piątek, 1 kwietnia 2016

S4 - Rozdział 7

Sydney, 20 czerwca 2013 roku


           Zeszłam szybko ze schodów, poprawiając torbę, którą miałam na ramieniu. Złapałam za teczkę, która leżała na stoliku w salonie. Następnie wpadłam do kuchni, aby przed wyjściem na szybko zamienić kilka słów z Hemmingsem. Dzisiaj chłopaki mieli wywiad, który przeprowadzić miała lokalna gazeta. Jako, że nie udało mi się załatwić wolnego w pracy, musiałam mieć stu procentową pewność, że wiedzą wszystko, co powinni wiedzieć na temat tego, co powinni mówić, a czego mają unikać.
- Luke!
           Chłopak poskoczył na krześle, niemalże wypuszczając z dłoni ciepłego tosta, który ociekał keczupem. Odwrócił się, a jego błękitne oczy spojrzały wprost na mnie. Oblizał usta, a następnie kiwnął mi głową, dając znak, bym kontynuowała.
- Przepraszam, nie chciałam cię wystraszyć. Pamiętasz, o czym mówiliśmy wczoraj?
- Skarbie, idiotą to ja nie jestem.
- Więc? - Luke przekręcił oczami. Ponagliłam go, machając ręką.
- Możemy napomknąć o tym, nad czym dokładnie pracujemy, ale nie za dużo, by nie wyjawić szczegółów. Możemy powiedzieć o zbliżającej się sesji i kolejnych wywiadach. Podziękować oficjalnie fanom za wsparcie. Powinniśmy omijać tematy prywatne, chociaż możemy odpowiadać na pytania ogólne. Nie pozwolić, by za bardzo wdrążali się w nasze życie. Powinna ich interesować nasza muzyka.
- Idealnie – rzuciłam, klepiąc go po głowie, niczym małego chłopca. Cmoknęłam go w nos, bo jego usta pokryte były cienką warstwą keczupu. – Widzimy się później w domu.
- Miłego dnia.
- Wzajemnie, Pingwinku. I koniecznie daj znać, jak skończycie.  – Kiedy skończyłam mówić, Luke był w trakcie gryzienia, więc tylko z uśmiechem pokiwał mi głową. Odpowiedziałam również uśmiechem, a następnie pognałam w stronę drzwi. Nie chciałam się spóźnić na zajęcia.

            Nie było tak, że uczelnia i praca oderwały mnie od tematu wywiadu. Miałam wrażenie, że moja nieobecność przy chłopakach sprawia, że myślę o tym dwa razy więcej. Zastanawiałam się, czy nie są zdenerwowani, czy dziennikarz będzie dla nich miły, co takiego dokładnie powiedzą i czy przypadkiem nie zbombardują ich pytaniami, na które w ogóle nie powinni odpowiadać. Nic dziwnego, że byłam przez większość czasu porządnie rozkojarzona. Dodatkowo niecierpliwiłam się, bo chciałam już dostać od nich jakąkolwiek wiadomość, by wiedzieć, że wszystko poszło bez zbędnych problemów i zgodnie z planem.
             Po dwóch wykładach musiałam jeszcze zliczyć krótszy dyżur. Specjalnie poprosiłam o połowę zmiany i na szczęście z tym problemów nie było, bo kierownik od razu się zgodził. A na to liczyłam. Chciałam stopniowo zacząć naprawiać to, co działo się między mną a Hemmingsem. Aby blondyn dłużej nie czuł się zaniedbany i odtrącony. Nasza relacja faktycznie była inna i wcale nie mogłam temu zaprzeczać. Luke miał rację, choć z drugiej strony, starał się nie obarczać mnie jakąkolwiek winą.
             Po otrzymaniu od Luke'a dobrych wieści, ze wywiad udał się po całości, postanowiłam zrobić mu małą niespodziankę. Luke był przekonany o tym, że do domu wrócę późnym wieczorem. Ja natomiast kończyłam wcześniej. Chciałam przyszykować dla nas kolację, a potem spędzić z nim resztę wieczoru, podczas którego oglądalibyśmy jakiś film lub kolejny głupkowaty program, który skutecznie, by nas odmóżdżył. Z punkt honoru wzięłam sobie to, by choć trochę było tak, jak dawniej. Kiedy każde z nas miało więcej czasu dla tego drugiego – a w szczególności ja. Szybko wypisałam sobie listę zakupów, planując sobie powrót do domu i gotowanie, które mnie czekało. Miałam gdzieś zmęczenie. W tym momencie liczyła się dla mnie, tylko przyjemna perspektywa spędzenia reszty dnia ze swoim chłopakiem.

***
             Jak tylko wyszli z budynku redakcji, otoczyła ich mała grupa fanów, która głownie składała się z dziewczyn. Cała czwórka porozmawiała z nimi chwilę, zrobili sobie zdjęcia, rozdając dodatkowo autografy. Nie zawsze tak było, ale czasami ludzie w ten sposób potrafili ich zaskoczyć. Jakby doskonale wiedzieli, gdzie i o której godzinie będą się znajdować. Nie mieli nic przeciwko większemu zainteresowaniu, jakie powoli się wokół nich tworzyło. Coraz bardziej czuli, że osiągają sukces.
             Odeszli od fanów, aby skierować się w stronę parkingu. Luke pożegnał się z pozostałą trójką, wsiadając do swojego czarnego samochodu. Calum, Michael i Ashton wychodzili razem na obiad, ale Hemmings miał całkiem inne plany. Odpalił silnik, a następnie machnął na nich, ruszając w stronę głównej ulicy. Po chwili włączył się do ruchu.
              Jechał może z dziesięć minut, by w końcu ponownie znaleźć się na parkingu, który mieścił się niedaleko plaży. Wysiadł z samochodu, zamykając go. Zsunął na nos okulary przeciwsłoneczne. Wciskając dłonie do kieszeni spodni, ruszył w stronę deptaku. Tam odbił w bok, wchodząc do wystawionego ogródka kawiarni. Rozejrzał się, odnajdując osobę, z którą się umówił. Podszedł do stolika, siadając naprzeciwko blondynki.
- Już jesteś – powiedziała Ashley, obdarzając go szerokim uśmiechem.
- Duże zaliczyłem spóźnienie?
- Nie, byłam pewna, że każesz mi czekać dłużej. Jak było?
- W porządku – odpowiedział, opierając się o oparcie.
- Zamówiłam ci mrożoną kawę i ciasto.
- Dzięki.
- Naprawdę cieszę się, że udało mi się cię wyciągnąć na to małe spotkanie. – Luke uśmiechnął się tylko, kiwając lekko głową.

***
             Wpadłam do domu, taszcząc w dłoni siatki. Na szczęście nie były ciężkie i nie było ich dużo, więc dałam radę przynieść to wszystko na raz. Postawiłam je w kuchni, a następnie rozejrzałam się po salonie, w którym panowała cisza. Wytężyłam słuch, ale z góry również nie dochodziły do mnie żadne dźwięki, które świadczyłyby o tym, że Luke jest w domu. Dla pewności, że go faktycznie nie ma, zajrzałam jeszcze do piwnicy, ale i tam powitała mnie pustka. Najwidoczniej Hemmings musiał poleźć gdzieś z chłopakami i wróci później. Może wpadli na kolejny pomysł, który dotyczył ich nowego hitu, który szykowali? Albo siedzi w domu obok, mając do towarzystwa swoich rodziców?
             Zabrałam się za rozpakowywanie zakupów, szykując sobie także miejsce do gotowania. Odpaliłam przy okazji komputer. Chciałam zrobić dwie rzeczy na raz – przyszykować kolację i popracować. Dało się to jakoś pogodzić, bo dzisiaj maili nie było dużo. Większość stanowiły zamówienia i pochlebne słowa, kierowane w stronę zespołu, które będę musiała im przekazać. Dlatego bez problemów skupiłam się na przyrządzaniu pieczonych ziemniaków i faszerowanej serem i grzybami pieczeni. Przepis ten przejęłam od Liz i miałam nadzieję, że wyjdzie mi, chociaż w połowie tak dobrze, jak jej. Jeśli chodzi o gotowanie, to mama Hemmingsa naprawdę nie miała sobie równych. Jej domowe popisowe dania rozpływały się w ustach, a ja chciałam kiedyś znaleźć się na podobnym poziomie, co ona.
              W połowie przygotowywania kolacji, zadzwoniła do mnie Sharon. Rozmowa z przyjaciółką przeciągnęła się do niemalże trzydziestu minut, podczas których przetrzymywałam brodą telefon lub operowałam jedną ręką. Naprawdę zależało mi na tym, aby nie schrzanić dania, które sobie wybrałam. Dziewczyna nadawała o wszystkim, co teraz dzieje się u niej w życiu, a ja odpowiadałam tym samym. Nawał pracy i obowiązków skutecznie odseparował mnie także i od niej. Mieliśmy znacznie mniej czasu na kumpelskie rozmowy, niż wcześniej. Chociaż Sharon wcale nie czuła się zaniedbywana, bo sama pracowała i uczyła się, co też skutecznie zmniejszało jej czas wolny. Żadna z nas nie miała do tej drugiej pretensji o to, że nasze kontakty odrobinę się ograniczyły.
             Rozmowa z Sharon wprawiła mnie w jeszcze lepszy nastrój. Musiałam to przed sobą przyznać, że dzisiaj był jeden z tych przyjemniejszych i luźniejszych dni, w których to byłam pewna, że wszystko może się udać. Moją głowę przepełniały pozytywne myśli, ładując jednocześnie poziom entuzjazmu, który ostatnimi czasy odrobinę mi spadł. Czekałam jeszcze na to, aż wszystko zacznie się normować, a ja wrócę na spokojne tory funkcjonowania.
             Było parę minut po siódmej, kiedy skończyłam gotowanie. Ogarnęłam szybko kuchnię, mając w pogotowiu przyszykowane już talerze, sztućce i szklanki. Luke mógł wrócić w każdej chwili, a ja naprawdę nie mogłam się doczekać, by go w taki sposób odrobinę zaskoczyć. Szczególnie, że nadal był nieświadomy mojego szybszego wyjścia z pracy.
              Kiedy minęła ósma, stałam się jeszcze bardziej zniecierpliwiona. Gdzieś w środku czułam, że mój entuzjazm słabnie. Powoli też ogarniało mnie rozczarowanie. Ono nasiliło się, gdy zegarek wskazał dziewiątą. Wtedy już też skręcało mnie z głodu. Gdybym pewnie zaliczyła obiad, było by inaczej, ale wolałam poświęcić ten czas na zakupy i stanie przy garach. Z wewnętrzną porażką, zasiadłam sama do kolacji, którą mieliśmy zjeść wspólnie. Chyba byłam zbyt naiwna, wierząc w to, że coś niezaplanowanego może się udać. Niespodzianka okazała się być kompletnym niewypałem.
              Posprzątałam po samotnym posiłku. Odłożyłam umyty talerz na suszarkę, kiedy drzwi frontowe otworzyły się. Usłyszałam znane kroki, które skierowały się w stronę kuchni. Po chwili Luke wszedł do pomieszczenia. Odwróciłam się w jego stronę. Chłopak z zaskoczeniem uniósł brwi do góry, lustrując mnie wzrokiem.
- Ty już w domu? Byłem pewny, że kończysz o jedenastej – powiedział, podchodząc do mnie. Musnął przelotnie moje wargi, a następnie rozejrzał się po kuchni. W pomieszczeniu nadal unosił się zapach przypraw, które z pewności wyczuł.
- Skończyłam szybciej – odpowiedziałam, wzruszając ramionami.
- Co jadłaś?
- Zrobiłam nam kolacje. Ziemniaki i faszerowana pieczeń. Pogrzać ci?
- Nie, właśnie wracam z pizzerii.
             Po jego słowach zaczęłam żałować, że nie dałam mu znać o tym, że jednak coś planuję. Cała moja praca poszła na marne, bo Hemmings w ogóle nie był głody. Zresztą i tak byśmy już tego razem nie zjedli, a właśnie na to najbardziej liczyłam. Luke musiał zobaczyć na mojej twarzy rozczarowanie, bo przyjrzał mi się uważniej.
- Coś się stało?
- Nie, nic się nie stało – skłamałam, uśmiechając się lekko. Nie byłam i nie mogłam być na niego zła, bo w końcu o niczym nie wiedział. Mogłam mieć pretensje, tylko do samej siebie.
- Malia?
- Naprawdę nic się nie dzieje.
- O której skończyłaś pracę?
- O szóstej. – Luke ponownie uniósł brwi do góry.
- Tak szybko?
- Wzięłam dzisiaj, tylko połowę dyżuru. – Pokiwał głową. – A gdzie ty się podziewałeś? Byłam pewna, że będziesz w domu.
- Po wywiadzie spotkałem się z Ashley na kawie, a potem poszliśmy na pizzę. 
             Kiedy to powiedział, wstrzymałam oddech. Naprawdę nie chciałam zgrywać zazdrosnej panienki, ale to na swój sposób nie było przyjemne. Myśl o tym, że Luke spędził ze swoją byłą dziewczyną kilka długich godzin, niepokoiła mnie. Szczególnie, że na imprezie dobitnie pokazał, że przy niej jest w stanie zignorować wszystkich pozostałych, którzy byli dookoła. Poczułam gorycz żalu, która mieszała się z niepewnością. Jakbym w tym momencie traciła, jakiś stabilny grunt pod nogami. Byłam przecież pewna, że ta cała Ashley nie pojawi się już w naszym życiu. Jak widać myliłam się również, co i do tego. Ale przecież to było tylko spotkanie, więc nie rozumiałam, skąd nagle wziął się u mnie ten strach. Może dlatego, że była pierwszą dużą miłością Hemmingsa? A może dlatego, że mój mózg w irracjonalny sposób stawiał ją pod punktem typowego zagrożenie?
- Skarbie, powiesz mi, co się dzieje? Zaczynam się martwić.
- Jestem tylko zmęczona. Idę pod prysznic.
- Czy ta pieczeń i ziemniaki będą jutro zjadliwe? – zapytał, zerkając na mnie z lekkim uśmiechem. – Bo pachnie nieziemsko.
- Tak. Będą w lodówce – odparłam, odwracając się od niego.
- Malia? - Westchnęłam ciężko pod nosem, ponownie stając naprzeciwko niego. – Jesteś na mnie zła?
- Nie jestem – powiedziałam, chociaż to jego wieczne dopytywanie się o mój nastrój, zaczęło mnie irytować. Dlaczego nie mógł mi odpuścić, kiedy tego potrzebowałam? A może wkurzał mnie fakt, że to z Ashley spędził dzisiejszy dzień? 
             Wiedziałam jednak, że jeśli Luke nie przestanie ciągle mnie zatrzymywać, to w końcu wybuchnę. Powiem wtedy coś, czego mówić nie powinnam, jednocześnie dając mu znać o tym, jak nieraz potrafię być zaborcza. Hemmings jednak już więcej się nie odezwał, a ja mogłam w spokoju z zewnątrz i z cholernym niepokojem w środku, ruszyć do łazienki.

***
            Podszedł do lodówki. Wyciągnął z niej zimną puszkę Pepsi. Otworzył ją i przyssał się do napoju, wypijając go niemalże na raz. Oparł się o blat, rozglądając się po kuchni. W dalszym ciągu wyczuwał przyjemny zapach przypraw. Jeśli Malia przygotowywała faszerowaną pieczeń według przepisu jego mamy, to zaczął żałować tego, że dał się namówić na przeciągnięcie spotkania z Ashley. To danie było o wiele lepsze. Było jednym z tych, które górowały nad jego ukochaną pizzą, do której miał słabość.
            Oprócz tego wiedział i nawet to czuł, że Malia jest o coś wkurzona. Wzięła go na dystans, choć udawała i próbowała mu wmówić to, że nic się nie dzieje. Znał ją jednak za dobrze, by kupić to małe kłamstwo, które miało go nie denerwować. Miał tylko nadzieję, że problem, jaki się pojawił zostanie rozwiązany, a jak nie, to dziewczyna w końcu mu o tym powie. Naprawdę nie chciał, by mierzyła się z tym sama. I tak dwoiła się i troiła, aby wszystko miało ręce i nogi, a on ostatnio jedyne co robił, to wygłaszanie wiecznych pretensji o to, że nie poświęca mu czasu.
            W końcu dopił resztkę słodkiego napoju, a następnie zgniótł w dłoni aluminiową puszkę. Wyrzucił ją do kosza i ruszył w stronę schodów, aby dostać się do pokoju. Też chciał zaliczyć prysznic i odsapnąć po całym dniu.
             Kiedy wszedł do sypialni, zobaczył siedzącą na łóżku dziewczynę. Malia pospiesznie wystukiwała coś na klawiaturze swojego telefonu. Był pewny, że odpisuje na jakiegoś sms-a lub buszuje w sieci. Drgnęła, gdy wszedł w głąb pokoju. Odwróciła się do niego, a ekran telefonu zgasł, jakby szybko zablokowała go palcem.
- Jak widzę, jeszcze nie dotarłaś do łazienki.
- Musiałam odpisać Chrisowi – odpowiedziała, a Luke tylko kiwnął głową. Znał Chrisa i wiedział, kim on jest. Kolejny kolega z jej pracy. 
             Podszedł bliżej, a następnie usiadł na materacu tuż obok. Objął ją ramieniem, wtulając twarz w zagłębienie na jej szyi. Brunetka szybko oplotła jego pas rękami, przyciskając się do jego klatki piersiowej. Luke uśmiechnął się pod nosem, mając nadzieję na to, że jej humor odrobinę się polepszył.
- Może szybko każdy z nas weźmie prysznic, a potem obejrzymy, jakiś horror?
- Horror brzmi w porządku – powiedziała, odrywając się od niego, by móc spojrzeć w jego jasne tęczówki. – Ale nie będziesz jadł mi popcornu w łóżku.
- Ale...
- Chyba, że go rano posprzątasz.
- Umowa stoi – rzucił ze śmiechem, całując ją w skroń. – Jak to jest, że zawsze ja mam pełno okruchów po swojej stronie łóżka?
- Bo ja nie rozsypuje wszystkiego naokoło – skwitowała, lekko pukając go w ramię.- I zawsze leżymy po twojej stronie – dodała ze śmiechem.
- I wszystko jasne – odparł, a potem szybko złączył ich w spokojnym pocałunku. 


***
Chyba jednak Ashley nie zniknęła z tej historii na dobre. Może niedługo tak się stanie, a może będzie zupełnie odwrotnie. Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Skończył się marzec, a co za tym idzie, dobiegło końca głosowanie na ulubioną historię i bohaterkę. Za wszystkie głosy bardzo Wam dziękuję.

Waszym ulubionym opowiadaniem zostało: Pod Jednym Dachem, zaś ulubioną bohaterką jest Rosalie. Przez jakiś czas na podium stało Dwa Plus Jeden, a Rose walczyła o pierwsze miejsce z Sam. Poniżej całościowe wyniki.

Ulubione opowiadanie:
To właśnie życie pisze najlepsze scenariusze - 4%
Pod Jednym Dachem - 28%
The Great Escape - 6%
Dwa Plus Jeden - 24%
Pokochać Ciszę - 11%
Broken - 22%
The Guardian Angel - 5%
Ilość oddanych głosów: 188

Ulubiona bohaterka:
Malia - 10%
Rosalie - 37%
Felicity - 7%
Emily - 11%
Melissa - 7%
Samantha - 27%
Inna, nie pierwszoplanowa - 1%
Ilość oddanych głosów: 123

Raz jeszcze dziękuję Wam za wzięcie udziału w obu sondach :)

Standardowo przypominam Wam o Asku :)

Kolejny rozdział za tydzień.

Pozdrawiam!

4 komentarze:

  1. Denerwuje mnie ta cała Ashley. Oby Luke trzymał ją na dystans.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aa właśnie sobie przypomniałam, że nie zostawiłam komentarza :c
    Mnie tak samo irytuje Ashley. Wydaje mi się, że zaczęła znowu interesować się Lukiem, bo jest popularny. Zresztą tak samo jak reszta zespołu. Oby szybko sobie odpuściła...

    OdpowiedzUsuń
  3. Which is better Coca-Cola or Pepsi?
    ANSWER THE POLL and you could get a prepaid VISA gift card!

    OdpowiedzUsuń