piątek, 1 stycznia 2016

S3 - Rozdział 17

Sydney, 4 lutego 2013 roku


          Wybiegłam z budynku. W drzwiach prawie bym potrąciła staruszkę, która ze swym mężem wchodziła do szpitala. Rzuciłam szybkie przepraszam, łapiąc w locie torbę, której pasek zsunął mi się z ramienia. Miałam małe opóźnienie, a zaraz zaczynałam zajęcia. Tym razem jednak moim celem nie był uniwersytet, a ABC Radio Sydney. Nasz wykładowca w ramach wykładów, zorganizował nam ten wypad, byśmy mogli jeszcze bardziej poznać pracę marketingowców i speców od wizerunku w takim oto medium. Oznaczało to, że musiałam dostać się na drugi koniec miasta, modląc się w duchu o to, by nie zaliczyć zbyt wielkiego spóźnienia. Miałam nadzieję, że korki w centrum Sydney nie będą zbyt duże, a los będzie dla łaskawy i pozwoli mi dotrzeć na miejsce z minimalną obsuwą czasową.
          Do ABC Radio Sydney dotarłam z piętnastominutowym opóźnieniem. Na szczęście dość szybko odnalazłam wolne miejsce parkingowe. Złapałam za torebkę, a następie wyskoczyłam z samochodu, jak oparzona. Zamknęłam auto, gnając w stronę głównych drzwi.
          Gdy tylko wpadłam do środka, poczułam, jak od tego pośpiechu jest mi najnormalniej w świecie gorąco. Na policzkach miałam widoczne mocne rumieńce, a kilka brązowych kosmyków włosów uwolniło się spod czarnej spinki. Pani zza lady spojrzała na mnie z politowaniem, unosząc przy tym jedną brew do góry.
- W czym mogę pomóc?
- Jestem… Jestem z grypy studentów doktora Swensena – wydusiłam z siebie.
- Zapraszam na prawo. Twoja grupa dopiero zaczęła. To jest przepustka – powiedziała, podając mi plastikową plakietkę.
- Dziękuję.
- Powinni  być na końcu korytarza.
- Dziękuję – powtórzyłam, przyczepiając plakietkę do koszulki. Odwróciłam się na pięcie i szybkim krokiem ruszyłam we wskazanym kierunku.
          Wpadłam do otwartego pomieszczenia, który mieścił się na końcu korytarza. Był to dość sporej wielkości pokój z mnóstwem ciemnych krzeseł. Zatrzymałam się za Maddie, która zaśmiała się cicho, na mój widok. Podniosłam głowę, wsłuchując się w naszego radiowego przewodnika, który opowiadał o miejscu, w którym byliśmy. Z tego, co zdążyłam zrozumieć odbywały się tu kolegia redaktorskie. Westchnęłam ciężko pod nosem, jednocześnie zwracając na siebie uwagę doktora Swensena.
- A pani spóźnialska?
- Przepraszam ja…
- Imię i nazwisko?
- Malia Morell – odpowiedziałam, nie odrywając od niego swoich ciemnych oczu. Wysoki mężczyzna podniósł do góry swój notes i zaznaczył mi obecność. – Mogę poznać powód pani spóźnienia?
- Nie udało mi się na czas wyjść z pracy.
- Czym się pani zajmuję?
- Jestem ratownikiem medycznym – wyrecytowałam, prostując się. Doktor zmierzył mnie wzrokiem, jakby oceniając to, na ile może mi uwierzyć.
- Ratownik medyczny na marketingu i reklamie?
- Dobrze mieć dwa fachy w rękach – odpowiedziałam cicho, aby nie przeszkadzać reszcie grupy.
- Co się stało w pracy, że nie zdążyła pani wyjść na czas?
- Mieliśmy starszą panią z zawałem i wizyta u niej trochę nam się przeciągnęła – skłamałam.
- Jak pacjentka?
- Teraz jej stan jest stabilny – powiedziałam z udawaną powagą. 
          Przecież nie przyznam mu się, że przez bitą godzinę czyściłam z Chrisem naszą karetkę, którą zakrwawił i zarzygał nam pijany młody chłopak, który wcześniej wdał się w bójkę i ostatkiem sił rzucał się z łapami także do nas. A potem spędziłam kolejne pół godziny pod prysznicem, starając się doprowadzić do porządku po tej ostatniej akcji. Starsze chore panie zawsze łagodzą serca, więc wymyśliłam na szybko tą bajeczkę, aby nieco się wybielić.
- To dobrze – odpowiedział, kiwając lekko głową. – Może pani teraz dołączyć do swojej grupy.
- Dziękuję.
- Przepraszam? – Usłyszałam za plecami, gdy podeszłam do Alex. Zerknęłam przez ramię. Zobaczyłam, jak doktorek pochyla się do Maddie. – Czy pani koleżanka naprawdę jest ratownikiem medycznym?
- Malia? – Mężczyzna pokiwał głową. – Tak, jest.
- W porządku. Proszę słuchać dalej – rzucił, zapisując coś w notesie. Świetnie, jeszcze mnie cholerny dupek sprawdza pod względem wiarygodności. Chyba nie wzbudziłam zbytniego zaufania u doktorka Swensena.

          Ta nasza mała wycieczka była naprawdę ciekawa, choć nie pierwszy raz odwiedzałam radio. W Londynie nasi wykładowcy także zabierali nas na tego typu wypady, więc zaliczyłam już kilka podobnych wyjść. Nie obce mi były także studia nagraniowe i te wszystkie konsole, których używali, bo i z tym miałam styczność, choć się na tym nie znałam. Ale nagrywanie podkładów śpiewanych do bajek dało mi dość spore doświadczenie z takimi rzeczami. Najbardziej skupiłam się przy rozmowie z kierownikiem działu reklamy, który w bardzo ciekawy sposób opowiadał o swojej pracy i o tym, jakie zadania należą do jego grupy. Potem ruszyliśmy na dalsze zwiedzanie.
          Kiedy weszliśmy do szerokiego i długiego pomieszczenia z kilkoma biurkami, moje myśli poleciały w stronę chłopaków z 5 Seconds of Summer. Zaczęłam się zastanawiać nad ich potencjalną karierą i tym celem, który chcą osiągnąć. Byłam, jak najbardziej z nimi. Wspierałam ich na każdym kroku i nigdy nie próbowałam odwieść ich od marzeń, które może nie były łatwe do wykonania, ale z drugiej strony nie były też nierealne do spełnienia.
- To miejsce zajmuje dyrektor muzyczny. Jak widzicie mamy tu kilka list z utworami, które zawierają w sobie obecnie największe i najbardziej popularne hity. Można je usłyszeć w naszych wszystkich stacjach, w zależności, którą sobie włączycie. Ta pochodzi z kanału pierwszego. Oczywiście nie dotyczy ona programu Gramy na życzenie, które puszczane jest od piątej do wpół do siódmej – pociągnął nasz przewodnik.
- O kurwa – wyszeptałam pod nosem, bo dopiero teraz mnie olśniło. W głowie pojawił się całkiem niezły plan, który mogłam teraz wcielić w życie. No, może nie teraz, bo musiałam to zrobić tak, by nikt tego nie widział.
          Mianowicie byłam w radiu. W miejscu, w którym między audycjami puszczają muzykę. A chłopaki, co robią? Tworzą muzykę. Była to idealna okazja, by zdobyć zainteresowanie dziennikarzy zespołem, który dobrze znałam, a oni nie. Co prawda istniało większe prawdopodobieństwo, że dyrektor muzyczny oleję to, co zostawię mu na biurku, ale warto było spróbować.
          Schowałam się za plecami Jesse’go, który stał tuż przede mną. Chłopak zza ciekawieniem zerknął na mnie, gdy zanurkowałam do torby, szukając potrzebnej mi rzeczy. Na szczęście miałam dodatkową płytę z utworami 5 Seconds of Summer, bo chłopaki zamiast dwóch kopi dla Maddie i Alex, zrobili mi trzy. Co prawda było to nagrywane w warunkach domowych, ale i tak piosenki były całkiem niezłej jakości, jak na możliwości, którymi dysponuje zespół.
          W końcu natrafiłam palcami na plastikowe pudełko. Wyciągnęłam je z triumfem na twarzy, jakby ten plan miałby się naprawdę udać. A gdzieś w środku chciałam by się udało, choć z drugiej strony byłam też realistką i wiedziałam, że nic może z tego nie wyjść, a płyta trafi do kosza. Jednak warto było zaryzykować.
          Odnalazłam jeszcze długopis. Ściągnęłam nakrętkę i otworzyłam pudełko. Przekręciłam kartkę ze spisem utworów na drugą stronę, która była czysta i biała. Zerknęłam w stronę prowadzącego i naszego wykładowcy, aby mieć pewność, że nie złapie mnie na niesłuchaniu. Przez to moje spóźnienie byłam u niego chyba na cenzurowanym, bo dość często mnie obserwował. Teraz jednak był pochłonięty dyskusją na temat reklam radiowych z mężczyzną, który nas oprowadzał, więc mogłam działać.

5 Seconds of Summer
Koniecznie przesłuchaj

          Skończyłam pisać te kilka słów. Nie mogłam naskrobać dłuższego poematu, bo nie miałam zbytnio na to czasu, szczególnie, że moja grupa zdążyła powoli ruszyć w stronę korytarza, co oznaczało, że znów zmieniamy miejsce. Zamknęłam płytę, a potem położyłam ją na biurku dyrektora muzycznego. Następnie zakręciłam długopis i wcisnęłam go do torby. Z niewinną miną poszłam za Jesse’im.
          Byłam pewna, że nikt niczego nie zauważył. Jednak, jak tylko weszliśmy do kolejnego studia nagraniowego, które było największe z trzech jakie posiadali, kumpel z grupy odwrócił się i wlepił we mnie zaciekawione spojrzenie. Uniosłam lekko brwi do góry, a brunet zaśmiał się pod nosem.
- Co? – zapytałam z głupim uśmiechem, udając, że nie wiem, o co mu chodzi. Mimo wszystko jednak domyśliłam się tego, że mógł widzieć to, co zrobiłam.
- Co tam mu zostawiłaś?
- To… Nie ważne.
- No, weź. Znasz go?
- No, co ty – mruknęłam ze śmiechem.
- Przez chwilę pomyślałem, że to może twój tajemniczy kochanek i że zostawiasz mu miłosny liścik.
- Jesse, ty przestań oglądać, jakieś durne programy w telewizji, bo siada ci na mózg – skwitowałam, a on wyszczerzył się do mnie szeroko, ukazując szereg białych zębów.
- No, powiesz mi? – jęknął szeptem, nachylając się w moją stronę jeszcze bardziej. – Naprawdę jestem ciekawy. I dobra, to nie wyglądało, jak liścik, ale coś znacznie większego.
- Ale piśnij o tym słowo komukolwiek, a będziesz umierał w męczarniach – zagroziłam, zaciskając lekko palce na jego niebieskiej koszulce.
- Nikomu, ani słowa.
- Podrzuciłam mu płytę z piosenkami moich przyjaciół.
- O, nieźle. Dobry sposób na wzbudzenie zainteresowania. Grają czy tylko śpiewają?
- Grają, śpiewają i tworzą swoje piosenki, ale też mają kilka coverów.
- Jak się nazywają?
- 5 Seconds of Summer.
- Czy to nie ta czwórka młodych kolesi, co wrzucają filmiki na YouTube?
- Ta… Prawdopodobnie to oni.
- Jest tam taki blondyn i… tak… Jeden z nich ma kolorowe włosy.
- Tak to oni – odpowiedziałam cicho.
- Słyszałem ich kilka razy w internecie. Są całkiem nieźli.
- Są super.
- Robisz im dobrą reklamę.
- Stwierdzam, tylko fakty – odparłam, wzruszając ramionami. Jesse zaśmiał się, a potem zmierzył mnie wzrokiem. – Co?
- Pracuję u wujka na barze w VClub – powiedział, przesuwając mnie bliżej kąta, tak by nie widział nas doktorek. – Mój wujek wymyślił, by od połowy lutego w każdy piątek była u nas muzyka na żywo.
- Co w związku z tym?
- Przyznam ci się do czegoś.
- Zamieniam się w słuch – wymamrotałam, nie odrywając od niego ciemnych oczu. Jesse ponownie się uśmiechnął.
- Bardzo lubię 5 Seconds of Summer, tylko z początku walnąłem ci ściemę, że ich nie znam, byś nie wzięła mnie za kretyna, który jara się jakimiś kolesiami z internetu – powiedział jednym tchem.
- Nigdy bym nawet tak nie pomyślała. Co jednak mają chłopaki do VClub?
- Bo teraz wpadłem na pomysł, by może oni rozpoczęli te nowe piątkowe występy.
- Serio?
- Zadzwonię do wujka i zapytam, czy nie chciałby zacząć wcześniej. Mamy już ułożony harmonogram na najbliższe tygodnie, ale może da się to wszystko przyspieszyć i chłopaki wystąpiliby dziesiątego lutego?
- Serio?- powtórzyłam z niedowierzaniem.
- Serio – rzucił ze śmiechem. – Mógłbym poznać ich osobiście, co byłoby z korzyścią dla mnie. Zadzwonię, jak tylko skończymy i dowiem się wszystkiego.

          Wsiadłam razem z Jesse’im do mojego samochodu. Chłopak nie posiadał własnego środka transportu, a że mieliśmy mały biznes do przedyskutowania, to zaproponowałam mu, że podrzucę go do domu. Siedział na miejscu obok mnie, a z tyłu były Maddie i Alex, które zapytały, czy mogą zjechać ze mną do centrum miasta, by nie wlec się autobusem. Bez problemów się zgodziłam.
          Wokół nas panowała cisza, bo Jesse pochłonięty był rozmową z wujkiem, a żadna z nas nie chciała mu przeszkadzać. Gadał tak długo, że dziewczyny zdążyły wysiąść, a on dalej prowadził dyskusję. W końcu, kiedy byliśmy blisko jego domu, rozłączył się i spojrzał na mnie z uśmiechem.
- I?
- Chcemy ich dziesiątego lutego – powiedział z zadowoleniem. – Są jednak dwa warunki.
- Jakie?
- Pierwszy – grają za darmo, bo nie jest przewidziany budżet na dodatkowy zespół.
- Pewnie, nie ma sprawy. Jaki jest ten drugi warunek?
- Musisz skombinować im plakat i wysłać go do mnie do wieczora. Wujek chce go wrzucić na stronę internetową, Facebooka i Twittera VClubu.
- Mam zrobić plakat?
- Prościej mówiąc, tak.
- Okej… Ale nie ma być to drukowana wersja?
- Nie. Wujek sam wydrukuje plakat, jak go dostanie i powiesi w wejściu, by przyciągnąć więcej ludzi. Nie ma czasu zamawiać profesjonalnej grafiki, skoro zostało sześć dni do występu.
- Dobra… Jasne... To też da się załatwić – powiedziałam, kiwając głową. Tylko jakim cudem chciałam to zrobić? Będę musiała zaimprowizować i wymyślić coś prostego, co będę mogła stworzyć w moim programie graficznym. Za bardzo się na tym nie znałam, ale też nie byłam żółtodziobem w jego obsłudze. Może coś z tego wyjdzie.
- Więc, jak? Wchodzisz w to? A raczej wchodzicie, skoro ich reprezentujesz?
- Wchodzimy – odpowiedziałam, a Jesse klasnął w dłonie.
- Ekstra! Poznam Michaela i jego kumpli.
- Michaela? – rzuciłam ze śmiechem, odrywając oczy od drogi, by spojrzeć na Jesse’go, który w tym momencie lekko się zarumienił
- Dobra, jaram się nimi trochę bardziej, niż mówiłem na początku. I tak jestem gejem i cholernie kręci mnie Michael – wydusił z siebie, czerwieniąc się jeszcze bardziej.
- Wyluzuj, Jesse. Nie zamierzam cię potępiać, szczególnie, że Clifford jest ciasteczkiem, na którego można się zagapić.
- On jest hetero, prawda?
- Jest hetero – odpowiedziałam, a on jęknął cicho pod nosem. – Ale może mu się odmieni, jak pozna ciebie.
- Och, jasne – rzucił ze śmiechem. – W to nie wierzę. A ty? Też lecisz na Michaela?
- Nie. Poleciałam na Luke'a.
- Nie mów, że się z nim spotykasz.
- Jesteśmy razem. - Kiedy to powiedziałam, Jesse pisnął tak głośno, że aż podskoczyłam na swoim miejscu. Byłam pewna, że w tym momencie doznałam małego zawału serca.
- Bez jaj! Gdzie się poznaliście? Jacy oni są?
- Serio, Jesse? Zachowujesz się, jak typowa zakręcona na ich punkcie laska.
- Nie moja wina, że ich uwielbiam. A do tego ich poznam!
- Poznasz – powiedziałam ze śmiechem, spoglądając ze śmiechem na nowe odkryte oblicze swojego kolegi z roku.

          Wparowałam do domu, w którym unosił się zapach farby. Nawet się nie skrzywiłam, bo należałam do tej grupy ludzi, którym ten dziwny i specyficzny zapach zupełnie nie przeszkadzał. Spojrzałam na chłopaków, którzy dyskutowali o czymś, popijając zimne piwo. Uśmiechnęłam się i odchrząknęłam, zwracając jednocześnie na siebie uwagę, bo panowie byli tak zajęci rozmową, że nawet mnie nie zauważyli. Ba, nawet nie słyszeli, że ktoś wszedł do budynku.
- Malia! – krzyknął na mój widok Luke. Podeszłam do niego, całując go przelotnie w usta.
- Cześć pracusie – rzuciłam, stając obok niego. Rozejrzałam się po naszym salonie, który nabierał nowych kolorów. A dokładnie koloru kawy z mlekiem.
          Minęły tylko dwa dni od naszej wspólnej podjętej decyzji, by kupić dom Sue, a my już zaczęliśmy w nim urzędować. Była sąsiadka Hemmingsów zgodziła się, byśmy mogli zacząć remontować go od razu, choć umowa jeszcze nie była sfinalizowana. Mieliśmy spotkać się u notariusza w następnym tygodniu zaraz po weekendzie. Szybko z Lukiem uzgodniliśmy, jak i co ma wyglądać. Zasięgnęliśmy też porady Liz, która pomogła nam podjąć decyzję odnośnie kolorów ścian. Blondyn zaangażował chłopaków do pomocy, a dziś z samego rana odwiedził sklep i zakupił większość najpotrzebniejszych rzeczy do wstępnych prac.
- Jak wam idzie? – zapytałam, spoglądając na brudny zespół. Na ich ubraniach widniały białe ślady gładzi.
- Andrew pokazał nam, co i jak i teraz ogarniamy salon – odpowiedział Michael, który miał na sobie urocze dżinsowe ogrodniczki i czarną czapkę z daszkiem, spod której wychodziły białe kosmyki włosów.
- We czterech całkiem sprawnie nam to idzie – pociągnął Calum, podciągając dresowe spodnie. – Nigdy bym nie przypuszczał, że będę remontować pierwszy dom Pingwinka.
- Wal się – syknął Luke, który skrzywił się na ostatnie jego słowo.
- Dla mojego przyjaciela wszystko, pysiu – pociągnął Hood, szczypiąc go za policzek.
- A gdzie Andrew?
- Poszedł na chwilę do domu, aby przynieść nam coś do jedzenia – odpowiedział Ashton.
- Doskonale, bo musimy poważnie porozmawiać – powiedziałam, spoglądając na każdego z nich.
- Coś się stało? – zapytał od razu Hemmings.
- W sumie… Tak – odpowiedziałam, kiwając głową. – Wiem, że powinnam to najpierw ustalić z wami, ale pozwoliłam sobie podjąć tą decyzję za was, choć nie miałam ku temu podstaw i…
- Do rzeczy kobieto – odparł Ashton ze śmiechem.
- Dziesiątego lutego gracie koncert w VClub – powiedziałam jednym tchem, a ci zrobili oczy, jak spodki. – Wiem, że to już niedługo, ale wyszło to całkiem spontanicznie.
- Mówisz… Mówisz poważnie? – wydusił Michael.
- Naprawdę poważnie – odpowiedziałam z uśmiechem. – Jesse, mój kumpel z roku pracuje tam na barze. Okazało się, że właścicielem jest jego wujek. Od połowy lutego w każdy piątek chcą mieć muzykę na żywo. Facet zgodził się, by zacząć ten program szybciej i wy zagracie pierwsi. Muszę tylko zrobić wam plakat, by jakoś was zareklamować. No i że wyszło to na ostatnią chwilę, a oni nie planowali dodatkowego zespołu, to zagracie za darmo. Myślę jednak, że to całkiem dobry…
- O kurwa! Zajebiście! – przerwał mi Hood, podskakując w miejscu.
- Dobry sposób na promocję – dokończyłam, ale oni przestali mnie słuchać, pogrążając się w dyskusji na temat tego, co za grają, kiedy wszystko przećwiczą i ile osób przyjdzie. 
          Przekręciłam ze śmiechem oczami. Już chciałam się od nich odsunąć i iść zobaczyć na jakim etapie są pozostałe pomieszczenia, gdy zespół rzucił się w moją stronę, aby mi podziękować. Nie powiem, ale było to cholernie miłe i mocno podbudowujące.
          Nie wspomniałam im jednak o płycie, którą pozostawiłam w radiu na biurku dyrektora muzycznego. To było zupełnie niepewne i mało prawdopodobne, że coś z tego wyjdzie, a ja nie chciałam dawać im zbytniej nadziei na powodzenie tego planu. Postanowiłam to przemilczeć. Chyba, że jakimś cudem plan wypali, więc przyznam się im do wszystkiego.

          Siedziałam pochylona nad laptopem. Za oknem od dawna panowała ciemność, a ja dłubałam w programie graficznym tworząc plakat. Choć był to raczej pseudo plakat. Jesse przesłał mi wszystkie informacje, jakie powinny się na nim znaleźć, a ja miałam się tego trzymać. Musiałam też wybrać, jakieś dobre zdjęcie chłopaków, a plików było sporo. Na szczęście udało mi się znaleźć najbardziej odpowiednie, takie na którym stoją z instrumentami. Zrobiłam całą otoczkę i przez chwilę podziwiałam swoje małe dzieło, które całkiem mi się podobało.
- Co się tak uśmiechasz?
          Podniosłam głowę, gdy Luke wrócił do pokoju. Ubrany był w szare dresy i luźną białą koszulkę. Jego mokre blond włosy opadały mu na czoło. Przed chwilą wyszedł spod prysznica, pod którym siedział chyba z dobre pół godziny, jak i nie dłużej. Byłam pewna, że teraz pływa mi cała łazienka. Luke zawsze rozlewał wodę dookoła siebie i oczywiście tego potem nie sprzątał – bo samo wyschnie.
- Zobacz – odparłam, przekręcając komputer bardziej w jego stronę, by mógł zobaczyć plakat. – I jak?
- Podoba mi się. Prosty, ale ładny.
- Mówisz poważnie czy walisz mi ściemę, bo boisz się, że walnę focha?
- Mówię poważnie, skarbie – odparł, cmokając mnie w policzek.
- To wysyłać?
- Wyślij. 
          Kiwnęłam głową, a następnie zamknęłam obraz. Napisałam szybkiego maila, dołączając plakat w formie załącznika. Teraz musiałam czekać na odpowiedź Jesse’go. A przyszła ona dość szybko, jakby chłopak właśnie siedział na swojej poczcie.
- I?
- Zaakceptowany – powiedziałam z uśmiechem, a blondyn od razu odpowiedział tym samym.
- Co teraz?
- Wrzucamy to tam, gdzie się da. Facebook, Twitter… Podeślę to chłopakom, by i oni zamieścili to u siebie na kontach. 
          Luke przysnął się do mnie. Spojrzałam na niego, a on złączył nasze usta. Oplótł mnie w pasie, przyciągając jeszcze bliżej siebie. Poczułam od niego zapach miętowej pasty do zębów, a także żelu do mycia. Odruchowo moja dłoń powędrowała w stronę jego włosów. Wsunęłam palce w mokre kosmyki.
- Mówiłem ci, że jesteś najlepsza?
- Zdarzyło ci się – odparłam ze śmiechem, a Luke znów się uśmiechną.
- Najlepsza… Czy potem mogę cię zaciągnąć do łóżka?
- A co chcesz w nim robić?
- Ciekawe rzeczy.
- Ach, tak… - rzuciłam, a potem lekko zagryzłam wargę.
- Cholernie ciekawe rzeczy, więc może wrzućmy szybko plakat tam gdzie trzeba, a potem pójdziemy się potarzać w twojej pościeli w gwiazdki?
- To są śnieżynki, Pingwinku.
- Mniejsza z tym, chcę cię tam mieć – wyszeptał, całując kącik moich warg.
- Znowu?
- Jakie znowu? Ostatni raz kochałem się z tobą przedwczoraj. Dla mnie to dawno. Więc?
- Pasuje – odpowiedziałam, zagryzając jego dolną wargę. Luke mruknął w moje usta, jednocześnie nakręcając mnie na siebie. Perspektywa takiego spędzenia reszty późnego wieczoru była niezwykle kusząca. Szczególnie, że oboje byliśmy gotowi do snu, więc mogliśmy od razu zostać w łóżku, aż do rana. A uwielbiałam budzić się obok niego.



***
Mamy kolejny rozdział z małymi planami na rozkręcenie kariery chłopaków w tle :) Kto wie, może coś z tego będzie :)

Jako, że wczoraj był Sylwester, a dziś mamy Nowy Rok, to spóźnione życzenia ode mnie - SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! OBY BYŁ JESZCZE LEPSZY, NIŻ POPRZEDNI!

Dziękuję Wam również, za cudne komentarze, które są dobrą i skuteczną motywacją do dalszej pracy. Poprawiają też humor :) Cieszę się, że historia i styl w jaki jest pisana Wam się podoba. Wielkie i ogromne dziękuję dla Was! :)

Kolejna część pojawi się za tydzień :)

Pozdrawiam!

6 komentarzy:

  1. Wspaniały rozdział ;-) Malia powinna być ich menadżerką, zdecydowanie nadaje się do tej roli. Fajnie, że w karierze chłopaków powoli zaczyna się coś dziać ♥
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może coś z tego będzie i chłopaki ją zatrudnią :) Cieszę się, że Ci się podobało :)

      Usuń
  2. Podoba mi się ten rozdział :) I faktycznie Malia nadawała by się na ich menadżera :) będzie kolejny koncert i mam nadzieje, że płyta którą zostawiła nie trafi jednak do śmieci. Było by fajnie gdyby chłopaki nagle usłyszeli się w radiu :) Mikey ma swojego fana, który na niego leci XD Uwielbiam to opowiadanie :) i czekam na kolejny rozdział :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheh jesteś kolejna, która myśli o Malii jako o potencjalnym menadżerze chłopaków - może uda im się ją na to namówić - się okażę :) Cieszę się, że Ci się spodobało :)

      Usuń
  3. Nono, chłopaki coraz bardziej się rozwijają. Jestem ciekawa kiedy w ich "karierze" będzie takie bach xd i ta cała popularność napłynie. Tak, ja też się zgadzam z tym, że Malia mogłaby być ich menadżerką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hhehehe w tej części jest mały "przedsmak" tej ich kariery, ale ona w końcu będzie bardziej zaznaczona - w końcu do tego powoli dążę :)

      Usuń