piątek, 15 kwietnia 2016

S4 - Rozdział 9

Sydney, 29 czerwca 2013 roku


           Wczorajszy dzień był dla mnie ważnym punktem odnośnie związku z Hemmingsem. Oboje udowodniliśmy, że potrafimy wkurzać się na siebie o wiele dłużej. Nasze kłótnie czy sprzeczki zawsze mijały szybko. Obrażaliśmy się na siebie, ale jeszcze w ten sam dzień następowała zgoda, a my żyliśmy dalej, nie rozpamiętując tego, o co nam poszło.
             Wczoraj było inaczej. Po tej nieprzyjemnej wymianie zdań, która odbyła się w kuchni, ja i Luke mijaliśmy się w domu, jak dwa cienie. Jak dwójka obcych sobie ludzi, którzy nawet nie zauważają tej drugiej osoby. Byliśmy dla siebie, niczym powietrze, którego nie widać gołym okiem. Tej nocy spaliśmy także po dwóch stronach łóżka, odwróceni do siebie plecami. Miałam wrażenie, że odległość między nami jest ogromna, jakbyśmy znajdowali się na dwóch krańcach świata. I leżąc tak po swojej stronie materaca, poczułam, że nie tylko wypełnia mnie czysta złość. Pojawiło się rozżalenie, a także swoisty smak porażki, co skutecznie uniemożliwiało mi zaśnięcie.
             Rano wcale nie czułam się lepiej. Po wielokrotnych nocnych przemyśleniach, w których to raz za razem wałkowałam całą tą sytuację, zaczynałam mieć mętlik w głowie. W dalszym ciągu obwiniałam za wszystko Luke'a i Ashley, ale dobrnęłam do tego momentu, w którym zaczęłam obwiniać także i siebie. Nie całościowo, bo nie poczuwałam się do pełnej winy. Nadal uważałam, że Hemmings niepotrzebnie na mnie naskakiwał. Jednak ja mogłam zdecydowanie wcześniej reagować, poświęcać mu więcej czasu, a wtedy może nie doszłoby do takiej konfrontacji. Może też i Ashley więcej nie zawitałaby w naszym życiu, burząc spokój, który mieliśmy.

             Wstałam dzisiaj wcześniej, choć miałam możliwość dłuższego spania. Jednak po wczorajszym nie mogłam się zmusić do ponownego powrotu do krainy snów. Postanowiłam zająć się pracą w CALMM Manager Group, aby odrobinę się wyrwać od tego, co się działo. By choć na chwilę zająć myśli czymś innym.
              Siedziałam przy stole w kuchni, przeglądając papiery i wszelkie umowy, jakie miałam podpisane. Postanowiłam to wszystko odpowiednio uporządkować, aby później nie mieć problemów z odszukaniem danego dokumentu. Dodatkowo odpisywałam na pojawiające się maile, które w większości dotyczyły zamówień gadżetów, a także propozycji występów. Jedne były bardziej korzystne, inne z góry przekreśliłam. Chłopaki byli na takim etapie, że nie brałam wszystkiego, by tylko zaistnieli na scenie. Ten poziom mieli już za sobą. Teraz bardziej starałam się trafić w odpowiednie miejsce i target.
               Odłożyłam plik papierów na bok. Pochyliłam się nad laptopem, odbierając kolejnego maila. Odezwał się fotograf, z którym dzisiaj byliśmy umówieni. 5 Seconds of Summer miało, bowiem małą sesję, która organizowana była na plaży. Potrzebowaliśmy tych zdjęć, aby użyć ich do kolejnych gadżetów oraz by wstawić je na nasza stronę, aby służyły jako element promocji. Odpisałam szybko na wiadomość, potwierdzając miejsce i czas. Zdążyłam to wysłać, kiedy za plecami usłyszałam kroki.
               Lekko drgnęłam. Moje ciało od razu się spięło. Wstrzymałam powietrze, nie odwracając się. Dopiero kiedy Luke wszedł do kuchni, rzuciłam na niego okiem. Nadal byliśmy w stanie wojny, więc  nie dziwiło mnie to, że w ogóle nie zaszczycił mnie, ani jednym spojrzeniem. Zagryzłam lekko wargę, czując, jak najnormalniej w świecie zrobiło mi się przykro. Jednak byłam zbyt uparta, by w tej konkretnej sytuacji się przełamać i jako pierwsza wyciągnąć rękę na zgodę. Nie tym razem. Nie po tym, co się stało. Dalej tkwiłam w swojej racji, w której to on zawinił bardziej.
                 Odwróciłam się w stronę ekranu, udając, że coś pilnego robię, kiedy błękitne oczy chłopaka zatrzymały się na mojej osobie. Miałam wrażenie, że jego wzrok przeszywa mnie na wylot. Mimo chęci nie potrafiłam tego od tak zignorować. Choć nie złapałam z nim tego kontaktu, to jednak w środku poczułam, jak cała się trzęsę pod wpływem tych wszystkich negatywnych emocji, jakich doświadczyliśmy niedawno.
                 Luke w końcu odpuścił, stając plecami do mnie. Teraz to znowu ja spojrzałam na niego. Otworzył lodówkę i zabrał się za szykowanie dla siebie śniadania. Przynajmniej on nadal miał apetyt. Ja od rana nie tknęłam niczego, co nie miało wodnej konsystencji. Byłam pewna, że nic nie przełknę, bo żołądek miałam skręcony w ciasny supeł. Mój organizm tolerował w tym wypadku, tylko wodę, colę i kawę. I to właśnie tymi trzema napojami raczyłam się, odkąd tylko otworzyłam oczy.
                Po długich minutach Hemmings usiadł niedaleko mnie. Postawił przed sobą duży talerz z kanapkami oraz kubek w pingwiny, z którego wydobywała się para. Po zapachu poznałam, że i on postawił na kawę.
                Oparłam się na ręce, aby skutecznie uniemożliwić sobie zerkanie w jego stronę. Czułam, że pomimo tego, że siedzi tuż obok, nadal jest daleko, gdzieś poza moimi granicami. Jakby z każdą minutą oddalał się coraz bardziej. Nagle obleciał mnie cholerny strach, że być może nie będę potrafiła tego powstrzymać. Że w końcu wszystko się posypie. Zawsze tak było. Zawsze tak jest. Gdy za długo jest dobrze, w końcu dochodzi do tego kulminacyjnego momentu, w którym wszystko po kolei się pieprzy. 
                Zacisnęłam mocniej zęby, zasłaniając się dłonią, na której się opierałam. Wzięłam kilka głębokich oddechów, starając się powstrzymać cisnące się do oczu łzy. Nie próbowałam nawet zaprzeczać temu, że od samego rana byłam rozstrojona, zagubiona i zupełnie nie potrafiłam się odnaleźć w tej nowej rzeczywistości, jaka się pojawiła.
- Malia?
               Na dźwięk jego głosu, nerwowo poruszyłam się na krześle. Wzięłam kolejne dwa szybsze wdechy, czując, że to w jakiś sposób pomaga. Choć spokój sam w sobie się nie pojawił, to jednak opanowałam się na tyle, by móc oderwać wzrok od stołu i spojrzeć na siedzącego obok chłopaka.
               W jego błękitnych tęczówkach widniał smutek, a także poczucie winy. Luke wyglądał tak, jakby odpuścił. Jakby i jego ta cała sytuacja doprowadzała do powolnego rozpadania się na kawałki. Najwidoczniej nadszedł  ten czas, w którym to on przejmował pałeczkę, by przełamać tą napiętą atmosferę między nami. A przynajmniej na to liczyłam. Sama byłam na to zbyt dumna, by wykonać krok jako pierwsza.
- Będziesz dzisiaj na sesji? – zapytał powoli. 
               Zacisnęłam lekko zęby, ale i tak nie udało mi się powstrzymać rozczarowania. Byłam pewna, że Luke mnie przeprosi. On natomiast chciał tylko wiedzieć, czy będzie mieć menadżera na miejscu.
- Będę – wydusiłam z siebie, siląc się na neutralny ton, ale i tak wyszło dość oschle. Luke odwrócił głowę, a jego oczy zatrzymały się na talerzu z kanapkami. Po chwili znów spojrzał w moją stronę.
- Jesteś może głodna?
- Nie.
- Jadłaś coś dzisiaj?
- Nie.
- Malia, tak nie można…
- Nie udawaj, że cię to w tym momencie obchodzi – wyrzuciłam z siebie. I musiałam przyznać to przed samą sobą, że wcale nie byłam zadowolona z tych słów.
               Luke momentalnie poderwał się ze swojego miejsca. Byłam pewna, że tylko pogorszyłam całą sytuację, a chłopak odwróci się i znów odejdzie, uciekając od problemu. Hemmings jednak złapał za stojące obok krzesło. Przysunął je maksymalnie w moją stronę i usiadł na nim. Pochylił się, łapiąc w swoje dłonie moje. Od razu poczułam przyjemne ciepło, które biło od jego skóry. A ono powoli rozchodziło się wzdłuż całego mojego ciała.
- Nie mogę tak dłużej – powiedział cicho, gładząc moją skórę palcami. – Ja naprawdę mam tego dość. Tego, co się teraz dzieje. Nienawidzę się z tobą kłócić. Nie chcę się z tobą kłócić. – Spojrzałam w jego błękitne oczy, które z taką samą intensywnością wpatrywały się w moje ciemne tęczówki. – Wczoraj przesadziłem. Nie powinienem był tak na ciebie naskakiwać. Taką masz pracę, w którą jakby nie patrzeć, wciągnąłem cię z chłopakami. Nie powinienem był robić ci wyrzutów po raz kolejny. Skarbie – nachylił się jeszcze bardziej tak, że czułam jego gorący oddech na swoim policzku - przepraszam. Kocham cię i cholernie boję się, że w końcu z własnej głupoty cię stracę. A ostatnio robię same głupie rzeczy. Przepraszam. – Oparł się swoim czołem o moje. – Przepraszam.
- W porządku.
- Nie, nie powinnaś powiedzieć w porządku – rzucił, odsuwając się.
- Przyjmuję przeprosiny.
- Och, dobra – odparł, śmiejąc się nerwowo. – Byłem pewny, że to w porządku, to nie jest w porządku, tylko w porządku daj mi spokój lub w porządku weź się odczep, ale nie, że w porządku, że w porządku na zgodę takie…
- Luke?
- Tak?
- Skończ – rzuciłam, a następnie złapałam za jego białą koszulkę. 
               Pociągnęłam za nią, sprawiając, że Luke znów znalazł się blisko mnie. Nie czekając, ani chwili dłużej połączyłam nas w pocałunku, który definitywnie kończył nasz kryzys. Dłonie blondyna dotknęły mojego policzka. Przejechał opuszkami palców po mojej skórze, a ja poczułam, jak znowu robi mi się gorąco.
- Czyli jest w porządku? – zapytał, uśmiechając się.
- Jest w porządku.
- Jak w porządku zmienić na cudownie?
- Podziel się kanapkami.
- Ponoć nie byłaś głodna.
- Teraz już jestem.
- To w porządku – powiedział, prostując się. Przysunął talerz bliżej nas. Zanim złapał za jedną z kanapek, zmierzył mnie dokładnie wzrokiem.
- Co?
- Właśnie odkryłem tę zależność.
- Jaką?
- Jak się denerwujesz lub stresujesz, to nie możesz jeść.
- Szybki jesteś.
- Nie moja wina – mruknął, przekręcając oczami. – Dobrze się bunkrujesz.
- Mam wprawę.
- Wolałbym, gdybyś była ze mną szczera w takich kwestiach.
- Jestem szczera – powiedziałam z pewnością w głosie. Luke uniósł jedną brew do góry. – No, tak. Tylko czasami nie chcę cię martwić.
- I właśnie to powoduje, że się martwię – skwitował, a następnie podsunął mi talerz prawie pod sam komputer. – Jedz.

              Przeprosiny ze strony Luke'a sprawiły, że moje samopoczucie zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Negatywne emocje odeszły w zapomnienie, a ja jakbym odżyła. Znów byliśmy na torach dobrej relacji, z czego niesamowicie się cieszyłam. A miałam obawy, że ten nasz cichy i wycofany stan, potrwa dłużej. Na szczęście do niczego takiego nie doszło.
               Moje zadowolenie wzrosło, kiedy sesja na plaży okazała się być strzałem w dziesiątkę. Nie mieliśmy fotografa z górnej półki, ale zdjęcia wyszły naprawdę świetnie. A wiem, co mówię, bo podejrzałam jego prace, które wyświetlały się na ekranie laptopa. Był to kolejny nasz sukces, bo nie za dużym kosztem, udało się załatwić, coś tak dobrego. Nie mogłam się doczekać, kiedy otrzymam gotowe zdjęcia, które będziemy mogli wrzucić na stronę.
                Po zakończonej sesji zdjęciowej na plaży, podrzuciłam chłopaków do domu. 5 Seconds of Summer napełnieni pozytywną energią i witaminą D, postanowili zrobić próbę i dopracować cover, nad którym aktualnie pracowali. Ja, zaś musiałam udać się do szpitala, aby odbębnić pół dyżuru na pogotowiu. Liczyłam na to, że ten czas szybko mi zleci, a ja w końcu będę mogła wrócić do domu i położyć się szybciej spać, by nadrobić nieprzespaną noc.

                Dochodziła północ, kiedy weszłam do domu. Wiedziałam, że Hemmings jeszcze nie śpi, bo zauważyłam palące się w salonie światło. Jednak, gdy rozejrzałam się po pomieszczeniu, okazało się, że moje założenia były błędne. Mianowicie, Luke zasnął na sofie. Leżał bokiem, ściskając w dłoni czarnego pilota. Telewizor nadal był włączony, a z tego, co się zorientowałam, chłopak musiał oglądać, jakiś kanał muzyczny.
                Podeszłam do niego bliżej, mając na twarzy lekki uśmiech. Nie zastanawiałam się długo nad pomysłem, jaki pojawił się w mojej głowie. W końcu nie byłabym sobą, gdybym nie uwieczniła tego słodkiego obrazka. Szybko wyciągnęłam telefon, a następnie zrobiłam idealne zdjęcie. Nachyliłam się nad nim, chcąc zabrać mu pilota, ale w tym momencie Luke ocknął się. Podskoczył w miejscu, obrzucając mnie zdezorientowanym spojrzeniem.
- Spałem?
- Nie, tańczyłeś kankana na leżąco – odpowiedziałam, śmiejąc się pod nosem. – Idź do łóżka.
- Z tobą. - Cmoknęłam go w czubek jego lekko zadartego nosa.
- Zaraz przyjdę.
              Zdążyłam to powiedzieć, kiedy rozległ się dźwięk przychodzącej wiadomości. Przekręciłam oczami, spoglądając na telefon, który nadal miałam w dłoni. Odblokowałam urządzenie, wchodząc w sms-y. Zacisnęłam lekko usta, widząc imię nadawcy. Trevor.
- Praca? – zapytał Luke.
- Niestety.
- Coś ważnego?
- Bardzo.
- O co chodzi? – Zerknęłam na niego. – Nic mi nie powiesz?
- Może później. To za wczesny etap.
- Czy to coś złego? Powiedz mi, tylko to.
- Nie. To raczej bardzo dobra rzecz, o ile się uda.
- W porządku. Poczekam na ciebie – rzucił, wstając z kanapy. Pocałował mnie, a następnie ruszył w stronę kuchni, podciągając szare dresy. Zaśmiałam się cicho, kręcąc głową. – Zrobić ci herbatę?
- Poproszę – odpowiedziałam, odrzucając torbę na bok.
               Przeszłam do pomieszczenia obok. Ponownie uśmiechnęłam się sama do siebie, widząc krzątającego się przy blacie blondyna. Chciałam, jak najszybciej sprawdzić wiadomość, którą przesłał mi Trevor. A potem iść spać i najlepiej tkwić w tej krainie przez najbliższy tydzień. Tak… Ale pomarzyć zawsze można.
               Usiadłam przy stole i przysunęłam w swoją stronę laptopa. Uruchomiłam go. Komputer nie był do końca wyłączony, tylko pozostawiony w stanie uśpienia, co mi odpowiadało. Przynajmniej nie musiałam czekać kolejnych długich minut, aż będzie zdatny do pracy. Kiedy wchodziłam w skrzynkę pocztową, Luke postawił obok mnie parujący kubek. Następnie zajął krzesło pod drugiej stronie, wyciągając swój telefon. Po cichych dźwiękach, jakie wydawało urządzenie, zorientowałam się, że odpalił jedną ze swoich gier. Weszłam w odpowiednią wiadomość, która oznaczona była jako ważna. Momentalnie wytrzeszczyłam oczy, co nie uszło uwadze Hemmingsa.
- Co jest? – Uniosłam, tylko palca do góry, aby mieć możliwość przeczytania treści wiadomości jeszcze raz.

Malia,
       Syco zareagował niemalże natychmiast. Sam jestem w szoku. Powinni częściej tak szybko działać. Byli zainteresowani 5 Seconds of Summer. Chcę Ci jednak uświadomić to, że jeszcze nie została podjęta ostateczna decyzja. Chcą się z Tobą spotkać, aby przedyskutować i przedstawić umowę. Uprzedzam, że to spotkanie będzie też ostatecznym sprawdzianem dla Twojego zespołu. Jeśli wszystko się uda, to 5 Seconds of Summer zostanie suportem One Direction.
        Zaklepałem Ci spotkanie w Sydney. Data 21 lipca o godzinie drugiej w Grand Sydney Hotel. Będzie tam na Ciebie czekać przedstawiciel Syco. To on podejmie ostateczną decyzję, czy weźmie w tą trzydniową trasę Twoich chłopaków. Przygotuj się i nie pękaj. Dasz radę. Jesteś wygadana, więc zachęć go do postawienia na Was. Zresztą, są podpięci do muru, bo liczy się czas i to jest Twoja karta przetargowa.
Pozdrawiam Trevor

- Malia? – Oderwałam wzrok od ekranu. – To jednak coś złego, tak?
              W tym momencie miałam w mózgu istny rollercoaster. Jęknęłam pod nosem, opierając czoło o blat stołu. To była bardzo dobra wiadomość i spora szansa dla nas. Miałam nadzieję, że pod tym względem nic nie schrzanię. A tego się strasznie bałam.
- Skarbie? Kochanie?
- To nic złego – wydusiłam z siebie, nadal tkwiąc w takiej samej pozycji.
- To co się dzieje?
- Będę mieć ważne spotkanie w lipcu.
- Z kim?
- Ja… Nie mogę ci na razie jeszcze tego powiedzieć.
- Mam się martwić?
- Jestem cholernie zmęczona – rzuciłam, zmieniając temat.
             Podniosłam się, opierając głowę o rękę. Ziewnęłam szeroko, co nie było nawet wymuszone. Powoli ta nagła ekscytacja wiadomością zaczęła ze mnie schodzić. We znaki dawało mi się zmęczenie. Potrzebowałam snu. Luke uśmiechnął się lekko, a następnie złożył delikatny pocałunek na moim czole.
- Widać to po tobie. Za dużo harujesz i…
- Nie wracajmy do tego tematu – wtrąciłam, przekręcając oczami.
- Nadal uważam, że powinnaś zrezygnować z ratownictwa. To by ci wyszło na zdrowie.
- To by nie wyszło na zdrowie naszemu budżetowi i…
- Nie przesadzaj. Myślę, że dalibyśmy sobie radę. Po prostu… Zastanów się nad tym porządnie. Pomyśl o tym w wolnej chwili. Wypunktuj sobie wszystkie za i przeciw. Praca na tak wiele frontów nie jest dla ciebie dobra. Ile tak jeszcze pociągniesz? Miesiąc? Dwa? Odejdą ci studia, ale ratownictwo i tak angażuje cię bardziej, niż uczelnia. Męczy cię mocniej, bo tam pracujesz, nie tylko umysłowo, ale także i fizycznie. A jak CALMM Manager Group się rozrośnie i będziesz musiała poświęcić temu jeszcze więcej czasu? Co wtedy zrobisz? Nie jesteś cyborgiem – powiedział, nie odrywając ode mnie wzroku.
              I w tym momencie musiałam w duchu przyznać mu rację. Jeśli wyszłoby nam z Syco, wtedy kariera chłopaków dostałaby mocniejszego kopa. Co zrobię, jak faktycznie zostaną ich supportem? Mogę nie dostać odpowiedniej ilości dni wolnych, aby jechać tam z nimi. Naprawdę musiałam rozważyć kwestię porzucenia pracy. I to tak na poważnie. Wszystko przekalkulować, obmyślić i sprawdzić. Może nie będzie to wcale taki zły pomysł. Może damy sobie radę z budżetem, jakim dysponujemy?
- Starczy – rzucił Luke, jakbym myślała nagłos.
- Co?
- Zaraz zaśniesz na stole. Wstawaj i idź spać.
- Mam herbatę do wypicia.
- Wypijesz ją na górze. Migiem i bez gadania. Teraz ja tu rządzę i ty, jak na grzeczną dziewczynkę przystało, masz się mnie posłuchać.
- Oczywiście, tatusiu – odparłam z uśmiechem, wychodząc z poczty i wstając od stołu. Luke zerknął na mnie, unosząc jedną brew do góry. Po chwili parsknął śmiechem, kręcąc jednocześnie głową.


***
Jak widzicie ta dwójka nie gniewała się na siebie zbyt długo, chociaż dla Malii ten czas taki właśnie był. Jak uważacie: powinna posłuchać Hemmingsa i rzucić pracę czy jednak nadal mieć status zatrudnionej w pogotowiu? 

Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Dziękuję Wam za wszystkie komentarze!

Standardowo przypominam Wam o Asku :)
Przy okazji informuję też, że od niedawna (chyba od wtorku, ale mniejsza z tym XD) jestem obecna też na Twitterze. Znajdziecie mnie klasycznie pod nazwą @RoxyDonau :) Serdecznie zapraszam. Ja również z chęcią do Was zajrzę, o ile zdradzicie mi swoje nazwy :)

Kolejna część pojawi się w następny piątek.

Pozdrawiam!



6 komentarzy:

  1. Szkoda mi było Malii i Luka. Oni nie powinni się kłócić. Początek był dość smutny, ale na szczęście ta parka się pogodziła ;) Ashley wal się, mam nadzieję, że już więcej się nie pojawisz. Jak dla mnie to Malia powinna rzucić prace i skupić się na rozkręcaniu kariery chłopaków :) nadaje się do tego ;)
    Czekam na kolejny rozdział :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę dużą niechęć do koleżanki Hemmo :) Dzięki za opinię i komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Moim zdaniem Malia powinna rzucić ratownictwo, a przynajmniej po tym jak chłopaki zostaną supportem One Direction :) bo oczywiście zostaną! Bardzo dobrze, że się pogodzili. Jednak wydaje mi się, że Luke nie do końca zrozumiał o co chodziło Malii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe racja, nawet nie będę zaprzeczać :)
      Dzięki bardzo za komentarz i opinię :)
      Pozdrawiam

      Usuń