sobota, 18 czerwca 2016

S4 - Rozdział 17

Sydney, 16 lipca 2013


             To nie była przyjemna noc. Mogłam śmiało ją zaliczyć do najgorszych w swoim życiu. Po całej akcji z Lukiem, doskwierała mi bezsenność. Nie mogłam przestać myśleć. Nie mogłam przestać rozpamiętywać tego wszystkiego wciąż na nowo i na nowo. Nie mogłam przestać płakać. Miałam wrażenie, że torturuje mnie, nie tylko mój umysł, ale także i ciało. Czułam ból, ale także i totalne rozbicie. Udało mi się zasnąć, kiedy na dworze powoli robiło się jasno.
               Rano wcale nie czułam się lepiej. Zresztą, nawet tego nie oczekiwałam. Domyślałam się, że jeśli faktycznie podczas naszej rozmowy coś pójdzie nie tak to, to te negatywne uczucia będą mi towarzyszyły przez dłuższy czas.
              Wiedziałam, że podjęłam dobrą decyzję. Wiedziałam, że właśnie tak powinniśmy się zachować. Choćby i ze względu na to, co nas łączyło i przez co przeszliśmy. Znałam się na tyle, że byłam pewna, że gdybym postąpiła inaczej i z góry przekreśliła Luke'a, mogłabym tego żałować. Tego, że nie pozwoliłam mu mówić. Tego, że nawet nie próbowałam go wysłuchać. Przecież każdy zasługuje na szansę, by się w jakiś sposób wytłumaczyć. Nawet, jeśli ten ktoś tak mocno cię skrzywdził. W tym przypadku rozmowa była konieczna. Odbyta bez krzyku, na bardziej spokojnym podłożu.
               Zastanawiałam się też, co będzie potem. Czy postawić jednak na wyjazd i wrócić do Anglii? Szybko jednak zrozumiałam, że ucieczka może tylko jeszcze bardziej wszystko popsuć. Byłam przywiązana do Australii, nie tylko ze względu na Luke'a. Byłam przywiązana do tego miejsca przez swoją obecną pracę. Nie mogłam od tak rzucić tego, co robiłam. Nie chciałam zawieść chłopaków. Nie chciałam w tym aspekcie dać ciała. Nie mogłam zostawić ich z niczym. Szczególnie, że za pięć dni miała się odbyć poważna rozmowa z przedstawicielem Syco. A to mogła być ich wielka szansa. Wiedziałam, że nie znajdę nikogo na swoje miejsce w tak krótkim czasie, dlatego po tych wszystkich rozważaniach, odsunęłam od siebie myśl o wyjeździe do Londynu. A przynajmniej na razie.

              Podniosłam się z miejsca. Podeszłam do drzwi. Moja dłoń natrafiła na zimną klamkę. Musiałam w końcu wyjść z sypialni i stawić czoła temu, co stało się wczoraj. Musiałam się w końcu w sobie zebrać i znaleźć odwagę na to, by stanąć z Lukiem twarzą w twarz. Znaleźć w sobie także i siłę, na wysłuchanie go do końca. Nie mogłam przeciągać tego w nieskończoność. Nie miałoby to sensu.
               Jak tylko wyszłam na hol, usłyszałam dzwonek do drzwi. Modliłam się w duchu, by nie był to ktoś z rodziny blondyna czy chłopaki. Teraz naprawdę potrzebowaliśmy chwili sam na sam. Potrzebowaliśmy separacji od otoczenia, by dojść do ładu z tym, co nam zostało. Bałam się też tego, że nie będę w stanie udawać. Że przy najbliższej okazji, małym wspomnieniu, rozsypię się na nowo. Nie chciałam robić dodatkowych scen. Nie chciałam mieszać innych do tego kryzysu, jaki przechodziliśmy.
              Słyszałam, jak Luke podchodzi do drzwi. W końcu otworzył je. Wstrzymałam oddech, zamierając w bezruchu, kiedy tylko usłyszałam ten znajomy i znienawidzony przeze mnie głos. Ashley. Do naszego domu zawitała Ashley. Znowu. Zacisnęłam zęby tak mocno, że niemalże poczułam ból. Wysunęłam się lekko do przodu, nadal pozostając w ukryciu. Nie chciałam, by jedno z nich mnie widziało. Nie chciałam, by wiedzieli, że słyszę wszystko, co mówią.
- Co ty tu robisz?
- Pomyślałam, że po wczorajszym…
- Miałaś dać mi spokój – warknął, opierając się o drzwi. Nie wpuścił jej do środka. Dziewczyna nadal stała na progu. – Miałaś się odczepić.
- Ale…
- Nie, Ashley! Nie chcę tego więcej słuchać! Byłem tak cholernie ślepy na te twoje gierki…
- Żadne gierki. Nadal cię kocham!
- Widzisz! Nic do ciebie nie dociera! Powiedziałem wyraźnie, że nie chcę, byś nadal była częścią mojego życia! Nie chcę cię w nim! Byłem pewny, że jesteśmy dobrymi kumplami, ale ty… Ty znów wszystko skomplikowałaś! Praktycznie przez ciebie zrujnowałem to, co miałem!
- Odeszła od ciebie?
- Nie twój zakichany interes!
- Jest tu nadal…
- Boże, Ashley! – Słyszałam wściekłość w jego głosie. Co chwilę podnosił na nią ton, a z każdym tym dźwiękiem, moje dłonie mocniej zaciskały się w pięści. – Odwal się! Wystarczająco już namieszałaś, a ja byłem idiotą, który dał się wciągnąć w to wszystko, nie widząc, co tak naprawdę wyprawiasz! Chciałem być przykładnym kumplem, odbudować relację, jaką mieliśmy, ale nadal pozostając w sferze przyjaciół! Jednak ty… Ty jak zwykle chciałaś więcej!
- Więc to moja wina?
- A nie?!
- Pocałowałeś mnie…
- Nie, to ty to zrobiłaś. Ja nigdy nie wpadłbym, na tak głupi pomysł, by to zacząć. Szczególnie, że mam obok kogoś, kogo kocham. I tą osobą nie jesteś ty.
- Ale…
- A oprócz tego musiałaś jeszcze dorzucić mały bonus, by jeszcze bardziej wszystko spieprzyć!
- O czym ty mówisz?
- Nie udawaj. To ty wysłałaś do Malii sms-a. Z tego się nie wykręcisz.
- Musiała wiedzieć…
- Nie musiała się dowiedzieć w taki sposób.
- Więc to moja wina?
- Po części twoja, ale też i moja, bo byłem kretynem do kwadratu. A teraz idź sobie i zapomnij, że w ogóle się znamy.
- No, co ty…
- Mam dość. Nie chcę cię więcej oglądać.
              Podskoczyłam w miejscu, kiedy Luke zamknął drzwi z głośnym trzaskiem. Bez problemu wyobraziłam sobie, jak bardzo jest zdenerwowany i wściekły. Zagryzłam wargę, wsłuchując się w to, co dzieje się na dole. Luke wymamrotał coś pod nosem, ale jedyne, co usłyszałam, to wiązanka soczystych przekleństw.
              Odsunęłam się od schodów, cicho wracając do sypialni. Postanowiłam dać mu trochę czasu, by mógł się uspokoić. By miał tę chwilę dla siebie. Chwilę oddechu i możliwość ustabilizowania emocji. Ten czas przyda się także i mi. Abym mogła na nowo przeanalizować to, co się wydarzyło na dole. To, co teraz zaszło między nim a Ashley.

              Nie wiedziałam dokładnie, ile minęło czasu, odkąd wróciłam do pokoju. W końcu jednak ponownie wyszłam na cichy hol. Przymknęłam na chwilę oczy, biorąc powolny głęboki wdech. Do moich uszu doszła cicha krzątanina i brzdęk obijających się o siebie kubków. Luke był w kuchni.
              Powoli zeszłam po schodach. Z każdym krokiem czułam strach, który mieszał się z bólem. Miałam też obawy. Obawy względem naszej dwójki i tego, co będzie potem. Czy po rozmowie będziemy umieli ze sobą normalnie funkcjonować czy może to wszystko rozpadnie się, niczym domek z kart, podczas lekkiego podmuchu? A może uda nam się poskładać to wszystko na nowo?
- Cześć.
              Drgnęłam, kiedy odezwał się pierwszy. Od razu zauważył, że pojawiłam się w tym samym pomieszczeniu, co on. Jego błękitne, przygaszone oczy, spojrzały wprost na mnie. Widziałam po nim, że i on miał ciężką noc. Zapewne nasz wygląd był identyczny. Przez chwilę staliśmy nieruchomo, pogrążeni w całkowitym milczeniu. Ta cisza jednak była naprawdę ciężka i niezbyt przyjemna.
- Masz… Masz ochotę na herbatę?
- Poproszę - odpowiedziałam, a Luke momentalnie spuścił głowę. 
              Odwrócił się i wyciągnął z szafki drugi kubek w pingwiny. Usłyszałam, jak powoli wypuszcza powietrze z ust. To wyglądało tak, jakby ten moment był dla niego cholernie ciężki. Zalał kubki wrzątkiem. Następnie złapał za nie, stając do mnie przodem.
- Możemy porozmawiać? – zapytałam, próbując pohamować drżenie głosu. Niestety, nie do końca mi to wyszło.
- T-teraz? – Pokiwałam głową, czując, jak robi mi się gorąco. Zdenerwowanie na nowo przejmowało nade mną kontrolę. Miałam nadzieję, że jednak uda mi się to opanować. – Jasne.
               Przeszłam do salonu. Luke ruszył za mną. Usiadłam na sofie, przesuwając w bok rozłożony koc, pod którym zapewne spał. Chłopak ustawił parujące kubki z herbatą na stole tuż przed nami, a następnie zajął miejsce obok mnie. Błękitne tęczówki ponownie skupiły się na mojej osobie. Wzięłam kolejny głębszy oddech. Czułam, jak zatrzęsły mi się dłonie.
- Wczoraj powiedziałeś, że chcesz bym cię wysłuchała. Mów – powiedziałam, spoglądając na niego.
- Myślałem o tym, co w ogóle chcę ci powiedzieć – zaczął powoli. – Próbowałem sobie to wszystko ułożyć w głowie, ale każda wersja była jeszcze gorsza od drugiej – dodał, a potem delikatnie zagryzł wargę. – Przepraszam. Od tego powinienem zacząć. Cholernie cię przepraszam, za to, co się stało. Wiem, że się powtarzam. W końcu mówiłem ci to już wczoraj rano, a potem… Potem wróciłem do punktu wyjścia, nadal pozostając ślepym na wszystko. – Kiwnęłam tylko głową, nie przerywając mu. Zamrugałam kilkakrotnie, próbując pozbyć się łez, które zgromadziły mi się w oczach. Jednak i tak, jedna z nich spłynęła po moim policzku. Wytarłam ją szybko palcami. Luke zamilkł, obserwując moją reakcję. – Malia?
- Mów dalej – rzuciłam, skupiając wzrok na swoich dłoniach.
- Dopiero… Dopiero po tym, co się stało wczoraj u Ashley, zrozumiałem, jakim idiotą byłem w rzeczywistości. Nie dostrzegałem tego wcześniej. Dałem się wciągnąć w jedną z jej gier. Powinienem był szybciej przejrzeć na oczy. Powinienem był się obudzić już dawno. Wczoraj też dokładnie uświadomiłem sobie, jak to wyglądało z twojej perspektywy. I wiesz, co? – Ponownie spojrzałam na niego, a kolejne łzy spłynęły po moich policzkach. Zauważyłam, że i jemu zaszkliły się oczy. – Pod tym względem nie będę się usprawiedliwiał, bo naprawdę zawaliłem. Miałaś rację mówiąc, że cię zaniedbywałem, że zostawiałem samą, by iść do niej. Nie wiem, co ja do cholery sobie myślałem? Byłem pewny, że nic takiego się nie dzieje. Jednak prawda była zupełnie inna. Chciałem to naprawić. Obiecałem ci wręcz, że to zrobię i… schrzaniłem to po raz kolejny.
- Nawet nie będę zaprzeczać – odparłam, wycierając płynące łzy. – A ten… Ten pocałunek?
- Nigdy go nie chciałem. Traktowałem Ashley, jak kumpelę. Nie chciałem od niej niczego więcej. To ciebie kocham i nigdy nie chciałem, by ona weszła na twoje miejsce. Wczoraj… - Wziął głębszy oddech. Zauważyłam, jak zadrżała mu dolna warga. – Wczoraj zadzwoniła do mnie, prosząc o pomoc. I tak byłem spóźniony na umówiony obiad, więc pomyślałem, że do niej zajrzę, sprawdzając, czy wszystko w porządku. Ale okazało się, że ona kłamała. – Zrobiłam wielkie oczy. – Po prostu walnęła mi ściemę, bym tylko do niej przyjechał. Doszło do wymiany zdań i ona wtedy… Wtedy przyznała się, że nadal mnie kocha. Kiedy chciałem wyjść, pocałowała mnie.
- Odwzajemniłeś to? – zapytałam, bojąc się tego, co mogę usłyszeć. Luke wstrzymał oddech, a po jego policzkach spłynęło kilka słonych łez. Zacisnęłam usta, odwracając od niego głowę.
- Sam nie wiem, czemu to zrobiłem, bo przecież tego nie chciałem – powiedział niemalże szeptem. – Może dlatego, że zupełnie mnie zaskoczyła. I wtedy przypomniała mi wszystko. Przypomniała mi, jaka była kiedyś. Przypomniała mi też to, jak bardzo różni się od ciebie. – W tym momencie nie próbowałam już powstrzymywać płaczu. Pozwoliłam łzą płynąć. – Ty masz wszystko, czego potrzebuję. Odskoczyłem od niej, kazałem jej się odczepić, a potem wyszedłem z jej domu, z nadzieją na to, że naprawdę już więcej nie będzie próbowała się ze mną kontaktować. Ale myliłem się, co i do tego. Przyszła dzisiaj i…
- Wiem – odparłam. Skoro graliśmy w otwarte karty, nie miałam powódek, by się nie przyznać do tego, że ich podsłuchałam. – Słyszałam was.
- Wiec wiesz, że nie chcę jej w swoim życiu. Malia… - Złapał moje dłonie. Przez chwilę spoglądałam na nasze złączone palce. Z jednej strony tak cholernie chciałam się odsunąć. Z drugiej, zaś bałam się, że jak tylko to zrobię, to przekreślę wszystko. A może jest, o co powalczyć? – Proszę cię, nie zostawiaj mnie, tylko dlatego, że byłem ślepym idiotą. Teraz w końcu naprawdę zrozumiałem swój błąd. Teraz dopiero wiem, że muszę to naprawić. Ona nie liczyła się dla mnie, w taki sam sposób, jak ty. To z tobą chcę być. Ja… Ja już nawet nie pamiętam, jak to było bez ciebie. Jesteś częścią mojego życia i nie chcę… Tak cholernie nie chcę tego stracić. Wiem, że możesz mi nie wierzyć, szczególnie, że już wmawiałem ci, że się poprawię.
- I nic z tego nie wyszło…
- Ale teraz będzie inaczej, obiecuję. Obiecuję ci, że już nigdy więcej cię nie skrzywdzę. Zrobiłem to raz i to cholernie boli. To nigdy nie powinno się wydarzyć. Błagam cię… Daj mi ostatnią szansę. Znajdź w sobie, chociaż odrobinę wiary w to, że uda nam się z tego podnieść. Proszę cię... Nie zostawiaj mnie.
                Spojrzałam w jego niebieskie oczy, przepełnione smutkiem i żalem. Ale oprócz tego tliła się w nich desperacja, mieszana z nadzieją. Luke teraz był człowiekiem, który nosił w sobie tak wiele sprzecznych ze sobą emocji. Jego palce odrobinę mocniej zacisnęły się na mojej dłoni, wywołując tym ciepło, które rozeszło się po moim ciele. Ciepło, które towarzyszyło mi za każdym razem, gdy był obok.
                Dużo razem przeszliśmy. Poznaliśmy się, będąc ludźmi z dwóch różnych kontynentów. Dzieliło nas tak wiele kilometrów, ale mimo wszystko potrafiliśmy ciągnąć i wzmacniać tą znajomość, która pewnego dnia przerodziła się w coś pięknego. W coś, co pochłonęło nas zupełnie. W coś, za co byłam gotowa walczyć. Coś, czego nie chciałam oddać.
                Mimo całego bólu i porażki, jaki czułam, to nadal go kochałam. On nadal był moim Lukiem z Australii, którego poznałam w pewne mroźne przedpołudnie. Nadal był tym Lukiem, który mnie oczarował i fascynował. Nadal był tym, który potrafił mnie rozbawić i sprawić, że moje serce przyspieszało. Popełnił błąd i to nie jeden. Ale błędy popełniałam również i ja. Dlaczego miałabym mu nie wierzyć? To, że w ogóle doszło do tego przeklętego pocałunku, nie było jego winą. Prowokatorką była Ashley. Dlaczego mam pozwolić odnieść jej sukces i cieszyć się z tego, że tym incydentem rozwaliła nasz związek? Dlaczego nie powinnam dać mu kolejnej szansy, by naprawdę mi udowodnił, że nadal mu na mnie zależy?
- Malia?
- Chcę widzieć poprawę, Luke – powiedziałam cicho. – Chcę to odczuć, że naprawdę chcesz to naprawić, a nie, że znowu mnie zwodzisz.
- To znaczy, że zostaniesz? To znaczy, że nie odejdziesz ode mnie?
- Zostanę. Przecież nie powinniśmy tak po prostu przekreślić wszystkiego. Może to na nowo odżyje?
- Odżyje – odparł, uśmiechając się przez łzy. Puścił moją dłoń, by ująć moje policzki. – Obiecuję ci, że odżyje. Już nigdy więcej nie pozwolę, by ktoś zniszczył to, co mamy.
- Chcę ci wierzyć…
- Zrobię wszystko, byś na nowo uwierzyła – powiedział, a potem delikatnie musnął moje usta swoimi. Poczułam dreszcz, który od razu przebiegł mi po plecach. – Obiecuję... Tym razem naprawdę ci to wszystko obiecuję.

              Leżałam na kanapie, rozpamiętując naszą rozmowę. Teraz byłam w stu procentach pewna, że postąpiłam słusznie. Że tak powinno być. Tak powinno się to rozegrać. Luke przecież nie zdradzał mnie z Ashley. To był jednorazowy i nieprzyjemny incydent, który zranił nas oboje. Uznałam, że on nie powinien zniszczyć tego, co było między nami. Dodatkowo ciągle się kochaliśmy. Nie było tak, że to uczucie zgasło. Może odsunęliśmy się od siebie, ale nadal trwaliśmy w tym cudownym uczuciu, które mocno nas ze sobą połączyło. Nie mogłam tego od tak przerwać i odpuścić.
              Otworzyłam oczy. Luke uśmiechnął się szeroko. Miałam wrażenie, że w jego tęczówkach znów zaczynam dostrzegać te znane mi iskierki. Jego dłoń powoli przejechała po moim udzie. W końcu oparł się na moich nogach, nie odrywając ode mnie wzroku. Oboje uznaliśmy, że najlepszą metodą na zażegnanie przykrych wspomnień, jest zachowywanie się, jak dawniej. By od razu być blisko i nie pozwolić, byśmy oddalili się od siebie jeszcze bardziej. By nie odpuścić do tego, by tamto wydarzenie tłamsiło naszą relację.
- Co?
- O czym myślałaś?
- O nas. – Chłopak odrobinę się zmieszał. Przygryzł wargę. – Nie rozmyśliłam się. Chcę być z tobą. – Na nowo uśmiechnął się.
- Czyli, to były dobre myśli?
- Tak – odparłam, kiwając głową.
- Brakuje mi tu czegoś – powiedział, wskazując na moją dłoń.
             Zmarszczyłam czoło. Luke zaśmiał się, a potem sięgnął do kieszeni swojej szarej bluzy. Wyciągnął z niej coś. Dopiero, gdy otworzył dłoń, zobaczyłam moją naprawioną bransoletkę, którą wczoraj wyrzuciłam. Blondyn złapał mnie za rękę i podciągnął do pozycji siedzącej. Objęłam go, by złapać równowagę, bo nadal miałam przełożone nogi przez jego uda. Luke szybko założył mi bransoletkę z jego imieniem na nadgarstek, tuż obok tej ze skróconą nazwą 5 Seconds of Summer.
- Wróciło na swoje miejsce – odparł zadowolony. - Cholernie się z tego cieszę. – Uśmiechnęłam się.
- Tak?
- Nigdy bym sobie nie wybaczył tego, że cię straciłem. I to w tak głupi sposób.
- Dostałeś swoją szansę.
- Kolejną.
- Dokładnie.
- Jej już nie zmarnuję. Obiecuję.
              Złożył delikatny pocałunek na mojej skroni, na co westchnęłam cicho. Było to naprawdę przyjemne. Naprawdę wierzyłam, że to się uda. Że będzie, jak dawniej, a my pokonamy w całości ten kryzys. Zresztą, on już powoli słabł.
             Luke zdążył oderwać swoje ciepłe wargi od mojej skóry, gdy drzwi od naszego domu otworzyły się. Oboje podskoczyliśmy, a następnie spojrzeliśmy w stronę osoby wchodzącej. Do salonu wparowała – i to dosłownie – Liz. Spojrzałam na nią zaskoczona. Kobieta zmrużyła na nas oczy, opierając dłonie na biodrach. Chyba mieliśmy kłopoty.
- Które z was mi wszystko wyjaśni? – warknęła, tupiąc nogą ze zniecierpliwieniem.
- Mamo…
- Nie mamuj mi tu – pociągnęła, machając na niego palcem. – Przez piętnaście minut próbuję się do ciebie dodzwonić, ale ty nie raczyłeś odebrać telefonu od własnej matki!
- Dzwoniłaś?
- O! Jaki zdziwiony – prychnęła z sarkazmem.
- Nie słyszeliśmy… - odezwałam się, zwracając na siebie jej uwagę.
- Do ciebie też próbowałam się dodzwonić, moja panno.
               Przysięgam, że w tym momencie poczułam się, jak krnąbrna nastolatka, która wpadła w poważne tarapaty. I to przypomniało mi dawne czasy. To przypomniało mi moją własną mamę. Nie mogłam się powstrzymać, by się nie uśmiechnąć.
- Co wyście sobie wyobrażali?! Martwiłam się!
- Przepraszam! – odpowiedzieliśmy oboje. Liz mruknęła coś pod nosem. Jej niebieskie oczy znowu spojrzały na mnie.
- Nie miałaś jechać do Londynu?
- Zmieniły mi się plany.
- Pokłóciliście się o coś?
- A wyglądamy na pokłóconych? – odparł Luke, robiąc niewinną minę.
- Nie bądź taki hop do przodu – powiedziała, krzyżując dłonie na klatce piersiowej. – Byłeś wczoraj zdenerwowany i…
- Mamo, naprawdę jest okej.
- Pokłóciliście się? – ciągnęła dalej.
- Mamo – jęknął Luke, przekręcając oczami.
- Czyli tak. Ale widzę, że już jest zgoda?
- Jest w porządku – powiedziałam, kiwając głową.
- Będziecie odbierać telefony?
- Będziemy – zapewniłam ją. – Dziwię się, że ich nie słyszeliśmy. W sumie… - Rozejrzałam się po salonie. – Nie wiem, gdzie jest mój telefon.
- A mój… Wiem! Zostawiłem go w łazience.
- Mój pewnie też jest na górze…
- Po co wam telefony, skoro nie można się z wami normalnie skontaktować? – mruknęła Liz, świdrując nas wzrokiem.
- Obiecuję, że będę miał swój przy sobie, kiedy to będzie tylko możliwe.
- Przyklej go sobie do czoła, byś nie denerwował na odległość swojej matki! – Zrobiłam wielkie oczy. Zacisnęłam usta. Miałam ochotę ryknąć śmiechem na widok niezadowolonej miny Hemmingsa.
- Przepraszam…
- Ja też.
- Wybaczam, a teraz chodźcie, bo zrobiłam obiad – rzuciła i uśmiechnęła się do nas szeroko.
- To już po wielkiej złości i w ogóle? – zapytał zdezorientowany, Luke.
- Jeszcze jedno słowo, a odwołam twoje zaproszenie.
- No, ej!
- Zbierajcie się, bo zaraz pieczeń będzie gotowa! – krzyknęła, kierując się w stronę drzwi.
- Ta z grzybami?! – dopytałam, w myślach przywołując ten przepyszny smak.
- Tak!
- Puszczaj, Luke – rzuciłam, odpychając chłopaka.
- No, co?
- Jestem głodna, a tam jest pieczeń.
- To bardzo dobry powód, by ruszyć tyłek – skwitował ze śmiechem, podnosząc się z miejsca.


***
Można powiedzieć, że ten ciężki kryzys w końcu został zażegnany. Może Luke w końcu się naprawdę pod tym względem ogarnie :)

Szczerze to byłam pewna, że nie skończę tego rozdziału i że pojawi on się w niedzielę późnym wieczorem lub w poniedziałek - ale jakoś poszło :) Kolejna część jednak stoi pod znakiem zapytania. Obsuwa będzie na każdym ff, ale jak długa - tego nie wiem. Piszę teraz rozdziały i wrzucam je na bieżąco.

Dziękuję Wam za wszystkie cudne komentarze!

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam też znajdziecie informację, kiedy i jakie rozdziały się pojawiły

Pozdrawiam!

7 komentarzy:

  1. Moje gołąbki znowu razem *-* Liz jak ja Cię kocham :'D Ta kobieta to czysty optymizm :D Więcej jej w opowiadaniach, błagam :'D Jak zwykle rozdział meeeeegaaa *-*
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheh może Liz będzie się pojawiać częściej, ale nic nie obiecuję - to zależy, jak fabuła poleci :)
      Cieszę się, że się podobało
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Mega się cieszę, że doszli do porozumienia i nie dali się kryzysowi. Oni są i tak idealną parą i mam nadzieję, że Luke już więcej nie wywinie jej takiego numeru :)
    Końcówka z Liz była świetna :)
    Czekam na nn
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może po tym w końcu załapał - ale już tak naprawdę złapał - że to wszystko szło w naprawdę złą stronę :)
      Heh cieszę się :)
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam!

      Usuń