piątek, 22 stycznia 2016

S3 - Rozdział 20

Sydney, 13 lutego 2013 roku


          Dzisiaj był wielki dzień. Dla mnie i dla Luke'a. Od teraz mieliśmy oficjalnie mieszkać razem pod jednym dachem. Blondyn w końcu przestanie koczować na dwa domy, a zyska w stałe miejsce, nie będąc rozdartym między mną, a swoimi rodzicami, którzy teraz dodatkowo zyskali status naszych sąsiadów. Byłam naprawdę mocno podekscytowana tym kolejnym etapem naszego związku. Z trudem zasnęłam, nie mogąc doczekać się poranka, choć cały dzień zapowiadał się ciężko i pracowicie. Nie wchodziliśmy przecież do gotowego i przyszykowanego do zamieszkania domu. Trzeba tam było wszystko rozpakować, porozkładać i ogarnąć. Wiedziałam, że nie damy rady tego zrobić w jeden dzień, ale mimo wszystko i tak byłam mocno nakręcona na zmianę otoczenia, które teraz będę wspólnie dzieliła z Hemmingsem.
          Rozejrzałam się po swojej kawalerce, która w tym dniu straci ten status. Wcześniej dałam już wypowiedzenie najmu, a dziś miałam zdać klucze. W jakiś sposób polubiłam to miejsce, ten mały niewielki kąt w Sydney, który był tylko mój. No i częściowo Luke'a, bo on był także częstym gościem w tych czterech ścianach. Teraz małą kawalerkę zmienialiśmy na niewielki dom, co było naprawdę wielkim krokiem.
          Uśmiechnęłam się, spoglądając na śpiącego chłopaka. Był zakopany pod kolorową pościelą, a spod pierzyny wystawały mu, tylko roztrzepane blond włosy, które zawsze o poranku były w totalnym nieładzie. Nie chciałam go zrywać o siódmej rano, ale Luke bardzo dobrze wiedział, że musimy wziąć się do pracy od rana, jeśli chcemy mieć na czym dzisiaj spać i z czego jeść.
          Po raz kolejny moje ciemne oczy przeniosły się na pomieszczenie, w którym byłam. W pokoju oprócz dwóch czarnych toreb z naszymi ubraniami na zmianę, kubków w pingwiny i jednego laptopa, nie było praktycznie niczego. Wszystko zostało wczoraj zapakowane w kartony i wywiezione do naszego nowego miejsca zamieszkania.
          Podeszłam do Hemmingsa, nachylając się nad nim. Przejechałam dłonią po jego ramieniu, ukrytym pod kołdrą. Potrząsnęłam nim lekko, a on od razu zmarszczył nos, wciskając się w poduszkę jeszcze bardziej.
- Luke.-  W odpowiedzi jęknął przeciągle pod nosem. Wiedziałam, że nie był zbyt zadowolony z tak wczesnej pobudki, szczególnie, że do późna siedział na moim komputerze grając w wirtualnego pokera z Ashtonem i Calumem. – Luke?
- Jeszcze pięć minut- wymamrotał, nawet nie otwierając oczu.
- Wiesz, jak się kończy te twoje pięć minut?
- Obiecuję grzecznie wstać – pociągnął, zachrypniętym głosem. – Ej, no… - mruknął, kiedy złapałam za kołdrę, odkrywając go. – Malia… zimno… nie… oddaj…
          Próbował na oślep złapać pierzynę, ale ja z triumfem na ustach, całkowicie ją zabrałam, odrzucając na stojące niedaleko krzesło. Luke zwinął się w kłębek, obejmując się ciasno ramionami, jakby one miały uchronić go od zimna, które wyczuwał. Choć tak naprawdę w mieszkaniu było naprawdę ciepło.
- Jesteś złą kobietą.
- Ej, Pingwinku – pociągnęłam, siadając obok niego. Dla zgrywy przejechałam ręką po jego odsłoniętym udzie. Skierowałam się wyżej, przenosząc dłoń na jego brzuch, a potem klatkę piersiową. Poczułam, jak przeszedł go szybki dreszcz. – Może rozbudzi cię szybki numerek? Mam na ciebie ochotę… Szczególnie, że masz tak cholernie seksowny głos o poranku.
- Seks mówisz…
- Dokładanie… W końcu trzeba się w odpowiedni sposób pożegnać z tym miejscem.
- Mi pasuje – rzucił, raptownie podnosząc się do pionu. Już wyciągnął w moją stronę dłonie, by mnie objąć, ale ja na czas odsunęłam się, jednocześnie zabierając z kanapy dwie poduszki, w tym tą, na której spał. – Jesteś okrutna – skwitował, kiedy zobaczył, że najnormalniej w świecie go wkręciłam. – To nie było miłe.
- Ale skuteczne – powiedziałam z triumfem. – I zobacz, już jesteś w pełni gotowy do pracy.
- Zabijcie mnie – jęknął, padając na plecy. Mruknął niezadowolony, gdy jego głowa nie trafiła na żadną poduszkę. Przetarł dłońmi twarz.
- Później, okej? Teraz jesteś mi potrzebny, więc nici z zabijania cię przed czasem.

          Jak tylko minęliśmy próg naszego domu, praktycznie od razu wzięliśmy się do pracy. Zrobiłam nam po kawie, a potem zabraliśmy się za ogarnianie poszczególnych pomieszczeń, co wiązało się też z rozpakowywaniem szczelnie zaklejonych kartonów. Byłam naprawdę zdziwiona i pozytywnie zaskoczona tym, że Luke nie zajęczał z tego powodu, ani razu. Wiedziałam, że nie lubi sprzątać, a niemalże cały dom, by do wypucowania. Blondyn grzecznie biegał ze ścierką, przenosił kartony z miejsca na miejsce i wstawiał do poszczególnych szafek rzeczy, które mu wcześniej wyznaczyłam.
          Około południa zjawił się Calum, a potem także i Michael. Ostatni wpadł Ash, który kończył pracę najpóźniej. Cała trójka bez mrugnięcia okiem, zaczęła nam pomagać w pracach, za co byłam im naprawdę wdzięczna. Zresztą chłopaki naprawdę sporo dla nas robili. Wcześniej przecież z Hemmingsem i jego ojcem malowali pokoje. To naprawdę wielki skarb mieć takich przyjaciół.
- To jest naprawdę ciężkie – skwitował Luke, który powoli wchodził po schodach, dźwigając sporych rozmiarów karton.
- Spojrzałeś chociaż, co tam jest? – zapytałam, mijając go z wiadrem w ręku. Chciałam zabrać się za porządne wysprzątanie naszej fioletowo niebieskiej sypialni, byśmy mieli gdzie spać.
- Nie, a powinienem? – odparł, a ja spojrzałam na niego, jak na kosmitę.
- Może dźwigasz coś, co ma zostać na dole – odpowiedziałam, zatrzymując się na górze. Luke z wysiłku miał całą czerwoną twarz.
- Michael mówił, że to było w kartonach, które trzeba zanieść do góry – jęknął Hemmings.
- A one były po lewej? – Dobiegł z dołu głos Clifforda.
- Nie, po prawej – odpowiedziałam.
- Kurwa – syknął Hemmings przez zaciśnięte zęby. – Zabiję cię, Michael!
- Przepraszam! Powaliły mi się strony!
- Kurwa… Kurwa… Ał! – mruknął Luke, kiedy karton zaczął mu ciążyć coraz bardziej.
- Pomogę ci- zaoferował się Clifford, by pewnie odkupić swoją winę.
          Zaczął szybko wskakiwać po schodkach, ale niestety nie dotarł do celu na czas. Zatrzymał się dwa stopnie za Lukiem, gdy blondyn warknął pod nosem, wypuszczając dodatkowo wiązankę soczystych przekleństw z ust. No i wypuścił też z rąk karton. Pudło gruchnęło z hukiem o schody, a potem poleciało w dół. Rozległ się głośny stukot, a ja zrobiłam wielkie oczy. Michael spojrzał to na Hemmingsa, to na pudło, nie do końca chyba rozumiejąc, jak to się do cholery stało.
- Powiedz, że tam nie było nic szklanego – jęknął Luke, krzywiąc się. Przyjrzałam się uważniej kartonowi, który niewinnie leżał w dole. – Stłukło się?
- Sądząc po dźwiękach było to coś plastikowego – odpowiedział Clifford.
- Myślałem, że to twoje książki – pociągnął Luke.
- Ja myślę, że to była część twojej kolekcji płyt – odpowiedziałam powoli. Byłam pewna, że w tym momencie błękitne oczy Luke'a wypadną mu z orbit, a on padnie na zawał, atak serca i paniki w jednym. Zacisnął mocniej zęby, a jego dłonie zatrzęsły się.
- Nie… Tylko nie moje płyty!
- Może… Może nic im nie będzie-  wydusiłam z siebie, a on spojrzał na mnie, jakby to była moja wina. – Trzeba było to sprawdzić przed i…
- Moje cudowne ukochane płyty! – przerwał mi, a potem zbiegł na dół, by ocenić straty.
          Sytuacja po tym małym wypadku wyglądała następująco. Owszem to były jego płyty. Nie, raczej samym CD-kom nic nie było. Gorzej z pudełkami. Kilka z nich doznało poważnego i nieodwracalnego uszczerbku. Aby poprawić Lukowi humor, bo chłopak prawie popadł mi tu w rozpacz, obiecałam mu, ze kupimy jego kochanym płytom nowe opakowania i razem je zmienimy. Nie był zbytnio zadowolony, ale przynajmniej przestał jęczeć i winić się za to, że jest kretynem. No, cóż…

          Jako, że zainwestowaliśmy z Hemmingsem w nowe duże łóżko, potrzebowaliśmy do niego większej kołdry. Postanowiłam domówić dodatkowo do niej jeszcze dwie duże poduchy i dwie mniejsze, aby nasza pościel była pełna i nowiutka. Całość była do odebrania wczoraj, a to zadanie zostało powierzone blondynowi. Poprosiłam go również, skoro będzie i tak w sklepie, by dokupił dwa komplety poszewek, aby jedna była na zmianę. Wiadomo, że takich rzeczy przybędzie nam z czasem, więc na razie to nam starczy. Wytłumaczyłam mu również, aby dobrał ją kolorystycznie do naszej sypialni. Nie musiała być jednolita. Mogła mieć jakieś wzroki. Luke wziął się za wykonanie tego pilnego zadania, a potem zawiózł wszystko do domu. Dlatego dopiero dzisiaj zobaczyłam tą katastrofę.
          Kiedy już wysprzątałam całą sypialnię, ustawiając na małej komodzie drobne ozdoby – ramki ze zdjęciami, dwie fioletowo niebieskie świeczki i trzy wąskie wazony rozłożone od najmniejszego do największego, pomyślałam, że dobrze by było przyszykować łóżko. Najpierw jednak wyciągnęłam dwie lampki nocne, które znalazły się na małych szafeczkach tak, by każdy z nas miał jedną po swojej stronie materaca. Dopiero po tym podeszłam do dużych worków z nową pościelą. Tam odnalazłam też poszwy.
          Wytrzeszczyłam oczy, spoglądając na dwa opakowania kolorowych kompletów poszewek. W tym momencie chciałam zdzielić nimi Luke'a przez głowę. Dobra, wpasował się w kolory, ale… Cholera! Czy ja mówiłam coś o Supermanie i pingwinach?! Mój genialny chłopak właśnie dostał dożywotni zakaz kupowania czegokolwiek do domu – oprócz jedzenia i środków czystości. 
           W jednej dłoni trzymałam niebieską poszewkę z wielkim logo Supermana. Od drugiej strony była wściekle czerwona. Druga zaś była również niebieska, w dość sporej wielkości pingwiny, które przedstawione były na każdym kawałku materiału. W różnych pozach. Z różnym ekwipunkiem. Od pingwina strażaka, po pingwina w stroju kąpielowym, kończąc na pingwinie z wielkim lizakiem w kształcie serduszka.
- Luke! – warknęłam, podnosząc się i pospiesznie wychodząc na korytarz. Z łazienki wyłonił się Ashton, który z ciekawością spoglądał w moją stronę. – Gdzie Hemmings?!
- Ja… Chyba… Chyba poszedł na dół – wymamrotał perkusista, siląc się na naturalny uśmiech.
- Gadaj prawdę?
- Dobra, dobra – odparł, robiąc krok do tyłu, gdy ja zbliżyłam się w jego stronę. Irwin ściszył głos. – Siedzi w łazience i mówi, że nie wyjdzie dopóki się nie uspokoisz, bo twój krzyk skutecznie go przestraszył.
          Zmrużyłam oczy na chłopaka z loczkami, a następnie minęłam go, wkraczając do białej łazienki, w której znajdował się Hemmings. Luke zrobił niewinną minę. Byłam pewna, że nie wie, o co mi chodzi, ale dla własnego bezpieczeństwa, postanowił zachować odpowiedni dystans. Uśmiechnął się lekko, gdy świdrowałam go wzrokiem.
- Co jest, kochanie?
- Wyjaśnisz mi, coś ty kupił?!
- Co?
- No, to ja się pytam, co?
- Malia? – Kiwnęłam głową. – Skarbie, naprawdę nie wiem, o czym mówisz.
- A te… Te pingwiny i Superman w naszej sypialni?!
- Och, widziałaś – odparł, zadowolony. – Podobają się?
- Ty żartujesz.
- Są bombowe, nie uważasz?
- Miało być coś, co będzie pasować do naszej sypialni, a to za cholerę nie pasuje!
- Wściekasz się o poszewki? Wyluzuj, kochanie. Zresztą obie są super.
- Chyba dla ciebie – wymamrotałam. Luke najwidoczniej uznał, że może w końcu do mnie podejść, bo zaraz znalazł się obok, obejmując ciasno ramionami.
- Są tak wypasione, jak my.
- Ale Luke… - jęknęłam. – Superman i pingwiny?!
- Uwielbiam pingwiny, a Superman wyglądał naprawdę czadersko.
- Poddaję się – odparłam, podnosząc ręce do góry. – W tym momencie naprawdę się poddaję.
- Naprawdę ci się nie podobają?
- Są fajne, ale... To miało idealnie pasować do całości i…
- Idealne jest nudne. Będziesz spała w czaderskiej pościeli w Supermana! – zawołał, nadal będąc pewny, że jego wybór był wprost genialny. Teraz naprawdę odpuściłam. Luke w ciągu pięciu minut wykończył mnie psychicznie. Z pingwinami i Supermanem nie wygram.

          W ramach podziękowań za ciężką pracę ze strony chłopaków, zamówiłam wielkie pizze, a także mnóstwo coli i razem pochłonęliśmy ten posiłek, siedząc w salonie, w którym dalej walało się trochę kartonów- pustych i pełnych. Chłopaki wyszli od nas późnym wieczorem. Było po nich widać, że są zmęczeni. Zresztą, nie tylko oni.
          Wyszłam na ogród. Przeszłam przez drewniany taras, by usiąść na jego skraju. Spojrzałam w czarne niebo, które było usłane gwiazdami. Po prawej stronie zamajaczył mi księżyc. Uśmiechnęłam się pod nosem, będąc zadowoloną z rozpoczynającego się nowego etapu. Miałam nadzieję, że w tym domu będę szczęśliwa. Że Luke będzie szczęśliwy. Że to szczęście będziemy dzielić wspólnie.
          Zdążyłam, tylko pomyśleć o chłopaku z tymi cudownymi błękitnymi tęczówkami, a zaraz za sobą usłyszałam jego kroki. Hemmings podszedł bliżej, a następnie usiadł za moimi plecami. Zgarnął mnie w swoje ramiona. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową, z której biło przyjemne ciepło. Oparł brodę na moim ramieniu. Zerknęłam na niego. Uśmiechał się.
- Zmęczony?
- Zmęczony, ale zadowolony – odpowiedział, a ja poczułam jego gorący oddech na swoim policzku. – Na daną chwilę zostaje mi, tylko jedno.
- Co takiego?
- Witaj w domu, kochanie – powiedział, całując mnie w policzek.
- Witaj w domu, Pingwinku.
- Pozostałe rzeczy zostawiam na później.
- Jakie to rzeczy?
- W sumie trzy – pociągnął tajemniczo, a ja zaśmiałam się. Jego usta ponownie musnęły moją skórę na policzku. – Od dziś oficjalnie mieszkamy razem. – Kiwnęłam mu głową. – Więc zostały mi trzy rzeczy do zrobienia po.
- No, powiedz mi w końcu – jęknęłam.
- Zmiana twojego nazwiska na Hemmings, spłodzenie syna i zasadzenie drzewa w ogrodzie. – Parsknęłam śmiechem, a Luke po chwili mi zawtórował.
- To takie…
- Przewidywalne? Stereotypowe?
- A jak będzie córka?
- Będę kochał każde nasze dziecko tak samo. Najpierw jednak czekam na twoje oświadczyny i na ten pierścionek z brylantem w kształcie pingwina.
- Jesteś nienormalny.
- Uroczy. Mówi się uroczy.
- Jesteś uroczy. 


***
Luke i Malia w końcu w nowym domu :) Mam nadzieję, że nie nudziliście się przy czytaniu tej części :)

Następna pojawi się klasycznie za tydzień.

Pozdrawiam!

5 komentarzy:

  1. Ja chcę pościel w pingwiny! Ehhh.. chyba pora iść na zakupy, serio chcę tą pościel! Malia i Luke tak szybko dorastają. Mają już wspólne gniazdko, tylko czekać, aż Luke zacznie wykonywać te trzy rzeczy ♥ Rozdział oczywiście wspaniały, jak każdy napisany przez ciebie *.*
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, aż tak szybko z wykonywaniem tych trzech rzeczy to mu nie pójdzie, bo najpierw będzie miał na głowie inne rzeczy :D Cieszę się, że się podobał :)
      Pozdrawiam!

      Usuń