piątek, 18 marca 2016

S4 - Rozdział 5

Sydney, 15 czerwca 2013 roku


           Przyszła sobota, ale to nie oznaczało tego, że poziom mojej pracy spadł. Dzisiaj ponownie miałam wolne od szpitala, więc znów mogłam się skupić na robocie dla zespołu i na zadaniach zleconych przez naszych wykładowców. Wykorzystałam chwilę czasu na to, że Luke zabunkrował się w piwnicy, zapewne tworząc nową piosenkę. Pracował solo, a ja żałowałam, że nie mogę go podglądnąć. Uwielbiałam widzieć go podczas pisania i grania. Jak w skupieniu trąca struny, by po chwili zapisać kolejne wersy tekstu.
           Nasza praca jednak musiała się skończyć, gdy wybiła trzecia. Dzisiaj Liz zaprosiła nas do siebie na obiad. Na miejscu zjawili się także pozostali członkowie rodziny Hemmings. Był roześmiany Ben ze swoją nową sympatią, którą poznał z jakiś miesiąc temu. Przyjechali również Jack i Celeste. Dziewczyna była w siódmym miesiącu ciąży i naprawdę promieniała. Wyglądała niesamowicie. Taki stan zdecydowanie jej służył. Jack zaś nadal tryskał dumą, oczekując pojawienia się swojego pierwszego dziecka. Widać było, że nie może się doczekać by wejść w nową rolę - ojca.
            Po zjedzonym wspólnym obiedzie, posiedzieliśmy jeszcze trochę u rodziców blondyna, a potem wróciliśmy do domu, aby dokończyć pracę, którą musieliśmy przerwać. A raczej ja musiałam, bo Luke'owi najwidoczniej odechciało się tworzenia. Siedział w salonie, wgapiając się w telewizor, podczas gdy ja ogarniałam zadanie ze Statystyki.
            Chłopak przysunął się, obejmując mnie. Poczułam na skórze jego ciepłe wargi, gdy musnął moje ramię. Odwróciłam się, posyłając mu lekki uśmiech. Luke oparł brodę na moim ramieniu, wpatrując się w zapisane przeze mnie kartki. Przez chwilę studiował wykresy i diagramy, które wyrysowałam. Potem znów jego błękitne tęczówki skupiły się na mnie.
- Myślisz, że ilość zadań, jaką musisz robić w końcu się zmniejszy?
- Mam nadzieję.
- Ja też mam taką nadzieję – odparł, odsuwając się ode mnie. Spojrzałam na niego uważnie. Luke znów skoncentrował się na ekranie telewizora.
- Co jest?
- Nic.
- Mów – rzuciłam, odkładając notatnik i książkę na bok. 
           Wcisnęłam się w jego ciało, a on od razu oplótł ręce wokół mojej talii. Musnął ustami moją skroń. Ciepło, jakie biło od jego ciała, przyjemnie mnie rozgrzewało. Uwielbiałam być w jego ramionach, choć ostatnio takie chwile zdarzały nam się o wiele rzadziej.
- Nie chcę byś padła od tego wszystkiego. Zresztą, mam wrażenie, że się ode mnie odsuwasz.
- Pingwinku – powiedziałam, podciągając się wyżej, by znaleźć się naprzeciwko niego. – Nie odsuwam się. Mam jednak sporo rzeczy do zrobienia, ale nigdy świadomie nie chciałam się od ciebie odsuwać. Kocham cię i to się nie zmieniło. Wiem, że możesz czuć się zaniedbany, ale mam nadzieję, że to szybko się zmieni. Niedługo odejdzie mi uczelnia, bo rok akademicki się skończy i będę mieć więcej czasu.
- Wiem i rozumiem to.
- Więc głowa do góry, przystojniaku. Dzisiejszy wieczór jest nasz – pociągnęłam, całując go szybko w usta. Uśmiechnął się. – Dzisiaj wieczorem praca zostaje za naszymi plecami, a my spędzimy miły i przyjemny czas z resztą naszej pokręconej paczki.
- Podoba mi się ta perspektywa.
- Mi też. – Już chciałam się odsunąć, ale Luke mocniej zacisnął ramiona wokół mnie. – Luke?
- Zostań tak jeszcze.
- Okej, zrobię sobie małą przerwę. – Chłopak ponownie uśmiechnął się, a ja jeszcze bardziej wcisnęłam się w jego ciało.

           Odrobinę za późno zorientowałam się, która godzina. Musiałam, więc wrzucić drugi bieg, aby zdążyć się wyszykować na czas. Mieliśmy spotkać się z pozostałymi zaraz przy wejściu na plaże numer trzy. Tam pokonać krótki deptak, aby dotrzeć do dużego pubu, w którym to też można trochę potańczyć.
           Wciągnęłam na nogi czarne buty na obcasie, które sięgały mi za kostkę. Następnie przerzuciłam małą torebkę przez ramię. Przejechałam dłońmi po granatowych spodniach i białej tunice z krótkim rękawkiem, starają się wygładzić materiał. Ostatni raz spojrzałam w lustro. Moje rozpuszczone włosy nie prezentowały się wcale tak koszmarnie, jak uznałam na początku. Skręcały się w lekki loki, ale na szczęście nie miałam klasycznej szopy. Nałożyłam na usta ciemno różową szminkę. Po tym wsunęłam ją do torebki i wyszłam z pokoju.
- Luke!
- Czekam od piętnastu minut! – odpowiedział z dołu. Zeszłam po schodach, robiąc niewinną minę. Trochę czas pindrzenia się mi się przedłużył. Luke uśmiechnął się, mierząc mnie dokładnie wzrokiem. – Pięknie wyglądasz.
- Dziękuję. Ty też prezentujesz się wyśmienicie – odparłam, puszczając mu oczko. Uwielbiałam Hemmingsa w jednokolorowych koszulach. Pasowały do niego. Dziś postawił na klasyczną biel, lekko rozpinając ją u góry, przez co można było dostrzec srebrny łańcuszek, który od jakiegoś czasu nosił.
- Pamiętasz naszą umowę?
- Żadnej pracy w czasie imprezy. Nawet nie mamy o niej rozmawiać – wyrecytowałam, powodując na jego twarzy kolejny szeroki uśmiech.
- Super – skwitował. – Pani pozwoli. – Wyciągnął ramię w moją stronę. Wsunęłam w nie rękę, kładąc dłoń na jego przedramieniu.
- Jaki dżentelmen.
- Zdarza mi się – rzucił i oboje zaczęliśmy się śmiać.

            Całe wnętrze przy plażowego pubu było jasne. Kontrastowało ono z przyciemnionym światłem, które nadawało temu miejscu pewnego uroku. Stoliki były podłużne, a na każdym z nich znajdowało się małe menu lokalu i niewielkie dwie świeczki, które dodatkowo tworzyło przyjemny klimat. Przed nami stały pełne szklanki z kolorowymi drinkami. Szybka muzyka dudniła w tle, zapraszają ludzi na niewielki parkiet, który mieścił się przy samym podeście z DJ-em. Na razie było dosyć wcześnie, więc chętnych do pląsów było niewielu.
            Mimo naszej cichej umowy z Lukiem, by nie rozmawiać w czasie naszego spotkania o pracy, nie ustrzegliśmy się tego tematu. Chłopaki dość szybko go podchwycili, dyskutując o piosenkach, nad którymi aktualnie pracowali, wytykając błędy i sposoby, by je poprawić. Rozmawialiśmy również o zbliżającym się wywiadzie 5 Seconds of Summer. W końcu jednak przenieśliśmy się na inną płaszczyznę, wspominając stare czasy, kiedy to dopiero wchodziłam w ich paczkę, jako nowa londyńska koleżanka.
- Pamiętasz, jak udawaliśmy parę, bo jeden pijany koleś się do ciebie przyczepił – wypalił Ash, a ja zaśmiałam się, jednocześnie kiwając głową.
- Pamiętam to! – zawołał Calum, machając na nas palcem. – Byliście przekonywujący!
- Wtedy Hemmo był zajęty przez inną pannę – wtrącił Michael, a blondyn zmrużył na niego oczy.
- Jezu, ta laska była porażką po całości – dodał Irwin.
- Zejdźcie ze mnie- mruknął Luke. – Ze mnie i z moich kijowych wyborów.
- Czy ja też jestem kijowym wyborem? – wtrąciłam, unosząc jedną brew do góry.
- Czy nasz zespół jest kijowym wyborem?- dodał Hood, udając oburzenie.
- Teraz widzę, że wszystko, co powiem obróci się przeciwko mnie, więc pozwólcie, że pójdę do toalety.
- Tchórz – skomentował Clifford, gdy Hemmings szybko wstał z miejsca i odszedł na drugi koniec lokalu, gdzie znajdowało się przejście od łazienek.
- Nie zmienia to jednak faktu, że wszystko szybko się potoczyło – pociągnął Ashton, upijając łyk swojego niebiesko zielonego drinka. – Jeszcze niedawno nie cieszyliśmy się takim zainteresowaniem.
- Nie mieliśmy menadżera – dodał Calum z uśmiechem, a ja szybko odpowiedziałam tym samym.
- Byliśmy garażowym zespołem – rzucił Clifford. – A ty dopiero zaczynałaś swoje życie w Australii.
- Fakt, zleciało bardzo szybko. Mam wrażenie, jakbym niedawno dopiero poznała Luke'a.
- To było niedługo po tym, jak złamano mu serducho – powiedział Ash. – Nie było fajnie, ale było widać, że po wizycie w Londynie Luke odżył na nowo. To dzięki tobie, bo się na nowo zakochał.
- Ta… Zakochał się, ale związał się z tą całą Beth – wtrącił Calum. - Ale to Hemmo. On lubi komplikować sobie życie. Chociaż robi to chyba całkowicie nieświadomie.

***
            Umył i wysuszył ręce. Spojrzał w lustro, poprawiając kołnierzyk białej koszuli. Zauważył na jego skrawku kawałek ciemno różowej szminki. Pokręcił lekko głową i uśmiechnął się, przypominając sobie moment, gdy przyciągnął do siebie Malie odrobinę za mocno, a dziewczyna wpadła w jego ramiona, jednocześnie brudząc mu kawałek ubrania pomadką.
           Odwrócił się i ruszył w stronę drzwi. Minął się w nich z wysokim mężczyzną, który mógł być odrobinę starszy od niego. Nieznajomy z zaciekawieniem zmierzył go wzrokiem, a potem zniknął w głębi łazienki. Luke wyszedł na korytarz, wyciągając telefon. Wystukał szybkiego sms-a do mamy. Liz koniecznie chciała wiedzieć, czy on i pozostali bawią się tak dobrze, jak to planowali. Wyszedł zza zakrętu, wracając do głównej sali.
- Luke?
            Raptownie podniósł głowę, słysząc tak bardzo znany mu ton. Rozejrzał się, a potem wstrzymał oddech. Głos ugrzęznął mu w gardle, kiedy jego wzrok natrafił na niewysoką blondynkę. Jej niebieskie oczy, wpatrywały się wprost w niego. Na ustach widniał uśmiech, który kiedyś wręcz kochał. Ashley. Tuż przed nim pojawiła się Ashley. Choć nie widział jej, odkąd się rozstali, to teraz miał wrażenie, że minęło znacznie mniej czasu. Jakby rzuciła go zaledwie wczoraj. Nic się nie zmieniła.
- Cześć- wydusił z siebie, kiedy dziewczyna zeskoczyła z wysokiego barowego stołka, zostawiając za plecami grupkę roześmianych koleżanek. Dwie z nich kojarzył, choć nigdy nie znał jej znajomych zbyt dobrze.
- Zmieniłeś się. W ogóle gratuluję sukcesu. Nie sądziłam, że ty i chłopaki naprawdę zaczniecie działać z tym swoim zespołem.
- Mówiłem, że to nie tylko głupie hobby.
- Teraz to wiem. Powoli pniecie się do góry. Mam nadzieję, że osiągniecie jeszcze więcej.
- Dążymy do tego.
- Jesteś tu z chłopakami?
- Tak. A ty jak widzę damskie grono – rzucił, wskazując brodą na jej koleżanki.
- Babskie wyjście – skwitowała Ashley, wzruszając ramionami. – Myślisz, że mogę cię na chwilę porwać? Chłopaki chyba się nie obrażą? Dawno cię nie widziałam i chciałam…
- Pewnie, nie ma problemu – odpowiedział, będąc zaskoczonym tym, jak te słowa szybko wydostały się z jego ust.
- Super, chodźmy – rzuciła, machając na niego ręką. Odwróciła się, a potem ruszyła w stronę baru. Luke przez chwilę stał w miejscu, a potem poszedł za nią.

***
           Zastanawiałam się, gdzie podział się Luke. Wyszedł, tylko do toalety. Ale ile można siedzieć w łazience? Nie wracał już od jakiś czterdziestu minut. Nie żebym liczyła… Dobra, liczyłam. Chłopaki też zauważyli, że Hemmings nie wraca. Przez to pojawiły się spekulacje o tym, że pewnie siedzi dalej w kabinie, bo musiał tam iść na dłużej, a potem zaczęli zastanawiać się nad tym, czy blondyn przypadkiem w niej nie utknął i się tam nie zatrzasnął.
           Nasze szklanki po drinkach były puste, więc ja i Ash postanowiliśmy iść po następną kolejkę. Wstałam ze swojego miejsca, a następnie spojrzałam na chłopaków. Cała trójka nieznacznie skrzywiła się, wpatrując się w jeden punkt. Odwróciłam się, podążając za ich wzrokiem. Uniosłam lekko brwi do góry, kiedy moje ciemne oczy natrafiły na idącego w naszą stronę Luke'a. Nie był jednak sam, bo towarzyszyła mu uśmiechnięta od ucha do ucha blondynka.
- Znacie ją? – zapytałam, ale żaden z nich mi nie odpowiedział. Może powodem było to, że Hemmings i nieznajoma zatrzymali się przy naszym stoliku.
- Cześć – rzuciła rozpromieniona dziewczyna. – Dawno was nie widziałam. – Czyli to ich jakaś wspólna znajoma. Jej niebieskie oczy omiotły naszą małą grupę. Zatrzymała się dłużej na mnie, nie przestając się uśmiechać.
- To Malia. Malia poznaj Ashley.
- Miło mi – powiedziała szybko.
- Mnie również – odpowiedziałam automatycznie, wyszukując w swoim mózgu jakiejkolwiek Ashley, o której mogliby wspominać. W końcu gdzieś z zakamarków pamięci wyciągnęłam to imię. Odwróciłam się, zadając sobie sprawę z tego, że najprawdopodobniej stanęłam oko w oko z byłą panną Luke'a. Znowu.
- Chcesz coś do picia? – zapytał Ash, który stał obok mnie.
- Weź mi to samo – odpowiedział, wciskając się na swoje miejsce.
- Okej.
           Jak gdyby nigdy nic blondynka usiadła obok niego. Spojrzała z oczekiwaniem na Irwina, ale ten kompletnie ją zignorował. Odwrócił się i ruszył w stronę baru. Bez słowa poszłam za nim. Zatrzymaliśmy się przy długiej jasnej ladzie. Po naszych obu stronach siedzieli inni klienci lokalu, popijając piwa i rozmawiając ze sobą. Ashton złożył zamówienie, a następnie zerknął na mnie.
- Nie denerwuj się.
- Co? Nie jestem zdenerwowana – odpowiedziałam szybko, a ten zaśmiał się, kręcąc jednocześnie głową.
- Wcale. Masz niepewną minę, a do tego mocno zaciskasz dłonie w pięści.
- Wydaje ci się – odparłam, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Znam cię i wiem, co mówię. Ashley nie jest zagrożeniem. Ty i Luke jesteście już na takim etapie, że powinnaś to olać. Okazałby się kompletnym idiotą, gdyby zrezygnował z takiej panny, jak ty na rzecz kogoś pokroju Ashley. Zresztą wyszedłby na idiotę, gdyby w ogóle z ciebie zrezygnował.
- To słodkie, Ash – zagruchałam, a on skrzywił się, słysząc mój przesadnie cukrowy ton.
- Ta Ashley jest tą Ashley, z którą się rozstał przed przyjazdem do Londynu? – zapytałam kontrolnie, mając nadzieję, że to tylko zbieżność imion i blondyna nie jest tą, o której myślę.
- Ta… Nie lubię jej.
- Chyba masz coś do każdej panny Hemmingsa.
- Nie do każdej. Jakbyś zauważyła, z tobą jest inaczej. Dlaczego? Bo jesteś normalna i nie fiksujesz. Beth to pomyłka po całości, a to co Ashley zrobiła z Lukiem, przekreśla ją w moich oczach. Ukochanej osobie nie stawia się pieprzonego ultimatum, gdzie ma wybierać między nią a pasją do czegoś. Tu tak było. Kazała mu wybierać między sobą a zespołem. To tak, jakby kazała mu wybierać między nią a nami. Zresztą chłopaki mają podobne podejście do niej, jak ja. Nie zdziwię się, jak zaraz po kolei zaczną się stamtąd ulatniać.
- Szykuje się świetny wieczór – odparłam, przekręcając oczami.
- Mam nadzieję, że Ashley zaraz nas opuści i da nam spokój.

           Jednak Ashley nie dała nam spokoju. W dalszym ciągu siedziała z Lukiem przy stoliku. Chłopakowi najwidoczniej to nie przeszkadzało, bo nie zwracał uwagi na nic innego, będąc całkowicie wciągnięty w rozmowę ze swoją byłą. Nasze wspólne wyjście zmieniło się w wyjście grupy podzielonej na dwa obozy. Byli oni i byliśmy my. Dodatkowo Ashton miął racje. Ani Michael, ani Calum nie zamierzali zbyt długo siedzieć w jej towarzystwie. Zabrali swoje drinki, udając się w stronę wyjścia. Zaraz po nich od stołu wstał Irwin. Już myślałam, że zostanę sama – może nie dosłownie, bo Luke i Ashley nadal tu byli – ale Ash wyciągnął w moją stronę rękę. Ochoczo złapałam za nią, pozwalając mu się pociągnąć w stronę parkietu. Luke nawet tego nie zauważył.
            Było po trzeciej, gdy weszliśmy do cichego i ciemnego domu. Zapaliłam w kuchni światło, dobierając się do lodówki. Nie wypiłam dzisiaj dużo, ale i tak włączyło mi się ssanie i susza w ustach. Miałam tylko nadzieję, że nie będę mieć po tej nocy kaca. Chociaż w sumie, nie byłam nawet odrobinę pijana. Reszta tak samo. Wszyscy trzymaliśmy pewien fason, aby nie narobić sobie obciachu.
- Powinienem się na ciebie obrazić – powiedział Luke. Zamarłam, a następnie powoli odwróciłam się, ściskając w ręku puszkę z Pepsi.
- Bo?
- Tańczyłaś z Ashtonem, Michaelem i Calumem, ale nie zemną.
- Byłam pewna, że jesteś zajęty.
- Co?
- Nie chciałam ci przeszkadzać w rozmowie z Ashley – odparłam, siląc się na neutralny ton.
- Nie żartuj – rzucił, patrząc na mnie z niedowierzaniem. – Zazdrosna?
- Pieprz się – warknęłam, odkładając puszkę z hukiem na stół.
- Ej, żartowałem… Kochanie – złapał mnie za rękę, w momencie kiedy próbowałam go wyminąć. Tym jednym słowem podniósł mi ciśnienie na nowo. Już i tak byłam wściekła o to, jak zachował się w barze w stosunku do mnie i do chłopaków. – Malia, proszę… Jeśli cię czymkolwiek zdenerwowałem to przepraszam. Powiedz mi po prostu wprost, o co chodzi. To miał być nasz wieczór.
- Właśnie, miał. Ale nie był.
- Co? Dlaczego tak myślisz?
- Bycie ignorowaną przez swojego chłopaka, nie jest zbyt miłe. Więc to nie był nasz wieczór.
- Ja…- Zawahał się, a potem zagryzł wargę. 
            Spojrzał na mnie z niepewnością. Po chwili rozszerzył lekko oczy, zdając chyba sobie sprawę z własnego błędu. Brawo Hemmings, w końcu załapałeś. W końcu ci się rozjaśniło pod tą blond czupryną. 
- Przepraszam, skarbie – rzucił, obejmując mnie ramionami. – Nie chciałem, by tak wyszło. Naprawdę jest mi głupio.
            Mimo wszystko owinęłam ręce wokół jego bioder. W sumie chłopak zrozumiał swój błąd i miałam nadzieję na to, że wyciągnie z tego wnioski. Byłam też pewna, że już więcej nie spotkam Ashley. Liczyłam na to, że była to jednorazowa taka niezbyt przyjemna sytuacja.
- Naprawdę nie chciałem byś poczuła się ignorowana.
- W porządku.
- Nie, nie jest w porządku. Tak nie powinno być. – Musnął ustami moją skroń, a ja wtuliłam się w niego mocniej. – To już się nigdy nie powtórzy. Obiecuję. – Spojrzałam na niego, uśmiechając się lekko pod nosem. – Kocham ten twój uśmiech.
- Zdecydowanie za szybko ci wybaczam – powiedziałam, a on zaśmiał się cicho.
- To przez mój niesamowity urok.
- Och, jasne.
- Wątpisz w niego? Mam fanki.
- Jesteś głupek – rzuciłam, uderzając go lekko w ramię. Luke znowu zaczął się śmiać. – Głupek do kwadratu.
- Ale twój głupek.
- Mój głupek.


***
Odrobina luzu i rozrywki między wieczną robotą. Jednak wieczór Malii jakoś nie do końca jej wyszedł. Luke zamiast się skupić na swoich, zrobił powrót do przeszłości. Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Zachęcam również do oddawania głosów w sondach. Tym, którzy już to zrobili bardzo dziękuję :) Na ulubione opowiadanie i bohaterkę można głosować do końca marca :)

Przypominam również o Asku :)

Kolejna część w następny piątek.

Pozdrawiam! 

4 komentarze:

  1. No trochę Hemmo niefajnie postąpił. Ale przeprosił! To najważniejsze. I zrozumiał swój błąd. Oby ta Ashley (znowu to imię w twoim opowiadaniu XD) nie pojawiła się ponownie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, przeprosił, więc zostało mu to wybaczone :) Mam sentyment do imienia Ashley (moja bohaterka z pierwszego ff tak miała na imię, więc wciskam ją gdzie się da - takie moje małe postanowienie :D)
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Do you drink Pepsi or Coca-Cola?
    SUBMIT YOUR ANSWER and you could get a prepaid VISA gift card!

    OdpowiedzUsuń