piątek, 14 sierpnia 2015

S2 - Rozdział 6

Londyn, 24 października 2012 roku


        Wsadziłam ostatniego cukierka do buzi. Zwinęłam papierek i wrzuciłam go do kosza. Podniosłam głowę, słysząc znajomy dźwięk. Na ekranie laptopa pojawił się znany dymek, a ja uśmiechnęłam się szeroko. Kliknęłam w niego.
- Cześć Pingwinku – powiedziałam, widząc rozpromienioną twarz blondyna.
- Cześć skarbie – odpowiedział, a następnie przeciągnął się.
- Ktoś tu niedawno zwlókł się z łóżka – odparłam ze śmiechem, a on pokiwał głową, opierając się na ręce. – Powiedz mi najpierw, czy wszystkie moje dokumenty doszły.
- Doszły, doszły… Z jakieś dwa dni temu. Pisałem ci przecież sms-a.
- Faktycznie. I?
- Nie jestem, aż tak beznadziejnym przypadkiem – powiedział Luke, krzywiąc się.
- Nawet mi coś takiego do głowy nie przyszło. Jesteś najlepszy. – Chłopak uśmiechnął się po raz kolejny. – Więc?
- Twoje dokumenty zostały bezpiecznie dostarczone do dziekanatu – rzucił jednym tchem, a ja cmoknęłam powietrze z zadowolenia. – Wszystko załatwione. Zaraz prześlę ci login i hasło do portalu studenta. Tam będziesz mieć wszystkie potrzebne ci informacje, jak plan zajęć i tak dalej.
- Mówiłam ci już, że jesteś najlepszym facetem, jakiego można mieć?- zapytałam ze śmiechem.
- Coś mi się obiło o uszy – odparł, przybliżając się jeszcze bliżej ekranu. Teraz widziałam go jeszcze wyraźniej, niż wcześniej.
- Jesteś najlepszy.
- To nie koniec – pociągnął Luke, a ja pokiwałam głową. – Po przyjeździe do Australii masz się udać do dziekanatu, by podpisać parę papierów.
- Jasne. Dopiszę to sobie do listy spraw do załatwienia.
- Co masz na tej liście?
- W sumie mogę wykreślić jedną pozycję.
- Jaką?
- Rezerwacja i kupno biletów na lot do Australii. Dorwałam promocję na bilety na osiemnastego listopada. Kupiłam też jedne dla ciebie, bo wiem, że chciałeś przyjechać na mój ostatni weekend do Londynu. Prześlę ci wszystko mailowo.
- Zaklepuję sobie termin.
- To już niedługo – powiedziałam z szerokim uśmiechem na ustach.
- Bardzo niedługo. Nie mogę się doczekać, aby cię znów zobaczyć.
- To samo – rzuciłam, wskazując palcem na siebie, a Luke puścił mi oczko, co wywołało z mojej strony cichy chichot.
- Co jeszcze masz na tej liście spraw do załatwienia?
- Mieszkanie. Muszę się bardziej do tego przyłożyć.
- W razie co…
- Nie, nie, nie – przerwałam mu szybko, a Luke niezadowolony pokręcił nosem.- Nie mogę mieszkać u ciebie. Wakacje to jedno, ale to całkiem inna sprawa. Nie mogę siedzieć twoim rodzicom na głowie…
- Moi rodzice nie mieliby nic przeciwko temu, szczególnie moja mama, która cię uwielbia – powiedział jednym tchem, a ja pokazałam mu język. – No, weź…
- Nie ma mowy Luke – odparłam stanowczo, a chłopak przekręcił oczami. – Nie mogę mieszkać u ciebie. Zdania nie zmienię.
- Jesteś uparta.
- To raczej rozsądek, a nie upartość – skwitowałam, a on prychnął pod nosem. – No, dalej… Porzuć postawę małego dziecka i wróć do osoby dorosłej.
- Czemu nie możesz u mnie mieszkać?
- Serio, Luke? Wałkowaliśmy to już przez długi czas. Nie mogę i tyle… To nie poważne. Chcę wynająć mieszkanie i nie siedzieć twoim rodzicom na głowie. – Widząc, że Luke znów otwiera usta, szybko dodałam. – Koniec tematu mieszkania u ciebie. 
       Blondyn wymamrotał coś pod nosem, a potem pokręcił głową. Wiedziałam jednak, że odpuścił. A przynajmniej odpuścił na teraz. 
- Więc wracając do mojej listy… Mieszkanie… Muszę rozejrzeć się za mieszkaniem.
- Co jeszcze tam masz?
- A to, by odbyć rozmowę z osobą od rekrutacji w pogotowiu.
- Co? – wydusił z siebie Hemmings, wlepiając we mnie zaciekawione spojrzenie. – Przyjęli cię?
- Nie przyjęli… To znaczy, jeszcze nie. Przeszłam pierwszą część rekrutacji. Za cztery dni ma się odbyć druga.
- Jak?
- Online.
- A faktycznie – rzucił, kiwając głową. – No, mów dalej! – ponaglił mnie z uśmiechem.
- Jako, że jestem tu, a oni tam, to rozmowa ma się odbyć przez neta. Pewnie pozadają mi milion dziwnych pytań i tak dalej. Dostali też moje zeskanowane dokumenty, więc wiedzą co i jak. Oprócz tego facet powiedział, że szukają właśnie młodych osób do tej pracy, co przechyla się dla mnie na plus, bo do starszych jeszcze się nie zaliczam.
- Super. Cieszę się.
- To jeszcze nic pewnego…
- Daj spokój Malia – powiedział ze śmiechem.- Dasz radę. Co masz jeszcze na tej liście?
- Sprzedać samochód i zrobić coś z mieszkaniem w Londynie.
- Dałaś ogłoszenie?
- Dzisiaj je wstawiłam.
- To teraz czekaj na telefony.
- Co nie zmienia faktu, że nie chcę pozbywać się mieszkania.
- Co? Dlaczego?
- Należało do mojej babci – powiedziałam, opierając brodę na ręce. Wlepiłam ciemne oczy w blondyna, który dokładnie mi się przyglądał.
- Sentyment, czy nie chcesz zostać w Australii na stałe? Przyznaj się.
- Sentyment, zdecydowanie sentyment. A zresztą dobrze by było mieć swoje miejsce w Londynie, jak byśmy przyjechali tu na wakacje – powiedziałam, a Luke znów uśmiechnął się szeroko. –Chyba nie myślałeś Pingwinku, że moja przeprowadzka do ciebie jest tymczasowa? Chyba, że jest coś, a raczej ktoś, o kim nie wiem?
- Malia…
- Tak?
- To nie było śmieszne.
- Przepraszam- powiedziałam, widząc jego poważną twarz. Zacisnęłam lekko usta.
- Jesteś tylko ty i będziesz tylko ty.
- Przepraszam – powtórzyłam. – Nie wiem, po co to powiedziałam.
- Jeśli ktoś ci czegoś nagadał…
- Nie, nie, nikt mi nic nie mówił – powiedziałam, pomijając to, że kiedyś Logan walnął coś tak głupiego. – Zostawmy to.
- Tak, tak będzie lepiej.


Londyn, 3 listopada 2012 roku


       Wpadłam do domu, pospiesznie zrzucając z siebie buty i kurtkę. Miałam dużą obsuwę czasową, a byłam umówiona z Lukiem na internecie. Co prawda dałam mu znać, że się spóźnię, ale nie lubiłam gdy ktoś- a w szczególności on – musiał na mnie czekać. Niestety przeciągnął mi się nieco dyżur na pogotowiu, a do tego w tą sobotę londyńczycy oszaleli i z rana już zaczęły się korki, dzięki czemu straciłam dużo cennych minut tkwiąc w najdłuższym z nich. Takie uroki mieszkania w centrum.
        Wleciałam do pokoju, szybko odpalając komputer. Następnie poszłam do kuchni. Z lodówki wyciągnęłam zimnego energetyka w czarno niebieskiej puszcze. Wzięłam jeszcze coś na przekąskę. Razem z puszką i batonem w rękach, wróciłam do pokoju. Komputer już był gotowy do pracy.
        Usiadłam na krześle przy biurku, podsuwając sobie laptopa pod nos. Odpaliłam komunikator, wpisując uprzednio hasło i login do swojego konta. Potem czekając, aż wszystko się uruchomi, otworzyłam puszkę i upiłam kilka małych łyków.
        Jak tylko stałam się online, zaraz w rogu ekranu pojawił się znany dymek. Dobrze wiedziałam kto to, dlatego szybko na niego kliknęłam. Po chwili na ekranie zobaczyłam nie jedną uśmiechniętą twarz, ale cztery.
- Malia! – krzyknął Ashton, odpychając blondyna, by znaleźć się bliżej monitora. Luke warknął pod nosem.
- Cześć chłopaki- opowiedziałam, szczerząc się, jak nienormalna. 
        Dawno ich nie widziałam, a naprawdę się za nimi stęskniłam. Nie było jednak tak, że przez komunikator gadałam tylko z Lukiem. Byłam w kontakcie też z nimi, ale to właśnie z blondynem najczęściej urządzaliśmy długie pogadanki. Z Michaelem najczęściej rozmawiałam w czasie gier, w które graliśmy razem z Oscarem, z Calumem wymieniałam często sms-y, jak nudziłam się na zajęciach, a Ashton czasem przez długie minuty wisiał ze mną na telefonie. Tak, że mimo wszystko wiedziałam, co u kogo się dzieje i na odwrót. Mimo to, jednak dobrze było widzieć ich uśmiechnięte mordki.
- Elo… Londyn! – rzucił przeciągając sylaby Clifford, a potem parsknął śmiechem.
- Co wam tak wesoło? – zapytałam.
- Jutro gramy mały koncert przy plaży- rzucił Calum.
- No, nie – jęknęłam, a oni unieśli brwi do góry. – Znowu was nie zobaczę na żywo. To niesprawiedliwe.
- Zobaczysz. Przeniesiesz swoje cztery litery do Sydney i będziesz w końcu mogła nas zobaczyć na scenie – skwitował Ashton.
- Na to liczę – odpowiedziałam, wytykając go palcem.
- Jak twoja lista spraw do załatwienia? – rzucił Luke.
- Zmniejsza się – powiedziałam z uśmiechem. – Dzisiaj sprzedałam samochód. Koleś odbierze go ode mnie we wtorek.
- To dobra wiadomość – rzucił Calum. – Masz ich więcej?
- Mam jeszcze jedną, mianowicie taką, że w końcu dogadałam się z przyjacielem mojego ojca w sprawie udziałów w firmie. Wyszło na to, że mam je jeszcze zatrzymać, co będzie dla mnie nadal dodatkowym źródłem dochodów, a potem jak będę chciała, to mogę opchnąć je jego synowi, który po skończeniu studiów, chce zacząć tam prace.
- To dobra wiadomość – powiedział Ashton, kiwając głową. – Teraz my.
- Co? Macie też jakieś dobre wiadomości?
- A no, mamy – rzucił tajemniczo Michael.
- Nagrywacie w końcu płytę? – wyrzuciłam z siebie, a oni pokręcili głowami.
- To dobre wiadomości dla ciebie- powiedział Luke.
- To też byłaby dobra wiadomość dla mnie – skwitowałam, wzruszając ramionami i biorąc kolejny łyk napoju.
- Dostarczyłem twoje dokumenty do szpitala – powiedział Hemmings. Uśmiechnęłam się. Teraz wiedziałam, że mam zapewnioną pracę na stałe. Bo przyjęli mnie do tej roboty.
- Jesteś najlepszym pośrednikiem Pingwinku – rzuciłam, a chłopaki spojrzeli na blondyna i wybuchli śmiechem. Luke zacisnął lekko usta, a ja zrobiłam przepraszającą minę. W końcu i on się uśmiechnął.
- Pingwinku – rzucił Calum, nachylając się w stronę blondyna, a on odepchnął go.
- Wal się – mruknął pod nosem, co wywołało kolejny dziki chichot ze strony jego kumpli. – Wiesz, że teraz ta grupa łosi nie da mi żyć?
- Przepraszam – wydusiłam z siebie.
- Dobra, starczy – rzucił Michael, a potem zerknął na Hemminga. – Opanuj się Pingwinku…
- Widzisz?! – powiedział Luke, machając rękami w stronę Clifforda.
- Wyluzuj, bo teraz nasza kolej –dokończył Michael, pukając go w ramię, a potem spojrzał na mnie. Wyłapałam jeszcze, jak blondyn przekręca oczami. – Pamiętasz to mieszkanie, które tak bardzo ci się podobało, ale babka dała kosmiczną cenę za wynajem?
- Pamiętam – powiedziałam, kiwając głową. – Ta ładna kawalerka na osiedlu niedaleko plaży.
- Właśnie – ciągnął Clifford.
- Co z nią? – Calum spojrzał na mnie i poruszał brwiami. – Co żeście zrobili?
- A to, że ja i on – wskazał na Mulata, który uśmiechnął się szeroko. – Użyliśmy swoich uroków osobistych…
- I umiejętności manipulatorskich, to zapomniałeś dodać – wtrącił się Irwin, a Michael machnął na niego ręką.
- Uroków osobistych – powtórzył Clifford – i babka sporo zeszła z ceny. Do jutra wieczorem mamy dać jej znać, czy chcesz wynająć tą kawalerkę czy nie.
- Bez jaj? – wydusiłam z siebie. – Serio?
- A no, serio – odpowiedział Calum. – Cena jest już normalna, a nie wygórowana, więc wystarczy jedno twoje słowo i jest twoja. Więc?
- Pewnie, że ją biorę – powiedziałam szybko, co wywołało znów na ich twarzach szerokie uśmiechy.
- Lista spraw do załatwienia się zmniejsza – odezwał się ponownie Luke.
- Dużo się zmniejsza – rzuciłam ze śmiechem.
- A wiesz, co zrobisz ze swoim mieszkaniem w Londynie?- zapytał Ashton. – Luke mówił, że nie chcesz go sprzedawać.
- Już wykombinowałam, co zrobić, by nie stało puste – powiedziałam tajemniczo.
- Co?
- Powiem wam, ale macie utrzymać to w sekrecie – ciągnęłam, a oni pokiwali głowami i przybliżyli się do ekranu. Uśmiechnęłam się i sama nachyliłam się bardziej w ich stronę, jakby faktycznie ktoś mógł nas podsłuchać. Wzięłam głęboki oddech i wyjawiłam im swój plan. Dobry i doskonały plan. 


***
Rozdział typowo przejściowy z serii - ustalamy przeprowadzkę :D Mam jednak nadzieję, że w miarę się wam spodobał.

Ten sezon będzie o wiele krótszy, niż poprzedni i do jego zakończenia pozostały trzy rozdziały :) 

Dziękuję za wasze miłe słowa :) Skutecznie mnie motywujecie!

Kolejny rozdział w następny piątek. 

Pozdrawiam!

4 komentarze:

  1. Uwielbiam Luka i Malię :D Bez kitu są super słodziakowatą parką. A chłopaki i te ich Pingwinku - zwaliło mnie to z krzesła prawie, bo już sobie wyobrażam minę Hemmo hahahah XD Jestem ciekawa co takiego wymyśliła Malia i co to za tajemnica. Mam nadzieję, że szybko nam to wyjawisz.
    Czekam do następnego piątku!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  2. A będzie sezon 3? Błagam, powiedz, że tak
    Świetny rozdział, uwielbiam Luke'a i Malię, są tacy... idealni... Wszystkich uwielbiam XD
    Rozdział świetny, świetnie piszesz, wszystko idealnie ;-)
    Czekam na następny rozdział
    Życzę weny
    Pozdrawiam
    - twoja wierna czytelniczka <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham to!
    Uwielbiam jak piszesz.
    Życże weny. ;)

    OdpowiedzUsuń