piątek, 13 listopada 2015

S3 - Rozdział 10

Sydney, 26 grudnia 2012 roku


           Ten dzień spędziłam z Lukiem. Byliśmy na śniadaniu u jego rodziców, a potem zaszyliśmy się w moim mieszkaniu, oglądając produkcje familijne o Mikołajach, elfach i mówiących bałwanach. Chcieliśmy kompletnie się zrelaksować przed powrotem do swoich obowiązków – a konkretniej przed pracą i szkołą. Luke był niesamowicie ucieszony, gdy złapaliśmy na jednym z kanałów film Grinch: Świąt nie będzie. Dopiero podczas oglądania, zadałam sobie sprawę, co go tak bawi. Przypomniało mi się to, jak rok temu blondyn nazwał mnie właśnie Grinchem. I to dlatego, tak bardzo chciał to zobaczyć.
           Byłam już wykąpana i ubrana w swoją jakże szykowną koszulę nocną z Mikołajem, którą dostałam od Luke'a. Tak, jak myślałam moja nowe wdzianko do spania sięgało mi ledwo za pośladki. Dorzuciłam do tego czerwone damskie bokserki, które teraz robiły za dół piżamy. Związałam włosy w niedbały kok i poszłam do kuchni. Chciałam zrobić nam kakao. Wyciągnęłam kubki z pingwinami – kolejny prezent od blondyna – i wsypałam do niego ciemnobrązowy proszek oraz cukier. Zagrzałam mleko i zalałam nim dwa kubki. Wymieszałam.
           Wskoczyłam na blat, czekając, aż Luke wyłoni się z łazienki. Dochodziła dopiero dziewiąta wieczorem, więc śmiało mogliśmy pozwolić siebie na kolejne filmy. W końcu chłopak opuścił białe pomieszczenie i wszedł do pokoju, który połączony był z aneksem kuchennym. Spojrzałam na niego. Miął na sobie czerwone bokserki. Uśmiechnęłam się pod nosem, lustrując dokładnie każdy kawałek jego sylwetki. Oblizałam usta.
- No, wiesz- rzucił, podchodząc do mnie. – Widziałem to.
- Nie moja wina, że prezentujesz się smacznie- odparłam, łapiąc za kubek. – Dla ciebie.
- Kakao? – Kiwnęłam głową. Luke już chciał się napić, ale zatrzymał rękę w połowie drogi do ust. – Fuj.
- Co?
- Nie ściągnęłaś go.
- Zrobił się kożuch? – Pokiwał głową. 
           Złapałam za łyżeczkę, którą miałam w kubku. Nachyliłam się bardziej i zgarnęłam to paskudztwo, którego tak nie lubił, a które mi smakowało. Niewiele myśląc wsadziłam łyżeczkę do buzi, oblizując ją potem z każdej strony.
- Jak ty to możesz jeść?
- Smakuje, jak kakao, tylko nieco gęściejsze…
- Bez szczegółów – mruknął, wypijając kilka łyków ze swojego kubka. – Podoba mi się to, co masz na sobie. Dobry zestaw.
- Dobry prezent – skwitowałam, a on uśmiechnął się. Upiłam łyk kakao, a następnie odstawiłam kubek. Spojrzałam na blondyna, zatrzymując dłużej wzrok na jego błękitnych oczach.
- Co? – zapytał ze śmiechem. Machnęłam na niego palcem, by podszedł bliżej. Przysunął się do mnie, a ja szybko objęłam go i musnęłam wargami jego usta. – To?
- Więcej, niż to – wyszeptałam, przejeżdżając palcami po jego policzku.
- Czyli co?
- Kochaj się ze mną – odpowiedziałam z uśmiechem.
             Spojrzał na mnie, wpatrując się w moje ciemne tęczówki. Przez chwilę lustrował mnie wzorkiem sprawdzając, czy przypadkiem nie żartuję. Przejechałam dłonią po jego odsłoniętej klatce piersiowej. Podążył wzrokiem za moją dłonią, by po chwili znów spojrzeć na mnie. Uśmiechnął się.
- Teraz?
- Natychmiast – powiedziałam, bo naprawdę się na niego nakręciłam. W sumie seks z nim, chodził mi dzisiaj cały dzień po głowie. Mając go na noc pod ręką, musiałam wykorzystać tą okazję. Mogę śmiało powiedzieć, że dziś to ja byłam na niego mocno napalona.
            Luke zaśmiał się, a po chwili i ja zrobiłam to samo. Odstawił kubek na bok. Przybliżył się od mnie jeszcze bardziej, rozsuwając moje nogi. Przywarł do mnie, od razu łącząc nas w szybszym pocałunku. Moje uda zacisnęły sie wokół niego, a ja oplotłam jego kark rękami, zmuszając go do tego, by przysunął się jeszcze bliżej. Przez to nasze ciała stykały się ze sobą, co było przyjemnym uczuciem. Pełnym ciepła, które od niego biło.
           Jego wargi zjechały na moją brodę, by po chwili lekko muskać moją szyję. Wsunął mi dłoń pod koszulę, a jego palce rozpalały te miejsca na skórze, w których mnie dotknął. Zwilżyłam usta językiem, czując, jak jego ręka wędruje jeszcze wyżej. Luke znów mnie pocałował. Tym razem mocniej i bardziej zachłannie, niż przedtem. Zaszumiało mi w głowie. Uwielbiałam, gdy to ze mną robił. Gdy odrywał mnie od rzeczywistości.
           Moje dłonie zaczęły błądzić po jego ciele, do którego miałam łatwiejszy dostęp, niż on do mojego. W sumie miał na sobie, tylko czerwone bokserski, pod którymi czułam coraz to mocniejsze i twardniejące z każdą chwilą wybrzuszenie. Mruknął pod nosem, gdy lekko przygryzłam płatek jego ucha. Teraz to ja skoncentrowałam się na jego szyi.
           Przejechałam dłonią po jego plecach, delikatnie sunąc w dół palcami. Zadrżał, przywierając do mnie jeszcze mocniej. Kolejna fala ciepła uderzyła we mnie, wywołując na mojej twarzy rumieńce. Luke złączył nasze usta ponownie. Przygryzł mi dolną wargę, a ja jęknęłam w jego usta. Uśmiechnął się. Pocałowałam go przelotnie, na chwilę zatrzymując wzrok na jego błękitnych oczach, pełnych pożądania i uczucia, jakim mnie darzył. Widziałam w nich te iskierki, które tak kochałam. Kochałam jego całego.
           Przesunęłam dłoń jeszcze niżej, chcąc dobrać się do jego bokserek. W tym momencie jednak rozległ się dźwięk przychodzącej wiadomości. Luke przekręcił oczami i sięgnął po telefon. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Zazwyczaj, gdy mieliśmy ten moment, to żadne z nas nie przejmowało się dzwoniącym telefonem czy sms-ami. Teraz jednak Hemmings odsunął się ode mnie i chwycił za swoją komórkę, która leżała obok. Sprawdził wiadomość, zacisnął usta i odpisał na nią. Potem odłożył ją na bok, wlepiając we mnie swoje błękitne oczy.
- Przepraszam – wyszeptał, próbując mnie pocałować. – Ej, no…
- Coś się stało?
- Nic się nie stało – powiedział neutralnym tonem. Nie wiem czemu, ale mu nie uwierzyłam. – Naprawdę nic się nie stało. – Przyjrzałam mu się uważniej. – Naprawdę… Malia, kochanie…
- Okej, ale… Na bank nic się nie dzieje?
- Nic. Wszystko jest, jak w najlepszym porządku – pociągnął, znów przywierając do mnie. Kiwnęłam mu głową. Luke uśmiechnął się, ujmując moją twarz w dłonie. – Na czym skończyliśmy? Och, już wiem –dodał, muskając znów moje usta swoimi.
- Dokładnie na tym – wyszeptałam, obejmując go. Postanowiłam zepchnąć ten sms-owy moment w dalszą cześć mózgu i przestać na chwilę o tym myśleć. By znów móc skupić się, tylko na nim.
           Moja dłoń znów powędrowała w stronę jego bielizny. Przejechałam po niej dłonią, a Luke westchnął po nosem, łącząc nas w kolejnym pocałunku, który znów należał do tych chciwych i szybszych. Gdy tylko to zrobił, od razu wróciło do mnie podniecenie połączone z ekscytacją.
           Niewiele myśląc zsunęłam z niego czerwone bokserki. Oplotłam dłoń wokół niego, powoli wykonując płynne ruchy. Blondyn zagryzł wargę, by po chwili dobrać się do mojej koszuli. Podwinął ją, bo nie pozwoliłam mu jej jeszcze ściągnąć i skoncentrował się na moich piersiach. Przyspieszyłam ruch dłoni, a on cicho jęknął pod nosem, rozpalając mnie jeszcze bardziej. Jego usta znów znalazły się na mojej szyi, znacząc wolno wilgotną drogę ku szczęce.
- Malia – wymruczał wprost do mojego ucha. – Jeśli jeszcze bardziej zwiększysz tempo, to dojdę bez ciebie – odparł, gdy ponownie przyspieszyłam. Zaśmiałam się cicho. – Ściągaj ubrania.
- Sam je ściągaj – rzuciłam, puszczając go. Spojrzał na mnie, zagryzając wargę. Po chwili obdarzył mi swoim cudownym uśmiechem, a w jego policzkach pojawiły się te małe dołeczki.
- Dwa razy nie musisz mi tego powtarzać – powiedział, łapiąc za dół mojej koszuli. 
             Jednym szybkim ruchem, ściągnął ją ze mnie, odrzucając ją na krzesło, które stało niedaleko. Potem przyszła pora na moją bieliznę, którą też straciłam. Zrzucił swoje bokserki, a następnie znów przybliżył się do mnie. Rozszerzył moje uda, przez chwilę koncentrując się znów na piersiach, które muskał powoli ustami. Jęknęłam pod nosem, gdy jego dłoń powędrowała w dół mojego ciała. Przejechał tam kilka razy palcami, drocząc się ze mną w ten sposób.
- Luke.
- Tak?- zapytał z niewinnym uśmieszkiem.
- Zrób to. Już – ponagliłam go. 
            Zaśmiał się cicho, a potem pocałował mnie po raz kolejny. W momencie kiedy jego usta napierały na moje, gdy nasze języki współgrały ze sobą w idealnie synchronizowanym ruchu, wszedł we mnie. Głośniejszy jęk, jaki wydobył się z mojego gardła, został stłumiony przez jego wargi, które nadal szybko i zachłannie całowały. 
           Luke zaczął od wolniejszego tempa, stopniowo je zwiększając. Oplotłam jego biodra nogami, obejmując go ciasno. Mruknął pod nosem, a potem cicho syknął. Nie zwalniając, spojrzał na mnie, a ja zatraciłam się w jego oczach. Włosy oklapły mu na czoło, przez co wyglądał jeszcze bardziej pociągająco. Ujął mój kark jedną ręką, napierając na mnie. Oparł się swoim czołem o moje, a nasze przyspieszone oddechy mieszały się ze sobą.
- Łóżko – powiedział, ciężko oddychając, kiedy lekko przygryzłam mu wargę.- Chcę cię mieć teraz w łóżku.
- Co jest złego w blacie w kuchni? – zapytałam, nie mogąc powstrzymać uśmiechu.
- Uwielbiam cię mieć pod sobą- odpowiedział, a ja znów poczułam przyjemną falę ciepła, która wypełniła każdą moją komórkę.
             Zanim zdążyłam się zorientować, przerwał i podniósł mnie do góry. Odwrócił się i ruszył w stronę drugiej części pokoju. Po chwili wylądowałam na miękkim materacu. Luke od razu znalazł się nade mną. Obsypał mój dekolt, szyję i twarz szybkimi pocałunkami, a potem znów zabrał się do roboty.
- Tak jest idealnie – wyszeptał, kiedy wrócił do tego, co przerwał w kuchni.
- Jezu… Luke –wyjęczałam, gdy przyspieszył. Wsunęłam mu dłoń we włosy, czując, jak zbliżam się do końca. Wiedziałam, że dam radę przesunąć nieco ten moment, choć nie na długo. – Ja zaraz…
- Jeszcze chwilę – wydusił z siebie, a potem to on uraczył mnie głośniejszym jęknięciem. Przywarł do mnie mocniej, a ja znów poczułam jego gorące ciało na sobie. Wykonał jeszcze kilka szybkich ruchów, by po chwili doprowadzić nas do wspólnego finału.
             Oboje dyszeliśmy, jak byśmy skończyli bieg, w jakimś maratonie. Luke uniósł się na łokciach, by móc na mnie spojrzeć. Pocałowałam go lekko w nos, a potem skupiłam się na ustach, które zadrżały. Blondyn od razu odpowiedział, obdarzając mnie powolnym pocałunkiem. Następnie położył się obok, obejmując mnie ramieniem. Złapałam za kołdrę, przykrywając nas i bardziej wciskając się w jego bok. Zauważyłam, jak przejeżdża dłonią po swojej spoconej twarzy.
- To było…
- Super?
- Jeszcze lepsze, niż super – odpowiedział ze śmiechem. – Co ty ze mną robisz?
- Co ty ze mną robisz? – odparłam, uśmiechając się pod nosem. – Zobacz, do czego doprowadził mnie twój widok w samej tylko bieliźnie.
- Chyba muszę tak paradować po twoim mieszkaniu częściej.
- Nie ma problemu –rzuciłam i oboje znów się zaśmialiśmy.

             Ubraliśmy się z powrotem, a potem Luke podgrzał nasze kakao w mikrofali. Zaszyliśmy się w łóżku pod ciepłą kołdrą, by dokończyć nasz maraton ze świątecznymi filmami. Nie byłam pewna, kiedy dokładnie zasnęłam. Być może w połowie albo przy końcu produkcji Wigilijnej Opowieści. Wiem, że się przebudziłam, gdy Luke pakował się do łóżka po raz kolejny. Telewizor i światło było już wyłączone, co oznaczało, że blondyn szykuje się do snu. Przysunął się, obejmując mnie w pasie, a ja znów zamknęłam oczy, czekając na sen.
            Pierwsze, co mnie obudziło, to głośna muzyczka dochodząca z telefonu blondyna. Nadal w pokoju było ciemno. Luke cicho jęknął pod nosem, a potem wyminął mnie, by chwycić za komórkę, która leżała na stole. Zdążył za nią złapać, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Uniosłam brwi do góry, zastanawiając się, kogo niesie o tej porze. Przecież był środek nocy.
           Luke zapalił lampkę, która mnie oślepiła. Zmrużyłam oczy, wpatrując się w jego sylwetkę. Obraz dopiero po chwili mi się wyostrzył, więc Hemmings przestał być dużą kolorową plamą. Narzucił na siebie czarną koszulkę. Ktoś zapukał ponownie, a chłopak ruszył do drzwi, by je otworzyć.
- No, w końcu! - powiedział nasz gość, a ja od razu go rozpoznałam.
- Komuś się mocniej przysnęło – odezwał się drugi znany głos. 
          Momentalnie oczy zaszły mi łzami. Wyskoczyłam z łóżka, jak oparzona. Pobiegłam w stronę przyjaciół, których do środka wpuścił Luke. Chłopak z szerokim uśmiechem odsunął się, bym mogła ich zobaczyć. Przede mną stała Sharon, a tuż obok niej Oscar. Blondynka na mój widok rozkleiła się całkowicie, więc nic dziwnego, że i ja zaczęłam płakać. I nawet nie próbowałam tego powstrzymywać.
           Rzuciłam się w jej ramiona, mocno przyciskając ją do siebie, jakby miał to być sen. Jakby Sharon miała mi zaraz zniknąć. Jej uścisk wzmocnił się, gdy raz po raz pociągała nosem. W tym momencie zabrakło mi jakichkolwiek słów. Nie wiedziałam, co powiedzieć, więc tkwiłam w jej objęciach, nie chcąc się oderwać.
- A ze mną się nie przywitasz? – zapytał Oscar, udając obrażony ton. Niechętnie puściłam Sharon, a potem wycierając twarz, podeszłam do niego. Wysoki chłopak zgarnął mnie w swoje ramiona, a ja popłakałam się po raz kolejny.
- Co wy tu robicie? – wydusiłam z siebie, wycierając łzy koszulką.
- Mały prezent dla was – powiedział Oscar. – Zaplanowany od dawna. Chyba się udał – dodał, spoglądając na Luke'a.
-Udał – rzucił blondyn, a potem przybił mu piątkę. Uśmiechnęli się do nas. – To z nim tak ciągle wymieniałem sms-y. No i Sharon… Jestem z ciebie dumny, że gdy twoja część niespodzianki się ujawniła, to trzymałaś buzię na kłódkę.
- Nie bierz mnie za totalną paplę, Hemmings – mruknęła, uderzając go w ramię.
- Na długo przyjechaliście? – zapytałam, machając na nich. Weszliśmy do pokoju.
- Zostajemy do Sylwestra, o ile nie masz nic przeciwko…
- Nie wydurniaj się – przerwałam jej. – Oczywiście, że nie mam nic przeciwko. Więc mieliście to zaplanowane?
- Dokładnie – rzucił Luke, siadając przy stole. – Z każdym najmniejszym szczegółem.
- Pewnie jesteście głodni?
- Odrobinę – odpowiedziała Sharon, zajmując miejsce obok blondyna.
- Zaraz coś wam przygotuję. A ty – wskazałam na Luke'a. – Zabieraj się za pompowanie materaca. Musimy mieć dodatkowe łóżko do spania.

             Siedzieliśmy rozmawiając prawie do szóstej rano. Nie mogłam się nimi nacieszyć. Nie mogłam powstrzymać szerokiego uśmiechu, gdy na nich spoglądałam. W dalszym ciągu nie mogłam uwierzyć, że tu byli. Że byli w Święta i będą tu w Sylwestra. Byłam ogromnie wdzięczna chłopakom, że wpadli i zrealizowali ten swój plan, dzięki czemu miałam tu przy sobie kolejną bliską mi osobę. A raczej dwie osoby.
            Kiedy w końcu dźwignęliśmy się z łóżek, dochodziła godzina dwunasta. Ja i Sharon wzięliśmy się za szykowanie śniadania, cały czas nadrabiając ten czas rozłąki. Rozmawiałyśmy i śmiałyśmy się, jak nienormalne, starając się opowiedzieć o każdym wydarzeniu, jakie miało miejsce w naszym życiu, które teraz było rozdzielone na dwa kontynenty.
            Zdążyłam postawić talerze na stole, gdy ktoś zapukał do drzwi. Luke od razu podniósł się z kanapy i ruszył w ich kierunku. Wcale mnie nie zdziwiło to, że pozostała część naszej paczki władowała mi się do domu, robiąc hałas, jakby nie było ich trzech, a co najmniej dziesięciu. Rzucili się w kierunku Oscara i Sharon, by się z nimi przywitać.
- Zjecie z nami? – zapytałam, choć doskonale znałam odpowiedź.
- Się pytasz. Dawaj coś do jedzenia kobieto- powiedział Michael, siadając od razu przy stole. – Niespodzianka się wam udała?
- W też o tym wiedzieliście? – odezwała się blondynka.
- Wszystko wiemy – powiedział Calum z uśmiechem.
- Wygląda na to, że tylko my żyłyśmy w nieświadomości – podsumowałam, dorabiając tostów.
- I tak miało być- pociągnął Oscar.
- Jedzmy i idziemy – zarządził Ashton.
- Gdzie?- zainteresowałam się, zerkając na niego.
- No, chyba nie będziemy siedzieć w domu? – rzucił, unosząc jedną brew do góry. – Trzeba pokazać im uroki naszego Sydney, a potem mała popijawa na plaży, co wy na to?
- Jestem za – powiedziała szybko Sharon. – Jak najbardziej za!

            Maszerowaliśmy całą naszą grupą przez ciepłe ulice Sydney. Choć były Święta, to wiele lokali nadal pozostawało otwartych. Dzięki temu mieliśmy, gdzie zjeść obiad, a ja nie musiałam stać przy garach. Sharon chętnie robiła sobie ze wszystkimi zdjęcia, a my nie wzbranialiśmy się przed tym. W końcu przyjaciółka chciała mieć, jak najwięcej pamiątek z tego swojego pierwszego pobytu w Australii.
            Wieczorem usiedliśmy na plaży, wpatrując się w fale przed nami, a także wyłapując ich ciszy szum. Ludzi było już tu znacznie mniej. Wyciągnęliśmy butelki z piwem, racząc się jego gorzkim smakiem. Nie zamierzaliśmy jednak zostać tu przez całą noc. Chcieliśmy wypić to, co mieliśmy, a potem przenieść się do baru obok. Właśnie stamtąd dochodziła do nas coraz to głośniejsza muzyka. Ja i Sharon nie miałyśmy nic przeciwko, aby trochę się poruszać na parkiecie, więc byłyśmy najbardziej chętne na zabawę.
             W końcu trafiliśmy do baru. Zajęliśmy jeden z większych stolików, bo jakby nie patrzeć, byliśmy jedną z większych grup w tym lokalu. A co za tym idzie, potrzebowaliśmy więcej miejsca. Kiedy DJ zmienił muzykę na stare kawałki z lat dziewięćdziesiątych, złapałam przyjaciółkę za rękę i porwałam ją na parkiet. W końcu, ile można siedzieć i gadać. Po jakiś trzech kawałkach nasza damska para została rozbita przez Caluma i Ashtona, którzy też pojawili się na parkiecie. Wpadłam w objęcia Irwina ze śmiechem, a blondynka zaczęła szybki taniec z Hoodem.
             Wróciłam do stolika, przy którym siedział Michael i Oscar. Usłyszałam skrawek ich rozmowy, która tyczyła się nowej taktyki w grze, w jaką wspólnie grali. Odkąd się poznali grali ze sobą niemalże przez cały czas, stanowiąc dobrze zgrany zespół. Sama kilka razy przyłączałam się do nich. Sharon nadal była na parkiecie z Calumem i Irwinem. Nie wiedziałam za to, gdzie podział się Luke.
             Rozejrzałam się dookoła. Dopiero, gdy mój wzrok zatrzymał się na oknie, dostrzegłam go na zewnątrz. Stał na dworze, opierając się łokciami o drewnianą balustradę. Jego twarz skierowana była w stronę plaży. Pociągnęłam kolejny łyk piwa, a potem ruszyłam w stronę drzwi. Wyszłam na zewnątrz, mijając innych ludzi.
             Zatrzymałam się obok. Przejechałam dłonią po jego ramieniu, a on odwrócił się. Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Przysunął do ust butelkę z piwem, biorąc z niej niewielki łyk. Przez chwilę wpatrywaliśmy się w siebie w milczeniu.
- Co się stało?
- Nic się nie stało. W środku jest po porostu cholernie gorąco- powiedział, opierając dłoń na mojej talii.
- Tylko to?
- Trochę rozbolała mnie głowa.
- Tylko to?
- Tylko to – odparł, cmokając mnie w nos. – Jest okej skarbie i przestań się martwić, że jest inaczej. – Wspięłam się na palce, przyciskając usta do jego gorącego czoła. Zupełnie mi się to nie podobało.
- Jesteś rozpalony.
- Nic mi nie będzie.
- Jak się rozchorujesz…
- Zajmiesz się mną?
- Oczywiście, Pingwinku.
- Mam swoją prywatną pielęgniarkę? – odparł ze śmiechem.
- Masz. Zdecydowanie masz. – Spojrzałam na piwo w jego dłoni, a następnie zabrałam mu je.
- Ej!
- Nie pij więcej.
- Ale…
- Niech ten alkohol trochę z ciebie zejdzie. Jak wrócimy do domu weźmiesz tabletki i pójdziesz do łóżka, jak na grzecznego chłopca przystało.
- No, Malia.
- Nie chcę byś się całkowicie rozłożył. Jak się pochorujesz, pozarażasz nas wszystkich, a ja chcę iść na Sylwestra – wyjęczałam, a Luke uniósł lekko brwi do góry.
- Myślałem, że się po prostu o mnie martwisz, a ty mi wyjeżdżasz z Sylwestrem.
- Martwię się o ciebie. To przede wszystkim – odparłam, wtulając się w niego. 
            Mimo głośniejszej muzyki, usłyszałam równy rytm bicia jego serca. Uwielbiałam ten dźwięk i mogłam się w niego wsłuchiwać całymi dniami. Luke wyciągnął rękę w stronę butelki, ale ja odsunęłam ją od niego. Skrzywił się, co mnie rozbawiło.
- To, co ja mam teraz pić?
- Mogę kupić ci soczek lub pepsi. Co wolisz?
- Jesteś okrutna.
- Bo się o ciebie martwię- rzuciłam, klepiąc go po klatce piersiowej. – Dzisiaj koniec z alkoholem.

            Wróciliśmy do domu o własnych siłach i na własnych nogach. Luke już do końca nie tknął, ani piwa, ani żadnego drinka. Kiedy tylko zaliczył łazienkę, kazałam mu iść do łóżka, a potem na futrowałam go tabletkami licząc na to, że blondyn nie rozłoży się całkowicie. Jeszcze do szczęścia brakowało nam tu grypy.
            Na całe szczęście ten niewielki spadek formy u Hemmingsa nie zwiastował choroby, bo na drugi dzień Luke czuł się już dobrze, a gorączka zniknęła. Zapewnił mnie trzy razy pod rząd, że czuje się świetnie, więc mogłam wypuścić go z łóżka. Wygląda na to, że żaden wirus nie pokrzyżuje nam sylwestrowych planów.



***
Taka o to niespodzianka pojawiła się u Malii w domu :) Sharon i Oscar zawitali na chwilę w opowiadaniu :)

Kolejny rozdział tradycyjnie w następny piątek.

Pozdrawiam!

7 komentarzy:

  1. Wspaniała niespodzianka ♥
    Tęskniłam za Sharon i Oscarem, bardzo się cieszę, że przyjechali do Sydney.
    Napalona Malia - po prostu brak słów, żeby to opisać XD
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezusie Brodaty jak ja czekalam na powrót Sharon i Oscara! Tej dwójki nie da się nie lubić! Nieźle nasi chłopcy to wykombinowali, sama nigdy nie pogardzilabym taką niespodzianką.
    Malia i Luke są tacy... Idealni wręcz. Blagam, nie psuj tego w najbliższym czasie, drama to ostatnia rzecz, która by do nich pasowała.
    Czekam na kolejny rozdział!
    Pozdrawiam cieplutko! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Sexytime Sexytime Sexytime Sexytime
    Uwielbiam je! Teraz, czekam grzecznie i cierpliwie, aż w którymś opowiadaniu, bohaterka zajdzie w ciążę. Tak, ja.chcę.ciążę! Nie interesuje mnie, która w nią zajdzie, ale któraś musi. Oscar i Sharon... a Ci, to skąd się tutaj wzięli? Ja pierdzielę, ta, to zawsze musi coś wykombinować :D
    Zapowiada się nieziemski Sylwester w Australii :) No i oczywiście legendarna przeprowadzka do większego mieszkania. Oj, Luke... ciekawa jestem, po jakim czasie, zaczniesz tęsknić za mamusią :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeej, jaka wspaniała niespodzianka, cudownie, że Sharon z Malią mogły się wreszcie zobaczyć :)
    Mam tylko jedną uwagę: "z rzędu", niekoniecznie "pod rząd" :P a tak to jest super, nie zauważyłam innych błędów.
    Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału! :)
    Pozdrawiam i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. OMG!!! TA HOT SCENKA JEST TAAAAAKA SUPER!!! Uwielbiam je w twoim wykonaniu :D A raczej w ich wykonaniu hahahah :D
    Ale świetna niespodzianka - chłopaki się postarali :) Uwielbiam Sharon i Oscara, tak samo jak pozostałych bohaterów - no, może oprócz tej całej Beth, która kręciła się wokół Hemmo. Ale tak! Sylwester będzie pewnie udany! Nie psuj im tylko tego czasu!
    Nie mogę doczekać się piątku!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  6. Do you prefer Pepsi or Coke?
    ANSWER THE POLL and you could get a prepaid VISA gift card!

    OdpowiedzUsuń