piątek, 24 lipca 2015

S2 - Rozdział 3

Londyn, 26 września 2012 roku


       Wskoczyłam do karetki zaraz za Loganem i Malcolmem. Zamknęłam drzwi. Po chwili ruszyliśmy na miejsce wypadku. Byliśmy trzecim ambulansem, który wyruszył w stronę Nobel Road, gdzie doszło do zawalenia się sufitu w magazynie z meblami.
       Mimo, że jechaliśmy na sygnale to i tak kilka razy Malcolm musiał zwolnić, bo ruch w centrum Londynu był olbrzymi. Do tego porobiły się korki. Centrala podawała nam dodatkowe informacje na temat zdarzenia. W końcu udało nam się dotrzeć na miejsce. Wyskoczyliśmy z karetki.
- Dobry Boże – wydusił z siebie Logan. 
       Połowa magazynu była zrównana z ziemią. Strażacy gasili tą część i zabezpieczali drugą. Widok był potworny, jak z filmów katastroficznych. W powietrzu unosił się zapach spalenizny. Słychać było krzyki i podniesione głosy ludzi.
       Wzięliśmy najpotrzebniejsze rzeczy i udaliśmy się w stronę koordynującego działanie strażaka. Machnął na nas z daleka, a my przyspieszyliśmy kroku. Potarł dłonią spocone czoło i utkwił w nas swoje zielone oczy.
- Możecie wchodzić, choć nadal bądźcie ostrożni. Moi ludzie wstawili dodatkowe wzmocnienia, ale ten budynek jest stary. Gdyby coś się działo, zarządzam odwrót i wychodzicie – powiedział, a my pokiwaliśmy głowami.
       Chłopaki ruszyli w stronę dużych drzwi jako pierwsi. Ja podążyłam za nimi. Weszliśmy do środka. Mimo tego, że dostawało się tu świeże powietrze, to i tak w powietrzu unosił się pył i spaliny, które drażniły ci gardło i oczy.
- Na lewo! – krzyknął do nas kolejny strażak. A potem spojrzał na kolejną grupę ratowników. – Wy na prawo!
       Brnąc wśród porozwalanych mebli, szafek, skrzynek i innych rzeczy, w końcu namierzyliśmy pierwszego poszkodowanego. Wiedzieliśmy, że większość pracowników znajduje się w drugim skrzydle, więc musieliśmy być uważni, aby nikogo nie pominąć. Malcolm doskoczył do niego jako pierwszy. Na szczęście mężczyzna był przytomny.  Siedział przy półkach. Udzieliliśmy mu pierwszej pomocy.
- Wyprowadzę go na zewnątrz – powiedział Malcolm, pomagając mu wstać. Przycisnął mocniej opatrunek, który założył na jego czoło, a potem szybkim krokiem oboje ruszyli w stronę wyjścia. – Nie odchodzicie za daleko!
- Sprawdźmy kolejną alejkę – odezwał się Logan.
- Panie przodem – rzuciłam, a chłopak przekręcił oczami. Uśmiechnął się lekko i poszedł pierwszy, uważnie patrząc, gdzie stawia nogi.- Dwie osoby na dwunastej!
       Oboje przyspieszyliśmy. Dotarliśmy do starszego mężczyzny, który mógł być po sześćdziesiątce. Sprawdziliśmy jego podstawowe funkcje życiowe, ale nic z tego. Pracownik magazynu był martwy. Logan złapał za krótkofalówkę i przekazał informacje dalej.
       Podniosłam się z miejsca i podeszłam do kolejnego poszkodowanego. Uklęknęłam przy nim, mając nadzieję, że jemu chociaż się poszczęści. Sprawdziłam jego puls, a potem nachyliłam się nad nim. Delikatnie na policzku poczułam jego przerywany i słaby oddech.
- Logan!
        Chłopak zerwał się z miejsca i niemalże podbiegł do mnie, na tyle na ile pozwalała mu na to zawalona podłoga. Padł na kolana obok mnie i po chwili rzuciliśmy się do naszej pracy.
- Tętno nitkowate, słaby oddech – powiedziałam, zakładając mu kołnierz. – Kurwa ile krwi – syknęłam, kiedy podciągnęłam mu klejącą koszulkę.
- Zakładam dojście – rzucił Logan. – Cholera, gówno widzę!
       Uciskając jedną ręką ranę na jego boku, drugą sięgnęłam do torby i wyciągnęłam z niej małą latarkę. Zapaliłam ją i poświeciłam mu. 
- Dzięki, siedzi.
- Przestał oddychać!
- Malia! – rzuciliśmy się do resuscytacji. 
       Poczułam, jak pot spływa mi po twarzy. W magazynie było potwornie duszno. Spociły mi się dłonie i nieprzyjemnie zaczęły się kleić do lateksowych rękawiczek. Spojrzałam na Logana, który znalazł się za głową mężczyzny. Pochylił się najniżej, jak tylko mógł. Musiałam wsadzić latarkę do buzi, aby chłopak miał więcej światła, bo ja sama potrzebowałam teraz dwóch wolnych rąk. Logan szybko za intubował mężczyznę, pomagając mu oddychać. Następnie przejął ode mnie latarkę, a ja wróciłam do paskudnej rany, jaką miał na boku.
- Co jest? – wydusiłam z siebie, dociskając do jego ciała kolejną warstwę gazy. Spojrzeliśmy na siebie, kiedy budynek zatrząsł się.
- Czemu mam wrażenie, że zaraz coś spadnie nam na głowy?
- Nawet tak nie mów – powiedziałam, zabezpieczając ranę. Moje palce pracowały szybko i sprawnie. Byłam, jak na automacie.
       Nagle usłyszałam dziwny i głośny trzask, a potem poczułam, jak Logan zarzuca mi dłonie na ramiona i głowę i przyciska w dół. Przez chwilę nie wiedziałam, co się dzieje, ale potem posypały się na nas kawałki drewna i kartonów.
- Miałeś nie krakać – powiedziałam, zaciskając oczy.
- O kurwa! – wydusił, kiedy usłyszeliśmy metaliczny szczęk i duża magazynowa półka zaczęła lecieć w naszą stronę.  – Na dół! Na dół!
        Nie musiał mi dwa razy tego powtarzać. Zasłoniłam wolną ręką głowę, prawie kładąc się na naszym poszkodowanym. Półka zatrzymała się metr od naszych głów.
- Słodki Jezu – wydusiłam z siebie, podnosząc się. W powietrzu dało się wyczuć jeszcze więcej pyłów i brudu, który wznosił się z podłogi.
- Ale mamy pieprzone szczęście – odparł Logan. – Zdecydowanie powinni nam więcej płacić za takie akcje.
       Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że chłopak jest tak blisko mnie. Spojrzałam w jego ciemne tęczówki, wstrzymując oddech. Jego twarzy znajdowała się kilka milimetrów od mojej. Czułam na ustach jego gorący oddech. Logan przełknął ślinę, a potem zrobił coś, co mnie totalnie zaskoczyło. Przybliżył się do mnie jeszcze bardziej. Odsunęłam się raptownie, kiedy jego usta prawie musnęły moje.
- Boże… Przepraszam – wydusił z siebie. Odwróciłam się od niego, skupiając się na mojej pracy. – Nie wiem, co mi się stało… Przepraszam.
- Okej, w porządku – rzuciłam, starając się, by głos mi nie zadrżał. Co u licha, strzeliło mu do głowy?
- Potrzebne nosze w zachodniej części magazynu. Alejka… Kiedyś to była alejka trzecia, ale zawaliła się półka – zaczął Logan, a ja zerknęłam na niego, jak szybko wypowiada słowa do przywieszonej na ramieniu krótkofalówki.

       Związałam mokre włosy i usiadłam na krześle w naszym pokoju ratowników. Niedawno wróciliśmy z tej długiej akcji, po której śmierdziałam wszystkim na raz – pyłami, spalenizną i potem. Konieczny był prysznic. Nie mogłam doczekać się też końca dyżuru. Po tym wszystkim miałam dość i najchętniej ucięłabym sobie krótką drzemkę. Niestety po pracy byłam umówiona z Michaelem i Oscarem w sieci.
       W końcu wybiła magiczna godzina piąta, która poinformowała mnie, że mogę zwinąć się na chatę. Dokończyłam uzupełnianie raportów, a potem włożyłam je w odpowiednią szufladkę. Złapałam za swoją torbę i w tym momencie z łazienki wyłonił się Logan.
- Koniec?
- Właśnie skończyliśmy dyżur – poinformowałam go, wskazując na duży zegar, który wisiał na ścianie.
- Nareszcie – odparł.
       Utkwił we mnie swoje ciemne oczy i przez chwilę wpatrywaliśmy się w siebie w milczeniu. Nie wiedziałam, czy chce mi coś powiedzieć, czy mogę już normalnie wyjść z pokoju, dlatego stałam dalej, a on w końcu wziął głęboki oddech i znów się odezwał.
- Jeszcze raz przepraszam za to, co stało się w magazynie – powiedział ciszej. – Wiem, że jesteś zajęta i to w ogóle nie powinno mieć miejsca.
- Wyluzuj, w końcu nic takiego się nie stało – odpowiedziałam, wzruszając ramionami.
- Ale prawie się stało i źle się z tym czuję…
- Zapomnij o tym – rzuciłam z lekkim uśmiechem.
- Ale możemy kiedyś wyjść na kolację, jako para kumpli z pracy?
- Możemy.
- Świetnie. To może dzisiaj?
- Dzisiaj już jestem umówiona – odpowiedziałam, poprawiając torbę, którą miałam na ramieniu. – Mam do przetrwania apokalipsę zombie – dodałam, a on zaczął się śmiać.
- Kiedyś muszę z tobą zagrać.
- Mam nadzieję, że jesteś tak dobry, jak w pracy. Nie chcę byś obniżał mi poziom – rzuciłam, a potem zaczęłam się śmiać, widząc jego skrzywioną minę. Po chwili jednak Logan też się roześmiał i pokiwał głową. – Do zobaczenia.
- Trzymaj się Malia – powiedział, a ja machnęłam mu ręką i wyszłam z pokoju.

       Siedziałam przy komputerze, popijając colę z puszki i co jakiś czas wsadzając do buzi czekoladowego cukierka. Od jakiś trzech godzin ja, Michael i Oscar byliśmy pochłonięci kampaniami w Left 4 Dead. Daliśmy sobie poziom ekspert, więc każdy był skupiony na rozgrywce.
- Ściągnij to ze mnie! – krzyknął Michael, a ja śmiejąc się do mikrofonu, wycelowałam w zombiaka. – Dobre masz oko!
- Ostatnio lubię snajperki – odpowiedziałam ze śmiechem.
- Ze snajperką ci do twarzy – powiedział Oscar.
- Tak, szczególnie, że ty masz za postacie czterech wojskowych – skwitowałam, a oni wybuchli śmiechem.
- Dobra teraz powoli – zaczął Michael. – Zaraz pewnie się zlecą.
- Malia słyszałaś o tym magazynie? – zapytał Oscar.
- Tym, co się zawalił? – dopytał się Michael. – Mówili o tym w wiadomościach nawet u nas. Zginęło trzydzieści ileś osób.
- Słyszałam i byłam na miejscu – powiedziałam, prostując się.
- Brałaś udział w akcji? – rzucił Oscar.
- Tak. Prawie mnie przygniotło, ale żyję – skwitowałam, a Clifford chrząknął. – Nic mi nie jest. Ale to był naprawdę straszny widok.
- Na lewo – rzucił Oscar. – Domyślam się. Sam miałem ciarki, jak widziałem to w telewizji. Teraz o niczym innym nie mówią.
- Wiadomo, co się stało? – zapytał Michael.
- Nadal badają przyczyny – odpowiedziałam jednym tchem. – Złapał mnie!
- Gdzie ty jesteś? – zapytał Oscar.
- Za tobą łosiu! – powiedziałam głośniej, widząc, jak jego postać się obraca.
- O kurwa idzie! Do tyłu! – rzucił Michael. – Szybko, szybko, bo zaraz jebnie w nas samochodem!
- Gdzie on? – zapytał Oscar.
- Kontakt na twojej dziesiątej! – odpowiedziałam, widząc, jak ucieka.
- Kurwa, prawie miałem zawał, jak mi wyskoczył przed oczami! – krzyknął Oscar.
       W momencie, kiedy odpędzaliśmy się nie tylko od zwykłych zombie, ale także od wielkiego Tanka, mój telefon zawibrował i wydał z siebie krótki dźwięk, oznajmiając mi przyjście wiadomości. Nie przerwałam gry. Cała nasza trójka w końcu zdołała dotrzeć do helikoptera. Tak zakończyła się nasza kampania. Dopiero wtedy, kiedy pojawiły mi się na ekranie napisy, sięgnęłam po telefon.

Od Luke:
Jak skończysz wybijać zombiaki, wejdź na komunikator.

       Uśmiechnęłam się i odłożyłam telefon z powrotem na biurko. Przysunęłam się bliżej laptopa, opierając się na ramieniu. Słyszałam głosy chłopaków, którzy dyskutowali o kampanii, którą przed chwilą zakończyliśmy.
- To, co jeszcze jedna?- zapytał Oscar.
- Ja odpadam – odpowiedziałam. – Mam rozmowę.
- Luke?- zapytał się Michael.
- Tak.
- Niech on zajmie się czymś innym i da nam pograć – rzucił Clifford, a ja parsknęłam śmiechem. – Tworzymy tak dobry zespół, a on nam przeszkadza.
- Powinien zagrać kiedyś z nami – odezwał się Oscar, a Michael zaczął się szyderczo śmiać. – Co?
- Weź… Luke nie umie w to grać – skwitował, gdy się uspokoił. – Chyba, że chcesz go uczyć od podstaw, to… życzę ci powodzenia.
- Idę. Dzięki za grę chłopaki – powiedziałam, kiedy oni zaczęli się spierać o umiejętności blondyna.
- Wpadaj częściej – odparł Michael.
- Będę – zapewniłam, a on prychnął pod nosem. – Postaram się.
- Mam nadzieję. 
- Do usłyszenia Mikey i do zobaczenia Oscar.
       Pożegnali się ze mną, a potem wyszłam z gry. Odpaliłam komunikator i wstałam z miejsca. Nieco zdrętwiałam przy biurku. Szybko poszłam do kuchni, aby zamienić pustą puszkę na pełną i wróciłam do komputera. Zauważyłam dymek w rogu ekranu i uśmiechnęłam się szeroko. Kliknęłam w nią.
- Cześć Pingwinku – rzuciłam, kiedy na ekranie pojawiła się twarz blondyna.
- Hej, skarbie – odpowiedział z uśmiechem. – Stęskniłem się za tobą.
- Ja za tobą też. Co to za mina? – zapytałam, kiedy Luke wysunął do przodu dolną wargę i wlepił we mnie swoje błękitne oczy.
- Bo jesteś tak daleko – wydusił z siebie.
- No, weź… Bo pęknie mi serce – mruknęłam, a on lekko uśmiechnął się. – Co? Może powinnam się do ciebie przeprowadzić?
- To genialny pomysł – powiedział szybko, a ja przekręciłam oczami. – Popieram go w stu procentach i zrób to, jak najszybciej…
- Nie nakręcaj się tak, tylko żartowałam – odparłam, a Luke znów zrobił smutną minę. – No, weź… Lepiej mów, co tam u ciebie?
- Nic nowego. Pracujemy nad piosenkami, ojciec zasypał mnie robotą w pracy, mama dzisiaj warczała na mnie, że syfie niemiłosiernie – parsknęłam śmiechem – a do tego moja dziewczyna nie chce się przeprowadzić do Australii.
- Luke – jęknęłam, a on przekręcił oczami. – Mogłam ci nie wyjeżdżać z tym tekstem.
- A jak twój dzień? – zapytał, zmieniając szybko temat.
- Niespokojnie przez magazynową akcję…
- Nie mów, że byłaś na miejscu w tym magazynie, który się zawalił…
- A no… Wysłali nas do niego.
- Dobrze, że nic ci się nie stało – powiedział z ulgą. 
       Wstrzymałam oddech. Mogło się tam stać coś dużo gorszego, niż dostanie metalową półką w głowę. Ale pominęłam te wszystkie szczegóły. Szczególnie ten jeden, który w tym momencie był naprawdę niewygodny.
- Jest okej Pingwinku.
- Czasem nie lubię tej twojej pracy- rzucił, kręcąc nosem.
- Życie.
- Jest okrutne – dodał, a ja zaśmiałam się i pokręciłam głową. 
- Pomówmy, o czymś przyjemnym.
- O twojej przeprowadzce do mnie?
- Luke!
- Dobra, dobra, tylko żartowałem – powiedział szybko i zaśmiał się. Pokręciłam głową, ale i ja uśmiechnęłam się szeroko.


***
Kolejny rozdział za nami. Można go uznać za przejściówkę :) Mam nadzieję, że mimo to w miarę się wam spodobał.

Następny w kolejny piątek :)

Pozdrawiam!

2 komentarze:

  1. Całą akcję ratunkową czytałam, siedząc jak na szpilkach. Całe szczęście, że Malii, ani chłopakom z jej grupy nic się nie stało.
    Tee, Logan, ty uważaj do kogo się podwalasz, nie wiem, czy jesteś świadom, że Luke ma za sobą całą armię, a ty jesteś sam jak palec?
    Malia, skarbie, chociaż Ty jesteś ogarnięta.
    Haha, Left 4 dead, uwielbiałam patrzeć, jak mój brat w to grał. Ja jednak wolę grać w inne gry :D
    Luke i ta cała przeprowadzka, jeeeju, bo aż się rozpłaczę :( wiesz, ze to chyba nie jest taki zły pomysł? Przecież w Australii też są szpitale :D
    Pozdrawiam cieplutko <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Całe szczęście, że nic im się nie stało, choć niewiele brakowało. Logan weź się ogarrnij lub walnij w łeb i odwal się od Malii. Na szczęście Malia trzeźwo myśli i nie dała się w to wciągać. Ty i te twoje zombie hahaha. Ooo rany rany taaaak!!!! Jestem za przeprowadzką do Luka. To było słodkie :)
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń