piątek, 29 stycznia 2016

S3 - Rozdział 21

Sydney, 17 lutego 2013 roku


          Dzisiaj postanowiliśmy wybrać się na zakupy do dużego hipermarketu. Chcieliśmy zrobić porządne spożywcze zakupy, a dodatkowo może dokupić coś do domu. Umówiliśmy się, że Luke pojedzie z ojcem do pracy, a potem zjedzie do mnie na uczelnię, byśmy nie jechali do sklepu na dwa samochody.
           Byłam wyszykowana do wyjścia. Miałam jednak trochę czasu, aby wypić poranną kawę. Złapałam za czajnik, a następnie zalałam dwa kubki w pingwiny wrzątkiem. Dodałam odrobinę mleka. Zdążyłam zamieszać całość łyżeczką, kiedy usłyszałam kroki na schodach. Odgłos ten był coraz bliżej. W końcu blondyn zmaterializował się w pomieszczeniu, obdarzając mnie szerokim ziewnięciem. Było jeszcze po nim widać to, że niedawno zwlókł się z łóżka. Podszedł do mnie, a następnie oparł się o blat. Podałam mu parujący kubek.
- Dziękuję.
- Nie ma sprawy, Pingwinku – odpowiedziałam, cmokając go w nos. Uśmiechnął się. Uwielbiałam sposób, w jaki się uśmiechał. Szczególnie, że często było widać przy tym te jego urocze dołeczki w policzkach.
- Mamy jakąś listę zakupów? – zapytał Luke, by po chwili znowu ziewnąć. Przysunął kubek do swoich ust, biorąc mały łyk kawy.
- Mam ją w głowie – odpowiedziałam, wzruszając ramionami.
- Czyli znów przeciągniesz mnie przez wszystkie alejki.
- Nie bądź do tego tak negatywnie nastawiony – mruknęłam, a on zaśmiał się. Przejechał dłonią po moim ramieniu. – Co?
- Będę grzeczny.
- Masz szczęście – odpowiedziałam, machając na niego palcem.
- Kupimy takie puchowe wielgachne koce?
- Co ze starymi kocami jest nie tak?
- Nie są już takie mięciutkie – podsumował, popijając kawę. – Chcę taki wielki koc, w którym oboje damy się radę zawinąć. I niech będzie puszysty i…
- Mięciutki – dokończyłam za niego, a on szybko pokiwał głową. – Zobaczymy, czy coś takiego dostaniemy…
- I hamak.
- Co?
- Chciałbym mieć hamak w ogrodzie.
- Jak go chcesz tam zaczepić, skoro nie mamy żadnego drzewa?
- Są takie na stojakach i… Chcę hamak. Kupię nam duży hamak – skwitował, zadowolony z siebie. Luke był uparty. W sumie tak samo mocno, jak ja. Wiedziałam, że jak ubzdurał sobie ten cały hamak, to w końcu znajdzie odpowiedni, który później uradowany i szczęśliwy przytarga do domu. – Co o tym myślisz?
- Ja… Pomyślę o tym później – wydukałam, aby zyskać czas. Może za parę godzin Hemmings zapomni o hamaku? Oby. Chociaż z drugiej strony, fajnie by było mieć coś takiego w ogrodzie. Najpierw jednak musieliśmy zainwestować w bardziej potrzebne nam rzeczy. Na przyjemności przyjdzie jeszcze pora. – Muszę uciekać.
- Do później, skarbie – rzucił, odwracając się bardziej w moją stronę. Dopiłam swoją kawę.
- Nie spóźnij się do ojca, by na ciebie nie czekał – pouczyłam go, wygładzając jego białą koszulę.
- Nie spóźnię się.
- Do później, Pingwinku – powiedziałam, kiedy Luke obdarzył mnie kolejnym szerokim uśmiechem. Nachylił się i szybko musnął moje usta swoimi. – Miłego dnia.
- Wzajemnie, kochanie.

          Wyszłam z auli, wciskając notatnik do torby. Na szczęście nasz wykładowca nie przedłużył nam zajęć, więc Luke już na mnie czekać. A przyjechał z jakieś pół godziny temu. Napisał mi dokładnie, gdzie jest tak, bym nie musiała go szukać po całym gmachu uniwersytetu. Jego punkt postojowy, w którym się zatrzymał wcale mnie nie zdziwił. Mianowicie Hemmings okupował automat ze słodyczami.
           Kiedy tylko wyszłam na główny korytarz, od razu zauważyłam jego blond czuprynę, którą jak zwykle miał postawioną do góry. Stał przy wspomnianym przez niego automacie, w towarzystwie kilku dziewczyn, których nie znałam. Śmiech jednej z nich rozniósł się po holu, jakby Luke właśnie powiedział coś mega zabawnego. Uniosłam brwi do góry, z zaciekawieniem spoglądając na tą scenkę. Czyżby Hemmings miał kolejne spotkanie ze swoimi youtuberowymi fankami?
- Hej, Malia! – zawołał z uśmiechem, kiedy szłam w jego stronę. W ręku ściskał czekoladowego, zjedzonego do połowy batona. Odpowiedziałam mu machnięciem ręki. Dziewczyny od razu zerknęły w odpowiednią stronę, mierząc mnie jednocześnie wzrokiem.
- Och, pamiętam cię – powiedziała jedna z nich. Ja za to nie pamiętałam jej. Zupełnie. – Kiedyś siedziałaś obok nas na kanapie i my wtedy rozmawiałyśmy o chłopakach z 5 Seconds of Summer i zapytałyśmy się ciebie o jedną rzecz – pociągnęła jednym tchem. Potem wzięła głęboki oddech, uśmiechając się do mnie. Powoli coś zaczynało mi świtać.
- Całkiem możliwe – odpowiedziałam, kiwając głową.
- Musimy już iść – odezwał się ponownie Luke. – Dzięki za miłą rozmowę.
- Dzięki za tworzenie z chłopakami tak świetnej muzyki – rzuciła druga. Hemmings rozpromienił się jeszcze bardziej. – Czekamy na wasz następny występ na żywo.
- Za niecały miesiąc zagramy znowu w VClub – pociągnął Luke.
- Wiem, wiem… Na pewno będziemy.
- Idziemy? – zapytał blondyn, a ja kiwnęłam mu głową. Oboje pożegnaliśmy się z dziewczynami, a następnie skierowaliśmy się w stronę głównego wyjścia.
          W szybkim tempie dotarliśmy do mojego samochodu. Luke od razu rzucił się w kierunku drzwi od strony kierowcy. Odepchnęłam go stamtąd, a on z niezadowoleniem obszedł auto, by usiąść jako pasażer. Wsiadłam do środka zaraz za nim.
- Czemu nie mogę prowadzić? – mruknął tonem nadąsanego dziecka.
- To mój samochód i…
- Też mi argument. Jestem lepszym kierowcą od ciebie.
- Czyżby? Mam tylko jeden mandat na swoim koncie…
- Za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym – wyrecytował Luke. Uniosłam jedną brew do góry. – No, co? Pamiętam, jak mi opowiadałaś, kiedy jeszcze rozmawialiśmy ze sobą przez internet – dodał, a ja uśmiechnęłam się do niego. Hemmings naprawdę potrafił mnie skutecznie rozczulić swoją pamięcią do takich szczegółów. Faktycznie dostałam mandat w Londynie i to właśnie za przekroczenie prędkości. – Ja nie mam żadnego na swoim koncie.
- Masz za to zatrzaśnięcie w środku kluczyków od auta. Trzykrotnie– odpowiedziałam, wkładając swoje do stacyjki.
- To nie czyni mnie złym kierowcą.
- W sumie racja… Czyni cię zakręconym kierowcą. – Luke prychnął niezadowolony pod nosem. – Poprowadzisz w drodze powrotnej, pasuje?
- W drodze powrotnej będę pewnie tak wykończy zakupami, że pewnie nie będę odróżniał prawej strony od lewej. – Odwróciłam się, a następnie pogłaskałam go po policzku. To od razu wywołało na jego twarzy uśmiech.
- Lepiej ci?
- Tak. Możemy jechać – skwitował, przejeżdżając palcem po mojej dłoni.

          Rozejrzałam się po hali. Supermarket miał na galerii kilka dodatkowych punktów takich, jak apteka, operator jednej z sieci komórkowej czy sklep zoologiczny. Właśnie skończyliśmy rozbić zakupy, gdy nagle Luke zniknął mi z oczu. On i nasz zapełniony po brzegi wózek. Hemmings był zadowolony z przebiegu tego maratonu, jak to samo określił, bo udało nam się zdobyć duży i puszysty biały koc w czarne łaty. Co prawda był tylko jeden, bo reszta się wysprzedała, ale to i tak skutecznie wprawiło blondyna w zadowolenie.
          Dostrzegłam go stojącego kawałek dalej. Chłopak wlepiał swoje błękitne oczy w tablicę ogłoszeń, która wywieszona została przez sklep zoologiczny. Ruszyłam w jego stronę, dokładnie mu się przyglądając. Luke studiował zapisane kartki i zdjęcia, od czasu do czasu uśmiechając się lekko oraz pocierając palcem swoją brodę.
- Dają coś za darmo? – rzuciłam ze śmiechem, stając obok niego. Spojrzałam na ogłoszenia. Ludzie chcieli oddać lub sprzedać zwierzęta. – Nie będziemy mieć psa – dodałam szybko, od razu niemalże zgadując to, co chodziło mu po głowie. Odwrócił się, a jego błękitne oczy spojrzały wprost w moje ciemne tęczówki.
- Dlaczego nie? –jęknął zawiedziony.
- Nie rób tej miny – odparłam, pukając go w ramię, gdy Luke wydął usta do przodu, formując je w lekką podkówkę. – Nie dam się namówić na psa.
- Ale… Byłoby fajnie, gdybyśmy mieli zwierzaka – pociągnął tonem małego dziecka. – Małego szczeniaczka albo już dorosłego psa… Zresztą obojętnie jakiego.
- Luke, pies to cholerny obowiązek – przypomniałam mu, w razie gdyby dostał chwilowej amnezji. – Pies wymaga uwagi od właściciela. Kocham psy, naprawdę i dla tego na razie nie chcę mieć żadnego. Nie chcę, by siedział cały czas sam w domu. A to może mu grozić, gdy twoja kariera się rozkręci.
- A kiedyś?
- Kiedyś na pewno będziemy mieć psa. Sama chciałabym mieć kiedyś psa. – Luke uśmiechnął się, a potem pocałował mnie w skroń. – Idziemy?
- Kupmy sobie królika – rzucił, a ja spojrzałam na niego z niedowierzaniem. –O! Albo chomika! – Złapał mnie za rękę, by przeciągnąć na oszkloną stronę wystawy. Tam mieściły się wszystkie gryzonie i ptaki, jakie można było tu zakupić. Byłam miłośniczką zwierząt i z chęcią przygarnęłabym je wszystkie, ale nie byłam też głupia. Wiedziałam, że te zwierzęta też wymagają sporej opieki. – Zobacz, jakie urocze białe myszki!
- Luke, to też musi regularnie dostawać jeść. Trzeba też czyścić klatkę i w ogóle.
- To może…
- Co się tak nakręciłeś?
- Chcę mieć z tobą pierwsze zwierzątko – jęknął, robiąc przy tym maślane oczy. Weź tu się człowieku teraz trzymaj swoich stanowczych decyzji, kiedy on odwala ci coś takiego. Cholerny manipulant.
- Rybka.
- Co rybka? – zapytał Luke.
- Kupmy sobie rybkę, jako pierwsze wspólne zwierzątko. Rybkę jest łatwiej opanować, niż jakiegoś gryzonia.
- Rybkę? – Chciałam już coś odpowiedzieć, ale Luke szybko mi przerwał. – Czadersko! Chodźmy kupić naszą pierwszą rybkę! – I zanim zdążyłam zareagować, ponownie złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę wejścia do sklepu. – Luke!
- Co?
- Chyba o czymś zapomniałeś – odparłam, zapierając się nogami.
- Co?
- Chcesz zostawić nasze zakupy? – powiedziałam, wskazując na obładowany wózek, który stał przy tablicy ogłoszeń.
- Zapomniałem o nich.
- Wpakujmy to do samochodu, a potem wrócimy po rybkę.
- Obiecujesz?
- Co?
- Obiecujesz, że naprawdę wrócimy? – dopytał, a ja spojrzałam na niego, jak na kosmitę. – Żeby potem tak nie było, że nie będziesz chciała i…
- Wrócimy. Obiecuję ci, że wrócimy – zapewniłam go ze śmiechem.

           Ustawiłam laptopa na stole, nawiązując jednocześnie połączenie z Sharon. Przyjaciółka przed chwilą wysłała mi sms-a, że chce koniecznie mnie zobaczyć i pogadać, bo najnormalniej w świecie się stęskniła. Nie miałam nic przeciwko, szczególnie, że dość dawno się nie kontaktowałyśmy za pomocą komunikatora. Przeprowadzałyśmy jedynie krótkie rozmowy, bo Sharon ciągle siedziała w pracy, a ja miałam na głowie przeprowadzkę.
          Spojrzałam na ekran komputera. Uśmiechnęłam się szeroko, widząc równie uśmiechniętą blondynkę, która z entuzjazmem machała mi do kamery. U nas zbliżał się wieczór, a w Londynie był poranek. Nie dziwiło mnie, więc to, że Sharon siedziała opatulona grubym kremowym szlafrokiem, mając na głowie kompletny nie ład i bałagan.
- Czołem, Australia!
- Czołem, Anglia!
- Jest ten twój? – zapytała, a ja kiwnęłam głową. – Czołem, Lucas!
- Mam na imię Luke! – warknął blondyn, odwracając się od akwarium. W końcu przynajmniej odkleił twarz od szkła, a nasza rybka mogła odetchnąć z ulgą, pozbywając się na trochę natrętnego podglądacza.
- Jak zwykle uroczy – skomentowała Sharon, a ja zaśmiałam się pod nosem. Hemmings nie lubił, jak zwracano się do niego per Lucas. – On nie przyjdzie ze mną pogadać?
- Jest zajęty wgapianiem się w naszego zwierzaka. – Gdy tylko Luke usłyszał, że wchodzę na temat naszego nowego nabytku, od razu zjawił się przy moim boku, wpatrując się w Sharon z szerokim uśmiechem na ustach.
- Szczerzysz się, jakbyś co najmniej został ojcem – skwitowała blondynka.
- Mamy rybkę!
- Ale… Taką rybkę w akwarium czy szykujecie kolację? – Uniosłam brwi do góry i parsknęłam śmiechem. Czasem rozumowanie mojej najlepszej przyjaciółki potrafiło doszczętnie rozwalić mnie na łopatki.
- W akwarium. Zobacz! – rzucił zadowolony Luke, łapiąc za komputer.
           Wstał razem z nim, a następnie podszedł do półki, na której ustawione było kwadratowe, podświetlane, niewielkie akwarium. Postawiliśmy na drobne kamyczki w kolorze beżu, a do tego zieloną wysoką roślinkę i trupią czaszkę zamiast zamku czy innej tandetnej ozdóbki. Wśród tego wszystkiego pływał niebiesko czerwony bojownik, z pięknymi długimi, lekko postrzępionymi płetwami.
- Ładny okaz – pochwaliła nasz wybór Sharon. Chociaż tak naprawdę to Luke ją wybrał. – Podoba mi się.
- Ma nawet imię – pociągnął Hemmings.
- Błagam –jęknęłam, zakrywając twarz rękami.
- Jakie?
- Pingwin – rzucił z szerokim uśmiechem Luke. Nie musiałam długo czekać na reakcję Sharon. Dziewczyna wybuchła tak głośnym śmiechem, że byłam pewna, że zatrząsł się cały laptop w rękach chłopaka. – Co jest złego w tym imieniu?
- Nie ma nic złego – wydusiła z siebie Sharon, która była już cała czerwona na twarzy. – Jest… Wyjątkowe.
- Bo nasza rybka jest wyjątkowa.
- Powiększyła wam się rodzinka – skwitowała blondynka, a potem znów zaczęła się śmiać. – O mieszkańca imieniem Pingwin! 
           Luke prychnął pod nosem, a następnie oddał mi komputer, mamrocząc coś pod nosem. Z tej jego wiązanki wyłapałam, tylko one się nie znają. Przekręciłam oczami, by zaraz wrócić do przerwanej rozmowy z przyjaciółką, która i tak co chwilę chichotała pod nosem. Najwyraźniej imię, na które uparł się Luke było dla niej naprawdę zabawne. Zresztą, wcale jej się nie dziwiłam.  


***
Powoli zbliżamy się do końca tej części. W sumie do zakończenia zostały dwa rozdziały. 
Mam nadzieję, że ta część przypadła Wam do gustu! 

Dziękuję za Wasze komentarze! To motywuje! :)

Dodatkowo mała informacja - dostałam od kumpeli profil na Asku, więc jeśli macie jakieś pytania odnośnie historii - tej czy innej - lub bohaterów, to zapraszam :)


Kolejna część w następny piątek.

Pozdrawiam!

9 komentarzy:

  1. Uwielbiam ich razem - serio! HAHAHA Akcja pod sklepem zoologicznym była boska XD Luke tak bardzo chciał zwierzątko. Ale HEMMO TAKIE IMIĘ DLA RYBKI - PADŁAM HAHAHHAHA PINGWIN!!! Podoba mi się ten rozdział, jest taki pozytywny :)
    czekam na kolejny
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podoba :) Nic nowego, że Luke postawił na takie imię :)

      Usuń
  2. Świetny rozdział!
    Hahahahahah pingwin, mogłam się tego spodziewać po Luku. Ciekawe jak będzie miał na imie ich pies ... a tak z innej beczki to ja też chcę hamak i puszysty kocyk;-) Uwilbiam ich razem, są tacy sweet, ale bez przesady:-)
    Czekam na następny rozdział!
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie nie chcę by byli zbyt sweetaśni. Bo sama nie lubię zbyt sweetaśnych bohaterów i mam nadzieję, że po części mi się to udaje :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Genialny rozdział ;-) Luke czasami zachowuje się, jak dziecko. Sama niedawno dostałam rybki, które jeszcze są bezimienne i chyba nazwę jedną z nich ,,Pingwin'', bo mi się spodobało, a już na pewno jest lepsze od propozycji mojej przyjaciółki, która chciała nazwać rybkę ,,Nie nazywa się''.. Rozdział oczywiście genialny.
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponoć faceci to wieczne dzieci, więc Hemmo wcale daleko nie odchodzi od tego stwierdzenia hah :D HAAHAHAH co za imię dla rybki. Ja mam dwie i jedna jest Rami, a druga Malum :)
      Cieszę się, że Ci się podobał :)

      Usuń