piątek, 11 grudnia 2015

S3 - Rozdział 14

Sydney, 12 stycznia 2013 roku


           Wyszłam z uczelni, czując się przemielona i wypluta przez te wszystkie zajęcia, jakie dzisiaj miałam. Wykładowcy w ogóle nas nie oszczędzali i na każdym wykładzie było mnóstwo pisania i zdań do wykonania, jakby nagle wszyscy się zmówili, by nas potajemnie wykończyć. Na szczęście większość z nich odbywała się w grupach, ale i tak można było doznać przegrzania mózgu.
          Weszłam do cichego mieszkania. Od razu zauważyłam ma stoliku stertę pozapisywanych papierów. Jęknęłam pod  nosem na ich widok. Jutro miałam mieć wejściówkę z Komunikacji niewerbalnej i musiałam trochę się pouczyć, bo ostatnio ten przedmiot zaniedbałam kompletnie. A nasz doktor, który to wykładał, był naprawdę ambitny i z powagą podchodził do całego tematu, wiec nie było u niego taryfy ulgowej.
          Przebrałam się w luźne dresy, a potem złapałam za pierwszą lepszą koszulkę. Gdy ją na siebie naciągnęłam, zrozumiałam, że wbiłam się w garderobę swojego faceta. Czarna bluzka sięgała mi za pośladki i była dość szeroka w ramionach. Zostawiłam ją jednak na sobie. W końcu Luke nie zrobi mi jazdy o to, że chodzę w jego ubraniach.
          Przygotowałam sobie kawę, a potem usadowiłam się na kanapie. Miałam wolne popołudnie, a ja musiałam to zmarnować na naukę – pocieszające. Wolałam jednak zrobić to teraz, by mieć wolny wieczór.
          Przysunęłam sobie notatki pod nos. Zdążyłam je jedynie otworzyć na przypadkowej stronie, gdy ktoś wszedł do mojego mieszkania. Domyślałam się, kto to może być. Tylko Luke miał dodatkowe klucze. Zdążyłam pomyśleć o chłopaku, gdy zza rogu wyłoniła się jego blond czupryna. Błękitne tęczówki od razu spoczęły na mojej osobie. Uśmiechnął się szeroko.
- Cześć skarbie – powiedział, rzucając w kąt pokoju czarną torbę.
- Cześć Pingwinku. A ty, co? Siłownia? Basen? Zalało ci pokój?– zapytałam, wskazując palcem na jego dodatkowy bagaż.
- Siłownia.
- Jasne – prychnęłam pod nosem ze śmiechem. – Ty i siłownia? – Luke spojrzał na mnie poważnym wzrokiem. – Och… No, weź – ciągnęłam dalej, a blondyn zacisnął usta. – Ty jesteś Luke Hemmings. A Luke Hemmings nie chodzi na siłownię.
- Może zacząłem.
- A ja jestem zakonnicą.
- Chyba niegrzeczną zakonnicą, jak już- odparł, siadając obok mnie. 
          Nachylił się i szybko złączył nasze usta. Odpowiedziałam od razu, automatycznie wsuwając mu dłoń we włosy. Zamruczał cicho pod nosem, kiedy lekko przygryzłam mu dolną wargę.
- To było cholernie kuszące.
- Nie teraz Luke – rzuciłam, a potem odepchnęłam go lekko, kiedy poczułam pod koszulką jego ciepłe dłonie. A dotknął mnie w taki sposób, że od razu dostałam na ciele gęsiej skórki. – Naprawdę poszedłeś na siłownię? Ty?
- Calum miał wolną wejściówkę. Skończyłem szybciej pracę, więc to wykorzystał i zaproponował wspólne wyjście, by nie iść tam sam.
- Jak było?
- Może to polubię…
- I przypakujesz? A potem, co? Dieta kulturysty? – dodałam ze śmiechem.
- Jesteś okropna – rzucił, kręcąc głową. Uniosłam się, chwytając jego twarz w obie dłonie. Musnęłam ustami jego usta, a on uśmiechnął się. Zmierzył mnie wzrokiem. Wskazał palcem na koszulkę.  – To moja czy za moimi plecami kręci się po tym mieszkaniu jeszcze inny facet? – Przekręciłam oczami, co go dodatkowo rozbawiło. – Wyglądasz w tym cholernie seksownie i…
- Nie teraz – powtórzyłam, kiedy złapał mnie za uda.
- Myślałem, że namówię cię na szybki numerek zanim nie wparują tu chłopaki.
- Chłopaki? – Pokiwał głową. Świetnie, chyba z mojego planu uczenia się nic nie wyjdzie. Szczególnie, jak pod jednym dachem będę miała czwórkę głośnych muzyków. – To źle?
- Niech wpadają – odparłam, kradnąc mu kolejnego całusa. 
          Luke niewiele myśląc wpakował się na miejsce obok mnie, prawie przygniatając połowę mojego ciała swoim. Przesunęłam się, by móc oddychać. Poczułam przyjemny zapach jego perfum, gdy wtulił się we mnie.
- Zakuwasz?
- No.
- Kurwa, przepraszam. Nie wiedziałem, że musisz się uczyć- powiedział, a potem chciał wstać. Przetrzymałam go jednak, a blondyn położył się z powrotem.
- Zostań, tak jest dobrze. – Znowu uśmiechnął się pod nosem, cmokając mnie w policzek. – Lubię, jak jesteś tak blisko.
- Masz jakiś test czy coś?
- Wejściówka z Komunikacji niewerbalnej.
- Nawet nie wiedziałem, że jest taki przedmiot – wypalił, obejmując mnie ramieniem.- Dobra, teraz poczułem się naprawdę zmęczony po tej siłowni.
- Długo tam byliście?
- Dwie godziny, plus prysznic po – odpowiedział szybko. Zignorowałam to, że znów wsunął mi dłoń pod koszulkę. Jego place przejechały po moim brzuchu, rozgrzewając mi skórę. – I do tego miałem do pracy na rano – zajęczał. Zerknęłam na niego. Biedny zapracowany chłopak. Ciekawe co by zrobił, gdyby miał do tego jeszcze studia czy jakąś inną szkolę.
- A ty chciałeś zaliczyć szybki numerek.
- Na szybki numerek zawsze jest zapas energii.
- Boże – mruknęłam, a on zaśmiał się.
- Jestem facetem.
- Też mi argument.

          Nie zdziwiłam się, jak po jakimś czasie usłyszałam powolny i miarowy oddech Luke'a, który nadal leżał bok mnie. Chłopak zasnął, a ja mogłam kontynuować naukę. Wydostałam się spod jego ramienia, starając się to zrobić, jak najdelikatniej. Nie chciałam go budzić. Następnie przykryłam blondyna kocem, a sama zajęłam miejsce przy stole w kuchni, by dalej zgłębiać tajną wiedzę Komunikacji niewerbalnej.
          Minęło może z półtorej godziny, kiedy drzwi do mojego mieszkania ponownie się otworzyły. Podniosłam głowę, widząc trzy roześmiane znajome twarze. Michael, Ashton i Calum wparowali do pokoju, witając się ze mną. Potem rozejrzeli się po pomieszczeniu, szukając czwartego członka swojego zespołu. Kiedy ich oczy natrafiły na śpiącego blondyna, ich miny mówiły wszystko. Luke będzie miał zaraz spektakularną pobudkę.
- Pingwinku! – krzyknął Michael, a potem rzucił się w kierunku Hemmingsa. 
          Nie był zbytnio delikatny, kiedy wskoczył na blondyna, przyduszając go swoim ciałem. W jego ślady poszedł Calum, a kolejkę tą zamykał Ashton, którego śmiech rozchodził się po całym pomieszczeniu.
- Weź! Kurwa! Spierdalaj! – wysapał półprzytomny Luke, który teraz wgniatał się w poduszkę, walcząc o odrobinę tlenu. Ruchy miał dość ograniczone zważywszy na to, że był owinięty kocem, a dodatkowo leżało na nim trzech młodych facetów. Złapałam za telefon, a następnie włączyłam kamerę. Musiałam to nagrać. Krzyki i przekleństwa Luke'a mieszały się ze śmiechem pozostałych, a ja rechotałam cicho pod nosem, starając się ich nie zagłuszyć, choć byłoby to ciężkie.
          W końcu jednak Hemmings nie wytrzymał. Najwidoczniej zaświtał mu w głowie pewien plan, bo ruszył się mocno na kanapie, a pozostała trójka runęła z łoskotem na ziemię. Poderwałam się z miejsca, by sprawdzić czy nikomu nic się nie stało, ale całe 5 Seconds of Sumner było nadal zdrowe i sprawne. Wnioskowałam to po ich chichotach i triumfalnym uśmiechu Luke'a, który bez ogródek wyciągał w ich stronę środkowy palec. Zakończyłam nagrywanie.
- Co tam masz?- zapytał Calum, kiedy w końcu podniósł się z podłogi.
          Podszedł do mnie i bez przeszkód władował mi się na kolana. Zerknęłam na niego. Posłał mi promienny uśmiech, dodając do tego oczy małego szczeniaczka. Za każdym razem kiedy to robił, wywoływał u mnie mega mocne instynkty przyjacielsko-ludzkie, które nakazywały mi go przytulić i chronić przed całym złem tego świata. Pieprzony manipulant.
- Złaź z mojej dziewczyny – syknął Hemmings, siadając na kanapie.
- Bo co mi zrobisz, Pingwinku? Malia jest moją przyjaciółką i mam też jakieś cholerne prawa.
- Wal się.
- Pieprz się.
- Boże – mruknął Irwin, przekręcając oczami. Wyciągnął telefon z kieszeni, a następnie odblokował go. Po chwili na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. – Ej! Doszło nam trochę subskrybentów!
- Nie pomyśleliście, by położyć większy nacisk na kontakt z waszymi YouTuberowymi fanami?- odparłam, kiedy Calum ze złośliwym uśmieszkiem na ustach, objął mnie ręką. Blondyn warknął pod nosem, mrużąc na niego oczy. – Macie dużo od nich pytań, na które nie odpowiedzieliście.
- W sumie masz rację – poparł mnie Ashton. – Pożyczysz komputer?
- Nie krępuj się – odparłam, wskazując mu czarnego laptopa. – To dobry krok do zyskania większej liczby osób. Jeśli będziecie się tym interesować, ludzie uznają, że jesteście naprawdę spoko, choć macie odpały do kwadratu, ale może rzucą waszą nazwą komuś ze swojego otoczenia i… koło się rozrasta – pociągnęłam pewnym siebie tonem. – A jakby nie patrzeć w dzisiejszych czasach internet jest łatwą i doskonałą metodą do tego typu relacji. Wiele osób zyskuje tak na popularności. Zresztą szybkość internetu w przekazywaniu i pozyskiwaniu informacji przewyższa inne kanały komunikacji masowej.
- Przez chwilę poczułem się, jak na wykładzie, chociaż nigdy nie byłem na studiach – podsumował Michael. Przekręciłam oczami, a on zaśmiał się. – Ale masz rację. Calum zostaw ją i chodź tu, to dobry czas na zrobienie czegoś dla zespołu.
- Rozkręcimy się, a potem rzucimy pracę i będziemy jeździć po świecie – skwitował Mulat, wstając posłusznie z moich kolan. Podszedł do kanapy i usiadł obok blondyna, który wystawił mu po raz kolejny przed nos środkowy palec. Hood pominął jego zaczepkę.
- Dajcie znać, kiedy rzucicie pracę – powiedziałam, przerzucając notatki. – Będę wiedziała, od kiedy wziąć dodatkowe zmiany, by mieć kasę na utrzymanie Luke'a.
- Ej!
- No, co? – rzuciłam ze śmiechem, a Hemmings pokręcił nosem. – Jak razem zamieszkamy, a ty rzucisz pracę, by zająć się karierą to… No, to nie pójdzie tak szybko, a ty strasznie dużo jesz. 
          Chłopaki spojrzeli na niego i wybuchli śmiechem. Luke niewiele myśląc zakrył się kocem, będąc obrażonym na nas wszystkich. Na szczęście chłopak nie jest typem faceta, co ma focha przez cały następny tydzień, więc po dziesięciu minutach mu przeszło. A dokładniej, jak tylko chłopaki zaczęli odpisywać ludziom na ich komentarze i wysłane wiadomości. Okazało się także, że 5 Seconds of Summer dostało też dość sporo e-maili, co tylko jeszcze bardziej ucieszyło moje przyszłe gwiazdunie.


***
Kolejny rozdział, gdzie w tle pojawia się kariera muzyczna chłopaków :)
Mam nadzieję, że rozdział przypadł wam do gustu :)

Wg wiecie, że za tydzień stuknie równy rok odkąd ta historia pojawiła się oficjalnie na blogu - kurczę, już tyle czasu minęło. Moje pierwsze ff o 5SOS nadal trwa i ma się dobrze, a zaczęło się od Świąt w Londynie, by przejść do życia w Australii :)

Kolejny klasycznie w następny piątek.

Pozdrawiam!

3 komentarze:

  1. Gratuluję tego roku ♡ osobiście jestem fanką wszystkich Twoich opowiadań. Widzę ile pracy i serca w to wkładasz. Jestem pełna podziwu, naprawdę!

    OdpowiedzUsuń
  2. Będę czytać wszystkie twoje opowiadania, aż do ich końca, który mam nadzieję nastąpi jak najpóźniej.
    Świetny rozdział, jak zresztą zwykle.
    Luke zmęczony, po pracy i siłowni, ale oczywiście, nawet gdyby przebiegł długi maraton i tak po nim miałby ochotę na szybki numerek z Malią, bo na to energia zawsze się znajdzie... ♥
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  3. OMG! Uwielbiam tu Luka hahahaha taki zazdrosny się o Cala zrobił, a ten to z premedytacją wykorzystuje. Z tym jedzeniem było śmiechowe, z siłownią tak samo - cały rozdział jest boski :D
    JEEEEE NIEDŁUGO ROOOOOK!!! Cieszy mnie to!
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń