piątek, 31 lipca 2015

S2 - Rozdział 4

Londyn, 29 września 2012 roku


       Odkąd poruszyłam, przez całkowity przypadek, pomysł z przeprowadzką do Australii, a Luke w czasie naszej rozmowy napomknął o tym jeszcze dwa razy, ta myśl wbiła mi się do głowy, a ja nie mogłam się jej pozbyć. Głównie chodziło o to, że sama zaczęłam w to wierzyć, że wcale nie byłby to taki zły i głupi pomysł. W końcu w Londynie nie trzymało mnie nic – pracę i szkołę zawsze można zacząć i dokończyć na tym drugim kontynencie, a bliskiej rodziny nie miałam – oprócz oczywiście Sharon, którą traktowałam, jak siostrę. Dlatego od dwóch dni nie robiłam praktycznie nic innego, jak myślałam o wszystkich plusach i minusach, tego dość ekstremalnego pomysłu, który mógł, choć w cale nie musiał, wypalić. A wszystkie za i tak kręciły się wokół Luke'a.

       Razem z Oscarem wybraliśmy się na otwarcie drugiej części muzeum Arsenalu, które mieściło się na stadionie. Ludzi była cała masa, a to dlatego, że w pierwszy dzień wystawa była całkowicie darmowa. Było pełno rodzin z dziećmi oraz kibiców, tak zapalonych na ten zespół, jak Oscar. A mój przyjaciel jest naprawdę wiernym fanem tego klubu. Sama lubię piłkę nożną, więc kiedy zaproponował to wyjście, szybko się zgodziłam.
       Oglądaliśmy kolejne puchary, patery, medale, stroje i zdjęcia. Starałam się na nikogo nie wpaść, ale nieraz było to niemożliwe, bo ludzie uwielbiają się zatrzymywać całkiem niespodziewanie. W środku panowała duchota, ale dało się to jakoś wytrzymać. Trzymaliśmy się za rękę, aby się nie zgubić w tej żywej masie. Oczy Oscara biegały we wszystkie strony, a ja czasem nie potrafiłam nadążyć za jego tempem. Mimo to wystawa była całkiem niezła i naprawdę mi się podobała.
       W końcu po jakimś czasie, nie wiem ile minęło dokładnie godzin, choć ja miałam wrażenie, że spędziliśmy w środku całe wieki, przeszliśmy wszystko. Powoli zaczęliśmy zmierzać w stronę wyjścia, dyskutując na temat tego, co tu wystawili. Nagle usłyszałam znajomy mi głos.
- Malia!
       Podniosłam głowę i szybko rozejrzałam się w poszukiwaniu chłopaka. Po chwili zobaczyłam, jak idzie w moją stronę. Szarpnęłam lekko Oscara za rękę, dając mu znak, by się zatrzymał. 
       Logan podszedł do nas z szerokim uśmiechem na ustach. Puściłam przyjaciela, by przywitać się z kumplem z pracy, który na wstępie objął mnie ramionami.
- Dobrze cię znowu widzieć poza szpitalem – powiedział Logan, w dalszym ciągu mając na ustach szeroki uśmiech.
- Ciebie też.
- Nie wiedziałem, że jesteś fanką Arsenalu – rzucił, bacznie mi się przyglądając. Przekręciłam oczami, a on zachichotał pod nosem.
- Aż taką fanką to nie jestem. Ale on tak – odpowiedziałam, wskazując chłopaka stojącego obok mnie. Zauważyłam na twarzy Oscara dziwną, podejrzaną minę. Mierzył Logana ostrożnym wzorkiem, niczym detektyw, który chce przejrzeć wroga. Postanowiłam to na razie zignorować.
- Ty musisz być Luke – rzucił Logan, wyciągając w jego kierunku rękę. Uniosłam brwi do góry, a Oscar zmrużył na niego oczy. Mimo to podał mu dłoń.
- To Oscar – poprawiłam go, a Logan zrobił zakłopotaną minę.
- Ach, faktycznie… O ile dobrze pamiętam Luke jest blondynem. Jestem Logan.
- Nawet nie spróbuję zapamiętać – odburknął Oscar, a ja miałam ochotę go walnąć. 
       Mój kumpel z pracy zerknął na niego, a potem przeniósł swoje ciemne oczy na mnie. Zrobiłam przepraszającą minę. Uśmiechnął się.
- Od dawna się spotykacie? – wypalił Logan, a ja szybko pokręciłam głową. Już chciałam zaprzeczyć, ale Oscar odezwał się pierwszy.
- Od roku – odpowiedział, wyciągając z kieszeni telefon. Spojrzałam na przyjaciela, unosząc przy tym brwi do góry. O co mu chodzi? Sama zaczęłam się gubić i czuć dość niezręcznie w tej dziwnej sytuacji, szczególnie, że atmosfera była dość napięta. Logan zerknął na mnie. Zacisnęłam lekko usta.
- Pogadamy w pracy, trochę nam się spieszy – wypaliłam, a on pokiwał głową. – Miłego zwiedzania.
- Dzięki, choć najpierw muszę odszukać moich kumpli, którzy nie raczyli nawet na mnie poczekać – powiedział ze śmiechem, choć nie brzmiał zbyt entuzjastycznie.
- Do zobaczenia.
- Trzymaj się Malia – rzucił na odchodnym, a potem ruszył przed siebie.
       Odwróciłam się raptownie w stronę Oscara, ale ten nadal wlepiał oczy w telefon. Niewiele myśląc wyrwałam mu komórkę z ręki.
- Ej!
- Wychodzimy! Już! – warknęłam, popychając go do przodu.
       Oscar przekręcił oczami, a potem posłusznie ruszył za resztą osób, które kierowały się w stronę wyjścia. Miałam ochotę go udusić. Co on odwalił? Miałam nadzieję, że chłopak szybko mi udzieli potrzebnych informacji, zanim nie wyprowadzi mnie z równowagi na tyle, że sam będzie potrzebował pomocy medycznej.
       Wypadliśmy na zewnątrz, a ja złapałam go za ramię i pociągnęłam na lewo. Oscar nawet nie próbował się stawiać, tylko grzecznie szedł za mną. Odeszłam razem z nim od kłębiącego się przy bramie tłumu ludzi, a potem zatrzymałam się, wlepiając w niego wściekłe spojrzenie.
- Co ty odpieprzasz?
- Możesz najpierw oddać mi mój telefon? – zapytał, a ja przekręciłam oczami, wciskając mu go w dłoń.
- Więc?
- Co to w ogóle za koleś i dlaczego się z nim ściskasz?
- To ja tu zadaję pytania – rzuciłam, a on prychnął pod nosem. Pokręcił głową. – Co?
- Nie, to najpierw ja chcę usłyszeć od ciebie odpowiedzi na moje pytania- powiedział powoli, a ja zrobiłam zdziwioną minę. – Kto to jest?
- Jakbyś słuchał dobrze, to byś wiedział – odparłam nadąsanym tonem. Widząc jednak jego poważny wyraz twarzy, skapitulowałam. Dyskusje były tu zbędne. Oscar, jak się na coś uprze to nie ma bata. – To mój kolega z pracy, a ten uścisk, to było tylko przywitanie.
- Chyba dla ciebie. Widziałaś, jak on się na ciebie patrzy?
- Jak?
- On na ciebie po prostu leci – skwitował, a ja zrobiłam wielkie oczy. – Podobasz mu się. Gały prawie mu wybiły z orbit, gdy cię zobaczył. A ten uśmiech? Szczerzył się, jak mysz do sera i nie wkręcisz mi tego, że on traktuje cię tylko, jak koleżankę z pracy.
       Zacisnęłam lekko usta. Dlaczego ja nic takiego nie zauważałam? Dobra, między nami prawie by do czegoś doszło, ale na szczęście mam mózg w odpowiednim miejscu i nie dałam się w to wciągnąć. Zresztą kocham Hemmingsa i to się nie zmieniło i nie zmieni. Może dlatego nie zauważałam znaków wysyłanych przez Logana, bo w głowie ciągle siedzi mi Luke.
- Nic takiego nie zauważyłam- rzuciłam, jak gdyby nigdy nic. – Zresztą on wie, że jestem zajęta.
- Nie bądź taka naiwna – odparł ze śmiechem Oscar. – Myślisz, że go to coś obchodzi?
- Mniejsza o to – powiedziałam, przekręcając oczami. – Co to w ogóle była za scena? I skąd ta ściema, że jestem z tobą?
- Bo Luke będąc w Australii nie ma możliwości obrony przed czymś takim, a ja jako jego dobry kumpel jestem jego skrzydłowym w chronieniu cię przed takimi typami. Niech ten cały Logo, Lego, czy jak mu tam wie, że wkracza na cudze terytorium.
- To cholernie słodkie i idiotyczne zarazem – prychnęłam pod nosem.
- Mam tylko nadzieję, że się od ciebie odpieprzy – skwitował, a ja znów zrobiłam wielkie oczy. – Kumpel, kumplem, ale niech nie wcina się tam, gdzie go nie chcą.
- Oscar – jęknęłam. – Przestań. To całkowicie bez sensu.
- Nie jest bez sensu. Ciekawe czy Luke wie, że ma tu konkurencję?
- Nie wie, bo żadnej konkurencji nie ma.
- To się okaże – odparł, ponownie wlepiając oczy w komórkę. 
       Jego place zaczęły sunąć po ekranie, a ja warknęłam pod nosem. Co on kurcze odpieprza? W końcu Oscar podniósł głowę i spojrzał na mnie.
- Napisałeś do niego?
- Do Luka? – Pokiwałam głową. – Nie. – Zmrużyłam na niego oczy. – Dobra, wyluzuj. Nie chcę się z tobą kłócić.
- My nie umiemy się ze sobą kłócić – poprawiłam go, a on lekko uśmiechnął się.
- Prawda – odparł, kiwając głową. – Nigdy się nie pokłóciliśmy tak naprawdę.
- Więc?
- Co?
- Możemy już iść?
- Jesteś na mnie zła?
- Już mi przeszło – odpowiedziałam, a on uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Fajnie. To teraz kawa.
       Uśmiechnęłam się do niego. Poprawiłam torbę, którą miałam przewieszoną przez ramię i oboje ruszyliśmy w stronę przejścia dla pieszych. Kiedy tam doszliśmy, poczułam wibrację w kieszeni, a potem krótki dźwięk, który wydobył się z mojej cienkiej kurtki, którą miałam na sobie. Wyciągnęłam komórkę i spojrzałam na ekran. Dostałam sms-a.

Od Sharon:
Wpadnę do ciebie o siódmej. Musimy pogadać. Nie uznaję żadnej odmowy!

- Oscar!- warknęłam, a chłopak odwrócił się w moją stronę.
- Co? – zapytał, zdezorientowany.
- Doniosłeś o tym Sharon!
        Uśmiechnął się do mnie triumfalnie. Przekręciłam oczami. W tym momencie byłam na granicy zrobienia mu krzywdy, choć musiałam się mocno powstrzymywać przed jakąkolwiek agresją w stosunku do niego, bo Sharon by mnie ukatrupiła, gdyby jej króliczkowi coś się stało. Sharon chyba była jeszcze gorszą opcją, niż to, gdyby napisał do Luke'a.

       Przed przyjściem Sharon, zadzwoniłam do Logana w celu wyjaśnienia mu całej sytuacji i przeproszenia go za kretyńskie zachowanie mojego przyjaciela. Na szczęście chłopak nie miał mu tego za złe, choć skwitował, że pewnie szybko, by się i tak nie polubili. Nie próbowałam go nawet poprawiać, bo Oscar już na wstępie skreślił go po całości. Z góry wiedziałam, że żadne wspólne wyjścia nie wchodzą w grę.
       Było kilka minut po siódmej, kiedy drzwi od mojego mieszkania otworzyły się. Do środka wpadła Sharon, ściskając w ręku butelkę wina. Na twarzy miała lekki uśmiech, a jej blond włosy były rozwiane na wszystkie strony, dzięki londyńskiej pogodzie, która wieczorem raczyła nas mocniejszymi wiatrami.
       Wskazałam jej palcem salon. Na stole już przyszykowałam przekąski i jedzenie na ciepło w formie spaghetti, które chciała dostać na kolację. Tak, moja przyjaciółka nieraz stawiała mi tego typu żądania, a ja zawsze szybko jej ulegałam.
       Sharon dorwała się do swojego talerza, jakby nie jadła od tygodnia, tłumacząc się potwornym głodem. Była po pracy w hotelu i bardzo dobrze ją rozumiałam. Kiedy ona wcinała ciepły makaron z sosem i serem, ja otworzyłam przyniesione przez nią wino i sama zabrałam się za jedzenie.
- O czym chciałaś tak bardzo pogadać? – wypaliłam, kiedy wlepiła we mnie swoje zielone oczy.
- O tym twoim kumplu z pracy.
- Nie, błagam… Tylko nie to- jęknęłam i wcisnęłam do buzi kolejną porcję makaronu.
- Oscar mi wszystko powiedział.
- Oscar to ubarwia.
- Ale przyznasz, że on jednak ma nosa.
- Tym razem się myli – powiedziałam z pewnością w głosie, choć wiedziałam, że po części jej chłopak ma rację. Oscar zawsze był dobrym obserwatorem, a Logan w końcu już raz mi zademonstrował to, że może faktycznie nie jestem już w dziale tylko koleżanka z pracy. Choć bardzo chciałam, by nie była to prawda.
- Myślisz, że ten cały Logan się w tobie zakochał?
- Daj spokój – mruknęłam. – Dobrze wie, że jestem w szczęśliwym związku…
- Na odległość, co jest niezwykle dla niego kuszące – przerwała mi, a ja skrzywiłam się. – To prawda. Nie ma twojego faceta na miejscu, a on ma pole do popisu.
- Jeśli sugerujesz mi to, że mogłabym zdradzić Luke'a, to lepiej przestań, bo mój talerz z jedzeniem wyląduje na twoich blond włosach- zagroziłam, a ona uśmiechnęła się do mnie przepraszająco. – Zejdźcie ze mnie oboje. Logan to tylko kumpel. TYLKO. Nic między nami nie będzie, bo ja kocham Luke'a. I tylko jego. Nigdy nawet nie myślałam o Loganie, jako o potencjalnym kandydacie na partnera. Odkąd jestem z Lukiem, o nikim tak nie myślę.
- Dobra, nie unoś się tak.
       Warknęłam tylko pod nosem, a potem spojrzałam na swój talerz, jakby ten miał mi pomóc w tej całej sytuacji. Sharon zamilkła i zajęła się jedzeniem. Ja dłubałam w swoim, straciwszy w ogóle ochotę na kolację. 
       Moje myśli popłynęły w stronę Luke'a i tego, jakby było fantastycznie, gdyby był na miejscu. Nie dochodziłoby do takich akcji, a ja mogłabym spać spokojnie. Spać obok niego… A Sharon i Oscar mogliby się zająć czymś innym, niż doszukiwaniem się zdrad i dziwnych spojrzeń u każdego mężczyzny, z którym rozmawiam i z którym mam jakiś kontakt. Naprawdę cieszyłam się, że tak się nami przejmują, ale przeginali, w tym momencie przeginali totalnie.
- O czym tak myślisz? – odezwała się Sharon.
- O tym, jak Logan wygląda bez koszulki – odpowiedziałam złośliwie, a ona pokazała mi środkowy palec. Przekręciłam oczami.
- Nie moja wina, że jaram się wami, jak byście byli jakimś celebrytami – rzuciła, a ja parsknęłam śmiechem. – Jesteście mega słodką, mega dobraną parą, a tak pokrzywdzoną przez odległość.
- Nie dobijaj mnie.
- Nie o to mi chodzi. Po prostu… Nie wiem… Może to przez to, że dużo już w swoim życiu przeszłaś, a ja cholernie nie chcę byś cierpiała ponownie?
       Podniosłam powoli głowę i utkwiłam w niej swoje ciemne oczy. Uśmiechnęła się do mnie lekko, a ja odpowiedziałam tym samym. Jak tu jej nie kochać. Sharon była idealną przyjaciółką bez względu na to, co się działo. Zawsze wiedziała, co i kiedy powiedzieć. Zagryzłam lekko wargę.
- Co jest? Gadaj!
- Zastanawiam się nad czymś – powiedziałam powoli, a ona pokiwała szybko głową. – Wyszło to przypadkowo. Gdy rozmawiałam z Lukiem, jakieś dwa dni temu, wypaliłam, że może się do niego przeprowadzę. Problem jest taki, że nie mogę przestać myśleć o tym pomyśle. - Spojrzałam na nią niepewnie, ale ona wcale nie wyglądała na zaskoczoną. Zmarszczyłam czoło, a ona znów delikatnie uśmiechnęła się do mnie.
- Wiedziałam, że prędzej czy później to się pojawi. Nie spodziewałam się tylko, że stanie się to tak szybko.
- Co?
- Daj spokój Malia. Kochasz go, a on ciebie. Patrząc na was, gdy jesteście razem to doskonale to widać. Że nie jest to jakieś głupie i chwilowe uczucie, a coś poważnego. Domyślałam się, że kiedyś będziesz chciała przeprowadzić się do Australii.
- Chyba wiedziałaś o tym, o wiele szybciej, niż ja.
- Po prostu doskonale cię znam. Wiem też, że nie jesteś na tyle samolubna, by ściągnąć go do Londynu – powiedziała powoli, a ja zamrugałam oczami. – Luke ma swoje marzenia związane z zespołem i muzyką, a ty nie jesteś taka, by rozdzielić chłopaków i zniszczyć to, co budują. Tobie będzie łatwiej to zrobić. Masz tu tylko pracę i szkołę, no i mnie oczywiście, ale ja też nie jestem na tyle samolubna, by zatrzymywać cię siłą.
- Nie uważasz, że to głupi pomysł?
- Uważam, że to dość odważny ruch, może nieco szalony, ale ty też masz prawo podążać za tym, co kochasz. A raczej za kimś kogo kochasz. Pracować i uczyć możesz się tam. Jesteś młoda i powinnaś korzystać z życia. Nawet jeśli coś nie wyjdzie, to zawsze będziesz miała do czego wracać i do kogo wracać, bo ja zawszę będę twoją najlepszą przyjaciółką. – Zacisnęłam mocniej usta, walcząc ze łzami, które pojawiły się w moich oczach. – Malia, ja zawsze tu będę, bez względu na to, co będzie się działo. Wiem, że będąc tam, razem z nim, będziesz czuć się lepiej. Będzie mi oczywiście przykro, że będziesz tak daleko, ale na pewno będzie łatwiej tobie. Myślę, że to odpowiedni czas na to, byś przestała myśleć o innych, a zaczęła myśleć o sobie i swoim szczęściu.
       Nie wytrzymałam i rozryczałam się, jak dziecko. Po chwili poczułam, jak jej ramiona zaciskając się wokół mnie i jak przyciąga mnie do siebie bliżej. Uderzyło we mnie ciepło jej ciała, a ja nawet nie starałam się kontrolować wypływających łez. Sharon nie mówiła nic, tylko siedziała obok i trzymała mnie w swoich ramionach, cierpliwie czekając, aż się uspokoję. I za to ją uwielbiałam.

       Sharon spała u mnie w pokoju już od jakieś godziny. Dochodziła powoli dwunasta w nocy, a ja wiedziałam, że też powinnam położyć się w końcu spać, bo jutro od dziesiątej mam kolejny dyżur na pogotowiu. A w pracy powinnam być wyspana. Mimo to siedziałam na sofie w salonie, ściskając w rękach telefon. W końcu odblokowałam go i napisałam krótką wiadomość.

Do Luke:
Musimy pilnie porozmawiać.

Od Luke:
Jestem przy kompie. Za chwilę wejdę.

       Odłożyłam telefon na stół i sięgnęłam po laptopa, który od dłuższego czasu był włączony. Zalogowałam się na komunikator. Po chwili na ekranie pojawił mi się znajomy dymek, a zaraz po nim twarz Luke'a.
- Hej słońce – rzucił powoli.
- Hej Pingwinku – odpowiedziałam z lekkim uśmiechem.
- Wiesz, że tekst musimy pilnie porozmawiać
- Wiem, jak brzmi – przerwałam mu szybko ze śmiechem. – Ale to ważna sprawa. Przynajmniej dla mnie.
- Co się stało?
- Jeszcze nic, ale stanie się na pewno.
- Jezu, mów, bo naprawdę się denerwuję – rzucił.
       Nie musiał mi tego mówić, bardzo dobrze to widziałam. Jego wzrok skupiony był na mnie. Twarz miał nieco bladą. Do tego lekko przygryzał wargę. Wyłapałam nawet ten moment, gdy przez krótką chwilę zadrżał mu głos, a potem zatrzęsły się dłonie.
- Już przechodzą do konkretów – powiedziałam, nie odrywając od niego wzroku.
- Ty chcesz… Chcesz jednak to…
- Nie, nie, Luke błagam – odparłam szybko, nie pozwalając mu dokończyć. Hemmings odetchnął głośno z ulgą. – Nie chcę się z tobą rozstawać.
- Nawet nie wiesz, jak dobrze to słyszeć.
- Czemu o tym pomyślałeś?
- Nie wiem. Może dlatego, że jesteś tak daleko i że różne rzeczy mogą się wydarzyć. A zresztą chyba jestem na tym punkcie zbytnio przewrażliwiony, bo kocham cię, jak wariat i cholernie boję się, że mogę cię stracić.
- Jeśli chcesz bym się poryczała…
- Nie chcę – powiedział z lekkim uśmiechem. – Ale odbiliśmy od tematu. Co jest tą ważną sprawą?
- W sumie nie odbiliśmy, aż tak bardzo od tematu, bo chciałam pogadać o nas.
- Jak o nas?
- Może nie tyle o nas, co o mnie – poprawiłam się, a on utkwił we mnie zaciekawione i nieco zdenerwowane spojrzenie. – Postanowiłam coś.
- Jesteś skarbie strasznie tajemnicza.
- Bo może buduję odpowiedni nastrój?
- Dodać ci do tego tą wkurzającą muzyczkę z teleturniejów? – rzucił ze śmiechem, a ja odpowiedziałam tym samym. – Powiedz to w końcu, bo zaraz mnie skręci.
- Postanowiłam przeprowadzić się do Australii – odparłam jednym tchem.
       Luke zrobił wielkie oczy i lekko rozchylił usta ze zdziwienia. Potem zmarszczył czoło i spojrzał gdzieś w obok. Po chwili znów wlepiał we mnie te swoje cudne błękitne oczy. Poruszał ustami.
- Dobra ściema, tylko nie widzę powodów do tego, by mnie tak wkręcać – odpowiedział spokojnym tonem.
- Nie wkręcam cię. Naprawdę postanowiłam przenieść się do ciebie.
- Poczekaj – rzucił, a potem przyjrzał mi się uważniej. – O kurwa! Ty nie żartujesz? – Pokręciłam głową. Luke znów wytrzeszczył oczy i mocniej otworzył buzię. Zanim jednak zdążyłam powiedzieć i zrobić cokolwiek, on uśmiechnął się szeroko. – Fantastycznie! Kiedy? Jutro? Pojutrze?
- Nie rozpędzaj się tak Pingwinku. To potrwa.
- Ale decyzji nie zmienisz?
- Nie zamierzam.
- O matko… Kocham cię! Kocham cię!
       Uśmiechnęłam się szeroko, widząc jego entuzjazm. Cieszył się, jak dziecko. To oddziaływało też na mnie i widząc go w takim stanie, wiedziałam, że podjęłam słuszną decyzję. Bo i ja czułam się lepiej z myślą o tym, że będę blisko niego. To on sprawiał, że w moim życiu było więcej kolorów i barw, a ja czerpałam z tego garściami, nie chcąc, by to się skończyło. Był moją drugą połówką. Drugą połówką, z którą za jakiś czas połączę się na nowo. I nie mogłam się tego doczekać.



***
Jeny, już myślałam, że nie uda mi się przed północą wrzucić tego rozdziału, a co za tym idzie, nie zdążyłabym na "piątek" :D

Kolejny rozdział w następny piątek :)

Pozdrawiam!

2 komentarze:

  1. Oscar hahahaha cóż za taktyczne podjeście, chyba kolega Malii mu się nie spodobał XD nie mogłam z tego :) Sharon to było cudne to co powiedzialaś i prawie sama się poryczałam. Awww w końcu Luke będzie mieć Malie na miejscu :) ciesze się i nie mogę się doczekać kiedy ta dwójka znów się zobaczy :)
    Nie mogę się doczekać kolejnej części.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobra, hejka, wczoraj przeczytałam twojego innego bloga, a dzisiaj postanowiłam, że przeczytam sobie tego. I wiesz co? I jestem teraz taka... taka... no słów mi brak!
    Rozdział wspaniały, nieziemski tak jak cały blog. I poza tym tak się cieszę, że Malia się przeprowadza do Luke'a!!!
    Jestem dumna z tego, jak się zachował Oscar. Podczas czytania tego rozdziału się popłakałam, a rzadko mi się to zdarza. Ogólnie podczas czytania twojego bloga zdążyłam się z 3, 4 razy popłakać. Zarąbiście piszesz i ogólnie wszystko WoW.
    Nigdy nie przestawaj pisać, rozumiesz ?! Nigdy!
    Tak czy inaczej już nie mogę doczekać się piątku. Już nie mogę się doczekać tego, aż Malia się przeprowadzi i spotka Luke'a i wgl. I chcę też zobaczyć minę Logana, jak mu o przeprowadzce powie XD Dobra, czekam na następny rozdział.
    Weny życzę
    ~ twoja wierna czytelniczka ;-) <3

    OdpowiedzUsuń