czwartek, 30 czerwca 2016

S4 - Rozdział 18

Sydney, 20 lipca 2013 roku


              Wszystko powoli wracało do normy. Ja i Luke znów zaczęliśmy być tą parą, którą byliśmy dawniej. Miałam wrażenie, że przez to, co się stało staliśmy się, w jakiś sposób sobie jeszcze bliżsi. Stopniowo też odcinaliśmy się od tej całej sytuacji. Stopniowo spychałam ją w najdalsze zakamarki umysłu, aby do niej nie wracać. Aby zapomnieć, jak to bolało i jakie to było nieprzyjemne. Znów chciałam cieszyć się tym, co mam. Tym, co we dwoje zbudowaliśmy. I choć minęły dopiero cztery dni, to ja byłam w połowie tej drogi. Drogi do zapomnienia.
              Dzięki pracy udało mi się nie skupiać myśli, na tym, co zaszło między mną a Lukiem. Jak niewiele brakowało, by wszystko się posypało. Na nowo wrzuciłam się w wir papierów, wykresów i statystyk. Chciałam uzyskać, jak najlepszy efekt, a co za tym idzie, najlepszy wynik i utorować sobie drogę do wyznaczonego celu. Mianowicie, już jutro miało dojść do spotkania z przedstawicielem Syco. To spotkanie, które mogło tak naprawdę zmienić wszystko. Dlatego tak cholernie nie chciałam zmarnować tej szansy. Szansy, która zaowocuje, czymś pozytywnym. Szansy, którą dostanie 5 Seconds of Summer. Nic dziwnego, że ślęczałam nad przygotowaniami niemalże przez cały czas, odkładając na bok nieco mniej ważne sprawy. Priorytetem był ten jeden konkretny dzień.

               Przeciągnęłam się, odwracając głowę od jasnego ekranu komputera. Przeniosłam się z pracą na górę, by chłopaki mi nie przeszkadzali. Dzisiaj potrzebowałam stu procentowego skupienia i ciszy. Chciałam dopiąć wszystko na ostatni guzik, aby jutro móc wkupić się w łaski Syco. A dobrze wiedziałam, że 5 Seconds of Summer lubiło mi od czasu do czasu zafundować niespodziewane przerwy w robocie.
               Nie tylko dlatego uciekałam do ciszy i spokoju. Mianowicie, miałam dzisiaj jeden z tych dni, kiedy to nie wszystko szło po mojej myśli. Mój laptop postanowił od czasu do czasu porobić mi na złość, przez co szykowany tekst rozjeżdżał się na wszystkie strony. Kolorowe słupki z wykresami, nie chciały współgrać z całością. Dodatkowo przez godzinę byłam molestowana telefonicznie przez jedną stację radiową, która koniecznie chciała się dowiedzieć, jakiś nowości na temat zespołu. Oprócz tego przez pół godziny wisiałam na słuchawce z firmą produkującą dla nas gadżety, bo nagle okazało się, że ostatnie złożone zamówienia wyparowały. Kiedy byłam pewna, że ta sprawa się wyjaśniła, kobieta zadzwoniła do mnie po raz kolejny. Dopiero po tej długiej rozmowie, udało się ogarnąć bałagan, jaki się zrobił. To wszystko powodowało, że zamiast być spokojną i cierpliwą osobą, znów zmieniałam się w jeden wielki rozdrażniony chaos.
              Drgnęłam, kiedy usłyszałam otwierające się drzwi. Powoli odwróciłam się w stronę wchodzącego do pokoju blondyna. Luke uśmiechnął się lekko, a następnie zatrzymał się obok mnie. Nachylił się, muskając lekko moje usta swoimi. Poczułam przyjemne ciepło, które sprawiło, że nieco się uspokoiłam. Negatywne emocje nadal się we mnie tliły, ale zostały odrobinę stłumione.
- Nie chcę ci przeszkadzać, ale…
- Ale?
- Zrobiłem obiad.
- Ty?
- Ja. Doceń to, bo się postarałem – powiedział ze śmiechem, sprzedając mi pstryczka w nos. – Sam gotowałem.
- To się da zjeść?
- Malia – jęknął, przekręcając oczami.
- Zrobiłeś go naprawdę sam? – Luke uśmiechnął się szeroko. Pokręcił głową. – Kto ci pomagał?
- Ashton.
- Czyli da się zjeść – skwitowałam z udawaną ulgą. Hemmings wydął do przodu dolną wargę, robiąc niezadowoloną minę. Spojrzał na mnie urażony. – Kochanie, wszyscy wiemy, że twoje umiejętności kulinarne są… dość… jakby to określić…
- Może to pomińmy? – zaproponował z nadzieją.
- Kiepskie? – Chłopak prychnął pod nosem. – Ale i tak to doceniam – dodałam, wstając. Pocałowałam go w policzek. Jego usta lekko wykrzywiły się w uśmiechu.
- Sam zacząłem, a Ash powiedział, że mi pomoże – pociągnął, kiedy zapisałam plik. – Pomysł był mój.
- Co takiego zrobiliście?
- Tosty.
- O… tosty? – zapytałam, patrząc na niego z politowaniem.
- Ale masz minę! – rzucił, a potem zaczął się śmiać. – Żartowałem. Zrobiliśmy ryż z warzywami i piersią z kurczaka.
- Brzmi smacznie.
- Ash mnie instruował, co mam robić. Doprawiał sam. Jest dobre.
- W takim razie idziemy jeść. Calum i Michael jeszcze tu są?
- Tak, dokańczali swoją piosenkę.
- Coś nowego? – zapytałam z ciekawością, kiedy wyszliśmy na korytarz.
- Nie, aż tak nowego. Mieli refren i jedną zwrotkę. Teraz zajmowali się resztą. Sam jestem ciekawy, co im z tego wyszło…
- Nie chłap za dużo dziobem – odezwał się Clifford, kiedy znaleźliśmy się w salonie.
- Malia jest naszą menadżerką i…
- Takich szczegółów znać nie musi. To może przynieść pecha – pociągnął Michael, kiedy weszliśmy do kuchni. 
               Uśmiechnęłam się widząc przygotowany stół. Chłopaki zadbali już o wszystko. Przyszłam na gotowe i to była naprawdę miła odmiana. Zazwyczaj, to ja czekałam na nich lub na samego Luke'a z posiłkiem. Teraz te role się odwróciły. Zapach przyjemnych i nieco ostrzejszych przypraw sprawiały, że stałam się jeszcze bardziej głodna.
- Jesteś przesądny, Mikey? – odparłam, siadając na wolnym krześle, tuż obok Irwina. Perkusista uśmiechnął się szeroko.
- Nie, ale…
- Ale to może przynieść pecha – dokończył za niego Calum, który już dobrał się do jedzenia. – Wcale nie przesądny.
- Zejdź ze mnie.
- Zaprzeczasz?
- Czasami mi się zdarza posłuchać głosu…
- Słyszenie głosów się leczy – powiedział ze śmiechem, Hood, wlepiając w niego swoje ciemne oczy. Michael zazgrzytał zębami, zajmując miejsce obok Hemmingsa, który chichotał pod nosem.
- Możecie ze mnie zejść? Chcę zjeść obiad w spokoju i bez waszych bezsensownych gadek, które są poniżej mojego poziomu.
- No… Pojechałeś nam teraz. Chyba się rozpłaczę – rzucił Calum.
- Dobra, spokój! – zarządził Irwin, patrząc to na jednego, to na drugiego.
- Dowiem się, co to za piosenka? – odezwałam się ponownie, mając nadzieję, że chłopaki w końcu coś mi zdradzą.
- Jak będzie w stu procentach skończona – odpowiedział Michael.
- Ale tak w stu?
- Jak będzie tekst i pierwsza propozycja melodii? – pociągnął Clifford.
- Jak będzie tekst? – negocjowałam dalej, uśmiechając się do niego z nadzieją.
- Zgoda.
- Dobrze się robi z tobą interesy – skwitowałam ze śmiechem, biorąc się za jedzenie.

            Przerwa na obiad odrobinę się przedłużyła. Wszystko przez to, że przy chłopakach odrobinę ochłonęłam i uspokoiłam się. Stres zelżał. Przyjemnie było tak siedzieć i żartować z nimi przy stole. Naprawdę nie chciało mi się wracać do pracy.
            Ta dłuższa przerwa jednak miała swoje minusy. Kompletnie wybiłam się z toku, który ciągnęłam od rana. Próbowałam ponownie wbić się w tamten rytm, ale szło mi to dość opornie. Nie mogłam sformułować odpowiednich myśli, kiedy wklepywałam kolejne zdania. Zacinałam się kilka razy pod rząd, nie umiejąc dobrać odpowiednich i właściwych słów. Przez to wszystko miałam wrażenie, że całość przygotowanej prezentacji jest naprawdę kiepska i jedyne do czego się nadaje, to szybka podróż do kosza na śmieci.
             Dochodziła do tego presja czasu. Cholernie zależało mi na tym, by to skończyć. Bym nie musiała wracać do tego jutro z samego rana. Bym mogła przed spotkaniem skupić się na wizualnej części prezentacji i argumentach, które chcę przedstawiać. Nie wiedziałam, jak będzie przebiegać ta rozmowa. Nie potrafiłam sobie jej wyobrazić. Byłam jednak pewna, że będzie maksymalnie oficjalna. Taka wprost z biznesowych spotkań rodem z filmów. Negatywne emocje wróciły, a ja nie potrafiłam się ich skutecznie pozbyć czy chociaż ich zminimalizować.
Miałam wrażenie, że cenne minuty uciekają mi przez palce. Zanim się obejrzałam już nastał wieczór, a ja pochłaniałam – bez apetytu, bo z tego wszystkiego odechciało mi się jeść, choć byłam głodna – kanapki przyniesione przez Luke'a. Zaraz po tym czas, jakby przyspieszył jeszcze bardziej.
              Około północy zaliczyłam mocniejszy kryzys. Mój komputer robił mi pod górkę. Już nie tylko program tekstowy nie chciał współpracować. Laptop się ciął, zawieszał, powodując u mnie kolejny napływ frustracji i wściekłości. Zaczynałam klnąc w myślach. Skończyłam wyrzucając te niecenzuralne słowa pod nosem, zaciskając jednocześnie zęby.
              Pracując w pogotowiu miałam bardzo wiele stresujących i męczących sytuacji, które wystawiały moją psychikę na próbę. Dzisiaj jednak nie dźwignęłam tego, co się działo. Chęć odniesienia sukcesu była tak silna, że przesłaniała wszystko inne. Przesłaniała też zdrowy rozsądek, którego przestałam słuchać. Im brnęłam w to dalej, tym bardziej nawiedzały mnie pesymistyczne myśli. Powinno być odwrotnie. Powinnam być pozytywnie nastawiona do tego, co się dzieje. Jednak w tym jednym konkretnym przypadku było inaczej. W końcu doszłam do kulminacyjnego momentu, w którym to uświadomiłam sobie, że całkowicie nie nadaję się do tej roboty, a jedyne, co przyniosę zespołowi, to szkody. Byłam tak przemęczona psychicznie od tego, co działo się w mojej głowie, że najzwyczajniej w świecie nie wytrzymałam i wybuchłam płaczem, nadal tkwiąc przed komputerem.
               Pociągnęłam nosem, zakrywając twarz dłońmi. Nagle drgnęłam, słysząc otwierające się za plecami drzwi. Zacisnęłam usta. Nie byłam zadowolona z faktu, że Luke się obudził. Dochodziła druga w nocy, kiedy nastąpił mój kryzys. Dałam upust emocjom, będąc przekonana, że chłopak twardo śpi. Myliłam się. Cholernie nie chciałam, by mnie oglądał właśnie w takim stanie.
- Malia, a ty jeszcze siedzisz – powiedział niezbyt zadowolonym tonem. – Powinnaś się przespać i… Co się dzieje?
               Nie byłam taka naiwna, by sądzić, że Luke od tak sobie pójdzie. Zresztą, jakbym tylko się odezwała, od razu by wiedział, że coś nie gra. Teraz spojrzał na mnie z niepokojem. Pokręciłam głową, powstrzymując kolejne łzy. Nie chciałam mu nic mówić. Jednak wiedziałam, że jak tylko zacznie zadawać pytania, ja szybko się złamię.
- Kochanie – zaczął, kucając tuż przede mną. Przejechał dłońmi po moich udach, nie odrywając ode mnie swoich błękitnych oczu. Dostrzegłam w nich mieszaninę strachu i niepewności. – Co się stało? Dlaczego płaczesz?
- To nic takiego – odpowiedziałam, wzruszając ramionami.
                Nie udało mi się powstrzymać jednej łzy, która spłynęła po moim policzku. Hemmings zagryzł wargę, ocierając ją palcem. Był to w pewien sposób kojący gest. Ale też sprawił, że jeszcze bardzie poczułam się źle. Źle z tym, że ich zawodzę i że sobie w ogóle nie radzę. Źle z tym, że oni postawili na mnie, a ja nie będę potrafiła spełnić ich oczekiwań. Wiedziałam, że te wszystkie myśli są naprawdę głupie i wpędzają mnie w jeszcze gorszy nastrój, ale nie potrafiłam ich od tak wyrzucić.
- Gdyby to było nic takiego, to nie wyglądałabyś, jak osoba na skraju załamania nerwowego – powiedział, kręcąc głową. – Powiedz mi prawdę, przecież mówimy sobie wszystko. – Wzięłam głębszy oddech. – Malia…
- Jutro mam to spotkanie…
- Wiem, to jakieś mega super ważne – przerwał mi, a ja cicho przytaknęłam. – Stresujesz się nim?
- To chyba nie tylko stres, ja… Nic mi dzisiaj nie wychodzi – jęknęłam, wypuszczając kolejne łzy. – Cała ta prezentacja jest nic nie warta. Nie mogę pozbierać odpowiednich argumentów. Kurwa… To się nie uda. Jestem beznadziejnym przypadkiem. Przepraszam, Luke.
- Za co ty mnie, kochanie, przepraszasz?
- Ty i chłopaki we mnie wierzyliście, a ja nie potrafię przygotować tak banalnej rzeczy. Pewnie całość spotkania też zawalę. Jestem laikiem. Co ja sobie myślałam, porywając się na coś takiego? Nie wiem, jakim cudem wy chcecie dalej ze mną współpracować, skoro nie potrafię niczego.
- Chodź tu.
               Złapał moją dłoń. Wyprostował się, a potem pociągnął za rękę, zmuszając mnie tym do wstania z krzesła. Dałam mu się poprowadzić w stronę sofy. Usiadł na niej pierwszy, przyciągając mnie do siebie. Zajęłam miejsce na jego kolanach, a on od razu objął mnie ramionami. Oparłam głowę na jego klatce piersiowej. Luke przez chwilę delikatnie gładził moje plecy, czekając, aż odrobinę się uspokoję. W tym momencie czułam się zagubiona i niepewna. Potrzebowałam kogoś, kto znów wprowadzi mnie na drogę normalnego funkcjonowania. Tym kimś był właśnie Luke.
- Nie gadaj głupot – powiedział cicho. Musnął ustami moje czoło. – Zobacz, jak wiele już zrobiłaś. Popchnęłaś nas do przodu i robisz to dalej. Bierzesz na siebie tą formalną część, a my możemy skupić się, tylko na muzyce. My kompletnie nie znamy się na twojej robocie, ale ty masz do tego smykałkę. Wiem, że teraz myślisz, że jest inaczej, ale się mylisz. Zawsze potrafiłaś wykorzystywać przypadkowe okazje, co skutkowało sukcesem. Do tego masz masę pomysłów i wiesz, jak je zrealizować. Nawet jeśli to idzie pomału i stopniowo. Dzięki temu, że zgodziłaś się zostać naszym menadżerem, jesteśmy już w innym miejscu, niż kiedyś. Jesteś częścią załogi. Jesteś jedną z nas. – Spojrzałam na niego, wycierając dłońmi policzki. Luke uśmiechnął się lekko. – Nie załamuj się z powodu tego spotkania. Jeśli ono cię przerasta, odpuść. Może to nie jest czas, na jakieś większe akcje. Może powinniśmy jeszcze trochę pociągnąć na tej płaszczyźnie, na której jesteśmy teraz.
- Nie można odpuścić takiej okazji…
- Oczywiście, że można. Nieraz jest lepiej zrezygnować. Jeśli masz się przez to tak emocjonalnie katować, to jest to dobre wyjście. Nie można dać się zaharować i narażać swojego zdrowia. Jeśli cię to naprawdę przerosło, odpuść. My nie będziemy mieć ci tego za złe, chociaż nie wiemy, o co do końca chodzi. – Uśmiechnął się po raz kolejny, a ja poczułam się odrobinę lepiej. – W związku z tą sprawą jesteś bardzo tajemnicza.
- Warto jest próbować…
- Ale nie takim kosztem. Zobacz, co się z tobą dzieje. Tak nie powinno być. Praca nie powinna tak na ciebie wpływać. – Przeczesał dłonią moje ciemne włosy. – Zrezygnuj i weź sobie jutro dzień wolnego. Musisz odpocząć. Musisz odpocząć psychicznie. – Wzięłam głębszy oddech, czując, jak zatrzęsły mi się dłonie. – A tak w ogóle to potrzebujesz snu. I to natychmiastowego. Zostaw to w cholerę. Okej?
- Okej.
                 I po jego słowach sama nie byłam pewna, co powinnam zrobić. Odpuścić czy się przemęczyć i spróbować? Z jednej strony cholernie nie chciałam marnować tak świetnej szansy i okazji. 5 Seconds of Summer, jako support One Direction, zyskałby jeszcze większą popularność i rozgłos, nie tylko na terenie Australii. Media śledzący karierę tej grupy, pewnie nie raz napisałoby właśnie o nich. Dzięki temu chłopaki mogliby zostać zauważeni także w innych krajach.
                Była jeszcze ta druga strona medalu. Ta, o której mówił Luke. Czy jednak warto poświęcać swoje zdrowie, doprowadzając się gdzieś na skraj emocjonalnej przepaści? Może nieraz faktycznie trzeba odpuścić i poczekać na inną okazję, kiedy będzie się o wiele bardziej przygotowanym na takie rzeczy. Nie tylko pod względem doświadczenia, ale także radzenia sobie ze stresem, który dzisiaj mnie przerósł.
                Przez to wszystko miałam jeszcze większy mętlik w głowie. Teraz zupełnie nie wiedziałam, co powinnam zrobić jutro. Pojechać czy zostać? Spróbować czy odpuścić? Pokonać siebie czy może zostać pokonaną? To wszystko może mieć tak wiele scenariuszy. A ja zupełnie nie mogłam określić, który jest bliższy spełnienia się w realnym życiu.


***
W końcu udało mi się skończyć ten rozdział. Ostatnio dowalili mi trochę rzeczy do ogarnięcia w robocie, że aby się wyrobić musiałam przytaszczyć to też do domu :\ Mam nadzieję, że w końcu wszystko się tam unormuje. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Jak widać, zaraz dojdzie do rozmowy z Syco - o ile Malia w ogóle na nią pójdzie. Znów została przytłoczona przez pracę - eh... Wiem, co czuje :\

Nadal rozdziały będą pojawiały się na wszystkich ff nieregularnie. O tym, co i kiedy zostało opublikowane dowiecie się na Twitterze i Asku :) Serdecznie zapraszam na te dwa konta - @RoxyDonau 

Dziękuję Wam za wszystkie komentarze! 

Pozdrawiam i do następnego!

4 komentarze:

  1. Sama tak pisałaś w opowiadaniu i tak powinno być w realu :) zrób sobie przerwe :) my to zrozumiemy ;) jeżeli masz za dużo na głowie to poprostu tą mniej ważną sprawe pozostaw na później ;)
    A ja jeszcze raz podziękuję Tobie za taaaaaak bardzo wspaniały rozdział, za to całe ff i za to, że poświęcasz ten czas dla nas :D Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że rozdział Ci się podobał :)
      Wiem, wiem... Ale powiem tak - teraz, kiedy nie mam presji na to, by wyrobić się na czas, czuję się psychicznie luźniej :) Piszę spokojniej i nie myślę o tym, czy nawalę znowu czy nie. Bo teraz wiecie, że rozdziały są nieregularne. To pomogło mi się też wyluzować :)
      Nie chcę robić zupełnej przerwy - za bardzo to lubię :)
      Dziękuję bardzo za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń