piątek, 27 listopada 2015

S3 - Rozdział 12

Sydney, 3 stycznia 2013 roku


           Luke rozchorował się na poważnie. Okazało się, że to nie mocniejsze przeziębienie i gorączka zwaliły go z nóg. Chłopak nabawił się anginy. Dostał antybiotyk, dodatkowe lekarstwa i wolne od pracy. Kolejne dni spędzał w łóżku, pod czujnym okiem Liz, która z troską zajmowała się swoim najmłodszym syneczkiem. Blondyn miał do swojej dyspozycji telefon, telewizor i komputer, a i tak potrafił mi długimi godzinami jęczeć, że umrze tu z nudów. Zresztą wcale się mu nie dziwiłam.
          Po skończonych zajęciach, wsiadłam do samochodu kolegi z roku, który zaoferował mi podwózkę. Podrzucił mnie pod supermarket, który mieścił się na końcu osiedla, na którym mieszkał Hemmings. Przynajmniej nie musiałam tłuc się tu znów autobusami. Nie mogłam się doczekać, kiedy będę mogła odebrać od Andrewa samochód. Miałam nadzieję, że stanie się to na dniach, bo zaraz po nowym roku sfinalizowaliśmy umowę kupna-sprzedaży auta.
           W drodze do Hemmingsów wstąpiłam do mniejszego sklepu, by kupić przekąski. Chcieliśmy z Lukiem obejrzeć jakiś film, a to nie mogło się odbyć bez jedzenia. Szczególnie, że blondynowi wrócił apetyt i znów pochłaniał wszystko, co stało na jego drodze. Musiało być tego dużo. Oprócz tego odpisywałam na ponaglające mnie sms-y, bo chłopak znów zaczął marudzić, niczym nieszczęśliwe dziecko pozostawione same sobie. Tak, Luke przechodził chorobę, jak typowy stereotypowy facet.
           W końcu z daleka zamajaczył mi znany dom. Odpowiedziałam na ostatniego sms-a, a potem przyspieszyłam kroku. Chciałam, jak najszybciej zejść z tego palącego słońca, które dzisiaj niemiłosiernie dawało popalić wszystkim mieszkańcom Sydney. Zobaczyłam na podjeździe srebrnego Volkswagena, który niedługo miał być mój. To czteroletnie auto było znacznie większe, niż mój samochód, który posiadałam w Londynie. Wiedziałam jednak, że dam radę nim jeździć. W końcu Luke też nie dysponował małym samochodem, a nim umiałam się poruszać.
            Podeszłam do drzwi i zapukałam. Po drugiej stronie rozległy się szybkie kroki i po chwili drzwi otworzyły się. Na progu stanęła Liz. Uśmiechnęła się, wpuszczając mnie do środka. Przywitałam się z nią, a ona czule poklepała mnie po plecach. Ściągnęłam buty.
- Luke jest…
            Ale nie dokończyłam pytania, bo chłopak zbiegł po schodach, uśmiechając się szeroko. Zmierzyłam go wzrokiem, zatrzymując się na jego nieco bladej twarzy, rozczochranych blond włosach, które opadały mu na czoło i czerwono czarnej piżamie, w którą był ubrany.
- W końcu jesteś! Nie mogłem się doczekać! – powiedział zachrypnięty, ale zadowolony. Liz momentalnie odwróciła się w jego stronę. Zmrużyła na niego oczy.
- Ty wystawiasz dzisiaj moją cierpliwość na ciężką próbę – wysyczała, machając w jego stronę palcem.
- Ale, co ja robię? – jęknął.
- Jak to, co? Który już raz będę cię prosiła, byś wracał do łóżka i z niego nie wychodził?!
- Mamo…
- Luke Robert Hemmings! – zagrzmiała Liz. Zrobiła to tak nagle, że aż sama podskoczyłam w miejscu. Blondyn przygryzł wargę, udając niewiniątko. – Natychmiast wracaj do łóżka! Jesteś chory!
- Ale…
- Już! – pociągnęła, wskazując mu schody.
             W tym momencie miałam ochotę parsknąć śmiechem. Choć Luke górował nad nami wszystkimi, to teraz zrobił się malutki. Miałam wrażenie, że z pełnoletniego faceta, wrócił do stanu krnąbrnego dziecka, który podpadł mamusi. Uśmiechnęłam się do niego, lekko kiwając głową, by nie denerwował Liz i zrobił to, co mu każe. Westchnął ciężko pod nosem, a potem ze spuszczoną głową wrócił z powrotem na górę.
- Malia kochanie – zaczęła, wracając do swojego standardowego tonu miłej i przyjaznej kobiety. – Andrew jest w ogrodzie. Dzisiaj właśnie odebrał nowy samochód. Zaraz go zawołam. 
             Odwróciła się i ruszyła w stronę drzwi. Odczekałam chwilę. Wróciła, a za nią podążał jej mąż. Przywitałam się z nim szybko. Podszedł do szafki i wyciągnął białą tekturową teczkę. Podał mi ją, a następnie przekazał klucze od jego starego samochodu.
- Już oficjalnie jest twój – powiedział z uśmiechem.
- Super, naprawdę nie mogłam się doczekać – odparłam, chowając teczkę z dokumentami do torby.
- Mam nadzieję, że będzie ci dobrze służył tak, jak mi.
- Też mam taką nadzieję.
- W razie problemów, dzwoń.
- Myślę, że problemów nie będzie.
- Malia! – krzyknął Luke z góry. Liz zazgrzytała zębami, a Andrew zachichotał pod nosem.
- To mój syn i kocham go nad życie, ale dzisiaj go chyba ukatrupię – wysyczała kobieta, przechodząc do kuchni. Ja i jej mąż wymieniliśmy spojrzenia, a potem musieliśmy mocno się postarać, by nie wybuchnąć głośniejszym śmiechem.
- Pójdę do niego – powiedziałam, odwracając się.
             Ruszyłam w stronę schodów, a potem wpięłam się na górę. Dotarłam do znanych mi drzwi, które prowadziły do królestwa Luke'a. Bez pukania władowałam się do środka, a chłopak od razu się uśmiechnął. Siedział grzecznie w łóżku, przykryty po pas niebieską kołdrą. Obok niego znajdował się włączony laptop.
- No, w końcu.
- Co ty taki niecierpliwy?- odparłam, podchodząc do niego. Usiadłam na skraju materaca, a on od razu sprzedał mi szybkiego buziaka w usta. – Jak się czujesz?
- Lepiej – odpowiedział, choć nadal trzymała go mocna chrypa. – Ale to leżenie jest takie nudne.
- Wiem, Pingwinku – rzuciłam, przeczesując dłonią, jego blond czuprynę. – Niedługo ci przejdzie i wrócisz do normalnego życia.
- Mam nadzieję, że to się stanie, jak najszybciej. Co tam masz? – zapytał, zaciekawiony wypchaną po brzegi siatką, którą położyłam na ziemi.
- Przekąski na film.
- Bosko… Ale najpierw coś innego – rzucił i poklepał miejsce obok siebie. Od razu przesiadłam się na jego stronę, a on objął mnie ramieniem, przyciągając do siebie. Następnie wolną ręką złapał za komputer i ustawił go sobie na udach. – Nie miałem co robić, więc poszperałem trochę w internecie.
- Czego szukałeś?-  Błękitne oczy spojrzały wprost na mnie. Uniósł jedną brew do góry. – Serio się pytam.
- Jak to, czego? Idealnego mieszkania dla nas – powiedział, a potem zacisnął lekko usta.- Nie mów, że rozmyśliłaś się w tej kwestii i już nie chcesz ze mną mieszkać.
- Nie wygłupiaj się – rzuciłam, cmokając go w nos. – Oczywiście, że chcę. Bardzo, bardzo chcę – pociągnęłam, przejeżdżając palcem wzdłuż linii jego szczęki, by skończyć na szyi.
- Nie rób tak. Jestem chory, ale to nie znaczy, że nie jestem niedysponowany. Nie chcę cię jednak zarazić zbytnim kontaktem – powiedział, a ja parsknęłam śmiechem. – Co?
- Jak zawsze.
- To twoja wina.
- Moja?
- Twoja. Tak na mnie działasz – odpowiedział, a potem skupił wzrok na ekranie. – Znalazłem kilka ciekawych ofert… Weź mnie nie prowokuj! – jęknął rozbawiony, gdy trąciłam jego policzek nosem.
- Nie mogłam się powstrzymać – rzuciłam, nie mogąc ukryć zadowolonego uśmieszku, który pojawił się na mojej twarzy. – Dobra, pokaż co tam masz.
- Na przykład to jest położone na sąsiednim osiedlu. Drugie piętro, trzy pokoje. Na zdjęciach prezentuje się całkiem ciekawie i przestronnie.
- Podoba mi się, ale przegięli z ceną.
- Weź pod uwagę to, że będziemy rachunki dzielić na dwa.
- Fakt. A to tutaj – wskazałam palcem pozycję niżej.
- To ma, tylko dwa pokoje.
- Za mało?
- Pomyślałem, że od razu powinniśmy uderzyć w coś większego.
- Bo?
- Mielibyśmy salon, w jednym pokoju własną prywatną sypialnię, a w drugim coś na wzór pokoju do pracy. Ja mógłbym tam grać, a ty się uczyć. Oczywiście mieszkania trzypokojowe są droższe, ale nie jest to jakaś kosmicznie wielka różnica- pociągnął, a ja zapatrzyłam się na niego.
              Myślami wybiegłam już w przyszłość, bo zaczęłam się zastanawiać, jak by to było po przeprowadzce do nowego miejsca. Widzielibyśmy się codziennie. Rano, wieczorem, popołudniu – obojętnie, ale zawsze. Chociaż Luke i tak często nocował u mnie, to jednak nadal nie było to pełnoetatowe mieszkanie ze sobą. Podobała mi się ta wizja zerwania z samotnym mieszkaniem.
- Słuchasz mnie?
- Oczywiście, Pingwinku – odpowiedziałam, nie przyznając się w ogóle do tego, że przez chwilę naprawdę odpłynęłam.
- Więc dom też mógłby być?
- Co?
- Tak mnie słuchasz – mruknął, z niezadowoleniem kręcąc nosem.
- Przepraszam, zamyśliłam się – odpowiedziałam, łapiąc jego rękę. Zaczęłam bawić się jego palcami, co sprawiło, że Luke znów się uśmiechnął. – Co z tym domem?
- Nieraz mają na wynajem dom.
- To nie przegięcie?
- Jakby było coś w korzystnej cenie, to nie uważam, by to było przegięcie – skomentował, a ja uśmiechnęłam się. – Chociaż, na razie nie znalazłem niczego w korzystnej cenie – dodał, a ja zaśmiałam się.
- Skupmy się może na czymś przyziemnym. Co powiesz o tym? – odparłam, wskazując na kolejną ofertę.



***
Rozdział jest typową przejściówką, ale mam nadzieję, że i tak w miarę wam się spodobał :) 

Dziękuję wam też za życzenia i wszelkie odwiedziny na tym blogu :)

Oprócz tego informuję, że w niedzielę bądź w poniedziałek pojawi się kolejna historia pt. Broken. Zastąpi ona The Great Escape, która powoli dobiega końca. Dlatego jedno opowiadanie się zaczyna, a drugie zbliża się do finału. Mam nadzieję, że nowa historia przypadnie wam do gustu :) Informacja o otwarciu nowego opowiadania pojawi się tu na blogu w postaci klasycznego editu :)
Jak zwykle Monia wykonała dla mnie cudowny zwiastun do nowego bloga. Możecie go zobaczyć poniżej.


Kolejny rozdział na tym blogu pojawi się tradycyjnie w następny piątek!

Pozdrawiam!


EDIT!!!
Dziś oficjalnie rusza historia pt. Broken, na którą serdecznie zapraszam! 


Pozdrawiam!

4 komentarze:

  1. Biedny, uparty Luke... Poszukiwania nowego domu trwają! Już nie mogę doczekać się przeprowadzki ♥ Rozdział oczywiście genialny, jak to zwykle.
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. I wracamy na jeden, z dwóch nieaktualnych na wattpadzie opowiadań.
    Biedactwo, Hemmings. Rozchorowało nam się dziecko. I wiesz, co Ci powiem? Faktycznie, faceci, gdy są chorzy, są bardziej upierdliwi, niż kiedy są zdrowi.
    Malia w końcu ma samochodzik!!!!
    A Luke, już myśli o większym mieszkaniu. Fajnie, ale kiedy czytałam o tych trzech pomieszczeniach, myślałam, że ten już planuje przyszłość, w postaci ewentualnego pokoiku, dla dziecka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham tego gifa :D Super rozdział, jak zwykle ; o jeju kocham Twoje opowiadania.

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahahahah LIZ RZĄDZISZ!!! Uwielbiam w tej historii mamę Hemmingsa XD A ten gif na końcu :D Fajnie, że Luke już zabrał się za szukanie nowego mieszkania dla nich, bo jak widać Malia na razie o tym nie pomyślała :) Szkoda, że tak krótko, ale - PODOBAŁO MI SIĘ :D I fakt Luke choruje jak typowy facet :)
    Nie mogę doczekać się też nowej historii - zwiastun mi się mega podobał!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń