piątek, 8 kwietnia 2016

S4 - Rozdział 8

Sydney, 28 czerwca 2013 roku


            Ku mojemu niezadowoleniu nie było tak, że Ashley zniknęła. Że w magiczny sposób znowu wyparowała z życia blondyna. Stało się całkowicie na odwrót. Miałam wrażenie, że z każdym dniem blondynka jest coraz bliżej, doprowadzając mnie do szału, mimo tego, że ani razu nie spotkałam się z nią twarzą w twarz. Co innego Luke, który w przeciągu tygodnia widział się z nią niemalże codziennie. Po sposobie, w jaki o niej mówi, wiedziałam, że na nowo scalili znajomość, co jeszcze bardziej mnie irytowało i wywoływało niepewność.
            Z drugiej jednak strony nie mogłam mu niczego zabronić. Nie byłam jedną z tych dziewczyn, które zakazują swojemu chłopakowi jakiegokolwiek kontaktu z płcią przeciwną. Dopóki byli na płaszczyźnie kolega-koleżanka, musiałam odpuścić, chociaż najchętniej mocniej zarysowałabym granice. Szczególnie, że Luke spotykając się z Ashley sprawiał, że nasz wspólny czas się zmniejszał. A i tak już był dość okrojony. Teraz, jakby nasze role się odwróciły. Wcześniej to on czuł się zaniedbywany. W tym momencie to uczucie zostało przeniesione na mnie. I nie było mi z tym zbyt wesoło i przyjemnie.
- Malia?
             Nerwowo drgnęłam, kiedy Luke nagle wyrwał mnie z zadumy. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że od jakiś kilku długich minut tępo wgapiam się w telefon, który leży naprzeciwko mnie. Jednak moje myśli nie krążyły wokół pracy czy uczelni. One nadal mocno skupiały się na Hemmingsie i jego dawnej miłości. 
             Oderwałam wzrok od urządzenia, spoglądając na chłopka siedzącego obok. Luke lekko zagryzł wargę, dokładnie przyglądając się mojej twarzy. Ze wszystkich sił starałam się ukryć to, jak bardzo mnie ta cała sytuacja przytłacza.
- Tak?
- Nie sądzisz, że powinniśmy, o czymś ze sobą porozmawiać?
- Niby o czym? – zapytałam, zastanawiając się, czy stało się coś, co mi ewidentnie umknęło.
- Od kilku dni jesteś oderwana od życia. Jeśli masz jakiś problem, to chcę byś mi o tym powiedziała. Jesteśmy w końcu razem, więc będziemy się ze wszystkim mierzyć we dwoje. – Uśmiechnęłam się, kiedy skończył mówić. Nachyliłam się, całując go lekko w usta.
- Nic się nie dzieje, Pingwinku.
- Spławiasz mnie.
- Wcale nie. Po prostu mam…
- Tak, wiem. Dużo pracy. Ale…- Pokiwałam głową, aby kontynuował. – Powiedziałabyś mi prawda?
- O czym dokładnie?
- Gdyby działo się coś złego?
- Powiedziałabym – zapewniłam go, po raz kolejny składając na jego wargach szybki pocałunek. – Oczywiście, że bym ci powiedziała – dodałam, by jak najszybciej odciągnąć uwagę blondyna od mojego rzekomego problemu, który niby ukrywałam. I w rzeczywistości tak było, ale nie mogłam przełamać się i powiedzieć mu wprost, że chodzi o jego byłą. Luke uśmiechnął się szeroko, jakby na dany moment było po sprawie, a potem złączył nasze usta na dłużej.

***
              Wyciągnął z lodówki trzy plasterki sera. Zwinął je w rulon, a następnie wpakował całość do buzi. Zamlaskał pod nosem, nie odrywając wzroku od jedzenia. Nawet nie ukrywał tego, że jest głodny. Jednak, nie tylko on, ale i reszta czekała na powrót Malii. Dziewczyna po zajęciach miała skoczyć do sklepu, a potem obiecała, że przyszykuje specjalnie dla niego naleśnikowego zawijasa z sosem. Dzisiaj to Calum Hood zarządzał obiadowym menu.
             Nagle usłyszał dzwonek do drzwi. Po chwili rozległ się kolejny raz. Mulat przekręcił oczami, zamykając lodówkę. Wepchnął do buzi ostatni plaster sera, do którego się dobrał, a następnie ruszył w stronę drzwi, niezadowolony z tego, że ktoś mu przeszkadza w opróżnianiu z jedzenia lodówki Hemmingsa i Morell.
             Jednym szybkim ruchem otworzył drzwi. Uniósł brwi do góry, mierząc blondynkę od góry do dołu. Przekręcił oczami, przełykając to, co miał w buzi. Dziewczyna uśmiechnęła się lekko. On jednak zamiast to odwzajemnić, skrzywił się na jej widok. Nawet nie próbował ukryć tej niechęci względem niej. Nie potrafił jej wybaczyć tego, jak potraktowała jego przyjaciela i jednocześnie ich. Postawiła mu ultimatum, które było nie tylko ciosem poniżej pasa, ale także doprowadziło do złamanego serca.
- Cześć – powiedziała w końcu, gdy Calum dalej trzymał ją na progu.
- A ty, co? Sprzedajesz coś ludziom, chodząc od domu do domu czy pomyliłaś adresy?
- Nie, przyszłam do Luke'a – odpowiedziała, porzucając miły ton. – I to on mnie zaprosił, Hood, więc z łaski swojej odsuń się i wpuść mnie do środka.
- Ta… Bosko, cholernie się nie cieszę, żeś tu przylazła.
- Wal się, Hood – warknęła pod nosem. 
              Calum przekręcił oczami, wpuszczając ją do domu. Gdyby to od niego zależało, to jej noga nigdy nie minęłaby progu. Jednak słysząc za plecami otwierając się drzwi od piwnicy, wiedział, że skoro Luke sam ją tu ściągnął, to on nie ma w tej kwestii nic do gadania.
- Jezu, a ty co tu robisz? – Odwrócił się zadowolony, słysząc głos Michaela.
- Cześć, Ashley – rzucił Luke, zupełnie ignorując Clifforda.
- Cześć, dzięki za zaproszenie.
- Na obiad będzie trzeba jeszcze trochę poczekać.
- Nie ma sprawy.
              Calum ponownie skrzywił się, zamykając drzwi. Wymienił z Michaelem szybkie spojrzenia. Ich oczy mówiły jedno: Hemmings to kretyn. Obaj musieli też mocniej zacisnąć usta, by nie parsknąć śmiechem, kiedy Ashton zupełnie zignorował przywitanie blondynki, która z uśmiechem rzuciła słodkie cześć w jego stronę. Irwin, jak tylko ją miął, udał, że wymiotuje. To spowodowało, że żaden z nich nie wytrzymał i salon wypełnił się głośnym śmiechem chłopaków.

***
              Cholernie żałowałam tego, że nie wyciągnęłam na zakupy Luke'a. Miałabym dodatkowe ręce do taszczenia ciężkich siatek. Jednak wiedziałam, że blondyn razem z resztą 5 Seconds of Summer odbywa właśnie kolejną próbę w naszym domu. Nie chciałam im przeszkadzać. Jakby nie patrzeć, to ich praca.
              Udało mi się donieść zakupy za jednym razem. Otworzyłam drzwi, używając do tego techniki łokieć-noga. Weszłam w głąb pomieszczenia. Szybko odwróciłam się w stronę osób siedzących na kanapie. Wytrzeszczyłam oczy, wstrzymując jednocześnie oddech. W tym momencie myślałam, że coś mnie strzeli. Luke siedział na kanapie w towarzystwie roześmianej Ashley, która o czymś zawzięcie mu paplała. Dopiero po chwili oboje zorientowali się, że nie są sami.
- Malia – powiedział z uśmiechem Luke. – Mamy dodatkową osobę na obiedzie.
- Nie wiedziałam, że też tu będziesz – rzuciła Ashley miłym tonem.
- Że, jak proszę?
- Że też wpadniesz – dodała, nie odrywając ode mnie swoich niebieskich oczu.
- Nigdzie nie wpadłam, ja tu mieszkam – poinformowałam ją powoli, starając się utrzymać neutralny ton, choć szczęka zacisnęła mi się pod wpływem nadmiernej chęci mordu. Ona naprawdę nic mi nie zrobiła, ale ja dostawałam na jej widok, jakieś pieprzonej alergii. Na szczęście umiałam to jakoś ukryć.
- Mieszkasz z Lukiem?
- To jego dziewczyna – rzucił Ash, zerkając na nią, jak na kretynkę. Odetchnęłam z ulgą, że chłopaki nadal u nas są. Chyba bym nie wytrzymała, gdybyśmy mieli zjeść obiad, tylko we troje. Ashley odwróciła się w stronę Hemmingsa.
- Nie mówiłeś, że kogoś masz.
- Nie? – Pokręciła głową. – Naprawdę nie?
               Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. On sobie robi jakieś jaja czy co? Oprócz tego siedział dalej z tyłkiem na kanapie, kiedy ja w dalszym ciągu ściskałam w rękach ciężkie siatki. A oni? Wrócili do rozmowy. Miałam ochotę go udusić, a ją zastrzelić. Albo na odwrót. Irwin prawie niezauważalnie pokręcił głową, choć ja zdążyłam to wyłapać. Podszedł do mnie i bez słowa, zabrał mi siatki z rąk.
- Dzięki, jak widzę istnieją jeszcze na tym świecie dżentelmeni.
- Nigdy w to nie wątp, mała – rzucił, puszczając mi oczko. Uśmiechnęłam się do niego, a następnie poszłam za nim do kuchni. W środku znajdowała się pozostała część naszej paczki.
- Nareszcie jesteś- powiedział Hood z nieukrywaną ulgą.
- Głodny?
- Bardzo. Już nie mogę się doczekać.
- Może będzie szybciej, jak ci pomożemy? – zaproponował Michael.
- Nie ma potrzeby. Możecie iść do Luke'a i…
- Za nic. Kurwa za nic – wydusił z siebie Hood, krzyżując ręce na klatce piersiowej. – Siłą mnie nie zmusisz, bym tam poszedł. Zostaję z tobą w kuchni. - Nie mogłam się powstrzymać, więc na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Najwidoczniej znowu nasza grupa została podzielona na dwa obozy. My i oni.
- Pomożemy ci – zarządził Ashton, podwijając rękawy czarnej bluzki. – Mów, co mamy robić.
- W porządku – odparłam, kiwając głową. – Mikey, rozpakuj zakupy. Ash, umyjesz piersi z kurczaka i pokroisz je w kostkę. Ja i Calum przygotujemy naleśniki. – Chłopaki bez żadnego jęczenia poderwali się do pracy.

            Wspólnymi siłami udało nam się zrobić naprawdę smaczny obiad. Chłopaki byli z siebie dumni, a najbardziej Michael i Calum, którzy twierdzili, że mają dwie lewe ręce do tego typu zadań. Jednak widać, że jak chcą, to potrafią.
            Siedzieliśmy właśnie całą nasza paczką przy stole. Ashley oczywiście również była obecna. W pomieszczeniu, aż nadto wyczuwalne było to, że nadal działamy na dwa fronty. Tylko Luke nie zauważał tej nieco napiętej atmosfery, połączonej ze wzajemną ignorancją, jaka się tu wytworzyła. Blondynka zupełnie nie odzywała się do chłopaków, a ze mną zamieniła dosłownie kilka słów. Jej uwaga i tak praktycznie w całości była poświęcona Hemmingsowi. Wcale mnie to nie dziwiło.
             Wszyscy lekko drgnęli, gdy w salonie rozległ się dźwięk dzwonka. Od razu rozpoznałam znaną melodię. Rzuciłam w stronę jedzących słowo przepraszam, szybko wstając od stołu. Złapałam za torebkę, która leżała w kącie kanapy. Pospiesznie wyciągałam z niej wydzierający się wniebogłosy telefon. Dzwonił Trevor.
- Tak?
- Obojętnie, co teraz robisz, rzuć to i idź odebrać ode mnie pocztę. To cholernie, kurewsko, masakrycznie ważne.
- Jasne, daj mi pięć minut.
- Oddzwoń – rzucił i rozłączył się.
            Oderwałam telefon od ucha, by na niego spojrzeć. Uniosłam zaskoczona brwi do góry. Zupełnie nie wiedziałam, o co może mu chodzić. Jedyne, o czym pomyślałam to, że coś stało się z Victorią. Ale gdyby tak było, powiedziałby mi to od razu, a nie gonił do komputera.
            Westchnęłam cicho pod nosem. Schowałam telefon do kieszeni. Poinformowałam resztę, że muszę coś pilnie załatwić, a następnie pognałam do góry, aby w spokoju zobaczyć, co takiego przyszykował dla mnie Trevor. Wparowałam do pokoju, który często robił za mój gabinet. Klapnęłam na krzesło, od razu uruchamiając laptopa. Miałam wrażenie, że komputer włącza się niemiłosiernie długo. Zaczęłam się stresować tym, że faktycznie wydarzyło się coś złego. Dodatkowo wzrósł we mnie poziom zaciekawienia, a to skutecznie sprawiało, że czas zaczął mi się koszmarnie ciągnąć.
             W końcu laptop był gotowy do pracy. Weszłam w skrzyknę mailową, odnajdując wśród wiadomości tą jedną konkretną, o którą najbardziej mi chodziło. Otworzyłam ją. Zrobiłam wielkie oczy, widząc chyba z piętnaście załączników i jedno zdanie dodane w pole tekstu.

Koniecznie do mnie zadzwoń, Morell. Chodzi o 5 Seconds of Summer.
Trevor

              Nie zastanawiałam się długo, tylko od razu oddzwoniłam do starego kumpla z Londynu. Trevor odebrał po pierwszym krótkim sygnale, jakby czatował przy telefonie. Chyba to musiało być naprawdę bardzo ważne.
- Malia?
- Jestem przy komputerze. Co to za papiery? – odparłam, przeglądając miniaturki przesłanych dokumentów.
- Skup się na tym, co ci teraz powiem, bo przed twoimi chłopakami stoi duża szansa na wielką promocję.
- Zamieniam się w słuch – powiedziałam, a moje palce mocniej zacisnęły się na komórce. Nie powiem, ale serce z podekscytowania zaczęło walić mi w klatkę piersiową. Kiedyś przez tę robotę padnę na zawał.
- Chyba nie muszę ci mówić, że One Direction ma podpisany kontrakt z Syco?
- Każdy to wie, tym bardziej, jak śledził ich karierę począwszy od X-Factora.
- Właśnie.
- Chodzi o One Direction?
- I o nich i o twoich muzyków. Mianowicie One Direction są teraz w trakcie trasy koncertowej. Pod koniec sierpnia przyjeżdżają do Australii. Będą mieli tu trzy koncerty. Łączysz jedno z drugim?
- Szczerze? Nadal nie rozumiem, co mają do tego moje chłopaki.
- No, tak. Nie sprecyzowałem do końca. Chodzi o to, że rozsypała się nasza umowa z ich supportem. Złamali kilka punktów i Syco z nich zrezygnowało. Dowiedziałem się o tym, dopiero dzisiaj, więc postanowiłem się koło tego tematu zakręcić. Przesłałem ci wszystkie dokumenty, które musisz natychmiast wypełnić. Im szybciej tym lepiej, więc zrób to od razu…
- Czy ty sugerujesz, że to 5 Seconds of Summer ma być w australijskiej części trasy supportem One Direction?
- Właśnie to ci mówię- powiedział ze śmiechem, a ja zrobiłam wielkie oczy. – Może nie jest to pewne, ale jest szansa, że ich wybiorą. Twój zespół jest naprawdę dobry, a oni muszą to wiedzieć. Wypełnij te dokumenty i prześlij je szybko do mnie. Podrzucę je, gdzie trzeba. Gdy będę znał konkrety, odezwę się i poinformuję cię, czy coś z tego wyszło. A ja myślę, że jest szansa.
- O kurwa…
- Twoje o kurwa, było naprawdę miłym synonimem słowa dziękuję – odparł ze śmiechem. Zawtórowałam mu.
- Wielkie dzięki, że pomyślałeś o 5 Seconds of Summer.
- Kobieto, oni mają naprawdę znakomite kawałki. – Uśmiechnęłam się szeroko pod nosem. – Ale my tu gadu gadu, a czas ucieka. Wydrukuj papiery, wypełnij je i natychmiast mi je odeślij.
- Jasne. Raz jeszcze wielkie dzięki.
- Trzeba się wspierać, co nie?
- Pewnie.
- I słusznie. Trzymaj się.
- Ty również.
             Trevor rozłączył się. Odłożyłam telefon na biurko, wlepiając oczy w ekran. Moje serce nadal głośno łomotało. Byłam cholernie podekscytowana, zadowolona i entuzjastycznie do tego nastawiona. Dlatego nie czekając, ani chwili dłużej, zaczęłam po kolei drukować przyszykowane przez chłopaka dokumenty. Musiałam je wypełnić i podpisać, a następnie zeskanować i mu je odesłać. A troszkę tego było. Syco ma u siebie prawdziwą biurokrację.

             Postanowiłam nie mówić chłopakom o tej całej sprawie. Nie chciałam niepotrzebnie zapalać w nich nadziei. Nie chciałam widzieć w ich oczach zawodu, gdyby się okazało, że 5 Seconds of Summer nie zostanie jednak supportem One Direction. Mimo tego, że Trevor sam był przekonany, że Syco postawi na nich, to ja wolałam odrobinę się zdystansować. W takich sprawach wszystko może się zdarzyć.
             Minęło sporo czasu zanim zeszłam na dół. Przywitał mnie pusty salon. Z kuchni doszedł do mnie cichy szczęk talerzy. Ruszyłam w tamtą stronę. Byłam pewna, że reszta siedzi tam razem z Lukiem. Jednak okazało się, że blondyn jest sam. Najwidoczniej Ashley i chłopaki musieli już iść do domu.
             Luke włożył ostatni brudny talerz do zmywarki, a następnie odwrócił się w moją stronę. Po jego minie wiedziałam, że coś się dzieje. Chłopak zmierzył mnie wzrokiem, a potem mocniej zacisnął zęby. Byłam w stu procentach pewna, że jest wkurzony. Zastanawiałam się, co takiego się stało.
- Luke, co jest?
- Jeszcze się pytasz – mruknął, przekręcając oczami. – Mieliśmy gościa, a ty od tak poszłaś sobie na górę – warknął odrobinę głośniej.
- Nie od tak – odpowiedziałam mu szybko, krzyżując dłonie na klatce piersiowej. Na usta cisnęły mi się słowa, że ja tej całej Ashley tu nie zapraszałam, ale to by tylko pogorszyło sytuację. – Miałam bardzo pilną sprawę.
- Nie mogłaś tego załatwić po?! Wiesz, jak to wyglądało?! Jakbyś i ty ją olewała! A chłopaki jakoś się z tym nie kryją!
- Ciekawe dlaczego – powiedziałam cicho pod nosem.
- Co?
- Nie ważne – rzuciłam, machając ręką. – Nie możesz mieć do mnie pretensji, że odwalałam robotę, do której mnie, jakby nie patrzeć, zatrudniliście. Nie moja też wina, że pracuję w domu. A to było cholernie ważne.
- Czułem się głupio! – ciągnął dalej. – Co ja miałem jej powiedzieć?!
- Mam ją gdzieś – warknęłam, a Luke zrobił wielkie oczy. – Nie będziesz mi dyktować tego kiedy mogę, a kiedy nie mogę wypełniać swoich pieprzonych obowiązków!
- Przestań się na mnie wydzierać! – rzucił, robiąc krok do przodu.
- Sam zacząłeś na mnie krzyczeć!
- Wiesz, co… Mam dość.
- Nie ty jeden – odpowiedziałam, kiedy mnie minął. 
              Blondyn bez słowa ruszył na górę. Przekręciłam oczami. Pieprzona Ashley. Mimo tego, że byłam wściekła na Luke'a, to druga część złości przechodziła na nią. Ona była kluczem i ogniwem do tej szybkiej kłótni, jaką odbyliśmy w kuchni. Teraz wręcz zaczęłam nie cierpieć tej blondyny.



***
Mamy małą perspektywę wyjadacza sera - Caluma, a także biznes i kłótnię. No i oczywiście po raz kolejny zaszczyciła nas swoją obecnością Ashley. Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Standardowo przypominam Wam o Asku :)

Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze! :)

Kolejna część klasycznie pojawi się w następny piątek.

Pozdrawiam!

10 komentarzy:

  1. Ups.. To sie porobilo. Jej jak ja nie lubie tej Ashely ale chyba jeszcze nieraz namiesza prawda??
    Rozdzial jak kazdy bardzo ciekawy.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobał. Co do Ashley, to nic nie zdradzę - może namiesza, a może odejdzie :) Czas pokaże :)
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Ups.. To sie porobilo. Jej jak ja nie lubie tej Ashely ale chyba jeszcze nieraz namiesza prawda??
    Rozdzial jak kazdy bardzo ciekawy.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Luke nie widzi swojej winy, a ona też jest całkiem spora. O tej Ashley to nawet nie wspomnę. Chyba nikt jej nie lubi, nie? Oby szybko się pogodzili.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Luke został oślepiony. Hehe tak, chyba naprawdę nikt jej nie lubi :) Oprócz Hemmo :) Ciekawe, jakby na nią zareagowała Liz XD
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Boże... a ta Ashley potrzebna mi tu jak wrzód na dupie! Całe szczęście chłopaki są po stronie Malii ☺ Czuję że przez byłą Luka zbyt miło nie będzie...
    Ciekawe czy chłopakom uda się być suppotem One Directon w Australi. Oby tak!!! Trzymam kciuki. :3 Rozdział bardzo mi się podobał!
    Pozdrawiam i czekam na next!
    Gabi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam pierwsze zdanie i zaczęłam się śmiać :D Malia w tym wypadku ma wsparcie u reszty :)
      Cieszę się, że Ci się podobało :)
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Co za wredna siksa duccjdsixmsoadn!! Nie cierpię jej. I przez nią Malia i Luke się kłócą. Malia powinna powiedzieć mu jak się czuje, niestety jej duma robi swoje. I taak! *.* oby udało się z supportem. No, ba na pewno się uda! ♥
    Pozdrawiam
    Zuzia♡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheh "wredna siksa" XD Ale fakt Malia powinna mu powiedzieć wprost, ale ona o dziwo milczy.
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam :)

      Usuń