sobota, 22 października 2016

S4 - Rozdział 25

Melbourne, 25 sierpnia 2013 roku


               Spojrzałam na blondyna, który siedział na łóżku. W jego lewej dłoni znajdował się telefon. Od dłuższego czasu prowadził rozmowę ze swoją mamą, a także bratem, który złożył wizytę rodzicom. Nie ukrywałam tego, że byłam strasznie ciekawa, co takiego słychać u Jacka i Celeste, więc nic dziwnego, że przysłuchiwałam się temu, co mówi. Szczególnie, że już niedługo miał się pojawić na świecie nowy członek rodziny Hemmings. A raczej członkini, bo starszy brat Luke'a spodziewał się córki.
- Za kilka dni jest koncert w Sydney, więc musicie tam być – powiedział po raz kolejny Luke.
               Zerknął na mnie, uśmiechając się szeroko. Odpowiedziałam tym samym, a następnie odwróciłam się, przeglądając zgromadzone rzeczy. Prawda była taka, że choć byliśmy w hotelu od niedawna, to w naszym pokoju już zapanował mały bałagan. Głównym sprawcą był blondyn. Dlatego po śniadaniu postanowiłam odrobinę ogarnąć to pomieszczenie, by łatwiej było się w nim odnaleźć.
- Oczywiście, że rodzice chłopaków też będą – pociągnął chłopak, padając na łóżko. – Dostaniecie od nas wejściówki. Wszystko jest już uzgodnione.
- I potwierdzone – dodałam, składając kolejną koszulkę Hemmingsa. Położyłam ją na jego torbie.
- I potwierdzone – powtórzył Luke. – Żałuję, że Celeste nie przyjdzie, ale wiem, jaka jest sytuacja… Też cholernie nie mogę się doczekać. Zostanę wujkiem!
- Wujkiem przez duże W – rzuciłam ze śmiechem.
- Otóż to, maleńka! – odparł, wskazując na mnie. – Jezu, mamo, to nie było do ciebie!... Oczywiście, że nie jestem, z jakąś obcą panną. Mówię do Malii… Mamo, ja mam do niej szacunek. Malia nie obraża się o takie sformułowania i… To nie jest złe określenie!... Ale ja nie podnoszę na ciebie głosu, ja tylko… - Luke prychnął pod nosem z frustracją. Spojrzałam na niego, a potem parsknęłam śmiechem. Minę miał taką, jakby Liz, co najmniej torturowała go telepatycznie. – Mamo! Koncert! Wróćmy do tego tematu… Kobiety… Tak, wszystko u nas w porządku, przecież już mówiłem i… Ale ja… Ach, dobra… Poprawię się… Tak, obiecuję… Malia, masz pozdrowienia… - Już otwierałam usta, by odpowiedzieć, ale Luke mnie wyprzedził. – Malia też cię pozdrawia. – Uniosłam jedną brew, zerkając na niego. – Też cię kocham. Pa i do zobaczenia za kilka dni! – Blondyn rozłączył się. Odrzucił telefon na bok, a potem zakrył twarz rękami.
- Będziesz żył czy Liz ma zamiar cię ukatrupić?
- Jestem jej ulubionym dzieckiem, więc tego nie zrobi – powiedział z pewnością w głosie.
- Och, skąd ta pewność? – odparłam, podchodząc do łóżka, na którym leżał. Błękitne tęczówki spojrzały wprost na mnie.
- Jestem dzieckiem VIP. Ja to wiem.
- Co u Jacka i Celeste? – zapytałam, siadając obok. Luke westchnął, a następnie podciągnął się do góry.
- Wszystko w porządku. Jack nie może się doczekać, kiedy nadejdzie ten czas. Mama tak samo i… Ja zresztą też.
- I ja. Nowy członek rodziny – powiedziałam z uśmiechem, opierając brodę na jego ramieniu. – Cieszę się z tego, jakby to mój brat miał zostać po raz pierwszy tatą. – Na twarzy Luke'a ponownie zagościł szeroki uśmiech. - Chce już zobaczyć to małe cudo.
- Będę wujkiem.
- Będziesz.
- A ty ciocią.
- Przyszywaną…
- To bez znaczenia. Będziesz ciocią.
- Ekstra – rzuciłam, zostawiając na jego policzku szybki pocałunek. – Mam pytanie.
- Słucham?
- Nie jesteś zły?
- W jakiej sprawie?
- Że interesuję się tak mocno twoją rodziną i że… W jakimś sensie traktuję ją, jak własną?
                 Luke odwrócił się. Przez chwilę spoglądał na mnie uważnie. Jego oczy dokładnie śledziły każdą, nawet najmniejszą emocję, jaka wymalowała się na mojej twarzy. Ujął moje policzki w dłonie. Wstrzymałam oddech, kiedy nachylił się, muskając moje usta swoimi.
- Jak mogę być o coś takiego zły? Cholernie się cieszę, że traktujesz ich, jak swoich. Oni ciebie zresztą też. Nie chcę, by to się zmieniło. Moja mama cię uwielbia od samego początku. To jest jeszcze lepsze. Może nie jesteśmy małżeństwem, ale to też twoja rodzina. – Pocałował czubek mojego nosa. – Nie zapominaj o tym.

                 Nie byliśmy, aż tak bardzo zapracowani, jak One Direction. Chłopaki znów wylądowali, w jakimś studiu, udzielając kolejnego wywiadu. Od rana nie było ich w hotelu. 5 Seconds of Summer miało wolne. Chociaż może nie do końca, bo na popołudnie zaplanowałam im małe spotkanie z fanami. Miało się ono odbyć w luźnej atmosferze w pobliskim parku. Nie musiałam ich długo na to namawiać. Dodatkowo wymyśliliśmy, że dobrze by było, gdyby zagrali kilka swoich utworów w wersji akustycznej. Oczywiście, aby nieco nagłośnić to małe, ale ważne dla nas wydarzenie, dałam krótką informację o tym spotkaniu na naszych portalach społecznościowych. Odzew ze strony fanów był, więc miałam nadzieję, że w parku pojawi się, chociażby kilka osób.
                 Zanim jednak wyruszyliśmy do parku, postanowiłam wybrać się na małe zakupy. Musiałam zaopatrzyć siebie i zespół w napoje, a także w przekąski – które im obiecałam. Zostawiłam, więc chłopaków w pokoju, gdzie dyskutowali o tym, które kawałki zagrają, a sama ruszyłam do sklepu, który mieścił się ulicę dalej.
                Wyszłam z hotelu, wciskając do torebki portfel. Zmrużyłam lekko oczy, kiedy słońce zaświeciło wprost w moją twarz. Zsunęłam na nos okulary przeciwsłoneczne, a potem ruszyłam przed siebie, mając nadzieję, że szybko załatwię tę sprawę i wrócę do reszty. I tak się prawie stało.
                Kiedy kupiłam wszystko to, co chciałam, ponownie wyszłam na szary chodnik. Odgarnęłam z twarzy brązowe kosmyki włosów, które zasłoniły mi na moment pole widzenia. Już chciałam założyć okulary, kiedy tuż przede mną zatrzymała się trójka dziewczyn. Przez chwilę spoglądałyśmy na siebie w milczeniu. Nastolatki zmierzyły mnie wzrokiem od góry do dołu. Zaczęłam się zastanawiać, o co dokładnie im chodzi. Zanim jednak zdążyłam się odezwać, wypowiedź jednej z nich, nakreśliła mi całą sytuację.
- Ty jesteś Malia, menadżerka 5 Seconds of Summer. Widzieliśmy cię na filmiku Nialla.
- Część – rzuciłam, przekładając ciężką siatkę do drugiej ręki.
- To naprawdę ty?
- Tylko ja – powiedziałam, na co cała trójka zaśmiała się cicho. – Jesteście fankami One…
- I 5 Seconds of Summer też. Byłyśmy wczoraj na koncercie i… To było bombowe!
- Cieszę się, że dobrze się bawiłyście.
- Możemy zrobić sobie z tobą zdjęcie, na dowód, że cię spotkałyśmy?
- Nie jestem żadną sławą ani osobą publiczną. Wykonuję, tylko swoją pracę.
- Jesteś dziewczyną Luke'a Hemmingsa.
- To i tak daje mi dalej status osoby niepublicznej. Przez to, co się dzieje, kładziemy większy nacisk na prywatność.
- Jasne, rozumiemy – odpowiedziała jedna z nich, kiwając dodatkowo głową. – A czy spotkanie w parku jest nadal aktualne?
- Oczywiście – powiedziałam z uśmiechem. – Zapraszam i mam nadzieję, że się pojawicie.
- Pewnie, że tak.
- Czy będzie można sobie z nimi zrobić zdjęcia?
- Myślę, że znajdziemy na to trochę czasu.
- Czyli będzie działo się coś jeszcze, oprócz zwykłego spotkania?
- Tego nie zdradzę. To mała niespodzianka dla was – odparłam, nie chcąc mówić im o małym występie chłopaków.
- Ale ekstra!
- Miło się rozmawia, ale muszę już iść. Obowiązki wzywają. Zobaczymy się w parku?
- Oczywiście, że tak!
- Jak najbardziej!
- Świetnie - odparłam, w dalszym ciągu mając na ustach szeroki uśmiech.
- Pozdrowisz od nas 5 Seconds of Summer?
- Jasne, nie ma problemu. Miłego dnia.
- Miłego dnia, Malia.
                 Odwróciłam się, a następnie ruszyłam przed siebie. Co jakiś czas kontrolowałam to, czy czasami za mną nie idą. Być może byłam pod tym względem zbyt przewrażliwiona, ale ostatnie, czego chciałam ja i Simon, to tłum fanów pod hotelem. Czyli w miejscu, w którym chłopaki mieli mieć odrobinę spokoju i ciszy. Na całe szczęście dziewczyny okazały się być w porządku i nie poszły moimi śladami. A kiedy weszłam do pokoju, w którym była reszta mojej ekipy, szybko streściłam im przebieg spotkania i zgodnie z prośbą, przekazałam pozdrowienia od fanek. Ash wspomniał też o tym na swoim koncie na Twitterze. Dzięki temu cała trójka będzie wiedzieć, że wywiązałam się z danego im słowa.

                Pojawiliśmy się w parku wcześniej. Zanim jednak chłopaki zajęli swoje miejsca i przygotowali instrumenty, już pojawili się pierwsi fani. Poprosiłam ich, by stanęli w odpowiednim miejscu, jednocześnie nie dopuszczając do tego, aby zespół poczuł się osaczony. Nie było z tym problemów. Z każdą minutą ilość osób zwiększała się, co niesamowicie nas cieszyło. Przez jakiś czas miałam obawy o to, że być może to spotkanie nie wypali tak, jak planowaliśmy.
                Nie sądziłam jednak, że zbierze się, aż taki tłum. Byłam przygotowana na góra czterdzieści osób. Tyle też miałam niespodziankowych smyczy z logo zespołu, które rozdałam pierwszym przybyłym. Przez chwilę bałam się, że nie damy rady opanować takiego tłumu, ale na szczęście wszystko przebiegało w normalnej i kontrolowanej atmosferze.
              Kolejną niespodzianką dla fanów był mały występ chłopaków. Sama nie mogłam doczekać się tego punktu naszego mini programu, bo uwielbiałam słuchać 5 Seconds of Summer na żywo. Zawsze słysząc ich kawałki i to w takich wersjach, przypominały mi się początki. Przypominał mi się wtedy nawet mój pierwszy przyjazd do Australii w ramach urlopu. I ich gra na plaży czy w garażach u ich rodziców. Choć nie minęło nie wiadomo, jak dużo czasu, to tyle rzeczy zdążyło się zmienić.
               Nie byłam bierna. Nie stałam obok i nie byłam, tylko obserwatorem tego małego spotkania. Robiłam też za kamerzystę i fotografa. Uwieczniłam na pamiątkę występ zespołu, a także rozmowy z fanami czy wymiany uścisków. Chętnie też służyłam za osobę, która robiła zdjęcia telefonami innych. Potem zagoniłam wszystkich do wielkiego grupowego zdjęcia, które oczywiście wylądowało na naszych stronach. To było naprawdę udane popołudnie. Widziałam uśmiechnięte i przejęte twarze obcych mi ludzi, a to nastawienie mocno dodawało mi skrzydeł. Widziałam w nich efekty ciężkiej pracy, jaką wkładaliśmy w to wszystko, aby jeszcze bardziej rozpowszechnić muzykę 5 Seconds of Summer. Byli moją cichą motywacją do dalszych działań, choć wcale nie mieli o tym pojęcia. Nie tylko zespół zyskiwał. Zyskiwałam także i ja.

               Po spotkaniu w parku, zagoniłam 5 Seconds of Summer do naszej hotelowej restauracji na późny obiad. Chociaż wszyscy byliśmy głodni, więc nie musiałam ich długo na to namawiać. Wystarczyło rzucić jedno hasło, a chłopaki już byli gotowi, by iść jeść. Nadal żyliśmy parkowym spotkaniem, więc nic dziwnego, że był to główny temat, jaki poruszaliśmy przy posiłku. Dopiero kiedy emocje nieco opadły, skupiliśmy się, na czymś innym. A mianowicie na naszym czasie wolnym i jutrzejszym wyjeździe do Brisbane.
- Musicie się spakować. Wyjeżdżamy z samego rana, więc nie będzie na to czasu – przypomniałam im, dodatkowo machając palcem, niczym matka do własnych dzieci. – Sprawdźcie też, czy na pewno wszystko macie i…
- Malia? – przerwał mi Michael.
- Tak?
- Jesteśmy dużymi chłopcami. Damy sobie radę.
- Tak? Od kiedy to jesteście dużymi chłopcami? Bo czasami mam wrażenie, jakbym pracowała w przedszkolu.
                Zdążyłam, tylko to powiedzieć, a wielka poducha uderzyła mnie prosto w twarz. Na szczęście pocisk nie był mocno rozpędzony, więc to zderzenie wcale nie bolało. Poduszka pacnęła na podłogę, spadając tuż przy moich stopach. Chłopaki wybuchli gromkim śmiechem.
- Michael!
- Ups…
- Już nie żyjesz! - warknęłam, tupiąc nogą.
- Nie możesz tego zrobić. Jestem członkiem zespołu. Jestem im potrzebny. Moje gitarowe solówki są boskie, mam zajebisty głos… O, kurwa! Luke, błagam, pomóż mi! – krzyknął, kiedy ruszyłam w jego stronę. – Ja nie chciałem! Ja przepraszam! Ja... Na pomoc!
- Myślę, że nie zdążymy się spakować, bo zaraz wyrzucą nas z hotelu – skwitował Ash, patrząc na to, jak próbuję złapać Clifforda.
              Michael przeskoczył na drugą stronę łóżka. Zeskoczyłam z materaca, na który przed chwilą weszłam. Chłopak zrobił to samo. Miałam jednak o wiele więcej szczęścia od niego. Nie zaplątałam się w pierzynę, którą przed chwilą rozwalił Hood. Jego stopa wcisnęła się pod kołdrę, a nasz boski gitarzysta rozłożył się, jak długi, na podłodze. Rozległ się huk, kiedy jego ciało spotkało się z twardymi deskami. Po chwili do naszych uszu doszedł głośny jęk.
- Żyjesz? – zapytał Calum, wychylając się z łóżka, by móc zerknąć na rozpłaszczonego kumpla. Michael mruknął, tylko pod nosem. – Ta… Nic mu nie jest.
- Mikey?
- Teraz ci się nagle mnie żal zrobiło? Jesteś złą kobietą.
- Jestem cudowna i kochana – powiedziałam, podchodząc do niego.
- Widzę, że nasz zespół ma naprawdę wygórowane ego – podsumował Irwin.
- Dlatego jesteśmy zajebiści – pociągnął Michael, przekręcając się na plecy. – To bolało.
- Nogi, ręce, kręgosłup i głowa cała? – zapytałam, kucając obok.
- Tak. – Usiadł, rozcierając sobie dłonią kark. – Potrzebuję leczniczej czekolady.
- Zeżryj, tylko moje ciastka, a uduszę cię w nocy poduszką – zagroził mu Calum, mrużąc oczy.
- Ten zespół jest do dupy – skwitował Luke.
- Przymnij się, Pingwinku – rzucił Michael, a potem wytknął mu język. 
                 Hemmings spojrzał z oburzeniem to na mnie, to na niego. Uśmiechnęłam się przepraszająco. Kiedyś przez przypadek użyłam tego określenia w towarzystwie chłopaków i od tej pory Michael lubił mu to wypominać w najróżniejszych sytuacjach.
- Jak ja was nie cierpię – warknął, padając na łóżko. Zakrył głowę rękami, jakby chciał się odciąć od tego, co się dzieje.
- Kochasz nas – powiedział zadowolony Calum. – Jesteśmy jednością. Jak jeden sprawnie działający organizm.
- To było ładne – odparłam, pomagając Cliffordowi podnieść się z podłogi. – Podobało mi się.
- Dzięki. Nieraz minie coś natchnie – rzucił Hood, wzruszając ramionami.
- Co powiecie na film? – zaproponował Irwin. – Może podczas oglądania nikt się nie uszkodzi?
- Jestem za.
- Wybierzmy coś fajnego – powiedział Luke, odwracając się. Najwyraźniej złość już mu przeszła. – Komedia?
- Pasuje. 


***
Dopiero teraz zauważyłam, że ta część opowiadania dobiega końca. Wszystko się nagle hurtowo u mnie kończy XD 
Oprócz tego promocja zespołu trwa i powiększa się też rodzina Hemmingsów - a raczej niedługo się powiększy :)
Mam nadzieję, że rozdział, choć spokojny, to przypadł Wam do gustu.

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau

Pozdrawiam i do następnego!

#twżpns

7 komentarzy:

  1. Nie no rozdział świetny :-) Czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekam na next ;) I postaram się nie męczyć zapytaniami o to, kiedy będzie kolejny rozdział ;)
    Życzę weny :D

    OdpowiedzUsuń
  3. No nie wierzę . Dawaj rozdział!! Kobieto bo się tu zamęcze tym czekaniem. Proooosze ładnie o rozdział :D 😜😘💓💓💓💓💓

    OdpowiedzUsuń
  4. No nie wierzę . Dawaj rozdział!! Kobieto bo się tu zamęcze tym czekaniem. Proooosze ładnie o rozdział :D 😜😘💓💓💓💓💓

    OdpowiedzUsuń
  5. No nie wierzę . Dawaj rozdział!! Kobieto bo się tu zamęcze tym czekaniem. Proooosze ładnie o rozdział :D 😜😘💓💓💓💓💓

    OdpowiedzUsuń