piątek, 27 maja 2016

S4 - Rozdział 15

Sydney, 14 lipca 2013 roku


             Podniosłam się z miejsca. Złapałam za wielki plik posegregowanych papierów, które chciałam później powkładać do odpowiednich teczek. Szczerze, nie sądziłam, że bycie menadżerem wiązać się będzie, aż z taką biurokracją. Wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale nie sądziłam, że przez większość czasu będę wpatrywać się w zadrukowane kartki. A im 5 Seconds of Summer zdobywało większą popularność, tym wzrastały piętrzące się dokumenty – a to faktury, a to nowe zamówienia, a to umowy i aneksy. Jakby to nigdy nie miało się skończyć.
            Odwróciłam się. Przysunęłam ten stos papierzysk do klatki piersiowej, przetrzymując je przedramieniem, chcąc złapać jednocześnie teczkę wolną dłonią. Wtedy wszystko wyślizgnęło mi się z rąk. Niektóre dokumenty powkładane były w przezroczyste koszulki, przez co nie były tak mocno stabilne, jak pozostałe kartki bez okrycia. Niemalże wszystko runęło z hukiem na podłogę, rozlatując się we wszystkie strony. Część z nich znalazła się także pod stołem.
            Zacisnęłam usta, podnosząc głowę. Spojrzałam w biały sufit, panicznie zaczynając liczyć od jeden do dziesięciu. A potem raz jeszcze i kolejny, byleby się tylko nie popłakać z bezsilności. Cała trzygodzinna praca poszła na marne przez ten jeden pieprzony moment nieuwagi. Miałam dość.
- Malia?
             Spojrzałam na wchodzącego do kuchni blondyna. Chłopak omiótł wzrokiem pomieszczenie, na dłużej zatrzymując błękitne tęczówki na rozrzuconych dokumentach. Przygryzł wargę, podchodząc do mnie. Podczas marszu, pozbierał leżące na ziemi zadrukowane kartki, torując sobie jednocześnie drogę. Złożył je i odłożył z powrotem na stół. Przez ten cały czas, ja nawet nie ruszyłam się z miejsca.
- Odpocznij – powiedział cicho, całując mnie w czoło. – Zatyrasz się.
- Nie mogę – mruknęłam, odsuwając się. Mój głos wcale nie brzmiał naturalnie. Był gdzieś na skraju paniki i złości, choć tak bardzo starałam się przed nim grać opanowaną. Ukucnęłam, zgarniając porozrzucane dokumenty. Teraz to on mnie obserwował.
- Malia? – odezwał się ponownie, gdy położyłam na jego kupce kartki zebrane przeze mnie. Zerknęłam na niego. – Naprawdę zrób sobie przerwę. Zostaw to. Jak wrócę, pomogę ci to uporządkować na nowo.
- Ale…
- Teraz! Zero pracy!
              Zanim zdążyłam się zorientować, złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę salonu. Popchnął mnie lekko, a ja usiadłam na kanapie. Spojrzałam na niego wielkimi oczami. Czy on zwariował? Nie mogę mieć zaległości! Luke jednak całkowicie zignorował moją oburzoną minę. Jednym zgrabnym ruchem sprawił, że niemalże położyłam się na sofie. Przykrył mnie kocem, choć w domu było ciepło. Wcisnął mi w dłoń pilota.
- Co ty…
- Odpoczywasz. I w takiej pozycji masz zostać przez najbliższą godzinę. Mogę ci podać książkę do czytania, jak nie chcesz oglądać telewizji. Mogę ci też przed wyjściem zrobić herbatę lub podsunąć, jakiś napój. – Zamrugałam, zupełnie nie wiedząc, jak mu odpowiedzieć. – Jestem gotowy wypieprzyć twój służbowy telefon przez okno, jeśli to ma cię odciąć od roboty na tą jedną cholerną godzinę.
- No, co ty?
- Nie chcę byś znowu się przemęczała. Przerwy w pracy są ważne. Sama nam to ciągle powtarzasz. Dlaczego, więc nie stosujesz się do własnych poleceń? – Już otwierałam usta, by mu odpowiedzieć, ale Luke machnął na mnie ręką. – Wiesz, że mam rację. Żadnego nie, ale, bo. Nic. Leżysz spokojnie i nawet nie myślisz o robocie. Jadę do Ashtona. Powinienem być z powrotem maksymalnie za dwie godziny, czyli o siódmej. Zjemy kolację i wtedy zajmiemy się papierami. Okej?
- Niech ci będzie – odparłam, wzruszając ramionami.
- Super – rzucił zadowolony z siebie. Nachylił się, muskając swoimi ustami moje. – Do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
                Luke uśmiechnął się po raz kolejny. Odwrócił się i podszedł do szafki. Złapał za kluczyki od auta i wyszedł z domu, zamykając za sobą drzwi. Po chwili usłyszałam odgłos odpalonego silnika. Odczekałam chwilę, by mieć pewność, że chłopak na pewno już nie wróci. 
              Gdy usłyszałam odjeżdżający z naszego podjazdu samochód, odrzuciłam koc i wstałam z kanapy. Nie mogłam bezczynnie leżeć, mając pracę do wykonania. I musiałam też zrobić kolację. Nic nie robienie nie wchodziło w tym czasie w grę. Musiałam się spiąć i wziąć się w garść. Tak to niestety wyglądało, gdy było się jednoosobową firmą.

               Na kolację postanowiłam zrobić omlety z czekoladą. Dawno ich nie było, a zarówno ja, jak i Luke lubiliśmy to niespecjalnie trudne danie. Chciałam też wysmarować swoją porcję dodatkowo Nutellą. Miałam dzisiaj kiepski dzień, a nic tak nie poprawia humoru i samopoczucia, jak duża dawka czegoś słodkiego. A dokładniej czekolada. Dużo czekolady.
               Spojrzałam na zegarek. Było po siódmej. Usiadłam na krześle, wpatrując się w swój talerz. Zaczęłam się zastanawiać, kiedy w końcu Luke wróci. Im dłużej nad tym myślałam, tym odnosiłam wrażenie, że szykuje mi się powtórka z rozrywki. Że tym razem również nie przyjdzie na kolację. Jakbym przeżywała pieprzone deja vu. Pomijam już fakt, że trzy razy próbowałam się do niego dodzwonić, ale chłopak nie odbierał. Z początku zaczęłam się martwić, że może coś mu się stało, ale w końcu był u Asha, więc perkusista z pewnością by mnie, o czymś takim powiadomił.
               Nagle drgnęłam. Podniosłam głowę, słysząc otwierające się drzwi wejściowe. Po chwili do moich uszu doszły kroki. Spojrzałam z nadzieją w stronę salonu. Zrobiłam zaskoczoną minę, widząc przed sobą Irwina. Ashton rozejrzał się, jakby czegoś szukał. Jego brązowe oczy zatrzymały się na dwóch pełnych talerzach stojących na stole.
- Gdzie Luke? - To pytanie mi wystarczyło, bym zrozumiała, że Hemmings kłamał. Że wcale nie pojechał do niego. Nie musiałam długo szukać w myślach osoby, do której mógł się tak naprawdę udać.
- Jak to gdzie? Miał być u ciebie?
- Był. Siedział z godzinę, a potem wyszedł. Zabrał mi zeszyt z piosenkami. Podwoziłem siostrę do jej koleżanki i pomyślałem, że przy okazji wpadnę i go odbiorę.
- Jeszcze nie wrócił – odparłam, zaciskając zęby.
- Malia?
- Tak?
- Coś się stało?
- Nie, jest w porządku – odpowiedziałam, wstając od stołu. 
               W tym momencie miałam ochotę po prostu się rozpłakać. Ta cała sytuacja utwierdziła mnie w tym, że Luke wcale nie był szczery w stosunku do mnie. A ja głupia wierzyłam w każde jego słowo.
- Wcale nie jest w porządku – pociągnął chłopak, podchodząc bliżej. Odsunęłam się od niego. Wiedziałam, że jakby próbował mnie objąć, to wtedy straciłabym resztki opanowania, jakie jeszcze miałam. Że wtedy wszystko by runęło, a ja rozbeczałabym się, jak małe dziecko. – Malia?
- Jak wróci, powiem mu, że tu byłeś – pociągnęłam drżącym głosem, którego nie udało mi się ukryć. – A teraz muszę cię przeprosić i…
- Zostać z tobą?
- Nie, nie… Jest okej. Chciałabym zostać sama.
- Ale…
- Naprawdę, Ash. Potrzebuję chwili samotności.
              Irwin spojrzał na mnie, ale ja odwróciłam głowę. Nie mogłam znieść jego współczującego wzroku. Chłopak jednak uszanował moją decyzję. Pożegnał się ze mną i wyszedł z domu, zostawiając mnie samą. Gdy tylko zamknęły się za nim drzwi, z moich oczu wydostały się słone łzy. Szybko zalały moją twarz. Usiadłam na podłodze, opierając się plecami o szafkę. Podciągnęłam nogi, obejmując je ramionami.
              Czułam się cholernie źle. Nigdy nie wierzyłam w to, że Luke może działać na dwa fronty. Ale tak było. Innej możliwości nie widziałam. Kręcił i mieszał, powodując lawinę tego, co właśnie się działo. Gorycz i złość uderzyła we mnie podwójnie. Nie sądziłam, że będzie potrafił zranić mnie w taki sposób. Mogłabym się spodziewać wszystkiego, ale nie tego, że za moimi plecami będzie spotykał się z kimś innym. A teraz byłam tego pewna, że między nim a Ashley nie ma, tylko przyjaźni. I to bolało. To tak mocno bolało.

***
              Spojrzał na zegarek. Zrobił wielkie oczy, widząc, która jest godzina. Nie spodziewał się tego, że tak się zasiedzi. Odłożył pustą miskę po popcornie na stół, a następnie poderwał się z kanapy. Niebieskie oczy dziewczyny, znajdującej się obok niego, dokładnie śledziły każdy jego ruch. Ashley zmarszczyła lekko nos.
- Co jest?
- Zagapiłem się. Już dawno powinienem być w domu – powiedział, łapiąc za komórkę. 
              Zerknął na wyświetlacz. Dostrzegł trzy nieodebrane połączenia od Malii i jednego sms-a, w którym dziękowała mu za miłą kolację. Zupełnie nie rozumiał, jakim cudem nie słyszał tego, że dzwoniła. Uniósł z zaskoczeniem brwi. Dopiero teraz zorientował się, że ma wyciszony dźwięk. Nie pamiętał, by to przestawiał.
- Wyluzuj, Luke, nic wielkiego się nie stało. Film się przeciągnął – odpowiedziała Ashley, wzruszając ramionami.
- Obiecałem, że będę i…
- I co? Boisz się tego, że twoja Malia się wścieknie? – Luke zacisnął zęby. – Nic się przecież nie stało – powtórzyła, wsuwając do ust kilka ziaren popcornu.
- Musze iść. Do zobaczenia – rzucił, a następnie odwrócił się. Złapał za bluzę i ruszył w kierunku drzwi.
- Tak… Do zobaczenia – usłyszał jeszcze za plecami głos blondynki.
               Wypadł na zewnątrz, a potem szybko pokonał dystans między domem a samochodem. Wsiadł za kierownicę. Odpalił silnik. Wycofał i wyjechał na główną drogę. Wiedział, że nawalił. Znowu. I wcale nie czuł się z tym dobrze. Miał wrażenie, że zawodzi ją na każdym kroku. Czy tak powinien zachowywać się przykładny chłopak, którym chciał być? Chciał być dla niej idealny. Ale nie potrafił spełnić swoich własnych wymagań. Jeśli on w swoich oczach wypadał, aż tak źle, to co dopiero myślała o nim Malia?
                Powrót do ich wspólnego domu nie zajął mu zbyt wiele czasu. Ulice na osiedlach były praktycznie puste. Tak samo, jak chodniki. Był w końcu późny wieczór w środku tygodnia i ludzie od dłuższego czasu byli u siebie, a to spędzając czas z najbliższymi albo po prostu smacznie śpiąc w swoich łóżkach.
                Zatrzymał się przed budynkiem. Szybko wysiadł z samochodu, naciskając na pilot, by automatycznie go zamknąć. Podszedł do drzwi. Były zamknięte. Wyciągnął z kieszeni klucze, by móc je otworzyć. Potem wszedł w głąb ciemnego salonu. Gdzieś w środku miał nadzieję, że być może Malia na niego czeka. Choć z drugiej strony po tym co zrobił, zrozumiał, jak bardzo to jego myślenie było naiwne.
               Włączył światło. Odwrócił się w kierunku kuchni, dostrzegając dwa przyszykowane talerze. Jedzenie na nich było już zimne, ale w pomieszczeniu nadal delikatnie unosił się ich zapach, jeszcze bardziej go dobijając. To upewniło go w tym, jak bardzo stał się beznadziejnym chłopakiem. Ten dzisiejszy wieczór nie tak powinien wyglądać. 
               Spojrzał na leżące papiery, które znajdowały się po drugiej stronie stołu. Przypomniał sobie, jak obiecał jej pomoc w ich posegregowaniu. Zawalił również i to. Wcale by się nie zdziwił, gdyby Malia nie chciała z nim rozmawiać. On sam czułby się mocno wkurzony i zawiedziony, gdyby znalazł się na jej miejscu.
                 Poszedł do góry, docierając do sypialni. Cicho otworzył drzwi. Światło z korytarza oświetliło kawałek dużego łóżka, na którym spała. Jej włosy rozrzucone były na poduszce, a dłonie owinęły się wokół kołdry, którą przyciskała do swojej klatki piersiowej. Nie musiał być geniuszem, by wiedzieć, że płakała. Usta i nos miała zaczerwienione, a policzki nosiły ślady niedawnych łez.
                 Zamknął drzwi, przeklinając się w myślach. Jak mógł być takim kretynem? Jak mógł doprowadzić, do czegoś takiego? Dlaczego zranił osobę, którą tak bardzo kochał? Spuścił głowę, wracając na dół. Wszedł do kuchni, po raz kolejny spoglądając na stół. Teraz ten widok jeszcze bardziej wrzucił go w szpony osobistej porażki. Miał ochotę przyłożyć sam sobie.
                 Posprzątał to, co zostało z ich nieodbytej wspólnie kolacji. Następnie usiadł przy stole, opierając łokcie o blat. Ułożył na nich głowę, przymykając oczy. Zacisnął zęby, czując się fatalnie. Rozchylił powieki. Jego błękitne tęczówki ponownie spoczęły na kupce papierów. Przełknął ślinę, a następnie wstał. Złapał za nie i ruszył do salonu. Obiecał, że jej w tym pomoże. Nie zrobił tego wcześniej, więc teraz będzie siedział tak długo, aż to skończy. Mniej więcej wiedział, jak powinien to wszystko poukładać, więc od razu zabrał się za robotę. Domyślał się, że tym wcale niczego nie naprawi, ale chciał choć odrobinę poczuć się lepiej. Jakby to miało zminimalizować ból, który zaczął go zżerać od środka.

***
                Wiedziałam, że wrócił. Słyszałam jego kroki na schodach. Potem skierowały się w stronę sypialni. Udałam, że śpię. Nie miałam siły, ani tym bardziej ochoty z nim rozmawiać. Byłam już w takim stanie, że nie chciałam nawet na niego patrzeć. Słyszałam, jak otwiera drzwi. Czułam jego wzrok na sobie. Musiałam jednak dobrze zagrać, bo Luke odpuścił. Wyszedł z pokoju, który od razu pogrążył się w ciemności.
                 Wcisnęłam twarz w poduszkę, tłumiąc cichy szloch, który wydostał się z mojego gardła. Zakryłam oczy dłońmi, wylewając kolejną porcję łez. Obiecałam sobie, że nie będę już dzisiaj płakać, ale nie wyszło. To było silniejsze ode mnie. Znów poczułam się źle. Znów zaczęło boleć mocniej. Bardzo dobrze wiedziałam, że życie nie zawsze jest kolorowe i przyjemne. Jednak kiedy zawodzi ta jedna jedyna osoba, ma się wrażenie, jakby cały świat runął ci na głowę. Jakby się znalazło w epicentrum totalnej katastrofy, nie mogąc znaleźć odpowiedniego wyjścia, by się uchronić przed najgorszym. W tym momencie pragnęłam uciec. Uciec od tego wszystkiego. Uciec od niego. Chciałam wrócić do Anglii, odcinając się od życia, które zbudowałam w Australii. To nie tak miało być...


***
Problemu z Ashley ciąg dalszy. Malia i Luke ewidentnie się pogubili i tylko z boku mogą wyglądać na szczęśliwych. Jak widać, jest raczej odwrotnie. Jak myślcie, długo tak wytrzymają, czy może szykuje się rewolucja w ich związku? A może Malia powinna zmienić faceta i wybrać Asha? ( Dobra, już nie wymyślam hah XD)

Dziękuję Wam bardzo za wszystkie komentarze, które wprost uwielbiam :)

Standardowo zapraszam i przypominam o Twitterze i Asku - @RoxyDonau

Kolejny rozdział pojawi się w następny piątek :)

Pozdrawiam! 

16 komentarzy:

  1. Ja tam wróżę, że Luke w końcu kopnie tamtą dziunie w dupę i będzie tylko dla Malii, ale ta w międzyczasie może się na chwilkę wyprowadzić, żeby do tego doszło.... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah przeczytałam zamiast dziunię to "dziurę" - wtf mózgu XD
      Może "wakacje" od Hemmo wcale nie byłby takie złe :)
      Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Rycze no kurwa nie mohe patrześ jak Malia

    OdpowiedzUsuń
  3. Pewnie ta cała Ashley wyciszyła mu telefon. Malia powinna w końcu się zebrać i postawić mu ultimatum, wygarnąć wszystko co myśli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, takie siedzenie cicho nie jest wcale dobre.
      Dzięki bardzo za komentarz i opinię :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Jezu on mnie już wkurwia z tą Ashley:/ ma obok fajną i porządną dziewczynę, a lata do tej suki. I jeszcze jej tekst- przecież nic się nie stało. Boże Luke debilu! Też obstawiam, że to ona wyciszyła mu telefon:/ czekam na moment kiedy Malia w koncu mu wygarnie. Nie powiem, ale powinna wrócić do Anaglii by psychicznie odpocząć
    Cudny rozdział, choć smutny. Żal mi jej :(
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że Luke jest na cenzurowanym XD Cieszę się, że mimo wszystko Ci się podobało :)
      Dzięki za opinię i cały komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Nie, nie, nie, nie tak miało być.
    Denerwuje mnie zachowanie Luke'a, czy on nie widzi tego co ta cała Ashley wyprawia?
    A on naiwny wierzy w każde jej słowo. A Malia szkoda mi jej tak bardzo. Nie zasłużyła na to wszystko.
    Też czekam na moment, kiedy wygarnie mu to wszystko.
    Kocham to opowiadanie z każdym rozdziałem coraz mocniej.
    Ja nie wytrzymam do kolejnego piątku. To tak wiele czasu.
    Rozdział świetny. Życzę weny.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, Luke jest ślepo zapatrzony w starą "koleżankę" (ujmijmy ją w ten sposób). Może w końcu dojdzie do tego, że mu wszystko wygarnie - to się okaże.
      Dziękuję bardzo! Mega się cieszę, że aż tak Ci się podoba :)
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Prawie płakałam :/ Mnie Luke też strasznie wkurza, niech Malia go zostawi, może wtedy zauważy, ile stracił. Serio, mam go dość. Nie wytrzymam do piątku :(!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby nie patrzeć Luke jest mocno zaślepiony i problemu nie widzi, chociaż może go trochę po tej akcji sumienie ruszyło.
      Dzięki bardzo za komentarz :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Za ile będzie rozdział :(?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze, to nie jestem pewna, czy w ogóle dzisiaj się pojawi. Problem jest w tym, że coś dzieje się z moim komputerem, a nie zdążyłam wrzucić rozdziału do "chmury". Nadal mam nadzieję, że uda się go postawić na nogi, bo inaczej czeka mnie format i pisanie rozdziału od nowa :(
      Przepraszam

      Usuń
    2. Wierze, że się uda!:) Mam nadzieję, że nie będziesz musiała pisać od nowa. Miłego wieczoru :*

      Usuń
    3. Oby :) Zobaczymy, co z tego wyjdzie
      Również życzę miłego wieczoru :*

      Usuń