czwartek, 28 lipca 2016

S4 - Rozdział 20

Sydney, 28 lipca 2013 roku


              Wpadłam do domu. Szybko przeszłam do kuchni, aby odłożyć siatki z zakupami. Wybrałam się do sklepu z samego rana. Po południu nie byłoby na to czasu. Dzisiaj, bowiem miała się odbyć mała sesja zdjęciowa 5 Seconds of Summer. Termin nadesłania fotek zbliżał się ku końcowi, więc musieliśmy zrobić wszystko, aby to się udało. Nie mieliśmy czasu na powtórki i poprawki. Wszystko albo nic. Wszystko postawione na jedną kartę, aby spełnić marzenie.
               Nie udało mi się jednak załatwić i nawiązać współpracy z profesjonalnym fotografem. Było za mało czasu, aby się umówić, a terminy u tych najlepszych były zajęte. Byliśmy po prostu w tej kwestii spóźnieni. Nie poddałam się jednak. Podczas wykonywania, któregoś z kolei połączenia – po ósmym przestałam liczyć - i usłyszenia następnej odmowy, wpadłam na pewien pomysł. Pomysł, który był dobrym rozwiązaniem dla nas. Mianowicie, na moim roku miałam Iana. Chłopak robił drugi kierunek na Fotografii medialnej i do tego miał naprawdę świetną smykałkę do tej roboty. Był pasjonatem takiej formy sztuki. Kiedy więc, słysząc ponowne nie mam wolnego terminu, przykro mi, postanowiłam odnaleźć go na Facebooku. Jeszcze tego samego dnia umówiliśmy się na szybkie spotkanie. Tam nakreśliłam mu, czego dokładnie potrzebujemy i jak to ma mniej więcej wyglądać. Ian zgodził się od razu, widząc w tym szansę również dla siebie. Jego zdjęcia, podpisane jego imieniem i nazwiskiem miały pojawić się w galerii na stronie internetowej zespołu, a także w pozostałych mediach społecznościowych, z których korzystaliśmy do promocji 5 Seconds of Summer. Dodatkowo zaoferowałam mu załatwienie dwóch biletów na koncert One Direction.
               Podniosłam głowę, słysząc, jakieś hałasy dochodzące z góry. Zmarszczyłam lekko czoło. Co się tam do cholery dzieje? Byłam pewna, że chłopaki znów wpadli, na jakiś swój genialny pomysł, który może wcale nie skończy się dobrze. Westchnęłam, przekręcając oczami. Ruszyłam szybko w stronę schodów, aby móc skontrolować to, co wyprawiają. Tyle, że do końca nie byłam pewna tego, czy na pewno chcę to wiedzieć. Pod tym względem 5 Seconds of Summer byli, w jakiś sposób nieobliczalni i nieraz nieprzewidywalni.
                Kiedy byłam w połowie drogi na piętro, usłyszałam głośny huk, trzask, a potem krzyk Ashtona i głośny śmiech Michaela i Caluma. Do moich uszu doszło soczyste kurwa mać, wypowiedziane przez Luke'a. Wszystkie te dźwięki i głosy wydobywały się z pokoju, który sąsiadował z sypialnią. Tego pokoju, który został przerobiony na małe biuro.
                Doskoczyłam do drzwi i jednym szybkim ruchem otworzyłam je. Uniosłam brwi, a zaraz po tym wytrzeszczyłam oczy, wpatrując się w chłopaków. A ci… Oni postanowili zmienić się, na jakiś czas w niedoświadczonych majsterkowiczów. Po podłodze walały się płyty, a duża skrzynka z narzędziami okupowała moje biedne biurko. Zerknęłam w bok. Moje ciemne oczy na dłużej zatrzymały się na nowym meblu, który chcieli postawić.
                 Miał to być długi regał na papiery, które od dłuższego czasu składowałam w kartonach. Luke wpadł na ten pomysł, by zmienić im miejsce, tak by łatwiej można było wszystko znaleźć. Przystałam na to. Na drugi dzień wybraliśmy się razem do sklepu meblowego, aby wybrać najbardziej pasujący do całości regał. Najwidoczniej dzisiaj postanowili go przywieźć. Nie wiedziałam jednak, że naszym zadaniem będzie złożenie go do kupy.
- Malia! – zawołał blondyn z uśmiechem. – Jeszcze dzisiaj zrobimy tu porządek!
- Przywieźli go w częściach? – zapytałam, co było zupełnie bezsensowne, bo doskonale widziałam tę… porażkę. – Dlaczego tego nie złożyli?
- Oni go, tylko dostarczyli. Montaż jest banalnie prosty – odparł Clifford, wzruszając ramionami.
- Banalnie prosty, tak? – odparłam, patrząc na ich dzieło. 
                Co prawda regał miał już zarys, jakieś formy i nawet przypominał ten mebel, jednak czegoś mu brakowało. Dopiero po chwili zorientowałam się, że leżące na ziemi deski, muszą być kluczowymi elementami regału. Mianowicie, były półkami.
- Do całości dali za małe wkręty – powiedział Ash, wskazując na jakąś paczuszkę, leżącą w kącie pokoju. – Zamienimy je na te z większym gwintem. Regał będzie stabilniejszy.
- Pamiętacie o dzisiejszych zdjęciach? Mamy tam być o drugiej - przypomniałam im, patrząc po kolei na każdego.
- Jasne, pamiętamy – odezwał się Calum, kiwając dodatkowo głową.
- Świetnie – skwitowałam, biorąc głęboki oddech. – Dlatego błagam was, uważajcie.
- Jesteśmy ostrożni – rzucił ze śmiechem, Luke.
- Macie całkowity zakaz robienia sobie krzywdy, jasne? – dodałam, machając na nich palcem, jakby byli małymi dziećmi.
- Jasne, a teraz opuść to pomieszczenie kobieto, bo mężczyźni chcą wrócić do swojej męskiej pracy – powiedział Michael i zanim zdążyłam się zorientować, wypchnął mnie na korytarz i zamknął mi drzwi przed nosem.

               Podczas, gdy chłopaki dalej bawili się w majsterkowiczów od siedmiu boleści, ja zajęłam się przygotowaniem wszystkiego, co będziemy potrzebować na sesji. Wcześniej wcieliłam się w małą stylistkę, dobierając im odpowiednie ubrania. Mieli stworzone trzy komplety. Jeden był zapasowy, gdyby nagle coś stało się z jednym z nich. Dlatego kiedy oni wrzeszczeli na siebie, przeklinali i robili hałas, jakby pracowali na prawdziwej ogromnej budowie, ja wyprasowałam im rzeczy i zapakowałam je do samochodu. Do bagażnika dorzuciłam także pałeczki Asha, bas Caluma i gitary Michaela i Luke'a. Odbyłam także jeszcze jedną rozmowę z Ianem.
               W końcu na górze zapanowała cisza. Podniosłam głowę znad laptopa, wpatrując się w schody, jakby to one miały mi odpowiedzieć na pytanie, co się tam dzieje. Chłopaki zamilkli, a ja nie byłam pewna, czy jest to dobry znak czy zły. Nagle drzwi od pokoju otworzyły się.
- Malia, chodź!
- Czyli przeżyli – powiedziałam z ulgą sama do siebie.
                Posłusznie wstałam z krzesła i ruszyłam na piętro. Wiedziałam, że pewnie chcą mi pokazać swoje wspólne dzieło, jakie udało im się stworzyć. Weszłam do pokoju. Chłopaki z szerokimi uśmiechami wskazali na nowy mebel. Musiałam przyznać, że im się udało. Regał stał, nikt z nich nie stracił kończyny, a mój mały gabinet był w jednym kawałku. Sukces. Zauważyłam też, że część papierów została porozstawiana na półkach, aby całość prezentowała się jeszcze lepiej.
- Nieźle – powiedziałam, kiwając głową. - Udało się.
- A miałaś, co do tego wątpliwości? – prychnął Hemmings, przekręcając oczami.
- Żadnych wątpliwości –skłamałam, uśmiechając się do nich. – Dziękuję.
- Będzie się trzymać – pociągnął Ash.
                W tym momencie Calum położył karton z papierami na jedną z wyższych półek. Nowe drewno wydało z siebie cichy pisk. Zaraz potem huknęło, a wszystkie półki, łącznie z zawartością, grzmotnęły o podłogę. Luźne kartki wyleciały z teczek i segregatorów, rozlatując się po pokoju. Zamknęłam oczy i odruchowo podskoczyłam, wycofując się. Chciałam być, jak najdalej od zabójczego mebla.
- Oj – mruknął Hood. – Kurwa, serio?!
- Chyba… Chyba coś poszło nie tak – odparł Michael, drapiąc się po głowie.
- Zdecydowanie coś poszło nie tak – powiedziałam, zagryzając wargę. Na widok ich wkurzonych min chciałam ryknąć śmiechem. Powstrzymałam się jednak, aby jeszcze bardziej ich nie dobijać. – Nie macie do tego instrukcji?
- Jest do tego instrukcja? – zapytał Luke.
- Zazwyczaj, jakieś są.
- Ej – odparł Michael, podchodząc do biurka. – To chyba było to, w co przykleiłem gumę do żucia. – Złapał za zmiętoloną, zadrukowaną kartkę. – Tak! To, to!
- Kurwa, była instrukcja i nic nam nie powiedziałeś?! Byłem pewny, że zapomnieli jej dołączyć! – warknął poirytowany Irwin.
- Nie zauważyłem!
- Dobra, dobra – wtrąciłam, stając między nimi. – Zostawmy to na później. Teraz ogarnijcie się, bo niedługo musimy wychodzić.
- To już? – zapytał Calum.
- Mamy mało czasu. Zbierać się, bo czeka was sesja!

               Udało nam się dotrzeć na sesję punktualnie. Naszym celem był stary, opuszczony budynek na przedmieściach Sydney. To Ian znalazł to miejsce, a mnie od razu przypadło do gustu. Stare mury, gdzieniegdzie ozdobione graffiti, były idealnym tłem do zdjęć. Musiałam oczywiście zakręcić się wokół ochrony, by nam je udostępniono. Na szczęście trafiłam na całkiem miłego i przyjemnego starszego pana, który bez problemu wyraził zgodę na to, byśmy mogli się tam pojawić.
                Ian zjawił się na miejscu wraz ze swoim kumplem – również zapalonym fotografem – który robił za jego pomoc. Kiedy oni sprawdzali obiektywy, dwa aparaty, statywy i blendy, ja musiałam zapanować nad czwórką zniecierpliwionych chłopaków. A właśnie nastał ten moment, w którym 5 Seconds of Summer przechodziło samych siebie, doprowadzając mnie powoli do szału.
- Zaraz zaczynamy – powiedział Ian.
                Odpowiedziałam mu kiwnięciem głowy. Podeszłam szybko do Caluma, wciskając mu w dłoń nawilżającą chusteczkę. Zawsze miałam opakowanie mokrych chusteczek dla dzieci w samochodzie, bo idealnie sprawdzały się do mycia rąk czy nawet przetarcia twarzy.
- Masz na brodzie lukier po pączku. Zmyj to – rzuciłam szybko, pukając go w policzek.
- Gdzie?
- Na brodzie – powtórzyłam, a następnie spojrzałam na Clifforda. – Mikey, błagam cię, opanuj się w końcu i przestań się wygłupiać. Potrzebujemy cię.
- Jestem punk rockowy!
- Nie jesteś – skwitowałam, kręcąc głową.
- Jestem!
- Nie jesteś!
- Zwalniam cię! – krzyknął, machając w moją stronę palcem. Wzięłam głębszy oddech, spoglądając na niego z politowaniem.
- Nie możesz mnie od tak zwolnić. Musisz mieć większość zespołu po swojej stronie, tak mam w umowie i… 
               Ale nie dokończyłam, bo Michael prychnął pod nosem i ruszył naburmuszony w stronę futerału ze swoją gitarą. Przekręciłam oczami, odwracając się. Mój wzrok spoczął na blondynie.
- Serio?!
- Co zrobiłem? – jęknął, zatrzymując się obok mnie.
- Ty też nie umiesz jeść normalnie?
- Co?
- Masz budyń z pączka na koszulce. Na koszulce, w której miałeś mieć zdjęcia! Idź się przebierz i to natychmiast!
- Teraz jesteś moją dziewczyną czy wcielasz się w rolę menadżera?
- Menadżera.
- W takim razie nie krzycz na mnie, Morell, bo pojadę ci po pensji – powiedział zadowolony z siebie.
- Jeszcze jedno słowo, Hemmings, a zablokuję ci dostęp do konta, a wiesz, że mogę to zrobić, bo mam do tego pełen pakiet możliwości – zagroziłam, pukając go palcem w klatkę piersiową. – Idź się przebierz.
                Luke wymamrotał coś pod nosem. Wyprostowałam się z triumfem. Blondyn odwrócił się, a następnie ruszył szybko w stronę samochodu. Jeśli tak dalej pójdzie, to wyląduje przez nich w psychiatryku. Dostanę ładny pokój, obity materacami i do tego elegancki kaftanik do kompletu. Może nie będzie tak źle? Jeść dadzą, będą gry i zabawy, a do tego proszki za darmo. Żyć nie umierać… O czym ja myślę? Muszę się skupić.
- Malia?
- Ash? – Spojrzałam w stronę perkusisty.
- Założyć bandanę czy nie?
- Zakładaj. – Odwróciłam się. Moje oczy napotkały zielone tęczówki gitarzysty. – Mikey, masz dwie minuty, by się na mnie odfochować i podjąć współpracę.
- To przyznaj, że jestem punk rockowy!
- Słoneczko, nie jesteś punk rockowy, ale właśnie to w tobie tak wszyscy kochają.
- Ale… Uh…
- I nie zgrzytaj zębami – dodałam, kiedy Michael, skrzyżował dłonie na klatce piersiowej, nadal będąc urażony moimi słowami.
- Malia, możemy zaczynać! – zawołał Ian.
- W porządku! Chłopaki, koncentracja! Bierzemy się do pracy!

               O dziwo cała sesja zdjęciowa przebiegła sprawnie i bezproblemowo. Chłopaki słuchali uwag Iana i robili dokładnie to, czego chciał. Poprosiłam go, o jak najszybsze przesłanie zdjęć. Powiedział, że zajmie się tym od razu, a ja wieczorem otrzymam gotowy zestaw fotek. I tak było. Mogłam je śmiało przesłać do Syco i mieć tę sprawę z głowy. Całość sesji chciałam wrzucić do sieci jutro. Teraz nie miałam już na to siły.
               W drodze do domu wstąpiliśmy do znanej sieci fast foodów, aby kupić na wynos coś na kolację. Chłopaki po napełnieniu brzuchów górą niezdrowego jedzenia, znów byli zadowoleni ze wszystkiego. Chyba zacznę tę metodę wykorzystywać częściej. Może wtedy będą się bardziej słuchać. Mieli też więcej zapału do pracy, więc jak tylko skończyliśmy posiłek, ci zabrali się za ponowną walkę z niesfornym regałem. I tym razem tę walkę wygrali, bo mebel w końcu stał. I nie zawalił się ani razu, nawet wtedy, gdy powpychaliśmy na niego ułożone papiery. Nie powiem, ale ta wspólna praca była naprawdę przyjemna.
- Te będą do czerwonego – powiedział Ash do Caluma. Perkusista najszybciej opanował podział dokumentów na kolory i teczki, więc to on instruował teraz resztę, kiedy porządkowaliśmy ostatnie kupki zadrukowanych kartek.
- A te? – odezwał się Luke.
- Niebieski – odpowiedziałam, wsuwając umowy do przezroczystej koszulki. Następnie wpięłam ją do segregatora.
- Te są do zielonego? – zapytał Michael, machając mi plikiem zamówień.
- Tak – rzuciłam, kiwając głową. – Dobrze wam idzie. Chyba będę was wykorzystywać do tego częściej.
- Powinnaś pomyśleć o stałej pomocy – odparł Irwin, podchodząc do nowego regału. Położył pękatą teczkę na jednej z półek.
- O kimś, kto będzie mógł ci pomóc, nie tylko przy takiej robocie – pociągnął Luke, opierając się o biurko. – Kogoś, kto będzie wiedział więcej w tej dziedzinie, niż my.
- Myślałaś o tym? – zapytał Michael.
- Myślałam – odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Po ich podsłuchanej rozmowie, coraz częściej zaczęłam rozważać tę opcję. – Macie rację. Z pewnością bycie supportem One Direction jeszcze bardziej da wam rozgłos. Wtedy pracy będzie więcej. Będę potrzebować pomocy.
- Możemy zorganizować casting – zaproponował Calum. – Wyłonimy odpowiednią osobę.
- Można by było zaprosić zainteresowane osoby na rozmowę o pracę. Chcę mieć kogoś pomysłowego i niebojącego się wyzwań.
- Kogoś kompetentnego – dodał Luke.
- Nie musi być niewiadomo, jak doświadczony – pociągnęłam, uklepując stworzoną przez siebie nową kupkę papierów. – Ważne, by choć trochę miał wiedzę z tego zakresu.
- Musiałabyś dać ogłoszenie o pracę – rzucił Irwin.
- Jak tylko skończą się wasze koncerty z One Direction, to się tym zajmę. Poszukam kogoś odpowiedniego – zapewniłam ich, a ci uśmiechnęli się szeroko. Chyba tym zdaniem jeszcze bardziej zapewniłam ich, że nie zamierzam z nich rezygnować. Że chcę dalej tworzyć z nimi zespół. A to mi, jak najbardziej odpowiadało. Im najwidoczniej też.


***
Jak widać chłopaki nie zawsze chcą współpracować XD Na szczęście w porę się opanowali i nie doprowadzili Malii do szału - a może to ona przesadza i za bardzo bierze wszystko na poważnie? :) A może chłopaki powinni pomyśleć o karierze w Ikei, montując tam meble? XD

Standardowo zapraszam Was na Aska i Twittera- @RoxyDonau
Tam znajdziecie informacje o tym, jakie rozdziały i kiedy zostają opublikowane :)

Dziękuję również za wszystkie pozytywne opinie!

Pozdrawiam i do następnego!

3 komentarze:

  1. Może mi się wydaje, ale odkąd dodajesz nieregularnie rozdziały to.. są one dłuższe :D Więcej czytania, o tak :)

    OdpowiedzUsuń