piątek, 4 września 2015

S2 - Rozdział 9

Londyn, 18 listopada 2012 roku


         Obudziłam się słysząc wibrację w telefonie. Zresztą miałam wrażenie, że cały czas spałam na tak zwanej czujce, żeby nie przeoczyć tego cichego budzika. Nie chciałam go nastawiać na cały regulator, by nie wyrwać ze snu Luke'a. Miałam, bowiem do załatwienia pewną sprawę.
         Wyplątałam się z ramion blondyna, a potem okryłam go szczelnie kołdrą. Związałam włosy w niedbały kok, a potem wciągnęłam na piżamę dresy i bluzę. Założyłam skarpetki i wyszłam z pokoju. Skorzystałam szybko z łazienki, żeby jako tako wyglądać, a następnie założyłam buty.
         Czując lekkie oznaki kaca, przeszłam do pokoju, w którym spała reszta. Podeszłam do materaca i nachyliłam się nad Sharon. Leciutko potrząsnęłam jej ramieniem, a ona skrzywiła się, by po chwili otworzyć oczy.
- Co jest?
- Pamiętasz, że chciałam z tobą porozmawiać, o czymś ważnym?
- Coś mi świta. Teraz?
- Teraz. Potem już nie będzie na to czasu – wyszeptałam, a ona kiwnęła tylko głową.
          Sharon poszła do łazienki, by tak, jak ja z grubsza się ogarnąć, a ja wróciłam do pokoju, by wziąć dla niej jakieś dresy i bluzę. Następnie ubrałyśmy kurtki i cicho wyszłyśmy z domu, zamykając go na klucz.
         W listopadzie poranki w Londynie były chłodne, więc jak tylko wyszłyśmy na zewnątrz, okryłam się mocniej kurtką. Skierowałyśmy się do pierwszego otwartego sklepu. Obie odczuwałyśmy skutki wczorajszej popijawy, więc musiałyśmy zainwestować w coś do picia. Do tego włączyło mi się ssanie, więc byłam głodna, jak wilk. Oprócz wody niegazowanej wzięłam dwie drożdżówki, które pochłonęłam zanim doszłyśmy do pobliskiego parku.
         W parku było prawie pusto. Zresztą dopiero budził się nowy dzień, więc nawet się temu nie dziwiłam. Usiadłyśmy na ławce i przez chwilę spoglądałyśmy na prawie nagusieńkie drzewa, które intensywnie gubiły swoje liście. Między nami panowała przyjemna cisza. Pierwsza przerwała ją Sharon.
- Powiesz mi, o co chodzi?
         Odwróciłam się, spoglądając w jej zaspane zielone oczy. Była blada, jak ściana, ale i tak uśmiechała się do mnie szeroko. Odpowiedziałam jej tym samym, a potem upiłam łyk wody. Lekko zawiało, więc naciągnęłam na głowę kaptur, by nieco osłonić się przed pogodą.
- Wiem, że ty i Oscar nadal szukacie mieszkania – powiedziałam powoli.
- Ceny za wynajem nie są ostatnio jakoś super niskie, a nie chcemy płacić za jakąś klitkę, nie wiadomo ile.
- Dlatego sporządziłam umowę – pociągnęłam, a Sharon zrobiła zaskoczoną minę.
- Jaką umowę?
- Jeśli oczywiście będziecie chcieli na to pójść – dodałam tajemniczo, a ona zmrużyła na mnie oczy, próbując wyczytać coś z mojej twarzy.
- Wyduś to z siebie.
- Chcę wam wynająć mieszkanie.
- Co?! Bez jaj?! To mieszkanie?!
- Mam do niego jakiś pieprzony sentyment. Nie potrafiłam go, od tak sprzedać. Zresztą może kiedyś się przyda. Będę jednak w Australii, a mieszkanie to będzie stało puste. Pomyślałam, że może wy chcecie się nim zająć.
- Żartujesz? – wydusiła z siebie, robiąc wielkie oczy.
- Nie będziecie mi oczywiście płacić za wynajem. Pokryjecie, tylko koszty za czynsz i będziecie regulować rachunki za media, telewizję i internet. Podpiszecie ze mną umowę, abyście mieli większe pole do popisu.
- Ty mówisz serio?
- Sharon jesteś najlepszą osobą, która może się zająć tym mieszkaniem – powiedziałam, klepiąc ją po ramieniu.
- Naprawdę chcesz to zrobić?
- Pewnie. Możecie wprowadzić się od razu.
- Jesteś najlepsza! – krzyknęła, a potem rzuciła się w moje ramiona. 
         Objęłam ją ciaśniej, wtulając twarz w jej kurtkę. Cholera… Tak bardzo będzie mi jej tam brakować. Ona chyba musiała pomyśleć o tym samym, bo po chwili usłyszałam, jak cicho chlipie pod nosem. Oderwałam się od niej, by spojrzeć w jej załzawione zielone oczy.
- Będzie dobrze…
- To ten czas prawda – wydusiła z siebie. Jak tylko o tym pomyślałam, sama się popłakałam.
          Dla zwykłego przechodnia, który obserwowałby nas z boku, musiałyśmy wglądać dość dziwnie. Dwie zaspane i nieogarnięte dziewczyny, wylewają łzy w środku londyńskiego parku. Do tego w tak kiepską pogodę. Mnie jednak było wszystko jedno. To była tylko nasza chwila, bez żadnych świadków.
- Obiecaj mi… Obiecaj mi, że będziesz mnie informować o wszystkim, co będzie się działo w twoim życiu – powiedziałam wilgotnym głosem, wycierając twarz rękawem bluzy. – O każdym zdanym egzaminie, każdym mniejszym lub większym sukcesie, a nawet o porażkach. Masz mówić mi o problemach, a kiedy będzie źle i będziesz mnie potrzebować, ja obiecuję, że zrobię wszystko, by szybko wrócić do Londynu i przejść to razem z tobą, okej?
- Obiecuję, ale ty też mi to obiecaj.
- Obiecuję.
- I to, że tam o mnie nie zapomnisz.
- Daj spokój Sharon, jak mogłabym o tobie w ogóle zapomnieć. Jesteś dla mnie, jak siostra. Nadal będziemy najlepszymi przyjaciółkami i ta odległość wcale tego nie zmieni!
- Wiem, że sama byłam optymistycznie nastawiona do tej całej twojej przeprowadzki – rzuciła, pociągając nosem. Z jej zielonych oczu w dalszym ciągu leciały słone łzy. – Nie wiedziałam tylko, że jak przyjdzie, co do czego, że to będzie tak mocno bolało.
- Takie pożegnania zawsze bolą.
- To nie pożegnanie.
- Nie, to nie pożegnanie.
- To tylko dłuższe do widzenia.
- Dokładnie. Zawszę będę obok ciebie.
- Ja tak samo… Ja tak samo – powiedziała, a potem wtuliła się we mnie, a ja w nią.
         Siedziałyśmy tak razem przez dłuższy czas, wylewając kolejne porcje łez, aż w końcu poczułyśmy, że możemy ruszyć dalej. Że możemy wrócić do domu i każda z nas pójdzie w swoją stronę. Wiedziałam, że będziemy osobno fizycznie. Jednak po tym wszystkim, co przeszłyśmy i przeżyłyśmy, to i tak nic się nie zmieni, bo mimo tego i tak będziemy obok. Nawet, jeśli brzmi to dość dziwnie. Sharon w tym momencie była jedną z ważniejszych osób w moim życiu i nie wiem, co by musiało się stać, by to uległo jakiejkolwiek zmianie.

         Po powrocie do domu nie wyglądałyśmy może zbytnio zachęcająco, ale ogarnęłyśmy się jeszcze bardziej i mogłyśmy w końcu pokazać się innym na oczy. Razem z chłopakami wylatywałam do Australii w południe, więc musiałam w końcu ich wszystkich zacząć budzić.
         Sharon jednak postanowiła żeby to Oscar pierwszy wstał. Chciała powiedzieć mu o mieszkaniu. No i to był kolejny moment, kiedy się popłakałam. Ona zresztą też. Pożegnałam się z przyjacielem, a potem rozkleiłam się ponownie, bo i on zaczął przełykać łzy. Znaliśmy się od dziecka i nie powiem żeby żegnanie się z nim było łatwiejsze, niż żegnanie się z Sharon. Bolało tak samo.

         Weszłam do pokoju, aby obudzić Luke'a. Podeszłam do łóżka i lekko potrząsnęłam chłopakiem. Blondyn jęknął pod nosem, a potem już chciał się zakopać w pościeli, ale ja szybko złapałam za kołdrę. Usłyszałam, jak się zaśmiał. Spojrzał na mnie, a widząc moją twarz, zrobił zdezorientowaną minę.
- Co się stało? – zapytał, szybko siadając na łóżku. Złapał mnie za ręce i przyciągnął do siebie. Usiadłam na jego nogach, a on objął mnie mocno ramieniem.
- Włączyło ci się love? – odparłam ze śmiechem.
- Nie zmieniaj tematu. Płakałaś – stwierdził, wskazując palcem moje zaczerwienione oczy.
- No, trochę…
- Bo?
- Rozmawiałam z Sharon, a potem z Oscarem i tak jakoś wyszło.
- Och, jasne – powiedział, a potem wtulił się we mnie. – To te gorsze strony twojej wyprowadzki.
- Zdecydowanie. Chętnie zabrałabym ich tam ze sobą.
- Domyślam się – rzucił, przejeżdżając dłonią po moim ramieniu. – Ale będzie dobrze. Zobacz, my dawaliśmy sobie radę, więc ty i Sharon też dacie.
- Wiem, Pingwinku.
- Nie lubię, jak płaczesz.
- Wiem, ale nie zdziw się, jak dzisiaj poryczę się jeszcze raz.
- Biorę to pod uwagę – powiedział, delikatnie całując mnie w usta. 
          Naparłam na niego mocniej, by zmusić go do szybszego pocałunku. Poczułam, jak Luke się uśmiecha. Przystał na moją propozycję, przekręcając głowę, by go pogłębić i nieco zwiększyć tempo.
- Kocham cię- wyszeptałam, a on dotknął swoim nosem mój nos.
- Też cię kocham.

          Michaela ciężko było dobudzić, gdy był trzeźwy. Teraz miałam wrażenie, że po wczorajszym piciu będzie to niemożliwe. W końcu naprawdę mu odpuściłam, kiedy oznajmił mi, że naprawdę fatalnie się czuje i na samą myśl o jedzeniu robi mu się niedobrze. Najwyżej zje coś później.
          Podczas śniadania panowała luźniejsza atmosfera, choć nad nami coraz mocniej wisiała perspektywa prawdziwego pożegnania się. Starałam się o tym nie myśleć, choć i tak to wdzierało mi się do głowy. Na szczęście chłopaki zabawiali nas dowcipami i śmiesznymi historyjkami, więc przynajmniej nie było cicho i spokojnie. Dzięki temu, nieco odwracali moją uwagę od wyjazdu.

          W końcu nastąpiła godzina zero. Wszyscy dopakowaliśmy się do końca, a Luke biegał po mieszkaniu, zbierając swoje rzeczy, które były dosłownie wszędzie. Do tej pory nie rozumiem, jak on to robi, ale chyba nigdy nie będzie mi to dane, by to ogarnąć. Sharon i Oscar nadal byli z nami, chcąc towarzyszyć nam w drodze na lotnisko. Domyślałam się, że tam poryczę się po raz kolejny, więc wcisnęłam sobie do kieszeni dodatkową paczkę chusteczek.
          Zamówiliśmy dwie taksówki. Musieliśmy zmieścić się nie tylko my, ale także moje duże bagaże, które wylatywały z Londynu razem ze mną. Rzeczy mieliśmy, więc całkiem sporo i dziękowałam chłopakom za to, że wpadli na tak genialny pomysł z tą całą niespodzianką, bo ja i Luke nie bylibyśmy w stanie tego wszystkiego ogarnąć i skontrolować. A tak w piątkę daliśmy sobie radę.
          W drodze na lotnisko czułam dwa bardzo skrajne uczucia na raz. Pierwszym była czysta ekscytacja tym nowym etapem, który zamierzałam rozpocząć. Nowy etap życia lub nowe życie, jak często się o takich sprawach mówi. Byłam ciekawa mojego nowego mieszkania, nowej uczelni, pracy i miejsc, które tam zobaczę. Nie mogłam się odczekać, by znów zobaczyć Liz i Andrewa. Zastanawiałam się, jak to będzie być normalnie z Lukiem. Czy będzie tak wspaniale, jak na wakacjach? Z pewnością zaczniemy mieć wzloty i upadki, ale przedtem nie było nam dane to, by być ze sobą tak blisko na dłużej. Dzieliło nas zawsze tysiące kilometrów i teraz to miało się w końcu zmienić.
          Z drugiej strony towarzyszył mi smutek, ból i niewielki niepokój tą zmianą. Zostawiałam za sobą nie tylko Sharon i Oscara, którzy byli mi bliscy. Którzy byli dla mnie rodziną, choć nie byliśmy ze sobą spokrewnieni. Zostawiałam tu miejsca, które znałam od dziecka. Miasto, w którym się wychowałam i dorastałam. Miasto, w którym było tyle wspaniałych, a także smutnych wspomnień. Sentyment… Miałam ogromny sentyment do tego miasta.

           W końcu dotarliśmy na lotnisko. Nadaliśmy nasze bagaże, a potem przyszedł czas na odprawę. Jednak najpierw musiałam raz jeszcze pożegnać się z Sharon i Oscarem. Chłopaki zrobili to jako pierwsi. Luke nieco dłużej zatrzymał się przy blondynce, a ona mocno go uściskała, każąc mu mnie pilnować i na mnie uważać. Ja ustawiłam się do tej pożegnalnej kolejki jako ostatnia.
           Wystarczyło jedno spojrzenie na nich, bym popłakała się na nowo. Przywarłam do Oscara, a on podniósł mnie do góry. Zaśmiałam się przez łzy. Mój przyjaciel poklepał mnie po plecach, a potem spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem. Widziałam, jak jego ciemne oczy zrobiły się wilgotne. Zamrugał nimi, by odpędzić cisnące się do kącików łzy, ale i tak kilka z nich uwolniło się, lekko mocząc mu policzki.
- Uważaj tam na siebie – powiedział, obejmując mnie po raz kolejny.
- Ty też tu na siebie uważaj, mały – rzuciłam, a on zaśmiał się.
- Nie nazywałaś mnie tak, odkąd skończyłem czternaście lat.
- To było całkiem niedawno – zażartowałam, a on przytulił się do mnie znowu. – Będę tęsknić.
- Ja tak samo.
           Odsunęłam się od niego, by przejść do Sharon. Jak tylko stanęłam naprzeciwko niej, moja przyjaciółka rzuciła się w moje ramiona. Jej twarz była cała mokra od łez, ale ona nie zamierzała tego, w jakikolwiek sposób kontrolować. Zresztą, ja też nie.
          Przez chwilę stałyśmy mocno w siebie wtulone. W końcu jednak oderwałam się od niej, ujmując jej twarz w dłoniach. Uśmiechnęła się przez łzy, a z jej ust wydobył się cichy szloch. Byłam pewna, że ja tak samo, jak ona mam rozmazany cały makijaż. Teraz jednak to nie miało większego znaczenia.
- Tak cholernie będę za tobą tęsknić – powiedziała wilgotnym głosem.
- Ja za tobą też. Pamiętasz, o czym mówiłyśmy w parku?- Pokiwała głową. – Nigdy o tym nie zapominaj, dobra? Nigdy. Ja też nigdy nie zapomnę.
- Będę pamiętać.
- Opiekujcie się moim mieszkaniem. – Sharon uśmiechnęła się. – I koniecznie musicie odwiedzić Australię. I to nie raz.
- Nie raz. Ale ty też będziesz tu wpadać?
- Oczywiście! Innej opcji nie widzę.
- Tak bardzo nie chcę byś wyjeżdżała – mruknęła, znów mnie obejmując. – Naprawdę nie wiem, dlaczego zgodziłam się na ten głupi pomysł. – Zapłakałam po raz kolejny. – Nie, no… Wiem, czemu. Warto nie raz podążać za uczuciem. A wasze jest silne – dodała cicho. – Ciesz się każdą chwilą…
- Wiem. Kto, jak kto, ale ja wiem, jak życie potrafi być kruche. Będziesz pamiętać o moich rodzicach?
- Tak, jak to ustaliłyśmy. Minimum raz w miesiącu dostarczę im świeczkę i kwiaty w twoim imieniu.
- Dziękuję… Za to, że byłaś, jesteś i będziesz.
- Jeśli chcesz, bym nabawiła się jakieś depresji, to dobrze ci idzie – powiedziała, kręcąc nosem.
- Malia musimy już iść – odezwał się Luke.
- O mój Boże… Zaraz chyba pęknie mi serce – odparła blondynka, a ja znów mocno ją objęłam.
- Kocham cie Sharon.
- Ja ciebie też Malia.
- Do zobaczenia.
- Oby szybkiego.
          Oderwałam się od niej, wylewając kolejne łzy. Sharon wtuliła się w Oscara, machając mi ręką. Poczułam, jak palce Luke'a splatają się z moimi. Odmachałam jej, a potem odwróciłam się. Hemmings zarzucił mi rękę na ramiona i przyciągnął do siebie, pozwalając na to, bym zmoczyła mu łzami koszulkę. Dołączyła do nas reszta i razem ruszyliśmy w stronę bramki. 
          Spojrzałam przez ramię, by raz jeszcze rzucić okiem na moich przyjaciół. To bolało, cholernie bolało, ale musiałam zobaczyć ich po raz kolejny. Gdy to zrobiłam, Sharon zacisnęła usta i znów rozpłakała się, jak dziecko. Oscar mocniej objął ją ramionami. Wiedziałam, że nie jest to nasze ostatnie spotkanie, ale mimo wszystko poczułam w sercu dziwną, bolesną i mało przyjemną pustkę. Miałam jednak doświadczenie w tych sprawach, więc byłam pewna, że niedługo przejdę z tym na porządek dzienny i na nowo nauczę się z tym funkcjonować. W końcu, ani Sharon, ani Oscara nie zostawiłam na zawsze. Nie mogłam się odczekać naszego kolejnego spotkania. 


***
I mamy za sobą ostatni rozdział z tego sezonu :) Mam nadzieję, że się wam podobało. 

Pierwszy rozdział części 3 pojawi się tradycyjnie w następny piątek! 

Dziękuję wam za miłe słowa! 

Pozdrawiam!

5 komentarzy:

  1. Ja też się popłakałam ... To takie wzruszające...
    Rozdział świetny ^^ I już nie mogę się doczekać co wymyślisz w 3 sezonie ;---)
    Życzę weny, pozdrawiam ^.^

    OdpowiedzUsuń
  2. Ajj łezki poleciały...:c szkoda mi Sharon i Oscara kurcze, no ale cóż, dadzą radę ;) Teraz oby do piątku :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Poryczałam się razem z nimi. Co to opowiadanie ze mną robi ;) szkoda, że dziewczyny musiały się rozstać, choć teraz Malia będzie częściej z Lukiem. Nie mogę doczekać się kolejnego sezonu i tego co tam wydarzy się w Australii :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej pewna osoba podesłała mi link do twojego bloga i jest naprawdę ekstra bardzo mi się podoba i już nie mogę się doczekać sezonu 3. A teraz lecę na twój drugi blog pod jednym dachem
    Pozdrawiam Marcela

    OdpowiedzUsuń