piątek, 13 maja 2016

S4 - Rozdział 13

Sydney, 10 lipca 2013 roku


            Przetarłam kąciki oczu, czując niemiłe pulsowanie w skroni. Dzisiaj zdecydowanie nie był to mój dobry dzień do pracy. Głowa bolała mnie niemalże od samego początku, jak tylko przysiadłam do komputera. Jednak nie mogłam od tak zrobić sobie wolnego. Moim ratunkiem były proszki przeciwbólowe i nadzieja na to, że w końcu zaczną działać. Nie miałam też osoby, która by mi w tej pracy pomogła, więc nawet nie rozważałam możliwości wzięcia jednodniowego urlopu na żądanie.
            Cały czas na tapecie była sprawa z płytą, która miała się pojawić w jednym z numerów magazynu Kerrang!. Dodatkowo doszły do tego kolejne zamówienia na gadżety – standardowo. Jednak najpoważniejszą rzeczą, za którą się dzisiaj zabrałam, to przygotowanie do spotkania z przedstawicielem Syco. Czasu nie miałam za dużo. Zostało mi raptem jedenaście dni, aby w pełni to wszystko ogarnąć. Nie chciałam wypaść na kogoś niekompetentnego, ani tym bardziej dać wielkiej plamy. Chciałam koniecznie zdobyć umowę dla 5 Seconds of Summer. Dzięki niej chłopaki staliby się supportem One Direction.
             Praca ta była żmudna i nudna. Znowu wszystko wiązało się z wykresami, statystykami, które miały udowodnić  Syco, że chłopaki mają swoją publiczność i fani angielskiego boysbandu będą chcieli ich słuchać przed główną imprezą. Musiałam po prostu uczepić się wszystkiego, co tylko możliwe, aby przeciągnąć ich reprezentanta na swoją stronę. A nie od dzisiaj wiadomo, że kolorowe słupki w takiej branży są cholernie atrakcyjne. Mówiły i pokazywały więcej, niż zwykły tekst wyklepany na pamięć – który swoją drogą też chciałam sobie w późniejszym etapie przygotować.
             Spojrzałam na zegarek. Dopiero wtedy zorientowałam się, jak długo już pracuję. Od niemalże sześciu godzin, nie oderwałam się od laptopa nawet na moment. Świetnie. Ten czas zleciał stanowczo za szybko. Obok mnie stał pusty dzbanek po kawie i kubek w pingwiny. Nawet zapomniałam o zrobieniu obiadu. I przy okazji o zakupach też. Luke jednak był w tak zwanym terenie, więc miałam nadzieję, że on załatwi chociaż tą ostatnią sprawę za mnie. O ile zdążył już wrócić z Liz od babci. Złapałam za telefon i szybko wybrałam numer blondyna. Ból głowy nasilił się, kiedy usłyszałam pierwszy, a potem drugi sygnał. Nawet ten dźwięk w tym momencie był nad wyraz irytujący.
- Hej – rzucił Luke.
- Jeśli chcesz zjeść, jakiś obiad, to musisz zrobić zakupy.
- Na razie głodny nie jestem. Babcia nawtykała we mnie tyle, że ledwo się ruszam. Ale zakupy i tak zrobię. W końcu chciałbym zjeść kolację – powiedział ze śmiechem. – Tylko wyślij mi listę.
- W porządku. Dzięki. Za ile będziesz?
- Ja… - To jego zawahanie w ogóle mi się nie spodobało. Wyprostowałam się, oczekując tego, co tym razem mi zakomunikuje.
- Jesteś jeszcze u babci? - zapytałam powoli, mając nadzieję, że odpowiedź będzie twierdząca.
- Nie. Poszedłem z – jeśli powie na głos imię tej blondyny, to chyba coś mnie strzeli – Ashley na kawę.
- Kurwa – pomyślałam, przekręcając oczami.
- Malia? – Dopiero wtedy zorientowałam się, że zazgrzytałam zębami. I on to z pewnością słyszał.
- Świetnie, miłego spotkania.
- Kochanie…
- Zaraz wyślę ci listę. Na razie – mruknęłam, a potem rozłączyłam się. 
              Odrzuciłam komórkę na stół, który uderzył w blat z cichym puknięciem. Miałam nawet gdzieś to, że go zarysuję czy w jakikolwiek sposób uszkodzę. Przez te kilka dni byłam pewna, że Ashley spadła na dalszy plan. Jednak cholernie się pomyliłam. Dziewczyna w dalszym ciągu wywoływała we mnie agresję, niechęć i wściekłość. Nadal odbierałam ją, jako ewidentne zagrożenie.
- Spierdalaj – syknęłam w stronę telefonu, który zaczął dzwonić. Kontrolnie zerknęłam tylko na wyświetlacz. Oczywiście dzwonił Hemmings. – Ty tym bardziej – wydusiłam z siebie z frustracją. – Kurwa – mruknęłam, choć to wcale nie pomogło mi zmniejszyć poziomu złości. Jak ja nienawidziłam tej dziewczyny!

***
              Przekręcił oczami, kiedy Malia nie odebrała kolejnego połączenia. Nawet nie musiał pytać, bo doskonale wiedział, że jest wkurzona. Dla niego reagowała na Ashley z przesadną alergią, choć z drugiej strony schlebiało mu to, że była o niego tak zazdrosna. Szkoda tylko, że później odbijało się to na ich własnej relacji, która ostatnimi czasy była, niczym sinusoida.
             Przez chwilę zaczął się zastanawiać, czy nie lepiej by było sprzedać jej małe kłamstwo odnośnie tego, gdzie i z kim teraz jest. Może wtedy Malia nie robiłaby z tego, aż takiej afery. Jednak szybko przegonił z głowy tą myśl. Nie potrafiłby walnąć jej ściemy. Szczególnie prosto w oczy. Z góry wiedział, że jakby wrócił do domu, a ona poruszyła by ten temat, to szybko przyznałby się do wszystkiego. Od zawsze chciał z nią grać w otwarte karty.
- Luke?
             Spojrzał na blondynkę, która siedziała przy kwadratowym stoliku. Przed nią znajdowała się wypita do połowy gorąca czekolada z bitą śmietaną. Zerknął na swoje zamówienie – owocowe ciasto i kawa. Jakoś teraz odechciało mu się jeść. Szczególnie, że miał wizję tego, co stanie się w domu po jego powrocie. Ale, hej! Przecież nie robił niczego złego, prawda?
- Na czym skończyliśmy? – zapytał, siadając naprzeciwko niej.
- Wkurzyła się? – Luke spojrzał na Ashley. Zamrugał, kiedy lekko zagryzła dolną wargę.
- Jest w porządku – skłamał, machając ręką. – Malia ma ostatnio dużo pracy i jest trochę…
- Przewrażliwiona?
- Można tak powiedzieć.
- Nie powinna wyładowywać się na tobie. To nie twoja wina.
- Po części moja. Ja z chłopakami ją w to wciągnęliśmy.
- To nie jest twoja wina. Nie powinna przenosić tego całego stresu na ciebie. Sama się zgodziła na taką pracę, więc teraz nie może mieć do nikogo pretensji.
- I nie ma.
- Sam stwierdziłeś, że jest przewrażliwiona.
             Luke w tym momencie się zakręcił. Upił łyk kawy, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Szczególnie, że teraz zrobił z Malii osobę drażliwą i nerwową. A taka przecież wcale nie była. Irytowała się, jak każdy normalny człowiek, ale nigdy nie starała się wyładowywać swoich frustracji na zespole, który reprezentowała.
- Nie rozmawiajmy o niej – rzuciła Ashley, wzruszając ramionami. – Lepiej powiedz, co z nowymi kawałkami. Wrzucicie coś na YouTube?

***
             Zgniotłam w dłoniach zapisaną kartkę papieru. Po tej krótkiej rozmowie z Lukiem w ogóle nie mogłam się skupić. Dodatkowo ból głowy dalej dawał o sobie znać i byłam pewna, że dzisiaj proszki przeciwbólowe sobie ze mnie drwią i wcale mi nie pomagają.
             Odrzuciłam kulkę na bok. Spojrzałam na stertę papierów, które powinnam posegregować, bo inaczej pogubię się w rachunkach i fakturach. Westchnęłam pod nosem, będąc kompletnie zrezygnowana i zniechęcona.
             Drgnęłam, kiedy usłyszałam otwierając się drzwi. Potem pojawiły się kroki. Zerknęłam w stronę salonu, by zobaczyć, kto pojawił się w domu. Przed moimi oczami pojawił się uśmiechnięty Ashton. Przez chwilę miałam nadzieję na to, że to Luke. Ukryłam jednak rozczarowanie, odpowiadając nieco skromniejszym uśmiechem, niż ten, który miał na twarzy perkusista.
- Przeszkadzam?
- Nie – odpowiedziałam, wstając z krzesła. Dopiero teraz poczułam, jak zdrętwiało mi od tego siedzenia ciało. Przeciągnęłam się, a następnie podeszłam do czajnika. Nastawiam wodę. – Kawy?
- Chętnie. – Chłopak rozejrzał się. – Luke jeszcze nie wrócił?
- Ma spotkanie towarzyskie – mruknęłam, krzywiąc się na samą myśl o blondynce. Stałam plecami do Irwina, więc nie mógł tego zobaczyć. W sumie, to i dobrze.
- Z kim? – odparł ze śmiechem.
- Z Ashley – odpowiedziałam, zerkając na niego. Ashton uniósł z zaskoczeniem brwi.
- Żartujesz?
- Nie.
- Byłem pewny, że się ogarnął w tej kwestii, przypomniał sobie, jak go potraktowała i że sobie odpuścił.
- Jak widać jest inaczej – powiedziałam, przygotowując kawę. Złapałam za dwa parujące kubki, a następnie wróciłam do stołu, przy którym rozsiadł się Ash. Chłopak zlustrował mnie wzrokiem, zaciskając lekko usta. – Co?
- Nie dziwię się, czemu jesteś wkurzona.
- Nie jestem – rzuciłam szybko, odsuwając od siebie papiery.
- Nie uśmiechasz się tak, jak to robisz zawsze.
- Źle się czuję, to tyle i…
- I kłamiesz – przerwał mi, machając na mnie palcem. – Jesteśmy przyjaciółmi, tak? Możesz mi mówić wszystko. Zresztą, powinnaś mi mówić wszystko, szczególnie, gdy coś cię gryzie. – Spojrzałam na niego z uwagą. Fakt, Ash był moim przyjacielem, ale był też przyjacielem Luke'a. Panowie mieli ze sobą bliższą wieź i dłuższy staż.  – Serio? - jęknął, przekręcając oczami.
- Nic nie powiedziałam.
- Ale pomyślałaś!
- Sprecyzuj?
- Chodzi o to, że przyjaźnie się też z Lukiem, tak? To nie znaczy, że ty i ja nie możemy się kumplować na takiej samej zasadzie. Jeśli masz ochotę się wygadać, nawet na jego temat, służę pomocą. Nic mu nie powiem. 
            Zdecydowanie Ashton potrafił mnie za szybko przejrzeć. Ale kogo chciałam oszukać? Już na początku naszej znajomości pojawiła się między nami szczególna więź. On chyba nawet jako pierwszy zaczął traktować mnie, jak jedną z nich.
- Dzięki.
- Więc mów. – Wzięłam głęboki oddech.  
- Wkurza mnie to, że Luke wiecznie do niej łazi – powiedziałam, pierwsze, co przyszło mi na myśl. Ash pokiwał głową, opierając się łokciami o stół. – Mam wrażenie, jakby miał mnie gdzieś, bo jest na każde jej skinienie. Nie cierpię jej też z powodu tego, że kiedyś postawiła mu ultimatum, łamiąc mu serce. Mimo, że jej wtedy nie znałam. Ale on jakby o tym zapomniał. Jakby dostał pod tym względem amnezji. Wkurzam się też sama na siebie, bo nie mogę się przełamać, aby mu to wygarnąć, bo cholernie nienawidzę się z nim kłócić, a to z pewnością by do tego doprowadziło! – Końcówkę niemalże wykrzyczałam. Wstrzymałam oddech, zerkając na Asha. – Przepraszam.
- Nie przepraszaj. Chyba za długo trzymałaś to po prostu w sobie.
- Wiesz, że teraz jest mi lepiej.
- Cieszę się. Przytulić cię?
- Przytul – odpowiedziałam ze śmiechem. 
             I nie był to wymuszony śmiech, a całkiem naturalny. Naprawdę po tym swoim małym monologu, poczułam się lepiej i lżej, jakbym ściągała z siebie, jakiś niewidzialny ciężar. Irwin przysunął się bliżej, by móc mnie objąć. Wtuliłam się w niego, czując przyjemne ciepło, które uspokajało. Chłopak w końcu odsunął się.
- Potrzebujesz pomocy?
- Może najpierw zamówię coś do jedzenia – zaproponowałam. – Luke miał zrobić zakupy, ale…
- Chińszczyzna?
- Dobry pomysł.
- Zajmę się zamówieniem, a potem – zerknął na stos papierów – może ci w tym pomogę? – dodał z uśmiechem.
- A wiesz, dzisiaj przyda mi się pomoc – odpowiedziałam, a chłopak rozpromienił się jeszcze bardziej.

             Spojrzałam na Ashtona. Chłopak zgodnie z moimi poleceniami, segregował dokumenty, które wkładał do odpowiednich teczek. Nawet taka pomoc była dla mnie przydatna. Szczególnie, że ja skupiałam się głównie na statystykach, które przygotowywałam dla Syco. Oczywiście Irwin nic o tym nie wiedział. Specjalnie usiadłam w taki sposób, by nie mógł dostrzec tej nazwy, ani niczego, co by go naprowadziło na to, do czego się przygotowuję.
- Ej – mruknęłam, popychając go lekko, kiedy spróbował zerknąć na plik zapisanych kartek, które położyłam zdecydowanie za blisko niego.
- Ściśle tajne?
- Dokładnie – odpowiedziałam, a on zaśmiał się.
- Chcesz nas sprzedać?
- O tak… Zarobię na was sporą kasę, a potem ucieknę z kraju – powiedziałam rozbawiona.
- Mamy pod tym względem coś do gadania? – Udałam zadumę, a następnie pokręciłam głową. Ashton znów parsknął śmiechem, a ja szybko dołączyłam do niego.
               Zdążyliśmy się uspokoić, kiedy drzwi od domu otworzyły się. Jak na komendę, oboje odwróciliśmy się w stronę wchodzącego. Luke odłożył na szafkę kluczyki od auta, a potem podniósł głowę. Uniósł zaskoczony brwi do góry. Rozejrzał się po pomieszczeniu, sprawdzając, czy pozostali członkowie 5 Seconds of Summer również złożyli nam wizytę. Zlustrował dokładnie stół, łącznie z papierami i teczkami, jakie się na nim znajdowały.
- Cześć, stary – odezwał się Irwin, przerywając jednocześnie ciszę.
- Cześć. Co robicie?
- Pomagam Malii uporać się z papierami.
- Może zostaniesz moim osobistym asystentem – dodałam z uśmiechem, na co Ash zachichotał pod nosem. Zerknął na zegarek, a następnie podniósł się z miejsca.
- Muszę cię jednak opuścić w tej ciężkiej pracy. Nie wiedziałem, że jest po jedenastej.
- Papierkowa robota wciąga – rzuciłam, wzruszając ramionami. – Wielkie dzięki za pomoc.
- Mam nadzieję, że nic nie popieprzyłem.
- Na pewno nie – zapewniłam go z uśmiechem.
- Widzimy się na próbie, Hemmo!
- Jasne, trzymaj się! – odpowiedział Luke, gdy Ash ruszył w stronę odrzwi. Po chwili zamknęły się za nim za cichym trzaskiem.
              Luke zagryzł lekko wargę, a następnie spojrzał na mnie. Odwróciłam się w stronę komputera. Było już późno, więc i ja powinnam skończyć pracę. Pozapisywałam wszystko, a następnie ułożyłam dokumenty i notatki w równych kupkach. Przełożyłam na bok wieżyczkę z kolorowych teczek, którymi dzisiaj zajmował się Ash. Wszystko to robiłam w ciszy i milczeniu, będąc po czujnym okiem blondyna. W końcu Hemmings usiadł obok mnie.
- Nawaliłem.
- Widzę. Miałeś zrobić zakupy.
- Zapomniałem, a potem… Wszędzie było zamknięte, łącznie z naszym całodobowym sklepem, w którym teraz trwa remanent.
- To z kolacji nici.
- Przepraszam.
- Mnie nie przepraszaj, to ty będziesz głodny. Chyba, że zdążyłeś najeść się na spotkaniu. – Słowo spotkanie ledwo przeszło mi przez gardło, ale sukcesem było to, że wypowiadając je się nie skrzywiłam. Oczywiście, przed oczami od razu stanęła mi Ashley.
- Wytrzymam do rana – skwitował, uśmiechając się delikatnie. – Cały dzień pracowałaś? – Kiwnęłam głową. – A Ash?
- Wpadł od tak. I dobrze się stało, bo dzisiaj miałam kupę roboty. Dzięki niemu jedna rzecz zeszła z mojej głowy – Luke ponownie zagryzł wargę. – Czemu nie powiedziałeś mi od razu, że masz zamiar spotkać się z Ashley?
- To wyszło spontanicznie. Wiedziałem, że będziesz zajęta, a nie chciałem ci przeszkadzać, więc zgodziłem się na spotkanie, które zaproponowała.
- Mogłeś uprzedzić – mruknęłam, przekręcając oczami.
- Wiem. Z drugiej strony, jakbym normalnie od razu wrócił do domu, to pomógłbym ci przy pracy.
- To nic takiego – odpowiedziałam, wzruszając ramionami. 
              Luke spuścił głowę, by spojrzeć na swoje dłonie. Byłam pewna, że o czymś intensywne myśli i żałowałam, że nie robił tego na głos. Jednak nie zapytałam go o to, tylko sama milczałam, czekając, czy powie coś jeszcze.
             W tym momencie miałam w sobie dwa sprzeczne uczucia. Z jednej strony cieszyłam się, że Hemmings od razu mnie przeprosił i jakby nie patrzeć, zaoferował swoją pomoc. Z drugiej jednak miałam dziwne wrażenie, że wszystko to nadal nie jest takie, jak być powinno. Jakbyśmy w tym momencie znowu się od siebie oddalali, co było niezbyt przyjemnym uczuciem. Błękitne oczy blondyna ponownie skupiły się na mnie.
- Obejrzymy, jakiś film? – zaproponował, skubiąc zębami dolną wargę.
- Może innym razem. Jestem padnięta i pójdę już spać – powiedziałam, odsuwając krzesło od stołu. Luke teraz miał minę, jakby znajdował się na ostatnim miejscu, w jakieś ważnej dla niego konkurencji. Na jego twarzy wymalowane było zrozumienie, ale mieszało się ono jednocześnie z rozczarowaniem, które usilnie próbował ukryć. Jednak nie do końca mu się to udało.
- Jasne. – Nachylił się, muskając swoimi ustami moje. – W sumie sam jestem zmęczony. Też się już położę.
- Zaklepuję łazienkę- powiedziałam od razu. Luke zaśmiał się i obdarował mnie szybkim i czułym pocałunkiem. 
- W porządku.


***
Pewnie kolejnym wyjściem Luke'a z Ashley Was nie zaskoczyłam - wiem, to było do przewidzenia, ale w końcu to ostatnio jego naj naj kumpela :P
Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodobał.

Standardowo przypominam o Asku i Twitterze - @RoxyDonau

Następny rozdział klasycznie pojawi się w kolejny piątek.

Pozdrawiam!

3 komentarze:

  1. Luke czy ty jesteś głupi czy głupi - laska ewidentnie do czegoś dąży, jakby chciała ich rozdzielić, a on i tak łazi z nią na kawusie i nie widzi tego, co wyprawia. Szkoda mi Malii mam jednak nadzieję, że Ashley nie namiesza na tyle, by oni się rozstali. Ash to dobry kumpel, naprawdę :)
    Czekam na kolejny rozdział :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Luke, jak widać na razie naprawdę nie widzi problemu. Może mu się odmieni :)
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń