piątek, 4 marca 2016

S4 - Rozdział 3

Sydney, 02 czerwca 2013 roku


          Dziś był ważny dzień dla 5 Seconds of Summer. Mianowicie radio ABC Sydney urządzało na plaży koncerty z różnymi wykonawcami. Dyrektor muzyczny zaprosił też na to wydarzenie chłopaków. Dodatkowo potraktował ich, jako ten większy i bardziej popularniejszy zespół, dzięki czemu na koncie grupy pojawiło się całkiem przyzwoite wynagrodzenie. Byłam zaskoczona sumą, bo do tej pory wpadały nam niewielkie kwoty. Ale dopiero raczkujemy w tym biznesie, więc nie możemy mieć wszystkiego od razu.
           Chłopaki dostali dokładnie czterdzieści pięć minut na występ. Mniej popularne zespoły otrzymały, tylko dwudziesto lub trzydziesto minutowe wystąpienia. Mieli grać od piętnaście po szóstej do siódmej. Akurat wtedy przypadał mój dyżur w szpitalu. Luke jednak wybłagał mnie o to, bym jako ich menadżer nie zostawiała ich w tak ważnym dniu. Dlatego musiałam się mocno pogimnastykować, by wydusić wolny dzień. Na szczęście to mi się udało.
           Całe to dzisiejsze wydarzenie zostało nagłośnione również z naszej strony. Wstawiłam informację o koncercie w każde możliwe miejsce w internecie, między innymi Facebook, Twitter, nasza strona internetowa, a także YouTube. Liczyłam na to, że ta wiadomość dotrze do każdej zainteresowanej osoby. Chciałam, by przyszło naprawdę dużo osób. Może dzięki temu chłopaki będą zapraszani na takie eventy częściej.
           Radio wymagało, by wszystkie przywiezione przez nas rzeczy, w tym instrumenty były wyraźnie podpisane. Pewnie organizatorzy obawiali się tego, że przy takiej ilości artystów, wszystko się ze sobą pomiesza. W związku z tym od rana zarządziłam, by chłopaki dokładnie sprawdzili swój sprzęt, a potem zebrali je w jedną kupę, byśmy mogli je oznaczyć. Zamówiłam do tego naklejki formatu A5 z nazwą i logo zespołu. Wręczyłam je Ashtonowi, który porozwieszał to na każdym pudle, jakie mieliśmy zabrać.
- Sprawdźcie, czy macie wszystko – powiedziałam po raz kolejny, zaglądając do notesu. Wolałam powtórzyć im to z milion razy, by potem nie było jęczenia, że czegoś się nie zabrało. – Co z perkusją?
- Jest już na przyczepce – odpowiedział Irwin, sprawdzając, czy każdy pakunek ma nalepkę.
- Jest oznaczona?
- Nie wiem.
- Luke!
- Tak? 
           Hemmings i Clifford wynurzyli się z kuchni. Zauważyłam napchane policzki Michaela, więc byłam pewna, że ta dwójka uciekła od roboty, by potajemnie przed nami wszystkimi wsunąć ciastka, które kupiłam dziś rano. Na twarzy winnego pojawiły się lekkie rumieńce, jakbym przyłapała go na gorącym uczynku. Nawet nie musiałam pytać, co pochłania, bo jego mina mówiła wszystko. Luke zaś dalej grał niewiniątko.
- Sprawdź, czy perkusja Asha jest oznaczona nalepką – poprosiłam, wracając do listy, którą miałam przyszykowaną w kalendarzu.
- Jest – wymamrotał Clifford. Uniosłam brwi do góry, kiedy kilka okruchów z ciastka, wyleciało mu z budzi. Zaśmiał się nerwowo.
- Wiecie, że to było dla wszystkich – powiedziałam powoli, machając na nich palcem. Hemmings założył dłonie za plecy i zaczął bujać się na stopach, niczym pięciolatek. – Miało być do kawy…
- Nie wiem skarbie, o czym mówisz – wydusił z siebie blondyn.
- Fajnie by było, gdybyś chociaż umiał kłamać- skwitowałam, przekręcając oczami. – Wiecie, że Calum się wkurzy, że zjedliście te ciastka bez niego?
- Ale ci się włączył ton… Teraz jesteś naszą przyjaciółką, czy przejmujesz rolę menadżera? – pociągnął Michael, gdy zdołał przełknąć to, co miał w buzi.
- Serio? – wydusiłam z siebie, mierząc go wzrokiem od wysokich trampek, po biało czarne włosy.
- To ja sprawdzę te naklejki – powiedział i szybko wyszedł z domu. Usłyszałam cichy chichot Ashtona, który z każdą minutą wzrastał. Luke lekko zagryzł wargę, delikatnie się uśmiechając.
- Jak wielkie mam kłopoty? – zapytał, wlepiając we mnie swoje błękitne oczy.
- Oszaleję z wami – mruknąłem, kręcąc głową. Blondyn dołączył do śmiejącego się perkusisty. – I tobie akurat nie powinno być do śmiechu – pociągnęłam, wskazując na niego palcem. – Liz nauczyła cię przecież dzielenia się z innymi…
- Zmieniasz się w mamusię – przerwał mi Ashton.
- Nie wcinaj się cukiereczku, bo sam zaraz dostaniesz wezwanie na dywanik.
- Malia obetnie ci pasję – rzucił Luke. Prawie zazgrzytałam zębami. – No, już… Kochasz nas, więc się uśmiechnij.
            Zdążył tylko to powiedzieć, a do salonu wpadł Calum. Jego policzki były lekko czerwone, a szczęka mocno zaciśnięta. Spojrzał na Hemmingsa, jakby ten wyrządził mu największą krzywdę na świecie. Uśmiechnęłam się triumfalnie, widząc na własne oczy to, że miałam racje. Chłopaki wyżarli ulubione ciastka Hooda, choć wszyscy mieliśmy się nimi podzielić. Byliśmy klasyczną paczką przyjaciół, którzy potrafili się wściekać o najmniejsza błahostkę. Chociaż Calum uznałby to raczej za tragedię wysokiego stanu, bo to w końcu były te konkretne czekoladowe ciastka z lekkim kremem w środku. A za nie pewnie by sprzedał własną gitarę, byleby je mieć.
- Słyszałaś to?! – warknął tak głośno, że ja i Ash, aż podskoczyliśmy. – Zjedli je! Clifford się przyznał! Wpieprzyliście wszystkie, co do jednego! – ciągnął z wyrzutem, świdrując blondyna wzrokiem. 
            Luke spojrzał na mnie z nadzieją, pewnie licząc, że się za nim wstawię. Takiego, maleńki. Sama chciałam wciągnąć swoją działkę przy kawie. Chyba muszę zmienić w tym domu skrytkę na słodycze. Chłopaki zdecydowanie za często się do niej dobierają.
- Wiesz, Cal…
- Nie Caluj mi tu ty… ty… Blond żyrafo, ty… Jak mogłeś ty…
- Zapowietrzył się – skwitował Irwin, a potem wcisnął twarz w koszulkę, by nie wybuchnąć śmiechem. 
            Sama musiałam mocno zacisnąć usta, by do niego nie dołączyć, bo wtedy i my byśmy wylądowali na czarnej liście Mulata. Calum niewiele myśląc rzucił się w stronę kanapy, a potem cisnął z całej siły poduszką w zaskoczonego Hemmingsa. Poducha trafiła go prosto w twarz. Odbiła się, a następnie klapnęła na podłogę.
- Jak ja was nie cierpię!
- Dobra, już jest spokój - wtrąciłam się, kiedy Hood poczerwieniał jeszcze bardziej. Ashton w tym momencie wydał z siebie przeciągnięty piszczący dźwięk. Łzy napłynęły mu do oczu. Walczył ze śmiechem dalej. – Wracając z występu zahaczymy o sklep i dostaniesz swoją działkę ciastek. Tylko dla ciebie.
- A ty nie dostaniesz nic, palancie – skwitował Calum, a następnie doskoczył do mnie, wtulając się w moje ciało. 
             Pogłaskałam go po głowie, jakby był małym skrzywdzonym chłopcem. Luke prychnął pod nosem, zezując na niego. Po chwili warknął, gdy Hood pokazał mu środkowy palec. Oni naprawdę są, jak duże dzieci. Faceci chyba nigdy nie wydorośleją i nie znajdą się na takim samym poziomie, jak my kobiety.

             Do rozpoczęcia występu zostało około dziesięciu minut. Aby obeszło się bez żadnych niespodzianek, poprosiłam ich by siedzieli w jednym miejscu i nie rozchodzili się, co by później nie trzeba było nikogo szukać. W dodatku kręciło się tu za kulisami tak wiele osób, że naprawdę można było się pogubić i mocno zdezorientować. Szczególnie, że zaplecze nie było jakoś specjalnie przygotowane, na takie spore liczby ludzi. W dezorientowanie wprowadzała też publika, którą doskonale było słuchać. Panował tu chaos, choć w pewnym stopniu był on kontrolowany przez organizatorów.
             Widziałam, że każdy z chłopaków jest zestresowany występem. To było po nich widać. ABC Sydney naprawdę zgromadziło olbrzymią publiczność, która ledwo się mieściła na wyznaczonym dla nich terenie. Nie dziwiłam się, więc temu, że się denerwują. 
            Michael skupiał się na swoim telefonie, a po ruchach jego dłoni wiedziałam, że pewnie rozładowuje się na swojej ulubionej gierce. Ashton i Calum siedzieli kawałek dalej na skrzyniach od perkusji, rozmawiając. Obojgu lekko trzęsły się dłonie. W takich momentach najgorzej reagował Luke. O ile pozostała trójka całkiem nieźle ukrywała podekscytowanie i zdenerwowanie, tak blondyn nie potrafił udawać. 
            Spojrzałam na niego po raz kolejny. Był blady, jak ściana. Błękitne oczy utkwione miał w butach, jakby to one były tu najciekawsze. Co jakiś czas przechodził go dreszcz, jakby nagle zrobiło mu się zimno. Kiedy zaczął nerwowo przełykać ślinę, chwyciłam za butelkę z wodą i podeszłam do niego. Luke siedział na podłodze, więc aby się z nim zrównać, musiałam ukucnąć.
- Pingwinku? – Podniósł głowę i spojrzał na mnie. – Będzie dobrze.
- Ja wiem – rzucił, przecierając jedną dłonią twarz. – Tylko… Nie ważne.
- Ważne. Mi musisz mówić wszystko.
- Nie będziesz się ze mnie śmiać?
- Oczywiście, że nie – odparłam, przejeżdżając ręką po jego ramieniu.
- Jest mi niedobrze – powiedział cicho, jakby się bał, że ktoś może nas usłyszeć.
- Od stresu? – Pokiwał głową, ponownie ciężko przełykając ślinę. – Będziesz wymiotował? – Teraz dla odmiany pokręcił głową. Odkręciłam butelkę i podałam mu ją. – Napij się, a potem zacznij oddychać, tak jak to ćwiczyliśmy w domu. Zaraz ci to wszystko przejdzie.
- Nie chcę się porzygać na scenie – wymamrotał, marszcząc nos.
- Nic się takiego nie stanie. Nie wymyślaj sobie takich scenariuszy. Masz tak pod wpływem stresu. Wystarczy, że chociaż odrobinę się uspokoisz, a poczujesz się lepiej. Zresztą, przypomnij sobie, jak się czujesz na scenie. Kiedy się na niej pojawiasz, wszystko mija, prawda? – Znowu pokiwał głową. – To normalne, że się denerwujesz. Musimy, tylko zminimalizować stres do minimum. Sam zawsze mówisz, że pierwsza minuta jest najgorsza.
- Malia…
- Tak?
- Uspakajasz mnie.
- Mówiłam, że ta technika oddychania się sprawdza – powiedziałam zadowolona, pukając go w butelkę, by wziął kolejny łyk. Zrobił to od razu. – Mi też wielokrotnie pomagała, jak miałam jakąś stresującą sytuację i…
- Nie – przerwał mi z lekkim uśmiechem. Dostrzegłam, że na jego policzkach pojawiły się lekkie rumieńce. Luke powoli wracał do normalnego stanu. – Technika też jest dobra, ale to nie ona mnie skutecznie uspakaja.
- A, co? Wyobrażasz sobie, że wszyscy ludzie są nago lub zamiast nich, stoi przed tobą stado słodkich pingwinów? – Blondyn zaśmiał się cicho i znów pokręcił głową. – To ja już nic nie rozumiem.
- Ty mnie uspokajasz – odparł, łapiąc mnie za rękę. – Ty i sposób, w jaki do mnie mówisz. Twój głos mnie uspokaja.
- To słodkie – wydusiłam z siebie, a potem szybko pocałowałam go w nos. – Może powinnam to opatentować?
- Nie. Jesteś, tylko moja.
- Pewnie i tak na nikogo innego, by nie działało. W sumie skutek mógłby być odwrotny. Mogłabym kogoś porządnie wkurzać. Pewnie wielu, by się takich znalazło –powiedziałam, a Luke zaśmiał się po raz kolejny. – Lepiej ci?
- Zdecydowanie lepiej.
- To dobrze, bo za pięć minut zaczynacie.

            Chciałam dobrze widzieć chłopaków, więc jak tylko wyszli na scenę, ja szybko przemierzyłam dystans, jaki mnie dzielił od pierwszych rzędów publiczności. Ochroniarz wypuścił mnie bokiem, więc mogłam wcisnąć się z brzegu do pierwszego rzędu i mieć całkiem niezły widok na 5 Seconds of Summer. Wyciągnęłam z torby aparat, aby zrobić kilka zdjęć. Pożyczyłam go od Liz, a mama Luke'a naprawdę dysponowała dobrym sprzętem. Chciałam, by fotki były, jak najlepszej jakości, aby kilka z nich zamieścić na stronie i portalach społecznościowych. Dodatkowo nagrałam też jeden filmik, gdy chłopaki wykonywali Beside You. Miałam tylko nadzieję, że będzie ich chociaż odrobinę dobrze słychać.
            Chłopaki trochę wydłużyli swój pobyt na scenie, bo publiczność domagała się bisu. I to nie jednego. Co mnie naprawdę mocno cieszyło. Niestety nie mogli wrócić po raz drugi, bo w kolejce na swój występ czekał następny zespół. Za to, jak tylko wyszliśmy z sektora A, który był przeznaczony dla wszystkich występujących, do chłopaków dorwali się fani. Zapakowanie naszych bagaży musiało poczekać. Ani mi, ani im to jednak nie przeszkadzało. 5 Seconds of Summer z szerokimi uśmiechami na ustach, pozowali do zdjęć, rozmawiali i wymieniali uwagi odnośnie występu. Nawet ja włączyłam się do tego niewielkiego tłumu, robiąc za amatorskiego fotografa. Mianowicie bez zająknięcia się, łapałam za kolejne wciskane mi w dłonie telefony, by zrobić ich właścicielom fotki.

            Nie chciało mi się robić kolacji, szczególnie po takich emocjach i tym wszystkim, co się działo. Dlatego w drodze do domu wstąpiliśmy do niewielkiej restauracji, aby tam zjeść coś ciepłego. Oczywiście najpierw musieliśmy zatrzymać się przy sklepie, bym mogła kupić Calumowi obiecane mu wcześniej ciastka. Byłam pewna, że Hood o nich zapomniał, ale chłopak miał jednak całkiem niezłą pamięć, jeśli w grę wchodziły jego ulubione łakocie.
            Cała nasza piątka była głodna, więc postawiliśmy na duże hamburgery, aby porządnie się napchać. A porcje naprawdę były ogromne. Wątpiłam w to, czy wcisnę go całego, choć był przepyszny. Albo po prostu tak mocno mi smakował, bo byłam tylko na śniadaniu, rogalu z czekoladą i czterech kubkach kawy.
- To było niesamowite – pociągnął Ashton, wycierając usta serwetką. – Kiedy słyszałem, jak połowa publiczności śpiewa naszą piosenkę, to myślałem, że się ze szczęścia popłaczę.
- Nie tylko ty stary. Mnie, aż wcięło – odparł uśmiechnięty Michael.
- Wyobraźcie sobie to, jak by to było, gdyby kiedyś cały tłum śpiewał, a my byśmy tylko grali. Kiedy to oni prowadziliby słowa – powiedział Calum rozmarzonym głosem. – To jest dopiero jazda. To skupisko głosów, tworzące jedną wspólną całość.
- Może kiedyś tak będzie – wtrąciłam, a następnie ugryzłam kawałek hamburgera. – Wszystko przed wami
- Prowadź nas w tym kierunku – odparł Luke.
- Jakby to powiedział Yoda: kierunku w tym nas prowadź – rzucił Clifford, a my parsknęliśmy śmiechem.
            Poczułam wibrację w kieszeni, a potem doszedł do mnie dźwięk znanego dzwonka. Wyciągnęłam komórkę. Spojrzałam na ekran i prawie jęknęłam pod nosem. Dzwonili z pracy. Miałam cichą nadzieję na to, że nic się nie wydarzyło i że to tylko kontrolna rozmowa. Szybko wstałam, przepraszając chłopaków, a następnie odbierając, wyszłam z lokalu.
- Tak?
- Malia, wiem, że miałaś mieć dzisiaj wolne, ale mamy urwanie głowy – powiedział Dave, mój kolega z pracy. – Kierownik zmiany kazał mi cię ściągnąć.
- Co się stało?
- Dwóch naszych się rozchorowało, Joseph pokłócił się z dyrem i rzucił robotę, a Alan złamał rękę, wychodząc z karetki. Zahaczył o nosze i wyleciał na zewnątrz, roztrzaskując sobie kość w nadgarstku.
- Bez jaj – wydusiłam, starając się nie brzmieć na zbyt niezadowoloną.
- Muszę cię ściągnąć do roboty. Chcieliśmy zwołać chłopaków z dwudziestki siódemki i dwudziestki ósemki, ale cała szóstka jest poza Sydney. Było by to jeszcze do wykonania, ale Cody ma urodziny, więc wybrali się na ryby i wszyscy już są w stanie nietrzeźwym.
- Jasne, spoko. Postaram się być, jak najszybciej.
- Super. Odbijesz sobie ten wolny dzień w innym terminie.
- Okej.
- Malia?
- Tak?
- Naprawdę przepraszam.
- Daj spokój, bywa.
- W takim razie do zobaczenia.
- Do zobaczenia – odpowiedziałam i rozłączyłam się.
            Wsunęłam do kieszeni telefon. Byłam wkurzona, że muszę wracać do roboty. Szczególnie, że byłem w stu procentach pewna, że szybko z niej nie wrócę. Odwróciłam się, spoglądając przez okno. Łatwo odnalazłam wzrokiem chłopaków. Dalej siedzieli przy stoliku, jedząc, rozmawiając i śmiejąc się. W tym momencie zazdrościłam im tego, że mają ten wieczór wolny. Wzięłam głęboki oddech i weszłam z powrotem do restauracji. Podeszłam do stolika. Od razu cztery pary oczu skupiły się na mnie.
- Muszę jechać do pracy.
- Co? Ale… Miałaś mieć dzisiaj wolne – mruknął niezadowolony Luke, który momentalnie przestał się uśmiechać.
- Wiem, ale to nagła awaryjna sytuacja.
- Nie zjesz nawet do końca? – zapytał Ashton.
- Nie, spieszę się. Złapię zaraz taksówkę. – Chwyciłam za torebkę i przewiesiłam ją sobie przez ramię. – Któryś z was ma pieniądze, by za to zapłacić? – Cała czwórka podniosła ręce do góry. – Dobra, uregulujcie rachunek, a ja się z wami rozliczę.
- Nie będziesz się ze mną rozliczać – powiedział Luke, który nadal miał skwaszoną minę.
- Stawiasz stary? – rzucił Calum. Blondyn pokazał mu środkowy palec. – Jezu… Przecież żartuję, nie?
- Trzymajcie się i widzimy się…
- Jutro – skwitował Michael z uśmiechem.
- Mi pasuje. Jeszcze raz gratuluję udanego występu – pociągnęłam, ściskając szybko każdego po kolei. Na samym końcu objęłam Luke'a, by dodatkowo sprzedać mu szybkiego całusa.
- Nie wracaj…- zaczął Hemmings.
- Wiem, wiem – przerwałam mu z uśmiechem. – Jak nie podrzuci mnie Chris, to wezmę taksówkę. A teraz spadam, bo mnie rozszarpią. – Machnęłam im ręką, a następnie wyszłam z restauracji. Bosko… Naprawdę nie miałam ochoty odbębniać tego dyżuru.

           Było po piątej rano, kiedy w końcu weszłam do domu. W tym momencie nie byłam zmęczona. Byłam cholernie padnięta i marzyłam, tylko o łóżku. Rzuciłam torbę z ubraniami na sofę. Rozpakuję ją później. Dobrze, że w szpitalu miałam zapasowe ubrania, bo bym musiała się jeszcze po nie wracać. Ściągnęłam buty i poczłapałam w stronę schodów, czując, jak boli mnie kręgosłup. W tym momencie naprawdę zaczęłam się zastanawiać, jak długo pociągnę pracując z chłopakami i w pogotowiu, dodatkowo studiując w trybie dziennym.
           Jak tylko weszłam do sypialni, od razu przestałam o tym myśleć. Spojrzałam na śpiącego blondyna, który wyglądał naprawdę uroczo. Luke przyciskał policzek do poduszki, trzymając pod nią jedną dłoń. Kołdra zjechała mu poniżej pasa, odsłaniając kawałek kolorowych bokserek oraz całą jego klatkę piersiową. Złapałam za piżamę i ruszyłam do łazienki, aby szybko się przebrać i umyć zęby. Brałam prysznic w szpitalu, więc nie musiałam tego powtarzać w domu. I całe szczęście, bo pewnie bym kompletnie odpłynęła i zasnęła na stojąco.
            Wyszykowana do snu, wróciłam do sypialni. Weszłam powoli na materac, nie chcąc robić gwałtownych ruchów, by nie obudzić śpiącego. Przybliżyłam się do niego, wsuwając się jednocześnie pod kołdrę. Poprawiłam ją także Lukowi. Zdążyłam ułożyć się na poduszce, a ramię chłopaka od razu owinęło się wokół mnie.
- Dopiero wróciłaś? – zapytał cicho, a ja usłyszałam w jego głosie chrypkę.
- Dopiero.
- Nie lubię twojej pracy – dodał, a ja wcisnęłam się w jego ciało. Od razu poczułam przyjemne ciepło, które od niego biło. Zrelaksowałam się jeszcze bardziej, gdy Luke mocniej objął mnie ramieniem.
- Wiem, Pingwinku. – Hemmings uniósł się lekko, by złożyć delikatny pocałunek na moim czole.
- Dobranoc, kochanie – wyszeptał, wracając na poprzednią pozycję.
- Dobranoc- odpowiedziałam, lekko się przy tym uśmiechając.


***
Chłopaki zaliczają kolejny koncert, tym razem nieco większy z liczniejszą publiką. Może niedługo zostaną prawdziwymi gwiazdami? :)

Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Zaczęłam się też zastanawiać, które opowiadanie jest Waszym ulubionym i którą bohaterkę lubicie najbardziej. Dlatego obok pojawiły się dwie sondy (jakby ktoś nie zauważył, znajdują się po boku :D), które będą działać do końca miesiąca. Prosiłabym o oddanie głosów, bo naprawdę jestem ciekawa wyniku końcowego :) Z góry bardzo dziękuję!

Przypominam również o Asku, gdzie możecie zadawać mi pytania odnośnie opowiadań. Link w kolumnie Menu :)

Dziękuję również za wszystkie komentarze!

Pozdrawiam i do następnego piątku!


5 komentarzy:

  1. Wspaniały, czekam na następny ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. HAHAHAH CALUM XD Nie mogę z tej akcji z ciastkami - oni naprawdę są, jak dzieci i to jest w nich fajne, bo nigdy nie wiesz co odwalą :) Też nie lubię pracy Malii, szkoda, że nie mogła spędzić z nimi całego posiłku. Mam nadzieję, że dziewczyna nie zwariuje od nawału obowiązków.
    Podobał mi się ten rozdział. Czekam na nn
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podoba i chłopaki, jako dzieci też hahah chociaż może to nie do końca dobre sformułowanie, ale wiadomo, o co chodzi :)
      Niestety, praca wzywa :(
      Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam!

      Usuń