piątek, 7 sierpnia 2015

S2 - Rozdział 5

Londyn, 11 października 2012 roku


       Decyzja zapadła. Miałam przeprowadzić się do Australii. Niestety nie było to tak łatwe, jakby na pierwszy rzut oka mogło się wydawać. Musiałam pozałatwiać wiele spraw, aby móc z czystym sumieniem i bez zbędnego balastu przenieść się do Luke'a. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z założonym przeze mnie planem, do Sydney wylecę w połowie listopada.
       Od października rozpoczął się nowy rok akademicki. Złożyłam szybko podanie na Uniwersytet w Sydney, aby dostać się na wybrany przeze mnie kierunek i dokończyć studia. Oddzielne podanie o przeniesienie trafiło też na mój Uniwersytet w Londynie. Średnią miałam naprawdę dobrą, więc liczyłam na to, że bez przeszkód mnie przyjmą. I tak faktycznie było, co niezmiernie mnie ucieszyło. Zdziwiłam się, że obie szkoły rozpatrzyły podania tak szybko, a ja mogłam odhaczyć tą jedną rzecz w długiej liście spraw do załatwienia. Zostało mi tylko skompletowanie wszystkich niezbędnych dokumentów i wysłanie ich do Australii, a było tego sporo.
       Kolejną rzeczą, jaką zrobiłam było przyniesienie naszemu kierownikowi wypowiedzenia pracy. Według mojej umowy okres ten obejmował miesiąc, więc idealnie zmieściłam się w czasie. Do przepracowania zostało mi, więc trochę czasu. Nie martwiłam się jednak o to, za co będę żyła w Australii. Miałam odłożonych trochę oszczędności, które gromadzone były głownie z udziałów, jakie posiadałam w firmie ojca. Pieniądze te nigdy nie zostały ruszone, więc uzbierała się z nich niezła suma. Na spokojnie, więc mogłam w Sydney szukać pracy, nie przejmując się tym, że nie będę miała co jeść, ani za co opłacić rachunków. Na razie plan przeprowadzki przebiegał bez komplikacji, a ja miałam nadzieję, że ten stan potrwa, aż do końca.

       Byłam w pracy. Siedziałam przy stoliku. Korzystałam z tego, że mamy trochę wolnego, bo od dłuższego czasu nikt nas nie wzywał do żadnej akcji. Dlatego pochylałam się nad dwoma rozdziałami książki, które zlecił nam do przeczytania na swoje zajęcia nasz profesor. Malcolm znajdował się w pomieszczeniu obok, które służyło nam jako pokój drzemek i od jakiegoś czasu spał, nie przejmując się niczym.
       Upiłam łyk kawy, przekładając kolejną skserowaną stronę, znów skupiając się na kolejnym z rzędu akapicie i wczytując się w formułki z zakresu badań marketingowych. Wokół mnie panowała przyjemna cisza, a ja cieszyłam się, że nic się nie dzieje. Przynajmniej mogę na spokojnie połączyć pracę z nauką.
        W pewnym momencie drzwi od pokoju otworzyły się i do środka wszedł Logan. Spojrzałam na niego, lekko unosząc brwi do góry. Minę miał niezbyt zadowoloną. Co jakiś czas zagryzał wargę, a jego ciemne oczy skupione były na mnie. Zmarszczyłam czoło, nie wiedząc, co się stało.
- Co jest? – wypaliłam, kiedy podszedł do mnie. Wziął głęboki oddech i pokręcił głową. – No?
- Kierownik właśnie mi powiedział.
- Co takiego ci powiedział?- pociągnęłam, teatralnym głosem, bo nagle wygadany Logan stał się bardziej powściągliwy.
- Chciałem z nim pogadać na temat dyżurów w następnym miesiącu.
- I?
- I on powiedział, że dałaś mu wypowiedzenie – jęknął, świdrując mnie wzrokiem. Po jego wyrazie twarzy widziałam, że miał nadzieję na to, że jednak temu zaprzeczę i po prostu zacznę się śmiać, tłumacząc się, że to tylko żart.
- To prawda – odpowiedziałam, a on spojrzał na mnie niedowierzaniem. Zacisnął lekko usta i usiadł obok mnie, nie odrywając od mojej osoby swoich czujnych ciemnych oczu.
- Co takiego się stało? Dlaczego rezygnujesz?
- Przeprowadzam się – powiedziałam zgodnie z prawdą, a Logan zrobił wielkie oczy.
- Jak to się przeprowadzasz?
- Normalnie. Pakuję się i wyjeżdżam z Londynu – pociągnęłam, układając kserówki na równą kupkę. Teraz skoro Logan pojawił się w pokoju, nici z czytania, szczególnie, że urządza mi tu przesłuchanie na temat mojej przyszłości.
- Ale gdzie? Jak? Dlaczego? – wyrzucał z siebie pytania, jak karabin maszynowy. Uśmiechnęłam się do niego.
- Gdzie – do Australii, jak – samolotem, dlaczego – bo tam mieszka mój facet – odpowiedziałam, a Logan skrzywił się, choć starał się udawać, że to go nie rusza. Ale kogo on chciał oszukać. Po tej akcji z Oscarem zaczęłam dokładniej przyglądać się swojemu kumplowi z pracy i niestety musiałam mojemu przyjacielowi przyznać rację. Nie byłam Loganowi obojętna. Niestety - dla niego - byłam tak zakochana w Hemmingsie, że w ogóle nie dostrzegałam, tak jasnych sygnałów, które mi wysyłał.
- Bez jaj – wydusił z siebie, patrząc na mnie, jak na wariatkę. – Chcesz rzucić całe swoje życie, jakie masz w Londynie i wyjechać do Luke'a? Ile wy jesteście razem, że odważyłaś się na taką decyzję?
- Może nie mamy zbyt długiego stażu…
- Znam cię dłużej od niego – wtrącił się, a ja prychnęłam pod nosem.
- Poprawka, to jego znam dłużej od ciebie. A zresztą tu mnie nic nie trzyma. Pracować i uczyć się będę tam. Rodziny nie mam, no, oprócz Sharon, która jest dla mnie, jak siostra, ale ona w pełni poparła mój pomysł.
- Ja go nie popieram – rzucił, kręcąc nosem.
- To słodkie, ale akurat w tej kwestii nie masz nic do gadania.
- Nie uda mi się ciebie tu zatrzymać? – zapytał z nadzieją w głosie.
- Nie.
- Bo?
- Nie jesteś Lukiem Hemmingsem – odparłam ze śmiechem, a potem wstałam z miejsca. 
       Na twarzy Logana pojawiło się zmieszanie połączone z oburzeniem i niedowierzaniem. Zignorowałam go i zabrałam kserówki ze stołu. Wrzuciłam je do swojej torby.
- Co ten młodziak ma takiego w sobie?
- Naprawdę Logan? – wydusiłam z siebie.
- Nie pomyślałaś o tym, że on tam może bajerować już inną pannę – odparł, a ja mimowolnie zazgrzytałam zębami. – Ile on ma lat? To jakby nie patrzeć jeszcze dzieciak. A co będzie, jak tam wam nie wyjdzie? Zostaniesz tam, bo tak trzeba, czy wrócisz do Londynu z podkurczonym ogonem?
- O co ci chodzi? – warknęłam cicho pod nosem. – Czemu, aż tak się tego uczepiłeś? Koniecznie chcesz się rozstać w takich okolicznościach?
- Nie, nie… Najchętniej w ogóle bym się z tobą nie rozstawał – odpowiedział.
       Logan podniósł się z miejsca i podszedł do mnie. Wypuścił z płuc głośniej powietrze, znów wlepiając we mnie swoje ciemne oczy. Pokręcił głową. Uniosłam brwi do góry, dokładnie śledząc każdy jego ruch, aby w razie czego móc szybko zareagować, gdyby chciał zrobić coś, co by mi się nie spodobało.
- Do czego pijesz Logan? –pociągnęłam, bo ta cisza między nami była dla mnie niewygodna.
- Zakochałem się w tobie, dobra?! – odpowiedział o wiele głośniej, niż zamierzał, a potem przeklął pod nosem, uderzając się przy tym otwartą dłonią w twarz. – Dobry Boże…
- Co?!
- Ale ty nigdy tego nie widziałaś – pociągnął, kręcąc głową. – Zawsze byłem dla ciebie, tylko kumplem.
- Bo jestem zajęta – powiedziałam wyraźnie, akcentując dokładnie każde słowo. – Czemu się temu dziwisz?
- Nie dziwię się tylko… To jest mega frustrujące.
- Nic na to nie poradzę  - rzuciłam, krzyżując ręce na klatce piersiowej. – Co? Oczekiwałeś może, że rzucę Luke'a w cholerę i będę z tobą? To nie tak działa. Przykro mi Logan, ale nic z tego nie było, nie ma i nie będzie. Ja już wybrałam.
        Logan wpatrywał się we mnie, bez jakiejkolwiek oznaki tego, że w ogóle moje słowa do niego dotarły. Miałam kompletnie dość tej całej rozmowy. Dlatego ucieszyłam się, kiedy drzwi do naszego pokoju otworzyły się szybko. Podskoczyłam i spojrzałam na wchodzącego Briana, który obsługiwał centralkę.
- Mamy zawałowca na Great Peter Street czternaście - rzucił, a my pokiwaliśmy głowami.

        Siedziałam przy komputerze, opierając nogi o biurko. Co jakiś czas siorbałam z niebieskiej puszki napój, bujając się jednocześnie na krześle. Luke umówił się ze mną na komunikatorze. Hemmings przeważnie należał do osób punktualnych, teraz jednak zaliczał pół godzinne spóźnienie. Denerwowałam się, bo nie dawał znaku życia nawet przez telefon. Zazwyczaj uprzedzał, że nie dotrze na czas. Teraz jednak po drugiej stronie panowała cisza. Nie chciałam wyjść na jakąś zbzikowaną laskę i nie męczyłam go telefonami, choć w środku zaczynałam na poważnie się martwić.
       W końcu jednak postanowiłam złamać swoje wcześniejsze założenia. Złapałam za swoją komórkę i wybrałam numer blondyna. Przyłożyłam urządzenie do ucha i czekałam. Niestety po chwili dostałam wiadomość, że abonent ma wyłączony telefon bądź jest poza zasięgiem. Pięknie… Warknęłam cicho pod nosem. Teraz mój poziom denerwowania się wszedł na wysuszy level. Gdzie jesteś Luke?
        Nagle usłyszałam znajomy dźwięk, który oznajmił mi to, że ktoś chce odbyć ze mną rozmowę. Podskoczyłam na krześle prawie z niego zlatując, bo w pokoju panowała cisza, a dźwięk ten wydawał się być dla mnie o wiele głośniejszy, niż zazwyczaj. No i pojawił się z zaskoczenia, więc nic dziwnego, że moje serce i puls przyspieszyło.
       Spojrzałam na ekran i odetchnęłam z ulgą. Luke się pojawił. Kliknęłam w dymek, siadając prosto i przybliżając się do monitora. Po chwili ujrzałam naprzeciwko siebie uśmiechniętą twarz mojego chłopaka, który prawie doprowadził mnie do zawału.
- Cześć skarbie – rzucił, jak gdyby nigdy nic, uśmiechając się przy tym szeroko tak, że idealnie mogłam wyłapać te jego słynne dołeczki w policzkach.
- Gdzieś ty był?! – zapytałam na wstępie, lustrując go swoim czujnym wzrokiem.
- Wpieprzyłem się w takie korki wracając od taty z biura, że myślałem, że zdechnę w samochodzie – odpowiedział, a ja przekręciłam oczami. – Do tego padł mi telefon.
- Myślałam, że coś się stało – powiedziałam, kręcąc głową.
- Stało się – odparł, a ja uniosłam brwi do góry. – Wylałem sobie kawę na nowiutki pokrowiec na siedzenie w samochodzie.
- Słodki Jezu – mruknęłam, patrząc na niego z niedowierzaniem. Luke zmarszczył nos, a potem uśmiechnął się.
- Ale nie przejmuj się, mama powiedziała, że zejdzie. – Niewiele myśląc uderzyłam się otwartą dłonią w czoło, co wywołało cichy chichot u Hemmingsa.
- Przechodzisz sam siebie Pingwinku.
- Za to mnie kochasz.
- Między innymi za to cię kocham. Myślałam, że stało się coś poważniejszego.
- A to nie jest poważne?
- Luke!
- Żartowałem! – odparł i znów zachichotał pod nosem. Uśmiechnęłam się, bo uwielbiałam ten dźwięk. Kochałam sposób, w jaki się śmiał, jak lekko mruży przy tym oczy, jak zaciska usta, by się uspokoić. – Lepiej mów, co u ciebie? Dostałaś w końcu odpowiedź z uniwerku?
- Tak. – Luke wlepił we mnie swoje błękitne oczy, a potem machnął ręką, by mnie ponaglić. – Co?
- No i co to za odpowiedź?
- Aaa… Przyjęli mnie.
- Bombowo – skwitował z uśmiechem. – Kiedy wyślesz mi te papiery?
- Muszę je najpierw skompletować – odpowiedziałam, bo Luke zapewnił mnie, że dostarczy je do dziekanatu.
- Okej… Za to ja natknąłem się na coś, co może cię zainteresować. Poczekaj, tylko podłączę telefon, bo zrobiłem zdjęcie. Zaraz ci to wyślę.
        Pokiwałam głową. Luke zniknął mi z ekranu i teraz mogłam podziwiać, tylko fragment jego pokoju, który tak dobrze znałam. Chwyciłam za puszkę z napojem i upiłam kolejny mały łyk. W końcu blondyn znów zmaterializował się w zasięgu mojego wzroku.
- Zaraz to dostaniesz – odparł, nachylając się w stronę swojego telefonu, który prawdopodobnie leżał po prawej stronie jego biurka. – Dobra poszło.
        Odczekałam chwilę, a potem usłyszałam znany dźwięk dochodzący z mojej komórki. Chwyciłam za nią, a następnie odebrałam mms-a. Zrobiłam wielkie oczy i uniosłam brwi do góry. Było to ogłoszenie. Ogłoszenie o pracę w pogotowiu w Sydney.
- Wielkie dzięki.
- Aplikuj na to stanowisko póki trwa rekrutacja.
- Jasne, zajmę się tym – odpowiedziałam, odkładając telefon na bok.
- Jest jeszcze coś – pociągnął tajemniczo Hemmings, a ja spojrzałam na niego zaciekawiona. – Mam coś dla ciebie?
- Co to takiego?
- Razem z chłopakami napisaliśmy nową piosenkę.
- Czadowo. Kiedy jej posłucham?
- Jak będziesz grzeczna, to może ją dostaniesz jeszcze dziś…
- Luke, no…
- Dostaniesz ją dzisiaj – rzucił ze śmiechem. – Nie jest jeszcze w pełni gotowa i wymaga poprawek, ale chcę wiedzieć, czy ci się podoba.
- Jaki ma tytuł?
- Beside You.

       Po skończonej rozmowie z Lukiem, która trwała do późnych godzin wieczornych, w końcu odeszłam od komputera. Nową piosenkę 5 Seconds of Summer zgrałam sobie na telefon, by móc ją w spokoju posłuchać. Najpierw jednak zaliczyłam łazienkę, aby wyszykować się do snu.
       Gotowa do spania, wczołgałam się na łóżko i zakopałam się w kołdrze. Założyłam na uszy słuchawki, a potem ułożyłam się wygodniej. Odszukałam Beside You w mojej długiej liście utworów i odpaliłam ją. Rozbrzmiała muzyka, spokojna i nie szybka, a potem popłynął wokal Caluma.
       Zacisnęłam lekko usta, kiedy usłyszałam głos Luke'a. Tekst piosenki doskonale opisywał to, w jakiej sytuacji się znajduję i jak cholernie tęsknię za blondynem. Nic dziwnego, że zanim dotarłam do końca refrenu rozryczałam się, jak małe dziecko. Cieszyłam się, że nie zdecydowałam się jej słuchać w obecności Luke'a, bo pewnie wcale niebyły zadowolony z tego, że ryczę, jak wariatka. Ale ta piosenka miała to, że wywoływała u mnie tak mocne emocje. Poddałam się im kompletnie, odsłuchując ją raz jeszcze, a potem kolejny raz… Chyba trafi na listę moich ulubionych piosenek stworzonych przez chłopaków.


***
Jak widać Malia przygotowuje się do opuszczenia Londynu :)

Kolejna część tradycyjnie pojawi się w następny piątek :)

Dziękuję za tak miłe słowa. Aż chce się pisać dalej! :)

Pozdrawiam!

3 komentarze:

  1. Wspaniały rozdział po prostu WoW.
    Czekam na następny :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Genialny rozdział. Nie wiem dlaczego, ale najbardziej podobała mi się rozmowa Malii z Loganem. Może dlatego, że wreszcie mu pokazała, że dla niej liczy się tylko Luke? Beside you to jedna z moich ulubionych piosenek 5sos <3
    Dobra, ty naprawdę fantastycznie piszesz i żałuje, że twojego bloga odkryłam dopiero parę dni temu ( ale i tak zdążyłam już z 3 razy całego przeczytać )
    Czekam z niecierpliwością na następny rozdział
    Życzę weny ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Nie jesteś Lukiem Hemmingsem " BRAWO!!! Szach mat Logan idź znajdź sobie inną pannę. Malia wygrałaś, ty i Luke :) Ich rozmowa była śmieszna szczególnie to z tą kawą hahaha też lubię Beside You :)
    Chcę już kolejny rozdział! Wiem,wiem musze poczekać :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń