piątek, 26 lutego 2016

S4 - Rozdział 2

Sydney, 20 maja 2013 roku


           Nawet nie będę ukrywać, że ostatnie dwa dni wypompowały ze mnie energię. Miałam nadzieję, że mój grafik zajęć się rozluźni, ale im bardziej próbowałam go zminimalizować, tym więcej odnajdywałam rzeczy, które czekały na dokończenie bądź zrobienie. Wiedziałam, że niektórych z nich nie da się przełożyć, przez co zarwałam ostatnie noce, aby to jakoś nadrobić.
           Dzisiaj miałam wolne od pracy i szkoły, ale to nie oznaczało, że mogę się wyłączyć i wyluzować. Jak tylko wstałam, ogarnęłam cały dom, zmuszając do pomocy Luke'a. Chłopak choć kręcił nosem, to jednak wziął się do roboty. Potem pognałam na większe zakupy, bo nagle skończył się proszek do prania, płyn do naczyń i mnóstwo innych rzeczy spod hasła chemia. Zaraz po powrocie do domu, ogarnęłam szybki obiad.
           Kiedy chłopaki zabunkrowali się w piwnicy, by pracować nad swoją muzyką, która ma coraz to mocniejsze wzięcie, ja usiadłam przed komputerem. Uśmiechnęłam się do ekranu, gdy zobaczyłam wiadomość ze studia nagraniowego. Internetowa mini płyta 5 Seconds of Summer była gotowa i od jutra będzie można ją kupić. Od razu przystąpiłam do nagłośnienia tej sprawy, dając informację o tym ważnym fakcie na stronie zespołu i ich portalach społecznościowych.
            Przetarłam kąciki oczu, czując, jak powoli zaczynają mnie szczypać i piec. Rozłożyłam się na sofie, by dać odpocząć kręgosłupowi. Nie minęło jednak pięć minut, jak usłyszałam znany mi dźwięk. Ktoś chciał rozmawiać ze mną na komunikatorze. Niechętnie podniosłam się z powrotem do pozycji siedzącej. Odetchnęłam z ulgą, widząc, że nie jest to znowu żadna sprawa służbowa.
- Cześć, Sharon – powiedziałam z uśmiechem, widząc na ekranie roześmianą twarz blondynki.
- Elo, Australia!
- Co u ciebie?
- Nic nowego. Nadal tyram w hotelu rodziców. Lepiej gadaj, jak idzie promowanie chłopaków.
- Jutro będzie można kupić ich internetową płytę. Kilka kawałków, ale…
- Podaj linka, chcę mieć te kawałki!
- Zaraz ci go prześlę.
- Malia?
- Tak? – podniosłam głowę, w momencie, kiedy skończyłam kopiować adres strony. Wkleiłam go w wiadomość tekstową.
- Marnie wyglądasz.
- O, dzięki staram się – mruknęłam, ogarniając z twarzy brązowe kosmyki włosów.
- Mówię poważnie. Jesteś blada, pewnie niedługo dostaniesz pięknych worków pod oczami.
- W sumie już dostałem, ale umiem je zamaskować makijażem.
- Nie chcę gderać i w ogóle, ale czy powinnam się o ciebie martwić?
- Nie, nie musisz. Wszystko jest w porządku – powiedziałam swoją klasyczną formułkę. Sharon przyjrzała się mi uważniej. – Naprawdę.
- Zatyrasz się – skwitowała, nie odrywając ode mnie wzroku.
- Nie.
- Wykończysz się – ciągnęła dalej.
- Wszystko jest w porządku. Po prostu ostatnio mam trochę więcej pracy, ale to minie.
- Oby.

           Na dworze powoli zaczynało się ściemniać. Siedziałam przy kuchennym stole, grzebiąc w papierach. Właśnie skończyłam składać kolejne zamówienie na koszulki i opaski, które można było nabyć na oficjalnej stronie 5 Seconds of Summer. Uporządkowałam też kalendarz – pod względem siebie i zespołu. Był prawie cały pozapisywany, a ja coraz ciężej się w tym wszystkim odnajdywałam.
            Kiedy skończyłam pracę przy CALMM Manager Group, wzięłam się za kolejne zadanie. A raczej zadania. Mianowicie przyszykowanie prezentacji kampanii reklamowej i napisanie krótkiego eseju na Badania marketingowe. Musiałam nadać sobie większe tempo, aby się z tym wszystkim wyrobić jeszcze przed północą.
            Podniosłam głowę do góry, kiedy chłopaki opuścili piwnicę. Zobaczyli, że jestem zajęta i pewnie nie chcieli mi przeszkadzać. Pożegnali się ze mną szybko, a następnie wyszli z domu. Ich głosy szybko ucichły i wokół mnie znów zapanował spokój. Jednak nie na długo, bo zaraz po nich w kuchni zjawił się Luke. Padł na krzesło obok, wlepiając we mnie swoje błękitne oczy.
- Będzie kolacja?
             To jedno pytanie niemalże wyprowadziło mnie z równowagi. Musiałam mocno zacisnąć usta, by nie powiedzieć czegoś, czego później z pewnością bym żałowała. Blondyn zerknął na mnie, lekko zagryzając wargę. Dopiero po jego minie dostrzegłam, że zacisnęłam dłonie w pięści.
- Żartowałem, skarbie – powiedział, chcąc złagodzić sytuację. – Dzisiaj ja coś nam zrobię –dodał, całując mnie w czoło. – Nie przeszkadzaj sobie. Mogą być kanapki?
- Mogą – odpowiedziałam, siląc się na spokojniejszy ton. Musiałam wziąć kilka głębszych oddechów.
- Herbaty?
- Tak, dzięki.
             Zerknęłam na niego w tym samym momencie, kiedy on patrzył na mnie. Uśmiechnął się, chcąc pewnie polepszyć moje samopoczucie. Kochałam ten jego uśmiech i naprawdę potrafił sprawiać, że czułam się lepiej, ale w danej chwili ledwo do mnie dotarł. Gdzieś w środku przyznałam się sama przed sobą, że przy takim nawale obowiązków i spraw, potrzebowałabym dodatkowego mózgu i pary rąk, która by mi pomogła.
             Luke w ciszy szykował jedzenie, a ja wróciłam do robienia prezentacji. Wyłączyłam się zupełnie, dlatego odrobinę się wystraszyłam, kiedy Hemmings znalazł się znów obok mnie. Usiadł na krześle, przesuwając w moją stronę parujący kubek z herbatą.
- Dzięki.
- Zrób sobie chwilę przerwy na zjedzenie kolacji .
- Momencik.
- Malia?
- Luke?
- Skarbie?
             Przekręciłam oczami, bo spojrzał na mnie w sposób nie znoszącym sprzeciwu. Bałam się tego, że zaraz skonfiskuje mi komputer. Posłusznie, więc odsunęłam od siebie laptopa, a następnie zabrałam się za szybkie jedzenie.
- Może zwolnij.
- Muszę dokończyć tą prezentację i jeszcze dzisiaj ją wysłać.
- Nie trzeba było odkładać tego na ostatnią chwilę.
- Nie miałam na nią wcześniej czasu!
- Malia? – Zacisnęłam usta.- Nie krzycz na mnie.
- Przepraszam.
- Ostatnio dzieje się z tobą coś złego. Martwię się.
- Nie ma potrzeby.
- Jest. Przepracowujesz się. Będziemy musieli jakoś temu zaradzić. – Dotknął dłonią mojego policzka. Jego palce delikatnie przesunęły się po mojej skórze. Ten mały gest spowodował, że zrobiło mi się cieplej. W jakiś sposób się rozluźniłam. – A teraz jedz.

             Luke zszedł na dół. Podniosłam głowę znad ekranu laptopa w momencie, kiedy zatrzymał się obok. Spojrzałam na niego. Był w samych bokserkach, gotowy do snu. Skrzyżował dłonie na klatce piersiowej, kręcąc nosem. Zupełnie nie wiedziałam, o co mu chodzi.
- Co jest, Pingwinku?
- Byłem pewny, że jesteś już w łóżku. – Fakt poszłam pod prysznic przed nim. – Skończ pracę na dziś. Wykończysz się.
- Muszę to dokończyć, to na zajęcia.
- Malia, proszę. Potrzebujesz odpoczynku i snu.
- Dosłownie mała chwila. Jestem na końcówce podsumowania prezentacji – odpowiedziałam, pomijając fakt, że do napisania mam jeszcze mały esej na te przeklęte Badania marketingowe. On nie musiał o tym wiedzieć.
- Masz dziesięć minut.
- Piętnaście.
- Jedenaście.
- Czternaście.
- Masz dwanaście i pół minuty. Jeśli po takim czasie nie będziesz w łóżku, to…
- To? – zapytałam, unosząc jedną brew do góry, by się z nim podroczyć. – Kradniesz mi cenny czas, przystojniaku.
- Jesteś niemożliwa.
- Zaraz pójdę spać – skłamałam, a on kiwnął głową.
              Nachylił się w moją stronę. Musnął swoimi ustami moje usta, by po chwili połączyć nas w pełnym pocałunku, na który od razu odpowiedziałam. Oderwał się ode mnie, a jego gorący oddech z nutką mięty, owiał moją twarz. Cmoknął na odchodnym mój nos, a następnie odwrócił się i ruszył w kierunku schodów. Słyszałam, jak znalazł się na górze, a następnie wszedł do sypialni. Westchnęłam ciężko, wracając do prezentacji.
              Minęło dokładnie trzynaście minut, jak Luke zjawił się na dole ponownie. Hemmings był dokładny, co do wyznaczonego mi czasu. Stał niezadowolony za moimi plecami, czekając, aż zapiszę plik. Zdążyłam to zrobić, a on minął mnie i od tak zabrał mi komputer, odstawiając na drugi koniec stołu.
- Luke!
- Do łóżka – rozkazał, wskazując palcem schody.
- Nie jesteś moim ojcem.
- Wiem, ale to nie zmienia faktu, że w tym momencie chcę byś się mnie posłuchała. Nie możesz tak tyrać. Wiesz, która godzina?
- Oświeć mnie.
- Jest prawie dwunasta. Wstajesz o szóstej rano, bo masz dyżur.
- Wymień mnie na inny model, który będzie ci bardziej pasował – odpowiedziałam, opierając się o oparcie z widoczną złością na twarzy. 
             Luke mocniej zacisnął usta, a następnie odwrócił się i ruszył na górę. Świętnie. Niech się jeszcze na mnie obrazi. W sumie sama przyłożyłam do tego rękę. Chciał dobrze, a ja musiałam wypalić, z czymś głupim.
             Podskoczyłam, kiedy Hemmings trzasnął głośniej drzwiami od sypialni. Spojrzałam na swoje dłonie, czując palące poczucie winy. Westchnęłam pod nosem, a następnie podniosłam się z miejsca i ruszyłam za nim. Musiałam załagodzić ten nasz mały konflikt w miarę szybko. Nienawidziłam, kiedy się na siebie wściekaliśmy.
             Weszłam do sypialni, w której panowała ciemność. Luke leżał na boku, wciśnięty w kolorową poduszkę. Jego ramię zaciskało się na kołdrze. Zbliżyłam się do łóżka, a następnie weszłam na materac. Przysunęłam się do niego, obejmując go ciasno ramieniem. Przez chwilę wsłuchiwałam się w jego równy oddech. Cieszyłam się, że mnie nie odtrącił. To dawało mi znać, że nie jest, aż tak mocno wkurzony, jak mógłby być.
- Pingwinku… Przepraszam. Nie chciałam powiedzieć, czegoś takiego.
- Ale powiedziałaś. Zasugerowałaś mi, że jak mi się coś nie podoba, to mam cię zostawić.
- Przepraszam – powtórzyłam, całując jego kark. Poczułam, jak przechodzi go szybki dreszcz. – Nie chcę byś mnie zostawiał. Nie chce byś kiedykolwiek mnie zostawił. – Puściłam go, kiedy Luke przekręcił się na plecy. Mój wzrok już przyzwyczaił się do panującej tu ciemności, więc wiedziałam, że patrzy wprost na mnie.
- Nigdy tak nie myśl i nie mów, jasne? Kocham cię i nie wyobrażam sobie, by ktoś mógł cię zastąpić.
- Przepraszam.
- Już starczy – rzucił, a ja wyczułam, że się uśmiecha. Odpowiedziałam tym samym, odnajdując jego usta. Pocałowałam go. – A teraz spać. Musisz rano wstać.
- Jasne. – Luke odwrócił się, a ja zrobiłam zaskoczoną minę. Po chwili zaśmiałam się.
- Tak, dokładnie – odparł, jakbym zadawała mu jakieś pytanie. – Dziś ty robisz za dużą łyżeczkę.
- Mi pasuje. 
              Położyłam się za nim, obejmując go ramionami i jednocześnie wtulając się w jego plecy. Była to idealna pozycja do tego, by wymknąć się z sypialni, jak tylko zaśnie. W końcu musiałam jeszcze napisać ten esej. Na szczęście profesor nie chciał długich prac. Miało być krótko, zwięźle i na temat. Byłam pewna, że ogarnę się w jakieś dwie godziny. Najpierw jednak musiałam odczekać, aż blondyn pogrąży się we śnie.
              Gdy tylko usłyszałam jego równy i miarowy oddech, powoli odsunęłam się od niego. Wstałam z łóżka i na palcach dotarłam do drzwi. Następnie w szybkim tempie zeszłam po schodach, starając się nie robić hałasu. Dopadłam do komputera, wracając do swojej pracy. Czasu miałam niewiele, a musiałam zaliczyć trochę snu przed pójściem do pracy. Na całe szczęście Luke mnie nie przyłapał, a ja skończyłam esej, gdy dochodziła godzina trzecia. Teraz dopiero mogłam legalnie oddać się wypoczynkowi. Który niestety trwać będzie, tylko do szóstej. 


***
Jak widać Malia ma pewne kłopoty z nadmierną ilością obowiązków. Oby tylko dziewczyna to wytrzymała :) Mam nadzieję, że rozdział, choć spokojny to przypadł Wam do gustu.

Dziękuję Wam za wszystkie komentarze!

Przypominam - standardowo - o możliwości zadawania mi pytań odnośnie fabuły i bohaterów na Asku - link w kolumnie Menu.

Kolejna część w następny piątek.

Pozdrawiam!

9 komentarzy:

  1. Super <3. A możesz dodać wcześniej? błagam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, ale niestety rozdział nie pojawi się wcześniej. Mam co prawda jeden w zapasie, ale w tym tygodniu mogę mieć problemy z czasem, a nie chcę później na szybko pisać coś co nie będzie miało ładu i składu. Piszę kilka historii, więc muszę zawczasu ustawiać sobie takie rzeczy :)

      Usuń
  2. Oj Malia, Malia. Ty to taka buntowniczka się zrobiłaś! Oczywiście nie licząc spraw łóżkowych... Mniejsza. Luke, taki mały, słodki, obrażalski blondynek. Uwielbiam go. Hehe, jestem tylko ciekawa kiedy tak pożądanie wkurzy się Hemmings i wreszcie pokaże kto tu ma rządzić! XD
    Jak zwykle rozdział genialny! Czekam na kolejny, życzę weny i powodzenia w kolejnym rozdziale!:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nadejdzie w końcu ten dzień, w którym Luke przejmie stery i zacznie się rządzić w domu :)
      Cieszę się, że Ci się podobało :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Biedna Malia.. Jak ona w ogóle może jeszcze pisać cokolwiek po ciężkim dniu w środku nocy? Ja wtedy już nie potrafiłabym myśleć. Czekam na następny, a ten rozdział oczywiście wspaniały, jak zwykle

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak trzeba to trzeba - to wiem z doświadczenia :) Chociaż mi się najlepiej pracuje i myśli właśnie w nocy :)
      Cieszę się, że się podobał.
      Dzięki za komentarz :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. No ładnie.. Oby Malia od tej roboty faktycznie nie padła, bo jak narazie to łatwo nie ma. Luke jak się o nią troszczy, chociaż z tym posiłkiem to prawie ją z równowagi wyprowadził :D
    Czekam na nn
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łatwo nie ma, ale może kiedyś jej się "zluzuje" ta praca :) Czas pokaże :) Hahah fakt :D
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam :)

      Usuń