piątek, 22 kwietnia 2016

S4 - Rozdział 10

Sydney, 1 lipca 2013 roku


            Wystarczyły mi, tylko dwa dni, aby podjąć decyzję. Decyzję w sprawie porzucenia pracy. Po rozmowie z Lukiem, raz za razem analizowałam wszystkie za i przeciw. Doszłam w końcu do kluczowego momentu, w którym musiałam przyznać blondynowi rację. Praca na dwa etaty, szczególnie w takich zawodach, naprawdę mogła mnie wykończyć. Kwestią czasu byłoby to, kiedy w końcu wszystko zaczynałoby mnie przerastać. Tu już nie chodziło o zmęczenie i frustrację, która prowadziła do nerwowości i rozchwiania emocjonalnego. Ale o to, że będąc w takim stanie, nie dawałabym z siebie całych stu procent. Po co komu ratownik, który marzy, tylko o powrocie do łóżka, któremu trzeba milion razy powtarzać tą samą rzecz, bo przez niewyspanie nie jest w stanie się porządnie skoncentrować? Kto normalny powierzyłby ratowanie ludzkiego życia, komuś takiemu? A na co komu byłby menadżer, który z braku czasu, nie mógłby w pełni oddać się pracy, która wymaga zaangażowania dłuższego i większego, niż tylko standardowe osiem godzin roboczych w ciągu dnia? Byłam jedną osobą i nie miałam możliwości rozdwojenia się. Nie było też możliwe, aby utrzymać taki stan pracy dłużej.
             Dzisiaj udałam się do szpitala, aby wręczyć mojemu kierownikowi wypowiedzenie. Obowiązywał mnie dwutygodniowy okres odstępstwa od umowy o pracę. Aby, jak najszybciej zerwać ze szpitalem, w dni, które pozostały mi do wypracowania – a nie było ich, aż tak dużo, bo zawalono mi drugą połowę miesiąca – wzięłam urlop, którego nie wykorzystałam wcześniej. Dzięki temu nie byłam zmuszona odbębniać następnych dyżurów. Mogłam oficjalnie pożegnać się z tą ciężką, acz ambitną pracą i zacząć być menadżerem pełną gębą.
              Nie powiedziałam o mojej decyzji Hemmingsowi. Postanowiłam, że zaproszę dzisiaj chłopaków na wspólny obiad na mieście i to tam, poinformuję cały swój zespół o tej nowości, która nastała w moim życiu. Chciałam załatwić to za jednym zamachem i mieć to z głowy.
              Wyszłam ze szpitala, kiedy dochodziła godzina trzecia. Miałam pół godziny do spotkania z 5 Seconds of Summer. Nie wiem, co mnie naszło, aby umawiać się z nimi w samym sercu Sydney. Szczególnie, że o tej porze panował tam tłok i wiedziałam, że korków nie ominę. A nie chciałam się spóźnić. Nie lubiłam tego robić.
               Wsiadłam do samochodu, odrzucając torbę na bok. Wygrzebałam z kieszeni telefon, jednocześnie wkładając kluczyki do stacyjki. W duchu modliłam się, abym znalazła gdzieś miejsce parkingowe w pobliżu knajpki, w której miałam spotkać się z resztą. Normalnie dotarłabym do celu w przeciągu piętnastu minut, ale musiałam wziąć poprawkę na ruch uliczny. Z góry wiedziałam, że właduję się w sznur samochodów. Postanowiłam, więc poinformować Luke'a o moim ewentualnym poślizgu czasowym. Wykręciłam numer do blondyna, odpalając silnik.
- Malia, dobrze, że dzwonisz…
- Mogę się spóźnić – przerwałam mu, przekładając telefon do drugiej ręki. – Wolę uprzedzić.
- Skarbie…
- Tak?
- Spotkasz się z chłopakami beze mnie? – Uniosłam zaskoczona brwi do góry. – Nie wyrobię się.
- Co takiego się stało? – zapytałam, starając się przybrać neutralny ton. Prawda była taka, że byłam rozczarowana tym, że się nie pojawi.
- Jestem u Ashley. Ma problem z komputerem. – Moje palce mocniej zacisnęły się na komórce. Gdybym miała nadnaturalną siłę, to z pewnością urządzenie roztrzaskałoby mi się w dłoni.
- Od kiedy stałeś się specem w tej dziedzinie?
- Malia, ja…
- Dobra, nie ważne – odpowiedziałam, przekręcając oczami. – Widzimy się w domu.
- Malia, poczekaj…
- Co?
- Moja mama zaprosiła nas dzisiaj na kolację.
- Na którą?
- Na siódmą.
- Będę.
- Kochanie…
             Ale nie dane mu było dokończyć, bo odciągnęłam telefon od ucha, szybko zakańczając rozmowę. Przeklęłam pod nosem, nie mogąc uwierzyć w to, że Hemmings znów do niej polazł. Odrzuciłam telefon na bok, zaciskając mocno usta. Pieprzona Ashley i jej gówniane problemy, którymi akurat musiał zajmować się mój facet. Z drugiej strony, chciałam być tą idealną dziewczyną, która nie robiłaby mu jazd o takie kontakty. Jak widać nie zawsze mi się to do końca udawało. Przecież nic już ich nie łączy. Chyba, że pod tym względem, jestem kolejną naiwniaczką. Tą, która w końcu przejedzie się przez swój wyidealizowany świat, nie dostrzegając w porę tego, co tak naprawdę się dzieje.

             Wysiadłam z samochodu, zarzucając torebkę na ramię. Spojrzałam na telefon, który w czasie drogi dzwonił mi trzy razy. Wszystkie połączenia były od Luke'a, ale ja nie zamierzałam już z nim rozmawiać. Przekręciłam oczami, wciskając komórkę do kieszeni. Zamknęłam auto, a następnie ruszyłam szybko w stronę lokalu, w którym czekała pozostała część 5 Seconds of Summer.
              Wpadłam do pomarańczowo białej knajpki, zaliczając dwu minutowe spóźnienie. Wcale nie tak źle, jak by mogło być. Sydney było dla mnie dziś łaskawe, pod względem korków i drogi. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Szybko odnalazłam chłopaków, którzy siedzieli przy większym kwadratowym stole. Musiałam przejść przez cały lokal, bo panowie ulokowali się na samym jego końcu.
- Cześć i przepraszam za spóźnienie – powiedziałam od razu, gdy tylko zatrzymałam się obok nich. Usiadłam na wolnym miejscu, zawieszając torbę na oparcie krzesła.
- Nie duże spóźnienie – odparł z uśmiechem Ashton. – Gdzie Luke?
- Nie przyjdzie – rzuciłam, udając, że mam to naprawdę w głębokim poważaniu.
- Bo? – wydusił Michael, odrywając wzrok od menu.
- Pomaga Ashley z komputerem – odpowiedziałam, łapiąc za kartę dań. 
             Jeśli chłopaki myśleli, że nie widziałam ich porozumiewawczych spojrzeń, to się mylili. Nie byli pod tym względem zbyt dyskretni. A to dodatkowo wzbudziło we mnie pewną obawę i niepokój.
- Pieprzyć Ashley – skwitował Calum, pukając mnie w ramię. - Co to za nowina, którą mamy świętować?
- Skąd wiesz, że mam jakiegoś newsa i będziemy to świętować obiadem? – odparłam ze śmiechem.
- Daj spokój – rzucił Michael. – Wiemy, że to coś ważnego. Przez telefon brzmiałaś… tak…
- Jak?
- Ekscytująco.
- Serio? – wydusiłam, unosząc jedną brew do góry. Zaśmiali się, kiwając jednocześnie głowami. – W takim razie was rozczaruje, bo to takie ekstra to, to nie jest.
- Mów – ponaglił mnie Irwin.
- Rzuciłam pracę.
- Co? – mruknął Hood, krzywiąc się. – Co takiego zrobiliśmy, że nie chcesz już z nami współpracować? Nie podejmuj takich decyzji pochopnie…
- Przemyśl to – wtrącił Clifford, nie odrywając ode mnie zielonych oczu. – Powiedz nam, co zrobiliśmy źle, czym cię wkurzamy, a my postaramy się to naprawić…
- Tu nie chodzi o nas? – zapytał powoli Ash, kiedy zacisnęłam usta, by nie parsknąć śmiechem.
- Nie o was. Rzuciłam pracę w szpitalu.
- Kurwa, co za ulga – odparł Calum, od razu się rozluźniając. – Byłem pewny, że coś spieprzyliśmy.
- Postawiłam na was, więc tego nie schrzańcie – powiedziałam, udając poważny ton, który ich rozbawił.
- To dopiero komplement – skwitował Michael. – Komplement dla nas.
- Tak?
- Uważasz, że jesteśmy tak zajebiści, że damy radę – odpowiedział pewnym siebie głosem. – Czadersko.
- Nie zawiedziemy – zapewnił mnie Hood.
- Teraz skupiam się, tylko na was - pociągnęłam z uśmiechem.
- To dobra nowina – powiedział Ash, kiwając głową. – Mamy w końcu pełnoetatowego menadżera.
- I pielęgniarkę w jednym – dodał Cal, a potem podskoczył, kiedy uderzyłam go lekko w ramię. – No, co? To dobrze. Różne rzeczy się dzieją.
- Jesteście niemożliwi.
- I dlatego nas uwielbiasz – rzucił ze śmiechem Michael.
- Oj, tak.

             Spotkanie z chłopakami naprawdę przebiegało w świetnej i miłej atmosferze tak, że nic dziwnego, że nie chciało mi się wracać do domu. Jednak miałam razem z Lukiem pojawić się u jego rodziców na kolacji, więc w końcu musiałam zarządzić powrót. Zanim jednak do tego doszło, wybrałam się z paczką na miasto, aby w czasie spaceru zahaczyć o cukiernię. Po pysznym obiedzie, musiał być przecież także i deser.
             Kiedy w końcu wpadłam do domu, było przed siódmą. Dokładnie miałam piętnaście minut, aby się ogarnąć. Na szczęście państwo Hemmings byli naszymi sąsiadami, więc nie mieliśmy do nich daleko. Ruszyłam pędem w stronę schodów. Wpadłam na górę, niemalże zderzając się z wychodzącym z łazienki blondynem.
- Malia…
- Daj mi chwilę – rzuciłam przez ramię, wpadając do białego pomieszczenia.
- Nie uważasz, że powinniśmy, o czymś porozmawiać? - zapytał, opierając się o framugę. Skrzyżował ręce na klatce piersiowej, nie odrywając ode mnie błękitnych oczu.
- Niby, o czym? – odparłam, poprawiając makijaż. Luke spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Nie skomentowałam tego w żaden sposób.
- Choćby o tym, że ignorowałaś moje telefony przez cały pieprzony dzień – mruknął, kręcąc głową. W jego głosie słychać było zawód, ale on jakoś nieszczególnie mnie ruszył.
- Byłam zajęta.
              Zrzuciłam z siebie czarną bluzkę. Trafiła ona do kosza na pranie. Luke dokładnie zmierzył mnie wzrokiem. Minęłam go bez słowa, wchodząc do sypialni. Chłopak jednak tak łatwo mi nie odpuścił, bo ruszył tam za mną, prawie depcząc mi po piętach. Wyciągnęłam z garderoby czystą biało czarną koszulę. Ubrałam ją i zaczęłam zapinać guziki.
- Byłaś zajęta? Z chłopakami? Co takiego robiliście, że byliście tak bardzo zajęci? – ciągnął temat Hemmings.
- Byliśmy zajęci spędzaniem czasu w swoim dobrym towarzystwie. Przyjaciele często tak robią.
- Dzwoniłem chyba z dziesięć razy.
- Nie słyszałam.
- Możesz przestać! – krzyknął, łapiąc mnie za ramię. Dopiero gdy to zrobił, zdałam sobie sprawę, jak blisko mnie był.
- Nieźle. Coraz częściej podnosisz na mnie głos.
- Coraz częściej widzę, że masz mnie gdzieś.
- Nigdy nie miałam cię gdzieś – powiedziałam powoli, wyszarpując ramię z jego dłoni. Luke zacisnął usta, zerkając na mnie niepewnie. – Nigdy, przenigdy nie miałam cię gdzieś. Zawsze byłeś na pierwszym miejscu – powtórzyłam, aby w końcu to do niego dotarło. Westchnęłam cicho, kręcąc głową, a następnie dokończyłam zapinanie koszuli.
- Malia…
- Chodźmy, bo zaraz spóźnimy się na kolację – rzuciłam, zostawiając naszą relację w totalnym bałaganie i chaosie. Idealnie.

              Ani ja, ani Luke nie daliśmy po sobie poznać tego, że doszło między nami do spięcia. Nawet Liz nas nie rozgryzła, a blondynka poszczycić się mogła naprawdę świetnym szóstym zmysłem, jeśli chodziło o jej najmłodsze dziecko. Tym razem jednak chłopak doskonale wszystko zabunkrował i zamaskował.
              Siedzieliśmy całą czwórką przy stole, rozmawiając na wszystkie tematy. Głównie jednak skupialiśmy się na karierze chłopaków oraz na Celeste i Jacku, którzy niedługo mieli zostać po raz pierwszy rodzicami. Było widać, że Liz nie może się doczekać momentu, w którym to oficjalnie zostanie babcią. Podczas rozmów towarzyszył nam szczęk sztućców. Blondynka znowu przeszła samą siebie, serwując nam pyszne dania, które tak często wychodziły spod jej ręki. Dzisiaj postawiła na puree z ziemniaków oraz pieczoną wołowinę z warzywami. Pychota.
- A jak u ciebie w pracy? – zapytał Andrew.
- CALMM Manager Group działa bez zastrzeżeń. Idziemy całą piątką w dobrym kierunku – odpowiedziałam z uśmiechem.
- A jak w szpitalu?
- Zrezygnowałam z pracy ratownika. - Zdążyłam to powiedzieć, a wszyscy podskoczyliśmy w miejscu. Luke wypuścił widelec z ręki, robiąc wielkie oczy. Oczy, które skupiły się na mnie. – Uznałam, że to faktycznie będzie najlepsze rozwiązanie, gdy skoncentruję się na jednym zadaniu.
- Zatyrałabyś się w końcu – skwitowała Liz, ignorując zachowanie syna. – To dobra decyzja.
- Też tak uważam – odparł Andrew. – Praca na dwa pełne etaty nie jest łatwa, szczególnie w tym, co robiłaś.
- Mam nadzieję, że dzięki temu praca z 5 Seconds of Summer ruszy jeszcze bardziej – powiedziałam z uśmiechem.
- Może chłopaki w końcu pojadą w trasę – rzucił ze śmiechem mężczyzna. – Koniecznie wtedy chcę bilety.

              Ściągnęłam buty, ustawiając je przy szafce. Weszłam w głąb salonu, przeciągając się. Czułam się zmęczona całym tym dniem. W końcu nie mało się działo. Ruszyłam w stronę schodów, aby zająć jako pierwsza łazienkę. Byłam w połowie drogi, kiedy zatrzymał mnie głos Luke'a.
- Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć?
- O czym? – odparłam, odwracając się.
- O tym, że zrezygnowałaś z ratownictwa?
- Chciałam ci powiedzieć na dzisiejszym spotkaniu z chłopakami, ale… ciebie nie było. Potem nie było na to czasu i jakoś tak wyszło.
- W porządku – rzucił łagodnie, co nie ukrywam, dość mocno mnie zdziwiło.
              Podszedł bliżej. Objął mnie w pasie, a potem złączył na krótko nasze usta. Następnie uśmiechnął się, przejeżdżając palcem po mojej dolnej wardze. Przyjemny dreszcz przebiegł mi po plecach. 
- Widzimy się w łóżku?
- To zaproszenie? – zapytał ze śmiechem. Odpowiedziałam tym samym, sprzedając mu szybki klaps w prawy pośladek. – To zdecydowanie zaproszenie.
- To się okaże – powiedziałam, puszczając mu oczko. Luke ponownie zaśmiał się i poszedł na górę. Odprowadziłam go wzrokiem. Kiedy zniknął mi z oczu, wzięłam głębszy oddech. – Nie jest do końca w porządku – pomyślałam, a potem ruszyłam za nim.


***
Malia jednak szybciej postanowiła zrezygnować z pracy. Trwa nadal spięcie pomiędzy główną dwójką bohaterów. Może w końcu dojdą do ładu ze sobą albo postawią na całkiem inne rozwiązanie.
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Dziękuję Wam za wszystkie komentarze! Uwielbiam je - ale to już wiecie :)

Standardowo przypominam o Asku i Twitterze - @RoxyDonau w obu przypadkach :)

Pozdrawiam i do następnego piątku!

5 komentarzy:

  1. Bardzo dobrze, że Malia rzuciła pracę w szpitalu teraz naprawdę będzie mogła skupić się na karierze chłopaków :) Nie podoba mi się to, że Hemmo znowu spotkał się z tą całą noc Ashley. Nie lubię jej i coś mi się zdaje, że jeszcze nie raz pojawi się w życiu blondyna. Malia mogła by mu powiedzieć jak się z tym czuje. Między nimi dzieje się coś niedobrego i mam nadzieję, że się nie pokłócą tak na dobre. Nie chcę by się rozstali :(
    Czekam na kolejny rozdział :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz będzie się mogła naprawdę skupić na jednej pracy. No, cóż... Hemmings ma nową/starą koleżankę, ale fakt Malia powinna mu powiedzieć, co jej leży na serduchu.
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Biedna Malia. Luke jest taki głupi tracąc czas na swoją byłą. Gdy przy sobie ma tak wspaniała dziewczyne, która jest wyrozumiała, ale pewnie do czasu.
    Szkoda mi jej, mimo wszystko ona się stara, a on co? Olewa ją.
    Dobrze, że rzuciła pracę, będzie miała więcej czasu na odpoczynek.
    Rozdział świetny. Mam nadzieję, że wszystko między nimi się wyjaśni i będzie okay.
    Weny życzę. ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że rozdział Ci się podobał. Można powiedzieć, że wcześniej to Hemmo był olewany - bo praca, teraz sytuacja nieco się zmieniła. Zobaczymy, czy w końcu wszystko sobie wyjaśnią :)
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń