piątek, 15 stycznia 2016

S3 - Rozdział 19

Sydney, 10 lutego 2013 roku


          Dzisiaj 5 Seconds of Summer miało zagrać w VClub. Sama byłam tym występem podekscytowana, ale umiałam jakoś utrzymać fason i całkiem normalnie funkcjonować, nie zdradzając swoich emocji. Co innego chłopaki, którzy zaczęli lekko świrować, choć ja nie rozumiałam zupełnie dlaczego. Przecież nie jest to ich pierwszy publiczny występ.
          Najpierw Calum od rana wypytywał się o to, czy wujek Jesse’go w ostatniej chwili się nie wycofał i czy dalej pozwala im zagrać. Potem dzwonił Ashton, aby upewnić się, co do godziny ich koncertu. A rozmawiał o tym ze mną ze trzy razy, jakby dostawał cogodzinnej amnezji. Michael dla odmiany nie mógł się zdecydować, którą gitarę ma wybrać i chciał dowiedzieć się, z którą lepiej wygląda. Luke popłynął zupełnie, molestując mnie sms-ami i telefonami, dopytując się o ubranie i to, czy na pewno pojawię się tam razem z nimi. Wszystko byłoby w porządku, gdyby to nękanie odbywało się poza godzinami mojej pracy. W końcu skapitulowałam i zamknęłam telefon w szafce, ignorując Hemmingsa. Musiałam się skupić na tym co robię, a nie wiecznie wisieć na komórce.
           Kiedy zawieźliśmy pięćdziesięcioletniego mężczyznę z udarem na SOR, mogliśmy wrócić do swojego pokoju i trochę odsapnąć. Chłopaki rozsiedli się na krzesłach, zabierając się za spóźniony lunch. Ja dorwałam się do mojej szafki, aby zobaczyć postęp w otrzymanych od Luke'a wiadomościach. Miałam trzynaście nieodebranych połączeń i niemalże dwa razy więcej sms-ów. Uniosłam jedną brew do góry, zastanawiając się, czy blondyn nie ma nic lepszego do roboty, niż molestowanie mnie za pomocą tego urządzenia. Odczytałam wszystkie wiadomości, które zaczynały się od jęczenia typu: gdzie jest moja czarna koszulka z Nirvaną, widziałaś moją opaskę z Blink-182, po dlaczego się do mnie nie odzywasz, naprawdę potrzebuję twojej pomocny, nie olewaj mnie, dlaczego to robisz, aż po przepraszam, wybacz mi, nie obrażaj się na mnie i jestem kretynem do kwadratu. Cały Luke.
- No, na reszcie! – Usłyszałam po drugiej stronie podenerwowany głos blondyna, kiedy w końcu postanowiłam do niego oddzwonić. – Co się dzieje? Co takiego zrobiłem?
- W sumie nic nie zrobiłeś – powiedziałam powoli, zamykając szafkę. – Jestem w pracy.
- Co, ja… Kurwa – mruknął, a ja przekręciłam oczami. – Byłem pewny, że jesteś na uczelni. Bo jak jesteś na uczelni, to zawsze mi odpisujesz. Nawet z opóźnieniem, ale odpisujesz. Nie wiedziałem, że dziś masz dyżur. Przepraszam. Przepraszam za te wszystkie sms-y.
- Wybaczam – rzuciłam ze śmiechem. – A teraz do rzeczy. Koszulka z Nirvaną może być w czterech miejscach. Szafa, kosz na brudy, pralka lub twój dom. Opaski, jakie znajduję w mieszkaniu, składuję w drewnianej szkatułce z moją biżuterią. Jest schowana w szafie na ostatniej półce. Oprócz tego powiem, że moje zdanie, co do przyjścia do VClubu się nie zmieniło i na bank tam będę, więc wyluzuj Pingwinku, bo inaczej będziemy musieli przyjechać po ciebie, po padniesz na zawał ze stresu – pociągnęłam jednym tchem. Po drugiej stronie nastała głucha cisza. – Luke?
- Malia, ja… Zgubiłem się w twojej wypowiedzi – jęknął, a ja w wyobraźni już widziałam, jak marszczy czoło i nos.
- W takim razie zapamiętaj, tylko jedno słowo.
- Jakie.
- Wyluzuj. Kończę dyżur za dwie godziny. Jak przyjadę do domu poszukam tej koszulki i tych twoich opasek, których masz tak dużo, że sam ich nie ogarniasz.
- Wcale nie mam ich dużo.
- A wiesz, czemu tak myślisz?
- No?
- Bo ciągle, gdzieś je gubisz. Ty i chłopaki wyluzujcie. To tylko występ w VClub.
- To, aż występ w VClub. Ludzie znają ten klub. I w ogóle to klub! Nigdy nie graliśmy w klubie, zawsze były to występy na dworze, jak festyny czy coś takiego – wytłumaczył mi szybko Luke, a z każdym słowem jego głos przyspieszał. Chyba to ja musiałam robić za tą spokojną i zorganizowaną jednostkę wśród nich wszystkich. – Więc mam prawo się stresować.
- Masz prawo się stresować – powtórzyłam za nim, kiwając głową, choć on nie mógł tego zobaczyć. – Co nie zmienia faktu, że masz się uspokoić i nie przeszkadzać mi w pracy. Pogadamy, jak wrócę.
- No, dobra – wyjęczał tonem niezadowolonego dziecka. - Spokojnego dyżuru.
- Dzięki, Pingwinku. Pa – rzuciłam szybko, a potem rozłączyłam się w trybie natychmiastowym.           Dyskusja przez telefon naprawdę nie wchodziła w rachubę, szczególnie, że Luke był dość uparty i zawzięty w swoich racjach. Wrzuciłam telefon z powrotem do szafki. Odwróciłam się w stronę moich partnerów z karetki. Bliźniaki wpatrywali się we mnie z nieukrywaną ciekawością.
- Co?
- Twoi kumple grają w VClub? – zapytał Chris. Pokiwałam głową. – Czadersko. Dzisiaj? – Znów kiwniecie. – Ja i Scott czasem tam chodzimy. Spoko miejsce.
- Jak chcesz to wpadnij – odpowiedziałam, biorąc pudełko z jedzeniem.
- Dwa razy nie musisz mnie namawiać. A ty co, brachu? Idziesz z nami?
- Może i ja się pojawię – powiedział Dave z uśmiechem. – Ale nic nie obiecuję.
- Jesteś drętwy i tyle – skwitował jego brat. – Wiedziałem, że to ja jestem tym rozrywkowym bliźniakiem. – Zerknęłam to na jednego, to na drugiego i zaczęłam się śmiać.

          Spojrzałam ostatni raz w lustro, poprawiając makijaż i włosy, które zawijały mi się w lekkie loki. Nie miałam zbyt wiele czasu, by wymyślić sobie jakąś wystrzałową fryzurę, bo za chwilę wychodziliśmy do klubu, więc postawiłam na klasykę i prostotę – czyli umyj, rozczesz, a potem nie dotykaj i obserwuj, co z tego będzie. W VClub mieliśmy się pojawić przed godziną ósmą, aby chłopaki na spokojnie mogli się przygotować do występu, który ma się rozpocząć o wpół do dziewiątej. 5 Seconds of Summer zabawi na scenie przez dwie godziny, więc mają duże pole do popisu, aby znów pokazać na co ich stać.
           Obciągnęłam czarną luźną koszulkę, która odsłaniała mi lewe ramię. Była to moja druga fanowska garderoba wykonana na zamówienie. Kosztowała więcej, niż pierwsza bluzka z nazwą zespołu chłopaków, ale opłacało się, bo dobrze na mnie leżała. No i nadawała się na imprezę. Na plecach miałam pełen napis 5 Seconds of Summer, a na przedzie ich białe logo. Do tego dobrałam ciemno granatowe obcisłe dżinsy i skórzane sztyblety na obcasie.
           Podskoczyłam, kiedy Luke załomotał – i to dosłownie – w drzwi od łazienki. Warknęłam pod nosem, modląc się o to, by go dzisiaj nie ukatrupić. A byłam tego bliska, bo Hemmings przechodził samego siebie. Doskonale rozumiałam to, że potwornie się stresował, ale zachowywał się przy tym, jak nieokiełznane siedmioletnie dziecko. Zaczęło się od koszulki, której oczywiście fizycznie nawet nie próbował szukać, czekając, aż mu w tym pomogę, po zawodzenie i gdakanie, że nic mu nie wyjdzie. Potem nagle zamilkł, wpatrując się tempo w okno. Gdy zapytałam się go, co się stało, ten sierdził, że w ogóle nie powinnam kochać kogoś tak beznadziejnego, jak on, a zaraz po tym zaczął mnie przepraszać za wszystko. Miałam nadzieję, że ten stan szybko mu przejdzie, bo zachowywał się gorzej, niż kobieta w czasie napięcia przedmiesiączkowego.
- Malia!
- Chwila – odpowiedziałam, zmazując odrobinę szminki z kącika ust. 
           Ostatni raz spojrzałam w lustro. Wzruszyłam ramionami. Lepiej i tak nie będzie. Dopakowałam małą torebkę i wyszłam z łazienki. Blondyn zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu, a na jego usta wpłynął szeroki uśmiech.
- Wyglądasz cudownie – skomentował, podchodząc do mnie. Musnął swoimi ustami moje usta. – Cholernie pociągająco.
- Dziękuję. Ty też, przystojniaku – odpowiedziałam, a potem wskazałam na jego wargi. – Chociaż efekt psuje ci moja szminka. – Luke szybko przetarł usta dłonią. Następnie podał mi cienką kurtkę. Złapał też za swoją i oboje wyszliśmy z mieszkania.
- A jak moja koszulka?
- Jest świetna. Chętnie później pomogę ci się jej pozbyć- odparł, a potem podskoczył, gdy lekko trzepnęłam go w ramię. – No, co?
- Tylko jedno ci w głowie.
- Jestem zdrowym facetem, a ty cholernie mnie kręcisz, więc nie powinno cię to dziwić. – Zaśmiał się, kiedy uniosłam jedną brew do góry. – Pozostawiasz to bez komentarza?
- Właśnie tak.
- Dostanę jeszcze jednego buziaka? Zresztą, po co się pytam, sam sobie wezmę – skwitował, wzruszając ramionami. 
            Złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Po chwili znów poczułam jego wargi na swoich. Luke jednak nie przeszedł do pełnego pocałunku, a musnął delikatnie kilka razy moje usta. Mimo wszystko i tak zrobiło mi się cieplej. Uśmiechnęłam się pod nosem. Następnie, jak gdyby nigdy nic złapał mnie za rękę. Zeszliśmy po schodach, by w końcu ruszyć na spotkanie z pozostałymi członkami zespołu.

           Weszliśmy całą piątką do klubu. Rozejrzałam się po ciemnym wnętrzu, utrzymanym w dość starym stylu. Na ścianach wisiały kolorowe plakaty, a czerwone szerokie sofy i krzesła, obstawiały lewą część pomieszczenia. Bar znajdował się tuż naprzeciwko kwadratowych stolików, a nad nim wisiały rzędy czystych podłużnych kieliszków. Po prawej stronie ustawiono podest, który robił za scenę – w piątki dla zespołów, w inne dni dla DJ-a . Poniżej był parkiet ze wszystkimi światłami i kulą dyskotekową, która już mieniła się w słabym świetle.
- Hej! Malia! - Odwróciłam się na dźwięk znanego głosu. Jesse wyszedł zza baru, od razu wyciągając rękę w stronę chłopaków. – Cześć, jestem Jesse. Miło mi w końcu was poznać.
- Cześć, Michael – powiedział Clifford, bo chłopak jako pierwszy podał mu swoją dłoń.
- Znam was. Lubię wasze kawałki. Jesteście naprawdę dobrzy.
- Dzięki – rzucił z uśmiechem Irwin.
- Okej, rozstawcie się w tamtym miejscu. Zaraz zawołam Adama, to wam pomoże wszystko podłączyć i sprawdzić.
- Przyniesiemy sprzęt – odezwał się Luke, a ja kiwnęłam głową. Zespół wyszedł, aby wnieść swoje rzeczy. Jesse spojrzał na mnie.
- Co?
- Michael jest jeszcze słodszy na żywo, niż na YouTube – skomentował z szerokim uśmiechem.- Napijesz się czegoś?
- Chętnie?
- Zrobię ci swojego popisowego drinka.
- Pokaż co potrafisz.
- A dla nich?
- Cole w butelce. Alkohol dostaną po występie.
- Zostaniecie na imprezie?
- Dokładnie.
- Super! Macie zniżki w naszym barze.
- Profity bycia twoją kumpelą czy za to, że będą tu grać?
- I to i to.
- Pasuje – odpowiedziałam, siadając na wysokim barowym krześle.
- Tak w ogóle, to fajna koszulka.
- Dzięki, mój projekt – powiedziałam i zadowoleniem wyprostowałam się, by mógł lepiej ją zobaczyć.
- Jesteś ich menedżerką?
- Nie.
- Byłem pewny, że jednak tak – skwitował, wzruszając ramionami.

           VClub jeszcze przed występem chłopaków wypełnił się, niemalże po brzegi. Nie sądziłam, że przyjdzie tyle osób, a po rozmowach, jakie zdołałam wychwycić, byli świadomi tego kto tu zagra. Tłum ludzi wyczekiwał na 5 Seconds of Summer, które przygotowywało się na zapleczu. Chłopaki rozmawiali ze sobą, upewniając się w tym, czy każdy z nich zna odpowiednią kolejność kawałków, jakie zagrają. Zerknęłam na parkiet, wychwytując w pierwszym rzędzie Maddie i Alex, a także Chrisa i jego chłopaka. Była tu też dość spora liczba osób, które kojarzyłam z uczelnianych korytarzy.
- Jesteście gotowi?- zapytałam, pochodząc do chłopaków.
- Bardziej nie będziemy – odpowiedział Michael, poprawiając pasek, na którym wisiała jego biało czarna gitara.
           Zerknęłam na Luke'a, który zrobił się strasznie blady. Przygryzł wargę i na moment moje ciemne oczy spotkały się z jego błękitnymi tęczówkami. Niewiele myśląc złapałam go za ramię, odciągając na bok. Złapałam za zamkniętą butelkę Pepsi. Otworzyłam ją i wcisnęłam mu w dłonie.
- Co?
- Napij się trochę, bo wyglądasz, jakbyś miał się zaraz przewrócić. Odrobina cukru dobrze ci zrobi. – Bez protestów wziął kilka łyków. – A teraz jeden głęboki oddech. – Od razu wciągnął powietrze w płuca. – Będzie dobrze.
- Aż tak to po mnie widać?
- Bardzo widać, ale nie przejmuj się.
- Malia została minuta – rzucił Ashton, zerkając na zegarek.
- Dasz radę, jasne? – powiedziałam ciszej, nachylając się w stronę blondyna. Cmoknęłam go w nos, a potem zaciągnęłam w stronę reszty. – Powodzenia życzę!
           Odwrócili się do mnie plecami. Klepnęłam po kolei każdego w prawy pośladek, na co zareagowali cichym śmiechem. Nawet Luke. Następnie otworzyłam drzwi od zaplecza, by wypuścić ich na scenę. Pierwszy wyłonił się Ashton, a ludzie na parkiecie zaczęli krzyczeć i klaskać. Chciałam, jak najszybciej dołączyć do tego entuzjastycznego grona. Dlatego, kiedy Luke jako ostatni wyszedł na scenę, ja pospiesznie przeszłam bokiem, aby wcisnąć się na przód. Udało mi się stanąć obok Maddie i Alex, która nie szczędziły rąk, przy oklaskiwaniu zespołu.
- Czołem ludzie! – krzyknął Michael, rozglądając się po sali. Tłum znów zawył. – Macie ochotę na odrobinę muzyki?
- To chyba oczywiste, po to tu przyszli – skwitował Calum, a w pomieszczeniu wybuchł gromki śmiech.
- Chciałbym cię stąd wygonić, ale ktoś musi grać na basie – pociągnął Clifford, specjalnie przedrzeźniając się z Hoodem.
- A ja chciałbym żebyś był ładniejszy – odpowiedział mu Mulat. Znów sala wypełniła się śmiechem.
- Oni tak zawsze? –zapytała rozbawiona Maddie.
- Zawsze – odpowiedziałam, wlepiając oczy w chłopaków. Na szczęście Lukowi wróciły kolory i nie prezentował się, jak śmierć.
- Dobra, stop! – wtrącił Hemmings. – Może zaczniemy?
- Gra dla was 5 Seconds of Summer! – krzyknął Irwin, a tłum znów zaczął klaskać. – Raz, dwa, trzy! – Uderzył w perkusję, a chłopaki rozpoczęli swój pierwszy utwór, którym był 18.

           Nie pozwoliliśmy im tak szybko zejść ze sceny, więc zespół zaliczył, aż trzy bisy, bo niemalże cały VClub chciał usłyszeć coś jeszcze. Miałam wrażenie, że najgłośniej domaga się tego Jesse, który wskoczył na krzesło stojące za barem, by wszystko lepiej widzieć. Jego klienci zgromadzeni przy ladzie musieli poczekać, aż ich barman dokończy śpiewać z zespołem cover Green Day’a American Idiot. Dopiero po tym wrócił do swojej pracy.
           Razem z wujkiem chłopaka Peterem, wpadłam na zaplecze, w którym już znajdowało się 5 Seconds of Summer, łapiące oddechy po swoim występie. Podeszłam do nich i od razu uściskałam, gratulując fantastycznej gry, a także zabawy, jaką nam zapewnili. Mężczyzna poszedł w moje ślady, podając im dłonie i dziękując za taki pokaz.
- Może chcecie wystąpić tu za miesiąc? Mogę wpisać was na listę.
- Pewnie- odpowiedziałam szybko, a on zmierzył mnie wzrokiem. – To… Znaczy… Ja… Dobra, już się nie odzywam.
- Chcemy- powiedział rozbawiony Irwin, widząc moje zmieszanie.
- Ściągnęliście mi sporą liczbę klientów. Jeśli uda wam się zgarnąć za miesiąc taką samą liczbę osób lub nawet większą, płacę podwójnie. Co wy na to?
- Dostaną to na piśmie? – wtrąciłam.
- Jesteś ich adwokatem? – zaśmiał się Peter.
- Nie, ale dbam o ich interesy – rzuciłam niewinnym tonem.
- Malia ma nasze pełne błogosławieństwo – odpowiedział Michael, kładąc mi dłoń na ramieniu. – Może pan z nią rozmawiać i ustalać warunki.
- Czyli szykuje mi się rozmowa biznesowa? – powiedział Peter, a ja kiwnęłam głową. – Dobrze, w takim razie umówimy się na odpowiedni termin. Mam nadzieję, że nie będziesz wymagała ode mnie za wiele.
- Oczywiście, w końcu chłopaki dopiero zaczynają.
- Dobrze zaczynają – podsumował Peter. – Zostajecie na imprezie?
- Zostajemy – pociągnął Calum.
- Jako, że graliście za darmo, to zapewniam wam chociaż darmowe napoje i drinki na resztę wieczoru.
- Łał, wielkie dzięki Peter! – rzucił z entuzjazmem Michael. – To znaczy… Panie Peter – poprawił się zakłopotany.
- W porządku Michael, możecie mi mówić po imieniu. Miłej zabawy życzę. Malia, spodziewaj się mojego telefonu po weekendzie.
- Jasne.

           Jesse zaklepał nam dość spory stolik, więc zmieściliśmy się przy nim wszyscy. Do naszego grona dołączył także Chris i Scott. Szybko znaleźli z nami wspólny język, więc bawiliśmy się naprawdę dobrze w tej grupie, która liczyła dziesięć osób – łącznie z Jesse’im, który od czasu do czasu robił sobie dłuższą przerwę w pracy i dosiadał się do nas, by popić kolorowy koktajl, który jak zaznaczył ma małą ilość alkoholu. Peter wywiązał się ze swojej obietnicy i resztę imprezy spędziliśmy przy darmowych drinkach, piwach i napojach.
           Wykorzystałam ten moment luzu i zabawy, ruszając z dziewczynami na parkiet. Sprzęt zespołu zniknął z podestu, a zamiast niego na scenę wkroczył DJ ze swoim komputerem i konsolą. Kawałki były mieszane, raz rozbrzmiewała stara dobrze znana nam muzyka, by po chwili znów wrócić do najnowszych przebojów. Lubiłam właśnie takie klimaty, więc szybko dałam się im porwać. Oprócz tego zauważyłam, że kilkakrotnie chłopaki zostali poproszeni o zdjęcia z przypadkowymi osobami, co tylko oznaczało, że ich grono fanów zaczyna się rozrastać. Kto wie, może niedługo będą grali na wielkich międzynarodowych stadionach?
            Około czwartej uznaliśmy, że nam starczy. Każdy był wykończony tym wieczorem i nocą. Sama czułam potworny ból w nogach, od tych wszystkich pląsów na parkiecie. Zdecydowanie preferowałam buty na płaskiej podeszwie. Na zewnątrz rozdzieliliśmy się na grupy, łapiąc taksówki, aby dotrzeć do domów.
           Weszłam z Lukiem do mojego mieszkania, pospiesznie ściągając buty. Moje stopy mogły w końcu odetchnąć z ulgą. Blondyn jako pierwszy zabunkrował się w łazience. Ja przeszłam do kuchni, aby czegoś się napić. Czyżby już zaczynał łapać mnie kac? Nie, to nie możliwe, nie wypiłam, aż tyle. 
            Hemmings dość szybko wyłonił się z łazienki. Wszedł do pokoju będąc w samych kolorowych bokserkach. Kiedy przybliżył się do mnie, poczułam znany zapach jego żelu pod prysznic. Przejechałam dłonią po jego mokrych włosach, a on uśmiechnął się do mnie szeroko.
- Mówiłam ci już, że cała wasza czwórka była fantastyczna na scenie?
- Obiło mi się o uszy – powiedział, całując mnie w czoło. – Idź do łazienki.
- Od kiedy to mi rozkazujesz? – zapytałam z przekąsem, a potem zaśmiałam się. Luke po raz kolejny musnął ustami moje czoło.
- No, weź- zajęczał, przejeżdżając palcami po moim ramieniu. – Chyba, że mam cię wpakować do łóżka w opakowaniu.
- Nie, jestem po imprezie. Dodatkowo Calum oblał mnie drinkiem i mam wrażenie, że cała się kleję.
- To już. Do łazienki marsz.
- Co ty taki niecierpliwy?
- Chcę zaakcentować ten znakomity dzień jeszcze jedną rzeczą.
- Ach, tak – zamruczałam mu przy uchu, a chłopak zagryzł lekko wargę.
- Zaraz zaniosę cię tam silą.
- Nakręciłeś się? – ciągnęłam dalej, wystawiając jego cierpliwość na ciężką próbę. Dodatkowo przejechałam dłonią po jego odsłoniętej i ciepłej klatce piersiowej, na końcu zahaczając palcem o gumkę w jego bieliźnie.
- Nakręciłem i nawet nie będę temu zaprzeczać, więc ładnie cię proszę kochanie, byś ruszyła swój seksowny tyłek i poszła do tej cholernej łazienki.
- Zgoda – rzuciłam, a potem ze złośliwym uśmieszkiem, niby niechcący dotknęłam przelotnie jego centralnego miejsca na bokserkach.
- Malia – mruknął ze śmiechem. 
           Pokręcił głową, a ja zachichotałam pod nosem, nie mogąc się powstrzymać. Machnęłam mu na odchodnym i poszłam do łazienki. Wiedziałam, że Luke odprowadza mnie wzrokiem, więc dla większej zabawy teatralnie i z przesadą, zaczęłam kręcić biodrami. Kolejny śmiech blondyna dotarł do moich uszu, zanim nie zniknęłam za białymi drzwiami.
  

***
I chłopaki przeżyli swój występ w klubie :D Luke biedactwo, tak się mocno zestresował :)

Wg chciałam Was poinformować, że powoli zbliżamy się do końca części trzeciej. W sumie z tego, co pamiętam zostało do dodania jeszcze cztery rozdziały. Oczywiście ta historia z pierwszego założenia miała być dłuższa, więc - będzie sezon numer cztery :) Mam nadzieję, że Was to nie odstraszy :)

Dziękuję Wam za wszystkie tak cudne komentarze! Jesteście najlepsze! Dzięki wielkie!

Kolejny rozdział - w następny piątek.

Pozdrawiam!

7 komentarzy:

  1. Jak mi szkoda Luke'a. Ja też często się stresuje, ale nie aż tak bardzo! Biedactwo. Malia powinna zostać menadżerką 5sos. Byłaby w tym świetna! Rozdział oczywiście genialny, jakże mogłoby być inaczej ♥
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobało. No, biedaczek się zestresował przed występem :) Może ją chłopaki do tego namówią :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Malia naprawdę nadaje się na ich menagera i mam nadzieję, że niedługo nim zostanie :D Hemmo powinien się o to postarać, bo dziewczynie naprawdę dobrze idzie :)
    Końcówka... Gdzie hot scenka?
    Uwielbiam tą historię.
    Czekam na dalszą część.
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może się postara, może nie :) Ale fakt, jak na razie nie radzi sobie najgorzej :) Niestety teraz było bez hot scenki :) Ale może jakaś jeszcze w tej części się pojawi - nic jednak nie obiecuję :)

      Usuń
  3. Which is better Coca-Cola or Pepsi?
    ANSWER THE POLL and you could get a prepaid VISA gift card!

    OdpowiedzUsuń