piątek, 11 września 2015

S3 - Rozdział 1

Sydney, 20 listopada 2012 roku


         Podróż upłynęła nam całkiem znośnie. Być może powodem tego było, że wszyscy odczuwaliśmy skutki nocnego picia – jedni większe, drudzy mniejsze.  W Singapurze mieliśmy dłuższą przerwę techniczną i dopiero tam nieco odżyliśmy.
         Wylądowaliśmy w Sydney około piątej popołudniu. W sumie w podróży spędziliśmy ponad dwadzieścia cztery godziny. Cieszyłam się, że to już koniec. Nie mogłam się doczekać, kiedy opuszczę samolot, a potem lotnisko.
          Zapakowaliśmy się do większej taksówki, która pomieściła nie tylko nas, ale również nasze liczne bagaże. Jak tylko ruszyliśmy, poczułam nagłe podekscytowanie. Właśnie mieliśmy jechać do mojego nowego mieszkania, a ja nie mogłam się doczekać, kiedy je w końcu zobaczę na żywo. Chłopaki, co prawda wysłali mi liczne zdjęcia, jak ta moja kawalerka wygląda, ale jednak nic nie umywa się do tego, by zobaczyć wszystko na własne oczy.
          Mieszkanie mieściło się kawałek od plaży, na spokojnym i cichym osiedlu we wschodniej części Sydney. Poznawałam te rejony, bo kilka razy przechodziłam tamtędy, gdy byłam tu na wakacjach. Od domu Hemmingsów dzieliło mnie pół godziny drogi piechotą. Jeszcze to chyba do mnie nie docierało, że będę mieć Luke'a, aż tak blisko siebie. W porównaniu do wcześniejszej odległości, jaka nas dzieliła, ta wyglądała na śmiesznie małą.
          Taksówka zatrzymała się przed niewysokim budynkiem z czerwonej cegły. Cały obiekt miał cztery piętra, a moja kawalerka mieściła się na drugim. Dostrzegłam równie przystrzyżony trawnik przy klatce schodowej, a wzdłuż budynku powsadzano bujnie rosnące, niewielkie ozdobne krzaczki, z białymi małymi kwiatkami. Wejście do środka było szerokie, a drzwi przeszklone w górnej ich części. Płaski dach nadawał budynkowi wygląd kształtnego kartonowego pudełka.
          Złapaliśmy za bagaże i obładowani ruszyliśmy w kierunku drzwi. Michael otworzył je kluczami i jako pierwszy wszedł na kremową klatkę schodową. W środku było o wiele chłodniej, niż na zewnątrz. Na samym dole znajdowała się para drzwi, które prowadziły do mieszkań na parterze. My skierowaliśmy się w stronę równych, wykafelkowanych schodów, aby dostać się na górę.
         W końcu Clifford zatrzymał się przed mieszkaniem. Spojrzałam na ciemne drzwi z mosiężną siódemką na górze. Chłopak uśmiechnął się, wyciągając w moją stronę niewielki pęk kluczy.
- Czyń honory – powiedział, podają mi je. 
         Zauważyłam breloczek w kształcie gitary. Najwidoczniej Michael postanowił osobiście przyozdobić mi klucze. Ja jednak chciałam doczepić do nich mojego psa, którego dostałam kiedyś od Luke'a. Tak, nawet ten breloczek poleciał ze mną do Australii.
- Mam nadzieję, że jak tylko wejdę, to nie dostanę czymś po głowie – rzuciłam ze śmiechem. Wiedziałam bowiem, że chłopaki mogliby mi na dzień dobry zrobić jakiś kawał.
- Nic z tych rzeczy –odezwał się Calum z uśmiechem.
          Zmierzyłam go wzrokiem, przemilczając jego słowa. Zostawiłam walizki za sobą i podeszłam do drzwi, stając obok Michaela. Przekręciłam klucze w dłoni, a potem otworzyłam jeden, a następnie drugi zamek. Moja dłoń spoczęła na zimnej klamce. Nacisnęłam ją, a drzwi ustąpiły.
          Z ciekawością weszłam do środka, zostawiając bagaże chłopakom. Nie mogłam się doczekać, by się od razu nie rozeznać w kawalerce. Moje oczy rozszerzyły się, a na twarzy pojawił się uśmiech. Była idealna. Idealna dla mnie. W końcu nie potrzebowałam dużo miejsca.
          Z klatki schodowej wchodziło się do niewielkiego korytarzyka, w którym znajdował się wieszak, przyczepiony na ścianie. Pod nim stała gruba i jasna półka na buty. Po lewej stronie znajdowało się wejście do białej łazienki i to dość sporej, jak na kawalerkę. Zmieściła się tam ubikacja, podłużny prysznic, umywalka, pralka, rozkładana suszarka i duże kwadratowe lustro bez ramy.
          Drugie wejście prowadziło do liliowego salonu z białym aneksem kuchennym. Ruszyłam w tamtą stronę, słysząc, jak chłopaki podążają za mną. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej na widok przede mną. Na zdjęciach w ogłoszeniu mieszkanie było praktycznie puste, nie licząc mebli i urządzeń kuchennych. Brakowało w nim jednak innych rzeczy. Dlatego poprosiłam chłopaków o to, by zaopatrzyli mnie w sofę, szafki, stolik do kawy, biurko i telewizor. Oczywiście wszystko wybrałam sama, a oni mieli tylko nadzorować pracowników dużego sklepu meblowego połączonego z RTV i AGD. Nie sądziłam jednak, że dodadzą coś od siebie.
         Na czarnej sofie znajdowały się równie czarne poduszki. Telewizor stał na czarnej szafce, a na niej poustawiano filetowe ozdobne świeczki. Stolik do kawy również był czarny, ze szklanym środkiem i niewielką półką pod całością. Nad sofą wisiał pusty regał, który niedługo pewnie zapełni się książkami. Po drugiej stronie, z dala od całości, znajdowała się ciemna duża szafa, która pomieści moje ubrania, pościel i koce, które również kazałam im kupić oraz biurko z wysokim krzesłem. Chłopaki dodatkowo kupili trzy doniczkowe kwiaty, które ustawili na parapecie. Zawiesili białą firankę, a także kilka obrazów, które mi się spodobały. Głównie była to abstrakcja w kolorze fioletu i czerni oraz jeden krajobraz z plażą. Kuchnia układała się w literę U. Po środku stał jasno brązowy stół, z sześcioma krzesłami. Ogólnie mieszkanie na zdjęciach wyglądało na nieduże, ale gdy weszło się do środka, było naprawdę przestronne.
         Zaśmiałam się pod nosem, podchodząc do stołu. Na środku niego stała duża, biała, kwadratowa miska wypełniona po brzegi kolorowymi cukierkami. O nią opierała się karteczka z napisem – Witamy w domu. Odwróciłam się do chłopaków, którzy wnieśli moje bagaże.
- Jesteście najlepsi – powiedziałam, podchodząc do nich. Uściskałam każdego po kolei.
- Podoba się? – zapytał Ashton.
- Pewnie. Nie wiedziałam, że aż tak je urządzicie.
- Jest tu wszystko, co chciałaś mieć- odparł Luke. – Plus kilka naszych dodatków w formie dekoracji. Mam nadzieję, że z tym trafiliśmy?
- Trafiliście, wygląda naprawdę dobrze.
- Trzymaliśmy się kolorów – odezwał się Michael. – Choć ja chciałem wywalić ci na środku duży obraz z czerwonym samochodem, ale chłopaki uznali, że to nie będzie pasować do tego pokoju.
- Tak… Raczej czerwony samochód, by tu nie pasował, ale i tak dziękuję za wszystko.
- Było całkiem fajnie – skwitował Calum. – Nigdy nie bawiłem się w dekoratora wnętrz. W sumie… Mógłbym to robić zawodowo. To całkiem lajtowa praca- oznajmił, a ja uniosłam brwi do góry. Hood śpiewałby inaczej, gdyby spotkał nazbyt wymagających klientów.
- Będziemy się już zbierać – rzucił Irwin.
- Co? Tak szybko?
- Pewnie rodzice za nami płaczą- skwitował Ashton ze śmiechem. – Zresztą wy też zaraz wychodzicie.
- Wychodzimy? – zapytałam, odwracając się do Luke'a.
- Moi rodzice na nas czekają. Nie mówiłem ci? – Pokręciłam głową. - Byłem pewny, że tak.
- Wpadnijcie do mnie jutro – zwróciłam się do chłopaków. – Zapraszam na coś w rodzaju parapetówy.
- Na to czekałem – skwitował z uśmiechem Ashton. –Wpadniemy.
- Tak, wpadniemy – powiedział Calum. – A teraz miłej walki z rozpakowywaniem walizek.
- Do jutra i jeszcze raz dzięki za wszystko.
- Od tego są przyjaciele – rzucił Michael, klepiąc mnie po ramieniu. – Do zobaczenia.
- Pa, Malia!
- Pa- odpowiedziałam, odprowadzając ich wzrokiem.
         Kiedy zamknęły się za nimi drzwi, raz jeszcze rozejrzałam się po nowym mieszkaniu. Wiedziałam, że to jest całkiem inne, niż te, które miałam w Londynie. Czułam jednak, że szybko się do niego przyzwyczaję. Odwróciłam się, by zerknąć na blondyna, który obserwował mnie z zaciekawieniem. Na jego twarzy widniał lekki uśmiech. Odpowiedziałam mu tym samym.
         Luke złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Przywarłam do niego mocniej, ciesząc mój zmysł węchu jego perfumami, które tak bardzo lubiłam. Przez chwilę wsłuchiwałam się w równy rytm bicia jego serca. W końcu podniosłam głowę, a on odgarnął mi z czoła brązowe kosmyki włosów.
- Nareszcie cię tu mam – wyszeptał, ujmując moją twarz w dłonie. – Naprawdę nie mogłem doczekać się tej chwili.
- Ja też Pingwinku – odpowiedziałam, a on uśmiechnął się od mnie jeszcze szerzej. Moje palce mocniej zacisnęły się na jego koszulce. – Będę mogła ciągle z tobą być i wiecznie za tobą łazić, i sprawdzać, czy siedzisz w domu, i ciągać cię po plaży, i… - Luke zaśmiał się. – Teraz powinieneś uznać, że jestem jakąś dziwną wariatką.
- Po takiej odległości, jaka nas dzieliła, nie mam nic przeciwko temu byś spełniła te groźby.
- Tak? Nawet, jak bym zamieniła się w coś na wzór FBI?
- Nawet. – Uniosłam jedną brew do góry, a Luke po raz kolejny zaśmiał się. – Na szczęście wiem, że należysz do normalnej części ludzi i nie odbija ci w taki sposób.
- Uznam to za komplement.
         Hemmings tylko pokiwał głową z uśmiechem, a potem przybliżył się do mnie. Poczułam na ustach jego gorący oddech i od razu wzdłuż mojego kręgosłupa przeszedł szybki dreszcz. Jego palce lekko przesunęły się po mojej skórze, a w moim brzuchu pojawiły się te znane motylki, o których tak często się mówi. Blondyn jednak nie pocałował mnie, a tylko delikatnie musnął moje usta swoimi. Jęknęłam niezadowolona, co wywołało z jego strony kolejny cichy chichot.
- No, weź – mruknęłam, kręcąc nosem. Był tak blisko, ale dla mnie i tak nadal był za daleko.
- Co? – zapytał niewinnym tonem, a jego oddech ponownie owiał moją twarz, co wywołało kolejny przyjemny dreszcz, który przebiegł po moim ciele. 
         Pociągnęłam go lekko za koszulkę, a on w końcu złączył nasze usta. Ściągnął dłonie z mojej twarzy, by opleść mnie wokół tali. Przysunął mnie jeszcze bliżej siebie, choć nie wiedziałam, że to jest jeszcze w ogóle możliwe. Objęłam jego kark rękami, skupiając się na tym fantastycznym uczuciu, gdy jego usta poruszały się w równym tempie z moimi. Matko… Kochałam to. Kochałam jego całego.

         Odświeżyliśmy i przebraliśmy się po podróży, choć ja miałam problem ze znalezieniem konkretnej czarnej bluzki, którą chciałam założyć. Luke miał z tego niezły ubaw, ale widząc, jak cicho warczę pod nosem, w końcu ruszył z kanapy swoje cztery litery i pomógł mi jej poszukać. Okazało się, że nie była w mojej walizce, a w jego bagażu podręcznym. Zupełnie nie wiedziałam, jakim cudem się tam znalazła, ale możliwe, że sama ją tam wrzuciłam, bo nie zmieściła się w pozostałych walizkach.
         W końcu, gdy byliśmy gotowi, wyszliśmy z mieszkania, aby udać się do rodziców Hemmingsa na kolację. Luke już od jakiegoś czasu zaczął jęczeć, że jest głodny. Mimo, że chłopaki zaopatrzyli mi lodówkę w napoje i jakieś tam jedzenie z dłuższym terminem ważności, to i tak nic z tego nie ruszył, bo kuchnia mamusi jest najlepsza. Sama miałam takie samo zdanie, bo Liz była fantastyczną kucharką. Zresztą nie mogłam się doczekać, by znów zobaczyć ją i jej męża, więc nawet nie było mi na rękę przedłużanie naszego wyjścia.
          Wybraliśmy się do Luke'a piechotą. Przez całą drogę obejmowałam go ciasno, jakby Hemmings miał mi nagle zniknąć. Powoli docierało do mnie to, że teraz będę mieć go praktycznie na co dzień. Że nie będzie długich rozmów przez internet, które stanowiły dla nas namiastkę bliskości. Że teraz będę mogła częściej trzymać go za rękę i wtulać się w niego, co chciałam wykorzystywać w każdej wolnej chwili.
         W końcu z daleka dostrzegłam tak bardzo znany mi dom. Odczepiłam się od niego, by złapać go za rękę. Przyspieszyłam kroku, by jak najszybciej dotrzeć do celu. Luke zaśmiał się pod nosem. Naprawdę nie mogłam się doczekać, by znów spotkać się z jego rodzicami. Mieli w sobie tak wiele cech, jakie posiadali i moi rodzice, więc nic dziwnego, że naprawdę ich uwielbiałam. Byli dla mnie wzorem idealnego małżeństwa i rodzicielstwa – tak, jak moja zmarła mama i tata. W jakiś sposób dawali mi odrobinę tego, co los tak szybko postanowił mi zabrać. Odrobinę rodzinności i poczucie przynależności. Bo w ich towarzystwie czułam się, jak jedna z nich, a nie ktoś obcy.
- Zwolnij skarbie –rzucił Luke, kiedy niemalże ciągnęłam go za sobą.
- Ponoć byłeś głodny.
- Faktycznie – odparł, zrównując się ze mną. Przyciągnął mnie do siebie, a ja wpadłam w jego klatkę piersiową. Luke musnął szybko moje usta swoimi, a potem wyprostował i oblizał się z uśmiechem. – Smakujesz wyśmienicie. Może to ciebie powinienem zjeść, zamiast tej kolacji.
- Wariat.
- Masz coś przeciwko?
- Kanibalizm jest karalny.
- Nikt się nie dowie – odparł i oboje zaczęliśmy się śmiać.
         Zatrzymaliśmy się przed drzwiami, a ja poczułam narastającą ekscytację. Luke złapał za klamkę i nacisnął ją. Weszliśmy do środka. Uśmiechnęłam się pod nosem, znajdując się w tak znanym pomieszczeniu. Od mojego wyjazdu nic się tu nie zmieniło, choć Liz dodała trochę więcej kolorowych dekoracji w formie wazonów i świeczników.
- Jesteśmy! – krzyknął Luke, a ja usłyszałam dziki pisk, dochodzący z kuchni.
          Zanim zdążyłam się zorientować, z pomieszczenia obok szybko wyszła uśmiechnięta blondynka. Luke rozłożył ręce, gdy to samo zrobiła jego matka. Kobieta jednak minęła go, podbiegając szybko do mnie. Uścisnęłam ją, powstrzymując łzy. Zbyt dużo ostatnio płakałam, choć to spotkanie też było dla mnie dość emocjonalne i wzruszające.
- Malia – powiedziała, mocno mnie obejmując. – Witaj z powrotem w Australii! Dobrze znów cię widzieć!
- Ciebie też Liz. – Odsunęła się ode mnie, uśmiechając się szeroko.
- Czuję się urażony- odpowiedział Luke, udając niezadowolonego.
- Mój synuś – zaświergotała przesłodzonym głosem Liz, łapiąc tym razem blondyna w swoje ramiona.
- Cześć Malia! Witaj z powrotem – powiedział Andrew, wychodząc z kuchni, by się z nami przywitać. Objął mnie i lekko poklepał po plecach. – Jak podróż?
- Całkiem dobrze. Nie była, aż tak męcząca.
- No, ale dość tego stania – wtrąciła się Liz. – Kolacja już gotowa.

          Liz Hemmings przeszła samą siebie. Przygotowała pieczone ziemniaczki z przyprawami i do tego zapiekane mięso, które pachniało tak, że po prostu miało się wrażenie, że zaraz od samego zapachu zacznie się człowiek ślinić. Do tego doszły sałatki i pokaźny deser w formie lodów, bitej śmietany i sosu czekoladowego. Wszystkiego było tyle, że czułam, że zrobiłam sobie w żołądku zapasy na tydzień. Ale kolacja i deser były tak pyszne, że aż żal było coś zostawić na talerzu.
         Siedzieliśmy przy stole rozmawiając i śmiejąc się, a ja czułam się tak, jak pierwszego dnia, gdy przyjechałam na wakacje do Sydney. Luźna i miła atmosfera wisiała w powietrzu, a ja naprawdę w pewnym momencie poczułam się, jak u siebie. Ale państwo Hemmings właśnie tacy byli. Gościnni i otwarci. Od samego początku traktowali mnie normalnie, bez ulg, czy zbędnego dystansu. Naprawdę świetnie czułam się w ich towarzystwie.
          W końcu jednak musieliśmy wrócić do mojego nowego mieszkania. Umówiłam się z Lukiem, że zostanie u mnie na noc. Powoli zaczynało mi się udzielać zmęczenie. Zresztą nie tylko ja, ale też i Luke potrzebował normalnego snu, w wygodnym łóżku, a nie drzemania w fotelu na pokładzie samolotu.
- Widzimy się jutro u mnie – powiedziałam w stronę państwa Hemmings.
- Będziemy wieczorem – odparła Liz z uśmiechem. – Chętnie zobaczę to twoje mieszkanie. Szczególnie, że urządzali je chłopaki – dodała, zerkając na swojego syna.
- Nie jest tak tragicznie, jak myślisz – powiedział Luke, przekręcając oczami.
- Wyszło im naprawdę dobrze – pociągnęłam, a Liz znów się uśmiechnęła.
- Mój mały synek znów nas zostawia – zagruchała, a Luke spojrzał na nią z politowaniem, lekko się przy tym czerwieniąc. Liz zrobiła smutną minę, udając, że jest jej bardzo przykro. – A ty nic na ten temat nie powiesz? – zwróciła się do męża. Zacisnęłam usta, by nie parsknąć śmiechem.
- Nie wracaj za późno –odezwał się Andrew, do syna. A potem dodał z grobową miną. – O jedenastej masz być z powrotem.
- Jest wpół do jedenastej – odpowiedział powoli blondyn.
- To jutro o jedenastej.
- Wtedy będziemy pewnie jeszcze oblewać nowe mieszkanie Malii.
- Dobra, w takim razie kiedyś tam wróć do domu – rzucił, machając ręką, a ja zaśmiałam się. Liz spojrzała na niego, unosząc brwi do góry. – No, co? Jest dorosły. Mam go zamknąć na strychu czy jak?
- Cóż za podejście do dziecka. Kiedyś tam wróć... – powiedziała, udając jego głos, co nie do końca jej wyszło. Ja i Luke parsknęliśmy śmiechem.
- Do zobaczenia – powiedziałam, kiedy podeszliśmy do drzwi.
- Do jutra – odparła Liz z uśmiechem. Odpowiedziałam jej tym samym, a potem oboje wyszliśmy z domu.

          Weszliśmy do mojego mieszkania. Odłożyłam klucze na szafce i przekręciłam zamek. Luke już zdążył ściągnąć buty i bluzę, którą odwiesił na wieszak. Jako pierwszy przeszedł do pokoju. Ja również pozbyłam się butów i swetra, a potem ruszyłam za nim.
         Zabraliśmy się za rozkładanie sofy, która służyła mi też za łóżko. Luke poszedł do łazienki, a ja dokończyłam układanie pościeli. Kiedy wrócił z powrotem do pokoju, z mokrymi włosami i w samych bokserkach, do łazienki poszłam ja.
         Poprawiłam piżamę, wchodząc do pokoju. Spojrzałam na blondyna, który dossał się do miski z cukierkami. Zgniótł w dłoni kolorowe opakowanie i odłożył je na stół, a potem podniósł głowę. Jego błękitne oczy zmierzyły mnie od góry do dołu. Uśmiechnął się.
- Myślałam, że już śpisz.
- Czekałem na ciebie.
- Tak? – zapytałam, unosząc jedną brew do góry. Podeszłam do niego i pogładziłam go dłonią po odsłoniętych plecach.
- Tak. Myślę, że powinniśmy sami najpierw uczcić twój powrót do Sydney. Wiadomo, w jaki sposób – powiedział, obejmując mnie w tali i przysuwając do siebie. Na jego twarzy pojawił sie niewinny uśmiech.
- Chcesz wypróbować nowe łóżko? – zapytałam zadziornie, nachylając się w jego stronę.
- Bardzo chcę wypróbować z tobą nowe łóżko – odpowiedział cicho.
          Uśmiechnęłam się szeroko i złączyłam nasze usta. Poczułam od niego smak czekolady. Naparłam na niego mocniej, a on jeszcze bardziej przysunął się do mnie. W dalszym ciągu siedział na krześle, więc nieco górowałam nad nim, co mi odpowiadało. Wsunęłam mu palce we włosy, które nadal były wilgotne. Włożył dłonie pod materiał mojej górnej części piżamy. Po chwili wolno błądziły po moich plecach, wywołując na nich przyjemne dreszcze. Jego dotyk rozpalał mnie jeszcze bardziej, więc nic dziwnego, że nakręciłam się na Hemmingsa jeszcze mocniej. Przejechałam palcami po jego szyi i policzku, a on zamruczał cicho pod nosem.
- Kocham cie – wyszeptałam.
- Kocham cię – odpowiedział, uśmiechając się pod nosem.
         Wstał z miejsca, nie przerywając powolnego pocałunku. Podniósł mnie, a ja oplotłam jego pas nogami. Oderwałam się od niego z cichym śmiechem. W końcu nie chciałam byśmy wpadli na jakiś mebel.
         Gdy oboje wylądowaliśmy na rozłożonej kanapie, nasz pocałunek przyspieszył. Stał się bardziej namiętny i zachłanny, a mi przyjemnie zakręciło się od tego w głowie. Miałam wrażenie, że czuję jego elektryzujące dłonie na każdym fragmencie mojego ciała, które rozpalało się od tego i chciało więcej. Luke zmniejszył odległość między nami, przywierając do mnie jeszcze bardziej. Przez to mogłam wyczuć twarde wybrzuszenie w jego bokserkach. Przygryzł mi wargę, a ja cicho jęknęłam wprost w jego usta.
         Oderwał się ode mnie. Spojrzał głęboko w moje oczy i znów się uśmiechnął. Uwielbiałam, gdy to robił. Był to jeden z lepszych widoków, jakie mogłam podziwiać. Do tego dochodziły te wesołe iskierki w jego tęczówkach.
         Naparłam na niego mocniej, a Luke padł na poduszki. Usiadłam na nim. Jego dłonie przejechały z mojej talii na odsłonięte nogi, a jego palce lekko zacisnęły się na moich udach. Uniósł się do góry, łapiąc za koszulkę. Ściągnął ją ze mnie, odrzucając na bok, a ja od razu wpiłam się w jego usta. Jego ręce znów zaczęły błądzić po moim ciele, a ja zamruczałam pod nosem. Zadrżałam, czując jego ciepłe wargi na swojej skórze. Mój oddech od razu przyspieszył, gdy zaczął zostawiać po sobie wilgotne ślady.
         Musiałam w końcu z niego zejść, by pozbyć się dołu od piżamy. Spojrzałam na niego z uśmiechem. Luke już ściągał z siebie bokserki. Zwilżyłam dolną wargę językiem, mierząc go wzrokiem od góry do dołu.
- Chodź tu do mnie – powiedział cicho, a ja zauważyłam, że i on zaczął oddychać szybciej.
         Zbliżyłam się do niego, znów siadając na nim. Uniosłam się jednak, by mógł we mnie wejść. Jęknęłam głośniej, a on objął mnie mocniej ramionami. Podniósł głowę do góry, a ja wpiłam się w jego wargi, pozbawiając nas powietrza. W tym momencie nie liczyło się nic innego. Tylko on i ja w tym magicznym momencie.
         Przyspieszyłam tempo, a on mruknął pod nosem, by po chwili lekko zacisnąć usta. Dotknęłam jego policzka. Przechyliłam nieco głowę, gdy Luke zaczął składać na mojej szyi krótkie pocałunki. Moje serce biło tak szybko, jakby miało wyskoczyć z klatki piersiowej. Czułam się tak samo fantastycznie i ekscytująco, jak za pierwszym razem, gdy w taki sposób się do siebie zbliżyliśmy.
         Luke jęknął, a potem ja zrobiłam to samo. Przekręcił się na bok. Teraz to ja leżała na plecach, a on zawisł tuż nade mną. Przejechał palcami po mojej dolnej wardze, a potem musnął je swoimi ustami. Wzięłam głębszy oddech, starając się go unormować, ale było to niemożliwe.
- Jesteś dla mnie wszystkim – wyszeptał. - Już nawet nie pamiętam, jak to było bez ciebie.
- Kocham cię Luke – odpowiedziałam, czując jak po jego słowach, z kącika moich oczu wypłynęła jedna samotna łza.
-Ja też cię kocham – powiedział, znów złączając nasze usta.
         Poczułam jego dłoń na udzie, gdy przejechała od kolana w górę. Potem wszedł we mnie nieco mocniej, a ja znów jęknęłam. Od razu przeszedł do szybszego tempa. Wsunęłam dłoń w jego włosy, ciągnąc delikatnie za ich końcówki, a Luke mruknął pod nosem, przyciskając usta do mojej skóry na szyi.
         Gdy jeszcze bardziej zwiększył tempo, objęłam go mocniej. Chciałam by był jeszcze bliżej, choć nie było to już możliwe. Jego palce zacisnęły się na poduszce pod moją głową. Oddychaliśmy szybko i nierówno, a nasze oddechy, co jakiś czas wzbogacały się o kolejne jęknięcia- jedne ciche, a drugie nieco głośniejsze. Widziałam, jak mocno zacisnął usta. Wbiłam mu paznokcie w plecy, nie mogąc się przed tym powstrzymać. Luke syknął, a potem doprowadził nas do wspólnego finału.
         Zadrżał w moich ramionach, a ja naparłam na jego kark dłonią, zmuszając go do ostatniego pocałunku. Tym razem dużo wolniejszego i delikatniejszego, niż wcześniejsze. Spojrzałam w jego błękitne tęczówki. Uśmiechnął się ze zmęczeniem. Odpowiedziałam tym samym.
         W końcu padł na poduszki obok. Przykryłam nas kołdrą. Przysunęłam się jeszcze bliżej, a on od razu objął mnie ramieniem. Wtuliłam się w jego rozgrzaną klatkę piersiową, słysząc szybsze bicie jego serca. Luke przejechał dłonią wzdłuż moich pleców. Po raz kolejny uśmiechnęłam się. Nie miałabym nic przeciwko temu, by zasypiać i budzić się obok niego codziennie. 


***
I za nami pierwszy rozdział z sezonu numer 3 z małym bonusem w formie hot scenki - Milena wiem, że je lubisz :D

Dziękuję za wasze tak pozytywne komentarze, które skutecznie motywują mnie do pisania. Cieszę się, że opowiadanie nadal wam się podoba :)

Kolejny rozdział tradycyjnie w następny piątek!

Pozdrawiam!

3 komentarze:

  1. Heja to ja nowa rozdział naprawdę bardzo mi się podoba i już nie mogę się doczekać następnego i nie wiem jak wytrzymam do następnego piątku ale postaram się więc do za tydzień
    Pozdrawiam Marcela

    OdpowiedzUsuń
  2. Normalnie kocham cię Roxy za te fantastyczne blogi i za umiejętność pisania tych TAAAAK HOT SCENEK, które uwielbiam w wykonaniu twoich bohaterów!!! Liz kobieto w końcu wróciłaś do tego opowiadania! :D Uwielbiam matkę Hemmingsa bo równa z niej babka :D Luke cukiereczku ale ty jesteś słodziak! Uwielbiam ich razem :) Mam nadzieję, że teraz będzie duuużo lepiej, bo będą w końcu tak blisko siebie :) Nie mogę doczekać się kolejnej części!
    Pozdrawiam Milena
    Ps. tak w ogóle to cholernie mi się podoba ten uśmieszek Luka na gifie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudne ! Kocham Cię i twojego superowego bloga <3 ten rozdział jak każdy nie pozwolił mi sie oderwać od telefonu nawet na chwilkę do momentu skończenia czytania rozdzialu ...;* niestety musze czekać do kolejnego piątku ale no coz ;( czekam i cie podziwiam
    Pozdrowienia M

    OdpowiedzUsuń