piątek, 12 lutego 2016

S3 - Rozdział 23

Sydney, 25 lutego 2013 roku


          Jeszcze do tej pory rozpamiętywałam ślub i wesele Jacka i Celeste. Za każdym razem chciałam parsknąć śmiechem, gdy przypominałam sobie napitego Bena, który wywijał z Michaelem na parkiecie, mianując go zgrywy jako Michelle, jakby Clifford nagle zmienił płeć. Mówi się, że drużba powinien, jakoś trzymać pion przez całą imprezę, ale najwidoczniej najstarszy z braci miał to w głębokim poważaniu. Nie był jednak, aż tak pijany, by się przewracać czy robić obciach. Trzymał fason, doskonale się przy tym bawiąc.
          Po radosnej nowinie oznajmionej przez młodych, że za niecałe siedem miesięcy pojawi się kolejny Hemmings, wszyscy wpadli w jeszcze lepszy nastrój. Każdy cieszył się szczęściem nowych małżonków, a ze wszystkich i tak najbardziej podekscytowana i nakręcona na wnuka była Liz. Wcale jej się nie dziwiłam. Byłam pewna, że oprócz statusu matki niemalże idealnej, będzie też wzorową babcią.
           Luke i chłopaki trzymali się postanowienia, że nie przegną z alkoholem i faktycznie tego dotrzymali. Całe 5 Seconds of Summer wrócili nad ranem do domu o własnych siłach, bez bełkotania i wymiotowania. Dzięki temu nie musiałam ich niańczyć w drodze powrotnej, ani też na miejscu, bo zawinęli się i szybko poszli spać.
- Malia słuchasz mnie?- zapytał Jesse, kręcąc nosem. Wyrwałam się z przyjemnych wspomnień, które niedawno nabyłam, by spojrzeć na kumpla z roku.
- Przepraszam, co mówiłeś?
- Chodzi o piosenki w ABC Sydney.
- Co z nimi?
- Twój plan się udał – pociągnął, a ja z uśmiechem pokiwałam głową.
- Myślę, że to dobry start.
- Dobry początek – skomentował chłopak, rozsiadając się na sofie.
           Mieliśmy przerwę w zajęciach i czekaliśmy na przyjście Maddie i Alex, które poszły po jedzenie dla całej naszej czwórki. Zazwyczaj na uczelni trzymałam się, tylko z dziewczynami, ale od jakiegoś czasu do tego grona dołączył też Jesse, którego nie dało się nie lubić. W sumie zakumulowaliśmy się ze sobą mocniej od tej małej intrygi w radiu, na której mnie przyłapał.
- Powinniśmy się kiedyś spotkać wszyscy razem – zaczął Jesse. – Póki chłopaki są na tyle anonimowi, że swobodnie mogą się przemieszczać.
- Widzę, że ty wróżysz im wielką karierę.
- Na skalę międzynarodową – dodał ze śmiechem.
- Mówiłam, że cię lubię?
- Bo moje prognozy się sprawdzają?
- Mam nadzieję, że ta się sprawdzi. Chociaż to będzie wtedy jeszcze cięższa praca, z której chyba 5SOS nie do końca zdaje sobie sprawę. Pożyjemy, zobaczymy.
- Myślisz, że Michael mnie lubi?
- Niestety cię rozczaruję, Jesse. Mikey nadal nie zmienił orientacji. Dalej jest hetero.
- Nie chodziło mi o to.
- Och, jasne – rzuciłam ze śmiechem.
- Naprawdę nie.
- O co się kłócicie? – zapytała Maddie, siadając obok mnie. Wcisnęła mi w dłonie sałatkę i plastikowy widelec. Na szczęście była to sałatka z kurczakiem i mnóstwem sosu, a oba te połączenia uwielbiałam.
- Nie kłócimy się – skwitował Jesse, wzruszając ramionami, odbierając od drugiej dziewczyny zawiniętą w filię kanapkę. Alex zmierzyła go wzrokiem.
- Nie mów, że nadal cicho liczysz na to, że Clifford zmieni orientację.
- Kurwa, ty też! – jęknął, a my ryknęłyśmy śmiechem.
- Ja tam ci się nie dziwie, czemu na niego lecisz – skwitowała Maddie, zerkając na niego. – Michael to ciasteczko bez dwóch zdań. Taki niby niepozorny, wyszczekany, ale na swój sposób mega słodki. I do tego jego tatuaże i kolorowe włosy.
- Mówicie o Michaelu z 5 Seconds of Summer? 
            Cała nasza czwórka odwróciła się w stronę dwójki nieznajomych dziewczyn. Wyglądały, jakby były na pierwszym roku. Na ich twarzach malowały się przyjazne i miłe uśmiechy.
- Tak – powiedziała powoli Maddie.
- My też ich lubimy. Za ponad dwa tygodnie mają ponoć znowu wystąpić w VClub. Wiecie może, czy to potwierdzona informacja?
- Potwierdzona – odpowiedziałam szybko.
- Ale ekstra. Dzięki za tak dobrą wiadomość – odparła, a potem pociągnęła swoją milczącą od samego początku koleżankę w głąb korytarza, przez co dziewczyna musiała oderwać ode mnie wzrok. Nie powiem, ale przez chwilę poczułam się, jak jakiś okaz w zoo. 
- Fanki – skwitował Jesse. – Zazdrosna, Malia?
- Zgłupiałeś?
- A jak Luke znajdzie sobie groupies?
- Nie znajdzie –odparłam pewnym siebie głosem. – Chociaż za Michaela to ja się wypowiadać nie mogę – dodałam, robiąc minę niewiniątka.
            Jesse mruknął coś pod nosem, a potem oparł się o oparcie, udając obrażonego na cały świat. Ponownie nasza trójka parsknęła śmiechem. Wiem, że nie powinniśmy sobie z niego żartować, że zadurzył się w heteroseksualnym kolesiu, ale na tym etapie było to silniejsze od nas. Wzdychanie Jesse’go do białowłosego Clifforda było naprawdę urocze, choć chłopak zdawał sobie sprawę z tego, że obiekt jego westchnień jest poza jego zasięgiem.

           Chłopaki już od czterech godzin odbywali próbę w naszej piwnicy, która była przygotowana specjalnie dla nich. Odkąd ich kawałki pojawiły się w radio, intensywność ich pracy wzrosła niemalże dwukrotnie. Nieraz siłą musiałam ich stamtąd wyciągać, przypominając im o tym, że nie są cyborgami i też muszą myć się i spać. Na szczęście wołanie ich na posiłek było o wiele prostsze.
           Krzątałam się przy blacie, przygotowując kolację. Postawiłam na makaron z sosem pomidorowym i kawałkami ostrego kurczaka. Ostatnio miałam wieczną ochotę na mięso. Ale, w końcu od zawsze byłam mięsożerna, więc nie za bardzo mnie to dziwiło. Żyłam w ciągłym biegu i mój organizm nieraz właśnie tak domagał się składników odżywczych, których mu brakowało. Czasem potrafiłam wciągnąć dwie paczki chipsów na raz, gdy nie udało mi się zjeść normalnego posiłku, a potem popić to puszką Pepsi. Wiedziałam, że w jakiś sposób robię sobie tym krzywdę, ale momentami doba była dla mnie zbyt krótka, a ja ucinałam z niej potrzebny czas, spychając jedzenie na mniej ważne tory.
           Podeszłam do drzwi od piwnicy. Otworzyłam je. Przez chwilę dochodziły do mnie podniesione głosy chłopaków. Kiedy pomieszczenie to było zamknięte, nic nie było słychać, dzięki wyciszonym ścianom. Idealne rozwiązanie, jak ma się pod dachem muzyka.
- Kolacja! – krzyknęłam, wychylając się w stronę schodów.
- Zaraz! – odpowiedział Luke.
- Nie zaraz, a teraz! Już!
- Dobra, chwila!
- Teraz! – krzyknęłam tonem nieznoszącym sprzeciwu.
- Dosłownie chwila!
- Za chwilę to wiecie co zrobię!
- Dobra, już idziemy!
           Uśmiechnęłam się triumfalnie, słysząc, jak odkładają instrumenty. Najwidoczniej przeszkodziłam im, w jakiejś zaciętej dyskusji na temat kolejnej starej lub nowej piosenki. Nie wnikałam. Jednak moja groźba poskutkowała tym, że chłopaki w końcu wyłonili się grzecznie z piwnicy. Wiedzieli, że jak tego nie zrobią, to wyłączę im prąd i będą siedzieć w kompletnej ciemności. Już kilka razy to zrobiłam i była to naprawdę dobra metoda do zmuszenia ich do tego, by wyściubili nosy i zjedli kolację.
           Zespół posłusznie usiadł do stołu. Ich oczy skierowały się na mnie, kiedy ja zajęłam się nakładaniem makaronu i sosu. Po chwili przed każdym z nich zatrzymał się pełen talerz i napój w wysokiej szklance. Kątem oka dostrzegłam, jak Calum wpycha jakąś siatkę pod stół. Do najdyskretniejszych Hood nie należał, ale zignorowałam to. I tak w końcu się dowiem, co tam kisi.
- Pachnie pycha – powiedział Michael, nachylając się nad daniem.
- Dzięki. Mam nadzieję, że będzie smakować.
- Smacznego dupki i ty droga przyjaciółko – rzucił Hood, na co parsknęłam cichym śmiechem. Standard w jego wykonaniu.
- Mamy w domu, jakiś alkohol? – wypalił nagle Luke.
- Nie idziecie czasami jutro do pracy?
- Nie chcemy się narąbać – odpowiedział mi Ashton. – Po prostu… Macie w domu, jakiś alkohol? – dodał niewinnym tonem, robiąc przy tym te swoje maślane oczy. 
           Spojrzałam po kolei na każdego, zastanawiając się, co tym razem chodzi im po głowach. Prawda była taka, że choć w jakiś sposób zawsze potrafiłam ich rozgryźć, tak tym razem nie miałam zielonego pojęcia, co takiego planują.
- Alkohol? – Hemmings kiwnął głową. – Mamy wino.
- Idealnie – rzucił Hood. – W barku?
           Zdążyłam kiwnąć głową, a Mulat poderwał się ze swojego miejsca. Cichy szelest dotarł do moich uszu. Któryś z nich ma urodziny? Nie… Pamiętałabym o tym. Uważnie śledziłam chłopaka, który z butelką wina wrócił do kuchni. Wtedy też z miejsca podniósł się Luke. Dopadł do szafki, wyjmując pięć pękatych kieliszków. Po chwili do kolacji pojawiło się czerwone wino.
- Co jest? – zapytałam, w dalszym ciągu bacznie ich obserwując. – Znowu coś przeskrobaliście?
- Kobieto małej wiary – odparł Calum, kręcąc głową.
- Mamy coś dla ciebie – zaczął Ashton z uśmiechem.
- Propozycję… Praktycznie nie do odrzucenia – dodał Michael.
- Plus pewien dodatek – pociągnął Hood.
- Tak, bądźcie tajemniczy – skwitowałam, odkładając widelec. – Mówcie wprost, co wykombinowały te wasze muzyczne mózgi.
- Zamknij oczy – powiedział Luke, stając za moimi plecami.
- Jeśli zrobicie mi jakiś kawał, to ty będziesz mieć najbardziej przesrane, bo mieszkamy pod jednym dachem. Resztą zajmę się później, a moja zemsta będzie powolna i pełna satysfakcji. Satysfakcji oczywiście dla mnie – zagroziłam, machając w ich stronę palcem.
- Zraniłaś me serce –skwitował Michael, łapiąc się za klatkę piersiową. – Przyjaciół się tak nie traktuje.
- Przyjaźń jest dziwna i robi się w niej dziwne rzeczy, dlatego gdy mam zamknąć przy was oczy, to nachodzą mnie pewne obawy.
- Siedź i nie ruszaj się – powiedział Luke, a potem zasłonił mi dłońmi oczy.
- Ej!
- Malia, to tylko chwila. Przecież nie będziemy cię torturować.
- Obiecujesz?
- Jakbym śmiał zrobić ci krzywdę – konturował ze śmiechem Hemmings. – Musisz się odsunąć od stołu. – Podskoczyłam w miejscu, niemalże spadając z krzesła, kiedy blondyn odsunął mnie z siedzeniem do tyłu. – Teraz jest dobrze.
           Po raz kolejny usłyszałam szelest reklamówki. Wokół mnie panowała ciemność, a ja próbowałam wytężyć słuch, by uchwycić ich słowa, ale szeptali zdecydowanie zbyt cicho. Mruknęłam niezadowolona pod nosem, nie mogąc tego przetrzymać.
- Cierpliwość nie jest twoją mocną stroną – skomentował Irwin.
- Sam byłbyś niecierpliwy w takim momencie.
- Dobra… Mała chwila – powiedział Michael, a zaraz po tym, jak skończył, poczułam na nogach coś lekkiego. Położyłam na tym dłonie. Był to miękki materiał. W sumie przypominał tkaninę z klasycznych koszulek.
- Mogę już to zobaczyć?
- Proszę bardzo – rzucił Hemmings, odsłaniając mi oczy.
           Moje ciemne tęczówki od razu zatrzymały się na dwóch koszulkach. Jedna była błękitna, a druga czarna. Obie jednak miały na plecach ten sam napis, a na przedzie logo zespołu. Rozchyliłam usta, wczytując się w treść. 5SOS Manager.
- Wy żartujecie – wydusiłam z siebie, nie mogąc oderwać od nich wzroku. Po chwili przemogłam się i spojrzałam na uśmiechniętych od ucha do ucha chłopaków. – Wkręcacie mnie?
- Jesteś idealna na to stanowisko – powiedział Ashton, siadając naprzeciwko mnie. – Zobacz, ile już dla nas zrobiłaś. Wychodzi ci to.
- Ma rację. Zresztą każdy zespół potrzebuje menadżera – pociągnął Luke.
- A po długich dyskusjach, my postawiliśmy na ciebie – dodał Calum.
- To mi naprawdę schlebia, ale ja się do tej pracy nie nadaję i…
- Zrób to dla nas – zajęczał Michael, niemalże wciskając się na moje kolana. Objął mnie ramionami, przyciskając do swojej klatki piersiowej.
- Jak ją udusisz, to zostaniemy bez menadżera – skwitował ze śmiechem Ashton. – Ale naprawdę jesteś w tym dobra. A chyba nie ma nic lepszego, jak menadżer, który zna cię na wylot.
- I który dobrze cię poprowadzi – dodał Hood. – Który pomoże ci w każdej sytuacji.
- Proszę? – jęknął Michael, robiąc przy tym duże oczy i zwijając usta w dzióbek. – Proszę?
- Chyba macie zbyt wielkie mniemanie o mnie, ja…
- Nie bądź taką pesymistką.
- Jestem realistką, Luke. Nie chcę wam schrzanić kariery.
- Nie schrzanisz. Zresztą my już zadecydowaliśmy – odpowiedział Ashton. – Wejdź w to.
- Proszę? – ciągnął dalej Clifford.
- Dobra, niech wam będzie.
- Tak! – krzyknął Calum, podskakując w miejscu. – Mamy menadżera! Musimy to opić.
- Stąd to wino?- zapytałam ze śmiechem, bo entuzjazm chłopaków zaczął mi się udzielać. Choć z drugiej strony byłam nieco przerażona nową perspektywą współpracy z przyjaciółmi. Naprawdę nie chciałam ich zawieść.
- Stąd – odpowiedział Michael, wstając z moich kolan.
- Wiecie, że będzie to musiało mieć formalne i prawne odzwierciedlenie i w ogóle.
- Wiemy – odpowiedział Luke. – Ale nie tylko my służymy pomocą.
- Moi rodzice też – powiedział z uśmiechem Clifford. – Znają się na prawie. W końcu to adwokaci.
- Okej, to ułatwia sprawę.
- Mniejsza – rzucił Calum. – O tym wszystkim pomyślimy jutro. Dziś zjedzmy miłą kolację i opijmy nowy etap!
- Pasuje – odpowiedziałam, a następnie znów spojrzałam na koszulki. 
           Chyba dostałam nową posadę, a do tego kolejną pracę do wykonywania. Mimo wszystko ponownie na mojej twarzy zagościł uśmiech. Lubiłam wyzwania, a to była dobra okazja do tego, by się sprawdzić. Dodatkowo nie ma nic lepszego, niż zaczynanie czegoś i patrzenie na to, jak wyrasta z małej rzeczy, w coś dużego. A ja nie tylko będę mogła ich poprowadzić, ale także dostawać namacalne efekty wspólnej pracy i wysiłku, jaki w to wszystko włożymy. Coraz bardziej podobała mi się ta perspektywa.



***
Jak widać Malia jednak weszła we współpracę z 5SOS. Tak miało być od samego początku - ten kto widział zwiastun, ten może pamięta, że była tam mowa o wspólnej pracy :D Wiem, że w jakiś sposób nie było to dla Was zbytnie zaskoczenie. Mam jednak nadzieję, że rozdział się podobał :)

Zdecydowanie ta część zleciała mi za szybko. Mam wrażenie, jakbym niedawno publikowała pierwszy rozdział serii trzeciej - a tu już ją kończę. 
Jak można się domyślić, będzie sezon numer cztery. Przerwy między jedną a drugą częścią nie będzie, więc za tydzień pojawi się pierwszy rozdział czwórki :)

Dziękuję Wam za tak miłe komentarze, które znajduję za każdym razem pod rozdziałem. Uwielbiam je czytać. Dodatkowo mocno motywują do dalszego pisania. Dziękuję!

Tradycyjnie jeszcze przypominam o możliwości zadawania mi pytań odnośnie historii i bohaterów na Asku - wiem, powtarzam się, ale może komuś się ta mała informacja przyda :D - Link w kolumnie Menu.

"Widzimy" się za tydzień :)

Pozdrawiam!

12 komentarzy:

  1. Ja widziałam, że Malia to idealna menadżerka dla chłopaków! Biedny Jesse, śmieją się z niego. Co jak co, ale ja jego też polubiłam. Nie mogę się doczekać czwórki :D do za tydzień ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego, co widziałam po komentarzach to większość wciskała ją w rolę menadżera :) Jesse jest w porządku :)
      Mam nadzieję, że część 4 też Ci się spodoba :)
      Pozdrawiam i do za tydzień!

      Usuń
  2. No nareszcie! Bardzo się cieszę, że Malia jest ich menadżerką, serio bardzo się do tego nadaje. Biedny Jesse.. Rozdział oczywiście wspaniały, serio ta część szybko zleciała
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobał :) No, naprawdę zdecydowanie za szybko :)
      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz!

      Usuń
  3. Hej! Rozdział jest świetny zresztą jak zwykle. Czytam wszystkie twoje blogi nawet po kilka razy i chyba nigdy nie będę miała ich dosyć. Nie mogę się już doczekać następnej części i następnych rozdziałów. Ciekawa jestem czym jeszcze nas zaskoczysz. Pozdrawiam i życzę dużo weny. Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za tak miłe słowa:) Cieszę się, że Ci się podobają :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Nigdy nie kończ tego bloga! Uwielbiam Twój sposób pisania, uwielbiam to, że przez Ciebie moge się wczuć w role głównej bohaterki, poprostu... Wow! Pisz i nie kończ, błagam! :* Pozdrawiam, życzę weny i powodzenia w dalszym pisaniu! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo :) Cieszę się, że Ci się podoba :) Ta historia od samego początku miała być dłuższa, więc jeszcze jest trochę do końca, więc blog tak szybko się nie skończy :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Nigdy nie kończ tego bloga! Uwielbiam Twój sposób pisania, uwielbiam to, że przez Ciebie moge się wczuć w role głównej bohaterki, poprostu... Wow! Pisz i nie kończ, błagam! :* Pozdrawiam, życzę weny i powodzenia w dalszym pisaniu! ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. No w końcu! A tak czekałam, czy być może Malia zostanie w końcu ich menadżerem czy też nie, ale na szczęście została! 5sos ma w końcu odpowiednią osobę na właściwym miejscu! Już nie mogę się doczekać nowego sezonu i tego, co wyniknie z tej ich współpracy.
    Weny Roxy! I oczywiście czekam na nn
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać poszła w stronę "nowej pracy" :)
      Dzięki bardzo za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Do you love Pepsi or Coca-Cola?
    ANSWER THE POLL and you could receive a prepaid VISA gift card!

    OdpowiedzUsuń