piątek, 11 marca 2016

S4 - Rozdział 4

Sydney, 13 czerwca 2013 roku


           Dzisiaj nie miałam dyżuru, a rano musiałam zaliczyć, tylko dwa wykłady. Dzięki temu mogłam po powrocie do domu skupić się na pracy w CALMM Manager Group. A było, co robić. Odczytałam zaległe maile od fanów, złożyłam kolejne zamówienia na gadżety, a do tego odnotowałam i umówiłam 5 Seconds of Summer na dwa następne wywiady – jeden w radio, a drugi w gazecie. Oprócz tego odświeżyłam portale społecznościowe i naszą stronę, aby znajdowały się tam najnowsze informacje i zdjęcia. Dłubałam przy tym prawie kilka godzin.
           W końcu musiałam zrobić obiad. Chłopaki zaraz wyłonią się z piwnicy, bo od samego rana oni także pogrążyli się w pracy. A dokładniej wytężali mózgi, by stworzyć kolejną piosenkę. Wiedziałam, że będą głodni. Zresztą, nie tylko oni. Dlatego teraz zamiast przy komputerze, stałam przy kuchence i szykowałam makaron z sosem serowym i kawałkami piersi z kurczaka.
- Jak tam mój ulubiony menadżer?
            Aż podskoczyłam, kiedy usłyszałam głos Caluma tuż za plecami. Moje myśli przy gotowaniu i tak uciekły w stronę pracy, więc nic dziwnego, że najnormalniej w świecie przestraszyłam się przyczajonego Hooda. Odwróciłam się powoli w jego stronę. Mulat posłał mi szeroki uśmiech.
- O ile dobrze wiem, mam na was wyłączność, więc nie masz innego menadżera, którego mógłbyś uwielbiać tak, jak mnie. A przynajmniej nie takiego, co jeszcze podsuwa ci żarcie pod nos.
- Kocham cię, Malia! Jesteś cudowna.
- Przestań się łasić –mruknęłam, odpychając go od siebie. – Wiem, że chcesz wydębić większą porcję jedzenia.
- Masz mnie – rzucił, wzruszając ramionami. Zaśmiałam się i pokręciłam głową. Cały on. – Przerwa przy pisaniu?
- Ulotniłem się, kiedy nie patrzyli. Mózg mi już paruje i muszę odpocząć. Jakby co, to byłem długo w toalecie i przed chwilą do ciebie zagadałem.
- Jasna sprawa – odparłam ze śmiechem. Calum usiadł przy stole, przyswajać sobie pod nos mój komputer.
- Nie będę ci tu grzebał. Wejdę sobie, tylko na neta – powiedział, widząc mój pytający wzrok.
- I dobrze. Odkąd zaczęłam z wami pracę, to urządzenie ma w sobie tyle ważnych rzeczy, że jak coś mi skasujesz, to będziesz umierał w męczarniach.
- Zajarzyłem aluzję – skwitował, robiąc niewinną minę. – Wejdę, tylko na Twittera.
            Zdążył to powiedzieć, a drzwi od piwnicy otworzyły się. Mulat odskoczył od laptopa, jak oparzony, a potem cicho poderwał się z miejsca, by wyglądało to tak, jakby dopiero co tu się zatrzymał. Uniosłam jedną brew do góry, a Calum puścił mi oczko. Musiałam mocniej zacisnąć usta, by w tym momencie nie parsknąć śmiechem.
- Malia widziałaś gdzieś tego cholernego Azjatę!
- Jeb się, Irwin! – warknął Hood, krzyżując dłonie na klatce piersiowej. Perkusista uderzył w czuły punkt. Calum nienawidził, jak porównywano go do Azjaty. Zauważyłam, jak ze złości zadrżały mu policzki.
- Tu jesteś – powiedział Ashton, wchodząc do kuchni. – Jakbyś nie wiedział, to potrzebujemy cię na dole. Ktoś w tym zespole musi grać na basie.
- Napisz do przyjaciółki- wymamrotał Calum. – Wyżal się jej, to może zejdzie ci ciśnienie.
- Oj, przestań. Nie obrażaj się o Azjatę… Azjato.
- Pieprz się, Irwin!
- Jaki groźny – skwitował Ash ze śmiechem. Po chwili spojrzał na mnie, mając na twarzy rozbawiony uśmieszek. – Czuję obiad… Matko, jestem głodny.
- Jeszcze pięć minut i będzie gotowe – poinformowałam go, odwracając się z powrotem do kuchenki.
            Jak tylko zamieszałam w garnku z sosem, w kuchni pojawiła się pozostała dwójka. Wiedziałam, że już nie wrócą do gry, szczególnie, że Ashton oznajmił im, że zaraz będzie gotowe jedzenie. Chłopaki rozsiedli się przy stole, a raczej trójka z nich, bo Luke zabrał się za wystawienie szklanek i napoju. Byłam mile zaskoczona, że sam wpadł na to, by trochę mi pomóc.
- Czy ty robisz sos serowy?! – rzucił Clifford, jakby dopiero rozpoznał zapach potrawy.
- Lubisz to przecież, więc…
- Żartujesz?! Ja to uwielbiam! Chcę podwójną porcję! – Spojrzałam na niego. Michael uśmiechnął się szeroko. – Proszę? – dodał, formując usta w dzióbek.
- Podwójna porcja miała być dla mnie – odezwał się Calum, któremu najwidoczniej złość na Ashtona już przyszła, bo przed chwilą normalnie już ze sobą rozmawiali.
- Starczy podwójnej porcji dla was dwóch.
- Też chcę podwójną – powiedział szybko Luke, pukając mnie w biodro. Dobrze, że przewidziałam to, że chłopaki czasem potrafią wsuwać niesamowitą ilość jedzenia na raz, więc od razu zrobiłam tego więcej.
- Ash?
- Się pytasz – odpowiedział, przekręcając oczami. – Też chce podwójną.
- Wolę was ubierać, niż karmić wy…
- No, co?- rzucił Hemmings ze śmiechem.
- Wy pasożyty.
- To słodziutkie – skwitował Clifford.
- Może powinniście zmienić nazwę zespołu – zaproponowałam, rozkładając talerze. – Przejść z 5 Seconds of Summer na Cztery pasożyty.
- Tasiemce – podpowiedział mi Irwin, a potem parsknął śmiechem.
- Ja tam nie wnikam, co hodujesz w jelicie – skwitowałam, a perkusista ryknął śmiechem po raz kolejny. Po chwili dołączyła do niego reszta.

            Po obiedzie chłopaki znów zabunkrowali się w piwnicy. Calum nie miał zadowolonej miny, bo jak sam powiedział, teraz miał ochotę położyć się na kanapie i spać. Ashton i Luke jednak byli nie ugięci i niemalże siłą zaciągnęli go na dół. Miałam niezły ubaw, widząc tą scenkę, jak jeden z drugim próbuje go podnieść i przetransportować. A Hood stawiał skuteczny opór. Rozbawiony Michael w ogóle się nie przyłączył, by pomóc którejkolwiek ze stron, tylko chichotał pod nosem wytykając ich palcem. W końcu kiedy Hemmings skwitował wszystko słowami: nienawidzę tego zespołu, dodając do tego swój słynny uśmiech, 5 Seconds of Summer zniknęło mi z oczu, a ja znów zostałam w salonie sama.
            Korzystając z następnej wolnej chwili i ciszy, jaka panowała dookoła, postanowiłam zabrać się za zadanie, które musiałam wykonać na zajęcia z Public Relations. Jednak za nim do niego doszłam, odpaliłam komunikator, aby zobaczyć, czy nie ma przypadkiem dostępnej Sharon. Nie miałabym nic przeciwko, gdybym mogła choć przez chwilę z nią pogadać. Niestety, nie było jej.
            Spojrzałam w notatki. W momencie kiedy przeczytałam pierwsze zdanie zadania, usłyszałam dźwięk powiadomienia. Podniosłam głowę, a następnie uniosłam brwi do góry. Byłam zaskoczona, że odezwał się mój stary znajomy z Londynu. Odsunęłam od siebie zeszyt. Kliknęłam na dymek.
             Na ekranie pojawiła się uśmiechnięta twarz chłopaka. Jego blond włosy były odrobinę dłuższe, a niebieskie oczy wpatrywały się w moją osobę. Trevor machnął ręką, a ja od razu odpowiedziałam tym samym. Nie widziałam się z nim, odkąd wyjechałam do Australii i od tamtej pory wymieniliśmy ze sobą dosłownie kilka wiadomości.
- Cześć, Malia.
- Jej… Jestem w szoku. Co cię naszło?- zapytałam zaskoczona.
- Interesujesz mnie.
- Jestem pod wrażeniem. Co u Victorii?
- Już się wygadała, że znowu jesteśmy razem?
- Razem po raz kolejny. Ja za wami nie nadążam – skwitowałam zgodnie z prawdą. 
            On i Victoria zrywali i schodzili się ze sobą cały czas. Oboje mieli mocne charaktery i często się kłócili, a przeważnie każda ich większa sprzeczka kończyła się obrażaniem i słowami to koniec. Ale każdy kto ich znał, wiedział, że te ich końce to kolejne nowe początki, bo jedno i drugie nie potrafiło bez siebie oddychać. Przynajmniej teraz, bo raz faktycznie rozstali się na długo. Victoria znalazła innego faceta, a Trevor pogrążył się w pracy, wspinając się po szczeblach kariery.
- A ty i Luke dalej razem?
- Nic się pod tym względem nie zmieniło, nie zmienia i się nie zmieni.
- Oby. Ładna z was para.
- Dzięki. Ale chyba nie o tym chciałeś rozmawiać? – Trevor zaśmiał się, kręcąc szybko głową. – To o co chodzi?
- Chodzi o 5 Seconds of Summer. Odkąd Victoria powiedziała mi, że zostałaś ich menedżerką, to z zaciekawieniem śledzę to, co razem robicie. I nie powiem, ale jestem pod wrażeniem, szczególnie, że nie mieliście zaplecza finansowego i do wszystkiego musieliście dojść sami.
- I nadal to robimy – dodałam z uśmiechem.
- I to wam wychodzi – skwitował, kiwając głową. – A wiem, co mówię.
- No, tak. Jesteś znawcą.
- Inaczej nie zostałbym w Syco – powiedział pewnym siebie tonem. 
            Wcześniej Trevor pracował ze mną i Victorią w studiu nagraniowym. Potem załapał się na staż do Syco. Wtedy też porządnie się w to wkręcił i został tam na stałe. Teraz ma dobrze płatną posadkę i pracę, którą lubi. Ma do tego smykałkę i zna się na rzeczy.
- Jak twoja praca?
- Bez zmian. Nadal robię to, co robię. A po ostatnim X-Factorze jest masa roboty. Jest tyle talentów do wypromowania.
- W to nie wątpię. Może niedługo zostaniesz prawą ręką szefa?
- Teraz to poleciałaś – rzucił ze śmiechem, ale ja w jego oczach widziałam, że chętnie zająłby to stanowisko nawet bez zająknięcia się. – Nie narzekam. Lepiej mów, co u ciebie. Wyprowadziłaś się na inny kontynent, zostałaś menadżerem, pracujesz dalej jako ratownik i studiujesz. Dziwię się, że jeszcze nie oszalałaś.
- Daję radę.
- Nie chcę krakać, ale zobaczymy, jak długo.
- Wielkie dzięki – mruknęłam, kręcąc nosem.
- Do usług – odpowiedział, a potem parsknął śmiechem.

            Wyciągnęłam się na kanapie. Pod ręką miałam książkę i notatnik. Byłam w trakcie uzupełniania zadania z Public Relations. Było to całkiem łatwe i proste, więc nie musiałam długo nad tym główkować. Wystarczyło odnaleźć odpowiedni rozdział w książce, a potem wszystko wypisać od klasycznych myślników. Żadna filozofia.
             Podniosłam głowę, gdy Luke wrócił do domu. Chłopaki przed chwilą zakończyli próbę i Hemmo odprowadził ich na zewnątrz, w dalszym ciągu paplając z Ashtonem o zwrotce, jaką napisali. Nie zdążyłam się przesunąć, ani zrobić niczego innego, gdy blondyn padł na moje ciało, niemalże wgniatając mnie w sofę.
- No, weź – jęknęłam, starając się go zepchnąć. W zamian dostałam, tylko jego gromki śmiech. Przejechał czupryną po mojej twarzy, łaskocząc mnie. – Luke, no…
            Zlitował się, przesuwając się w bok. Teraz znalazł się za moimi plecami, wtulając się w nie. Oparł głowę o moje ramię. Kątem oka zauważyłam, że się uśmiecha. Pogłaskałam go po policzku, a następnie przerzuciłam stronę, by znaleźć dodatkowe punkty do wypisania. Niestety Hemmings postanowił przeszkodzić mi po raz kolejny.
- Chłopaki rzucili hasło, by wybrać się w sobotę na jakieś piwo, może na imprezę. Co ty na to? Znajdziesz mój pracusiu trochę czasu dla swojego faceta i przyjaciół?
- Mówisz tak, jakbym nie miała dla ciebie czasu w ogóle – skwitowałam, odrywając wzrok od drobnego tekstu.
- Czuję się zaniedbany – jęknął płaczliwym tonem.
- Dobry Boże - odparłam ze śmiechem. – Ale tak… Chętnie pójdę i się trochę rozerwę.
- To chciałem usłyszeć. A znajdziesz trochę czasu dla mnie teraz?
- Luke, ja to muszę skończyć.
- Proszę – wymamrotał wprost do mojego ucha. Poczułam przyjemny dreszcz, który przebiegł mi po plecach, wywołany przez jego gorący oddech, który zatrzymał się na mojej szyi. – Chcę się z tobą poprzytulać.
- Nakarmiłeś Pingwina?
- Co to za pytanie? Oczywiście. Robię to codziennie – odpowiedział urażonym tonem. Zaśmiałam się, a następnie odwróciłam w jego stronę. Poklepałam go po policzku.
- Sprawdzam cię tylko.
- Przytul mnie – mruknął, wtulając się w moje ciało.
- Daj mi pięć minut.
- Proszę, proszę, proszę… Do czego to doszło, że musze cię o coś takiego wręcz błagać.
            Zdążył to powiedzieć, a ja przewróciłam go na plecy. Usiadłam na jego biodrach. Książka i notatnik spadły na podłogę. Chyba będzie mi musiało wystarczyć tyle punktów, ile do tej pory wypisałam, bo na daną chwilę priorytetem stał się dla mnie Hemmings. Luke uśmiechnął się szeroko, gdy nachyliłam się nad nim, aby skraść mu szybkiego buziaka.
- Jeszcze raz – powiedział, a ja poczułam jego dłonie na biodrach.
            Zaśmiałam się cicho po raz kolejny. Ponownie nachyliłam się, by złączyć nas w pełnym i powolnym pocałunku. Luke od razu wsunął mi dłoń we włosy, napierając na mnie jeszcze bardziej. Przechyliłam głowę, by pogłębić pocałunek. Oderwałam się od niego, by na koniec musnąć delikatnie jego wargi swoimi.
- Zadowolony?
- Jak najbardziej. Tylko teraz nie mów, że wrócisz do tego, co robiłaś. Nawet nie wiem, co robiłaś. Co robiłaś? – Uniosłam jedną brew do góry, a potem parsknęłam śmiechem, gdy Luke uśmiechnął się do mnie z udawaną niewinnością.
- Coś na zajęcia.
- Skończyłaś?
- Można tak powiedzieć.
- Ekstra, to teraz przytulanie.
- Włączymy, jakiś film?- zapytałam, schodząc z niego. Ułożyłam się obok, a on od razu oplótł mnie ramieniem. Wtuliłam się w niego, czując przyjemne ciepło. Do mojego nosa dotarł zapach jego perfum, które od zawsze mi się podobały.
- Włączymy. A potem?
- A potem, co?
- Szybki numerek na kanapie.
- Typowe – skwitowałam ze śmiechem. – Nie zaskoczyłeś mnie.
- To może najpierw szybki numerek, a potem film.
- Pasuje, ale chcę być na górze – rzuciłam, podrywając się do góry.
- Ja chcę być na górze – mruknął, marszcząc nos. – Ostatnio ty byłaś na górze, teraz moja kolej.
- Gramy w marynarza?
- Okej. Na trzy. Raz, dwa, trzy… - On pokazał papier, a ja nożyce. – Kurwa!
- Wygrałam! Zrzucaj ciuszki, maleńki – odparłam, przygryzając lekko skórę na jego szyi.
- To już zaczyna mi się podobać – skwitował, a ja zaśmiałam się. – Poczekaj, dogadajmy się w jednej kwestii – rzucił, kiedy wsunęłam dłonie pod jego koszulkę. Spojrzałam w jego błękitne tęczówki, w których tliły się znane mi iskierki. – Chcę kończyć na górze.
- Mi pasuje.
- To umowa stoi.
- Sypiasz z własnym menadżerem.
- Życie – powiedział ze śmiechem, a potem przyciągnął mnie do siebie, by ponownie złączyć nasze usta.


***
Malia i jej praca ciąg dalszy. A w tle... dawny znajomy i Calum unikający pracy :)
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Zostawiam Wam też dwa przypomnienia: 
1. Nadal trwają głosowania w dwóch sondach :) Zachęcam do oddania głosów. Tym, którzy już to zrobili bardzo dziękuję :)
2. Kolejna przypominajka to standardowo Ask - wiecie już, gdzie go znaleźć :)

Dziękuje Wam za wszystkie komentarze, które są doskonałą motywacją do pracy! 

Do następnego piątku!


8 komentarzy:

  1. Genialny. Jestem bardzo ciekawa, ile jeszcze Malia wytrzyma żyjąc w ten sposób.. Caluś w tym rozdziale przypomina mnie. Mówię poważnie, jakbym o sobie czytała! Czekam z niecierpliwością na następny, pozdrawiam i życzę ogromnie dużo weny ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha fajnie, że odnalazłaś "siebie" w Calumie :) Cieszę się, że Ci się podobało.
      Dzięki bardzo za komentarz oraz za wenę - chętnie ją biorę:)
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Dziś, wyjątkowo skomentuję tutaj :)
    Jedzenie, to wciąż świętość u chłopaków ;)

    Szkoda mi trochę Malii, gdyż rzeczywiście jeśli będzie tak dalej kontynuować, to marnie skończy. Oby się wtedy dosłownie wszystko nie posypało: zespół, przyjaźń między chłopakami, zdrowie Malii (i może nie tylko, jeśli wciąż będą się tak często parzyć niczym króliczki energizera) i najważniejsze, czyli relacja pomiędzy Hemmo, a Malią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ba - jakby inaczej XD
      Z pewnością praca w takim trybie i w takim tempie nie jest dobra - nie tylko dla niej, ale dla każdego. Zobaczymy, czy coś się poprawi czy nie :)
      Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Ten gif z Calumem XD Podoba mi się, tak samo, jak rozdział :) Nie dziwię się, że chłopaki są łasi na jedzenie :) Taka ich natura. Malia powinna zwolnić, bo to jej przepracowanie w końcu źle się skończy. Końcówka była uroooocza :D
    Czekam na nn
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah cieszę się :D Mnie też to nie dziwi :)Zdecydowanie powinna zwolnić, ale czy tak będzie? To się okaże :)
      Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. http://anormalgirlrydel.blogspot.com/2016/03/lba_12.html Zostałaś nominowana do LBA

    OdpowiedzUsuń