piątek, 25 września 2015

S3 - Rozdział 3

Sydney, 22 listopada 2012 roku


         Przebudziłam się, czując ciepłe ciało, które przyciskało się do moich pleców. Luke leżał tak blisko mnie, że nie byłam pewna, czy dam radę się w jakikolwiek sposób poruszyć, by go nie obudzić. Dodatkowo towarzyszyło mi mocne łupanie w głowie. Matko… Więcej nie piję. Język prawie przykleił mi się do podniebienia, a ja marzyłam o czymś mokrym do picia. Obojętnie, co by to miało być. Byle by mokre.
         Nagle usłyszałam cichy pojedynczy jęk, który dochodził z materaca, na którym spali chłopaki. Otworzyłam powoli ciężkie powieki. Dostrzegłam Ashtona, który usiadł, a po chwili szybkim tempem wstał i niemalże wybiegł z pokoju. Doszedł do mnie dźwięk mocniej zamykanych drzwi, a potem Irwin rozpoczął długą i męczącą rozmowę z toaletą. Biedny Ash.
         Uniosłam się lekko na łokciu, by spojrzeć na pozostałych. Michael spał wciśnięty w poduszki, zakryty kocem prawie po samą głowę. Białe włosy sterczały mu we wszystkie strony. Calum leżał na brzuchu, z jedną ręką przy twarzy. Uśmiechnął się lekko do mnie, gdy spostrzegł, że mu się przyglądam. Odpowiedziałam tym samym, a potem pacnęłam na poduszki, uderzając lekko w Luke'a, który dalej wczepiał się w moje plecy. Hemmings wydusił z siebie pojedynczy jęk, a potem obdarował mnie głośniejszym westchnięciem.
- Przepraszam- wyszeptałam.
- Spoko, zahaczyłaś tylko o moją twarz.
- Przepraszam – powtórzyłam, siląc się na to, by nie zacząć się śmiać. Nie chciałam obudzić Clifforda, a z drugiej strony też nie byłam pewna, czy mój mózg zniesie głośniejsze dźwięki.
         Między nami na chwilę zapanowała dłuższa cisza. W końcu do pokoju wrócił blady Irwin, który z powrotem położył się na materac, zwijając się w kłębek. Calum zerknął na niego i cicho zachichotał, zasłaniając usta dłonią. Ashton wydusił z siebie, tylko soczyste pierdol się, a potem zakopał się w pierzynie, odcinając się od świata.
- W porządku Ash? – zapytałam cicho.
- Będę żyć.
- Dobrze wiedzieć – powiedziałam, czując, jak Luke obejmuje mnie w pasie.
- Która jest godzina? – wyszeptał blondyn, a ja poczułam jego gorący oddech na karku. Spojrzałam na zegarek.
- Dochodzi jedenasta.
- Luz, to jeszcze chwila drzemki – oznajmił Hood.
- Jestem za – rzuciłam, splatając pod kołdrą swoje palce z palcami Hemmingsa. Miałam nadzieję, że po dodatkowej porcji snu, moje techno party, które miałam w głowie nieco się uspokoi.

         Dodatkowa drzemka trwała godzinę. Niestety nie polepszyła naszego stanu. Dalej bolała mnie głowa, a susza z ust nie chciała zniknąć, nawet przy dużej ilości wody. Postanowiłam jednak zrobić nam porządne śniadanie, które na pewno nieco postawi nas na nogi. Przyszykowałam dużą ilość jajecznicy z szynką.
         Żadne z nas nie wyglądało przy stole nazbyt zachęcająco, bo wszyscy byliśmy bladzi i styrani przez alkohol, jaki wypiliśmy wczoraj. Nikt nawet nie próbował zaprzeczyć temu, że dopadł go kac. Musiałam wmusić w Ashtona i Michaela trochę jedzenia, bo oboje jakoś nie mieli na to zbytnio ochoty. Jednak po kilku kęsach, wrócił im apetyt tak, że musiałam dosmażyć jajecznicy.
- Więcej z wami nie piję – powiedział Michael, rozkładając się na mojej kanapie. – Przez was wpadnę w alkoholizm.
- Nie możesz – odparłam, kręcąc głową. Chłopak spojrzał na mnie zaciekawiony. – 5 Seconds of Summer potrzebuje takiego genialnego gitarzysty, jak ty.
- Mów mi tak jeszcze…  W końcu ktoś mnie docenia.
- A my cię nie doceniamy?- rzucił urażonym tonem Calum.
- Pozostawię to bez komentarza- skwitował Clifford, wzruszając ramionami.
- Mieliśmy dzisiaj trochę pograć, ale chyba to sobie darujemy – odezwał się Ashton. – Nie mam weny do grania. Zresztą mam takiego lenia, że nie mam na nic ochoty.
- Może być – skwitował Calum, który chyba miał z nich wszystkich najwięcej energii. Spojrzał na mnie. – A ty kiedy wpadniesz do nas na próbę?
- Nie chcę wam przeszkadzać.
- Ty się chyba nie słyszysz – odparł, świdrując mnie wzrokiem. – Masz przyjść!
- Skoro tak, to dwa razy mnie namawiać nie musisz. Kiedyś wpadnę.
- Kiedyś – prychnął pod nosem Mulat. Uśmiechnęłam się tylko do niego, a potem wróciłam do mojej kawy.

         Chłopaki wyszli ode mnie około czwartej. Razem z Lukiem postanowiliśmy, że nie będziemy siedzieć w domu, tylko pójdziemy się gdzieś przejść. Od razu postawiłam na plażę, a blondyn bez protestów się na to zgodził. Była słoneczna i przyjemna pogoda. Zresztą świeże powietrze dobrze nam zrobi.
         Przechadzaliśmy się wzdłuż linii brzegu, co jakiś czas odsuwając się od wody, która straszyła nasze buty zamoczeniem, gdy pojawiały się większe fale. Obejmowałam Hemmingsa w pasie i w tym momencie nie potrzebowałam niczego więcej do szczęścia. Chciałam żeby tak było już zawsze. By zawsze był obok mnie.
         Podniosłam głowę spoglądając na jego spokojną twarz. Błękitne oczy utkwione były gdzieś na horyzoncie. Co jakiś czas lekko uśmiechał się pod nosem, jakby myślał o czymś przyjemnym. Między nami panowała cisza, ale nie była zła czy krępująca. Była nasza. Idealna.
          Moje palce mocniej zacisnęły się na jego koszulce. Luke spojrzał na mnie. Znów się uśmiechnął. Schylił się i lekko musnął moje czoło, a jego usta na mojej skórze wywołały szybki dreszcz, który przebiegł mi wzdłuż kręgosłupa. Objęłam go ciaśniej.
         Zatrzymał się, oplatając dłońmi moją talię i przysuwając się do mnie jeszcze bliżej. Oderwałam rękę od jego czarnego ubrania, by lekko musnąć palcami jego policzek. Znów się uśmiechnął. Jego oczy dokładnie lustrowały moją twarz, a mi od tego spojrzenia zrobiło się gorąco. Uwielbiałam sposób, w jaki na mnie patrzył. Jakby nie było niczego innego po za mną. Nie musiał wtedy nic mówić, bo w jego spojrzeniu odczytywałam wszystko, czego potrzebowałam. Luke był idealny. Był idealny dla mnie.
- Jutro wielki dzień- powiedział powoli. – Oficjalnie zaczynasz życie w Sydney.
- Jakoś nie spieszy mi się do pracy i do nauki – odparłam, a on zaśmiał się. Odgarnął mi z twarzy brązowe kosmyki włosów.
- Nie można mieć wakacji przez całe życie.
- A szkoda – powiedziałam, przejeżdżając palcem po jego klatce piersiowej. Luke pochylił się i lekko musnął ustami moje usta, a ja, aż zadrżałam.
- Zimno ci?
- Nie, to ty tak na mnie działasz –odpowiedziałam niemalże szeptem, a blondyn znów zaśmiał się.
- Co powiesz na owocowy koktajl?
- Jestem za.
         Ponownie objął mnie i oboje skierowaliśmy się w stronę drewnianego baru, w którym serwowali różnorodne koktajle. Zajęłam nam miejsce na niewielkim tarasie, tak by można było nadal mieć na oku plażę. Luke podszedł złożyć zamówienie.
         Wyciągnęłam telefon i napisałam szybkiego sms-a do Sharon, za którą naprawdę mocno zdążyłam się stęsknić, choć do Sydney przyleciałam zaledwie niecałe trzy dni temu. Wiedziałam, że przyjaciółka może spać, w końcu była spora różnica czasu między Australią i Anglią. Jednak nie mogłam się powstrzymać. Liczyłam na to, że jej nie obudzę.
          Podniosłam głowę w momencie, kiedy Luke wyłonił się z budynku. Przyjrzałam się mu uważniej, gdy zaraz obok niego zatrzymała się wysoka brunetka. Przez chwilę oboje rozmawiali, mając na ustach szerokie uśmiechy. Dziewczyna zadała mu jakieś pytanie, a on odpowiedział na nie, kręcąc do tego głową. Nie wiedziałam, o czym mogą rozmawiać, choć byłam naprawdę ciekawa. No… I może odrobinę zazdrosna, bo panna naprawdę była niczego sobie.
          Dopiero tak na nich patrząc, zdałam sobie sprawę z tego, że Luke faktycznie mógł poznać dziesiątki dziewczyn, gdy ja nadal mieszkałam w Londynie. Oczywiście nie sugerowałam tego, że mógłby mnie jakoś zdradzić. W końcu ufałam mu bezgranicznie. Jednak w jakiś sposób nie ufałam nieznajomym pannom. Szczególnie, że z Hemmingsa było kawał ciasteczka. Tak, przez ten obrazek zaczęła mi się odzywać typowa kobieca zazdrość o swojego faceta. Nie byłam jednak, aż tak walnięta, by robić mu sceny z powodu niewinnej rozmowy.
          Hemmings w końcu pożegnał się z nieznajomą i usiadł na miejscu obok mnie. Jego dłoń szybko odnalazła moją, a ja poczułam przyjemne elektryzujące ciepło, gdy splótł swoje palce z moimi. Zdążył usiąść i na mnie spojrzeć, a przy stoliku pojawił się pracownik baru, stawiając przed nami pękate przezroczyste szklanki z koktajlami. 
          Chciałam się zapytać kim była ta dziewczyna, ale się powstrzymałam. Zamiast tego upiłam niewielki łyk truskawkowego napoju, rozkoszując się jego wyśmienitym i zimnym smakiem. Luke jednak sam postanowił odezwać się w tej sprawie.
- Poznałem właśnie Annie – powiedział powoli, a ja uniosłam lekko brwi do góry. Kiwnęłam mu głową, by konturował. – Okazało się, że kojarzy mnie z YouTube’a.
- Pierwsza fanka?
- Ty jesteś pierwszą fanką- powiedział, przysuwając sobie krzesło, by znaleźć się bliżej mnie. Uśmiechnęłam się do niego, a potem skradłam mu szybkiego całusa. – No, ej…
- Co? Chcesz się obściskiwać publicznie?
- Nie miałbym nic przeciwko temu. – Zaśmiałam się, a on szybko dołączył do mnie. – Wracając do Annie.
- Co z nią?
- Jest miła.
- Jeśli dodasz do tego, że jest jeszcze ładna i ci się podoba, to umrzesz w męczarniach – pomyślałam, dalej się lekko uśmiechając.
- Nie powiem, ale fajnie wiedzieć, że komuś podoba się twoja muzyka. To już drugi taki przypadek, w którym to ktoś nas zaczepił i zapytał o muzykę.
- A pierwszy jaki był?
- Calum spotkał jakąś dziewczynę, ale nie pamiętam jej imienia.
- Może zaczniecie w końcu zdobywać tą swoją sławę – powiedziałam, klepiąc go po ręku.
- Tu nie chodzi o sławę- rzucił, krzywiąc się. Zaśmiałam się pod nosem. – Chcemy po prostu umilić ludziom czas tym, co tworzymy. By bawili się z nami.
- Wiem, Pingwinku. Ale to też wiąże się ze sławą.
- Chcemy robić to, co kochamy.
- I mam nadzieję, że to wam się uda. Zawsze w was wierzyłam.
- Nigdy nawet bym temu nie zaprzeczył – rzucił, a potem nachylił się w moją stronę. Teraz to on skradł mi szybkiego całusa. Rozpromieniłam się, czując się naprawdę szczęśliwa. A widząc uśmiech na jego twarzy, wiedziałam, że postąpiłam dobrze, zmieniając miejsce i kontynent zamieszkania.

          Po plaży wróciliśmy do mojej przytulnej kawalerki. Zrobiłam nam kolację w formie tostów, a do tego przygotowałam popcorn, bo mieliśmy w planach obejrzenie jakiegoś filmu. Po krótkiej dyskusji na temat gatunku, postawiliśmy w końcu na komedię. Rozsiedliśmy się na kanapie, by rozpocząć seans.
          Po skończonym filmie, niechętnie pożegnałam się z Lukiem. Byłam tak od niego uzależniona, że najchętniej w ogóle bym się z nim nie rozstawała. Jednak wiedziałam, że nie mogę przeginać, bo Hemmings uzna mnie za nienormalną. Najlepiej by było, gdyby się do mnie wprowadził i miałabym go na stałe pod ręką. Teraz jednak oboje musieliśmy się ogarnąć, bo jutro czekała nas praca. A mnie dodatkowo zajęcia na uczelni. Z jednej strony byłam tym faktem nieco podekscytowana, bo ciekawiło mnie, jak to będzie wyglądać w Sydney, a z drugiej nieco mnie to przerażało, bo będę zaczynać w dwóch nowych miejscach, a początki zazwyczaj nie należą do najłatwiejszych.
          Przyszykowałam się szybciej do snu, aby być wypoczętą. Wzięłam z biurka laptopa i władowałam się z nim do łóżka, licząc na to, że dorwę Sharon. I wcale się nie zawiodłam. Szybko odszukałam przyjaciółkę, która byłą on-line. Zadzwoniłam od razu.
- Malia! – krzyknęła, kiedy tylko zobaczyłam jej wesołą twarz na ekranie. – Jezu… Jak ja za tobą tęsknię!
- Ja za tobą też.
- Co słychać w dalekiej Australii?
- W sumie jest dobrze. Jutro zaczynam pracę i wykłady.
- Przekichane.
- A co u was?
- Właśnie ogarniamy twoje mieszkanie. To znaczy, jesteśmy w trakcie przeprowadzki do niego. Naprawdę jestem ci wdzięczna za to, co zrobiłaś.
- Daj spokój. Jak to mówiłam, kto się nim lepiej zajmie, niż wy. – Blondynka uśmiechnęła się szeroko.
- Jest Luke?
- Nie.
- Szkoda, chciałam zobaczyć tą jego słodką mordkę. – Zaśmiałam się. – Myślałam, że będziecie mieszkać razem.
- Mieszkać razem? Chyba trochę za szybko.
- Skoro i tak przeprowadziłaś się dla niego na drugi koniec świata, to byłam pewna, że przeskoczycie do następnej bazy. Wspólne mieszkanie, zabawa w dom i te sprawy.
- Te sprawy, jak u ciebie i Oscara? W też jakoś nie mieliście zawrotnego tempa w tej decyzji.
- W sumie racja. Co nie zmienia faktu, że jestem zdziwiona, że wy – dwa gołąbki – gruchacie sobie oddzielnie.
- Przystopuj, bo zaraz zaczniesz planować nam ślub.
- Och… Wyglądałabyś rewelacyjnie w białej sukni i welonie.
- Pieprz się – mruknęłam, co ją rozbawiło.
- Zaklepiesz mi chociaż miejsce głównej druhny?
- Masz to, jak w banku.
- Ekstra. Ty będziesz moją.
- Się doczekać nie mogę.
-Teraz ty zwolnij – powiedziała, a ja zachichotałam pod nosem. 


***
Byłam pewna, że nie zdążę wrzucić tej części, ale jednak jakoś się wyrobiłam. Rozdział mogę zaliczyć do tych z serii - przejściowy - choć mam nadzieję, że nie był nudny :)

Kolejna część pojawi się oczywiście w następny piątek!

Dziękuję wam za wasze komentarze, które mocno motywują mnie do dalszej pracy :)

To opowiadanie zaczyna powoli także pojawiać się na Wattpadzie. Co prawda są tam dopiero kilka pierwszych rozdziałów, ale mam nadzieję, że wkrótce pojawi się ich tam więcej - a to zależy od mojego czasu :) Za okładkę bardzo dziękuję Moni - jesteś genialna!


Jeszcze szybkie info na koniec!
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to może już jutro pojawi się kolejne opowiadanie z 5SOS :) Zaciekawionych zachęcam do zaglądania na bloga, w celu znalezienia informacji w formie tzw. EDIT-u pod tą notką :)

Pozdrawiam!


EDIT!
Dziś oficjalnie otworzył się nowy blog z nową historią o 5SOS! 
Nigdy nie byłam dobra w klasyfikowaniu tego typu rzeczy, ale mogę powiedzieć, że będzie to trochę romansu i dramatu. Mam nadzieję, że nowa historia się wam spodoba :)

Serdecznie zapraszam na Dwa Plus Jeden.

A tu macie cudny zwiastun, który wykonała dla mnie standardowo Monia. Jesteś wielka dziewczyno!


Pozdrawiam!

4 komentarze:

  1. No cóż mogę powiedzieć jak zwykle cudowne <3 kocham tego bloga przeprowadzka to byl całkowicie dobry pomysł ;D podziwiam cie to jak piszesz i znajdziesz na nas czas jest niesamowite
    Czekam na next ♥ pozdrawiam i życzę zdrowia ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedaczki umierają przez kaca, no trzeba było tyle nie pić! :D
    Kolejne opowiadanie, JUZ NIE MOGE SIĘ DOCZEKAĆ ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny rozdział.
    Dlaczego Luke nie przeprowadzi się do Mali? Wtedy by było taaak słodkooo *.*
    Twoje rozdziały nigdy mi się nie znudzą.
    Następne opowiadanie - WOW . Czekam na nie z niecierpliwością i na pewno będę czytać!
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  4. Biedni mieli takiego kaca - Ash dasz radę przeżyć ten dzień XD HAHAH Uwielbiam ich :) Uuu Malia czyżby to była zazdrość? Zazdrość to pewna, ale jak widzę, ona się do tego w stu procentach przyznaje :D
    Kurczę już chcę tego twojego nowego bloga i liczę na to,że pojawi się dzisiaj!
    Czekam :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń