział 2

Londyn, 16 września 2012 roku


       W domu panowała cisza. Luke w dalszym ciągu spał. Siedziałam z kubkiem kawy, pochylona nad książką. Nie dość, że miałam małe oznaki kaca, takie jak ból głowy i zmęczenie, to dodatkowo stresowałam się tym, że Hemmings dzisiaj wyjeżdża. Musiałam zająć czymś mózg żeby w kółko o tym nie myśleć. Wzięłam proszki i postawiłam na jedną z powieści Kinga.
       Gdzieś około dwunastej usłyszałam poranne dźwięki wydobywające się z drugiego pokoju. Oznaczało to, że Luke wrócił do świata żywych. Ciekawiło mnie, w jakim był stanie. W końcu wczoraj on i Oscar nie żałowali sobie alkoholu, a do tego blondyn zaliczył piękną spektakularną glebę na klatce schodowej. No i uderzył się w ścianę, gdy próbował trafić w poduszki, kładąc się spać. Domyślałam się jednego, że lekko nie będzie.
       Po jakimś czasie, kiedy Luke się ogarnął, wszedł do salonu szeroko ziewając. Oderwałam wzrok od drobnego tekstu i spojrzałam na chłopaka. Miał zaczerwienione oczy, był blady i przygarbiony. Wyglądał, jakby nie balował jeden dzień, a tydzień. Zacisnęłam usta, walcząc z tym, by się nie roześmiać.
- Cześć Pingwinku, witamy w świecie żywych – rzuciłam ze śmiechem.
- Chyba umrę – odparł, podchodząc do kanapy, na której siedziałam.
       Zajął miejsce obok mnie. Obserwowałam go z rozbawieniem, jak przeciera dłońmi twarz, a potem ciężko wzdycha. Spojrzał w moją stronę, uśmiechnął się lekko, a następnie położył na kanapie, wtulając się we mnie. Objęłam go ramieniem.
- Jak się czujesz? – zapytałam, przejeżdżając palcami po jego dłoni.
- Jakby mnie potrącił walec drogowy – odpowiedział. – Trzy razy pod rząd. – Zaśmiałam się po raz kolejny, a on prychnął pod nosem.
- Wziąłeś tabletki, które ci zostawiłam na szafce?
- Tak. Dzięki – powiedział, wciskając się we mnie mocniej. – Mam w mózgu dyskotekę. Wszystko mnie boli.
- Wcale ci się nie dziwię. Ty i Oscar byliście poza kontrolą.
- Przepraszam- wydusił z siebie, a ja uniosłam brwi do góry.
- Za co?
- Za wczoraj. To było żenujące.
- To było zabawne – poprawiłam go i znów zaczęłam się śmiać. Luke dołączył do mnie i sam cicho zachichotał pod nosem. – Takiego jeszcze cię nie widziałam.
- Zawsze musi być ten pierwszy raz.
- Właśnie.
- Pójdziemy dzisiaj na miasto?
- Jasne, jeśli chcesz.
- Tak. Tylko daj mi jeszcze chwilę…
- Nie ma sprawy.
       Wtulił twarz w moją bluzę, okrywając się ciaśniej swoją. Zauważyłam, że zamknął oczy. Pokręciłam głową, a następnie złapałam za koc, który wisiał na oparciu kanapy. Jednym szybkim ruchem ściągnęłam go i przykryłam blondyna. Luke mocniej przycisnął dłoń do swojego policzka, a drugą rękę owinął wokół moich nóg. Moje palce powędrowały w stronę jego włosów. Zaczęłam je powoli przeczesywać, a on zamruczał pod nosem.
- Nie przestawaj – powiedział cicho. – Uwielbiam, gdy to robisz.
- Nie ma sprawy – rzuciłam ze śmiechem.
- To, co? Dostanę pół godziny na dojście do siebie?
- Dostaniesz tyle czasu, ile potrzebujesz – odpowiedziałam, a on pokiwał tylko głową.

       Luke po dodatkowej godzinie snu i porządnym śniadaniu, poczuł się lepiej. Mogliśmy, więc opuścić mieszkanie i udać się w teren. Szliśmy powoli, w końcu nie musieliśmy się spieszyć. Hemmings samolot miał dopiero późnym wieczorem, więc mieliśmy jeszcze trochę czasu, by się sobą nacieszyć.
       Zaciągnął mnie do parku, w którym roiło się od młodych małżeństw z dziećmi i starszych spacerujących lub wygrzewających się w słońcu ludzi. Pogoda w Londynie dopisywała i dziś świeciło przyjemne słońce, choć nie było gorąco.
       Nagle Luke zatrzymał się raptownie, a ja zachwiałam się, mocniej opierając się na jego boku, do którego byłam przyciśnięta. Zerknęłam na chłopaka, który zaczął się rozglądać. Miał na ustach lekki uśmiech, a ja zupełnie nie wiedziałam, o czym może w tym momencie myśleć.
- To tu?
- Tu, w jakim sensie? – zapytałam, próbując nadążyć za jego wzrokiem, który przemieszczał się od ławek, do drzew, po zieloną trawę.
- Tu lepiliśmy bałwana?
- Tu – odpowiedziałam ze śmiechem.
- O tej porze roku jest całkiem inaczej.
- Brakuje ci śniegu?- zapytałam, z uśmiechem.
- Nie miałbym nic przeciwko temu, by ulepić z tobą bałwana raz jeszcze – powiedział, przenosząc na mnie swoje błękitne oczy. 
       Uśmiechną się szeroko, a ja odpowiedziałam tym samym. Nie musiałam sobie tego mocno przypominać. Pamiętałam ten dzień doskonale. Wtedy po raz pierwszy spotkaliśmy się poza hotelem rodziców Sharon.
- Chcesz tu jeszcze postać i powspominać, czy możemy iść dalej?
- Chodźmy do naszej kawiarni – odparł i oboje ruszyliśmy brukową ścieżką, która tym razem nie była pokryta śniegiem.

       Zajęłam miejsce przy wolnym stoliku, niedaleko okna. Luke poszedł zamówić nam coś do picia i znając jego, także coś do jedzenia. Wzięłam głęboki oddech i podniosłam głowę, spoglądając w jego stronę. Opierał się o ladę i składał zamówienie rudowłosej dziewczynie, która obsługiwała kasę. W pewnym momencie Luke odwrócił się do mnie, posyłając mi szeroki uśmiech. Odpowiedziałam tym samym, a potem spojrzałam na kolorowe menu stojące na stoliku.
       Jak to Luke powiedział, była to nasza kawiarnia. Kawiarnia, w której się zawsze spotykaliśmy – czasem na dłużej, czasem przelotem, aby wypić coś ciepłego. To właśnie tu doszło do pierwszych odkrywanych przez nas tajemnic na swój temat. Były chwile śmiechu i zadumy. Można śmiało powiedzieć, że w tej kawiarni poznawaliśmy się i otwieraliśmy na nowo. Cieszyłam się, że to miejsce nie tylko dla mnie było ulubionym, ale najwidoczniej także i Luke lubił tu przychodzić.
       W końcu blondyn usiadł naprzeciwko mnie, a na jego twarzy w dalszym ciągu gościł szeroki uśmiech. Zobaczyłam w jego policzkach te znane mi dołeczki, które tak uwielbiałam. Uniosłam lekko brwi do góry, czekając, aż wyjawi mi powód swojego wielkiego zadowolenia.
- Zamówiłem coś dodatkowo – powiedział, opierając łokcie na stole.
- Co?
- Zobaczysz – odparł tajemniczo.
- Czy to jest legalne?- zapytałam ze śmiechem, a on kiwnął głową, a potem zaśmiał się pod nosem.
- Wiesz, że zapytałaś mnie o to samo, gdy pierwszy raz mnie tu przyprowadziłaś – powiedział po chwili ciszy.
- Pamiętasz takie szczegóły? – wydusiłam z siebie ze zdziwieniem. Tego się po nim nie spodziewałam.
- Pamiętam – odpowiedział, kiwając przy tym głową.
       Nagle obok nas pojawiła się rudowłosa dziewczyna, która przyjmowała jego zamówienie. Postawiła przed nami dwie gorące czekolady z bitą śmietaną i wiórkami czekoladowymi oraz – uśmiechnęłam się jeszcze szerzej - ciasto. I to nie byle jakie ciasto.
- Nie żartuj – rzuciłam ze śmiechem, patrząc na talerz.
- Ciasteczkowe ciasto czekoladowe z ciasteczkami – powiedział, biorąc do ręki mały widelczyk. – Po prostu, jak je zobaczyłem nie mogłem się powstrzymać.
- Odtworzyłeś nasze pierwsze zamówienie.
- Dokładnie.
       Podniosłam głowę i spojrzałam na blondyna, który wbił widelczyk w ciasto. Odłamał jego kawałek, a potem włożył do buzi. Oblizał usta i wlepił we mnie swoje błękitne oczy.
- Co?
- Nie wiedziałam, że jesteś taki sentymentalny.
- Nie jestem. Może czasami… Ale mam sentyment do tego miasta.
- Bo?
- Bo tu cię poznałem – odpowiedział, a ja poczułam, jak zrobiło mi się cieplej.
       Luke po raz kolejny uśmiechnął się do mnie, a potem włożył do buzi kolejny kawałek ciasta. Zrobiłam to samo. Przez chwilę żadne z nas się nie odzywało, ale nie była to krępująca, czy niezręczna cisza. Była przyjemna i całkiem nasza.
- Tutaj też – zaczął, a ja znów utkwiłam w nim zaciekawiony wzrok. – Doszedłem do wniosku, że los nie kieruje naszym życiem. On tylko podsyła nam drogi i wybory, ale to od naszych decyzji zależy, jak to się dalej potoczy.
- Ładnie powiedziane.
- I dokładnie potwierdzone w praktyce – rzucił, machając w moją stronę widelczykiem. Uśmiechnęłam się.
- Rozwiń myśl – poprosiłam, a on spojrzał na mnie. Przez moment obserwował mnie z uśmiechem, a potem wziął głęboki oddech.
- Weź nawet nas – powiedział powoli, a ja pokiwałam głową. – Na to, że się poznaliśmy miały wpływ nasze decyzje. Gdybym ja nie postanowił w końcu pojechać do Londynu z rodzicami, nigdy byśmy się nie poznali. – Znowu pokiwałam głową. – Gdybyś ty nie postanowiła pomóc Sharon tego dnia w hotelu, też byśmy się nie poznali. Pewnie może innego dnia spotkałbym cię na korytarzu, może nawet zaszczyciłabyś mnie jednym spojrzeniem, ale byłbym tylko kolejnym bezimiennym klientem. – Przestałam jeść i z uwagą wsłuchiwałam się w to, co mówił. – Jest jeszcze decyzja Sharon, która też miała na to wszystko wpływ. Gdyby ona nie postanowiła wtedy zmieniać żarówek, ja nie wpadłbym debilnie na tą drabinę, a ty nie zajęłabyś się mną, przez co byśmy się pewnie nie poznali. Pojawiłbym się z rodzicami na tym późnym śniadaniu. Ty byś nas obsłużyła, ale w dalszym ciągu byłbym kolejnym zwykłym klientem. No, jest jeszcze moja mama, która zasugerowała mi spotkanie z tobą. Może gdyby o tym nie wspomniała, ja bym o tym nie pomyślał. W dalszym ciągu ubierałbym się przy tym, że nie jestem gotowy na poznawanie nowych ludzi.
- Wiele rzeczy miało wpływ na naszą znajomość – powiedziałam z lekkim uśmiechem.
- Wiele…
- Filozof Luke Hemmings – rzuciłam, a ten zaśmiał się. Musiałam jednak przyznać mu rację. Wiele czynników wpłynęło na to, że dwójka ludzi z tak odległych od siebie kontynentów, poznała się i pokochała.

       Chciałam odwlekać ten moment, jak najdłużej. Wiedziałam jednak, że jest to w praktyce nie możliwe. Luke w końcu musiał wrócić do siebie – do swojej rodziny i pracy – a ja musiałam zostać tu, w miejscu, w którym miałam swoje życie. Mimo tego były to dla mnie, aż dwa bardzo wspaniałe dni. W duchu modliłam się o więcej takich spotkań, które mogłyby być nieco dłuższe.
- Powinienem zabrać cię ze sobą – powiedział, obejmując mnie ciasno, kiedy żegnaliśmy się na lotnisku. – Spakować twoje walizki i zabrać do Australii.
- A co z…
- Pieprzyć twoją pracę i studia – rzucił ze śmiechem, a ja odpowiedziałam tym samym, walcząc z napływającymi do oczu łzami. – Co tam… Ważne by było to, że miałbym cię blisko siebie.
       Podniosłam głowę do góry i spojrzałam w jego błękitne oczy. Uśmiechnął się do mnie lekko, a potem ujął moją twarz w dłonie i pocałował delikatnie. Myślałam, że rozpłynę się pod jego dotykiem. Tak… Właśnie tak na mnie działał Hemmings.
- Pozdrów koniecznie rodziców i chłopaków. I koniecznie daj znać, jak będziesz na miejscu i… - Ale nie dokończyłam, bo Luke pocałował mnie po raz kolejny. Kiedy się ode mnie odsunął, pogładził dłońmi moje policzki.
- Pozdrowię i dam znać – powiedział, a ja pokręciłam głową.
- Mam nadzieję, że szybko się zobaczymy.
- Też mam taką nadzieję skarbie.
- Zaraz musisz iść – rzuciłam, przełykając łzy. Naprawdę nie chciałam, by mnie zostawiał.
- Wiem i to mi się nie podoba – odparł, ponownie mnie obejmując. 
       Przywarłam do jego klatki piersiowej, czując tak dobrze znany mi zapach jego perfum. Przez chwilę wsłuchiwałam się w równy rytm bicia jego serca. Chciałam tak z nim stać cały czas. Dlaczego musieliśmy mieszkać od siebie tak daleko?
- Muszę iść – powiedział po chwili, a ja ze łzami w oczach pokiwałam głową.- Kocham cię i zawsze będę przy tobie.
- Też cię kocham Luke – wyszeptałam, szybko jeszcze muskając jego usta swoimi.
       Uśmiechnął się lekko do mnie, a potem ruszył w stronę bramki. Odwrócił się po raz ostatni i tym razem to ja uśmiechnęłam się do niego. Kiedy zniknął mi z oczu, zacisnęłam usta. Mój wzrok zatrzymał się na moim nadgarstku, na którym znajdowały się dwie bransoletki – jedna z jego imieniem, a druga z nazwą jego zespołu. Widziałam u Luke'a, że i on nosi swoją. Wzięłam głęboki oddech, a potem odwróciłam się i poszłam w stronę wyjścia. Nienawidziłam pożegnań.   

***
No i niestety ta dwójka znów musiała się rozstać. Myślałam, że nie uda mi się w końcu wrzucić tego rozdziału, bo net zaczął mi robić numery, ale nareszcie się udało :)

Kolejny rozdział w następny piątek :)

Lusia - co do książki, to myślałam i nadal nad tym myślę :)

Pozdrawiam!

3 komentarze:

  1. To mega słodkie, jak Luke tak wracał wspomnieniami do czasu zimy, a potem ta akcja w kawiarni - Luke jesteś chodzący ideał faceta :D Nie noooo czemu znowu ich rozdzielasz zła kobieto! Chcę kolejny rozdział, jak najszybciej i by ta dwójka znów była razem :D Z niecierpliwością czekam na kolejny piątek.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  2. Idk dlaczego nie skomentowała wcześniej :o
    Smutno mi jak tak jedno zostawia drugie :'c
    Hemmo pamiętał ich kawiarnie i zamówienia o mamciu aww.. Nie sądziłam że może być taki uroczy haha ten moment w parku jak pamiętał o bałwanie jejku! Ten rozdział to takie jedno Awwwww jafjagsla
    Weny słońce / Anna x

    OdpowiedzUsuń