piątek, 25 marca 2016

S4 - Rozdział 6

Sydney, 16 czerwca 2013 roku


           Nie wiem, jakim cudem, ale udało mi się w miarę szybko ogarnąć. Dzisiaj niestety nie miałam dnia wolnego, bo musiałam odbębnić swój dyżur w pogotowiu. Na szczęście po wczorajszej imprezie nie miałam kaca. Byłam tylko odrobinę zmęczona, ale to uczucie towarzyszy mi od jakiegoś czasu, więc zdążyłam się do niego przyzwyczaić.
            Miałam jeszcze ponad godzinę do wyjścia z domu, dlatego postanowiłam zerknąć na pocztę, by sprawdzić, czy nie przyszło nic nowego. Jak tylko odpaliłam skrzynkę, uniosłam brwi do góry. Zdecydowanie za dużo maili, by je ogarnąć przed robotą. Zajmę się tym po powrocie.
            Upiłam łyk kawy, po raz kolejny zerkając na zapełniony nieodebranymi wiadomościami ekran. Popukałam palcami w kubek, słysząc ciche bębnienie. W końcu westchnęłam pod nosem i zamknęłam laptopa. Małe zwycięstwo pracoholika. Bo tym ostatnio się stałam. Przezwyciężyłam chęć, by usiąść do komputera. Sukces. Z drugiej strony wolny czas przed dyżurem mi się przyda. Ratownictwo nie jest luźnym zawodem. Powinnam być tam maksymalnie skupiona i psychicznie zrelaksowana, zanim wsiądę do karetki.
            Byłam pochłonięta własnymi myślami, więc nic dziwnego, że nie słyszałam kroków. Byłam pewna, że Luke jeszcze śpi, dlatego przestraszyłam się, kiedy jego szerokie ramiona oplotły się wokół mnie. Blondyn przytulił się do moich pleców, muskając przelotnie moją szyję. Moje serce prawie ze strachu wyleciało mi z klatki piersiowej. Kiedy się uspokoiło, uśmiechnęłam się błogo pod nosem. Uwielbiałam, gdy był tak blisko.
- Powinnam zamontować ci na szyi dzwonek – skwitowałam, kiedy Hemmings odsunął się i podszedł do lodówki. Wyciągnął z niej dzbanek z mrożoną herbatą.
- Przestraszyłem? – zapytał zadowolony z siebie. Kiwnęłam tylko głową, wracając do picia kawy.
             Luke uśmiechnął się, będąc najwyraźniej rozbawiony całą tą sytuacją. Przekręciłam dla zgrywy oczami, co wywołało u niego cichy śmiech. Odwrócił się, by złapać za czystą szklankę. Nalał sobie herbaty, a potem schował dzbanek z powrotem do lodówki. Oparł się o blat. Jego błękitne oczy zmierzył mnie od góry do dołu. Przyssał się do szklanki, opróżniając ją całą.
- Co? – wydusiłam, kiedy chłopak nie odrywał ode mnie wzroku.
- Mówiłem ci już, że wyglądasz cholernie seksownie w tym ubraniu?
             Uniosłam jedną brew do góry, patrząc na niego z politowaniem. Skoro seksownym ubraniem określał mój ratowniczy czarny uniform, to najwidoczniej obniżyły mu się wymogi odnośnie damskiego stroju. Odkąd weszłam w posiadanie własnego samochodu, do pracy wychodziłam już przebrana, przez co mogłam zaoszczędzić kilka dodatkowych minut. A ostatnio czas był dla mnie naprawdę cenny.
              Luke odstawił szklankę do zlewu. Zerknęłam na niego porozumiewawczo, a on westchnął teatralnie pod nosem. Złapał za brudne naczynie, wyciągając je, by po chwili włożyć do zmywarki. Uśmiechnęłam się triumfalnie pod nosem. Próbowałam wyrobić w nim ten nawyk, aby nie zawalał nam zlewu. Czasem sam odruchowo wkładał brudne naczynia do urządzenia, a innym razem zostawiał je tam gdzie stał, czy to na blacie czy właśnie w zlewie.
               Chłopak pokręcił głową, a następnie podszedł do mnie. Spojrzałam w jego błękitne oczy. Dostrzegłam w nich te znane mi iskierki, które kochałam. Zawsze jego tęczówki błyszczały, gdy był w dobrym humorze, a były jeszcze bardziej wyraźne, kiedy był z czegoś mocno zadowolony.
               Drgnęłam lekko, gdy przejechał dłonią po moim policzku. Luke nachylił się, a ja momentalnie wstrzymałam oddech. Często miałam ten odruch, który wspierany był przez przyspieszone bicie serca. Ale nie moja wina, że mój organizm nadal tak reagował na Hemmingsa. Blondyn musnął swoimi ustami moje. Zamknęłam oczy, czekając na więcej. Luke zaśmiał się cicho, a ja prychnęłam pod nosem z niezadowoleniem.
- Co?- zapytał, przeciągając słowo.
- Nie bądź taki – odpowiedziałam, obejmując go w pasie.
- Jaki?
- Taki?
- Jaki taki?
- A idź ty – rzuciłam, a on ponownie zaśmiał się.
            Już chciałam go odepchnąć, aby jeszcze bardziej podkreślić moje małe niezadowolenie, ale Luke szybko zmienił mi plany. Ta chęć odeszła, gdy tylko złączył nas w spokojnym i czułym pocałunku. Odpowiedziałam od razu, jeszcze bardziej wciskając się w jego ciało. Jego język i usta były chłodne, a to za sprawą napoju, jaki niedawno pił. Dodatkowo smakował mrożoną herbatą. Orzeźwiający pocałunek, nie ma co.
            Hemmings naparł na mnie mocniej. Moje pośladki uderzyły o stół. Podobało mi się to, co ze mną robi. Skutecznie odrywał mnie od pracy i… drugiej pracy. Odciągał od wszystkiego, bym mogła tylko i wyłącznie zapełnić myśli jego osobą.
- Ile masz czasu do wyjścia? – wyszeptał, powoli wsuwając dłonie pod moją czarną koszulę z odznaczeniami ratownika.
- Wystarczająco dużo, by sobie na coś pozwolić.
- To chciałem usłyszeć- powiedział z uśmiechem, a potem o wiele zachłanniej wpił się w moje wargi. 
             Przyciągnęłam go do siebie, łapiąc za jego białą koszulkę. Dłonie chłopaka zaczęły pospiesznie rozpinać mi guziki od uniformu. Nie chciałam być gorsza, więc raptownie podciągnęłam jego bluzkę do góry. Luke zaśmiał się, kiedy zatrzymała się mu na klatce piersiowej. Podniósł ręce do góry, a potem pomógł mi pozbyć się niechcianego już w tej chwili ubrania.
             Spojrzał w moje oczy, w dalszym ciągu uśmiechając się pod nosem. Moje palce zdążyły nakreślić na jego skórze niewidzialną ścieżkę, gdy Luke ponownie złączył nasze usta. Na oślep złapał mnie za uda. Po chwili siedziałam już na stole, owijając nogi wokół jego bioder. Poczułam znane wybrzuszenie w jego spodniach, kiedy przylgnął do mnie jeszcze bardziej. Cichy pomruk wydobył się z mojego gardła, jak tylko lekko przygryzł mi skórę na szyi.
              Złapałam za sznureczki od jego dresów, aby je rozwiązać. Kokardka zniknęła, więc teraz bez przeszkód mogłam zsunąć z niego spodnie. Jednak chciałam odrobinę przeciągnąć ten moment, a jednocześnie rozpocząć małą zabawę, biorąc go na wstrzymanie. Dlatego zamiast pozbyć się dołu, wsunęłam dłoń pod materiał jego szarych dresów, pocierając jego twardniejącą erekcję. Krótki jęk opuścił jego usta, które znajdowały się tuż przy moich.
- Skarbie – zaczął, a ja usłyszałam, jak jego oddech odrobinę przyspieszył. – Jesteś z dnia na dzień piękniejsza.
- Widzę, że muszę częściej bawić się z tobą w taki sposób, by otrzymywać komplementy.
- No, wiesz – rzucił, marszcząc nos z niezadowoleniem. Moja dłoń mocniej zacisnęła się na jego bokserkach. – O cholera- wydusił, opierając się swoim czołem o moje. Zaśmiałam się cicho.
             Luke przygryzł moją wargę, a następnie zerknął gdzieś w bok. Byłam pewna, że sprawdzał godzinę. Bardzo dobrze wiedział, że nie lubiłam się spóźniać. Po chwili jednak jego oczy zrobiły się wielkości spodków. Odskoczył ode mnie tak raptownie, jakbyśmy byli tylko parą kochanków przyłapanych na gorącym uczynku.
- Co… - Ale nie dokończyłam, bo Luke szybko mi przerwał.
- Kurwa! Moja mama tu idzie!
             Szybko zeskoczyłam ze stołu, odwracając się w stronę okna. Faktycznie, Liz z pogodnym uśmiechem na ustach, szła wolno chodnikiem. Kobieta nie mogła nas zobaczyć, ale my ją i owszem. Niewiele myśląc zaczęłam zapinać guziki koszuli. Kątem oka spojrzałam na Luke'a, który pospiesznie wciągał na siebie koszulkę. Potem rzucił się w kierunku krzesła, przysuwając się do boku stołu najbliżej, jak się tylko dało.
- Co ty robisz? – zapytałam, zapinając ostatni guzik.
- Ukrywam swój problem. – Zerknął na mnie i zmarszczył nos, kiedy parsknęłam cichym śmiechem. – Nie chcę, by mama mnie tak widziała. To cholernie kompromitujące.
- Problem?
- Wiesz, jaki problem – rzucił, przekręcając oczami, co rozbawiło mnie jeszcze bardziej. Wiem, nie powinnam się śmiać, ale ta cała sytuacja naprawdę była dla mnie wprost komiczna.
- Problem mówisz…
- Jaki problem?
           Podskoczyłam w miejscu, kiedy do kuchni weszła Liz. Luke wytrzeszczył na nią oczy, a jego policzki przybrały odcień soczystej czerwieni. Zacisnęłam mocniej usta, by opanować chęć ponownego ryknięcia śmiechem. Z mojego gardła wydobył się jednak zduszony chichot, ale zaraz się opanowałam, widząc ciekawskie spojrzenie pani Hemmings.
- Macie problem?- powtórzyła Liz, podchodząc do stołu, przy którym byliśmy.
- Luke ma – odpowiedziałam, a blondyn posłał mi mordercze spojrzenie. Na szczęście jego mama tego nie widziała. Dopiero po chwili spojrzała na swojego najmłodszego syna, oczekując konkretów. – To było… z muzyką czy tekstem, bo już się pogubiłam? – pociągnęłam, zerkając porozumiewawczo na chłopaka.
- Z muzyką… Nie… Nie pasuje mi tempo w jednej piosence i nie wiem, jak to zmienić.
- Pewnie i tak wykombinujesz coś z chłopakami. Akurat w tej kwestii ci nie pomogę, bo się na tym nie znam – odpowiedziała blondynka, a następnie klepnęła Luke'a w plecy. – Wyprostuj się, bo będziesz później narzekał na ból kręgosłupa.
- Mamo – jęknął Hemmings, przekręcając oczami.
- Postawa jest ważna. – Uśmiechnęłam się do niej, zaciskając mocniej szczękę. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem po raz kolejny, ale musiałam się tym razem powstrzymać, by Liz nie zadawała nam więcej pytań. – Mieliście otwarte drzwi, więc sama się wpuściłam. W tych czasach powinniście uważać.
- Uważamy, mamo – mruknął Luke, opierając rękę na stole. Ułożył na niej głowę, wlepiając w nas swoje błękitne oczy.
- Potwierdzam. Wkładałam torbę do samochodu i ich nie zamknęłam – powiedziałam zgodnie z prawdą. Liz uśmiechnęła się szeroko.
- Mam nadzieję, że wam nie przeszkadzam. Pomyślałam, że zdążę wypić z tobą kawę, zanim pójdziesz do pracy. Wiem, że masz na późniejszą godzinę – odparła, siadając obok swojego syna.
- Więc przyszłaś do Malii a nie do mnie? Dzięki, mamo – skwitował Luke.
- Do ciebie też, syneczku – zagruchała blondynka, a potem poklepała go po głowie. – Mój dorosły synek.
- Mamo – jęknął Hemmings, robiąc się ponownie czerwony.
- Zawstydzam?
- Się jeszcze pytasz.
            Liz obrzuciła go surowym spojrzeniem. Nie wytrzymałam i znów zaczęłam się śmiać. Blondynka szybko do mnie dołączyła. Luke z niedowierzaniem zmierzył nas wzrokiem, a następnie wymamrotał coś pod nosem, by po chwili paść na stół, będąc całkowicie zrezygnowanym. Nie ma co, z Liz nie wygrasz.

            Myślałam, że mój dyżur nigdy się nie skończy. Czas tak cholernie mi się ciągnął, że kiedy w końcu mogłam udać się do domu, miałam wrażenie, że wyszłam stamtąd po tygodniu, tkwiąc w karetce lub budynku bez żadnej przerwy. Do tego pobyt w szpitalu odrobinę mi się przedłużył, więc opuściłam to miejsce, dopiero po jedenastej wieczorem.
            Weszłam do domu, czując, jak strasznie chce mi się spać. Ziewając, przeszłam w głąb salonu. Odrzuciłam torbę na bok, nie mając kompletnie siły na to, by ją rozpakować. Spojrzałam na leżącego na kanapie Hemmingsa. Sądząc po ubraniu i mokrych włosach, musiał niedawno brać prysznic. Trzymał pilota w dłoni, nie odrywając wzorku od jasnego ekranu telewizora.
- Cześć – powiedziałam, podchodząc do kanapy. Padłam na miejsce obok niego. Luke w ogóle się nie odezwał. – Pingwinku?
- Serio? – rzucił, podnosząc się do pozycji siedzącej.
- Co się stało?
- Jeszcze się pytasz – mruknął poirytowany. – Ciężko było dać mi znać, że wrócisz później do domu?
- Ja…
- Wystarczyłby jeden głupi sms, bym przestał się martwić! Miałaś być z powrotem po dziewiątej, a jest przed dwunastą! 
- Luke, kochanie – zaczęłam, przybliżając się do niego. – Przepraszam. Padł mi telefon, a nie wzięłam ze sobą służbowej komórki. 
            Odkąd zaczęłam prace z 5 Seconds of Summer dysponowałam dodatkowym numerem telefonu, który służył mi przy kontaktach typowo służbowych. Chłopak westchnął ciężko, spoglądając na mnie. Nadal był zły, choć z pewnością dużo mniej, niż chwilę temu.
- Martwiłem się, że coś ci się stało.
- Przepraszam – powtórzyłam, całując go w czubek lekko zadartego nosa.
- Już okej – rzucił, chociaż ja wiedziałam, że tak do końca okej to nie jest. – Dzwonił ci kilka razy telefon. Nie dają ci spokoju nawet w niedzielę.
- Nie odebrałeś?
- Nie odbieram cudzych telefonów.
- Luke, to służbówka, trzeba było odebrać. – Blondyn wzruszył ramionami. – A jak to było coś ważnego?
- Ta, z pewnością. Pewnie kolejne zadanie, które pochłonie cię od poniedziałku, aż do końca tygodnia.
            Dobra, widzę, że nie chodzi tu tylko o mój przeciągnięty dyżur. W jego głosie wyczułam nutę żalu, której nie udało mu się ukryć. Bez słowa chwyciłam za telefon, który niewinnie leżał na stole. Oprócz czterech nieodebranych połączeń, miałam jednego sms-a od dziennikarza, który za cztery dni miał przeprowadzić z chłopakami wywiad. Prosił o pilny kontakt. Zapisałam sobie szybko powiadomienie w telefonie, by nie zapomnieć do niego oddzwonić z samego rana. Wszystko to robiłam pod czujnym okiem Hemmingsa.
- Luke…- zaczęłam, odkładając telefon, ale chłopak szybko mi przerwał.
- Takie weekendy, jak ten teraz, zdarzają się nam naprawdę rzadko. Wiecznie siedzisz w pracy, a jak nie, to z nosem w laptopie. Mam wrażenie, że jesteśmy od siebie dalej, niż kiedyś. Jakbyśmy byli w ciągu tygodnia, tylko bliskimi nieznajomymi.
- Kochanie – odparłam, gładząc go po policzku. Luke przymknął powieki, ale po chwili je rozchylił. Jego błękitne oczy znów skupiły się na moich. – Naprawdę przepraszam, że tak się czujesz. Wiesz dobrze, że staram się pogodzić jedno z drugim, ale… to nie jest łatwe. Niedługo odejdą mi studia…
- Ale one i tak wrócą po trzech miesiącach.
- Luke…
- W porządku – rzucił, kręcąc głową, kiedy chciałam mu przerwać. – Nie powinienem się czepiać. W końcu to ja i chłopaki dowaliliśmy ci kolejnej pracy, więc nie powinienem się o to wkurzać.
- Masz prawo się wkurzać – dodałam, kiedy delikatnie oplótł mnie ramionami.
- Zrezygnuj z pracy ratownika.
- Co?
- Powinnaś pomyśleć nad rezygnacją z tej pracy. Wtedy będziesz mieć więcej czasu na resztę. Będziesz mieć wtedy więcej czasu dla mnie.
- Luke, mówiliśmy już o tym. Ta praca daje nam jedno stabilne źródło dochodu. Ty na razie nie pracujesz, a zespół… Zespół jeszcze nie prosperuje tak, jakbyśmy tego chcieli. Zresztą, mielimy te pieniądze na wszystkie strony, byście zyskali jeszcze większą promocję. Nie możemy pozwolić sobie na to, by żyć złudzeniem, że to nam wystarczy. Mieszkamy sami i musimy mieć na rachunki i na jedzenie.
- Ale w końcu kiedyś to rzucisz?
- Rzucę, jak tylko dobrniemy do kluczowego momentu w waszej karierze. Wtedy zostanę, tylko przy posadzie menadżera.
- Obiecujesz?
- Oczywiście. – Luke uśmiechnął się pod nosem, a potem pocałował mnie. – Obiecuję ci też, że przeanalizuje wszystko i lepiej ułożę plan dnia, by mieć więcej czasu dla ciebie. Sama tęsknię za takimi chwilami, jakie zdarzały nam się dawniej. – Uśmiech chłopaka powiększył się, co sprawiło, że poczułam ulgę, że przestał się na mnie gniewać.
- Zmęczona?
- Jestem padnięta. Idę pod prysznic. Nie siedź za długo.
- Nie będę siedzieć. Też idę spać.
- W takim razie widzimy się w łóżku.

***
           Odprowadził ją wzrokiem na górę, a potem oparł się o oparcie sofy, ciężko wzdychając. Naprawdę chciał, by ich sytuacja się zmieniła. Widywali się między posiłkami lub późnymi wieczorami, bo Malia wykorzystywała każdą chwilę na pracę lub studia. Wspólne wyjścia zdarzały się od święta, a on zaczął tęsknić za początkiem, kiedy to mogli spędzać ze sobą znacznie więcej czasu.
            Z drugiej jednak strony wiedział, że przemawia przez nią ambicja. Malia nigdy nie chciała niczego zawalić, a praca, po tak zwanych łebkach, nie wchodziła u niej w grę. Zazwyczaj tyczyło się to CALMM Manager Group. To właśnie tu wkładała najwięcej swojego wysiłku, przez co było widać efekty. W krótkim czasie zyskali naprawdę wiele. Gdyby nie to, co robiła, pewnie dalej tkwiliby na początku tej ciężkiej drogi. A ona była jeszcze długa i kręta, bo nadal mieli status początkujących. Na daną chwilę dla niego idealnym rozwiązaniem byłoby, gdyby zrezygnowała z ratownictwa medycznego. Ale zdawał sobie sprawę, że w słowach Malii odnośnie utrzymania domu i całej tej odpowiedzialności, było sporo racji. Nie chciał ponownie wyciągać od rodziców pieniędzy, gdyby coś im nie wyszło.
            Wstał z kanapy, wyłączając telewizor. Już chciał ruszyć w stronę schodów, kiedy poczuł na udzie wibrację. Po chwili w salonie rozległ się dźwięk przychodzącej wiadomości. Luke przekręcił oczami, wyciągając telefon z kieszeni. Był pewny, że to jeden z chłopaków, który nagle doznał olśnienia i przypływu weny twórczej i musiał koniecznie podzielić się tym z resztą. W końcu nikt inny nie pisałby do niego o tej porze. Dlatego był mocno zdziwiony widząc imię nadawcy.

Od Ashley:
Mam nadzieję, że jeszcze nie śpisz. Zastanawiałam się cały dzień, czy się do ciebie odezwać. Ale przecież całkiem fajnie nam się rozmawiało w pubie. Może powinniśmy to kiedyś powtórzyć? :)



***
Małych zgrzytów ciąg dalszy, ale może w końcu coś zacznie się zmieniać - a może i nie? 
Mam nadzieję, że rozdział się Wam podobał :)

W dalszym ciągu przypominam o sondach - wybieramy ulubione opowiadanie i bohaterkę. Głosowanie trwa do końca marca :) Za wszystkie oddane już głosy bardzo dziękuję :)

Przypominam również o Asku :)

Kolejny rozdział pojawi się standardowo za tydzień.

Pozdrawiam i życzę Wam wszystkim Wesołych Świąt!

3 komentarze:

  1. O nie, ten sms na końcu wcale mi się nie spodobał. Luke powinien odmówić, zwłaszcza, że była powodem małego spięcia pomiędzy Malią a Lukiem.
    Do piątku!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie lubię tej Ashley, niech spieprza w cholere �� Rozdział oczywiście wspaniały. Czekam z niecierpliwością na następny

    OdpowiedzUsuń