piątek, 4 grudnia 2015

S3 - Rozdział 13

Sydney, 9 stycznia 2013 roku


           Wyszłam ze szpitala, kierując się w stronę swojego samochodu, którym od kilku dni legalnie mogłam się poruszać. Wrzuciłam torbę do bagażnika, a następnie zasiadłam za kierownicą. Odpaliłam silnik. Złapałam za okulary przeciwsłoneczne. Dzisiaj Sydney też pławiło się całe w słońcu i mocno dawało się mieszkańcom we znaki. Mieliśmy dużo przypadków zasłabnięć, głównie wśród osób starszych. A pomyśleć, że w Londynie chodziłabym opatulona grubą kurtką, mając nadzieję, że nie zamarznę z zimna. Włączyłam radio, od razu wczuwając się w pierwszy utwór mojego ulubionego zespołu, a następnie ruszyłam z parkingu.
           Nie jechałam jednak do domu. Umówiłam się z chłopakami u Luke'a. Blondyn czuł się już dobrze, a angina zniknęła. Liz jednak i tak przetrzymywała go w domu, aby mieć pewność, że jej mały synek wyleczył się do końca. Korzystając z tego, że całe 5 Second of Summer ma wolne, postanowili popracować nad swoją muzyką. Ja zaś zmieniłam się w dostawcę jedzenia i miałam im dostarczyć do garażu, który okupowali, dwie duże pizze i cole w ramach obiadu.
           Luke powiedział, że mam nie pukać i nie dzwonić, a porostu wejść do jego domu, jak do siebie. Uprzedził mnie, że najzwyczajniej w świecie mogą mnie nie słyszeć. Jak tylko wynurzyłam się z samochodu, zabrałam ciepłe jedzenie i od razu ruszyłam w stronę drzwi, uciekając od palącego słońca. Postępując zgodnie z życzeniem blondyna, wpakowałam się do środka, czując przyjemny chłód. Na szczęście tu nie było tak gorąco, jak na zewnątrz.
            Zapach jedzenia rozniósł się po salonie. Byłam już naprawdę głodna, szczególnie, że musiałam ten przyjemny zapach znosić w samochodzie. Ciepła pizza działała na mnie tak, że mój żołądek, aż się skręcał. Chciałam, jak najszybciej się do niej dobrać, a musiałam działać szybko, bo jako konkurentów do jedzenia miałam czwórkę młodych facetów.
            W drodze do garażu, zahaczyłam jeszcze o kuchnię, by zabrać z lodówki sos oraz mały nożyk. Następnie wparowałam do pomieszczenia, w którym urzędował zespół. Zrobiłam to tak szybko i raptownie, że Michael, który siedział najbliżej wejścia, prawie spadł z krzesła.
- Cześć chłopaki!
- Kurwa – syknął Clifford, wracając do poprzedniej pozycji. – Prawie miałem zawał.
- Ciśnionko w porządeczku? – wdusiłam z siebie, siląc się na spokój. Chłopak zmrużył na mnie swoje zielone oczy. – Chyba, że mamy coś na sumieniu.
- Pizza! – krzyknął Calum. Zanim się zorientowałam, Mulat wyrwał mi z dłoni dwa duże kartony. – Zarządzam przerwę na jedzenie!
              Ustawił kartony na stoliku, a potem jako pierwszy otworzył pudełko. Oblizał usta i nie czekając na nas, dorwał się do pierwszego kawałka. Uniosłam brwi do góry, śmiejąc się cicho pod nosem, bo Hood w tym momencie naprawdę wyglądał uroczo.
- Cześć – rzucił Luke, całując mnie przelotnie w usta.
- Cześć Pingwinku, jak tam wasze przeboje?
- Pracujemy nad nimi – odpowiedział, podchodząc do Hooda, który wciągał pizzę z nieukrywanym apetytem. Ruszyłam za nim, aby samej załapać się na jedzenie, bo reszta chłopaków też rzuciła się w kierunku pożywienia.
- A to, co? – zapytałam z ciekawości. Zamiast przejąć od Luke'a kawałek pizzy, który mi podawał, chwyciłam za leżący obok zapisany zeszyt.
- Ej, nie rusz! Nie wolno! – krzyknął Ashton, a ja odskoczyłam od niego, by nie mógł mi go wyrwać. – No, Malia!
- Co to? Będziecie napadać na bank?- odparłam, a potem uśmiechnęłam się szeroko, rozpoznając to, co trzymam w dłoni. – Zeszyt z piosenkami!
- Oddaj!
- Ale czemu? – rzuciłam, odchodząc od stołu.
- Daj! – ciągnął dalej Irwin. Michael również wstał z miejsca, by pomóc kumplowi.
- Ta, idźcie – wydusił Calum z pełną buzią. – I nie wracajcie! Cała pizza moja!
- Nie mogę tego przejrzeć?
- Nie – ciągnął dalej Ashton.
- To twoje?- pytałam dalej, umykając na drugi koniec pokoju.
- Malia, naprawdę kocham cię droga przyjaciółko, ale zaraz cię zabiję –kontynuował Ash.
- Grozisz mi? Co jest złego w tekstach i…
- Nie możemy się zdradzać!
- Och, Batmanie – skwitowałam, puszczając mu oczko.
- Luke zrób coś – jęknął Ashton, tonem małego dziecka. Stałam blisko Hemmingsa, więc miał on czas, by szybko wyrwać mi zeszyt. Spojrzałam na niego z wyrzutem.
- To tajne – powiedział, robiąc przepraszającą minę. Prychnęłam pod nosem.
- Nawet ja nie mogę tego widzieć?
- Nie – rzucił Irwin, a potem zabrał od Luke'a zeszyt. Niewiele myśląc usiadł na nim, przysuwając karton z pizzą bliżej siebie. – Jesteś naszą fanką numer jeden, ale zasada jest prosta. Niedopracowane piosenki są ściśle tajną rzeczą.
- Wal się – odparłam, a potem zajęłam miejsce obok Caluma. Mulat spojrzał na mnie, oblizując górną wargę, na której miał resztki sosu.
- Możemy zagrać ci jedną nową – odezwał się Michael, aby mnie jakoś udobruchać. Podniosłam głowę, wlepiając w niego swoje ciemne oczy. Nadal udawałam, że jestem obrażona. Chłopaki wiedzieli jednak, że to zwykła ściema, więc nie dali się na to nabrać. Znali mnie za dobrze.
- Co ty na to cukierku? –rzucił Ashton, pukając mnie w ramię. Wyszczerzyłam się do niego, kiwając szybko głową.
- Jak się nazywa?
- Never be – odpowiedział Luke, a potem wgryzł się w kawałek pizzy, którą trzymał w dłoni. – Jeszcze nie ogarnęliśmy jej do końca pod względem melodii i…
- Mi pasuje – przerwałam mu, a chłopak uśmiechnął się.
- Taki mały bonus dla ciebie – dodał Mulat. – Ale masz nikomu tego nie zdradzić.
- Będę cicho i nic nikomu nie powiem – odpowiedziałam i sama złapałam za pizzę.
- Mamy też newsa – pociągnął Michael.
- Właśnie! – rzucił szybko Luke, kiwając głową. Spojrzałam na niego z nieukrywaną ciekawością. – Jack chce byśmy zagrali u niego na weselu.
- Serio?
- Czadersko, nie? – odparł Clifford z pełną buzią. – A trochę tam ludzi będzie.
- To już niedługo – zaczęłam powoli. – Pod koniec lutego, tak? – Blondyn pokiwał głową. – Musicie się przygotować.
- Ty też – rzucił Hemmings. Uniosłam jedną brew do góry. – Idziesz tam przecież ze mną.
- Wiem – odpowiedziałam szybko, wracając do jedzenia. 
              Prawda była taka, że nie miałam nawet kupionej na tą okazję sukienki, ale w sumie zostało mi jeszcze trochę czasu na dobranie odpowiedniego stroju. Gorzej tylko było, że taka wyprawa na zakupy cholernie mnie przerażała, bo była to raczej dziedzina Sharon. Ja jakoś nie za bardzo znałam się na takich wyjściowych i mocno eleganckich strojach. Nie chciałam wyglądać, jak strach na wróblę, ani jak wypindrzona do granic możliwości pseudo księżniczka. Musiałam chyba zasięgnąć rady przyjaciółki, która da mi kilka wskazówek, czego dokładnie powinnam szukać.

              Po jedzeniu dałam jeszcze chwilę chłopakom na odsapnięcie, a potem zagoniłam ich do instrumentów. Naprawdę chciałam w końcu usłyszeć ich nowy kawałek. Nie było to niczym nowym, że Never be od razu mi się spodobało. Podobała mi się melodia i słowa, które śpiewali. A kiedy tak stali przede mną, wczuwając się w to, co robili, ja nie mogłam oderwać od nich wzroku.
- I jak? – zapytał Ashton, drapiąc się w głowę.
- Jest świetna.
- A muzyka?
- Też.
- Mówisz tak, bo naprawdę ci się podobało, czy dlatego, że za bardzo nas uwielbiasz i nie chcesz, by było nam przykro? – wypalił Michael. Spojrzałam na niego, jak na kosmitę. Zaśmiał się pod nosem.
- Nie znam się na tym, więc mówię to, co myślę, jako kompletny laik…
- Sama śpiewasz – wtrącił Luke.
- To, że umiem śpiewać nie znaczy, że znam się na tworzeniu muzyki – odparłam, kręcąc głową. – Ale jako osoba, która jest w tym zielona stwierdzam, że jest świetne!
- Ja bym jeszcze poprawił, co nieco – wtrącił Calum. – Może bardziej zaakcentować refren?
- To nie głupi pomysł – odpowiedział Irwin. – Ej!
- Dobra, przepraszam ręce mam tutaj – powiedziałam szybko, kiedy perkusista złapał mnie na próbie dorwania się do ich tajnego zeszytu z piosenkami. Ashton przez chwilę spoglądał na mnie, a potem pokazał mi język. Zrobiłam wielkie oczy, by zaraz wybuchnąć śmiechem. – Ale…
- Co, ale? – przerwał mi szybko Hemmings.
- Przywiozłam wam tu żarcie, więc może dostanę jeszcze jedną nagrodę za dobrze wykonane zadanie?
- Czy to ma związek z naszym zeszytem? – zapytał podejrzliwie Irwin. Postanowiłam odpuścić i nie grzebać w ich tajnym notesie, więc szybko pokręciłam głową. – To, co by panna Morell chciała?
- Zagracie 18? – poprosiłam. Pokiwali głowami. – Kiedy będziecie nagrywać płytę?
- Co?- rzucił ze śmiechem Calum. – Do nagrywania płyty, to jeszcze nam daleko.
- Nie myśleliście o tym? – pociągnęłam temat, rozsiadając się na swoim miejscu. – Na pewno gdzieś w tych waszych mózgach pojawił się już taki plan, co nie?
- Myśleliśmy – powiedział Michael, kiwając głową. – Ale na to potrzeba sporo kasy, no i kogoś kto będzie chciał to nagrać i wypuścić. Najpierw musimy częściej się pokazywać.
- Chciałbym zagrać, w jakimś klubie – wtrącił Hood, pukając się palcem w policzek. – Mieć trochę ludzi przed sobą, którzy dobrze by się bawili podczas naszego występu.
- Czyli, jakiś cel macie?
- Mamy – odpowiedział Ashton. – Myślimy o muzyce, jako o czymś, co moglibyśmy robić tak naprawdę. Ale to dość czasochłonne i wymagające dużo poświęcenia. Trzeba by było rzucić pracę i skoncentrować się tylko na tym i…
- Co i tak jest jakoś do przeskoczenia i do osiągnięcia – powiedziałam, przerywając mu. Chłopak uśmiechnął się. – Na YouTube i tak macie już sporo fanów, a to już coś. Zresztą jesteście naprawdę dobrzy, a ludzie was lubią. Przypomnijcie sobie, jak rozruszaliście publikę na festynie.
- Było fajnie – skwitował Luke, uśmiechając się pod nosem.
- Może za niedługo będę kumplować się z gwiazdami na międzynarodową skalę?- odparłam, a oni wybuchli śmiechem. – No, co?
- Teraz to popłynęłaś – skomentował Michael.



***
Wracamy do tematu muzyki i zespołu - jak widać, chłopaki mają jako takie plany na przyszłość :)

Dziękuję wam bardzo za wszystkie cud miód komentarze :) 

Kolejny rozdział za tydzień!

Pozdrawiam!

2 komentarze:

  1. Nooo jestem za by chłopcy ruszyli tyłki i na poważnie ogarnęli się z zespołem i muzyką, by potem podróżować po świecie :D Z Malią oczywiście, jako ich osobistym dostawcą pizzy hahah :D Miałam zaciesz czytając ten rozdział - z tym zeszytem było dobre:D
    Czekam na nn :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  2. Ashton zeszytu pilnuje ^.^ Rozdział wspaniały - jak zresztą zwykle. Jeszcze nie napisałaś rozdziału, który by mnie nudził. Mam ogromną nadzieję, że kiedyś chłopaki nagrają płytę i ruszą w trasę ( z Malią oczywiście )
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń