piątek, 6 maja 2016

S4 - Rozdział 12

Sydney, 5 lipca 2013 roku


            Brytyjski magazyn Kerrang!, który pojawia się również w Australii, postanowił dołączyć do jednego ze swoich numerów CD składającą się z coverów. Na tapecie było Green Day i ich kawałki. Nic dziwnego, że jak tylko się o tym dowiedziałam, to próbowałam wcisnąć w ten projekt 5 Seconds of Summer. Plusem było to, że redakcja postawiła na twórczość mało znanych zespołów. W końcu doczekałam się pozytywnej odpowiedzi, a chłopaki mogli zacząć pracę nad utworem American Idiot, które wychodziło im już wcześniej naprawdę znakomicie. Jako, że główna siedziba gazety mieści się w Anglii, nagrany plik musiał zostać przesłany do nich drogą elektroniczną. Kerrang! jednak zadbało o całość tego procesu, wyznaczając nam dokładną datę i miejsce nagrania. Szykowała się,więc dla chłopaków kolejna wizyta w studio.
              Zminimalizowałam pocztę, odsuwając od siebie laptopa. Przetarłam oczy, a następnie podniosłam się z miejsca. Ruszyłam w stronę piwnicy, w której przebywało 5 Seconds of Summer. Już jutro mieli pojawić się w studiu, by nagrać cover, więc dzisiaj ćwiczyli ten jeden kawałek, aby był perfekcyjny. A przynajmniej tak mi się wydawało, bo za każdym razem, gdy do nich schodziłam, do moich uszu dochodziły znane dźwięki i słowa z American Idiot.
               Jak tylko dotarłam do drzwi, one same się otworzyły. Na szczęście miałam jeszcze dobry refleks i zdążyłam odskoczyć, by nie dostać nimi w twarz. Zamrugałam, czując, jak moje serce odrobinę przyspieszyło. Nawet nie będę ukrywać tego, że się nie wystraszyłam. Szczególnie, że się tego nie spodziewałam. Przed moimi oczami pojawił się uśmiechnięty Michael, a zaraz za nim z pomieszczenia wyłonili się pozostali.
- Co ty masz taką minę? – wydusił ze śmiechem Clifford, mierząc mnie od góry do dołu.
- Jakbyś prawie dostał drzwiami, to też byś tak wyglądał – odpowiedziałam, wskazując palcem na swoją twarz. Chłopak zaśmiał się, a następnie poklepał po ramieniu.
- Cała ty…
- Nie, to wy jesteście niebezpieczni – pociągnęłam, pukając go w plecy. – Ale mniejsza z tym. Jak American Idiot?
- Mamy to w jednym palcu – odpowiedział z pewnością w głosie, Calum. – Będzie okej.
- Pamiętacie, że nagranie jest już jutro?
- Wiemy – pociągnął Ashton, kiwając głową. – Na dziesiątą.
- Dokładnie – odparłam, spoglądając na nich. 
              Reszta pokiwała głowami, aby upewnić mnie w tym, że nie mają zaników pamięci. Uniosłam lekko brwi do góry, kiedy Michael, Ash i Calum zaczęli szykować się do wyjścia. Byłam pewna, że zostaną na obiedzie – którego jeszcze, co prawda nie przyszykowałam. Przeważnie zawsze zostawali dłużej.
- Do zobaczenia jutro – rzucił Hood, ściskając mnie na pożegnanie.
             Nadal byłam zdziwiona, że już idą. W końcu nie mieliśmy żadnych planów na dzisiaj i z tego, co wiedziałam oni także, więc ich nagłe wyjście było dla mnie nowością. Zdążyłam się przyzwyczaić do ich osób zalegających na kanapie w salonie. Byli, jak dodatkowi mieszkańcy, których w pełni akceptowałam. I nie wyobrażałam sobie bez nich życia. Uwielbiałam ich.
             Pożegnałam się z chłopakami, a następnie odprowadziłam ich wzrokiem w stronę drzwi. Kiedy zniknęli mi z oczu, spojrzałam na Hemmingsa, który z uśmiechem na ustach odwrócił się. Nie wiedziałam, o co mu chodzi, ale to był Luke. W końcu i tak mi powie.
- Głodny?
- Tak. – Standardowa odpowiedź. Nie byłam nią zaskoczona.
- Zaraz zabieram się za obiad i…
- Nie.
- Co, nie? – Zaśmiał się, podchodząc do mnie.
              Ujął moją twarz w dłonie i bez cienia zawahania wpił się w moje wargi. Odpowiedziałam na to nagłe zbliżenie od razu. Poczułam przyjemny dreszcz, który przebiegł mi po plecach. Brakowało mi takich momentów, które mile potrafiły mnie zaskoczyć. Luke odsunął się, nadal jednak gładząc moje policzki palcami.
- Masz czas wolny, prawda?
- Coś by się wygospodarowało – powiedziałam, sunąc dłonią wzdłuż jego czarnej koszulki.
- Świetnie. W takim razie zbieraj się.
- Co?
- Wychodzimy.
- Gdzie?
- Zobaczysz. Koniec pracy na dzisiaj. Ubierz coś wygodnego i weź kurtkę lub bluzę.
- Powinnam się bać? – Zmarszczył lekko nos. – Żartuję, chętnie wyrwę się z domu. Szczególnie, że dawno nigdzie razem nie wychodziliśmy.
- Tylko ty i ja.
- Brzmi obiecująco – rzuciłam ze śmiechem.
- Masz dziesięć minut.
- Piętnaście.
- W porządku – powiedział z uśmiechem, całując czubek mojego nosa.

               Nie wiedziałam dokładnie, co planuje Luke. Ubrałam się jednak według jego skromnych wytycznych, stawiając na coś wygodnego. Na szczęście wybrałam sportowe obuwie, bo blondyn postanowił, że wszędzie będziemy poruszać się pieszo. Zaczęliśmy od odwiedzenia niewielkiej restauracji, która znajdowała się niedaleko nabrzeża. Tam zjedliśmy obiad. Mając pełne brzuchy mogliśmy kontynuować wycieczkę. Celem była plaża. Nie miałam nic przeciwko temu, szczególnie, że odbiliśmy na tą jej dziką część, gdzie praktycznie nie było ludzi.
              Siedziałam między nogami blondyna. Chłopak opierał brodę o moje ramię, obejmując mnie jednocześnie ramionami. Spoglądałam na niespokojną wodę, wsłuchując się w jej szum, który mieszał się z powolnym i równym oddechem Hemmingsa. Zamknęłam oczy, wciskając się w niego jeszcze bardziej. Uwielbiałam chodzić z nim na plażę, szczególnie, że przywoływała wiele dobrych wspomnień.
              Uśmiechnęłam się pod nosem, odnajdując to jedne konkretne wydarzenie. Mianowicie koniec mojego urlopu w sierpniu ubiegłego roku. Wtedy był to praktycznie ostatni dzień mojego pobytu w domu Hemmingsów. Następnego musiałam już wracać do Londynu. Wtedy tez siedziałam z Lukiem na plaży. W takich samych pozycjach, jak teraz. Zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie znajdowaliśmy się w tym samym spokojnym miejscu.
               Spojrzałam na jego nadgarstek. Nadal nosił rzemyk z moimi inicjałami. Teraz jednak widać było na nim odcisk czasu, bo kolor nieco zbladł. Odruchowo uniosłam swoją dłoń. Ja również miałam podobną ozdobę. To właśnie wtedy na plaży Luke je kupił. Twierdził, że to oklepane. Ja zawsze uważałam, że to cholernie słodkie i urocze.
- Wiem, o czym myślisz – usłyszałam jego ciepły i spokojny głos tuż przy uchu. Jego palce wsunęły się w moje. Zacisnął je lekko, a ja po raz kolejny tego dnia poczułam przyjemny dreszcz. – Też o tym myślałem. – Zerknęłam na niego. Uśmiechał się. – Cieszę się jednak, że tamten dzień nie okazał się być ostatnim naszym dniem w Australii.
- Zawsze pod tym względem byłeś optymistą.
- A ty mi nie wierzyłaś.
- Wolałam dmuchać na zimne.
- Mówiłem, że liczysz się, tylko ty i to wcale się nie zmieniło.
- Za to zmieniło się dużo innych rzeczy.
- I będą zmieniać się dalej – odpowiedział, a ja przez moment zapatrzyłam się w jego błękitne tęczówki. – Mam nadzieję, że będą się zmieniać na lepsze.
- Poradzimy sobie ze wszystkim.
- Zmieniłaś nastawienie?
- Zawsze tak uważałam – powiedziałam ze śmiechem.

***
               Weszli do niewielkiego lokalu, mieszczącego się przy plaży. Oboje mieli ochotę na deser, a nie było nic lepszego, niż wielki puchar lodów i do tego owocowy koktajl. Słońce nadal przyjemnie świeciło i nie było chłodno, więc postanowili skorzystać z miejsc na tarasie. Malia poszła zająć jeden z wolnych stolików. On odpowiedzialny był za zamówienie tego, co wybrali. Bywali tu nie raz, więc praktycznie znali menu na pamięć.
               Stanął przy ladzie, składając zamówienie. Zaraz po zapłaceniu rachunku, odwrócił się znajdując się twarzą w twarz z dwiema uśmiechniętymi dziewczynami, które mogły być w podobnym wieku, co on. W dłoni jednej z nich zauważył kartkę i długopis. Wiedział, że spotkał się z kolejnymi fankami.
- Możemy prosić o autograf i szybkie zdjęcie? – zapytała brunetka, nie odrywając od niego wzroku.
- Pewnie. Dla kogo ma być? – odpowiedział powoli, przejmując od niej czystą kartkę papieru.
               Jeszcze nie do końca był przyzwyczajony do takich sytuacji, a one ostatnio zdarzały się coraz częściej. Były jednak naprawdę miłe i skutecznie motywowały go do dalszej pracy. Zresztą, nie tylko jego, ale i cały zespół. Widząc, że komuś podoba się to, co robisz, dawało mocnego kopa do pracy i zwiększało zapał. Chociaż tego ostatniego nigdy im jakoś nie brakowało.
- Dzięki bardzo, Luke – powiedziała czarnowłosa dziewczyna, kiedy skończyli robić kolejne zdjęcie. – Jesteście naprawdę świetni.
- Ja również dziękuję – odpowiedział z uśmiechem.
- Kiedy pojawi się wasza pierwsza oficjalna płyta?
- Tego jeszcze nie wiem, ale pracujemy nad tym, by w końcu coś wydać. Na razie mamy internetową wersję…
- Która jest genialna – powiedziała druga. 
                Już chciał coś dodać, ale poczuł wibrację w kieszeni. Po chwili rozległ się dźwięk dzwonka. Przeprosił dziewczyny, które odsunęły się od niego. Wyciągnął telefon. Spojrzał na wyświetlacz, a potem przejechał po nim palcem, odbierając połączenie.
- Tak?
- Cześć, przeszkadzam?
- Ja…
- Pomyślałam, że może masz dzisiaj wolne i będziemy mogli się zobaczyć.
- Jestem zajęty – przerwał jej szybko.
- Och… Okej. W takim razie może innym razem dopisze mi szczęście – powiedziała Ashley. – Pracujesz?
- Nie.
- Jesteś z Malią?
- Muszę kończyć – powiedział szybko.
- Okej, w takim razie do usłyszenia.
- Do usłyszenia – odparł, rozłączając się. 
              Wsunął telefon do kieszeni, a następnie spojrzał w stronę czekającej na niego dziewczyny. Uśmiechnął się, wyrzucając szybko Ashley ze swojej głowy. Dzisiaj nie chciał niczego zepsuć.

***
              Musiałam przyznać, że taki dzień był mi potrzebny. Dzień, w którym nie liczyło się nic innego, jak tylko ja i on. Razem. Gdzie mogliśmy rozmawiać i wygłupiać się, zostawiając wszystko inne w tyle. Taki moment na odsapnięcie od tego, co mamy na co dzień. Miałam nadzieję, że może uda się poukładać wszystko tak, by takich chwil i takiego spędzania czasu było więcej.
               Spojrzałam raz jeszcze na wyświetlacz komórki. Zacisnęłam lekko usta. Słysząc kroki, zablokowałam telefon, który od razu zgasł. Przed chwilą właśnie widziałam dwa zdjęcia, które ktoś zrobił nam przy barze, kiedy byliśmy na plaży. Fotki może nie były zbyt dobrej jakości, ale i tak, jak się dokładnie im przyjrzało można było rozpoznać na nich Luke'a. Musiałam przywyknąć do tego, że takie rzeczy w internecie będą się pojawiać. Być może coraz częściej. Taka była cena za spotykanie się z kimś, kto zyskuje rozgłos.
               Luke usiadł obok, odstawiając na stół szklankę z napojem. Objął mnie ramieniem, wyrywając mi jednocześnie telefon z dłoni. Uniosłam brwi do góry, patrząc na niego z niedowierzaniem. Odłożył go na bok, a następnie uśmiechnął się.
- Co? – wydusił w końcu.
- Co to było?
- To była praca?
- Nie, znalazłam w internecie nasze wspólne zdjęcia z dzisiejszego wyjścia.
- Przejmujesz się tym?
- Nie.
- I słusznie. – Puknął palcem mój nos, a potem parsknął śmiechem.
- Luke! – warknęłam, kiedy dla zabawy zmierzwił mi włosy. Trzepnęłam go lekko w klatkę piersiową, na co znów zareagował cichym chichotem. Jak tak dalej pójdzie, to zaraz stworzy mi się na głowie istna szopa.
              Wstrzymałam oddech, kiedy przybliżył się jeszcze bardziej. Jego place musnęły mój policzek. Skupił wzrok na moich ciemnych tęczówkach. Sama nie mogłam i nawet nie chciałam urwać tego kontaktu. W jakiś sposób to głębokie spojrzenie hipnotyzowało. Po raz kolejny tego dnia poczułam przyjemny dreszcz na plecach, kiedy lekko musnął moje wargi swoimi. Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy zrobił to raz jeszcze i kolejny. W końcu zniecierpliwiona, wsunęłam dłoń w jego włosy, napierając na niego i zmuszając do pełnego pocałunku. Odpowiedział natychmiast.
               Uderzyło we mnie przyjemne ciepło. W brzuchu poczułam łaskotanie, kiedy Luke przejechał palcami po moim ramieniu. Drgnął i spiął lekko mięśnie, kiedy moja dłoń znalazła się pod jego koszulką. Mruknął cicho wprost w moje usta. Przygryzłam mu dolną wargę. Uśmiechnął się. Westchnęłam głośniej, gdy skupił się na mojej szyi. Każdy jego drobny dotyk i pocałunek rozpalał mnie na nowo. Mogłam się założyć, że na mojej twarzy widnieją już spore rumieńce.
- Luke…
- Kochaj się ze mną – wyszeptał, a ja poczułam, jak dostaję gęsiej skórki.
- To samo chciałam zaproponować.
- Idealnie – rzucił, a potem przewrócił mnie na plecy. – Zaczniemy tutaj?
- Chcesz skończyć gdzieś indziej?
- To się okaże – odpowiedział ze śmiechem, wzruszając ramionami.
- Pasuje – wdusiłam, kiedy ponownie złączył nas w pocałunku.


***
Ostatnio Luke i Malia mieli trochę kłótni, sprzeczek i nieporozumień, więc taki dzień na odsapnięcie im się przyda :) Ale, jak widać Ashley nie zniknęła w cudowny sposób z życia Hemmo. Jeszcze się z nią pomęczycie - w końcu to koleżanka, nie? :)

Dziękuję Wam bardzo za wszystkie komentarze! Uwielbiam je :)

Standardowo również zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau - może komuś się ta natarczywa informacja przyda XD 

Pozdrawiam i do następnego piątku!


8 komentarzy:

  1. Nareszcie Luke jej odmówił:') ta cwana kuna chce coś namieszać. Smuci mnie to, że ona może np. pocałować Hemmo i Malia to zobaczy. Co prawda, on raczej by jej nie zdradził, ale wszyscy wiemy jakby to wyglądało ew

    Do niedzieli!:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo za komentarz :)
      Do niedzieli (co prawda na innym blogu :D)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. W końcu Luke został z Malią i nie pobiegł na jedno pierdnięcie Ashley. Niecierpie tej panny, ona mi się zupełnie nie podoba. W końcu ta dwójka spędziła ze sobą czas, jak na normalną parę przystało. Jednak i tak przeczuwam, że ta cała sprawa z Ashley jeszcze nie do końca minęła. Błagam Roxy nie psuj im tego i nie rób wielkiej dramy. Plissss :)))))
    Czekam na kolejny rozdział :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam nic nie obiecuję, nic nie mówię i jak zwykle nic nie wiem :D Zobaczymy, jak to się potoczy :)
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. I ta końcówka ;) :D Tylko Luke pójdziesz do tej małej, wstrętnej dziewczyny (czt. Ashley) to pożałujesz, że wybrałeś spotkanie z nią ._. Jak zwykle rozdział mega <3 życzę weny i pozdrawiam :D Czekam na kolejny piątek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobało :)
      Dziękuję bardzo za komentarz
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Wredna małpa już by chciała, aby Luke przyszedł na jedne jej skinięcie. Nie ma tak łatwo :')
    W ogóle ciekawi mnie co z supportowaniem chłopaków c: oby im poszło!

    OdpowiedzUsuń