piątek, 18 grudnia 2015

S3- Rozdział 15

Sydney, 23 stycznia 2013 roku


          Wyszłam z auli, wciskając do torby notatnik. Zerknęłam na wychodzących, czekając na pozostałą część mojej grupy, z którą miałam zrobić prezentację, a także reklamę wybranego przez naszego wykładowcę produktu. Każde z nas chciało dobrze zaliczyć ten projekt, bo można było sobie dzięki temu podciągnąć ocenę końcową, jakby egzamin poszedł gorzej.
          Stanęłam z boku. Zaraz obok mnie pojawiła się pozostała trójka – Alex, Maddie i Samuel. Zerknęłam na zegarek. Musiałam szybko się umówić na spotkanie, a potem wyjść z uczelni, bo pod budynkiem czekał na mnie Luke. Przysiedliśmy na moment na pobliskiej ławce.
- Dzisiaj pracuję, więc mi odpada – powiedziała szybko Maddie. – Jutro mam wolne, a wy?
- Wolne – odparła Alex.
- Też wolne. Malia?
- Wolne – rzuciłam, kiwając głową. Cieszyłam się, że nie przymusili się na dzisiaj, bo ja i Luke już mieliśmy dość poważne plany na ten dzień.
- To, co? W takim razie jutro po zajęciach? – pociągnęła dalej Alex. – Miejsce wybierzemy później. Trzeba też załatwić produkt.
- To nie problem – odparłam, czując wibrację w kieszeni.
- Kupisz?
- Kupię- powiedziałam, wyciągając w końcu komórkę. Zerknęłam na wyświetlacz. Dzwonił Pan Niecierpliwy, który, jak widać nie może poczekać pięciu minut. Uniosłam palca do góry, by przeprosić na chwilę resztę grupy. Odebrałam.
- Malia! – Nie zdążyłam się nawet odezwać, bo Luke od razu przejął pałeczkę. – Gdzie jesteś?
- Dosłownie chwila. Zaraz będę.
- No, chodź! Nie chcę się spóźnić! – Zaczął mówić coś dalej, ale ja odciągnęłam telefon od ucha, znów skupiając się na grupie.
- To, co? Wstępny plan mamy. Weźmy ze sobą jutro komputery, bo nie wiadomo gdzie trafimy. – Pokiwałam głową tak, jak reszta. – Do zobaczenia.
- Pa.
- Na razie.
- Luke?
- Czy ty mnie w ogóle słuchasz?- jęknął niezadowolony. Wstałam z ławki, machając jeszcze do Alex, która ruszyła w przeciwnym kierunku. Ja zaś skierowałam się w stronę głównego wyjścia.
- Chcesz usłyszeć prawdę czy mam ci zrobić dobrze?
- E… Że jak?
- Ta… Wiem, jak to zabrzmiało.
- Zrób mi dobrze ustami, słoneczko.
- Jesteś niewyżyty, Hemmings!
- Pierwsza zaczęłaś! Kiedy twój seksowny tyłek znajdzie się w moim samochodzie?
- Przystopuj Pingwinku, bo cię uduszę – powiedziałam, wychodząc na zewnątrz.
- Nie słuchałaś mnie wcześniej?
- Którą wersję mam ci sprzedać?
- Zrób mi dobrze – powiedział ze śmiechem. 
          Rozejrzałam się po zapełnionym kolorowymi samochodami parkingu. Przekręciłam oczami i poszłam przed siebie, mając nadzieję, że nie ominę wozu blondyna.
- Ta wersja brzmi: oczywiście, że cię słucham Pysiu, kontynuuj.
- Nie ma bata, bym w to uwierzył – mruknął. – Jaka była ta prawda?
- Nie słuchałam –odparłam, rozglądając się na boki. Usłyszałam jeszcze ciche prychnięcie z jego strony.
          Moje brązowe oczy natrafiły na znany mi samochód. Podeszłam do niego. Rozłączyłam się bez podania przyczyny. Odczekałam chwilę, by nieco go podenerwować. Uśmiechnęłam się pod nosem, słysząc jego podniesiony głos, kiedy nawoływał mnie z środka. Postanowiłam jednak nie znęcać się nad nim zbyt długo. Dlatego w końcu otworzyłam drzwi i wsiadłam do środka.
- Powiedz mi, czemu ty to robisz? – pociągnął, kręcąc nosem. – Ja tu się produkuję, a ty… Jesteś dla mnie nie miła.
- Naskarż się mamie –odparłam, wychylając się do niego. Luke jednak szybko odsunął się. – Ej!
- Najpierw mnie olewasz, a teraz chcesz się całować? Przechodzisz, jakiś kobiecy kryzys czy jak? Może masz te dni?
- Boże, gdzie jest ten facet, w którym się zakochałam. Który był miły, ciepły i nie myślał ciągle o jednym.
- Zniknął razem z londyńskim śniegiem tamtej zimy – powiedział nadąsanym tonem. Zmierzyłam go wzrokiem. Luke był ewidentnie wkurzony moim zachowaniem. – Skoro tak się zmieniłem, to czemu mnie nie zostawisz?
- To zaliczę do twoich tekstów z serii: ał, to bolało – odparłam, parząc na niego z niedowierzaniem. – Co jest?
- Miałem zjebany dzień w pracy- odpowiedział, skubiąc kawałek swojej koszulki. – Jeszcze ty mnie dobijasz.
- Okej… Mogę wiedzieć, czemu wyładowujesz się na mnie?
- Ty też mnie dobijasz - powtórzył, zagryzając dolną wargę.
- Luke, proszę – powiedziałam, zaciskając usta. – Nie chciałam cię wkurzyć. Chciałam się tylko podroczyć. Przepraszam jeśli cię uraziłam.
- Przepraszam, nie powinienem rzucać takimi głupimi tekstami – odparł, przybliżając się do mnie. Cmoknął mnie w usta, a potem jego wargi przeniosły się na moje czoło. Przetrzymał je tam odrobinę dłużej, splatając jednocześnie nasze dłonie ze sobą.
- Co się stało w pracy?
- Wkurwił mnie jeden facet – mruknął, kręcąc głową.
- Nastukać mu, że denerwuje mi mojego kochanego Pingwinka? – powiedziałam, gładząc go policzku.
- Kurwa, Malia tak cholernie cię przepraszam – jęknął, obejmując mnie szybko. Dobra teraz się faktycznie przestraszyłam, że ten blond czubek wywinął mi jakiś numer.
- Co zrobiłeś? – zapytałam powoli, przełykając z trudem ślinę.
- Przepraszam za to, co powiedziałem. Nie powinienem mówić takich rzeczy. Szczególnie o zerwaniu.
- Masz szczęście, że cię kocham i takie jazdy i odchyły od normy jestem ci w stanie wybaczyć.
- Jesteś najlepsza.
- Mimo tego, że cię denerwuję? – Uśmiechnął się szeroki, kradnąc mi jeszcze jeden szybki pocałunek.
- To jest nawet słodkie.
- Humor ci się odrobinę poprawił? – Pokiwał głową, a następnie odpalił silnik. Zanim jednak wyjechał z parkingu, jego błękitne oczy znów spojrzały na mnie.
- Poprawi mi się lepiej, jak zrobisz mi dobrze ustami i… - Nie zdążył jednak dokończyć, bo trzepnęłam go w tył głowy. – Ała! Zwariowałaś?! Mój Boże… Tylko żartowałem! – Przekręciłam oczami, a on zachichotał pod nosem, wydając z siebie ten uroczy dźwięk, który uwielbiałam.

           Humor Luke'a naprawdę się poprawił, jak tylko dojechaliśmy na pierwsze miejsce spotkania. Znów był tym samym chłopakiem, którego kochałam. Hemmings, jak chciał to potrafił zmieniać swoje nastroje, niczym kanały w telewizji.
          Dzisiaj postanowiliśmy zobaczyć trzy wybrane przez nas mieszkania, które braliśmy pod uwagę na wynajem. Zaczęliśmy od centrum Sydney, bo tam było nam najbliżej. Niestety mieszkanie wyglądało zupełnie inaczej, niż na zdjęciach. Ja i Luke popatrzeliśmy na siebie porozumiewawczo. Oboje wiedzieliśmy, że nie damy się w nie wrobić. Nie było w ogóle wyremontowane, a syf wychodził ze ścian. Odechciewało się w nim przebywać nawet przez piętnaście minut, a co dopiero myśleć o zamieszkaniu w nim. Nic dziwnego, że wróciliśmy do samochodu blondyna z dość kwaśnymi minami.
          Drugie mieszkanie mieściło się na spokojnym osiedlu, w wysokim bloku na drugim piętrze. Okolica naprawdę mi się podobała, choć Luke od razu na wejściu zaczął kręcić nosem. Rudowłosa kobieta, która oprowadzała nas po pomieszczeniach, odsunęła się od nas, byśmy w spokoju mogli wymienić uwagi.
- Co z tym jest nie tak? – zapytałam, patrząc na Luke'a, który lekko się skrzywił.
- Ma tylko dwa pokoje i to dość małe – mruknął, rozglądając się. – Jest ładne, ale małe.
- Będziemy tu tylko we dwoje…
- Chcę mieć z tobą prawdziwą sypialnie, a nie spać na kanapie w salonie – jęknął, niczym dziecko. Uniosłam jedną brew do góry. – Tego drugiego pokoju nie biorę pod uwagę, bo będzie to pokój pracy. Twojej i mojej. Potrzebujemy trzech pokoi. Koniecznie.
- Co ty żeś się tak na to uparł?
- Bo w sypialni chcę mieć olbrzymie łóżko – powiedział rozmarzonym głosem. – Byśmy mogli się tam bez przeszkód ze sobą kotłować.
- Luke! – warknęłam, siląc się na powagę, ale nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem. Chłopak uśmiechnął się od mnie niewinnie, co w jego przypadku wyglądało to naprawdę uroczo. – To po co chciałeś je oglądać?
- Bo ty je chciałaś zobaczyć. Ja już z góry byłem na nie.
- Nie mogłeś mi powiedzieć wprost?
- Mówiłem – mruknął, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Po chwili jednak zamyślił się.- Nie, nie mówiłem. Faktycznie.
- Nie zgadzaj się na wszystko, czego chcę – pociągnęłam dalej, zerkając na niego.
- Muszę to sobie wziąć na piśmie, bym mógł ci to później wypomnieć. – Zmrużyłam na niego oczy, co dodatkowo go rozbawiło. – Chciałaś je zobaczyć, bo mówiłaś, że na zdjęciach jest takie ładne i przytulne i w ogóle… Nie miałem serca ci odmówić. – Uśmiechnęłam się do niego.
- Czyli to nie to?
- Nie to.

          Wyszliśmy z drugiego budynku. Wykorzystałam tą okazję, że jesteśmy blisko sklepu i apteki. Zostawiłam Luka w samochodzie, by zakupić na szybko najpotrzebniejsze rzeczy. Po powrocie ruszyliśmy w dalszą drogę. Do zobaczenia zostało nam ostatnie mieszkanie, które mieściło się obok osiedla, na którym mieszkałam ja.
          Niestety i to miejsce okazało się niewypałem. Niby z pozoru wszystko było w porządku – były trzy pokoje, a nawet i balkon. Jednak facet tak zmieniał ceny wynajmu i opłat, że oboje uznaliśmy, że coś kręci. Nie byliśmy przekonani do jego słów. W końcu skoczył tak do góry z ceną, że szybko mu podziękowaliśmy. Żadne z nas nie chciało wpakować się w jakiś syf. Jeszcze by się okazało, że pomieszkalibyśmy tam przez miesiąc, a potem musielibyśmy na nowo pakować manatki.

          Luke szybko wprosił się do mnie na noc. Pojechaliśmy jeszcze do niego do domu, aby mógł zabrać czyste ubrania na jutro do pracy. Nie zostałam w samochodzie, tylko razem z nim weszłam do królestwa Hemmingsów. Od progu powitała mnie smakowita woń przypraw. Liz była w kuchni. Mogłam się założyć, że pichci jeden ze swoich pysznych obiadów.
- Luke? – zawołała z pomieszczenia obok.
- I Malia! – odpowiedział blondyn, dając jej znać, że pod dachem zjawiło się więcej ludzi, niż on jeden.
- Dobrze, że jesteście! Chodźcie na obiad! - Liz jesteś moją królową. Tego właśnie potrzebowałam po całym dniu spędzonym na uczelni i na zwiedzaniu mieszkań.
- Idź się spakuj, a ja idę do Liz.
- Klasyka – skwitował Luke, całując mnie przelotnie w policzek. – Zjemy i spadamy?
- Spieszy ci się?
- Chcę się po kotłować na twojej kanapie – rzucił rozbawiony.
           Przekręciłam oczami, ignorując jego zaczepkę z wyraźnym podtekstem seksualnym, którego nawet nie próbował ukryć. Machnęłam na niego ręką, a następnie weszłam do kuchni. Tu zapach jedzenia był jeszcze bardziej intensywniejszy.
- Zrobiłam sos z wołowiną – powiedziała na wstępie Liz. Odsunęła się od parującego garnka. – Z ryżem.
- Brzmi pycha – odparłam, podchodząc do niej. Kobieta szybko przytuliła mnie do siebie, jakbym była jedną z jej dzieci. Uśmiechnęła się do mnie pogodnie. – Pomóc ci w czymś?
- Nie, dziękuję. Wszystko już mam gotowe. Jak te trzy mieszkania?
- Totalna porażka – odpowiedziałam, siadając na krześle. Oparłam głowę o rękę. – Chyba dzisiaj mieliśmy pecha.
- Może za bardzo się rozpędzacie?
- Myślisz, że nie powinniśmy mieszkać razem? – wypaliłam, bo tylko to przyszło mi do głowy.
- Nie, chociaż z ciężkim sercem to mówię. Zabierasz mi z domu mojego ostatniego synka.
- Wybaczysz mi to? – powiedziałam, mrugając do niej ze śmiechem.
- Wybaczę – skwitowała, nadal się uśmiechając. – Chodziło mi o to, że może powinniście dokładnie przejrzeć oferty. Sprawdzić, czego naprawdę chcecie. Luke mówił, coś o domu…
- Domu? Myślałam, że wybił sobie ten pomysł z głowy.
- Nie chciałabyś mieszkać w domu, zamiast w ciasnym mieszkaniu?
- Pewnie, że bym chciała, ale takie oferty ciężko znaleźć. Więcej jest domów do kupna, niż na wynajem. Zresztą nie sądzę byśmy potrzebowali domu.
- Luke nakręcił się na swój zespół. Zawsze może ćwiczyć z chłopakami tutaj, ale wiesz, jak to jest gdy trzeba co chwilę zmieniać miejsca. – Pokiwałam tylko głową. 
          W pewnym sensie miała rację. Blondyn pewnie chciałby mieć własny kąt do grania. Gdzieś, gdzie nie będzie przeszkadzał sąsiadom, który patrzyliby na niego spod byka. No i zostaje też reszta chłopaków z zespołu. W końcu bardzo często grają i piszą piosenki wspólnie.
- Zmienię szybko temat – rzuciła Liz, przyglądając się mi.
- Na jaki?
- Masz już sukienkę na ślub Jacka?
- Nie – odparłam z jękiem. To była kolejna rzecz do zrobienia, z którą zwlekałam. Nadal nie byłam pewna, jaką kreację powinnam sobie zafundować.
- Ja też nie. Co powiesz na wspólne zakupy?
- Serio?
- Serio – rzuciła ze śmiechem. – Ty doradzisz mi, ja tobie.
- Pasuje. Nawet bardzo pasuje. – Z Liz takie zakupy będą sto razy łatwiejsze. Nic dziwnego, że od razu poparłam jej pomysł. Blondynka uśmiechnęła się szeroko po raz kolejny.
- Umówimy się na jakiś dzień. Zadzwonię. – Pokiwałam szybko głową.

          Weszliśmy do mojego mieszkania. Ściągnęłam buty, kierując się od razu do łazienki. Miałam w pralce przyszykowane pranie do wypłukania, więc postanowiłam nastawić je od razu. Znając siebie mogłabym później o tym zapomnieć, a przypomniałoby mi się o tym, gdybym znów chciała zrobić pranie. Albo Luke szukałby swojej ulubionej garderoby lub bielizny, która tkwiła w bębnie.
- Kupiłaś mi batona?!
- Poszukaj w mojej torbie!
          Podniosłam pokrywę i otworzyłam bęben. Dolałam do wilgotnego prania płynu do płukania, a następnie zamknęłam wszystko. Nastawiłam odpowiedni program. Pralka od razu uruchomiła się. 
          Podeszłam do lustra, związując włosy. Byłam objedzona po obiedzie u Liz i teraz najchętniej poszłabym spać. Luke jednak chciał znowu grzebać w ogłoszeniach, choć ja wolałabym byśmy obejrzeli sobie jakiś film. Dzisiejsze nieudane oglądanie mieszkań wepchnęło mnie w stan lekkiego wycofania i chciałam zrobić sobie przerwę. Blondyn jednak dalej był mocno nakręcony na znalezienie wspólnego gniazdka.
          Nagle jednak wyprostowałam się. Skupiłam się na ciszy, która panowała. Uniosłam ze zdziwieniem brwi do góry. Luke nigdy nie był cicho. No, chyba że miał chandrę lub spał. Teraz jednak miał dobry humor. Z pokoju nie dochodziły do mnie żadne odgłosy, jakby blondyn rozpłynął się w powietrzu. Jakbym była w mieszkaniu sama.
          Nie powiem, ale nieco mnie to zaniepokoiło. Hemmings nawet dosyć głośno kręcił się zawsze po mieszkaniu, przez co szybko mogłam zlokalizować, gdzie przebywa. Teraz jednak ogarniała mnie dziwna cisza.
          Niewiele myśląc wyszłam z łazienki, przechodząc do mojego jedynego pokoju. Zerknęłam na Luke'a, który stał plecami do mnie. Nie ruszał się. W sumie odniosłam dziwne wrażenie, jakby nawet nie oddychał. Zrobiłam krok do przodu. Nic. Zero reakcji. Zobaczyłam leżącego na ziemi batona, o którego się pytał.
- Luke?
          Drgnął nerwowo, co wprowadziło mnie w prawdziwe rozstrojenie. Szczególnie, że nie znałam przyczyny jego dziwnego stanu. Zaczęłam sama się denerwować. Niewiele myśląc podeszłam do niego. Zdążyłam lekko dotknąć jego ramienia, a on odwrócił się. Zrobiłam wielkie oczy, widząc, jak bardzo jest czymś przestraszony. Strach było widać w jego błękitnych tęczówkach, które utraciły te swoje znane iskierki. Pobladł na twarzy. Zauważyłam, jak skubie dół swojej wargi.
- Co się stało? – zapytałam cicho, bojąc się odezwać głośniej.
- Ja… Wyciągałem batona i… I wtedy… Wtedy zobaczyłem… to – wydukał, wskazując na coś palcem.
          Podążyłam wzrokiem w stronę otwartej torby, którą mi pokazywał. Dopiero po chwili zorientowałam się na co dokładnie wskazuje. W przezroczystej siatce z logo apteki, w której robiłam małe zakupy, oprócz tabletek przeciwbólowych znajdowały się dwa opakowania testów ciążowych. Uśmiechnęłam się lekko do niego, zyskując cały obraz sytuacji. Miałam ochotę parsknąć śmiechem, ale się powstrzymałam, szczególnie, że Luke był naprawdę przerażony.
- Spokojnie, to na zajęcia.
- Co?- wydusił z siebie, dalej gryząc dolną wargę.
- Jutro robimy projekt na zajęcia. Mamy zrobić reklamę wybranego przez wykładowcę produktu. Wcisnął nam testy ciążowe. – Blondyn przyjrzał się odkładnie mojej twarzy, próbując upewnić się w tym, że mówię prawdę. – Jedna grupa trafiła na cytrynę – dodałam, próbując rozładować napięcie, ale Luke dalej nie był przekonany do moich słów. Kiedy się zatrząsł, objęłam go szybko ramionami. – Naprawdę nie jestem w ciąży. Uspokój się.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś wcześniej? – zapytał cicho.
- Nie zdążyłam. Zaczęliśmy tą głupią gadkę w samochodzie.
- Och… - Wtulił się we mnie bardziej, jakby nagle zmienił się w małego wystraszonego chłopca.
- Spokojnie, nie będziesz tak szybko tatusiem. Dbam o antykoncepcję, byśmy przedwcześnie nie wpadli.
- Jestem głupi, że tak zareagowałem – wyszeptał, obejmując mnie w pasie.
- Nie jesteś. W sumie zdziwiłabym się bardziej, gdybyś nagle zaczął się z tego powodu cieszyć.
- Za wcześnie na dzieci.
- Zdecydowanie za wcześnie na dzieci – odparłam, odrywając się od niego. Musnęłam jego usta swoimi, by po chwili złączyć nasz w powolnym i delikatnym pocałunku. Luke rozluźnił się, a kolory na jego twarzy powoli zaczęły wracać. – Zawał serca minął?
- Tak.
- To dobrze, Pingwinku.- Luke zacisnął lekko wargi. Spojrzał w moje ciemne oczy. – Co?
- Powiedziałabyś mi prawda?
- O czym?
- Gdyby… Gdybyś miała przypuszczenia, że… że jednak możesz być w ciąży? Powiedziałabyś mi to, prawda?
- Powiedziałabym – odpowiedziałam szybko, dodatkowo kiwając głową, by jeszcze bardziej potwierdzić moje słowa. – Nie myśl o tym. W najbliższej przyszłości nie powiększy nam się rodzina.
- W sumie…
- W sumie, co?
- Taki mały biegający Hemmings po domu…
- Jezu, przestań – rzuciłam, odpychając go od siebie. Luke zaśmiał się pod nosem, co tylko upewniło mnie w tym, że faktycznie mu przeszło.
- Nie chcesz mieć ze mną dzieci?
- Może najpierw oświadczyny i ślub? Zróbmy coś w normalnej kolejności.
- A zrobiliśmy coś w nienormalnej kolejności?
- Kilka rzeczy – odpowiedziałam ze śmiechem, przysuwając się do niego, by cmoknąć go w nos. – Chociaż w naszym wypadku pośpieszył nas czas.
- Fakt. Czyli najpierw ty się mi oświadczysz?
- Wal się – mruknęłam, ponownie go popychając. 
           Luke wybuchł śmiechem, a następnie złapał mnie w pasie, by znów mnie do siebie przyciągnąć. Wtulił się w moje ciało po raz kolejny, a ja poczułam to przyjemne ciepło, które mi dawał. Od razu odpowiedziałam na jego zbliżenie, przywierając mocniej do jego klatki piersiowej.


***
I są nasi idealni, ale nie idealni - jako para, która ze zwykłej dupereli prawie się pokłóciła :) No i szukanie mieszkania im nie wyszło :(

Dzisiaj dokładnie mija pełny rok odkąd TWŻPNS pojawiło się na blogu :D Jak wiecie jest to moje pierwsze opowiadanie o 5SOS lecz nie pierwsze ff jakie w ogóle napisałam :) Mimo to mam do niego jakiś sentyment :) No i też zaczęło się w świątecznych klimatach, takich jakie zaczynają panować u nas - choć śniegu nie ma. Cieszę się, że ani razu go nie zawiesiłam i że ani razu się nie poddałam z tą historią :) Oby było tak dalej!

Kolejna część pojawi się w następny piątek - czyli w Święta. 
Już teraz chcę wam życzyć zdrowych, wesołych i pogodnych Świąt spędzonych w gronie najbliższych. Bogatego Mikołaja, duuuużo pysznego jedzonka - co by można było się na jeść, ale by nie poszło w tyłek :) I przede wszystkim spokoju i wypoczynku przez ten okres - obojętnie czy są to tylko dwa dni wolne, czy cały tydzień czy więcej :) 
Wesołych Świąt!

Pozdrawiam!

2 komentarze:

  1. Wspaniały rozdział <3
    Ja też się przeraziłam, jak czytałam, że Luke nic nie mówi i że może mu się coś stało. Przeżyłam mini-zawał serca. Uwielbiam twoje blogi. Kocham je. I wesołych Świąt tobie również
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Luke weź się ogarnij blond księżniczko - chyba to ty masz te dni :P Dobrze, że się bardziej nie pożarli. Nie powiem, że sama się nieco przestraszyłam, gdy Luke tak stał i nic nie robił. Zastanawiałam się o co mu chodzi, czego się dowiedział, a tu on się po prostu mocno wystraszył testów ciążowych :D Biedny chłopak padłby prawie na zawał :P Malia musisz mu oszczędzić tego typu niespodzianek :D
    Super rozdział :)
    Czekam na ciąg dalszy
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń