piątek, 10 czerwca 2016

S4 - Rozdział 16 cz.2

             Zadzwonił dzwonkiem, a potem zaczął bębnić palcami w udo. Przystępował z nogi na nogę. Niecierpliwił się coraz bardziej. Chciał, jak najszybciej zaliczyć tę wizytę, oddać Ashowi wzmacniacz i wrócić do domu. Zaczął się zastanawiać, czemu jej nie przełożył. Nawet jeśli miało to być coś pilnego, to przecież nic by się nie stało, gdyby Ashley poczekała ten jeden dzień. Równie dobrze mogła mu to przekazać przez telefon, chyba, że stało się coś, o czym musiała z nim porozmawiać w cztery oczy. Niemniej jednak Luke pluł sobie w brodę, że dał się namówić na przyjazd, jeszcze bardziej przeciągając swoje spóźnienie. A miało być dzisiaj tak pięknie.
              Po chwili drzwi od domu otworzyły się. Luke nawet się nie odezwał, tylko od razu wszedł do środka. Skrzyżował dłonie na klatce piersiowej, patrząc oczekująco na Ashley. Chciał, by szybko powiedziała, co się dzieje. Dziewczyna jednak milczała.
- Co jest? – zapytał, a ona lekko przygryzła wargę. – Boże Ashley, naprawdę się spieszę – warknął, nawet nie siląc się na miły ton.
- Chciałam cię po prostu zobaczyć – odparła cicho.
- Ty chyba żartujesz! Mówiłem, że nie mam czasu, a ty walisz mi ściemę, o jakimś problemie, by tylko mnie zobaczyć?!
- Co niby masz takiego ważnego do zrobienia?
- Jestem umówiony i spóźniony!
- Ona może poczekać – mruknęła, wzruszając ramionami. Luke był  zaskoczony, gdy Ashley od razu nawiązała do Malii.
- Nie, nie może…
- Luke, ma cię na co dzień i…
- Zmarnowałem, tylko czas…
- Serio?!
- A jak inaczej to wytłumaczysz?!
               Był już porządnie poirytowany i nawet nie próbował tego w żaden sposób kontrolować. Ashley zerknęła gdzieś w bok. Wziął głęboki oddech. Gdy tylko ponownie na niego spojrzała, machnął na nią ręką. Już chciał się odwrócić, ale nagle poczuł jej ciepłą dłoń na swojej. Zrobił wielkie oczy. Powoli przestawał ogarniać całą tę sytuację. Pragnął tylko tego, by szybko stąd wyjść. Ale blondynka miała zupełnie inny plan.
- Co ty wyprawiasz? – wydusił, gdy jej palce jeszcze mocniej zacisnęły się na jego skórze. Niewiele myśląc wyrwał swoją dłoń z jej uścisku. Dziewczyna zacisnęła wargi, a potem zrobiła coś, co zupełnie go skołowało i przytłoczyło. Przybliżyła się do niego jeszcze bardziej, a następnie bez oporów wpiła się w jego wargi.
               Luke przez chwilę poczuł się, jak dawniej. Jak wtedy, kiedy tworzyli razem szczęśliwą parę. Tak, jak wtedy, gdy tworzyli swoje marzenia, starając się dojść do wyznaczonych celów. Jak wtedy, gdy byli wolni i niepowiązani żadnymi większymi zobowiązaniami. A jedyne, czym się przejmowali, to szkoła i to, co będą robić w nadchodzące wakacje.
               Ujął jej twarz w dłonie, od razu oddając pocałunek. W jego głowie huczało. Różne myśli wirowały mu przed oczami, przypominając wszystko. Również i te złe rzeczy. Kiedy od tak postawiła mu ultimatum, bo nie mogła znieść tego, że Luke kochał muzykę. Że muzyka dawała mu poczucie spełnienia. Nie rozumiała pod tym względem tak wielu rzeczy. Gdy kazała mu wybierać, wszystko się skończyło, a on zyskał przez to złamane serce.
               Poczuł, jak jej palce zaciskają się na jego koszulce. Przywarła do niego mocniej, nie przerywając tego, co się działo. Wtedy też Luke przypomniał sobie to, co stało się później. I jego myśli wcale nie skoncentrowały się na blondynce, którą miał przed sobą. Popłynęły w stronę tej jednej osoby, która rozumiała go w stu procentach. Która pomagała mu przejść przez różne etapy, wspierając go w tym, co robi. Która nie krytykowała go i nie śmiała się z jego wybujałego marzenia o graniu koncertów i nagrywaniu płyt. Ona wierzyła w niego i w zespół, który tworzył z chłopakami. Jak mógł być takim kretynem? Dopiero teraz zobaczył wszystko w pełni. Dopiero teraz tak naprawdę zrozumiał swój fatalny błąd, choć był pewny, że doszedł do tego już dawno. Ale mylił się. Dopiero po tym pocałunku zrozumiał, jak wielkim był idiotą.
               Odskoczył od Ashley tak raptownie, że ledwo utrzymał równowagę. Wcisnął się w drzwi, patrząc na nią wielkimi oczami. Zrobił to… W końcu spieprzył wszystko całkowicie. W tym momencie tak cholernie siebie nienawidził. Poczuł się, jak skończony dupek. Poczuł się, jak największe gówno i wątpił, czy kiedyś pogodzi się z tą wielką porażką, do której sam doprowadził.
- Luke?
- Nigdy więcej tego nie rób – powiedział, będąc już gdzieś na skraju paniki. Musiał się uspokoić. Musiał koniecznie stąd wyjść.
- Kocham cię, Luke…
- Nie, nie, nie! – warknął, zaciskając pięści. Mógł się założyć, że jest teraz blady, jak ściana.
- Zrozumiałam to, że naprawdę cię kocham. Wiem, że ty też mnie kochasz.
- Nie, ja cię nie kocham – wydusił z siebie. – Kiedyś kochałem, teraz… Jak mogłaś w ogóle tak pomyśleć?! Kocham Malię!
- Tak? To dlaczego częściej spędzałeś czas ze mną, niż z nią? Czy tak zachowuje się osoba, która kocha?
- Przestań…
- Porozmawiaj ze mną…
- Nie! Żadnego: porozmawiaj ze mną…
- Ale…
- Odczep się, Ashley!
- Co?
- Gdybyś mnie naprawdę kochała, to nigdy nie popsułabyś mojego szczęścia, a w tym momencie właśnie to robisz!
- Ja…
- Po prostu zostaw mnie w spokoju i daj mi żyć życiem, które teraz mam. A tam… Tam nie widzę dla ciebie miejsca – powiedział, patrząc, jak jej niebieskie oczy zachodzą łzami. 
              Zanim zdążyła się rozpłakać, odwrócił się i wyszedł z domu, zatrzaskując za sobą drzwi. Wsiadając do samochodu, błagał los, tylko o to, by miał do czego wracać. By nie schrzanił tego do końca. By to wszystko dało się jeszcze naprawić. Przeklinał w myślach swoją naiwność. Był idiotą. Był skończonym idiotą.

              W połowie drogi do domu, przypomniało mu się o wzmacniaczu, który obiecał podrzucić Ashtonowi. Warknął pod nosem niezadowolony, gdy wykonywał połączenie do przyjaciela. Kazał Irwinowi czekać na niego na podjeździe, by mógł jak najszybciej oddać mu to, co miał w bagażniku. Kiedy zatrzymał się pod znanym mu budynkiem, perkusista już tam był.
- Co jest? – zapytał Ash, patrząc na jego bladą twarz.
- Nic. Weź wzmacniacz, bo naprawdę cholernie się spieszę.
- Co ci zajęło tyle czasu?
- Nie ważne – mruknął, uderzając palcami w kierownicę.
- Byłeś u niej?
- Co? - Luke spojrzał na niego, mając oczy wielkości spodków. Ash, tylko zacisnął usta. – O co ci chodzi?
- Od dawna zastanawiam się, czego tak bardzo brakuje ci w Malii, że wolisz towarzystwo Ashley.
- Niczego mi nie brakuje! – warknął wkurzony. – Przestań pieprzyć takie głupoty!
- To nie są głupoty, Luke. To wnioski po mojej obserwacji…
- Nie zamierzam z tobą o tym gadać. Zabieraj ten wzmacniacz, chce już wrócić do domu.
- Mam nadzieję, że tego nie spierdolisz – rzucił na odchodnym, idąc w stronę bagażnika.
               Luke obserwował go, patrząc w lusterko. Jak tylko Irwin wyciągnął wzmacniacz i zamknął klapę, blondyn ruszył spod jego domu. Nie zdążył jednak wyjechać z bocznej ulicy, gdy ponownie rozdzwonił się jego telefon. Jęknął pod nosem, widząc słowo, które wyświetliło się na ekranie. Zwolnił, odbierając połączenie.
- Mamo, co…
- Pomyślałam, że skoro Malia wyjeżdża, to może wpadniesz do nas na kolację?
- Jak to wyjeżdża?!
- Powiedziała, że to coś pilnego i… Czekaj, czekaj… Ty nic nie wiedziałeś?
- Ja…
- Co się dzieje, Luke?
- Mamo, muszę kończyć, zadzwonię do ciebie jutro.
- Ale…
              Zakończył połączenie, odrzucając telefon na siedzenie obok. Malia wyjeżdżała. On już wiedział, że to przez niego. Nacisnął mocniej pedał gazu, przyspieszając. Nie wiedział, ile czasu minęło, odkąd jego matka się o tym dowiedziała. Domyślał się jednak, że każda minuta w tym momencie jest cenna. Co jeśli nie zdąży, a ona odejdzie? Co jeśli nie uda mu się jej zatrzymać? Chyba nie wybaczy sobie tego do końca życia.

***
                Moje pakowanie się nie przypominało sceny wyjętej z filmu. Nie było histerycznego płaczu i pospiesznego wkładania pierwszych lepszych rzeczy do walizki, byle by zrobić to, jak najszybciej. Cały proces przebiegał nazbyt spokojnie i bez emocjonalnej eksplozji.
                Dokładnie wybierałam rzeczy, które chcę ze sobą zabrać. Wiedziałam, że nie spakuję wszystkiego na raz. Byłam też świadoma tego, że od tak nie rzucę dawnego życia. W końcu nie mogłam zostawić zespołu na lodzie. Postanowiłam, że znajdę im odpowiednią osobę, która mnie zastąpi i będzie godnie reprezentować interesy 5 Seconds of Summer. Domyślałam się, że po tym wszystkim, moja współpraca z chłopakami nie będzie układała się, jak wcześniej, więc chciałam na dobre z tego zrezygnować. Zresztą i tak nie zamierzałam zostawać w Australii. Nie, gdy wiązało się z tym kontynentem tak wiele wspomnień.
                 Moje powolne pakowanie walizki brało się też z tego, że gdzieś w środku miałam cichą nadzieję na to, że Luke jednak wróci. A gdy zobaczy bagaż, w końcu naprawdę dotrą do niego wszystkie błędy, jakie ostatnio popełnił. Być może było to z mojej strony głupie posunięcie, ale chciałam, by za wszelką cenę mnie zatrzymał. Prawda była taka, że nadal cholernie go kochałam. Chciałam zobaczyć to, że i jemu nadal na mnie zależy.
                 Wyprostowałam się, gdy usłyszałam znajomy dźwięk dzwonka. Spojrzałam na komórkę, która zawibrowała na nocnym stoliku. Dostałam od kogoś wiadomość. Na początku chciałam ją zignorować i odczytać po wyjściu z domu. Jednak szybko doszłam do wniosku, że bez sensu przeciągać jej odbiór, skoro może to być coś ważnego. Może coś dzieje się u Sharon lub u któregoś z chłopaków?
                  Złapałam za telefon. Usiadłam na łóżku, odblokowując urządzenie. Uniosłam zaskoczona brwi do góry, widząc nieznany numer. Nie przypominałam sobie, bym ostatnio podawała komuś prywatny kontakt do mnie. Zawsze w sprawach służbowych podaję numer na drugi telefon, który służy mi tylko i wyłącznie do pracy. Weszłam w wiadomości.
                 Wstrzymałam oddech, czując, jak zaczynają trząść mi się dłonie. W jednym momencie moje całe opanowanie zniknęło. Oczy zaszły mi łzami, a zaraz po tym zaczęły powoli spływać po moich policzkach. Poczułam nieprzyjemne ukłucie w klatce piersiowej. Czytając tekst, czułam się kompletnie przegrana i upokorzona. Teraz ponownie zrozumiałam, że żyłam złudzeniem, mając nadzieję na lepsze.

Od: Nieznany numer
Możesz myśleć, że wygrałaś, ale tak nie jest. Dzisiaj go pocałowałam, a on to odwzajemnił. Nadal jesteś pewna, że on cię kocha? Chyba na to nie wygląda. Jak bardzo go teraz nienawidzisz? Pierwsza miłość zawsze wygra!

                Nie musiałam nawet zgadywać, kto jest nadawcą. Po tych słowach doskonale wiedziałam, kto wysłał mi sms-a. W tym momencie naprawdę ją znienawidziłam. To uczucie tak mocno wypełniło mnie od środka, że oprócz wewnętrznego bólu i smutku, poczułam też wściekłość. Na nich oboje. Dlaczego tak łatwo dałam się okłamywać? Dlaczego tak łatwo pozwoliłam, by mydlono mi oczy? Tak bardzo chciałam znienawidzić także i jego, ale nie potrafiłam i to wpychało mnie w jeszcze większą frustrację. Kochałam go zbyt mocno, by od tak się tego uczucia pozbyć i całkowicie je zmienić.
                Poskoczyłam w miejscu, kiedy telefon wyślizgnął mi się z dłoni. Trzęsłam się tak bardzo, że nie zdołałam go utrzymać. Usłyszałam puknięcie, a potem cichy trzask, kiedy komórka uderzyła o podłogę. Podniosłam ją. Spojrzałam na stłuczony ekran. Jednak miałam to totalnie gdzieś. Dopiero teraz mocno zapragnęłam tego, by uciec.
                Pospiesznie wstałam z miejsca, rzucając się w kierunku walizki. Po tej wiadomości, scena ze spokojnym pakowaniem, zmieniła się w dramatyczną walkę o czas. Teraz już nie chciałam, by mnie zatrzymywał. Chciałam odejść, jak najszybciej się dało. Chciałam zniknąć, zanim Luke wróci do domu. Łzy i drżące dłonie skutecznie utrudniały mi pracę, ale byłam zawzięta. Nie poddałam się nawet wtedy, kiedy niesforny zamek w walizce nie chciał ze mną współpracować. Udało mi się go zapiąć, dopiero za trzecim razem.
               Wypadłam na korytarz, taszcząc za sobą ciężką walizkę. Niemalże zbiegłam po schodach, byleby tylko wynieść się stąd, jak najszybciej. Nie miałam obranego celu, ale mogłam zatrzymać się w pierwszym lepszym hotelu, w którym znajdę wolne miejsce. Nie było to dla mnie ważne. W tym momencie nic nie było ważniejsze, niż to, by naprawdę stąd uciec.
                Dotarłam do połowy salonu, gdy nagle zatrzymałam się. Usłyszałam szczęk zamka, a potem drzwi otworzyły się na oścież. Do środka wszedł zdenerwowany Hemmings. Z początku wcale mnie nie zauważył. Dopiero gdy podniósł głowę, jego błękitne tęczówki spojrzały wprost na mnie. To wystarczyło, bym rozpłakała się ponownie. Naprawdę chciałam być silna i nie pokazywać, jak cholernie mnie skrzywdził. Ale nie potrafiłam. W tym momencie nie potrafiłam być twarda. Nie potrafiłam ukryć się za maską.
- Nie… Błagam – wydusił, idąc w moją stronę. Puściłam walizkę, robiąc krok do tyłu. – Proszę cię, nie zostawiaj mnie.
- Pocałowałeś ją, prawda? – Drżącą ręką wyciągnęłam telefon z kieszeni. Mimo pękniętej szybki, nadal działał.
- Ja… Nie…
- To prawda?! – warknęłam, rzucając go w jego stronę. Luke złapał telefon, a potem spojrzał na wyświetlacz. Odblokował go, by móc przeczytać treść wiadomości.
- Ja… Naprawdę nie chciałem cię skrzywdzić…
- Pieprz się! Ty i ona!
- Nie, poczekaj!
                Doskoczył do mnie, gdy ponownie chciałam chwycić za bagaż. Złapał za moje dłonie, ale ja szybko wyrwałam się z jego uścisku. Odepchnęłam go od siebie, nie chcąc, by był tak blisko. Zachwiał się, patrząc na mnie z nieukrywanym smutkiem i bólem. Minęła dosłownie chwila, jak chłopak rozpłakał się tak samo, jak ja.
- Błagam cię, pozwól mi to wszystko wytłumaczyć – poprosił, łamiącym się głosem.
- Mam dość twoich tłumaczeń! Mam dość tego, że robisz mi wodę z mózgu, a potem i tak wracamy do tego samego punktu! Mam dość tej chorej i popieprzonej sytuacji!
- Proszę cię, Malia…
- Trzeba było… Trzeba było mnie zostawić, jeśli chciałeś do niej wrócić! Naprawdę tak bardzo masz mnie gdzieś, że posunąłeś się do najgorszej rzeczy, jaką mogłeś mi zrobić?!
- Nigdy nie chciałem do niej wrócić!
- Już ci nie wierzę – powiedziałam, ignorując łzy. Nie tylko swoje, ale także i jego.
                Luke wstrzymał oddech, kiedy podniosłam rękę do góry. Jednym szybkim ruchem zerwałam bransoletkę z jego imieniem. Nie powiem, ale to bolało. Mimo wszystko był niczym w porównaniu do psychicznego i wewnętrznego bólu, jaki teraz odczuwałam. Moje palce mocniej zacisnęły się na rzemyku. Rzuciłam bransoletką. Odbiła się od jego klatki piersiowej. Kwadratowe ozdoby rozsypały się po podłodze. Rozsypały się tak samo, jak my. To był pierwszy raz, kiedy ją ściągnęłam. Pierwszy raz, nie licząc zmiany rzemyka. Zawsze miałam ją przy sobie. Teraz jednak nie była mi już potrzebna. Teraz nawet jej nie chciałam, bo przypominałaby mi jego. Osobę, od której chciałam się za wszelką cenę uwolnić.
- Błagam cię, nie zostawiaj mnie, tylko dlatego, że byłem idiotą – wydusił, a potem cichy szloch wydobył się z jego gardła. – Kochanie, proszę cię…
- Nie, Luke. Miałeś szansę i spieprzyłeś to. A teraz pozwól mi odejść.
- Nie.
- Nie?
- Nie, dopóki nie spróbuję wszystkiego, by cię zatrzymać – powiedział, ponownie przybliżając się do mnie.
                Nie udało mi się uciec przed tym, jak znów chwycił mnie za dłonie. Teraz jednak zrobił to mocniej i bardziej zdecydowanie, niż wcześniej. Wiedziałam, że jest cholernie zdeterminowany, by mnie zatrzymać. Objął mnie, ignorując to, że usilnie próbowałam go odepchnąć. Uderzałam go gdzie popadnie, byleby tylko mnie puścił.
                 Przez chwilę walczyliśmy ze sobą i żadne z nas nie chciało odpuścić. Jego dotyk, bliskość i zapach sprawiały, że czułam się jeszcze bardziej zniszczona. Te odczucia wywoływały jeszcze większy ból i pustkę. Z jednej strony chciałam uciec, a z drugiej pozostać w jego ramionach już do końca. Przez to wszystko płakałam jeszcze bardziej, nie mogąc się uspokoić.
                 W końcu opadłam z sił, osuwając się na kolana. Luke zaraz znalazł się tuż przede mną. Wykorzystał ten moment mojego kompletnego załamania, ujmując moje mokre policzki w dłoniach. Jego zaczerwienione oczy spojrzały wprost w moje. Widziałam, jak drżą mu wagi. Widziałam jego bladą twarz. Widziałam jego łzy. I to wszystko wywoływało kolejną falę bólu.
- Proszę cię, porozmawiaj ze mną na spokojnie – powiedział, przezwyciężając przyspieszony oddech. – Błagam cię… Błagam cię, tylko o jedną rozmowę. Pozwól mi się wytłumaczyć.
- Nie chcę z tobą rozmawiać…
- Wiem, jak to wszystko może wyglądać, ale to nie tak. Proszę cię… Wysłuchaj mnie. Zrób chociaż tyle. Jeśli po tym, co powiem, będziesz chciała odejść to… Pozwolę ci na to. – Ponownie spojrzałam w jego błękitne tęczówki. – Pozwolę ci odejść… Obiecuję ci, że pozwolę ci… Że pozwolę ci odejść, choć cholernie tego nie chcę. Zrobię to wbrew sobie, bylebyś tylko mnie wysłuchała. – Jego palce musnęły moje policzki. – Kocham cię tak bardzo, że pozwolę ci odejść, bo jedyne czego chcę to, to byś była szczęśliwa. Jeśli uznasz, że ja ci już tego nie potrafię dać… - Urwał, nie mogąc powstrzymać kolejnego cichego szlochu, który wydostał się z jego ust. Jego łzy skutecznie łamały mi serce na jeszcze mniejsze kawałki. – Odseparuję się od ciebie. Puszczę cię wolno, byś znalazła szczęście i miłość u kogoś innego, bo na to zasługujesz. Zasługujesz na to, by być szczęśliwą. Nienawidzę się przez to, że tak to spieprzyłem. Że cię zraniłem i zawiodłem. Nienawidzę siebie za to, że byłem tak cholernie ślepy i nie dostrzegałem tego, co tak naprawdę się dzieje.
                 Między nami zapanowała niekomfortowa cisza. Luke nie spuszczał ze mnie wzroku. Ja, zaś wpatrywałam się w podłogę, przetwarzając raz za razem jego słowa. Słowa, które jednocześnie były tak przepełnione uczuciem, które czuliśmy do siebie nawzajem, a z drugiej zawierały w sobie ból i smutek.
                W końcu jednak podjęłam decyzję. Byliśmy dwójką dorosłych ludzi. Powinniśmy załatwić to inaczej. Wielkie i dramatyczne sceny wcale nam nie pomagały. Luke, co do tego miał rację. Powinniśmy porozmawiać na w miarę spokojnym gruncie, a potem zdecydować, co zrobić z tym dalej. A raczej, co ja chcę zrobić z tym dalej, bo blondyn wyraźnie zaakcentował to, że to do mnie należeć będzie podjęcie tej decyzji. I on uszanuje jakąkolwiek z nich.
- Porozmawiamy na spokojnie – powiedziałam cicho. W tym momencie chłopak wyglądał, jakby zeszło z niego całe napięcie. – Możemy to zrobić jutro, jak oboje uspokoimy się na tyle, by i tego nie spieprzyć.
- W porządku – odparł, pospiesznie wycierając policzki dłonią. - Zostaniesz tutaj? – Zacisnęłam usta. – Proszę cię, nie wychodź. Obiecuję, że dam ci spokój. Nie będę się koło ciebie kręcił. Dam ci czas na przemyślenie wszystkiego, tylko proszę… Nie zostawiaj mnie zupełnie samego.
- Ty zostawiałeś mnie samą…
- Przepraszam, ja… - Spojrzał gdzieś w bok, biorąc kolejny głębszy oddech. Widziałam, jak próbuje się uspokoić, by znów nie pogrążyć się w płaczu. Jednak i tak z jego oczu wydostało się kilka słonych łez. – Zostań, proszę.
                W tym momencie zdobyłam się, tylko na to, by kiwnąć mu głową. I tak nie miałam, dokąd pójść. Skoro Luke zapewnił mnie, że da mi spokój, to mogłam spędzić tu noc i przygotować się na rozmowę, która czekała nas jutro. Wiedziałam, że będzie ona cholernie ciężka i trudna. Ale to właśnie ona zadecyduje, co będzie z nami dalej.

***
                  Malia, ani razu nie wyszła z sypialni, od kiedy zniknęła za jej drzwiami. Luke, co i rusz spoglądał w stronę schodów, ale nie łudził się nadzieją, że dziewczyna pojawi się na dole. Odseparowała się od niego i on wcale się temu nie dziwił.
                 Przejechał palcem po jej bransoletce. Zaraz po tym, jak Malia poszła na górę, on szybko pozbierał pozostałości po ozdobie. Odnalazł w szafce nieużywany rzemyk. Wymienił ten zerwany, z powrotem tworząc go na nowo. Liczył na to, że tak samo będzie z nimi. Że na nowo wrócą do tego, co było, a on w końcu odkupi wszystkie swoje winy. Naprawi to, co zniszczył tak samo, jak naprawił jej bransoletkę, do której miała sentyment. Doskonale pamiętał dzień, w którym ją kupił. I tą jego, z którą on również się nie rozstawał.
                Opatulił się bardziej kocem, zaciskając palce na puszystym materiale. Zaczął bujać się w przód i tył, lekko uderzając plecami w kanapę, o którą się opierał. Miał gdzieś to, że spędza kolejną godzinę siedząc na podłodze. Miał gdzieś to, że jest tym wykończony. Nie potrafił zasnąć. Nie, kiedy to wszystko zrujnował i zepsuł, doprowadzając do kompletnej katastrofy. Czuł się winny. Był winny i nawet nie chciał temu zaprzeczać.
                 Jego policzki na nowo zalśniły od łez, kiedy zdał sobie sprawę, jak blisko są końca. Jak ich związek wisi na cienkim włosku. Jak niewiele trzeba, by stracił osobę, którą tak mocno kocha. I to bolało. Miał wrażenie, że ten ból wyżera go od środka. Że jego serce na nowo rozpada się, a on nie był pewny, czy tym razem da radę się podnieść. Może i był młody, ale to nie znaczyło, że nie potrafił kochać naprawdę i dążyć do stworzenia, czegoś większego. Że nie traktował tego poważnie. Wszedł w tym całym sobą.
                Jednak nagle wszystko się posypało, a on odniósł wrażenie, jakby to, co miał, uciekało mu przez palce. Jakby stracił całą kontrolę. I to wszystko przez niego. Nadal jednak łudził się tym, że ona nie odejdzie. Że nie zostawi go samego. Że mimo wszystko będzie chciała nadal z nim być. Jeśli będzie inaczej, to on znienawidzi się jeszcze bardziej. Był głupi i naiwny. Był nieostrożny i nierozważny. Zniszczył wszystko i teraz nie pragnął niczego innego, jak tylko móc to naprawić. Jak tylko postarać się o to, by zatrzymać ją przy sobie. By zrobić wszystko, by nie odeszła. Nie chciał życia bez niej. Nie chciał nikogo innego, oprócz niej. 


***
Jest to oczywiście kontynuacja dnia z poprzedniego rozdziału (taaa... jak byście nie wiedzieli XD - chyba sobie pogratuluję odkrywczych myśli). 
Dramy ciąg dalszy, ale jest postęp, bo przynajmniej chcą o tym porozmawiać na spokojnie. Ciekawe, co im z tego wyjdzie :) Dzisiaj naprawdę sporo czasu zajęło mi sprawdzanie rozdziału, ale przyznam się, że znów jestem na maksa rozkojarzona i nie mogłam się skupić. Wybaczcie :)

Dziękuję również za Wasze wszystkie komentarze i opinie - naprawdę cholernie motywują. Wiem, wiecie to :)

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau

Następny rozdział w przyszły piątek.

Pozdrawiam!




EDIT!
Hej, chciałam Was poinformować, że niestety dzisiaj rozdziału na TWŻPNS nie będzie. Przyczyną tego jest to, że nie wyrobiłam się z jego napisaniem. Skoro w tym przypadku pojawił się poślizg czasowy, pewne jest też to, że i niedzielne rozdziały zostaną przesunięte na inny termin.
Nie zamierzam zawieszać żadnej historii, po prostu teraz rozdziały będą pojawiać się nieregularnie. Będę je wrzucać, jak tylko zostaną napisane. Moja organizacja, jaką utrzymywałam do tej pory w końcu się zawaliła :( A tak długo udawało mi się „być z rozdziałami na bieżąco”. Dodatkowo nie mam już nic w zapasie. Nie brakuje mi weny czy motywacji do pisania. Głównym powodem jest brak czasu i zmęczenie. Od niedawna przestałam też zajmować się „Stay Alive” i jeszcze jedną historią, by nie zaniedbać aktualnych ff, ale i tak na dłuższą metę nic to nie dało. Nie wiem kiedy uda mi się wrócić do ustalonych wcześniej terminów. Nie wiem kiedy uda mi się to wszystko nadrobić i nadgonić.
Nie chciałam Was rozczarować  - w sumie rozczarowałam też sama siebie, bo nie lubię nie wywiązywać się z danego słowa, ale zmusza mnie do tego sytuacja. Przepraszam :(

19 komentarzy:

  1. Nie, nie, nie! Szczerze chcę, aby ona wyjechała, niech teraz on pocierpi, serio (wiem jestem okropna) Malia powinna dać mu nauczkę. Sadzę, że powinna od niego odpocząć. Niech teraz ona go zawiedzie. Co do Luke'a i Ashley nie mam słów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to by była całkiem niezła nauczka dla niego :) zobaczymy, co im z tego wyjdzie :)
      Dziękuję za komentarz
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Zdaje sobie sprawe z tego, ze pusta lala jeszcze wiele razy namiesza.
    Dobrze, ze chca to sobie wyjasnic na spokojnie, w nerwach mowi sie slowa, ktorych potem mozna zalowac. Tak bardzo szkoda mi Malii. Jest tak pokrzywdzona tutaj..
    Luke przegial i to bardzo. Do czego to musialo dojsc by zrozumial..
    Mam nadzieje, ze jesli powie jej, ze zerwal kontakt z ta wywloka, to sytuacja sie troszeczke poprawi.
    Ashley moze sobie podac reke z Blake'iem, Amber, (zapomnialam imienia tej suki z pjd) i w pewnym sensie Deborah (oboje knuja).

    Pozdrawiam:)x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tymi słowami masz stu procentową rację - a potem się mimo wszystko tak wielu ich żałuje.
      Zobaczymy, co z nimi będzie dalej. Może się uda porozmawiać na spokojnie i jakoś to wszystko ogarną :)
      Co do innych, to pewnie chodziło Ci o Harper XD W sumie racja XD
      Dziękuję bardzo za komentarz i opinię :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Tak, Harper! xD

      Usuń
  3. Będzie śmiesznie jeśli okaże się że jest w ciąży. Roździał super jak zawsze. Pozdrawiam!
    Xoxo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. LOL XD
      Cieszę się, że się podobało!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Dziewczyno, doprowadziłaś mnie do łez :') Ja poprostu dziękuję za ten FF, masz taki talent, że aż chcę się od Ciebie uczyć :D
    A co do rozdziału. Luke, Ty do końca wszytko musiałeś spierdolić. Ashley, jak ja cię kiedyś dorwę ;-; Nienawidze jej .-. Ugh, zabij ją ;-; Wow, poczułam się tak bardzo zła :'D
    Rozdział jak zwykle meeeeeeega *-* i serio jeszcze raz dziękuje za tego bloga, bo jest niesamowity <3 Życzę weny i do piątku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jej, wielkie dzięki :) Mega się cieszę, że tak się podobało - nie tylko ten rozdział, ale i cała historia :) Cieszę się również, że udało mi się wzbudzić emocje :)
      Dziękuję za komentarz
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  5. Dziewczyno, doprowadziłaś mnie do łez :') Ja poprostu dziękuję za ten FF, masz taki talent, że aż chcę się od Ciebie uczyć :D
    A co do rozdziału. Luke, Ty do końca wszytko musiałeś spierdolić. Ashley, jak ja cię kiedyś dorwę ;-; Nienawidze jej .-. Ugh, zabij ją ;-; Wow, poczułam się tak bardzo zła :'D
    Rozdział jak zwykle meeeeeeega *-* i serio jeszcze raz dziękuje za tego bloga, bo jest niesamowity <3 Życzę weny i do piątku :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten rozdział jest cudowny, ale tak bardzo doprowadził mnie do łez, że pisze to po dwóch godzinach jak przeczytałam.
    Lukey, jestem pewna, że z Malią znów się ułoży i będziecie cudowną parę, ale nie zdziw się, jeżeli wyjdzie na kilka dni. Pewnie będzie chciała spędzić trochę czasu z Sharon i wyżalić się jej.
    Malia, kochanie, ja cię rozumiem. Czujesz się porzucona i jakbyś zeszła na drugi plan. A pamiętasz radę Sharon, kiedy to wasz związek był praktycznie nowy?? Przypomnij sobie te wszystkie chwile, kiedy z nim byłaś do czasu, kiedy pojawiła się ta przebiegła Ashley. I nie martw się nią, to suka, która jest chora psychicznie. Stoję też za tobą murem i masz rację, Lukey zrobił błąd, ale nie zapomnij, że ludzie też popełniają błędy. Kochaj go i postaraj się wybaczyć, a wyjazd do Londynu ci się przyda, aby wyżalić się Sharon i Oskarowi.
    Rozdział cudowny i czekam na następny :)
    pozdrawiam ♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że tak Ci się podobało i że tym rozdziałem udało mi się wzbudzić emocje :)
      Powiem Ci, że cholernie miło czytało mi się Twój komentarz - był tak ciepły i zawierał tak wiele mądrych rzeczy - mimo, że skierowanych do bohaterów - dziękuję! Naprawdę jest fantastyczny!
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  7. Luke to debil serio! W żadnym twoim ff on mnie tak nie wkurza, jak tu :/ mam jednak nadzieję, że się pogodzą a Luke naprawdę naprawi to co zjebał. Cholernie mi było szkoda Malii:( nie zasłużyła ma coś takiego. Ashley to kolejna kretynka:/
    Czekam na nn
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że Luke przeszedł na drugą stronę XD Może dojdą w końcu do porozumienia. To się okaże :)
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. W końcu Luke zrozumiał swój błąd, tylko czy nie za późno?
    Biedna Malia, jestem ciekawa jej decyzji.
    Jak przebiegnie ich rozmowa.
    Chciałabym aby między nimi wszystko się ułożyło, ale na pewno będzie ciężko. Patrząc na to, co Luke wyprawiał. Przez swoją głupotę może stracić wspaniałą osobę.
    Czas pokaże jak to będzie.
    Kocham to bardzo. Miałam łzy w oczach jak to czytałam.
    Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. Jak każdego w tym opowiadaniu.
    Życzę dużo weny.
    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy, co się stanie po ich rozmowie :)
      Mega się cieszę, że ten rozdział Cię wzruszył i że tak lubisz tę historię :) Dziękuję!
      Dziękuję również za komentarz :)
      Pozdrawiam!

      Usuń