piątek, 21 sierpnia 2015

S2 - Rozdział 7

Londyn, 16 listopada 2012 roku


        Nastał ostatni weekend, który spędzę w Londynie. W niedziele wylatuję do Australii, by tam rozpocząć, jak to mówią – nowe życie. Z początkiem listopada skończyłam pracę, więc miałam więcej czasu na ogarnięcie wszystkiego przed dniem zero.
        Piątek był dla mnie podwójnie emocjonujący. Byłam podekscytowana wyprowadzką, choć jeszcze nie dotarło do mnie to, że będę musiała w niedzielę pożegnać się z Sharon i Oscarem. Po prostu starałam się nie dopuścić do siebie tej myśli zbyt wcześnie, by nie beczeć, jak dziecko. Nienawidziłam pożegnań, a wiedziałam, że to będzie trudne. Bardzo trudne.
        Drugim powodem mojego podekscytowania był fakt, że za kilka godzin znów zobaczę Luke'a. I to nie przez internet, ale na żywo. Hemmings bowiem, chciał spędzić ze mną te ostatnie chwile w Londynie. Przy okazji wykorzystam go do transportu swoich rzeczy, które zabierałam do Sydney.

        Niedawno sprzedałam samochód i moim stałym transportem w Londynie stała się komunikacja miejsca. Byłam tak przyzwyczajona do poruszania się własnym autem, że dość szybko zaczęłam psioczyć na autobusy i metro, choć byłam pewna, że w wielu aspektach po prostu przesadzam. Jednak to było silniejsze ode mnie – ot, co Malia Panna Wygodnicka.
        Luke miał przylecieć do Londynu o czwartej. Miałam, więc trochę czasu na ogarnięcie lodówki i zrobienie porządnych zakupów, by blondyn nie jęczał mi nad uchem, że jest głodny. Oprócz tego jutro mieli wpaść Sharon z Oscarem, więc trzeba było zrobić większy zapas nie tylko zakąsek i jedzenia, ale także alkoholu. Na moje miejsce zakupów wybrałam najbliższy hipermarket, aby być w stanie samej zataszczyć wszystko do domu. Na szczęście mimo kilku problemów, to mi się udało. Potem zabrałam się za robienie szybkiego obiadu.
        Na lotnisko wybrałam się taksówką. Nie uśmiechało mi się wlec tam komunikacją miejską, szczególnie, że w tych godzinach w metrze i autobusach robiło się tłoczno – w końcu wielu ludzi wracało z pracy czy ze szkoły do swoich domów. Postawiłam, więc na wygodniejszą formę transportu, docierając do celu dziesięć minut przed czasem.
         Wokół mnie kręciło się mnóstwo ludzi, którzy witali swoje rodziny czy przyjaciół, którzy przylatywali do Londynu z mniejszym lub większym bagażem. Stałam niedaleko automatu z kawą, przy którym umówiłam się z blondynem. Nie chcieliśmy biegać po lotnisku i szukać się nawzajem, a automat był dobrym i widocznym miejscem na to, by się nie minąć. Co jakiś czas zerkałam na wiszący przede mną duży biały zegar. Miałam wrażenie, że czas wlecze mi się niemiłosiernie długo, a to wszystko przez to, że najnormalniej w świecie nie mogłam się doczekać, by znów go zobaczyć. Dlatego każda kolejna minuta trwała dla mnie o wiele dłużej.
         Odwróciłam się i zgapiłam na ściskającą się niedaleko mnie parę, która witała się ze sobą wielokrotnymi namiętnymi pocałunkami. Uśmiechnęłam się pod nosem, wcale nie będąc zaskoczona takim zachowaniem. Zauważyłam niebieską walizkę przy nogach chłopaka, która utwierdziła mnie w fakcie, że to on przyleciał do niej.
- Hej piękna, jesteś może wolna dziś wieczorem? – Usłyszałam znany mi głos.
        Szybko oderwałam wzrok od tamtej parki, przenosząc go na blondyna, który stał tuż przede mną z szerokim uśmiechem na ustach. Odwzajemniłam go i podeszłam do niego, by wtulić się w jego ramiona.
- Nareszcie…
- Nie mogłaś się doczekać?
- A dziwisz się? – odpowiedziałam ze śmiechem, odsuwając się od niego. Dotknęłam palcami jego twarzy, widząc w jego błękitnych oczach te znane iskierki, które tak bardzo kochałam. Luke uśmiechnął się po raz kolejny i delikatnie pocałował mnie. Poczułam, jak zrobiło mi się gorąco.
- Mam niespodziankę – powiedział tajemniczo, chwytając mnie za dwie ręce.
- Niespodziankę?
- No, dokładnie – odpowiedział, kiwając głową, a potem trącił swoim nosem mój nos.
- Jaką?
- Specjalną – pociągnął z miną niewiniątka.
- Zobaczę ją teraz, czy w domu? – zapytałam, niemalże podskakując w miejscu. Byłam mega ciekawa, co takiego wymyślił Luke. Blondyn udał, że nad czymś się zastanawia, a potem pokręcił głową.
- Tutaj, w domu się nie da. Choć… W twoim mieszkaniu zrobi się przez to tłoczno.
- Tłoczno? Co, żeś zrobił Luke? – wypaliłam, uważnie mu się przyglądając.
- Nie mogę ci powiedzieć, bo nie byłaby to niespodzianka – rzucił ze śmiechem, a ja przekręciłam oczami. – To, co? Chcesz zobaczyć?
- Pewnie, że tak.
- W takim razie zamknij oczy.
- Co?
- No, zamykaj – rzucił, znów śmiejąc się pod nosem.
- Ktoś z tobą przyjechał? Matko… To Liz? – zapytałam, kiedy zamknęłam oczy, a Luke po raz kolejny zaśmiał się.
- Zaraz zobaczysz – odparł, a ja poczułam jego dłonie na swoich oczach. Stanął za mną.
- Ej!
- To tak, byś nie podglądała – powiedział, przysuwając się do mnie bliżej. – Jeszcze chwilę… Jeszcze momencik…
         Wstrzymałam oddech, starając się wyłapać cokolwiek, co by mogło mnie naprowadzić na tą jego niespodziankę, ale wokół nas panował taki harmider, że było to niemożliwe. Dlatego nie wiedziałam kto, ani ile osób z nim przyleciało. Wiedziałam tylko tyle, że kogoś ze sobą zabrał.
- Dobra – powiedział blondyn. – Raz… dwa… trzy…
        Kiedy wypowiedział ostatnie słowo, ściągnął dłonie z moich oczu, a ja spojrzałam na trzy tak bardzo mi znane uśmiechnięte twarze. Pisnęłam i rzuciłam się w stronę Caluma, Ashtona i Michaela – moje niespodziankowe trio, wpadając w ramiona pierwszego z nich. Nie mogąc w żaden sposób tego kontrolować, popłakałam się, jak dziecko. Ostatni raz na żywo widziałam ich w Australii i dopiero, kiedy stanęli tuż przede mną, zrozumiałam, jak cholernie mocno za nimi tęskniłam.
- Chyba niespodzianka się udała – powiedział Ashton, z którym teraz się witałam.
- Udała, pewnie, że się udała. Jezu… Co wy tu robicie? – wydusiłam z siebie, ocierając łzy i przechodząc do Clifforda, który szybko zgarnął mnie w swoje długie ramiona.
- Przecież mówiliśmy ci, przed twoim wyjazdem z Sydney, że któregoś razu zrobimy ci niespodziewany nalot – powiedział ze śmiechem Irwin. – Więc oto jesteśmy! – Uśmiechnęłam się szeroko, przypominając sobie, że faktycznie coś takiego powiedzieli przy stole, kiedy jedliśmy wspólne pożegnalne śniadanie.
- A skoro jest to twój ostatni weekend w Londynie, to nie mogliśmy przepuścić takiej okazji – odparł Calum.
- Luke – zwrócił się do blondyna Michael. – Powinieneś być teraz o nas zazdrosny, bo Malia zareagowała większym entuzjazmem na nas, niż na ciebie – wypalił, a Hemmings prychnął pod nosem, by po chwili znów się uśmiechnąć. Clifford zarzucił mi rękę na ramiona i znów przyciągnął do siebie.
- Dobra, ale nie musisz się do niej tak przystawiać – skwitował Luke, na co reszta zareagowała śmiechem.
- To moja przyjaciółka – pociągnął temat Clifford, wskazując mnie palcem. –Więc też mam jakieś prawa.
- Ograniczone – skwitował Hemmings. – Ograniczone i mocno okrojone.
- Nie unoś się Pingwinku – rzucił Michael, przeczesując palcami swoje niemalże białe włosy. 
         Luke skrzywił się, posyłając mi niezadowolone spojrzenie. Myślałam, że po takim czasie chłopaki mu już odpuścili, ale najwidoczniej było odwrotnie. Zrobiłam przepraszającą minę, a potem znów spojrzałam na Michaela.
- Nowy kolor – powiedziałam, wskazując palcem jego włosy.
- Podoba się?
- Pewnie. Pasują ci.
- To chciałem usłyszeć – skwitował, puszczając mnie i łapiąc za swoją małą czarną walizkę.
- Idziemy – rzuciłam, machając na nich, a potem złapałam Luke'a za rękę. – Miałam chyba jakieś przeczucie…
- Bo? – zapytał Ashton, który szedł obok mnie.
- Zrobiłam więcej makaronu z sosem na obiad, choć sama nie wiem czemu – skwitowałam.
- Jestem głodny – powiedział Luke.
- Klasyka – odezwał się ze śmiechem Calum.

        Luke miał rację mówiąc, że w moim mieszkaniu zrobi się tłoczniej. W końcu teraz zamiast jednej osoby, urzędowało w nim, aż pięć. Blondyn zaniósł swój bagaż do mojego pokoju, a chłopaków ulokowałam w salonie. Musiałam też wyciągnąć dodatkowy materac, bo we trójkę nie zmieściliby się na kanapie. Chłopaki zagrali w marynarza i szczęśliwcem, który mógł spać sam, był Ashton.
        Zostawiłam Irwina w kuchni, który pilnował podgrzewającego się jedzenia. Poszłam do swojego pokoju, by upewnić się, że w szafie mam dodatkową pościel. Na szczęście była tam, więc żaden z nich nie był skazany na spanie pod kocem. Nagle drzwi otworzyły się i do środka wszedł Hood. Powoli rozejrzał się po moim małym królestwie, a potem spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Widzę, że nadal go masz – powiedział, podchodząc do biurka. Złapał za brązowego kangura, którego wygrał w zoo.
- Tak, Calum-kangur zawsze mi towarzyszy, gdy siedzę przy komputerze – odparłam, podchodząc do niego. Mulat przejechał palcami po miękkim materiale i zaśmiał się pod nosem.
- Mam wrażenie, jakby to było dawno temu.
- Nie tak dawno, ale tak… Coś w tym jest. Jak was zobaczyłam na lotnisku, to też miałam wrażenie, jakbym nie widziała was od wieków, a minęły zaledwie trzy miesiące.
- Fajnie będzie cię mieć z powrotem w Australii – powiedział z uśmiechem. – Nasza paczka będzie w komplecie.
- Więc należę do paczki?
- Od dawna – skwitował, a ja uśmiechnęłam się szeroko. – Calum też wraca? – zapytał po chwili, pukając kangura po nosie.
- Wraca. Wraca do domu. – Mulat znów spojrzał na mnie i oboje zaśmialiśmy się.

        Po obiedzie, wróciłam do kuchni, by szybko posprzątać. Calum, Luke i Michael zajęli się oglądaniem, jakiegoś sportowego kanału w telewizji. Z pomocną dłonią przy tej pracy przyszedł mi Ashton. Rozmawialiśmy i dowcipkowaliśmy, a ogarnianie kuchni odbyło się szybciej, niż się tego spodziewałam.  
        Chcieliśmy wyjść na miasto, ale Londyn w tym dniu nie był dla nas łaskawy. Gdy tylko postanowiliśmy zacząć się szykować, zagrzmiało i lunęło z taką mocą, że odechciało nam się wystawiania nosów poza ciepłe i suche mieszkanie. Znalazłam nam za to inną formę rozrywki i zdziwiłam się, że żaden z chłopaków nie zaczął jęczeć i się stawiać. Mianowicie, zagoniłam ich do pakowania moich rzeczy. Skoro mam ich pod ręką, to mogłam ich trochę wykorzystać, by ta praca poszła sprawniej, niż bym musiała robić to sama.
        Do Sydney nie zabierałam wszystkiego. Brałam tylko najważniejsze i najcenniejsze dla mnie rzeczy – nie tylko pod względem wartościowym, ale także sentymentalnym. Pościele, ręczniki, czy naczynia postanowiłam zostawić w mieszkaniu, by nie dokładać sobie niepotrzebnego bagażu. Takie rzeczy można przecież nabyć w Sydney.
        Nagle usłyszałam dziki pisk, wydany przez Michaela, a zrobił to w taki sposób, że zabrzmiał, jak dziewczyna. Podskoczyłam i odwróciłam się w momencie, kiedy Clifford wybuchnął śmiechem. Dopiero po chwili zorientowałam się, co trzyma w rękach. Mój stary album ze zdjęciami. Zanim zdążyłam się zorientować, reszta podeszła do niego i teraz cała czwórka przeglądała stare fotografie.
- Co za żenada – skwitowałam, siadając obok Luke'a, który wlepił we mnie wesołe spojrzenie.
- Ty moje widziałaś, a ja twoich nie – odpowiedział, a ja wzruszyłam ramionami. – Będziemy kwita.
- Żenada – powtórzyłam, kiedy Calum zaśmiał się pod nosem i popukał w jedno ze zdjęć.
- Ale byłaś słodziutka – odezwał się Ashton, spoglądając na zdjęcie, na którym miałam może z rok, śmiesznego kitka na czubku głowy i czerwone lakierki. Tata trzymał mnie w ramionach, a ja obejmowałam jego szyję małymi rączkami. Uśmiechnęłam się pod nosem.
- Jesteś podobna do mamy – stwierdził Michael, przyglądając się raz mi, a raz zdjęciu, na którym byli moi rodzice. – Nawet bardzo podobna.
- Zawsze mówili, że jestem bardziej podobna do taty – powiedziałam, ale Clifford szybko pokręcił głową.
- Do mamy – powtórzył Michael.
- Ej, a ten mały chłopczyk, to kto? – zapytał Luke, wskazując kolejne zdjęcie. Na nim miałam z siedem lat i stałam przy bramie naszego domu, w którym się wychowałam i mieszkałam, aż do śmierci rodziców. Obok mnie znajdował się mały chłopiec, który sięgał mi do klatki piersiowej, a na głowie miał czapkę z Kaczorem Donaldem.
- To? To Oscar – powiedziałam ze śmiechem.
- Oscar? Ten Oscar? – zapytał, z niedowierzaniem.
- Ten Oscar – odpowiedziałam z uśmiechem. – Był moim sąsiadem. W sumie nadal tam mieszka.
- To przez ciebie Oscar poznał Sharon? – zapytał Michael, a ja pokiwałam głową. – Nieźle. I do tego cię pewnie przerósł.
- Zdecydowanie mnie przerósł – rzuciłam ze śmiechem.
- To jest urocze – powiedział Ashton, wskazując kolejne zdjęcie. Siedziałam na nim z Sharon w parku i obejmowałyśmy się ciasno ramionami, nie zwracając uwagi na to, że nasze czekoladowe lody ściekając nam po rękach. Tu, o ile dobrze pamiętałam, miałyśmy dziewięć lat. Zaśmiałam się znowu, przypominając sobie, że zaraz po zrobieniu tego zdjęcia przez moją mamę, lody wylądowały na naszych koszulkach, przez co miałyśmy niezły ubaw, a nasze mamy więcej prania.
- Ja i Sharon z czasów szkolnych – poinformowałam go.
- A tu? – odezwał się Calum.
- Moi dziadkowie od strony taty.

        Choć przerwa na oglądanie moich zdjęć, nieco się przeciągnęła, to i tak do kolacji zdążyliśmy ogarnąć całe to pakowanie moich manatków. Na wierzchu pozostały tylko najbardziej przydatne rzeczy, które będą mi potrzebne przez ten weekend. Reszta spoczęła w walizkach.
        Deszcz nadal bębnił w szyby, a ja miałam nadzieję, że jutro pogoda będzie o wiele lepsza, bo chłopaki w końcu nie przylecieli tu, by siedzieć w domu. Chciałam im pokazać najciekawsze miejsca w Londynie, by ich wycieczka nie poszła na marne. Dzisiejszego wieczoru jednak musieliśmy zadowolić się własnym towarzystwem i filmami, które zaczęliśmy wspólnie oglądać.
- Nie wchodź tam! – krzyknął Michael tak, że podskoczyłam w ramionach Luke'a, z którym siedziałam na kanapie. – Boże… Nie wchodź tam!
         Spojrzałam na blondyna, a on wzruszył ramionami. Wybuchłam śmiechem, przez co Clifford poruszył się raptownie na swoimi miejscu i spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Nie strasz ludzi – odparł, a ja dalej śmiałam się w najlepsze. – I jeszcze rozsypałem popcorn.
- Bo ty nie umiesz oglądać filmów, jak normalni ludzie – skwitował Ashton, który siedział obok niego.
-To horror – powiedział Michael. – A zresztą, jakim trzeba być cymbałem, by łazić pod domu i sprawdzać kolejne pokoje, wiedząc, że biega za tobą morderca z maczetą?
- To film Mikey – rzucił Calum. – A w filmie ludzie robią głupie rzeczy.
- Odrealnione – skwitował białowłosy, co wywołało z naszej strony śmiech. – O! I odciął jej głowę! Po chuj ona tam lazła? 
         Wymieniłam spojrzenia z blondynem i znów zaśmiałam się pod nosem. Oglądanie z Michaelem horroru zmieniało się w komedię, a ja nie mogłam skupić się na tym, co dzieje się na ekranie, bo co chwilę rozwalały mnie na łopatki jego komentarze. A Clifford zawsze miał coś do powiedzenia, obojętnie, jak nudna wydawałaby się być scena. O dziwo nie przeszkadzało mi to, czego nie mogę powiedzieć o reszcie, bo kilka razy Hood i Irwin uderzali go w ramię, by w końcu był cicho. Mikey jednak miał ich gdzieś.

        Przyszykowałam chłopakom miejsca do spania. Calum i Michael spali na kanapie, a Ashton zajął dmuchany materac, który ustawił niedaleko telewizora, by mieć na niego lepszy widok. Potem rozpoczęła się kolejka do łazienki, bo nas było pięcioro, a ona jedna. W końcu po długim czasie, każdy był gotowy do spania.
        Zgasiłam światło i podeszłam do łóżka, w którym od dłuższego czasu przebywał Luke. Odchyliłam kołdrę i położyłam się obok niego, od razu wtulając się w jego ciepłe ciało. Przejechałam palcami po jego brzuchu. Uwielbiałam być z nim tak blisko.
- Jutro wyjdziemy na miasto – powiedziałam, kreśląc kółka na jego skórze.
- Pasuje. Chłopaki chcieli zobaczyć kilka miejsc.
- Nie ma sprawy. Potem wpadną do nas Sharon i Oscar.
- Wiem, mówiłaś – rzucił, a potem przekręcił się na bok. 
       Ułożył się tak, że teraz leżał twarzą do mnie. Uśmiechnęłam się, a on zrobił to samo. Przymknęłam oczy, kiedy przybliżył się, by po chwili złączyć nasze usta w spokojnym pocałunku.
       Naparł na mnie mocniej, a ja położyłam się na plecach. Nie odrywał swoich ust od moich, zmieniając nasz pocałunek w nieco szybszy i bardziej zachłanny. Przez chwilę myślałam, że zabraknie mi powietrza, ale Luke odsunął się nieco, by palcem przejechać po mojej dolnej wardze.
- Kocham cię – wyszeptał, a ja poczułam, jak od tych dwóch słów zrobiło mi się cieplej.
- Ja ciebie też kocham Pingwinku.
- I naprawdę cieszę się, że zdecydowałaś się na tą przeprowadzkę.
- Zobaczymy, czy będziesz tak samo mówił, gdy już tam będę – rzuciłam ze śmiechem.
- Będę, bo od zawsze chciałem cię mieć blisko siebie – odparł, by znów złączyć nasze usta.
         Wsunęłam mu dłoń we włosy, kiedy przywarł do mnie mocniej. Poczułam jego rękę, która powoli wędrowała od mojego uda, po biodra, by po chwili wsunąć się pod koszulkę piżamy. Jego palce rozpalały moją skórę, a ja zamruczałam pod nosem. Było to tak przyjemne uczucie, z którego chciałam czerpać, jak najwięcej.
- Luke.
- Tak?
- Chłopaki chyba jeszcze nie śpią.
- Mam ich gdzieś. Nie będą nam przeszkadzać.
- Skąd wiesz?
- Wiem, po prostu wiem – odparł z uśmiechem.
- Nagadałeś im coś?
- Nie. Po prostu wiem. Bo będąc na ich miejscu, też bym nie przeszkadzał tym, co są w pokoju obok. Szczególnie, że tak dawno się nie widzieli – wyszeptał, a ja poczułam przyjemny dreszcz, który przebiegł mi po plecach. Objęłam go mocniej, a Luke znów wpił się w moje usta. W sumie miał rację…



***
Mam nadzieję, że rozdział przypadł wam do gustu :) 
Trwa odliczanie - do zakończenia tego sezonu zostały jeszcze dwa rozdziały. I tak, będzie kolejna część opowiadania, więc jeszcze was pomęczę :)

Dziękuję za wasze miłe i mega motywujące słowa! Jesteście najlepsze!

Kolejny rozdział w następny piątek :D

Pozdrawiam!

4 komentarze:

  1. Chłopaki do niej przyjechaliii... Jak słodko <3
    Przeprowadzka już za niedługo... jestem bardzo podekstytowana XD
    Genialny rozdział, czekam na następny
    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  2. Luke to słodziak, zresztą jak oni wszyscy. Mikey w tym rozdziale mnie rozwalił XD ooo ta krótka rozmowa Malii i Caluma była urocza :) a końcówka taka lekko hot i szkoda, że nie pociągnęłaś tego dalej - ty wiesz, jak ja lubię te twoje niegrzeczne hot scenki XD Luke też przestał być taki niewinny :) nie mogę się doczekać kiedy Sharon pozna reszte 5SOS ;)
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mogę doczekac się tej przeprowadzki, ale smuci mnie że Sharon będzie daleko :c
    Oh.. Mikey tu przypomina mi mojego kolege, przez którego horrory mnie śmieszą a nie straszą hahaha
    Ostatnio nie komentowałam (nie było mnie w zasięgu) ale wróciłam! (xd) Rozdział świetny, jak zasze i spokojnie, to że będzie kolejna część bardzo mnie cieszy i nie męczysz mnie tym opoeiadaniem bo ja je kocham!
    Dobrze już, życzę weny, ściskam i całuje / Anna x

    OdpowiedzUsuń